Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, January 30, 2017

Notka sponsorowana o locie z przygodami

Dzisiejsza notke sponsoruje Czarny Pieprz, ktora calkiem niedawno popelnila u siebie taka ciekawa notke, o TU jest jesli ktos chce przeczytac, szczerze polecam. Ale ja nie tylko te notke polecam, generalnie uwazam, ze Pieprza nalezy czytac regularnie.

OK, to do brzegu jak mowi Klarka.
Nic nie pisalam o mojej ubieglorocznej wyprawie do Californii i nagle notka na temat lotu powrotnego. Trudno czasem trzeba zaczac od "dupy strony" jak mowila moja Babcia.
10 dni pobytu w Californii spedzilam z kuzynka Wspanialego Judie, w sumie jej meza widzialam tylko w dzien kiedy przylecialam, pozniej ok piec a moze 6 dni pozniej kiedy wpadlysmy do domu na jedna noc, tak naprawde to tylko po to zeby Steve umyl samochod, bo juz sie nie dawalo fotografowac przez szybe w czasie jazdy, a wiadomo ja strzelam fotki w kazdych warunkach.
Tyle wstepu, o calej wyprawie obiecuje (kiedys) napisac, bo to jest naprawde warte odnotowania, ale tym razem bedzie o podrozy powrotnej do Nowego Yorku.
Latac lubie, zeby tylko nie za dlugo, czyli jak mam przeleciec z jednego konca kraju na drugi to najlepiej zeby byly dwa przystanki gdzies po drodze, bo inaczej nie daje rady.
Najlepszy lot to lot do trzech godzin, powyzej trzech do czterech jestem w stanie wytrzymac, ale ze tak powiem jade na ostatnim nerwie, ktory w kazdej chwili moze sie przepalic. Bo wiecie nerwy to takie druciki pod napieciem jak napiecie wzrasta, robi sie goraco, jak wzrasta jeszcze bardziej robi sie zwarcie, a jak jest zwarcie to juz piora leca.
Tak wiec moj lot powrotny z Sacramento CA mialam przez Chicago IL a nastepnie przez Washington DC.
Najgorszy pierwszy odcinek bo ponad 3 godziny.

Dzien mojego odlotu spedzilam z Judie leniwie walesajac sie po miasteczku, w ktorym mieszkaja Judie i Steve. Polazilysmy po sklepach, tzn. Judie po sklepach, ja raczej unikalam na ile sie da, bo wiadomo, ze sklepow nie cierpie. Jedyny sklep, do ktorego weszlam chetnie to sklep z oliwami z oliwek w roznych smakach i octem basamico rowniez o wielu smakach.
Sklep prowadzi kolezanka Judie, ktora jest tez wlascicielka wlasnej wytworni oliwy oraz octow. Oliwki pochodza z okolicznych sadow oliwkowych a wiec wspieranie rodzimego biznesu i ogolnie pychota.
Nie moglam wyjsc z tego sklepu, wiec zlozylam zamowienie z dostawa do domu roznych ichnych produktow i nareszcie Judie udalo sie mnie wyciagnac.
No ale dla sprawiedliwosci ona potrafi spedzic trzy godziny w jednym butiku z ciuchami lub butami.

