Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, February 9, 2017

Czy to jest milosc... czy to jest kochanie?

Zaraz po Nowym Roku mialam spotkanie na szczycie z moim onkologiem, tak dla omowienia wszystkich wynikow moich badan na okolicznosc skutkow po leczeniu, a leczenia jak wiemy mialam skolko ugodno albo i jeszcze wiecej. Przebadali mi wiec tez kazdy organ osobno i wszystkie na raz w poszukiwaniu czegos co wymaga dalszego leczenia lub chociaz wsparcia farmakologicznego.
Pojechalismy ze Wspanialym, bo wiadomo Wspanialy ciagle lubi uczestniczyc w tych wizytach, czasem udaje mi sie go namowic zeby zostal w domu, ale ta miala byc wielkopomna, wiec nie mialam szans.
Doktor popatrzyl na mnie, przysiadl sie do komputera i po chwili rzekl:
-- Jak na dwa lata po przeszczepie robisz doskonale postepy, wszystkie Twoje wyniki sa wrecz idealne, jakbys nigdy nie chorowala. 
-- Hmm.. doktorze, jak by to powiedziec? Ja nie jestem dwa lata po przeszczepie a tylko nie cale 14 miesiecy - wyprowadzilam go z bledu.
Zerknal szybko jeszcze raz na monitor komputera i powiedzial:
-- Masz racje, ale to tylko znaczy, ze jeszcze bardziej trudno uwierzyc, ze masz tak doskonale wyniki. Wszystko pracuje tak jak powinno a nawet lepiej. 
-- Wszystko? - zapytalam, bo wiem, ze faktycznie czuje sie fantastycznie, ale mimo to chcialam uslyszec.
-- Wszystko, serce, watroba, nerki... nawet pluca, ktore byly najbardziej obciazone i o ktore najbardziej sie martwilismy sa w bardzo dobrym stanie. 
To prawda, z plucami byly obawy, szczegolnie po radiacji, ale juz wiedzialam, ze jest dobrze, skoro pulmonolog powiedziala, ze juz nie musze korzystac z inhalera, z ktorego i tak korzystalam raz dziennie.
Najczestszym skutkiem ubocznym leczenia chemia i po przeszczepie jest neuropatia, no i oczywiscie chemia rujnuje uklad kostny, wiec jeszcze zapytalam dla pewnosci o wyniki badan na ewentualna oseoporoze, bo co do neuropatii to sama wiedzialam na 100% ze nigdy nie mialam zadnych nawet najmniejszych objawow.
-- A jak kosci doktorze? 
-- Kosci, jak u kobiety przed menopauza czyli w idealnym stanie. Skoro tak pytasz o wszystko to teraz ja zapytam, jak sie czujesz? 
-- Fantastycznie!! - odpowiedzialam i dodalam - Codziennie chodze na dlugie spacery takie min. 5 mil (to jest dokladnie 8km) codziennie zapitalam po schodach 10 pieter. Nie mam zadnych problemow z jedzeniem... no czuje sie doskonale... 
-- I wygladasz swietnie - przerwal mi z usmiechem - Serio to nie obraz sie, ale wygladasz lepiej niz przed choroba - dodal kladac mi dlon na ramieniu, chyba zebym sie naprawde nie obrazila.
-- Alez oczywiscie, ze wygladam lepiej, schudlam przeciez ok. 55 funtow (to jest prawie 25kg) wiec wiadomo, ze wygladam lepiej - potwierdzialam uradowana, bo nie ukrywam bardzo sie z tej utraty wagi ciesze. A jeszcze bardziej sie ciesze, ze jestem w stanie te wage utrzymywac.
Po tym zostalam jeszcze obsluchana na okolicznosc, obmacana co nieco, dostalam kolejna szczepionke i spotkamy sie w kwietniu, ale tydzien wczesniej bede miala CT scan zeby sprawdzic czy nic sie nie wykluwa. Pan doktor pozegnal mnie slowami:
-- Do zobaczenia wiosna i rob co robisz, bo Ty od poczatku mialas... - tu sie zatrzymal na chwile w poszukiwaniu odpowiednich slow - ... takie "zdrowe podejscie do choroby" - zakonczyl z usmiechem.

Lekow juz od roku nie biore zadnych oprocz jednej tabletki raz dziennie zapobiegajacej polpascowi, bo mialam to swinstwo. I niestety te jedna tabletke bede musiala brac az do jesieni kiedy to faktycznie minie dwa lata od przeszczepu i bede mogla przyjac szczepionke, ktorej nie moga mi dac wczesniej.
Trudno, jedna tabletke da sie przezyc, tym bardziej, ze jest to minimalna dawka i jakos nie mam zadnych niepozadanych reakcji. Oczywiscie biore codziennie garsc witamin i innych wspomagajacych organizm suplementow, ale to bralabym rowniez bez chorowania, ot tak profilaktycznie i wiekowo:)))

Prosto od doktora udalismy sie do restauracji na obiad, ktory stal sie okazja do rozmowy takiej "od serca".
-- Nie masz pojecia jak bardzo sie ciesze, ze wszystko jest w porzadku - powiedzial Wspanialy jeszcze zanim zdazylismy usiasc.
-- Alez oczywiscie, ze mam pojecie, przeciez w najwiekszym stopniu to Twoja zasluga. 
Spojrzal na mnie pytajacym wzrokiem...

