Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, February 3, 2017

Wrzaskuny i tupaje czyli cywilizacja po grecku

Wiem, nie ma takich slow w zadnym z jezykow swiata, oprocz mojego, bo ja czasem na potrzebe chwili lub okolicznosci tworze nowe slowa.
Zawsze myslalam, ba bylam wrecz przekonana, ze kocham dzieci, zreszta ciagle tak mysle, chociaz zycie uparcie weryfikuje moje upodobania do malutkich, slodkich ludzikow.
Ostatnia weryfikacja zyje pietro wyzej i chodzi nam po glowach.
No dobrze, zeby to bylo chodzenie to byloby super, ale to nie jest chodzenie...
Ale od poczatku, bo bez poczatku to i do konca dojsc nie mozna.
Dwa i pol roku temu wprowadzilo sie na gore mlode greckie malzenstwo, grzeczni, mili, sympatyczni i wydawaloby sie, ze bedzie nam sie zylo fajnie pod jednym dachem... gdyby nie dzieci.
Starsza dziewczynka Eleni, bo w kazdej greckiej rodzinie musi byc chociaz jedna Eleni, ta rodzina ma dwie, babcie ze strony ojca i wnuczke, miala wtedy dwa lata. Na dobra sprawe moze tych Eleni jest wiecej ale ja wiem o dwoch.
Ojciec budowlaniec, na miesiac przed wprowadzeniem rodziny kul, stukal, pilowal, wiercil, opukiwal i ogolnie halasowal, ale robil to w przyzwoity sposob czyli w ciagu dnia. Czasem mialam wrazenie, ze rozebral to mieszkanie na poszczegolne cegly i teraz bedzie na nowo ustawial, ale jak wyzej, dzialo sie to w godzinach dziennych, wiec nie mozna sie czepiac.
Wrecz przeciwnie czasem nawet zazdroscilam takiej "zlotej raczki" i juz oczami wyobrazni widzialam, jak on tak zawsze zajmuje sie wszelkimi naprawami i pielegnacja rodzinnego gniazda.
No coz, oczy wyobrazni nie zawsze widza to co realne. Jak tylko sie wprowadzili to pan wzial i znikl.
Nie, nie porzucil rodziny, absolutnie nie, ale pokazuje sie z czestotliwoscia raz na dwa tygodnie, przebywa na lonie rodzinnym nie dluzej niz jedna, dwie noce i znow znika. Wtedy dopiero zrozumialam dlaczego mala Eleni ciagle krzyczy "daddy, daddy" no coz jak dziecko widzi ojca dwa razy w miesiacu to ma prawo byc stesknione.

Troche mi to zajelo czasu, ale teraz go chyba rozumiem, sama bym uciekla gdybym mogla.
Dziewczynki, sama slodycz jak spotykamy sie w holu na dole lub przed domem to tak slodko ciupciaja, bo raczej jeszcze pol roku temu mowily tylko po grecku. A dla mnie grecki? no wiadomo grecki i nie kumam.
Starsza, Eleni jest Tupajem.
To dziecko nie chodzi, tylko skacze jak kangur, a nawet jak stoi w miejscu to ciagle tupie.
Jeszcze w czasach gdy mlody grecki buk pracowal usilnie nad wiciem rodzinnego gniazdka to kiedys przy okazji wizyty zony ze starsza coreczka powiedzial do mnie:
-- Wiem, ona robi wiele halasu, ale jak sie juz wprowadzimy, to meble i dywany wycisza mieszkanie. 
Coz mi bylo na to powiedziec, w sumie nie ma tu nic do powiedzenia wiec sie tylko usmiechnelam ladnie i poszlam w swoja strone.

Wprowadzili sie, owszem gora mebli ale ani skrawka dywanu, a kto nie wie to przypominam, ze ten dom ma marmurowe podlogi. Jak sie po tym chodzi w twardym obuwiu to sasiedzi na dole gryza sciany.
Mala Eleni nie chodzi, ona tupie, skacze, jezdzi na czyms blizej niezidentyfikowanym i skacze z mebli na podloge. Dopoki miala te dwa lata to jeszcze dalo sie z tym zyc.
Ale teraz mala ma 4.5 roku, jest dosc wysoka i swoje tez wazy jak sie domyslam z huku z jakim laduje na podlodze skaczac z prawdopodobnie kanapy. No i nie zapominajmy, ze dla towarzystwa ma teraz 2.5-letnia siostre.