Na ten ostatni wieczor zrobilam rezerwacje w ich ulubionej restauracji celem pozegnalnego obiadu.
Prosto z knajpy udalismy sie na lotnisko, bo odlot mialam ciut przed polnoca, czyli na lotnisku trzeba byc dwie godziny wczesniej, dojazd ok. godzine a juz bylo po 20tej wiec wszystko pasowalo jak ulal.
Hmmm... do czasu... kiedy bylismy w polowie drogi jak zadzwonila moja komorka i pani uprzejmym glosem oznajmila, ze z powodow chujwiejakich (ja nie mam zwyczaju sluchania szczegolow interesuje mnie samo sedno sprawy) moj lot jest opozniony i odleci o godzinie ciut przed 2-ga.
Bagatelka tylko dwie godziny obsuwy!!!
Cudnosci!!! Radujcie sie kto moze!!!
-- To moze jednak pojedziemy do domu i przesiedzimy te 2 godziny przy kawie lub winie - zaproponowal Steve.
Owszem propozycja kuszaca, ale wierzcie mi nie mialam sumienia sie zgodzic. Nie dosc, ze zabralam mu zone na cale 10 dni zeby ja sponiewierac po calej polnocnej Californii to teraz mialabym jeszcze przedluzyc to wszystko o dwie godziny?
-- Mowy nie ma!! Judie ma juz dosc przebywania w moim towarzystwie, nalezy Wam sie wreszcie odpoczynek ode mnie i czas razem. Jedziemy na lotnisko, ja sobie grzecznie tam posiedze, poczytam a potem w locie do Chicago moge spac. Wracanie teraz z drogi do Was do domu nie ma najmniejszego sensu. 

Po upewnieniu sie czy aby na pewno dam rade przesiedziec na tym lotnisku i roznych takich innych przystali na moja wersje. Na lotnisku stanelismy w kolejce do odprawy bagazu i uzyskania miejscowek.
Okolo 10-12 osob przed nami w kolejce stalo dwoje ludzi, w wieku tuz po 40-tce na moje oko.
Oboje chudzi tacy, ze normalnie mialam wrazenie, ze slysze stukot kosci za kazdym razem kiedy jedno probowalo wykonac jakis ruch, a ruchy mieli mocno nieskoordynowane.
On napierdolony jakimis narkotykami, bo na pewno nie tylko alkoholem, jak przyslowiowy odrzutowiec ledwie sie trzymal na nogach i praktycznie nie mogl wydobyc z siebie glosu.
A przynajmniej to co wydobywal brzmialo zupelnie jak nieartykuowany belkot. Byli na tyle ciekawym zjawiskiem, ze urzedniczka lotniska podeszla do nich jeszcze na dlugo przed dojsciem do bramki odprawy zeby ustalic dane osobowe i gdzie leca.
Ona w stanie ciut lepszym od niego, ale tez mocno niekontaktowa, np. za cholere nie potrafila potwierdzic adresu pod ktorym oboje rzekomo mieszkaja.
No coz... bywa... - pomyslalam, ale nie powiem lowilam pojedyncze slowa konwersacji bo interesowalo mnie gdzie tez oni leca.
"Oby tylko nie do Chicago, wszystko tylko nie do Chicago" powtarzalam jak mantre w glowie.
Chyba mnie moj wlasny wewnetrzny glos zahipnotyzowal na chwile, bo do przytomnosci doprowadzil mnie glos Steva:
-- Star, slyszalas? Oni tez leca do Chicago. Znajac Twoje szczescie i sklonnosci do przygod to moga byc Twoimi sasiadami w samolocie. 
-- Steve, oczywiscie, ze slyszalam i powiem Ci, ze bodaj by sie Twoje slowo w gowno zamienilo tu, teraz i natychmiast. 

No dobra posmialismy sie troche i nadeszla moja kolejka, Steve rzucil moja walize na wage, panienka za lada wydala odpowiednie kwity i tylko zdazylam poprosic o miejsce blizej wyjscia jak podala mi miejscowke w osmym rzedzie, co oczywiscie jest blisko wyjscia.
Pozegnalam Judie i Steva i udalam sie na poczekalnie.
Zajelam wygodne miejsce, wyjelam Kindle i oddalam sie czytaniu, czas uplynal w miare szybko i zaczelismy wchodzic do samolotu.

