Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, December 6, 2016

Sad zalatwiony, przynajmniej na teraz

Bylam wczoraj w tym Sadzie.
Zalatwilam szybciorem, bo jakos wyjatkowo sprawnie im to szlo. Jak juz dostalam sie do urzednika, ktorego akurat z gory sobie upatrzylam, udalo mi sie po prostu, to poszlo biegusiem. A upatrzylam sobie faceta bo mial bardzo ladny usmiech, taki cieply i z ognikami w oczach. Zapytal grzecznie czy mam jakis powod dla ktorego nie moge teraz akurat wykonywac tej powinnosci obywatelskiej, na co ja odpowiedzialam:
-- Chyba mam - i podalam mu list od mojego onkologa.
Przeczytal i tylko powiedzial:
-- WOW!!! wracaj do domu. 
No to wrocilam, z tym, ze ze swiadomoscia, ze za 6-8 miesiecy moge dostac a raczej na pewno dostane nastepne zaproszenie.
Od Grand Jury nie ma odwolania, jak raz czlowieka wezwali to juz nie popuszcza, moga to przelozyc z roznych przyczyn, ale na pewno o mnie nie zapomna.
Powiem szczerze, ze gdyby nie swieta, nie zima, kiedy dzien jest krotki i dojazdy bardziej upierdliwe to wcale nie mialabym nic przeciwko. W koncu nie pracuje, nie przedluzylam tez zasilku, bo Wspanialy stwierdzil, ze "nie warto sobie dupy zawracac" no to siedze w domu i nic nie robie.
A tam placa, byle co bo co to jest 40 dolarow za dzien siedzenia w sadzie, ale w domu siedze za darmo, wiec jak mnie znow zawolaja za te 6-8 miesiecy to chyba nie bede miala nic przeciwko.
Teraz naprawde nie moge, mam ciagle jeszcze za duzo wizyt lekarskich i te cholerne szczepienia i w tym konkretnym czasie Sad akurat koliduje z moim leczeniem.
No owszem mialabym cos przeciwko, gdyby trafila mi sie sprawa jakiegos okrutnego morderstwa i trzeba byloby sie babrac ogladaniem zdjec i widokiem wizji lokalnej, tego nie wiem czy bym zniosla.
A niestety tak moze byc, bo sprawy w Grand Jury to raczej sprawy powazne i dlugotrwale.
Nic to pozyjemy zobaczymy co czas przyniesie.
Narazie zabralam sie za mycie szkliwa jakie posiadam w ilosciach nieprzyzwoitych.
Ja chyba jestem nienormalna, na jaki chuj ja kupilam np. zestaw obiadowy na 16 osob?
Na jaki grzyb jest mi porzebne 16 jednakowych kieliszkow do szampana, oprocz tego mam jeszcze dwa komplety innych szampanek.
Pierdolki do deserow?
Ja pierdole gdybysmy jedli desery trzy razy dziennie i to nie we dwoje, ale w szesc osob to tych pierdolonych puchareczkow, miseczek,talerzykow i innych pierdolinkow i tak starczyloby na caly tydzien.
Jestem chora psychicznie, czas zdac sobie z tego sprawe.
Szklanki do Irish coffee, kurwa w ilosci 8 sztuk, a ile razy pije Irish coffee?
Raz na 5 lat jak pamietam, ze mam te szklanki (!!!)
To jest powazna choroba psychiczna, bo mimo iz mam tego od pyty albo i jeszcze wiecej to jak widze cos nowego to jak sroka, znow kupuje.
Fakt, przez ostatnie trzy lata nic nie kupilam, znaczy, ze szkliwa i porcelany, bo nastepny komplet nozy do serow czy specjalna tarka do czekolady to sie nie licza.
No moze sie nie licza, ale miejsce zajmuja... nawiasem mowiac gdzies schowalam te tarke i nie pamietam gdzie, a oczywiscie mialam pamietac:))) Znajdzie sie przy przeprowadzce.
Osiem szafek pelnych po brzegi szkla i porcelany nie uzywanej na codzien, a nawet rzadko uzywanej od swieta i w tym przypadku nie licze tego kompletu obiadowego na 16 osob.
Cztery szafki maja po trzy polki i cztery na szczescie tylko po dwie polki a i tak wszystko zapchane pietrowo. Jakim cudem sie to nie wytluklo z samego stania na polkach?
Nie wiem, moze dlatego, ze nikt tu nie skacze a i trzesien ziemi nie ma.
Ide z tym walczyc dalej.
Tatek przybywa w sobote 17 grudnia i musze miec to wszystko z glowy do jego przyjazdu. Nie ze bedzie sprawdzal, ale nie mylam tego przez 3 lata, a mimo, ze szafki zamkniete to jednak to swinstwo sie kurzy jak cholera, najgorzej szklanki i kieliszki.
Oooo szklanek to mam pewnie z 80 roznego rodzaju, ksztaltu i pojemnosci.
Troche wystawilam wczoraj w paczce przed dom, moze ktos potrzebuje niech sobie wezmie.



