Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, February 4, 2017

Wrzaskuny i tupaje czesc 3

Poczatki byly wrecz jak sielanka.
Eleni miala tylko 2 lata, a mlodsza Polopiryna kilka miesiecy. Starsza biegala i okazjonalnie wznosila okrzyki radosci na widok ojca, mala czasem plakala, ot nic specjalnego.
Kiedys Vivian (tak ma na imie matka dzieci) zaprosila kolezanki z dziecmi, wtedy po raz pierwszy bylo tragicznie. Dzieciaki biegaly jak najete, a ze mieszkanie jest duze i przestrzen do biegania w sumie od jednego konca do drugiego jest dluga to u nas slyszelismy to tak jak by na gorze bylo kilka malych rozbrykanych koni.
Po jakims czasie do drzwi zapukala Vivian z mala Polopiryna na biodrze.
-- Ja tylko chcialam uprzedzic, ze mam dzis dodatkowo piecioro dzieci moich znajomych i chyba robia wiecej halasu - powiedziala z usmiechem.
-- No robia, wejdz prosze i sama posluchaj - odpowiedzialam rowniez z usmiechem. W koncu byla godzina ok. 18tej i uznalam, ze ludzie maja prawo goscic innych z malymi dziecmi, przy czym rowniez myslalam, ze takie gosciny nie beda czeste.
O swieta naiwnosci!!!
Weszla i zlapala sie za glowe. W moim livingroom bylo slychac jak szklanki i kieliszki podskakuja na polkach, stukot dzieciecych nozek byl wrecz nie do ogarniecia.
-- No tak, te mieszkania sa wyjatkowo akustyczne - stwierdzila.
Przyznalam jej racje, bo faktycznie sa.
-- Wiesz to ja o 21ej dam im moj tablet do zabawy i sie uspokoja - dodala.
Nie powiedzialam bra buk ze do 21ej to jeszcze cale trzy godziny halasu, bo uznalam, ze w sumie to mile, ze w ogole przyszla i rozmawia na ten temat.
Faktycznie o 21ej zapanowala cisza, az do 23ej kiedy to goscie halasliwie opuszczali goscinny dom moich sasiadow i wylewnie zegnali sie przez dobre 10 minut na dole w holu, przy pisku rozbawionych dzieci.
Zacisnelam zeby i jakos udalo sie z powrotem zasnac.

Potem wrocil moj rak, wrocila chemia i to w duzo powazniejszych dawkach niz poprzednia.
Bylam wdzieczna losowi, ze musze lezec w szpitalu na czas podawania chemii, potem jak wracalam do domu to juz bylo ciezko. Ja ledwie zywa a trasa biegaczy przebiegala akurat nad moim lozkiem no i te wieczne okrzyki radosci powitan i pozegnan w holu. Tego nie moglam zniesc.
Zrobilismy ze Wspanialym narade taktyczna.
Uznalismy, ze chuj tam z szafa, butami i wozkiem w holu, najwazniejsza jest wzgledna cisza zebym mogla w spokoju i bez dodatkowego bolu glowy dogorywac po chemii.
Od poczatku wiedzieli, ze jestem chora na raka, ale to ich nie powstrzymalo, ani nie zmienilo sposobu zachowania, w dalszym ciagu byly krzyki i glosne rozmowy w holu tuz przy mojej glowie za sciana.
Wspanialy wtedy napisal na duzej kartce prosbe o zachowanie wzglednej ciszy na korytarzu, wyjasniajac, ze tam wlasnie po drugiej stronie holu leze ja walczaca ze skutkami chemii.
Przykleil kartke w widocznym miejscu na tejze scianie. Zabralo im to kilka tygodni, zeby dojrzec co tam pisze i zrozumiec.
Chociaz z tym zrozumieniem to bywalo roznie, najczesciej Vivian przerywala glosne rozmowy wydajac z siebie glosne "sz... sz..." ale to dzialalo i bylam jej za to ogromnie wdzieczna.

Nie moge powiedziec zlego slowa to bardzo mili i w sumie zyczliwi ludzie, tylko z logicznym mysleniem maja raczej nie po drodze. A ze sa zyczliwi i pomocni to niech swiadczy fakt, ze w czasie mojej choroby kilka razy Vivian zapukala tylko zeby zapytac czy czegos nie potrzebujemy, bo ona akurat jedzie po zakupy. Wspanialy podziekowal i wyjasnil, ze on to wszystko ogarnia, a mnie samej najbardziej potrzebny jest spokoj. W takiej symbiozie przebiegly nastepne 5 moze 6 miesiecy i bylo calkiem fajnie.

Problem w tym, ze jak ja wrocilam do domu po trzech tygodniach pobytu w szpitalu na przeszczep to oni wrocili juz do dawnych zachowan i nawet kartka nie dzialala.
Dodatkowo zeby bylo weselej mala Polopiryna darla sie co raz glosniej, miala juz wtedy rok.
Wieczorem, a w zasadzie w nocy, wstawala w lozeczku i tlukla rama lozeczka o sciane, wyjac przy tym wlasnie jak zranione zwierze. A lozeczko Polopiryny bylo dokladnie przy tej samej scianie co moje lozko, dokladnie nad moja glowa. Vivian najczesciej ignorowala dopoki sie dalo, potem wyjmowala widocznie dziecko z lozeczka, bo ustawalo tluczenie o sciane, ale krzyk i szloch malej jeszcze roznosil sie po calym mieszkaniu. I tak bylo, nie co noc, ale wiekszosc nocy, regularnie.