Podchodze do osmego rzedu a tam na jednym siedzeniu przy alejce siedzi ona, po drugie stronie alejki ON. A moje miejsce bylo miedzy nia i jakas kobitka, ktora siedziala przy oknie.
"Kryste, dobrze ze to chociaz ona a nie on jest moim sasiadem" ona tak wychudzona, ze zajmowala nie wiecej niz jedna trzecia siedzenia, wiec przynajmniej lokciami nie bedzie sie rozpychac - tak sobie kombinowalam na pocieszenie.
Ale jakem wredna, wyjelam telefon i zadzwonilam do Judie i Steva:
-- Nie moge wypowiadac sie w szczegolach ale podziekuj Twojemu mezowi za przepowiednie. Przy nastepnym spotkaniu jest mi winien butelke dobrego wina - oznajmilam spokojnym glosem Judie, ktora odebrala telefon.
-- OMG!!! Siedzisz z nimi!!! - zawolala z niedowierzaniem Judie, bo to kurwa naprawde trzeba miec kaprawe szczescie zeby w duzym samolocie na 37 rzedow trafic na takie sasiedztwo.
-- Tak, ale nie dokladnie... 
-- Poczekaj... z nim czy z nia? 
-- To drugie 
-- Och to i tak chyba lepiej... - wspolczujaco powiedziala Judie.
-- No chyba lepiej i wiesz, te dodatkowe dwie godziny zrobily swoje. 
-- Znaczy, sa troche trzezwiejsi? 
-- Troche... ale dzieki i za to - odpowiedzialam i skonczylam rozmowe, w koncu bylo ok 2-ej i jeszcze kilka godzin temu upieralam sie, ze nalezy im sie odpoczynek.

Schowalam telefon i wtedy zauwazylam, ze on zbiera od okolicznych pasazerow te torebki do rzygania i jej podaje. Spojrzalam na nia wzrokiem pelnym znakow zapytania a ona rezolutnie wyjasnila:
-- Bo wiesz ja mam taka przypadlosc zdrowotna, ze moge rzygac... 
O ja pierdole!!!!!!!!!!!!
Jest szansa, ze dolece do Chicago w rzygowinach!!!!!!!!!!!
-- Wiesz, ja Cie bardzo prosze, jak bedziesz rzygac to odwroc sie w strone alejki, blagam nie rzygaj na mnie, ja z Chicago musze jeszcze leciec do Nowego Yorku z przesiadka w Washingtonie... 
Popatrzyla na mnie i powiedziala:
-- Postaram sie... jest szansa, ze w ogole nie bede rzygac, bo wzielam leki i mam tu jeszcze takie specjalne lizaki, ktore bede caly czas lizac. 
No dobra, niech ona lize co chce, nawet psia dupe byle mnie tylko nie obrzygala.
Czy ja moge uwierzyc w to co ona mowi?
Za chwile wyciagnela jednego takiego lizaka, jakby mnie chciala przekonac, ze naprawde ma szczere checi mnie nie obrzygac.

Tak czy inaczej moj plan o przespaniu az do samego Chicago poszedl sie jebac w nieznanym kierunku ale za to szybkim krokiem. Ani przez moment w czasie tych ponad trzech godzin nie zmruzylam oka, bo caly czas pilnowalam czy ona aby nie zacznie rzygac.

Nie rzygala!!
Nic a nic, do samego Chicago!!
Bylam tak szczesliwia, ze o malo co bylam gotowa ja ucalowac.
Ale jak juz zaczelismy sie zblizac do ladowania to mnie sie skroplily uczucia ze szczescia. Oczywiscie juz za pozno, zeby pojsc do lazienki. Stewardessa na moja prosbe powiedziala tylko:
-- Juz za chwile ladujemy i niestety musisz wytrzymac az wyjdziesz na lotnisku. 
No dobra, w koncu nie takie rzeczy sie wytrzymywalo, wiec jak cza to czeba, zacisnelam zeby i zaczelam odganiac mysl o sikaniu jak najdalej skad przyszla.
Tymczasem juz wyladowalismy i teraz jedziemy po plycie lotniska... pewnikiem gdzies w kierunku rekawa, ucieszylam sie, bo to znaczy, ze juz lada moment.
No moze i znaczy, ale kurwa nie w Chicago!!!
Jezdzimy i jezdzimy po tym lotnisku jak Zydy po pustyni, juz w pewnym momencie widzialam ulice miasta przez okno, juz widzialam miejskie autobusy i pociagi metra, a my ciagle jezdzimy.
Ki diabel???
Do kurwy nedzy, czy ten pilot nie ma planu lotniska? to niech kogos rozeznanego o droge zapyta. Zydzi lazili przez 40 lat i klaki ze lbow sie wyrywali bo nie przyszlo im do glowy zeby zapytac o droge, jak ten pilot tez z tego ambitnego gatunku to jestem urzadzona na nic.
Zerknelam na stewardesse ktora akurat byla w poblizu i mowie:
-- Wiesz ja mam bilet do NYC, czy to znaczy, ze pilot chce mnie tam dowiezc? Chyba jednak szybciej byloby gora niz ulicami i autostradami. Ilez moze trwac dojazd do rekawa? 
-- No niestety Chicago tak ma - powiedziala i poszla.