68 comments:

  1. Replies
    1. Nie masz pojecia jak ja sie ciesze, ze on jeszcze moze do nas przyjechac. W koncu ma 89 lat, wiec kazda wizyta to ogromna dla nas radosc. Za dwa lata przeprowadzimy sie blizej, mam nadzieje, ze nie bedzie za pozno, ale wczesniej nie mozemy. Wspanialy ciagle pracuje mimo, ze w domu to jednak raz na jakis czas musi jechac do korpo.

      Delete
  2. ja mam 18 małych kieliszkó do szampana dla dzieci :ppp
    muszę komuś oddać, ale sa w jakimś pudle przeprowadzkowym :pp

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wlasnie przed chwila rozmawialam ze Wspanialym i stwierdzil, ze musimy sie zaczac pozbywac tego nadmiaru wszystkiego, bo on nie chce tego przeprowadzac. No wiem, ma racje ale jak o tym mysle to juz mnie serce boli, bo to przeciez takie ladne:)))

      Delete
    2. No ladne, czesc z roznych krajow Europy, kupowalam na e-bay'u takie naprawde rzadko spotykane caculki
      :)) Mam np. komplet do kawy espresso jeszcze przedwojenny z Niemiec ale to dostalam w prezencie od bylego narzeczonego:))) A skad on mial to nie mam pojecia.

      Delete
  3. Replies
    1. No wlasnie i to jest niesprawiedliwe. Juz od lat zlikwidowalam prezenty swiateczne, bo ja (my) nic nie potrzebujemy a jak chcemy komus cos dac to dajemy nie czekajac na swieta. A mimo to tyle tego jest.

      Delete
  4. Podejscie do tematu sąd rozsądne, a do tematu szkliwa takie jak i moje,tzn.kiedy zobaczę cos ładnego, oczy mi się świecą i głupieje. Kupuje, choc nie jest potrzebne i tak z latami przybywa gratów :) A potem trza myc...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Iza, kocham Cie!!! Jak dobrze wiedziec, ze nie tylko ja taka pierdolnieta na punkcie skorup :)))

      Delete
  5. Jak się ucieszyłam, że jestem minimalistką! W tak zwanej serwantce mam po komplecie kieliszków na 6 osób i dwa komplety do kawy i to by było na tyle:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja jestem minimalistka jesli chodzi o ubrania i buty, tego ani nie lubie kupowac ani nie musze miec bo "nowe" albo "trendy", ot mam co mam i to mi wystarczy pewnie do konca zycia, ale skorupy to zupelnie inna bajka :P