I przypomnialam mu jak to od samego poczatku nikt inny tylko on dopingowal mnie do ruchu.
On doskonale wiedzial jakie sa skutki uboczne chemii, w koncu koktajl ktory mi serwowano jest produkowany przez firme, w ktorej on pracuje.
Pamietam jak sie probowalam buntowac, bo przeciez tak latwo jest chorowac, lezec i czekac az ktos poda, ktos zrobi, a jeszcze jak do tego przytuli i poglaszce po glowce to juz czlowiek sie topi jak sopel lodu w sloncu, a jak obieca, ze bedzie "trzymal kciuki" to juz w ogole jest pelnia blogiego szczescia:)))
Tak naprawde to jak to jest z tym trzymaniem kciukow?
Czasem mysle, ze gdyby ludzie naprawde "trzymali kciuki" to nikt by nic nie robil, bo wszyscy mieliby rece "pelne kciukow":))
Wiem, czepiam sie :)) Nikt tak naprawde tych kciukow nie trzyma, ale za to jak to ladnie brzmi.

Wspanialy gdyby trzymal kciuki to ja bym pewnie do dzis lezala w lozku i narzekala na moj biedny rakowy los.
Ale on nie, bra buk, zamiast glaskac po glowce i obslugiwac to siedzial obok tylko po to zeby mnie dreczyc. Jeszcze na dlugo przed przeszczepem, zaraz po kazdej chemii jak tylko wracalam do domu zabronil mi jesc w lozku, musialam isc do stolu w kuchni, bo stol w jadalni byl blizej, wiec zlosliwa malpa serwowala w kuchni.
-- Ale w szpitalu jeszcze wczoraj jadlam w lozku... - probowalam sie buntowac.
-- Tu jest dom, nie szpital. 
-- Ale to tak daleko (serio to jakies 35-40 krokow w jedna strone dla chorego to bardzo daleko).
-- Dam Ci laske. 
-- Z laska tez moge upasc jak mi sie zrobi slabo... - nie dawalam za wygrana.
-- Bede szedl razem z Toba i nie pozwole Ci upasc, w polowie drogi jest kanapa, jak nie dasz rady to mozesz usiasc i odpoczac. 
I tak mial zawsze argument na moj kazdy powod zeby sie nie ruszyc, wiec sie poddawalam. Nie korzystalam z tego siadania na kanapie w polowie drogi, bo wstawanie z kanapy to juz byla osobna katorga. Wolalam sie zebrac w sobie i pokonac te 40 krokow, bez odpoczynku, tylko z ewentualnymi przystankami.
Nie mialam pojecia po co on to wszystko robi, bo nawet mowienie sprawialo mi trudnosc.
Zreszta ja z natury jestem jakos malo dociekliwa:)
Raz tylko zapytalam po kiego licha doktory ciagle mnie pytaja czy mam jakies mrowienie w palcach dloni i stopach, nigdy nic takiego nie mialam, ale oni ciagle o to pytali, wiec nareszcie bylam ciekawa.
-- Takie mrowienie to pierwsze objawy neuropatii, ktora jest bardzo czestym skutkiem ubocznym chemii zwlaszcza tego koktajlu, ktory Ty dostajesz. 
-- A ta neuropatia to co takiego? calkiem ladnie sie nazywa... 
-- Nazywa sie moze i ladnie, ale w bardziej zaawansowanym stadium jest bardzo bolesna. Chorzy na neuropatie wczesniej czy pozniej jesli sami nie zaczna chodzic i uzywac dloni to koncza w wozku inwalidzkim. Dlatego ja sie upieram, zebys chodzila. 
-- No dobra, zatrybilam, bede chodzic. 
I chodzilam, tyle ile sie dalo, ale chodzilam. Pamietacie jak napisalam bodajze w kwietniu, ze Junior wyprowadzil mnie na spacer i poszlam duzo dalej niz normalnie?
Ja pamietam, szczegolnie pamietam jak mnie niektorzy obsobaczyli w komentarzach, ze nie wolno przesadzac.
No to wiecej juz na ten temat nie pisalam, bo po co?
Jeszcze by ktos pomyslal, ze Wspanialy na zmiane z Juniorem sie nade mna znecaja fizycznie.
Faktycznie, troche sie znecali.
Na ten przyklad Wspanialy sie uparl, ze mam lepic z plasteliny... no jak dwuletnie dziecko.
Ale jak sie taki uprze to nie ma przepros, wiec lepilam.
Ta plastelina to dlatego, ze nie mialam sily sciskac gumowej pileczki do cwiczen, to wpadl na pomysl plasteliny. Wszystko, zeby tylko czlowiek nie mogl spokojnie i po bozemu chorowac.