Bylo to cos okolo 4 miesiecy po moim przeszczepie kiedy Wspanialy musial jechac do pracy i zostalam w domu sama. Tupiace po suficie przez caly dzien dzieci znosilam juz w miare normalnie.
Tu musze Wam wyjasnic, ze te dzieci spedzaja cale dnie w domu, nawet przy pieknej pogodzie i majac po drugiej stronie ulicy plac zabaw one nigdzie nie wychodza, po za goscinnymi wyjsciami z rodzicami, ktore to wyjscia jak juz wczesniej wspomnialam odbywaja sie ok. 20-21ej a powroty z placzacymi dziecmi wtedy nastepuja ok. 1-2 w nocy. Czlowiek juz spi i nagle wyjce i wrzaskuny stawiaja go do pionu, potem ciezko zasnac. Tej nocy kiedy Wspanialy wyjechal do pracy i wiedzialam, ze wroci bardzo pozno, ok. 23ej obudzilo mnie stukanie Polopiryny lozeczkiem.
Najpierw siadlam, wlaczylam telewizor i staralam sie przeczekac. Po 20 minutach stwierdzilam, ze nie dam rady i zgodnie z wczesniejsza prosba Vivian, zeby sygnalizowac kiedy jest za glosno, wyslalm jej esesmana z prosba zeby cos zrobila.
W odpowiedzi dostalam cala litanie wymowek, ze jej dziecko jest trudne, ze jej doktor powiedzial, zeby ignorowala, ale ona czasem sama nie wytrzymuje i zabiera mala do lozeczka.
Ze starsza Eleni spi z nia w jednym lozku i mala Polopiryna nie chce zasnac sama, a ona nie moze spac z dwojka w tym samym lozku.
Wcale sie nie dziwilam Polopirynie, bo jak dziecko widzialo, ze starsza siostra ma przywilej spania z matka to dlaczego nie ona?
Napisalam, ze ja to wszystko rozumiem i nawet jej wspolczuje, ale ja chce spac spokojnie.
Znow dostalam zwrotnym esesmanem, ze przeciez ona robila wszystko co mogla jak ja bylam chora, ale przeciez teraz to ja juz "jestem zdrowa".
No tak, zdrowy w/g niej widocznie nie musi spac.
Nie, nie pisalam nic na temat moich wlasnych doswiadczen z dzieckiem czy tez teraz z wnukami, nie pisalam, ze osobiscie uwazam, ze jej dzieci nie maja zadnej rutyny zyciowej, nie pisalam... bo nie mam do tego prawa. 
Ja nie jestem od wychowywania cudzych dzieci czy tez dyktowania rodzicom jak je wychowywac.
Dyskutowalysmy tak przez dobre pol godziny, za kazdym razem ona miala tysiace powodow dla ktorych jest jak jest i to ona a nie ja bylam ta biedna. To jej nalezalo sie wspolczucie i zrozumienie.
Jednym z tlumaczen bylo, ze "moje dzieci spia w dzien". Na co ja odpowiedzialam, ze to normalne, ale juz nie dodalam, ze spanie w dzien powinno sie odbywac najpozniej ok. poludnia a nie od 17tej do 20tej.
Tak sobie pitolilysmy na tych telefonach bez konca, wreszcie dotarlo do mnie, ze tak naprawde to ja sie teraz probuje kopac z koniem.
Wkurwilam i napisalam krotko, ze ja nie moge ponosic skutkow jej metod wychowawczych i rowniez ja nie mam zadnego prawa mowic jej jak wychowywac jej dzieci. Jedyne do czego mam prawo to cisza nocna w godzinach od 22ej do 6tej rano i tylko tego oczekuje.

Dodalam, ze nie bede sie absolutnie odzywac jesli dzieci beda uzywac mlota pneumatycznego, czy tez wiertarki udarowej w godzinach poza wyzej wymienionymi, ale jesli na skutek ich beztroskiej dzialalnosci dzieciecej cos u mnie w domu zostanie zniszczone, np. wyskocza te szklanki z szafki to ja oczekuje, ze przyjdzie i zaplaci za poniesione przeze mnie szkody.
W tym momencie dostalam esesmana z informacja, ze "ona placi czynsz" no zesz kurwa mac!!!
Zapytalam grzecznie czy ktos jej powiedzial, ze ja mieszkam za darmo? i dodalam, ze ona ma jedna sypialnie wiecej wiec moze niech tak przemebluje zeby Polopiryna walila tym lozeczkiem w inna sciane niz nad moja glowa. Na tym zakonczylysmy dyskusje, bo to i tak do niczego nie prowadzilo.

Od tamtej pory ja tylko konsekwentnie wysylam esesmana jesli jest glosno po godzinie 22ej.
Zawsze w odpowiedzi dostaje cos w rodzaju "ale dzis jest weekend" lub "tak masz racje, jest 1sza w nocy, ale mamy gosci".
Nie odpowiadam na to, nie daje sie juz wciagnac w zadne idiotyczne dyskusje, bo wiem, ze one sa bez sensu. Raz tylko rozmawialysmy, bo w dalszym ciagu rozmawiamy i nawet czesto witamy sie usciskiem przy radosnym wymachiwaniu malych raczek Eleni i Polopiryny i jestesmy pelne kurtuazji i wzajemnego uwielbienia. Naprawde nie mam powodow zeby ich nie lubic, sa mili i co wazniejsze moge przynajmniej zwrocic uwage, bez uzywania gwizdka jak to bylo z Francine (kto czyta to pamieta).
Przy tej jednej rozmowie ona cos zaczela znow tlumaczyc na temat tych poznych i halasliwych powrotow i wtedy powiedzialam:
-- Kochana Vivian, ja naprawde nie oczekuje od Ciebie zadnych wyjasnien, ja nie roszcze sobie prawa do zmiany trybu Waszego zycia, ja tylko sygnalizuje, ze jest czas ciszy nocnej i to wszystko. Mnie naprawde nie interesuje czy Twoje dzieci spia i kiedy spia, ja tylko chce miec cisze nad moja glowa w godzinach od 22ej do 6tej to wszystko. 

Poki co, to dziala. Zreszta teraz od wrzesnia Eleni chodzi juz do szkoly, wiec jesli tylko nie zasypiaja, co im sie czesto zdarza (wiem, bo wtedy nie ida do szkoly) to musza wstac ok. 7ej, a spac chodza ok. 23ej. Nic mi do tego jesli halasuja w pozostalych pomieszczeniach mieszkania, wazne, ze ja mam spokoj w sypialni.