      Delete
  6. Ja pozbylam sie nieuzywanych skorup podczas ostatniej przeprowadzki. Szlismy na mniejsze, wiec sila rzeczy mialam duzo mniej miejsca do dyspozycji. A i nawet tego, co zostalo, nie uzywam w calosci. Czyli koniecznosc matka potrzeby czy jakos tak. ;)
    Nie wiem, czy juz kiedys o tym pisalas, ale ciekawa jestem, jak przebiegala ta rozprawa sadowa, w ktorej bralas udzial. Jak to wyglada z punktu widzenia osoby spoza wymiaru sprawiedliwosci, takiego calkiem cywila. Jak to jest rozstrzygac o czyims zyciu lub smierci, przeciez mozna sie czym sugerowac, mozna sie pomylic w ocenie. Wiem, ze ostatnie slowo nalezy do sedziego, to on wydaje wyrok. Moglabys opisac swoje wrazenia, przezycia, rozterki, watpliwosci? O czym wtedy myslalas? To dla mnie taka egzotyka, wiec tym bardziej mnie ciekawi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie moge napisac jak bylo, bo jedyna sprawa, do ktorej mnie wybrano 6 lat temu (o ile dobrze pamietam) to byla w Sadzie Cywilnym i rozstrzygnela sie porozumieniem stron zanim sie zaczela.
      Z drugiej strony cos mi mowi, ze sprawy powazne takie wlasnie jak w Grand Jury to sa tajemnica i lawnikom nie wolno na ich temat z nikim rozmawiac, tym bardziej chyba pisac na publicznym blogu. Na pewno jest to duza odpowiedzialnosc, ale przeciez lawnikow jest zawsze kilku i podejmuja decyzje wspolnie oraz w oparciu o dowody przedstawione przed sadem. Nie wiem, naprawde nie mam pojecia jak to jest i jak czlowiek sie czuje bedac w grupie ludzi rozstrzygajacych o czyims losie.
      Ale przeciez nawet lawnicy zawodowi jak w wielu krajach to chyba tez maja lub chociaz powinni miec te same rozterki, watpliwosci i przezycia.

      Delete
    2. A to szkoda. Myslalam, ze dowiem sie z pierwszej reki, jak to jest, bo jakos moja wyobraznia tak daleko nie siega.

      Delete
    3. Moja tez nie siega, bo jeszcze nie musi:)) I mam nadzieje, ze ze wzgledu na moje poglady nigdy mnie jednak nie zaakceptuja i nawet nie chodzi o poglady polityczne, ale ja jestem chyba za bardzo czarno/biala na takie sprawy. Nie potrafie byc obiektywna i zawsze bede po stronie ofiary, co niekoniecznie znaczy po wlasciwej stronie. W koncu zapadaja wyroki i ludzie siedza w wiezieniach a po latach sie okazuje, ze byli niewinni. Wiec trudno czasem ocenic kto jest ofiara.

      Delete
    4. Anna Maria, sedzia nie wydaje wyroku, tylko lawa przysieglych. Sedzie tylko zatwierdza wyrok: winny lub niewinny i zasadza kare. Tak jest u nas i w Ameryce chyba tez, bo to podobne systemy.

      Delete
    5. Iwona, tak, mamy ten sam system pod tym wzgledem. Sedzia ma tylko ostateczne slowo jak prezydent podpisuje uchwaly, ktore wczesniej podejmuje kongres czy tam parlament tak sedzia zatwierdza wyrok podjety przez lawe przysieglych i ustala kare.

      Delete
  7. Sceny z amerykańskich filmów w sądach to moje ulubione :) Uwielbiam, od "Dwunastu gniewnych ludzi" po Suits i How to Get Away with Murder i inne takie tam :)
    No ale na pewno realnie to nie jest tak, jak w serialu, a poza tym prawnicy niekoniecznie są tacy seksowni.
    Skorupomanii akurat nie mam, aczkolwiek kubkom muszę się opierać, ale i tak szafki są zapchane.
    A najgorsze są badyle, te do domu same wchodzą... ;) I książki :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Z badylami mi nie podrodze:) mam minimalna ilosc, a ksiazki od kiedy mam Kindle tez sa opanowane.