Krystusie z ktorego badz kosciola, udalo mi sie doleciec bez obrzygania, teraz sie okaze, ze sie posikam!!!
Nareszcie po prawie 20 minutach jazdy jak w cyrku dotarlismy do rekawa!!! Dobrze ze bylam blisko wyjscia, wystrzelilam jak tylko szybko moglam i zapierdalam w poszukiwaniu pierwszego lepszego kibelka.
Jest!!!!
Halleluja!!!
Wpadam.... a tam kolejka jak skurwysyn i tylko trzy kabiny!!!!!!!!!!!!
Widocznie Chicago tez tak ma, ze w damskich lazienkach sa tylko trzy kabiny!!!
No dobra Chicago, juz sie widzielismy i jak na moj gust wystarczy!!!
Na ostatnia minute zdazylam zalatwic co mialam zalatwic i dopasc nastepny samolot.
Lot do Washingtonu odbyl sie bez przygod ale za to w Washingtonie....

W Washingtonie mialm dwie godziny czekania i stanowisko samolotu do NYC tuz obok tego na ktore przylecialam z niefortunnego Chicago. Spokojnie postanowilam rzucic cos na ruszt, ale wiecie jak ciezko jest znalezc przyzwoite jedzenie na lotniskach, to wrecz nieosiagalne.
Wszystko jest bylejakie, jednak zjesc cos musialam, bo ja tak mam, ze musze malo ale czesto, a przeciez w drodze z Chicago do Washingtonu nakarmino nas tylko precelkami, bo to krotki lot.
Udalo sie znalezc jakas niby salate, niby, bo daleko jej bylo do tego co ja podaje w domu i co u nas nazywa sie salata, ale jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma.
Zjadlam mniej niz polowe, ale to akurat wystarczy na kolejne 1.5 godziny lotu a w domu juz na pewno zjem cos co sie nazywa jedzeniem.
Wpakowali nas do samolotu, odwiezli na pas startowy i... stoimy....

Stoimy, stoimy i stoimy... czas mija, mnie krew jasnista zalewa, bo stoimy z powodu jakiejs burzy ktora jest ponoc nad New Jersey. Mialam ciagle nadzieje, ze to sie w miare szybko rozejdzie po kosciach, ale niestety, Minela godzina a my ciagle w tym samym miejscu.
Z nudow zadzwonilam do Wspanialego, ktory jak tylko odebral to nie czekajac na to co powiem od razu oznajmil:
-- Odwolali Ci lot z powodu burzy nad NJ? 
-- Gorzej, bo nie odwolali tylko stoimy na pasie startowym i czekamy na cud. Na pokladzie stewardessy nie maja nic do jedzenia poza jakimis ciastkami, dobrze, ze chociaz jakas salate pozarlam na lotnisku w Washingtonie. Mam nadzieje, ze chociaz wody jest pod dostatkiem. 
-- A moze sprobuj zostac w jakims polbiskim hotelu i przylecisz jutro... 
-- Ha!! Pewnie, ze bym sprobowala, ale jak jestesmy juz na pasie startowym to nie pozwola mi wyjsc zz samolotu, przeciez nikt nie moze sie bezpansko walesac po plycie lotniska. 
-- No tak, zapomnialem... musisz to jakos przetrwac... mam nadzieje, ze jak sie sytuacja bedzie przedluzac to sami wpadna na to zeby Was gdzies ulokowac... chocby na lotnsku. 
-- Tez na to licze, a teraz koncze bo mi baterie siadaja i musze podladowac telefon. Dam znac co sie dzieje jak juz bede wiedziala na czym stoje. 

