Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, January 16, 2017

Mamo sikuuu....

Chyba kazdy rodzic, bo nie tylko matka, doswiadczyl tego w zyciu. Tego, czyli wychodzenia z malym dzieckiem na zimowy spacer. Babel moze miec dwa, trzy a nawet cztery lata, jest zima wiec zeby wyjsc nalezy Babla odpowiednio ubrac.
Jak juz sie czlowiek uporal ze swetrami, spodniami, kurtka, jak juz szalik owiniety dookola szyi i czapka nasunieta na oczy, jeszcze tylko buty i mozna wychodzic...
Wtedy wlasnie z Babla wydobywa sie:
Mamo sikuuuu.... 
I teraz trzeba szybko zdejmowac to co sie wlasnie zalozylo i tylko po to zeby za chwile zalozyc z powrotem.
Pamietacie takie scenki?
Ja pamietam, a jak bym chciala zapomniec to zycie mi nie pozwala, bo wlasnie przezywam to prawie codziennie.
Nie, nie, nie mam Babla, nie urodzilam, nie adoptowalam, nie wypozyczylam, nie opiekuje sie zadnym z wnukow... to ja jestem  Bablem!!! 
Codziennie wychodze na spacery, byl czas, ze robilam 8 km jednym rzutem na tasme, ale teraz juz mam powoli dosc. I to nie chodzenia mam dosc, z tym nie mam zadnego problemu, problem mam z wychodzeniem z domu zeby chodzic.
Po pierwsze pogoda jest mocno kaprysna tej zimy. Tak naprawde to do tej pory mielismy moze w sumie tydzien prawdziwej zimy, takiej z minusowymi temperaturami. Snieg spadl juz trzy razy i za kazdym razem nigdy nie lezal dluzej niz 48 godzin i to tez mocno naciagane stwierdzenie.
Ostatnio lezal chyba tylko 6 godzin ale tez napadalo go tyle, ze nawet nie zdolal wszystkiego pokryc.
Mimo to nawet przy dodatnich temperaturach jak sie trafi pochmurny i wilgotny dzien to moze byc zimno, a do tego jak dodamy wiatr to juz leb urywa przy samej dupie.
Nie mialam jeszcze okazji w tym roku zalozyc zimowego plaszcza, ciagle popitalam w kurtkach takich ledwie zakrywajacych dupsko, a czesto nawet tego nie zakrywaja. Kurtek mam cztery w zaleznosci od potrzeby czesto uzywam dwie lub nawet trzy rozne tego samego dnia w zaleznosci od pory dnia.
Moje wyjscie wyglada nastepujaco.
Ubrana, gotowa do wyjscia juz jestem prawie w drzwiach kiedy Wspanialy rzuca na mnie okiem i wola:
-- Zaloz czapke jest wiatr.
Wracam, zakladam czapke, bo ja grzeczna dziewczynka jestem.
Wychodze, ledwie dojde do rogu ulicy juz wiem, ze w czapce bedzie mi za goraco.
Wracam zdejmuje czapke, wychodze... po chwili wracam, zalozyc nauszniki, bo jednak przy krotkich wlosach marzna uszy.
Wychodze, jestem juz po drugiej stronie ulicy, wracam, bo jednak pod kurtka mam sweter i juz wiem, ze bedzie mi za goraco. Zdejmuje sweter i zmieniam kurtke na minimalnie ciensza, co po przejsciu znow do rogu ulicy okazuje sie bledem, bo teraz jednak za chlodno.
Wracam, zakladam pod te sama kurtke kamizelke, tym razem nie zakladam szalika, bo zapieta kamizelka podchodzi az pod brode. Wychodze... znow wracam bo wieje mi po szyi, co prawda kamizelka podchodzi wysoko, ale odstaje, szalik lepszy bo przylega.
Zdejmuje kamizelke... i w tym momencie dociera do mnie, ze powinnam zdjac wszystko i zaczac caly proces od poczatku, bo to jednak ani sweter ani kamizelka nie zadzialaja dopoki nie zaloze cieniutkiej podkoszulki, ktora przylegajac do ciala naprawde ociepla.
Rozbieram sie wiec do przyslowiowego rosolu, zakladam podkoszulke, cienki sweterek, teraz moge sobie pozwolic na nieco ciensza kurtke, nauszniki na uszy, okulary sloneczne na nos, buty sa, woda w butelce do picia obecna...
Nareszcie wychodze!!!
Dochodze do rogu ulicy i mysle "nie dam rady dlugo chodzic, bo mi pecherz nie wytrzyma... lepiej wroce i zalatwie to teraz".
Wracam i w tym momencie Wspanialy wola:
-- Mamo sikuuu.... 
Wkurwiona do bialosci ide do lazienki w pelnym rysztunku, nawet nie zdejmujac okularow...
Teraz nareszcie jestem gotowa...
Tylko po tych wszystkich powrotach, przebierankach i cwiczeniach juz nie mam wiele energii na chodzenie.
I tak 8 km dziennie poszlo sie kochac, a bywaly dni, ze i 12 km nastukalam.
No nic, oby do wiosny...