      Delete
    2. E-booki to nie książki. Książka musi pachnieć drukiem i szeleścić :D Kindle to szatański wynalazek ;) A na serio - nie lubię...

      Delete
    3. Ja lubie i to bardzo, zajmuje malo miejsca, jest lekkie i mozna miec cala biblioteke zawsze przy sobie.

      Delete
  8. Uwielbiam kupowac porcelane, zwlaszcza kubki, czajniczki do herbarty, ktore uzywam raz na dwa lata.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lola, czajniczkow do herbaty mam szesc, jeden super japonski z dwoma kubelkami bez uszu:) Herbate pije tylko zima. Kubkow do kawy to tez mamy tyle, ze zapowiedzialam Wspanialemu, ze jak przywlecze do domu jeszcze jeden kubek (zwykle dostaje jako drobny upominek swiateczny) to bedzie musial danej osobie sprezentowac dwa z naszych juz obecnych w domu:)) Nie mam juz gdzie tego trzymac, kubki stoja w szafce jeden na drugim bo sie nie mieszcza.

      Delete
  9. Też miałam nadmiary szkła i porcelany, ale część wyjechała z dzieckiem, potem kupiłam sobie mniej pojemne meble kuchenne i tym sposobem sporo skorup oddałam "na wieś" a część jeszcze do dziś stoi w starym kredensie...w piwnicy. I jakoś mi ich wcale nie brakuje. No bo pewnie wcale a wcale nie były mi potrzebne, tylko wcześniej o tym nie wiedziałam;)))
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak to jest, mamy bo nie pomyslalysmy ze to nam zupelnie niepotrzebne. Moj problem polega na tym, ze przeprowadzilam sie do duzo wiekszego mieszkania niz mialam poprzednio, wiec moglam nakupowac szafek i zapychac je skorupami i szkliwem.
      Buziam zwrotnie :**

      Delete
  10. Byłam ławnikiem w stanie wojennym przez 4 lata, wydział karny. Ważne - przynajmniej dla mnie, jest nastawienie, postanowiłam się zgodzić, na marginesie nikt nie chciał :), ponieważ, powiedziałam to głośno "może komuś pomogę". I tak się stało pomogłam, szczęśliwie nie byłam sama, była druga niepokorna ławniczka. Był to pierwszy w sądzie tym, wyrok wydany przez ławników wbrew sędziemu głównemu. Nie wiem czy jedyny, ale panie sekretarki były bardzo oburzone, "nigdy, nigdy w naszym sądzie nie zdarzyło się coś takiego że sędzia pisał wotum separatum i przed wojną i po". Chłopak był niewinny, rok czasu trzymano go jak kryminalistę ciężkiego w więzieniu bez sprawy, byłam wkurzona tak wkurzona to chyba nigdy nie byłam, latałam w tej oberwanej todze od ściany do ściany i mówiłam z lekka podniesionym głosem :)). To co że ona - prokuratorka, dała ciała (żadnych dowodów a świadek robił z nimi co chciał), to chłopak ma iść na 5 lat - tyle żądała prokuratura, do więzienia, co to jest krzyczałam. Pani sędzina miała zwyczaj wychodzić podczas przerwy powiedziała co wiedziała i sobie poszła to mogłam pokrzyczeć. Po tym wyroku wylądowałam u prezesa sądu na dywaniku i do końca już sędziowałam tylko w jego obecności. :))Łagodnym był sędzią i wyrozumiałym, raz tylko pozwolił sobie na złośliwy uśmiech w moim kierunku, w sprawie młodego gówniarza co pobił profesora, arogancja szczeniaka i jego mamusia i siostrunia, spowodowały mój gniew, wtedy byłam wstanie dołożyć więcej nawet a zawsze byłam za mniej. Oj tam się mnie wezbrało na wspomnienia, ale mimo że wtedy takie były czasy, jakie były, tez można było pomóc mimo że było jak było.