Mlodsza jak sie wprowadzili miala kilka miesiecy, nie wiem bo sie juz raczej nie znam, ale nie wiecej niz szesc a moze nawet cztery. Ogromne czarne oczy od malenkiego patrzyly z tak swidrujaca wnikliwoscia w czlowieka, ze moj Wspanialy orzekl byl od samego poczatku, ze to dziecko jest "opetane" czyli po naszemu possessed. Za co ja go oczywiscie regularnie opierdolilam, a on spokojnie powiedzial:
-- Poczekaj, sama sie przekonasz... 
Ja tam uparcie uznawalam mala za slodycz, moze z powodu, ze jeszcze nie chodzila po moim suficie.
Nie potrafie za greckiego boga powiedziec jak ona ma na imie, mysle nawet ze nikt oprocz rodzicow nie potrafi. Brzmi to jak polaczenie polopiryny z petrochemia, pytalam juz o to imie kilkakrotnie za kazdym razem dopytujac czy aby jeszcze nie wpadli na pomysl jakiegos skrotu, bo przeciez to dziecko pojdzie kiedys do szkoly i sie okaze, ze nikt nie potrafi wypowiedziec jej imienia.
Nie, nie maja jeszcze skrotu, ale ja na uzytek wlasny nazywam ja Polopiryna bo to i tak lepiej niz Petrochemia.

No wiec mala Polopiryna jak tylko zaczela nabierac sil, bo wydobywac glos wydobywala juz wczesniej to tak darla pyszczycho, ze bylo ja slychac na ulicy przy zamknietych oknach. Wszyscy sasiedzi z ulicy do dzis dopytuja jak my z tym wytrzymujemy. No coz, wytrzymujemy, bo i tak wiemy, ze za rok bedziemy sie przeprowadzac, wytrzymalismy tyle, damy rade wytrzymac reszte.
To nie jest zwykly placz dziecka, to nie jest nawet zwykle darcie sie dla samego darcia, bo to tez znam, slyszalam namiastke w wykonaniu wnukow ok. 2 lata temu. Z tym tylko, ze wnuki zostaly natychmiast rozlaczone i odizolowane kazde w innym pokoju z nakazem natychmiastowego zamkniecia paszczy.
Trwalo to nie dluzej niz 5 min. i byl spokoj i pozwolono im wrocic do zabawy z nakazem, ze jesli tylko ktores znow przekroczy dopuszczalny poziom decybeli to zostaja w areszcie na dluzej.
Widocznie wiedzialy co to znaczy ten "areszt na dluzej" bo juz byla cisza a nawet zauwazylam, ze na wszelki wypadek zaczely sie porozumiewac szeptem. Czyli mozna jak sie chce.
W koncu dzieci maja od tego rodzicow zeby ci je kontrolowali i ksztaltowali, przystosowywali do zycia w spoleczenstwie. Tak to wyglada w mojej terorii.