Jednak ciekawe sa zachowania tych ludzi:)
Kilka tygodni temu Vivian pojechala gdzies z dziecmi ok. 21ej, ja to wszystko wiem, bo maja dosc glosny samochod, wiec kazdy wjazd i wyjazd jest na tyle halasliwy, ze moj umysl rejestruje go zupelnie bezwiednie.
A wiec my juz spalismy ok 20 min po polnocy obudzilo mnie parkowanie samochodu, wiec wiedzialam, ze wrocila z dziecmi. Teraz slysze jak wchodza do holu i ona wydaje z siebie to magiczne "sz.. sz..." i dzieci sa naprawde cicho. Zaraz po wejsciu na gore zaczynaja biegac i skakac jak male koniki po calym mieszkaniu.
I ja sie pytam droga redakcjo na co to "sz... sz..." a zaraz potem hulaj dusza piekla nie ma.
Gdzie w tym sens i logika?

Widocznie jest to jakas grecka nieznana mi logika, bo jak wyslalam esesmana z informacja, ze jest juz dawno po 22ej to w odpowiedzi (nie wiem po co?) dostalam "wiem, wlasnie wrocilismy i zaraz idziemy spac". Byc moze te dzieci zasypiaja tylko w pelnym biegu:))
Ale to juz nie moja sprawa:) Wspanialy twierdzi, ze to "sz... sz..." w holu odbywa sie prawdopodobnie jednoczesnie ze wskazaniem na nasze drzwi i tym sposobem ona straszy nami dzieci:) Takie, badzicie cicho bo tu mieszkaja ci straszni ludzie co zjadaja male dzieci:)))

Jest mi to bosko obojetne czy ona straszy nami te wrzaskuny czy nie, wazne, ze w takich warunkach jakie mamy teraz moge zyc, tym bardziej, ze to jeszcze raczej nie dluzej niz poltora roku.



40 comments:

  1. Pójdziesz w kapciach do nieba.
    A swoją drogą podziwiam. U nas pisze się skargę do spółdzielni (czyli do właściciela), ewentualnie zgłasza na policję hałas.
    Nawet jak jest jednorazowy, jak kogoś wkurzy, to wezwie patrol.
    Chyba że ktoś ma zgodę lokatorów na jednorazową imprezę.
    Wyjątkiem jest tylko sylwester, ludzie wtedy robią domówki.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo, to prywatny dom, nie ma spoldzielni. Skarzyc do wlsciciela owszem moge, ale czy ja mam 10 lat? Uwazam, ze jako dorosla osoba powinnam sobie z takim konfliktem poradzic sama. I nie jest idealnie, ale wiem, ze lepiej juz nie bedzie i moge w tym zyc. Wazne, ze teraz jak starsza chodzi do szkoly i matka musi wyjsc z domu to zabiera tez te malo i czesto ich nie ma az do powrotu ze szkoly a to jest ok. 15tej. Masz pojecie? Dodatkowa cisza od 8ej do 15tej? NIEBO!!! :)))

      Delete
    2. Sorry, ja nie o wrzaskunach (swietne nowotwory jezykowe! Jestes nowym Wankowiczem!). tylko chcialam zapytac, czy blog o gotowaniu juz sie nie kontynuuje? Widze wpisy z 2014 i pózniej juz nie.. czy to zwiazane z Twoim zdrowiem? Przy okazji troche sie przedstawie; mam 82 (prawie) lata, mam neuropatie co oznacza mase cierpien róznego rodzaju, nie gotuje (prawie) ale lubie przepisy, mieszkam w Szwecji od 30 lat. Moje hobby to rózne roboty reczne, ostatnio robilam bizuterie, ale na razie nie mam na to warunków (jak mieszkalam 9 lat w Anglii to tam mialam pracownie, w Szwecji nie mam, a wrócilam we wrzesniu 2016). Nie mam blogu tylko 2 strony na Facebooku, mozesz mnie znalezc po nazwisku - Anna Möllerström, Göteborg i Anna's Organic Jewellery..

      Delete
    3. Anno, nie zawsze trzeba na temat notki, ciesze sie, ze napisalas.
      Wspolczuje neuropatii, bo to okropne. Wiem, bo ja mialam lymphome i neuropatia jest czestym skutkiem ubocznym chemii przy lymphomie. I tu przyznam, ze to ze udalo mi sie utrzec jest absolutnie zasluga mojego meza. Nawet mi chodzi po glowie, zeby o tym napisac i chyba to zrobie, bo duzo ludzi choruje na rozne choroby, ktorych skutkiem moze byc wlasnie neuropatia, moze komus taka notka pomoze.
      Blog o gotowaniu umarl smiercia naturalna, bo przestalam juz ze tak powiem "wydawac" duze przyjecia i wydziwiac z gotowaniem. Co nie znaczy, ze zupelnie nie gotuje, w dalszym ciagu to robie i nawet pieke ciasta. Jeszcze w tym miesiacu bede miala urodziny meza i syna wiec przede mna dwa torty. Ale te akurat beda z polskich przepisow wiec nie ma sensu ich wstawiac.
      Przyznam tez szczerze, ze nie widzialam za bardzo sensu tego mojego blogowania o gotowaniu, bo owszem milo i kulturalnie ludzie pisali "ladne, cudne, wyglada smakowicie" itp. Ale nigdy nikt nie napisal "wlasnie ugotowalam i rodzinie smakowalo, lub nie smakowalo".
      Komentarze wyjatkowo tylko komplementujace to troche za malo zeby sie wysilac na zapisywanie dokladnie skladnikow (ja wiele dan gotuje na oko, przeliczanie miarek i wreszczie tworzenie z tego wszystkiego notki blogowej.
      Troche to duzo roboty jak na nie zawierajace tresci chociaz mile ochy i achy:)))
      Juz widzialam Twoja strone bizuterii na FB, naprawde tworzysz cudnosci!!!!
      Na FB to ja sie z kolei nie zajmuje niczym wiecej jak polityka i to oczywiscie polityka Ameryki, wiec nie wiem czy bedzie Ci to odpowiadac. Zostawilam komentarz pod tymi slicznymi kolczykami, z ktorych sie tlumaczysz, ze nie wyszly identyczne, a ja uwazam, ze to wlasnie caly ich urok.
      Moze zerknij na ten komentarz, potem na moja Timeline i sama zadecyduj czy taka znajomosc Cie bedzie interesowac.
      A poza tym to bedzie mi bardzo milo widziec Cie tu na blogu jesli nawet nie regularnie.
      Ups... a co to znaczy regularnie, ja ostatnio tak malo pisze, no ale staram sie poprawic:)))
      Jeszcze raz dziekuje za komentarz i pozdrawiam.