Jak juz skonczylam chemie i zaczelam radiacje, byla pelnia lata, goraco jak w piekle, ja ciagle slaba ale wtedy akurat nie musialam byc w zadnej izolacji to jezdzilismy codziennie subwayem do szpitala.
Od subwaya mozna bylo dojsc 5 ulic i to dosc dlugich bo pomiedzy alejami to te odcinki sa dluzsze niz te pomiedzy ulicami. Mozna bylo tez wziac autobus.
Jakims cudem zawsze namowil mnie na spacer zamiast autobusu, wiec szlam, co prawda w polowie drogi mielismy stoliki i krzeselka pod parasolami wiec moglam odpoczac i z tych odpoczynkow korzystalam.
Pamietam jak sie ubieralam do wyjscia z domu zaraz po chemii.
Kurde siedzialam na brzegu lozka, owszem podal mi wszystkie szmaty, wiec chociaz tego nie musialam robic, po czym stal naprzeciwko w odleglosci "na wyciagniecie reki" i sie gapil. Tak jak by sie bylo na co gapic. A ja co wsadzilam jedna noge w gacie to juz musialam odpoczac. Nie raz myslalam "do kurwy nedzy dlaczego on mi nie pomoze?" ale nic nie mowilam, bo taka jestem, jak ktos sam nie oferuje pomocy to sie zawezme, zapre kopytami i chocbym miala umrzec tu natychmiast na miejscu to o pomoc nie poprosze.
Dopiero jak juz bylam w pelnym rysztunku co mi zajmowalo na poczatek prawie godzine to wtedy laskawie klekal i zakladal mi buty.
Wyprowadzal mnie na spacery codziennie, z wyjatkiem ulewnego deszczu musialam wyjsc i przejsc ile moglam. Czasem troche wiecej niz wczoraj, czasem troche mniej ale musialam to zrobic.
Pamietam jak ustawialam moj Fitbit na poczatek na 500 krokow dziennie, potem po kilku tygodniach podskoczylam na 700 krokow, pozniej 1000 i tak co jakis czas jak juz widzialam, ze przez dwa tygodnie z rzedu robie wiecej niz mialam zaplanowane to wtedy przestawialam.
Dzis mam ustawione na 10 000 krokow a przez ostatnie dwa tygodnie mam srednia w okolicach 13 000 do 14 000 ale jeszcze nic nie przestawiam.

Czy mnie sie naprawde chce tak chodzic?
Nie, oczywiscie, ze mi sie nie chce. W koncu nie pracuje, wiec na dobra sprawe nie musze wychodzic z domu, a to rozleniwia.
Ale codziennie niezmiennie slysze:
-- Czy idziesz dzis na spacer? 
-- Ideee, ideee ale jeszcze nie teraz. 
Za pol godziny znow slysze:
-- Mowilas, ze idziesz na spacer? 
-- No mowilam i owszem ide, ale dlaczego Ty mnie wyganiasz? 
-- Ja Cie nie wyganiam, jak nie chcesz to nie musisz... wiesz teraz to takie fajne wozki inwalidzkie robia ze nawet mozesz pod prysznic takim wjechac... - oczywiscie to ostatnie ze smiechem, ale ja wiem, ze to nie jest zart.
Co wiecej ja wiem, ze on ma swieta racje.
Moja wlasna Mama przestala chodzic w wieku bodajze 65 lat po operacji biodra bo bylo latwiej nie chodzic. Jak kupilam balkonik taki z siedzeniem, zeby mogla w kazdej chwili odpoczac jak idzie to sie prawie smiertelnie obrazila i dwa tygodnie pozniej juz sie pozbyla balkonika.
Obrazila sie bo ja "bylam wyrodna, wredna, bez serca i nie wierzylam, ze ja boli, ze ona nie moze itp." Wszyscy byli zli, a glownie lekarze, ktorzy udowadniali przeswietleniami, ze operacja byla udana i przestanie bolec jak zacznie chodzic. No jak mozna wymagac takiego poswiecenia od chorej kobiety!!!
Pamietalam o tym i bez wzgledu na to jak bardzo chcialo mi sie jojczyc i biadolic nad wlasnym losem to dawalam i ciagle daje sobie kopa. Wiem, ze jak juz wyjde z domu to pojde te 8km.
Najwazniejsze zeby wyjsc.
Zwiekszac juz nie bede, bo to niestety zajmuje duzo czasu, wiec zamiast poswiecac dodatkowy czas na dluzsze spacery wole do tych spacerow dodac cwiczenia na gore mojego czlowieka, bo to jest mi bardziej potrzebne. Narazie na chodzenie poswiecam dwie godziny czasem 15-20 minut wiecej, jak do tego dodam cwiczenia to sie z niczego zrobi juz 3 godziny, a przeciez w miedzy czasie trzeba tez zyc.
Wspanialy juz cichcem zanabyl odpowiedni sprzet do cwiczen;)))
Tylko czekac jak zacznie wydawac rozkazy.
Strasznie upierdliwy ten moj chlop!!!
Ale jestem mu tak bardzo wdzieczna za kazda chwile tej jego upierdliwosci, ze nie mam nawet cienia watpliwosci.
To nie jest zwykle kochanie...
To milosc i to taka z najwyzszej polki.