    ReplyDelete
    Replies
    1. U nas lawnicy nie lataja w togach, wiec to mi nie grozi:)) Lawnik tez nie wypowiada sie publicznie przed Sadem a tylko prywatnie na naradach. Zupelnie inaczej to wyglada po tej stronie oceanu:)

      Delete
    2. Tak samo wyglada u nas. Lawnicy tylko siedza i sluchaja, a dyskusja odbywa sie za zamknietymi drzwiami.

      Delete
    3. Dyskusję czyniłam za zamkniętymi drzwiami. A togi zakładają bo są wtedy ważniejsi. :)

      Delete
  11. no ja to wolałabym te skorupy kupować , bo ja np namiętnie kupuję batoniki , bo wiadomo że ciekawska nie jestem ale lubię wiedzieć i kupuję a co gorsza żrę je potem i one się przyklejają i noszę je przy sobie i jest mię więcej i więcej a te batoniki co rusz inne , co jeden to słodszy ech a skorupy można po prostu świsnąć w kąt a weź wywal te dodatkowe kg z kubańsko meksykańskiej niewymownej :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. To Ty jestes jak Tatek i Wspanialy:)) Ja przez Wspanialego nie moge miec w domu zadnych slodyczy, bo wszystko pozre. Na dwa tygodnie przed Halloween kupilam ogromniasta torbe takich miniaturowych batonikow dla dzieci, popelnilam przy tym powazny blad bo torbe otworzylam i czesc wsypalam na miske, ktora stoi na stoliku w livngroom. No i cale szczescie, ze troche jednak zostawil dzieciom.
      Za to jak Tatek przyjezdza to musze miec slodycze, bo dawno temu raz sie zdarzylo, ze nie mialam to sie poskarzyl E. ze nie kupilam dla niego slodyczy, wiec teraz zawsze mam.
      Juz nawet zakupilam znow ogromna torbe czekoladek, ale nie otworzylam, zeby Wspanialy nie pozarl zanim Tatek przyjedzie. Ja nie ruszam, mnie tylko bardzo ciemna czekolada rajcuje, a takie batoniki to moga pajeczyna obrosnac i nie rusze.

      Delete
    2. ha ja cały czas wiedziałam ze mam coś wspólnego z Tatkiem że zapałałam do Niego tak wielką sympatią ! a no że Wspaniały się załapał , no cóż w końcu to syn ojca genów nie oszukasz ;-) no ja się ostatnio staram nie kupować ale czasem jak leżą przy kasie i tak pachną i szepczą "weź mnie weź mnie a inny głośno się drze a ja to co ? baton ? " mówię Ci skaranie boskie że ja je tak słyszę i rozumiem i mam tak miękkie serce....

      Delete
  12. Po nowym roku czeka mnie przeprowadzka, a ja za Chiny Ludowe nie wiem, jak się z tym całym, przez lata zbieranym majdanem rozstanę. dziecię przepowiada, że serce mi pęknie:))
    A tak na marginesie, to myślałam, że o jakowyś sad owocowy tu się rozchodzi:)
    Najlepsze w tym wszystkim jest to, że Tatek nadjeżdża.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Errato nas czeka przeprowadzka za dwa lata i juz mnie glowa boli na sama mysl a serce mi peknie na 100% jak sie bede musiala rozstac z czescia tego badziewia, bo to wszystko jednak mi sie ciagle podoba.
      No tak u mnie sad i Sad to to samo:)))
      Na przyjazd Tatka juz sie nie moge doczekac.