Przeczekalismy na tym lotnisku prawie 3 godziny.
I wreszcie udalo sie doleciec na miejsce.
Jak wyszlam z lotniska to mialam ochote ucalowac nowojorska ziemie:))




42 comments:

  1. O mamuśku, to dostałaś w kość jak diabli! Ja tylko raz miałam syf podróżny, gdy lecieliśmy do Singapuru via Moskwa.Odlot teoretycznie był o 22,00, ale to był luty i zaraz po odwilży przyleciał nagle mróz i wstrzymali wszystkie odloty.Od godz. 20,00 do 4 rano siedzieliśmy na zimnym lotnisku, bo wyłączyli ogrzewanie, wszystkie gastronomie poszły spać, a co gorsze już byliśmy po odprawie i byliśmy w letnich ciuchach. W końcu jakiś pogranicznik zezwolił by mój mąż poszedł do przechowalni i zabrał stamtąd nasz zimowe kapoty. Nigdy nie zapomnę tej wyprawy i tego Szeremietiewa, na którym pokotem na podłodze leżeli ludzie i spali.
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. To moja przygoda w porownaniu z Twoja to pestka. Spedzic tyle godzin na nieogrzewanym lotnisku... podziwiam. No ale tez nie mieliscie innego wyjscia.

      Delete
    2. też kiedyś widziałam ludzi śpiących na szeremietiewie, wtedy było jakieś trzęsienie ziemi w jakiejś republice - do dziś nie rozumiemzwiązku przyczynowo skutkowego:p

      Delete
    3. Ludzie bardzo czesto spia na roznych lotniskach swiata jak sa odwolane loty z jakichs powodow ale zeby wylaczyc ogrzewanie to trzeba miec troche nie tak pod kopulka (delikatnie mowiac).

      Delete
    4. ale to były śpiące tłumy, na podłodze głównie

      Delete
    5. Rybciu, jak najbardziej na podlodze. Wiesz jak w czasie np. huraganu odwolaja loty to myslisz, ze tym tysiacom pasazerow ktos moze zagwarantowac cos wiecej niz podlogi? nawet te male w holach lazienek sa wtedy zajete. Z takiego LGA samoloty odlatuja srednio co 10 min to jak odwolaja wszystkie loty z powodu warunkow atmosferycznych jak bylo w czasie huraganu Sandy to juz masz dziesiatki tysiecy koczujacych na lotnisku. Tak niestety jest, tyle tylko, ze w takich przypadkach lotnisko jest otwarte czyli wszystkie sklepy i kioski z jedzeniem sa czynne 24 godziny na dobe i oczywiscie nikt nie wylaczy ogrzewania. Z tego co wiem to rozdaja dodatkowe koce, ktorych tez nie kazdemu wystarczy ale chociaz dzieciom i starszym osobom.

      Delete
  2. Ty jednak latałaś i doleciałaś. A co mają Ci, co ukazem Trumpa są zawracani? jazda na maxa :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. LU, po pierwsze to zauwaz, ze ja latalam ciagle nad terytorium Stanow, czyli kraju, ktorego jestem obywatelka.
      Po drugie, szkoda, ze media, ktore tak solennie informuja o tym, nie mowily nic na ten temat kiedy to w 2015 roku Obama ustanowil ten ban na obywateli krajow muzulmanskich.
      Po trzecie to robi sie wielkie hallo z zakazu wjazdu obywateli, krajow, ktore Ameryka systematycznie bombarduje od wielu lat.
      Szkoda, ze nikt nie placze nad bombami, ktore zabijaja tych ludzi i dodaktowo rownaja ich kraje z ziemia.
      Slowem bombardowac i zabijac jest OK, ale zakaz wjazdu to juz wielki krzyk i protesty.
      Moim zdaniem trzeba wiedziec gdzie i przeciw czemu protestowac, co nie oznacza, ze popieram ten zakaz.