Jak siedzielismy przy obiedzie to mu o tym wszystkim powiedzialam i na koniec dodalam:
-- Ale jak nie mialam sily wstac z kibelka to mnie jednak podnosiles... 
-- Teraz moge Ci powiedziec prawde - zaczal sie smiac.
-- Zawsze sie balem, ze kiedys zauwazysz, ze ja Cie nie podnosze tylko pozwalam Ci sie samej podciagnac. Przypomnij sobie, ja Cie nigdy nie dotykalem w czasie tej operacji kibelek, ja sie pochylalem, czekalem az zapleciesz dlonie na mojej szyi i wtedy po odliczniu do trzech jak Ty sie zaczynalas podciagac, to ja tylko sie powoli prostowalem do pionu. Ty sama wstawalas, ja Cie tylko ochranialem i bylem gotowy zlapac gdybys jednak stracila sile... 
-- Ty!!! Ty!!! Ty.... oszuscie!!!! - zawolalam i sie rozplakalam ze wzruszenia.
No nie dokladnie sie rozplakalam, ale mokro mi sie zrobilo w oczach i jakos tak cieplo na sercu.




79 comments:

  1. No widzisz, jaki skarb ci sie trafil :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem i staram sie pamietac o tym kazdego dnia:*

      Delete
  2. BUUU... PORYCZAŁAM SIĘ. NO KUFA...GDZIE TAKIE CHŁOPY....SKLONUJ MI...PLISSSSS

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zeby to sie dalo:)) Musze Ci powiedziec, ze w tej rodzinie wszystkie chlopy takie dobre, przechodzi to jakos z ojca na syna. Tyle, ze tych synow malo. Wspanialy jedynak, tez ma jednego syna i syn tez ma jedynaka.

      Delete
    2. Tylko se nie myśl że z zazdrości Se ryknęłam o nie! Z piękna Waszej miłości. Z mądrej miłości Wspaniałego. Boć głupia miłość to nie miłość.

      Delete
    3. Se nic nie mysle, zazdrosc to ostatnie co by mi przyszlo do glowy, bo osobiscie uwazam, ze ludzie powyzej 12 lat nie powinni odczuwac zazdrosci:))) A juz na pewno nie z takich powodow.

      Delete
  3. Poplakalam sié. Z tak cudownym mézem, nawet wrzaskuny z gòry niestraszne(musialam zdramatyzowac) Zdrowia Pani zycze

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje Asiu, zebys wiedziala, ze nawet wrzaskuny da sie przezyc z takim czlowiekiem przy boku:))

      Delete
  4. I mnie się, Star kochana,zrobiło ciepło na sercu po przeczytaniu dzisiejszego posta :*
    A serce się raduję,że wyniki są prawidłowe. I chyba zacznę więcej chodzić,masz,że spacery to naprawdę pożytek dla ciała i ducha:)
    Buziam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez uwazam, ze chodzenie jest niedoceniane. A przeciez czlowiek chodzac "niesie" ciezar wlasnego ciala, moze cwiczyc prawidlowe oddychanie, moze nawet medytowac, a juz na pewno oczyscic glowe z niepotrzebnych mysli.

      Delete
    2. Dokładnie! Jak człowiek zajmie czymś myśli to niema czasu o głupotach myśleć;)

      Delete
    3. Dokladnie tak to jest:) Wystarczy sie zatrzymac na moment, rozejrzec i juz uwage czlowieka przyciaga cos co jest TU i TERAZ, nie ma czasu na rozpamietywanie ewentualnego gdybania:))

      Delete
  5. Tak sobie myśle, ze Oboje jesteście Wspaniali! Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  6. Po prostu masz wspaniałego tego Wspaniałego!
    Jutro odbieram swojego ze szpitala po reoperacji przepukliny, wczoraj go rżnęli.
    A to "trzymanie kciuków" to po prostu pozytywne a zarazem troskliwe myślenie o tym, za którego się te kciuki trzyma.
    I wiesz- ja się przeogromnie cieszę, że wygrałaś te walkę, chociaż ryzyko eksperymentalnej terapii było takie duże.
    Buziam serdecznie;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przeszczep szpiku kostnego nie jest wcale eksperymentalna terapia, tu w NYC robi sie go juz ponad 40 lat, to nic nowego, a efekty sa naprawde pozytywne.
      Od poczatku wiedzialam, ze to byla moja jedyna nadzieja, odmowienie przeszczepu bylo ogromnym ryzykiem, a nawet przy wielkosci mojego guza wrecz gwarancja smierci.
      Zycze mezowi szybkiego dochodzenia do siebie po operacji.
      buziam :***