Natomiast rzeczywistosc, w ktorej zyje jest absolutnym zaprzeczeniem wszelkich teorii i norm spolecznosciowych. Matka dziewczynek jest nauczycielka, moze to i dobrze, ze nie pracuje i nie ma wiekszego kontaktu z innymi dziecmi.
Mala Polopiryna potrafi wrzeszczec non stop przez 47 min (nie przesadzam, to nawet Wspanialy odmierzyl) i nie jest to wrzask zbuntowanego malucha, ktory nie dostal czego chce, przypomina to raczej wycie zarzynanego zwierzecia, jak to okreslil maz naszej przyjaciolki jak przyjechali do nas na weekend, w czasie ktorego oczywiscie Polopiryna dala koncert.
Jim najpierw sluchal z otwarta co raz szerzej paszczeka az w koncu zapytal:
-- Skad to wycie? czy tam na gorze maja jakies zwierze? 
-- Nie maja zadnego zwierza, to mala slodka Polopirynka tak wyje - wyjasnilam.
-- Dalbym sobie glowe uciac ze to jakies zranione zwierze, to nie jest placz dziecka - pokrecil glowa z niedowierzaniem Jim.
Wspanialy nawet uknul sensowna teorie, ze byc moze Polopiryna jest nieco opozniona w sztuce mowienia i to powoduje takie frustracje, ze dzieciak wydobywa z siebie tak dziwne dzwieki. Nawet mial te teorie poparta jakas naukowa nazwa choroby dzieci z zaburzeniami mowy.
Tyle tylko, ze ignoracja ze strony matki i pozwolenie na takie wycie wcale nie zalatwia sprawy moim zdaniem, bo nawet jesli dziecko jest chore, nawet jesli nie mowi to mozna nauczyc nawet kilkumiesiecznego malucha jezyka migowego i w ten sposob sie porozumiewac a nie pozwalac zeby dziecko tak wylo.

No ale, coz to nie ja jestem nauczycielka.
Zreszta halasliwy sposob zycia w tym przypadku dotyczy nie tylko dzieci.
Cale moje zycie myslalam, ze im starszy kraj tym wieksza kultura, a wiec Grecy powinni naprawde swiecic przykladem kulturalnego narodu. No chociaz na tyle, zeby nie drzec mordy w miejscach publicznych, w koncu to starozytna cywilizacja powinna chociaz troche zobowiazywac, a tu prosze cala rodzina zachowuje sie jak by wczoraj zeszli z drzewa.
Matka ojca rodziny czyli babcia Eleni mieszka tuz za rogiem, a wiec bywa tu czesto, ma klucze od domu i nie musi dzwonic ani dzwonkiem ani domofonem, po prostu otwiera drzwi i wchodzi po czym powinna wejsc po schodach na gore, prawda? przeciez tam na gorze mieszka jej  syn z  rodzina...
Nie, bra buk Eleni otwiera drzwi i zanim jeszcze wyjmie klucz z zamka to drze ryj na caly regulator do synowej, ktora jest na gorze za zamknietymi drzwiami mieszkania. I potrafi sie tak drzec dopoki tamta nie zaczyna odpowiadac tym samym tonem  i oczywiscie rownie glosno. Eleni jest kobieta w moim wieku, niska, zgrabniutka wrecz filigranowa.
Skad w tej malej kobitce tyle pary na takie darcie???
I do tego ma bardzo piskliwy glos, jak sie wydrze to doslownie jak skrzypiace drzwi lub drapanie metalem po szybie.
Klucze do domu czyli drzwi wejsciowych do domu ma nie tylko tesciowa-matka, ma tez matka mlodej, ma jej i jego rodzenstwo i jeszcze pare przyjaciolek. Tak naprawde to trudno ustalic kto ma klucze do tego domu i chyba lista tych co nie maja bylaby krotsza.
Wiem tylko, ze jak mlodzi wyjezdzaja gdzies z dziecmi na kilka dni to tam ciagle ktos wchodzi, wychodzi, slowem przebywa. Kilka osob potrafie rozpoznac, ale wiekszosc mam wrazenie widze pierwszy raz.

I w tych warunkach ja chorowalam na raka...
Duzo sie tego zrobilo, wiec postanowilam podzielic.... cdn.




36 comments:

  1. BORZE LIŚCIASTY!!!
    Jak tu cos mądrego napisać???
    wyrazy współczucia Star!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybciu, bo tu nie da sie nic madrego napisac:) Czasem sie dziwie sama sobie, ze tam jeszcze nie poszlam z siekiera:))) No ale nie mam siekiery, a z golymi rencami to nie ma sie co wyglupiac:P

      Delete
  2. Jak dałaś rade chorować w tym klimacie to nie pojmuje!! Ja nie lubie dzieci,tak do dwunastego roku ich życia holduje teorii,ze dziecko powinno sie widzieć,a nie słyszeć i ze dzieci, jak ryby, wiadomo😀 Nie toleruje tez dotyku brudnych łapek na ubraniu i moje dzieci biedne po jedzeniu szly z wyciągniętymi łapkami ku umywalni. Jestem wredna, ale sąsiedzi mieliby ze mną raj....gdyby nie psy 😜

    ReplyDelete
    Replies
    1. Repo, nie jestes wredna. Ty po prostu wychowywalas dzieci a nie puscilas je samopas. Moje dziecko tez rozumialo co matka ma na mysli bez slow, wystarczyl moj wzrok i Junior maszerowal jak piesek przy mojej nodze.