      Delete
  13. Plusem małego mieszkania jest to, że nie da się zgromadzić nadmiaru skorup. Jak nabywam coś nowego (bo też mi trudno się czasem oprzeć), to analogiczne stare wyrzucam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No to jest niewatpliwie plus, ale sa tez minusy i te mi sie wyjatkowo nie podobaja :)

      Delete
  14. Jestem wielka minimalistką, kiedyś miałam więcej rzeczy,teraz mam mało,ale zawsze wychodze z założenia,ze jak bedzie mi potrzeba to mogę kupić:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wlasnie dlatego kupowalam, bo bylo potrzebne :) czesto na jeden raz, ale jednak:)

      Delete
  15. Trzy lata temu sprzedalam dom i kupilam mniejszy tzw. unit( oddzielny ale stoi ich 6 na tej samej duzej dzialce).Pozbylam sie przede wszystkim ogrodka i wielkiego patio z dziesiatkami roslin, takze doniczkowych, ale pozbylam sie tez setek "przydasiow" nagromadzonych przez 12 lat.To bylo bardzo duzo skorup,serwetek, obrusow,drobiazgow tzw.kurzolapek, takze ksiazek.Ksiazek mialam juz ponad 1000.Pozostalo okolo 350,tylko tych, do ktorych wroce, do ktorych zagladam.Wszystko, czego sie pozbylam trafilo do rodziny, znajomych, polskiej biblioteki, Armii Zbawienia, czyli do tych, ktorym sie to przydalo.
    Polecam wiec przeprowadzke do mniejszego mieszkania.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I juz nie zbieram rzeczy, ktore nie sa niezbedne.Ciesze sie przestrzenia w domu.

      Delete
    2. No popatrz, ze ja na to nie wpadlam, ze wystarczy sie przeprowadzic, a ja chcialam wyjsc na ulice i rzucac tymi skorupami:)) Do Armii Zbawienia nigdy nic nie oddam, bo oni potem sprzedaja. Jak chce cos oddac za darmo to nie tam gdzie potem robia na tym pieniadze.

      Delete
    3. Armie Zbawienia kocham, bo w pierwszych dniach zycia w Au bardzo nam pomogla . Oddaje wiec to, co dostalam od nich. Wiem, ze nadal bardzo pomaga ludziom po wypadkach losowych, tym, ktorym gorzej sie wiedzie.

      Delete
    4. Kazdy ma prawo wierzyc w co chce, ja ani w Armie Zbawienia, ani w Czerwony Krzyz ani w zaden Goodwill na pewno nie wierze i nie uwierze.

      Delete
    5. Dodam, ze jak chce DAC potrzebujacym to na pewno za darmo a nie do AZ zeby oni wstawili to do sklepu gdzie potrzebujacy musi zaplacic. Jest wiele organizacji, ktore naprawde DAJA i tam oddaje tak ubrania jak i kilka lat temu oddalam czesc talerzy, troche sprzetu kuchennego (toster, blender itp). Jesli ja nie sprzedaje potrzebujacym to na pewno nie oddam tam gdzie na tym zarabiaja. Armia Zbawienia zarabia na tym co dostaje od darczyncow. Powinni sie wstydzic, w Ameryce nie maja dobrej opinii.

      Delete
  16. Coś czuję, że Cię zainspirowałam swoim postem hahaha
    Mnie jest ciężko rozstawać sie z przedmiotami i przyszedł mus, to cierpiałam :))
    Nie jestem pewna, czy chciałabym Cię w ławie przysięgłych, bo jakbym Ci nieprzypasowała, to wyrok śmierci miałabym na bank ;)
    Pozdrówka dla Tatka :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Soniczku, masz swieta racje, ze ja sie na lawnika nie nadawam:)) Mysle, ze kiedys sie tego dopatrza:))

      Delete
  17. Ja wiem co czujesz bo wlasnie tak jakby rozpoczynam pakowanie. Jak trudno rozstac sie z kazda duperelka, z jednej strony wiadomo ze mi to niepotrzebne, ze brzydkie i zagraca tylko, a z drugiej... Ech. Nie zazdroszcze pakowania. Mnie czeka przeprowadzka juz wkrotce, az drze na sama mysl.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przeprowadzki to akurat lubie, bo to zawsze cos nowego. Najgorsze takie dreptanie w miejscu:)