      Delete
  7. Wspanialy jest fantastyczny! A Ty bardzo dzielna!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko myslalam, ze bedzie "Wspanialy fantastyczny, a Ty masz dobry gust":)))
      Dzieki kochana:**

      Delete
  8. I to wlasnie jest najmocniejszym dowodem Jego milosci, nie powtarzanie w kolko ajlawju. Dla Niego sie staralas wstawac/podciagac/spacerowac. Bo bylo dla kogo zyc.
    Sciskam Was :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha ale on i tak powtarza w kolko I love you:)) Ten typ tak ma. Przy kazdej okazji, jak dzwoni do domu, bo robi zakupy i pyta czy cos tam jest potrzebne to i tak na koniec rozmowy jest "I love you" Przynajmniej raz na kilka dni podchodzi, przytula, caluje i mowi "oj cos mi sie wydaje, ze juz dawno nie mowilem, ze cie kocham". On tak ma:))
      buziam:**

      Delete
  9. Tobie się oczka zaszkliły, a mnie łezki poleciały :) Star, gratuluję Ci przede wszystkim Wspaniałego, a potem zdrowia i to w takiej kolejności, bo bez Wspaniałego zdrowia by nie było !
    Wiesz co, weź Ty mu powiedz, że my Go tu wszystkie " I love you" :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sonic, serio to wiem, ze musialabym jakos dac rade bez niego, ale byloby naprawde ciezko.
      Powiedzialam i sie cieszy oraz dopytuje ile to jest "wszystkie"? :)))

      Delete
    2. Fajnie, że przekazałaś te słowa Wspaniałemu :) hmmm gdyby tak policzyć ilość dość aktywnie tu komentujących kobiet i pomnożyć jeszcze razy dwa, bo pewnie jak na każdym blogu spora część czyta, a nie komentuje,... to wychodzi.... Powiedz, że to więcej niż ma jakikolwiek szejk !

      Delete
    3. Haha teraz to sie dopiero ucieszy:)))))

      Delete
  10. Przy takim wsparciu każdy by zdrowial. Ja też nie narzekam na opieke i zdrowe podejscie Malza. Ale i moje chemie nie sa nawet w czesci tak oslabiajace... Jestem moze troche mniej wydolna, ale w zasadzie prowadze takie zycie, jak dotad. Buziaki!

    ReplyDelete
    Replies
    1. To dobrze, ze taka lekka chemia i ze tak przechodzisz. Ja tak mialam jak zachorowalam pierwszy raz. Niestety jak swinstwo wrocilo to juz trzeba bylo zaatakowac z powaznej armaty a nie pistoletu.

      Delete
  11. Wspanialy w pelni zasluguje na swoj przydomek! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bo ja tych przydomkow nie rozdaje tak bez powodu:)) On sobie na niego zapracowal:)))

      Delete
  12. Jestescie po prostu przykladem ze kazda potwora znajdzie swojego amatora :-)
    Ha ha, chcialam o tych dwoch polowkach co sie tak szukaly, szukaly az sie znalazly, a wyszlo jak wyszlo :-))) POtwornie jestescie dla siebie stworzeni, ot co!

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wyszlo szydlo z worka :))) Ale Ty wiesz, ze mnie tam wsio ryba:))

      Delete
  13. Zeby Wam tak wspaniale bylo do konca zycia i jeden dzień dluzej:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Naprawde nie wyobrazam sobie zycia bez niego. A przeciez wiadomo, ze w zyciu nie ma zadnych gwarancji.

      Delete
  14. I tak trzymaj, dzielna dziewczyna :) A przed Wspaniałym chapeau bas :) A jak przeżyłaś dzisiejszy dzień, bo u mnie donoszą, że NY zasypało?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kochana, zasypalo wczoraj. Nie wiem na ile rozne czesci NY ale w NYC mamy jakies 8cm sniegu. Przesiedzialam w domu na dupci:)) Troche mi bylo dziwnie bez spaceru, ale trudno, jak trzeba to trzeba.
      Dzis pewnie wyjde, bo nie wytrzymam, chociaz Wspanialy wlasnie nadal, ze jest "miejscami slisko" ale to zaloze kolce na buty i moge isc chociaz na krotki spacer.
      W niedziele pewnie juz nie bedzie po tym sladu, ale wyglada dzis pieknie.
      To naprawde pierwszy snieg w takiej ilosci, wiec jest tak puszyscie:)))

      Delete
  15. Bezlitosnik jeden! ;) Ale bardzo madry bezlitosnik.