48 comments:

  1. A bo ty nie liczysz tych wszystkich odcinków pomiędzy szafą a rogiem ulicy, może to jest nawet więcej niż 12 km. A już na pewno więcej mięśni angażujesz w przebieranie się niż w spacerowanie. :-)
    Powodzenia w wędrówkach!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chyba masz racje:) to jest naprawde solidna gimnastyka :))

      Delete
  2. ja tak mam szykując sie do spania...siku i jeszcze parę stron przeczytam i dylemat, czy iść znowu, nakrywam się kołdrą, układam, gaszę światło...nie, jednak nie wytrzymam do rana, idę siku:PPP

    ReplyDelete
    Replies
    1. o sprawdzaniu milion razy, czy kurki gazowe przy kuchence są zakręcone, już nie wspomnę;)

      Delete
    2. To ja mam przed spaniem tak samo z tym siku:) I to nie jest zadna tam prostata!

      Delete
    3. Ze spaniem mam to samo, zamykam oczy i mysle, ze moze jak zasne to sie uda przespac potrzeby pecherza, chociaz wiem z gory, ze sie nie uda. Nie przy tych ilosciach wody jakie w siebie tankuje:)))
      Kurkow gazowych nie sprawdzam, chyba nawet nie pamietam, ze istnieja, w koncu mam Wspanialego to on jest odpowiedzialny za oglone bezpieczenstwo:)

      Delete
  3. Przyznaję się bez bicia- nie nadaję się do życia zimą w mieście.Odkąd nie wyjeżdżamy zimą w góry to spędzam ją głównie w domu, a każde wyjście z domu jest dla mnie torturą.U nas zima generalnie jest w kratkę, odwilż z mrozem na zmianę.Zero stabilności a do tego ciągle wieje i zupełnie nie wiadomo dlaczego wciąż jest duża wilgotność powietrza, a to razem niszczy moje zatoki. Potrafi być minus jeden, a zimno tak, że patrzysz na termometr i jesteś pewna, że ustrojstwo pewnie zepsute, bo nie może być tak zimno przy temp. zaledwie minus jeden.A do tego z pełnym poświęceniem co jakiś czas sypie śnieg, zupełnie nie wiadomo po co, chyba głównie po to, żeby było błoto.Jak dla mnie to zim a nie jest porą dobrą do życia.
    Miłego;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz racje, topniejacy snieg w miescie to brudna mamalyga i nic wiecej. Na szczescie tego jeszcze w tym roku nie doswiadczylam, bo jak pisalam sniegu tyle co pies naplakal. Zanim sie zdarzylam przyzwyczaic, ze jest lub moze byc bialo to juz jest sucho.
      W sumie nie moge powiedziec, ze nie lubie zimy, no ale do jasnej marszalkowskiej niech to bedzie zima. Niech wiem, ze kazdego dnia potrzebuje tego samego zestawu cieplych ciuchow i bedzie fajnie.
      A tu mam taka hustawke od +16C do -6C i to prawie co drugi dzien inaczej.