      Delete
  2. Uuuuuuuudusiłabym!!!!! Jesteście ze Wspaniałym ludźmi ogromnej cierpliwości, kultury i kindersztuby i chyba dlatego ci ludzie nie mogą tak do końca Was zrozumieć, może potrzebują ryku i krzyków?:D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Bede szczera, ta cierpliwosc i kultura to bardziej Wspanialy niz ja. Ja juz nie raz szykowalam sie tam z wojna, ale Wspanialy zawsze pytal "czy naprawde chcesz sie znizac do ich poziomu?"
      No i kurwa odkladalam bron i siadalam na dupie dopracowujac metody taktyczne:)))
      Ja jestem wiekszy raptus, Wspanialy to uosobienie niebianskiej wrecz cierpliwosci.
      Ja sie wkurwiam, wybucham i potem mam z glowy, on do wszystkiego podchodzi z anielskim spokojem.
      Jak go znam juz prawie 15 lat (za miesiac) tak jeszcze nigdy nie stracil panowania, raz mu sie o malo co nie przytrafilo i podniosl glos, nawet nie na mnie tylko z frustracji. Wtedy ja powiedzialam, ze przy mnie sie glosu nie podnosi i wiecej sie cos podobnego nie powtorzylo.

      Delete
  3. Ojej, przepraszam, ale się nieco uśmiałam, bo chwilami tak to opisujesz, że muszę się pośmiać, chociaż tak naprawdę jest to okropne i przerażające a mało śmieszne.Ja mam z kolei sąsiadów, którzy zawsze trzaskają drzwiami,a mają dwie pary drzwi wejściowych. W tych blokach betonowych to wszystko się okrutnie niesie, więc jak jebutną drzwiami o świcie to nie ma mocnych- trzeba wyskoczyć z wyra bo masz wrażenie ,że budynek się wali. A mieszkają na moim parterze niestety. Pisanie kartek,rozmowa- wszystko jak grochem o ścianę.
    Zastanawiam się nawet czy im nie wpuścić jakiegoś bardzo mocnego kleju pomiędzy futrynę a drzwi, żeby ich otworzyć nie mogli.Oczywiście ile razy się spotkamy to matka rodu przeprasza i tłumaczy, że u nich często jest przeciąg. Fakt- trzaskanie latem jest stale, zimą- sporadycznie.
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie przepraszaj, ze sie usmialas, bo teraz my sie tez z tego smiejemy, w koncu gdyby czlowiek bral to na powaznie to nabawilby sie jakiejs ciezkiej choroby:))
      Uciazliwi sasiedzi to masakra. A jeszcze tacy bez wyobrazni, do ktorych nic nie trafia to juz absolutna tragedia.
      Buziaki :***

      Delete
  4. przeczytałam hurtem , też mieliśmy Tymka terrorystę co tak trzaskał łóżeczkiem , nie powiem czasem nas ratował przed zaspaniem ale w weekend to było niepotrzebne , owszem zwracałam uwagę rodzicom ale jakoś nie potrafili zaradzić , na szczęście łóżeczko szybko dokonało żywota i Tymek dostał "dorosłe" łóżko , teraz to już się z tego śmiejemy jak spotykamy się na wódeczkę ale co napomstowałam to moje :D w Waszym wypadku to bym wpadła na pomysł muzyki ,zapewne śpią do południa , zatem zapodaję muzykę odpowiednio głośno i wychodzę na spacer ( Wspaniały do pracy ) przychodzę do domu po jakimś czasie i udaję że oj chyba coś się sprzęt rozstroił tyle że karę mają także pozostali :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Na szczescie nie przewiduje spotkan przy wodeczce, to wybitnie nie moja polka:))
      Wspanialy pracuje w domu i czesto bywalo, ze jak mial konferencje telefoniczna to musial wychodzic z telefonem na patio bo krzyki dzieci byly slyszane przez telefon i nagle w czasie konferencji zapadala cisza, bo ludzie po drugiej stronie telefonu nie wiedzieli czy to nie u nas dzieje sie cos niedobrego.
      Ja nie potrafie sluchac muzyki tak na caly regulator, a zeby wlaczyc i wyjsc to tez chyba poza zasiegiem mojej zlosliwosci. Po prostu jakem malpa tak nie az tak zlosliwa :D

      Delete
  5. bardzo Ci współczuję i jednocześnie podziwiam Twoją wyrozumiałość bo ja od samego czytania mam ochotę przypieprzyć tej babie. Bo jest taka granica - prosi się, tłumaczy, znosi, wytrzymuje, ale w pewnym momencie cierpliwość i wyrozumiałość się kończy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, tak jak pisalam w odpowiedzi dla Repo to bardziej Wspanialy jest z tych swietych niz ja. Ja wielokrotnie szykowalam sie tam z awantura, ale on zawsze szukal "innych" rozwiazan.
      No i jakos jest, nie idealnie, ale da sie zyc. Najgorszy byl czas mojej choroby, ale przetrwalismy.
      Masz racje, sa jakies granice, albo moze to tylko nam sie tak wydaje, a oni mysla, ze jestesmy stetryczalymi starcami, ktorzy zapomnieli co to jest dziecko. Do glowy im pewnie nie przychodzi, ze mozna miec dzieci, ktore owszem sa zywe, czasem biegaja i nawet halasuja, ale to w granicach rozsadku. Widzisz, gdyby ona te dzieci zabierala gdzies do parku czy na plac zabaw zeby sie wyszalaly to w domu by pewnie padly, ale dzieci spedzaja 90% czasu w domu jak zwierzeta w klatce.
      Szczerze, to jest mi szkoda tych dzieciakow, bo to nie ich wina, ze maja nienormalnych rodzicow.