      Delete
  18. Żebyś jeszcze jakieś włoskie awantury Wspaniałemu urządzała, to miałabyś co tłuc, a tak to tylko kurz zbiera... Może Tatek coś stłucze? ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No chyba bede musiala urzadzic jakas awanture w slylu wloskim, tylko nie wiem czy mu pozwolic zalozyc kask czy tak walic na zywca:))))
      U nas nikt nic nie tlucze, wlasnie wydalam komplet szklanek, ktore kupilam 32 lata temu jako pierwsze szklanki w Stanach. Bylo ich oryginalnie 32 a teraz brakowalo tylko trzech, wiec nie bardzo mam szanse na to, ze to sie wytlucze:)))

      Delete
  19. Mam 3 (słownie : trzy )kieliszki do wina. Każdy inny. Trzy szampanówki - jednakowe. Dwie niekopletne zastawy na 6 osób. Niekompletne w tym sensie, ze obiadu na 6 osób nie podałabym w jednakowych talerzach. Kubków mam kilkanaście i każdy inny. Dwa niepełne komplety filiżanek do kawy. Śliczne.
    Jestem pod tym względem zupełnym Twoim przeciwieństwem.
    Kieliszki do wina mam obiecane w prezencie na gwiazdkę.

    ReplyDelete
  20. Wiem! Mogłabyś przez tydzień tylko załadowywać zmywarkę bez jej puszczania, od połowy tygodnia już dopychając kolanem, aż by ją rozerwało. Chyba, że zawartość zaczęłaby żyć swoim życiem i sama z owej zmywarki wyszła...na spacer ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Najgorsze, ze wiekszosc nie nadaje sie do zmywarki :((( Albo za delikatne, albo za stare :))

      Delete
  21. Replies
    1. To juz nie rozmach, to ciezka choroba psychiczna.

      Delete
  22. Przed przeprowadzką porozdawałam trochę kubków, szklanek i kieliszków. Do tego stopnia, że kiedy ostatnio chcieliśmy się napić gorzkiej żołądkowej do dyspozycji pozostały tylko kryształowe lampki do wina. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Krysztalow akurat nie posiadam, nigdy nie darzylam ich zadna sympatia. A tu jak na zlosc jak wyjezdzalam z Polski lata temu to dostalam w prezencie bodajze trzy sztuki, ktore natychmiast wydalam po tej stronie kaluzy tym, ktorzy lubia.

      Delete
  23. Ale popatrz tak jakoś pozytywnie.... Bedzie jakieś weselicho to na czaskanie nie będziesz musiała kupować .. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Diesel, no racja, ale komu sie zanosi na wesele, u mnie juz chyba wszyscy co sie mieli poweselic to sie poweselili:))) Moze przy rozwodach bede czaskac :))

      Delete
  24. Dobrych Świąt Star! Pełnych ciepła i miłości!
    :*

    ReplyDelete
  25. Star, ciepłych i rodzinnych Świat :*

    ReplyDelete
  26. Star, ciepłych i rodzinnych Świat :*

    ReplyDelete
  27. Dobre pięć minut śmiałam się s samej siebie, a drugie tyle zajęło mi zrozumienie co ci tak sprawnie poszło w sadzie:D Po dłuuuuuuuuuuuugiej przerwie zapomniałam że nie używasz polskich znaków;D
    I żeby było jasne! Śmiałam się z siebie a nie z Ciebie. Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  28. Przy ostatniej przeprowadzce wystawiłam szkliwo obok śmietnika, teraz męczą się z nim inni! Dobrego roku, Star!(też myślałam, że coś posadziłaś)

    ReplyDelete
  29. Patrze na tytul i kombinuje no w jakim Ty sadzie bylas,....no moze na Florydzie.
    Ale w tem nagle mnie olsnilo ze to nie o taki z owocami sad chodzi ,tylko o taki ze sprawiedliwoscia ;)

    Buziolam :****

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...