      Delete
  4. Meczące te powroty.Ja wychodze w pełnym rynsztunku,kóry na owy moment wydajwe mi sięo k.No i jak za cieplo rozbieram sie po drodze,zawsze mam ze sobą torbę,niekiedy nawet ląduje w niej koszulka spod swetra, potrafię wejść do sklepu,np.ciuchlandu i w przebieralni rozebrać sie z nadmiernej odzieży:)
    Gorzej na szlaku,w lesie,ale tam to juz normalka,ze raz goraco,raz chlodniej,wiec ogólnie jest dobrze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie nosze ze soba zadnej torby, ot malenkie gowienko na chusteczki higieniczne i telefon. Butelka wody w rece, nie mam na trasie zadnych sklepow bo ja naprawde chodze po to zeby maszerowac i to w miare szybko, wiec tak ustalam trase, zeby nie miec po drodze "rozpraszaczy uwagi":)))
      Nawet jak mi w rece za goraco to na dobra sprawe nie mam co zrobic z rekawiczkami, bo nie znosze wypchanych kieszeni, a w tych kurtkach kieszenie wlasnie jakies mizerne.
      Nawiasem mowiac jedna pare rekawiczek zawiesilam na okolicznym plocie, bo bylo mi za goraco, nie mialam ich gdzie schowac i zaczely mnie wkurwiac, a do domu bylo jeszcze daleko.
      Moze sie komus przydaly:)) Jak nie to tak czy inaczej skonczyly zywot w smieciach.

      Delete
  5. Bo zimy nie powinno byc i tego całego motania się w kilka warstw ciuchów!
    Ja to chciałabym mieszkac w jakimś ciepłym kraju...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Do cieplego kraju to ja tez sie nie nadaje, bo mam za niskie cisnienie i wtedy jest jeszcze gorzej. Na dobra sprawe lepiej znosze zime niz lato przynajmniej tutaj. Tyle tylko, ze to co mam w tym roku to nie jest zima, to kuzwa 3 pory roku do kupy i wymieszane:))

      Delete
  6. spociłam się i zmęczyłam od samego czytania

    ja mam tak, że nie mogę by ć ubrana ani za ciepło ani za zimno i takie ubieranie i rozbieranie to dla mnie niestety rzeczywistość, pół biedy na codzień, w aucie mam zbiory ubrań, ale spacer to bywa wyzwaniem

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak gdyby jeszcze jazde samochodem dalo sie zaliczyc jako spacer to naprawde nie mialabym klopotu :D

      Delete
  7. Ha ha ha! Ja mam podobny problem ale troszke grubszego rodzaju :-)))
    A zima w tym roku rzeczywiscie kaprysna bardzo. Codziennie budze sie rano i mysle, aby do wiosny.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kazde rano u mnie zaczyna sie pytaniem "jak dzisiaj?" na ktore oczywiscie ma odpowiedziec Wspanialy, bo przeciez jest menzem c'nie?
      A Wspanialy sie ostatnio wycwanil i mowi "wyjdz i sama zobacz" widocznie ma juz dosc odpowiedzialnosci za te moje przebieranki, bo wiadomo, ze jak sie w czasie takiego cyrku ze mnie nabija to zaraz jest "twoja wina bo powiedziales, ze.... (tu pada odpowiedni argument)".

      Delete
  8. Ja myślę, że powrotwmi celem zmiany konfiguracji odzieżowej i tak wyrabiasz normę ;-) Oraz co się uśmiałam to moje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przy okazji jednej z wizyt u madrych doktorow ktos mi powiedzial, ze powinnam jeszcze do tych codziennych dlugich spacerow dolaczyc regularne cwiczenia. I chyba w tym tkwi problem, zycie mi samo zaserwowalo zestaw cwiczen:)))

      Delete
  9. Oh jak ja Cie rozumiem! Nie cierpie tego ubierania sie na cebule. Rano musze sie ubrac BARDZO cieplo, zeby dotrzec do pracy jako czlowiek a nie kostka lodu. Ale za to pózniej jak wracam, to sie gotuje we wlasnym sosie w autobusach i pociagu. NIE-NA-WI-DZE-TE-GO.
    Nie ma to jak dzinsy i koszulka. Najwyzej jeden sweter na to i zalatwione.