    ReplyDelete
  16. Piekny, wzruszający tekst. Wspaniały Twój Wspaniały.I jeszcze kochajacy taką mądrą, bardzo rzadko spotykaną miłością.Bardzo sie ciesze, że jesteś zdrowa i szczęsliwa, że tak wszystko dobrze się skończyło i po chorobie sladu właściwie nie ma. W takim duecie ze Wspaniałym jestescie w stanie zrobic wszystko, spełnić każde marzenie. Życze Wam tego z całego serca i ściskam Was oboje serdecznie!:-))♥

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olenko, Ty tez masz swojgo Rycerza na Bialym Koniu. Cos mi mowi, ze Twoj Cezary i moj Wspanialy to z tej samej prywatki sa:))

      Delete
  17. Replies
    1. i jeszcze jedno
      o tym nie piszesz
      ale coś mi się wydaje, że i Ty kochasz tego Wspaniałego bez pamienci!

      Delete
    2. Rybko, ale ja wlasnie o tym pisze, ze go kocham bez pamieci:)) Tylko moze ubieram w inne slowa.

      Delete
    3. a ja ubrałam!
      bo to opowieść o miłości wzajemnej!
      o!

      Delete
    4. Rybko, bo Ty sie znasz na ubieraniu :)))

      Delete
  18. to jest - trafić na porządnego faceta i tego nie spierdolić ! ;)))

    cieszę się z poprawy zdrowia ! jaka ulga! :***

    ReplyDelete
    Replies
    1. A tak niewiele brakowalo, zebym spierdolila, ale Ty o tym wiesz:))

      Delete
  19. Miłość prawdziwa bez dwóch zdań...czyli można trafić na takiego człowieka;) Ja pewno bym spierdoliła, lubię albowiem być dręczona i poniżana, ale może sie zmienię na stare lata?:p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Repo wierz mi, jeszcze 20 lat temu tez bym spierdolila:)) Ba ja nawet o malo co tego nie spierdolilam, a przeciez Wspanialego znam dokladnie 15 lat. Czlowiek kiedys musi dorosnac do rozumu:)))

      Delete
    2. Nadzieja jest zawsze i ponoc umiera ostatnia:**

      Delete
  20. wzruszasz
    tak ładnie wzruszasz
    nie do płaczu, ale do wilgotnych oczu
    :)

    ReplyDelete
  21. cudowni jesteście ! dużo zdrowia Wam życzę !
    a dziś w tv pokazali że Was zasypało ;-(

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, mamy ok. 8cm sniegu i bardzo mnie to raduje, bo to w sumie pierwszy snieg, ktory ma szanse lezec dluzej niz 24 godziny, ale i tak w niedziele nie bedzie po nim sladu:((
      A wiec jesli 8cm to jest to magiczne "zasypalo" to sie zgadza.

      Delete
    2. no redaktor wypowiadał się że och tyle śniegu napadało , nawet pokazali jak jeżdżą pługi :-) ale Ruda kiedyś mi opowiadała że jak w Anglii jest 1 cm śniegu to paraliżuje miasto więc może i Niu Jork jak ma 8 cm to już klęska żywiołowa :-) Ty pamiętasz pewnie śniegi z Pl więc to 8 cm uważasz za pikuś

      Delete
    3. Sylwus, plugi jezdza nawet przy 3cm sniegu, bo tak po prostu jest. U nas te 8cm to wlasnie kleska zywiolowa, szkoly zamkniete, bo jest snieg. Dzis juz dzieci poszly do szkol, ale wczoraj poniewaz caly dzien padalo to bylo wrecz swieto:)))
      Ja tam sie ucieszylam z tego sniegu, bo naprawde to mi brakowalo tym razem. Zwykle w miescie NY pada snieg srednio trzy razy w ciagu zimy, a ta zima wyjatkowo bezsniezna, dziwnie tak.
      Dzis bylam na spacerze, krotko, ale bylam, wszystko odsniezone, chodzic mozna bez problemow, najgorzej na skrzyzowaniach bo jak ludzie odsniezaja a i plugi tez zwalaja na brzeg chodnika, potem sie z tego robi gora sniegu. A tym razem juz to zaczyna topniec i na skrzyzowaniach jest wiecej wody niz sniegu. W nidziele pewnie juz nie bedzie sladu, a szkoda, bo jednak zima to powinna byc zima:)))
      Pewnie, ze pamietam sniegi, w ktorych sie kopalo tunele zeby przejsc:))) Tyle, ze wtedy bylam dzieckiem i bardzo mnie to cieszylo, doroslym i starszym pewnie nie bylo tak radosnie.
      Ale nawet przez okno to biala zima jest ladna.