      Delete
  6. ...czyli jest nadzieja, bo Szymon z familią wyprowadził się zanim poszedł do szkoły, a obecnie Aurelka (ta od kąpieli i darcia japy) do szkoły jeszcze nie chodzi... W Waszej sytuacji, tłumaczę to sobie może inną kulturą? Może właśnie Grecy tak mają. Nie, broń Boże, nie usprawiedliwiam Ich tym. Też jestem raczej z tych, którzy uważają, że wspólne mieszkanie w jednym bloku zmusza nas do przyjęcia pewnych oczywistych norm, czy nam się one podobają czy nie i tutaj pochodzenie, czy prywatne widzimisię, nie mają nic do rzeczy.
    Mój ojciec z kolei zawsze był tak potwornie narwany, że do szału doprowadzało go to, że ktoś śmiał o 17 wiercić na przykład. Całe życie myślałam sobie, że ktoś taki jak on powinien labo mieszkać w leśniczówce w jakiejś totalne głuszy, albo na bezludnej wyspie. Czasem trzeba zacisnąć zęby. Moja mam pracowała na nocki. Wracała czasem o 8, szła spać, a sąsiad nad nami o 9 zaczynał słuchać disco relax... I co było robić. Taka jest cena mieszkania w bloku. To piszę w kontekście mojego ojca.
    Trzymajcie się, i budujące jest to, że wciąż potraficie ze sobą rozmawiać i wymieniać grzeczności. Coś mi mówi, że w naszej polskiej rzeczywistości to by nie przeszło. Chociaż my z rodziną Szymona też się mimo wszystko nie skłóciliśmy. Co więcej nasze dzieci nawet się razem bawiły :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mysle, ze cos w tym jest i te poludniowe nacje wlasnie tak maja. Pisala o tym Spt, i teraz ponizej Asia, wiec cos w tym musi byc. Ja mam tylko doswiadczenie z mieszkania zarowno z Wlochami jak i teraz Grekami.
      Ja czasem myslalam, zeby zaprosic te dziewczynki z gory jak przychodza nasze wnuki, zeby zobaczyly i mialy okazje pobawic sie inaczej niz wyscigi, skoki i darcie japy. Ale Wspanialy twierdzi, ze to nie jest dobre rozwiazanie, uwaza, ze poza kurtuazyjnymi stosunkami nie sa nam potrzebne zazylosci na innej plaszczyznie i tu przyznaje mu racje.
      W Ameryce nie ma zwyczaju goszczenia sie z sasiadami, mozna sie z nimi przyjaznic, ale nie bywa sie wzajemnie u siebie, ze tak powiem. Twoj dom, Twoja twierdza ma tu doslowne znaczenie:))
      Tylko jak bylam chora to odwiedzala mnie jedna z sasiadek, szczegolnie kiedy wiedziala, ze zostalam sama bo Wspanialy musial pojechac do pracy. Wtedy Debbie dzwonila i jak poprosilam zeby przyszla to przychodzila, najczesciej po to zeby dopatrzyc czy sobie radze sama.

      Delete
  7. Przeczytalam hurtem, od 13lat mieszkam we Wloszech, ktòre zostaly wywolane do tablicy, i jest dokladnie tak, jak Pani opisuje. Szczegòlnie na poludniu. W wieku 23 lat urodzilam còrke. Stalam sié wyrodnà matkà w oczach prawie wszystkich,najbardziej szwagierki(wtedy bezdzietnej). Mialam z malà wyrobiony rytm od urodzenia. 19.00 zaczynalysmy kàpiel, pielégnacje, cyc, tulenia i do wyra. Gdy zaczela byc bardziej ozywiona w ciàgu dnia, zaczynalysmy wieczorne rytualy pòl godziny pòzniej, Ale za to byla drzemka od 14 do 16.kilka razy jà o tej 16 budzilam, po kilku dniach sama sié przyzwyczila do tego rytmu.teraz ma 10 lat, o 21 jest w wyrku,w weekend ma ok. 30min na czytasz, czy Co tam ma ochote w tym wyrze robic. I dla poròwnania, moja szwagierka ma 5letniego syna. Nigdy nie mial, zadnych regul. Spanie, jedzenie, istna samowolka. Dziecko jest wiecznie nabuzowane, skaczàco-wrzeszczàce, latajàce z jedzeniem po' calym domu. Idzie ohujac(przepraszam). Do przedszkola praktycznie nie chodzi, bo rano jest nie przytomny. Czekam na rozwòj wydarzen, od wrzesnia idzie do szkoly. Podejrzewam, ze bédzie wesolo. W koncu szkola obowiàzkowa. Mialam w dupie, ze uwazali mnie za wyrodnà matke. Staralam sié stosowac reguly w jakich ja bylam wychowywana. Podsumowujàc, Im bardziej na poludnie tym wiéksza samowolka i samopas dzieciakòw. Lo matko, ale sobie prywate urzàdzilam, wybacz. Pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Najbardziej wyrodnà bylam, jak mieszkalismy w domu blizniaku razem ze szwagierkà. Z racji wspòlnego ogròdka, wszystkie imprezy okolicznosciowe lub nie, odbywaly sié wspòlnie. Takze z racji posiadania wspòlniej ekipy dzieciatej i nieposiadajàcej potomstwa. Moja còrka jednakowo chodzila spac o ustalonej godzinie, nawet raz spròbowalismy jà przetrzymac z okazji urodzin dziadka. Zasnela na siedzàco :). Wychodze z zalozenia, ze kazdy wychowuje sobie dzieci, jak uwaza za sluszne. Nigdy sié niewtràcam. Do dzis pamiétam te wspòlczujàce spojrzenia niektòrych:) Jakiejs szczegòlnej traumy u còrki nieodnotowalam :)