    ReplyDelete
    Replies
    1. To, to, to... dokladnie. Rano zimno, po poludniu cieplo, ze pot po dupie splywa a wieczorem znow zimno. Tak wlasnie napisalam, ze czesto tego samego dnia korzystam z trzech roznych kurtek, w zaleznosci od temperatury i wiatru:)) Oszalec mozna.

      Delete
  10. Mam podobnie, jak muszę jechać gdzieś dalej, niż do centrum. To chyba jest raczej nerwowe, bo w Irlandii ne ma zbyt wielu knajp przy drodze, gdzie by ewentualnie można było wstąpić. Wieęc kończę makijaż- siku, sprawdzam dokumenty- siku, wpakowuję psa do samochodu- siku, zabieram wodę do samochodu- siku, jeszcze perfumy- siku, sprawdzam portfel- siku... za drugim razem oczywiście nie ma już czym, ale mimo wszystko siła wyższa każe mi lataç do kibla po szesnaście razy :) Odechciewa się...

    ReplyDelete
    Replies
    1. O ja piernicze:))) Wlasnie o to dokladnie chodzi, nie ma po co isc, ale jest jakies nie dajace spokoju uczucie, ze przeciez tam jest jeszcze ta jedna kropelka, ktorej jesli teraz nie wydale, to po 20 minutach marszu urosnie do rozmiarow Baltyku i mnie zaleje po same oczy.
      Wiesz moze to jest psychiczne? Moze nad tym trzeba medytowac? stosowac akupunkture? egzorcyzmy? czy moze jeszcze inne czary-mary:)))

      Delete
  11. Hahaha .... znam ten bol z mamo siku ;-) I jak musze, to musze w jednej sekundzie, bo inaczej .... robieranko i ubieranko od nowa. Buziaki i wszystkiego naj!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ineczko, tak wlasnie jest. Sikanie zupelnie nie ma poczucia humoru, zadnych glupich zartow, ot musi byc juz teraz na tentychmiast :)))
      Dzieki, ze sie odezwalas, bo od czasu kiedy mi sie zagubila linkownia jakos ciagle nie moge pozbierac wszystkich blogow, ktore odwiedzalam. Teraz Cie namierze :)))

      Delete
  12. Samym chodzeniem do rogu i z powrotem musialas natrzaskac z 6 km.
    Ja sama siebie dobrze wytresowalam. ZAWSZE przed ubraniem sie do wyjscia, odwiedzam toalete, czy mi sie chce, czy nie chce, zawsze cos tam z siebie wydusze. :))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szesc to nie natrzaskalam, ale tak ok. pol km to na pewno:))
      Tak, przed ubraniem sie to ja tez odwiedzam toalete, ale ile sie potem musze naprzebierac to mi diabel nie odbierze i wtedy znow musze:))

      Delete
  13. Z sikaniem i ja mam przerąbane! (ale to w pewnym wieku ponoć normalne, wiec nie buntuję się i sikam nieraz gdzie popadnie, pod świerczkiem jakimś albo na łysej polanie pod wiatr i z wiatrem - przy minus piętnastu na mrozie takoż!:-) A co do warstw odzienia, to i mnie denerwuje nieraz za duża jego ilośc albo za mała, ale pocieszam się, że jak sie spocę, to moze co spalę, a jak spalę, to schudnę! He, he!Byleby sie nie przeziębić, ale jakoś (odpukac) omija mnie to tego roku. Wiwat winko z czarnego bzu, które aż kipi witaminą C oraz antyoksydantami!:-)
    Marylko kochana! Buziaki serdeczne zasyła sikun mościski!:-))***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olenko, masz racje, ze to z wiekiem sie pogarsza, ale co zrobic? Sikamy ile mozemy a nawet wiecej:)))
      Buziaki :***

      Delete
  14. Fajnie byłoby móc usłyszeć Wspaniałego, jak woła po polskiemu "mamo, siku":))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Errato, Wspanialy nie wola tego po polskiemu, Wspanialy zna oprocz przeklenstw tylko kilka slow: piwo, dziekuje, sluchaj i byc moze pamieta jeszcze prosze i przepraszam ale nie jestem pewna.
      Wszystkie dzieci na calym swiecie we wszystkich jezykach zachowuja sie tak samo, wiec Wspanialy zna to z autopsji i wola po angielsku.