      Delete
  22. Star, nie masz pojęcia, jak się cieszę, że z tego wyszłaś i humor Ci dopisuje. To drugie to jest dla mnie ważne, bo nie wyobrażam sobie Star bez tego specyficznego humoru.
    Wspaniały.... no jest po protu WSPANIAŁY.
    Dużo wspólnych lat w szczęśliwosci i w taki fajnym zrozumieniu Wam życzę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jaskolko, dziekuje, ja tez sie ciesze, bo zycie jest jednak fajne :***

      Delete
  23. Ileż prawdy w tym o czym piszesz! Ja nie wstawałam prawie wcale po kolejnych chemiach ,a było ich 8 .Czułam się bardzo słabo i wolałam oczywiście leżeć,pomimo że córki niemal na siłę wywlekały mnie z łóżka.Nie mam Wspaniałego.Powoli ,bo z musu musiałam się podnosić kiedy codziennie trzeba było jeżdzić na radioterapię,przez 30 dni.Jestem miesić po radio i odczuwam to wszystko o czym piszesz ,przede wszystkim neuropatia.
    Ale chodzę ,kręci mi się w głowie ,ale chodzę .
    Czytam Cię od kilku miesięcy ,a dziś postanowiłam napisać i ogromnie podziękować za otuchę ,nadzieję i optymizm.
    Serdecznie pozdrawiam ,Liwia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Liwia, az mnie ciarki przeszly po calym ciele jak przeczytalam. Dziekuje Ci bardzo za ten komentarz, tak liczylam, ze moze sie komus przyda i prosze, jestes.
      Chodz kobieto kochana ile mozesz, nie wazne czy to jest 10 krokow, 800 czy 10 000 kazdy krok sie liczy.
      Jesli mozesz to latem chodz boso, po lace, po trawie, po piasku, to jeszcze lepiej stymuluje nerwy stop. I nie zapominaj o dloniach, wykonuj nawet najprostsze i nikomu niepotrzebne czynnosci aby tylko cwiczyc i pobudzac koncowki nerwow.
      Powoli z tego wyjdziesz, famakologiczne leczenie to jedno ale nasza praca ma wieksza wartosc.
      Jestem przy Tobie i wspomagam, dopinguje jak moge, choc moge tylko wirtualnie, ale to tez pomoc.
      ♥♥♥

      Delete
  24. Anioł, no zwyczajnie Anioł!
    I jaki profesjonalny w opiece!
    Pięknie opisałaś tę miłość :**

    ReplyDelete
    Replies
    1. On ma jakis niezwykly dar do tego.
      Dziekuje Olgo rowniez w jego imieniu :***

      Delete
  25. Bardzo się cieszę, że wyzdrowiałaś Star!

    ReplyDelete
  26. Dziękuję Ci ,za tak szybki odzew,przeczytałam na swoim blogu Twoje wpisy pod notkami.
    Cóż ,na pewno mnie było się łatwiej rozstać z koleżanką niż Tobie z bratem,ale musi zwyciężać zdrowy egoizm.
    Wspominasz o półpaśccu,też go miałam na ręce od strony operowanej piersi.Do dzisiaj mnie pobolewa i mam czerwone plamy.
    Bardzo się cieszę ,że odnalazłam Cię na blogach i zdecydowałam napisać.Cieszę się ,że wyszłaś zwycięsko z tego paskudztwa i mam nadzieję ,kiedy czytam co piszesz ,że ja też dam radę.

    ReplyDelete
    Replies
    1. W marcu bedzie dwa lata jak mialam polpasiec, na lewej nodze (ponizej kolana do stopy) z frontu i troche od srodka. Ciagle jeszcze mam plamy, na szczescie nie boli. Ale przy MSK CC (szpital w ktorym sie leczylam) maja tez dermatologa. Przepisal mi masc, zaczelam uzywac w grudniu 2015, pomoglo tak na 50% w listopadzie ubieglego roku probowalismy laser na jedna plame, nic z tego nie ma zadnej roznicy.
      Ide do niego znow w srode, ale mysle, ze tu sie juz nic nie da zrobic i zostanie jak jest.
      Nie jestem z tego zadowolona, ale z drugiej strony zyje wiec co tam takie plamy:))
      Jestem pewna, ze z tego wyjdziesz, bo jestes zdeterminowana i robisz wszystko co powinnas. W sumie czlowiek nie ma wielkiego wplywu na to co sie dzieje w czasie choroby, ale pozytywne nastawienie i zmuszanie sie do dzialania to juz wiele, a to mozemy robic.
      Zajmuje to duzo czasu i silnej woli do dawania sobie od czasu do czasu kopniaka, eliminowanie negatywnych ludzi z otoczenia jest bardzo wazne. Nikt nie moze Cie dolowac, to chory potrafi doskonale sam, otaczaj sie tylko pozytywnymi ludzmi, ktorzy dodatnio wplywaja na stan Twojego ducha a cialo tez podazy za duchem.
      Badz cierpliwa, dasz rade.
      Popatrz ja jeszcze przezylam przeszczep komorek macierzystych szpiku kostnego i zyje.
      Tego sie trzymajmy.
      Ja potrzebujesz wsparcia to pisz, ale uprzedzam ja jestem tragiczna jesli chodzi o sprawdzanie poczty, moge miesiacami nie zagladac. Wiec jak napiszesz to jeszcze mnie tutaj mloteczkiem w lepetyne postukaj wtedy na pewno sprawdze i odpowiem:))