      Delete
    2. miła moja. to nie tak. nikt z nas nie ma wpływu na decyzje na szczycie. można tylko zaciskac zeby i mieć nadzieję.

      Delete
    3. Nikt nie ma wplywu na decyzje rzadzacych, co do tego sie zgadzam, ale juz za powtarzanie bredni to kazdy jest odpowiedzialny indywidualnie.

      Delete
    4. wiesz. staram się omijać komentowanie polityki i USA i PL. jest net i dla chcącego to moment by nabrać jakiegokolwiek rozeznania. statystyki co do ilości bomb i akcji zbrojnych, ruchów wojsk itd itp są również dostępne.
      a przerzucać się info ni ma sensu.
      jaki jest koń każdy widzi ;)

      Delete
    5. LU, wszystko ladnie, ale pomysl. Notka jest calkowicie niepolityczna, a Ty wtracasz polityke i potem mowisz, ze nie widzisz sensu komentowania.
      To moze sie zdecyduj, albo rybki albo akwarium :))

      Delete
    6. bo se pomyślałam, że Ty tak cwanie prowokujesz do poruszenia tego tematu ;)

      Delete
    7. Po tylu latach mojego pisania, powinnas juz chyba wiedziec, ze ja nie prowokuje, albo o czyms pisze, albo nie:)

      Delete
  3. Star, cudna historia! Ja, jeżeli już naprawdę muszę gdzieś lecieć, jestem nabombiona specyfikami od kolegi z Poradni Leczenia Bólu:( A co do toalet w miejscach publicznych to z reguły korzystam z męskich- powód powyżej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Repo, czyli Ty jak juz latasz to w stanie mniej wiecej takim jak opisani przeze mnie towarzysze podrozy:)))

      Delete
    2. Chcialabym to zobaczyc:))) Jak jeszcze do tego prowadzisz rozmowy z np. Napoleonem to juz musi byc fajnie:)))

      Delete
  4. Cłowiek lata, człowiek ma przygody:p
    Ech poleciaoby się do NY
    ja akurat te6-8 godzin daję radę:)
    Ale do Californii 11 to sie jeszcze zastanowię:P

    Uwielbiam Cię czytać:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. To niech sie nie zastanawia tylko przylata do NYC bo w przyszlym roku to ja sie wyprowadzam.

      Delete
  5. Loty 3 -- 4 godzinne to bulka z maslem.Jesli lece do Europy, to sam lot trwa minimum 20 godzin , a z przesiadka ,dodatkowe 3 -- 4.I to najszybciej jak sie da.Wlasnie dojrzalam do nastepnych odwiedzin w kraju ale tym razem zrobie sobie dluzsza przerwe przy przesiadce i wynajme pokoj na lotnisku, wezme prysznic i poloze sie w lozeczku.Bez tego juz nie dalabym chyba rady.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przesiadka z lozkiem i prysznicem to fantastyczny pomysl. Ja sie w takie dalekie podroze nie wybieram. Nawet do Polski to dla mnie za daleko, bo na oceanie nie maja lozek i prysznicow:))) Nie ma gdzie przystanac i odpoczac, chcial czy nie to czlowiek musi zaliczyc te min. 6 godzin w samolocie. Juz sie na to chyba nie porwe.

      Delete
  6. Kocham Twojego bloga już za sam ten wstęp "Czytelniku...." ^_^ >_< Świetny post, życzę jak najmniej takich przygód... ;)

    ReplyDelete
  7. Ale szczerze powiedziawszy to nigdy nie mialam zadnych przebojow ani na lotnisku, ani w locie. Najdluzszy lot jaki mialam, to bylo cos kolo 5 godzin do Egiptu. Szlag mnie trafial. Ciekawe jak wytrzymam na Mauritius...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pewnie wytrzymasz, bo i jakie masz inne wyjscie, ale przyjemne to nie jest.