      Delete
    2. Czyli mam racje z Wlochami rowniez:))) A to akurat wiem, bo nasi gospodarze sa z Sycylii, wyobrazasz sobie z SYCYLII :))) Ich dwoje i trojka dzieci przekrzykiwali sie nawzajem przez caly czas kiedy byli w domu. Tyle tylko, ze oni bardzo rzadko w tym domu bywali, dzieci nastoletnie, w szkole, potem na innych zajeciach a rodzice caly dzien w pracy bo byli wlascicielami piekarni.
      W sumie wszyscy wracali do domu ok. 20tej po to tylko zeby zaraz pojsc gdzies do okolicznej knajpy na obiad i po powrocie padali.
      Ale w weekendy, jesli nigdzie nie wyjechali to my ze Wspanialym smialismy sie, ze wszyscy krzycza i nikt nie slucha.
      Kiedys bylam na patio za domem, a gospodarz z dwoma synami w garazu rozmawiali, oczywiscie rozmowa tak glosna, ze bylo ich slychac w calej okolicy:))) Przyszla gospodyni, spojrzala na mnie i pyta "czemu oni tak krzycza?" a ja na to "mnie pytasz? przeciez oni z Sycylii":)))
      Ona nie zdawala sobie sprawy z faktu, ze ona tez krzyczy. Ponoc zanim my sie wprowadzilismy to jak wychdzila na frontowy balkon i wolala "Phillipo!!!" to wszyscy okoliczni Wlosi o tym imieniu sie zbiegali:))) To oczywiscie taki lokalny dowcip.
      Na szczescie gospodarze po dwoch latach od czasu kiedy my sie tu wprowadzilisy, wyprowadzili sie do sasiedniego stanu. Potem byla bloga cisza przez 3 lata bo na gorze nikt nie mieszkal. Pierwszymi lokatorami byli Latynosi, Francine tez byla glosna, jej maz spokojny, ale go wypizgnela z domu:))) i zostala sama z corkami. Te z kolei jak matka byla w pracy, a pracowala naprawde chyba z 10 jak nie wiecej godzin dziennie to one jezdzily na rolkach po mieszkaniu.
      Nie pomagaly prosby, bo z Francine nie dalo sie nawet rozmawiac, wiec kiedys jak dziewczyny jezdzily na rolkach to ja uzylam sportowy gwizdek taki jak uzywaja trenerzy na boiskach.
      Jak zagwizdalam to tylko bylo slychac ogromny huk i spadanie jakichs przedmiotow przy dzwiekach przeklenstw. Ale od tamtej pory skonczyla sie jazda na rolkach.

      Ja tez nie odnotowalam zadnych zaburzen psychicznych tak u mojego syna (obecnie ma 40 lat) jak i dzieci mojeg meza wychowywanych tymi samymi metodami. Wnuki tez sa wychowywane na zasadzie regulaminu dnia. Oczywiscie, ze od wszystkiego sa jakies wyjatki, bo jak dziecko np. chore to czlowiek dostosowuje regulamin dnia do potrzeb choroby. Ale choroba mija i zycie wraca do normy.
      Gorzej jak tu, gdy nie ma zadnych regul.
      One tez czesto zasypiaja i nie udaje im sie zdazyc do szkoly na szczescie to tylko tzw. preschool, ale juz od wrzesnia zacznie sie tutejsza zerowka, gdzie wieksza wage przywiazuje sie do obowiazku.
      Nie widze tego w teczowych kolorach, ale "nie moj cyrk, nie moje malpy":)))
      Dziekuje za komentarz:)

      Delete
    3. To ja moze doprecyzuje, to dzialo sié na Sycylii(Agrigento) :)) mieszkalam tam dziesiéc lat, màz(i szwagierka) jest sycylijczykiem z krwi i kosci.Tam urodzila sié moja còrka. 3 lata temu przeprowadzilismy sié na pòlnocny wschòd Wloch, region Wenecki i dopiero tutaj czujé sié bardziej u siebie. Sycylia piékna, klimat przecudny, alez ile kuzwa mozna biesiadowac i zlazic sié od jednego do drugiego. Poludniowcy poprostu nie uznajà, ze jest cos takiego jak prywatnosc, wspòzycie sàsiedzkie czy rodzinne na pewnych zasadach itd. Z anegdotek to napisze:raz mala usnela na drzemke, ja dawaj do ogarniécia chaty, umylam podloge i siedze, na to wchodzi moja szwagierka wracajàca ze stajni w buciorach przez okno balkonowe (dom parterowy) bo chciala zobaczyc malà. Chyba wyobrazacie sobie mojà reakcje? I Jej? Tesc stanàl w mojej obronie,no i zostalam wrogiem nr1. Zabawnie bylo jak po' 2latach przyjechalam do Polski, mama zapytala mnie po prostu "dziecko co ty tak tà jape drzesz, jeszcze nie ogluchlam" :)) kiedys przyjechala do mnie ciocia na tydzien, i tak sié zlozylo, ze widziala jak sié z chlopem o cos poprztykalam, powiedziala mi pòzniej, ze tylko czekala, kto komu pierwszy przywali, darlismy sié i gestykuwalismy jak oszolomy podobno:)) phi, jeszcze nie widziala jak jest konkretna awantura!!! To tak w skròcie :) pozdrawiam

      Delete
    4. Kiedys, jak sié Tesc z mézem poklòcil w domu za plotem, to mi malà obudzili, takze ten, oni sà glosni z natury, a przy awanturze to juz jest rozpierducha na calego. Ah ta ich milosc do mieszkania na kupie. Ksiàzke mozna by napisac :)))

      Delete
    5. Asiu, dzieki serdeczne za Twoje wspomnienia, ubawilam sie chociaz wiem, ze Tobie wtedy nie bylo wesolo. Trafilam z ta Sycylia w samo sedno;)
      I masz racje co do mieszkania na kupie, obie matki moich Grekow tez mieszkaja bardzo blisko, jedna doslownie w odleglosci ok. 300 metrow a druga troche dalej, ale niewiele.
      To jakies stadne narody:)))
      Buziaki przesylam :***

      Delete
  8. Mam takich sasiadow nad soba, ktorzy pozwalaja dzieciom siedzie tak dlugo, jak sami siedza. I to male dzieci (3 i 6 lat). One biegaja, krzycza, nawet w pilke graja i to nad moja sypialnia maja swoj pokoj!!! Moj maz wklada zatyczki do uszu, a ja nie przepadam, wiec sie mecze:( Leze z ksiazka albo ogladam film czy juz, juz przysypiam, a tu nagle biegi i to o 23.00:((( Do 22.00 nie przezzkadza mi to, maja prawo, ale potem? Czasem mam ochote pojsc i powiedziec cos niemilego, ale maz mnie powstrzymuje. Najlepiej by bylo, gdyby ich matka kiedys uslyszala to u mnie. Chyba nie zdaje sobie sprawy, jak to przezzkadza, Bo nad mimo nikt juz nie mieszka!
    Kiedys napisakam kartke z prosba o cisze nocna j powiesilam im na drzwiach. Spokoj trwal tydzien. Koszmar! Dlatego rozumiem Cie, Star.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mialo byc: bo nad nimi juz nikt nie mieszka!