      Delete
  15. Mam chyba pęcherz wielkości orzeszka. Tylko dlaczego moje "mamo siku" przytrafia się głęboką nocą?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie tez sikawki napadaja gleboka noca:( ide wtedy z zamknietymi oczami zeby sie nie rozbudzic. Kilka lat temu nawet pisalam, jak nieswiadoma, ze Wspanialy akurat siedzi na tronie siadlam mu na kolanach i ucieklam z krzykiem. W srodku nocy darlam paszcze jak wariatka a on tez wrzeszczal zebym sie uspokoila bo to tylko on:))
      Wtedy uswiadomilismy sobie, ze oboje maszerujemy w wiadomym kierunku bez otwierania oczu a juz tym bardziej bez uzywania swiatla :)))

      Delete
  16. kiedyś w desperacji rozważałam noszenie na plecach toi-toia ale to jest niemożliwe, dlatego zwiedzam budynki użyteczności publicznej, ostatnio korzystałam z toalety w szkole masażu dla niewidomych, niepełnosprawni mają najporządniejsze wc, czyste, przestronne, nowoczesne. Wiem również gdzie są toalety w Urzędzie Wojewódzkim i Starostwie Powiatowym (centrum Krakowa) bardzo polecam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko dlatego ja mam tak wyliczony spacer, ze nawet najdluzsza trasa daje sie pokonac w 90 min. Dluzej moj pecherz nie wytrzymuje, zwlaszcza, ze idac pije wode, no ale musze ta wode, bo inaczej zasycham :)))

      Delete
  17. O kurde. Myślałam, że jestem wyjątkiem w świecie. No nic, dzięki tym wszystkim wpisom łatwiej mi będzie od jutra żyć.
    Starość się, of course, Panu Bogu nie udała.
    Więc nie jestem do końca pojebana, zmagając się z tym wszystkim z pieśnią na ustach i trzymając w górze sztandar?
    Co za ulga :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo, przeciez wiesz, ze my z tej samej polki, tego samego rocznika, z tej samej prywatki... no nie moze byc inaczej :P

      Delete
  18. I ja z tej samej bandy, niestety, jeśli chodzi o siku...

    ReplyDelete
  19. Zupełnie jak Jaś Fasola.Dziesięć razy poprawiał a i tak spadło:) Star, ta wędrówka do rogu ulicy, z powrotem do domu, znów do rogu... u tak parę razy to, wypisz wymaluj, pełny spacer. O sikaniu już sobie pipisałyście:):):)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie jak Jas Fasola:))) Zebys wiedziala, bo i tak jak wracam to albo mam rece zmarzniete, bo wzielam rekawiczki bez palcow albo mi za goraco, bo szybko szlam :))

      Delete
  20. Ciesz sie, ze nie ma mrozow. Gdy sie pojawia, dojdzie Ci jeszcze zakladanie kalesonow, potem powrot, zeby je zmienic na ciensze, albo grubsze ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oj ciesze sie, ciesze Ove i caly czas pamietam, ze jeszcze przede mna luty a i nawet poczatek marca potrafi byc rozny.

      Delete
  21. doskonale Cię rozumiem :) dlatego przed wyjściem z domu na dłużej nic nie pije i wysikiwuję się na zapas. gorzej, kiedy trzeba się wysikać w podróży, a toalety dla wózkowicza brak.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Polly, w Twoim przypadku to juz naprawde problem.

      Delete
  22. Oj, rozumiem to doskonale. Pracuję w domu i przechodzę te wszystkie procedury na trasie łazienka, lodówka, szafa, czajnik, stół... A to za zimno, a to głodno, a to siku, a to brak herbaty, a to brak skarpetek, a to za gorąco, a to brak ładowarki do laptopa... I biegam, biegam. A niby praca siedząca ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To Ty jak moj Wspanialy, on tez w domu pracuje i wykorzystuje mnie jako budzik jak sobie ucina godzinna drzemke miedzy konferencjami:)

      Delete
    2. Drzemka to podstawa pracy domowej ;-)

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...