      Delete
  8. Niemal posikałam się razem z Tobą ;-)

    ReplyDelete
  9. Odłożyłam sobie Ciebie na deser, albo na czas kiedy będę mogła przeczytać bez przerywania i spokojnie. I stwierdzam, że tobie Star, przytrafiają się takie rzeczy o których filozofowie nawet nie śnili;)

    ReplyDelete
  10. No i dlatego samolot będzie ostatnim, awaryjnym środkiem lokomocji dla mnie. Nie znoszę czekania, jakiegokolwiek czekania. A na lotniskach głównie się czeka.Dlatego podziwiam Cię, że nie obgryzłaś pilotowi uszu bez to czekanie:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czekac moge, byle nie zamknieta w samolocie, a tym razem akurat tak bylo. Czekanie na lotniskach mnie nie wkurwia bo zawsze mam cos do czytania przy sobie.

      Delete
    2. Podziwiam Cię, że wytrzymałaś, ja wpadłabym w taką panikę, że musieliby mnie tłuczkiem do ziemniaków uspokoić:)

      Delete
    3. Przeczytalam moja odpowiedz dla Jaskolki i teraz dopiero dotarlo do mnie, ze piernicze jak potluczona:))) przeciez skoro mam cos do czytania na lotnisku to mam tez w samolocie:) No totalna idiotka.
      Ale chodzi o to, ze w samolocie czuje, ze mam ograniczona przestrzen, bez wzgledu na wielkosc samolotu nic tam nie ma oporocz innych pasazerow i kibelka. Brak mi poczucia wolnosci.
      To wszystko jest paradoksalne i siedzi w naszej glowie, no ale tak jest.

      Errato, nie mam problemu z lataniem, chociaz wole jazde np. pociagiem bo wiecej mozna zobaczyc, no ale to wszystko jest uzaleznione od odleglosci. Niektore trasy zdecydowanie lepiej pokonac samolotem, ze wzgledu na oszczednosc czasu.

      Delete
  11. Ło matko i córko razem wzięte! Nie wierzę, że to mogło dziać się naprawdę. Chociaż w dzisiejszych czasach to nie powinno dziwić już nic. Ja nienawidzę latać i boję się tego, jak ognia. Musi szykować się nie lada atrakcja, bym się potrafiła zdecydować. Na przykład wyjazd z bratem i siostrami do Rzymu w 2014 roku.

    ReplyDelete
    Replies
    1. W dzisiejszych czasach wszystko jest mozliwe, to prawda:))

      Delete
  12. Star! Ja kiedyś sikalam jak juz samolot stał, bo stał i stał i stał a ja juz nie mogłam. I ci ludzie stoją do wyjścia z bagażami a ja sie pcham pod prąd do toalety! I te dzieci moje złośliwe, tak prosiłam aby któraś udawała ze to jej sie zachciało; ludzie jakos łagodniej patrzą na potrzeby pęcherza u dzieci, ale nie, obie sie odcięły od tego obciachu. :P

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lola, i po co czlowiek ma te dzieci? Jak potrzeba to nie mozna na nie liczyc :P

      Delete
  13. po paryskim CDG też tak wożą godzinami i przez miasto!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To jest moim zdaniem mocno wkurwiajace:))) czlowiek juz na ziemi a mimo wszystko uwieziony.

      Delete
  14. Dzięks Star, dulary idą w kaszance!Jak sposoring, to sponsoring:-) Co mam rzec...nic co związane z samolotami i lotniskami, nie jest mi obce. Nie zdążyłam się przerazić, tylko przeszedł mnie dreszcz obrzydzenia, że to wszystko o czym piszesz to taka moja codzienność. Chyba poliżę lizaka!Buźka:-)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...