      Delete
    2. Iza, nad moimi tez nikt nie mieszka:) bo to dom dwurodzinny, parter i jedno pietro. Slyszy ich natomiast cala ulica.
      Wszyscy sasiedzi z okolicznych domow uwazaja nas za swietych za to tylko, ze z nimi wytrzymujemy:))

      Delete
  9. bardzo Ci współczuję. ja tez lubię spokój, a wyspac to się po prostu muszę, bo inaczej nie mogę funkcjonować w żaden sposób. tez mam hałaśliwych sąsiadów, którzy mieszkają pode mną i maja 3 szalonych dzieci. nie wiem, jak to jest możliwe, że one nie potrafią zwyczajnie chodzić, tylko wiecznie tupią i skaczą, jak wariaci. i to nic, że mieszkają pode mną a nie nade mną. ściany az drżą, a szczególnie, kiedy o 1-szej w nocy robia imprezę, a dzieciaki nie śpią tylko roznoszą dom. masakra, ale ja też już tutaj niedługo zostanę. najgorsze jest to, że do takich ludzi niewiele dociera.
    trzymaj się ciepło :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie ma nic gorszego jak czlowiek nie moze odpoczac we wlasnych czterech scianach. Dobrze, ze zarowno Ty jak i my mamy perspektywe przeprowadzki:))
      Buziam:***
      Musze Cie wreszcie dodac do linkow, bo jak zniknela mi linkownia, to do dzis nie moge Was wszytkich pozbierac:)))

      Delete
  10. Współczuję takich sąsiadów! Rozumiem problem bo i tu tak się zdaża. W moim miescie, w Polsce też najwyraźniej mieszkają sami Grecy. Moja mama na przykład - odkąd pamiętam nie zawracała sobie głowy takimi głupotkami jak sąsiedzi - wrzeszczy od rana do nocy na cokolwiek, a to pies wszedł jej pod nogi, a to kot zwalił gazetę kanapy. Wrzeszczy do telefonu i przy oglądaniu filmu. Mama nie umie mówić umie tylko wrzeszczeć i to nie tylko w gniewie. Gdy odwiedza nas w bloku to słyszymy ją jakieś 5 minut wcześniej, zanim dotrze do klatki, bo jest osobą bardzo towarzyską i lubianą więc co chwila przystaje aby z kimś powrzeszczeć.Gdy mieszkałyśmy na parterze to wrzeszczała od samych drzwi do bloku. To samo z moimi przyjaciółmi, całe życie mieszkali w blokach, jeden w Warszawie, nie umieją nie wrzeszczeć i tupać przed drzwiami do mieszkania, nie ważne, czy jest 17 czy 3am. Sąsiedzi w poprzednim bloku wystawiali wózek na korytarz mieli tam też swoje buty a ich dzieci bawiły się biegając po korytarzu u odbijając piłkę od drzwi sąsiadów. Remont zasadzie trwa cały rok, w każdym bloku w którym mieszkałyśmy, raz u tych sąsiadów raz u innych. Nie mogę się doczekać przeprowadzki do domu który kupiłyśmy parę miesięcy temu :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jewel, to raczej rzadko spotykana (ale bardzo pozytywna) cecha, ze tak potrafisz obiektywnie patrzec na wlasna Mame. Dla mnie to bardzo pozytywne, w sumie czlowiek dorasta i powinien widziec nie tylko to co dobre, ale i te zle, a moze tylko karykaturalne strony wlasnych rodzicow.
      W takim przekonaniu wychowalam mojego syna, potrafimy sie smiac z siebie nawzajem.
      Wczoraj spotkalismy sie z kanjpie na obiedzie z nim i jego partnerka. Jak wychodzilismy bylo juz pozno i zrobilo sie zimno, wiec zalozylam czapke, ktora sobie sama udziergalam lata temu taka w ksztalcie slimaka, a Junior "mama teraz to wygladasz jak dojrzala malina", bo czapka jest czerwona i juz pekalismy wszyscy ze smiechu. Jego dziewczynie zabralo dwa spotkania z nami, zeby wpasc w ten sam ton humoru, ale szybko sie przystosowala. Za pierwszym razem, jak moje wlosy po raku zaczely odrastac i w dodatku jakies krecone (zawsze mialm proste) to powiedzial "wygladasz jak chia pot" i dziewczyna spojrzala z lekkim przerazeniem w oczach, bo jak pozniej stwierdzila "gdybym ja sie tak odezwala do mojej mamy to pozniej musialabym wysylac bukiety kwiatow z przeprosinami a zjebke dostalabym natychmiast". Teraz wie, ze my mamy moze specyficzne poczucie humoru, ale nikt sie nie obraza, wrecz przeciwnie, swietnie sie z tym bawimy.

      Delete
    2. U mnie tez Ta jest i dobrze:) Kiedy zima wloze czapke (nie lubie!), sun spojrzy i po usmiechu widze, ze zaraz wybuchnie. Kiedys powiedzial, ze kupi mi moher pod choinke (czyt. nie o poglady chodzi!). Wtedy sie smiejemy. Gdybym tak Mamie powiedziala, a na tesciowa tylko takim wzrokiem spojrzala, obraza majestatu! No trzeba miec dystans:)

      Delete
    3. Iza, ja tez nie lubie czapek, ale czasem czlowiek musi zeby mu resztek rozumu wiatr nie wywial i mroz nie zamrozil:))
      Nie wyobrazam sobie siebie powaznej, nawet jak bylam ciezko chora to i tak widzialam w tym jakis powod do smiechu. Moim zdaniem jak bym miala zyc tak powaznie i sie wiecznie nadymac to lepsza smierc.
      Nawet mojemu doktorowi tuz przed przeszczepem powiedzialm, ze nie moge umrzec bo jestem za "wesola" na umieranie, jeszcze nie teraz:))) Jak kiedys spowaznieje, to oznacza, ze nadszedl czas:P