      Delete
  27. Star-Ty i Wspanialy,to wzór miłości doskonałej,tez sie wzruszyłam....
    Chyle czoła za to ,ze udalo Ci się pokonać własne słabości i ten spektakularny spadek wagi...Kochana ja po porodzie jestem niczym kula,czekam tylko jak się troszke cieplej zrobi,zeby tak jak i Ty chodzić na długie spacery z Bubu.Znam zdrowe zasady odżywiania...potrzebuje jednak potężnego kopa w konkretne 4 litery.Twoja postawa jest dla mnie inspiracją...*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Potezny kop to klucz:)) Chociaz ja mysle, ze w moim przypadku to te wszystkie chemie troche mi przestawily gospodarke metaboliczna na odpowiednie tory.
      Dawniej tylam od patrzenia na jedzenie, albo moze tak pamietam, a ostatnie doswiadczenia pamieci to okres menopauzy kiedy wiele kobiet tyje.
      Wiem, ze cale zycie w sumie walczylam z waga.
      Teraz ostatnie 8kg schudlam juz samodzielnie, bo chcialam i jest mi latwiej utrzymac wage. Cos sie zmienilo, w dalszym ciagu mam apetyt ale wystarczy polowa tego co jadlam dawniej zeby go zaspokoic.
      Jem bardzo czesto ale niewielkie ilosci i chyba to pomaga spalac rowniez bardziej regularnie, bo organizm nie gromadzi na zapas.
      A Ty kochana to schudniesz zanim sie obejrzysz, bo dziecko dostarcza ciaglej gimnastyki, to pewne, a jak juz sam zacznie chodzic to Ty bedziesz ciagle biegac:)))

      Delete
    2. No właśnie...ja mam niedoczynność tarczycy,oczywiście,ze sie lecze,niestety po porodzie wyniki sie pogorszyly,właśnie te odpowiadające za metabolizm.Nigdy się nie obzeralam,dla mnie fast-syfy nie istnieją,owszem po porodzie (miałam cc i dość ciężko to znioslam i dlugo wracałam do względnej równowagi)nie miałam sily ,inaczej, resztkiem sil wstawałam do malego kolkowca...gdzie ja miałam wtedy łeb do przygotowywania zdrowych posiłków...:-( ja z tych co to nie zje normalnie tylko troszke a potem chodzi i podjada :-(A to kawałek batonika,a to bulka z mlekiem....
      No tak Star,na pewno w Twoim przypadu choroba poprzestawiala metabolizm,ale przyznaj,ze tryb zycia,jaki teraz prowadzisz jest inny niż przed chorobą....
      Bubek ma pól roku a u mnie brzuchol na 6 miesiąc:-(
      Dziekuje Kochana za dobre i mądre słowo :*

      Delete
    3. Pewnie, ze tryb zycia mi sie zmienil. Nie pracuje, nie mam dzieci, mam w zwiazku z tym duzo wiecej czasu. Ale wczesniej tez jedlismy zdrowo, tym bardziej, ze moj maz raczej zje zdrowa kanpke przygotowana w domu niz jakies fast foody. Nigdy nie bylo w domu zadnej sody, pije sie wode, albo alkohol:))) Tyle, ze teraz mam jeszcze wiecej czasu na ogarniecie tego wszystkiego.
      W dalszym ciagu gotuje jak mam ochote, nie zmuszam sie do pracy, ale jak juz mam ochote na gotowanie to gotuje dla armii i mroze. Potem tylko wyjac, rozmrozic, podgrzac i juz obiad gotowy, owszem trzeba do niego dorobic jakas zdrowa salate, ale to juz latwiej niz jak pracowalam.
      W Twoim przypadku dziecko ustala rytm Twojego dnia i tu narazie nic nie przeskoczysz.

      Delete
  28. Nie musiałam nawet czytać aby moc potwierdzić, ze chłop to sie Tobie udał! Cieszę sie, ze masz sie świetnie. Bardzo! Buziaki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ty faktycznie nie musisz o tym czytac, bo go znasz:)))

      Delete
  29. ta notka jest taka....taka ciepła.
    I wspaniale się ją czyta.
    Wiesz, czytać a przeżyć to co TY to zupełnie inna bajka.Miałam w tym roku nieprzyjemność ciut poczuć co to znaczy mieć obcego w płucach.Nie,nie wiem co to brać chemię i się czuć koszmarnie po.Ale wiem jakie to szczęście dowiedzieć się że nie jest źle a nawet jest lepiej;))))).Inaczej się czyta Twoje wpisy po czymś takim.
    Życzę ZDROWIA,ZDROWIA i ZDROWIA:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje Matyldo i bardzo sie ciesze, ze u Ciebie wszystko w porzadku i skonczylo sie na falszywym alarmie:***

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...