      Delete
  11. Współczuje Ci, kochana, bo to koszmar, tym bardziej, że to wszystko działo się podczas Twojej choroby :(((
    ja mam tu gdzie mieszkam tez niezły jazz, bo sąsiad z góry, który mieszka nie bezpośrednio nade mną, a mieszkanie obok, powiększał otwór na schody, bo ma mieszkanie 2 - poziomowe, czyli rozpierdzielał strop. Robił to sam, uj wie jakimi narzędziami, grunt, że robił to 6 tygodni w godzinach 15- 21.30! W trybie ciągłym, postępująco- wkurwiajacym, Nie słyszałyśmy się w domu, oglądanie czegoś w kompie w sensie filmu, było niemożliwe,. Działo się to tez w soboty i niedziele, bo bydlak w nosie miał, że ktoś chce odpocząć po pracy, szkole w weekend. Ja kiedyś wyburzałam ścianę nośną, ale wziełam ekipę z narzędziami i oni to zrobili szybko i w godzinach od 9 - 16 tej, później robili tylko to co nie hałasowało.
    Buziaki :*

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ludziom generalnie brak wyobrazni, a do tego zyjemy w czasach "licze sie tylko JA", ba nawet ja tak napisalam w regulaminie bloga na samej gorze;))))

      Delete
  12. Ja też mam takich sąsiadów. Moj dom to jest blizniak, wiec nad glowa nikt nie skacze, ale slychac wszystko co sie dzieje za sciana. Tamte dzieciaki cale dnie spedzaja na dworze i myslisz ze jest fajniej? Sprowadzaja sobie cala bande takich samych dzieciakow i ganiaja po ogrodzie, skacza, wrzeszcza, wspinaja sie po plotach, przerzucaja puszki i inne smieci do mojego ogrodu. Niejeden raz straszylam policja. W koncu zglosilam sprawe do urzedu miejskiego, opisalam wszystko, o tym ze nie moge spac bo po dwunastej jakby tabun nosorozcow sie przetaczal za sciana, a ja musze wstawac rano do pracy. Nie wiem czym urzad zagrozil, ale zajal sie tym social service i od tego czasu jest w miare spokoj. Na szczescie teraz moge to miec w dupie, bo chalupa sprzedana i za dwa miesiace sie przeprowadzam. Tadam!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja nie chce sie posuwac do zadnych urzedowych rozwiazan, ciagle uwazam, ze tym zrobilabym wieksza krzywde dzieciom, bo jak juz pisalam w komentarzach pod poprzednia notka tu sie nie patyczkuja tylko zabieraja dzieci natychmiast. I chocby to bylo tylko "do wyjasnienia" to po co dzieciom taka trauma.
      No i z drugiej strony jak zyc potem pod jednym dachem?
      Nie wyobrazam sobie jak by to pozniej mialo byc, nie, nigdy nie zdobede sie na zadne oficjalne skargi.
      Tym bardziej, ze teraz jak jest glosno po 22 nad moja sypialnia (reszta mieszkania mnie nie interesuje, bo nie slychac, to naprawde wielkie mieszkanie) i ja wysle jej SMS to cisza nastepuje w trybie natychmiastowym. Najgorsze przezylam i mysle, ze nasza wytrwalosc doprowadzila do stanu jaki jest teraz i tak jest dobrze.

      Delete
  13. Blokowego mieszkania zaznalam niecale 3 lata, krótko przed opuszczeniem Polski, bylo czasami bardzo rozrywkowo :/ to juz mieszkanie w starej kamienicy bylo barzdiej komfortowe, jesli o akustyke chodzi, juz same debowe "poniemieckie" drzwi kontra socjalistyczny papendekel zamiast drzwi w tym bloku, ale polowa lat 80tych byla, i po prostu tak bylo. Aktualnie i od 30 lat mieszkam "na swoim", mam przez ulice sasiadów z czasami dziwnymi zapatrywaniami co do prac na zewnatrz, ale mam ich dobrze w garsci, ostatnio dostali mandat w wysokosci 200 eurasów, no cóz, oni slabowici w glowach, ale Ordnung muss sein :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja nie mieszkam w bloku, to jest dom dwu-rodzinny.

      Delete
  14. Polopiryna? Serio tak ma na imię? 😄

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie, ale to jej prawdziwe imie brzmi jak Petropolopiryna czy cos na podobienstwo. Dlatego napisalam ze polaczenie Petrochemii z Polopiryna :)) Z dwojga zlego, poniewaz i tak nie potrafie za greckiego boga wykumkac tego imienia to nazwalam ja Polopiryna:))

      Delete
  15. jak już pisałam i napiszę jeszcze raz bo mnie ten temat wyjątkowo dotyka - domy DWU-rodzinne to jest kurwa jakaś megapomyłka. Żyję w takim NA GÓRZE - więc to ja jestem ta zła - mimo że nie mam małych dzieci, ale co z tego - mam nastolatka który za chuja nie pójdzie spać o 22giej bo akurat się wtedy rozkręca, a na moje sz..sz.. popuka eentualnie w głowe. On wprawdzie nie skacze, ale drzwiami od lazienki umie pierdolnąć wcale niespecjalnie, a jak do kuchni idzie po picie to jak stado koni. I co zrobić ? Takie mieszkania mogą się sprawdzić tylko wtedy gdy na górze i na dole mieszkają ludzie w zbliżonym wieku i sytuacjach życiowych. Tu napierdalają dzieci i tam i to się zlewa. Tu nastolatki prowadzą nocne życie i tam - i to się zlewa. A jak na górze mieszka student a na dole emeryt - to ni cholery to się nie uda. Ja o niczym innym nie marzę tylko żeby stamtąd uciec i pozbyć się tego zżerającego mnie od środka poczucia winy...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Spt, ale jesli izolowac to znaczy co? Robic getta dla starych, mlodych, dzieci itd.?
      Takie warstwowe spolecznosci, zeby bra buk nikt nie musial sie przystosowac do potrzeb drugiej osoby?
      Nie wiem czy to jest dobre rozwiazanie... chociaz w sumie getta juz w historii swiata mielismy.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...