      Delete
    2. Nie ma to jak pocieszenie przez mądrą kobietę:)

      Delete
    3. Haha bo my z tej samej polki :))

      Delete
  3. Ojej, Marylko! To straszne, co Ty tam musisz przechodzić! Jestem niezwykle spokojnym i tolerancyjnym człowiekiem, ale w takich warunkach albo bym zwariowała albo kogoś zabiła!Albo może uciekała gdzie pieprz rośnie, bo wszędzie lepiej niż w takim hałasie!Mam nadzieje, ze w następnej części opowiesz o tym, w jak isposób problem zniknął!Może grecka rodzinka została przez piekło, czyli ichni Hades pochłonięta!?:-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. My tez jestesmy spokojni i nas nie slychac, a Wspanialy szczegolnie, jego to nawet rzadko widac, tak jakos bezglosnie i bezszelestnie przemyka:))
      Grecka rodzinka to naprawde hardcore:)) Napisze wkrotce nastepna czesc, bo sie zimno zrobilo i nie chce mi sie wychodzic na tak dlugie spacery jak normalnie.

      Delete
  4. Hmmmm.... a może tak odwet? Jakiś głośny łomot heavy rocka o 6 rano? No i Twoje darcie się na klatce schodowej do Wspaniałego już od drzwi? A może jakąś piszczącą machinę skombinować, puścić i wynieść się na cały dzień?
    Hmmmmm... w każdym razie współczuję i z życzę jak najszybszego terminu wyprowadzki.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Niestety jakem wredna tak akcja odwetowa nie lezy w mojej naturze. Po prostu nie potrafie sie zachowywac glosno. Juz miewalam rozne mysli, ale ciagle dochodzimy do wniosku, ze to nie na tym rzecz polega, zeby zejsc do ich poziomu.

      Delete
  5. Doskonale cie rozumiem, bo zawsze uwazalam, ze uwielbiam psy, az wprowadzili sie obok sasiedzi z psem ktory ujadal notorycznie, a najchetniej w sobote o 6-ej rano. U nas sa kary za takie numery, ale glupio tak od razu donocic na sasiadow. Chodzilam wiec i prosilam zdziwiona, czy im nie przeszkadza, ze pies w weekend ich budzi, na co slyszalam ze oni tego nie slysza. Taaa, pies ogromny, golden retriever, szczek na pol okolicy, wszyscy sasiedzi slysza, a oni nie. Ale co poszlam pogadac to tak z miesiac- dwa psa pilnowali aby nie ujadal, potem chyba mysleli ze nie zauwazymy jak znowu zacznie nas budzic. A potem zeby bylo weselej nabyli wilczura i szczekaly oba na raz. A jak poszlam powiedziec babie ze bardzo prosze aby jednak cos z tym zrobila i mi odpowiedziala, ze to na pewno nie o psy mi chodzi, tylko jej nie lubie, to wszystko mi opadlo i zglosilam sprawe. Wtedy dostalaja taki list ostrzegawczy i chyba sie przestraszyli bo po najblizyszych swietach dziekczynienia psy zniknely. Moze je zjedli zamiast indykow; moze wziela je jej corka, ktora wczesniej miala slub. Grunt, ze jest cisza i to jaka bloga! Ale prawda jest, ze wszystko zalezy od rodzicow/ wlasicieli. Prawie kazdy sasiad ma psa, my rowniez, i jesli ich nie widze to nie wiem ze wogole tam sa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I to sie nazywa komentasz! :PP

      Delete
    2. Dzieki Lola, lubie jak sie ktos tak rozpisuje.
      Widzisz problem w tym, ze gdyby ktos zglosil to wiecznie wyjace dziecko to skonczyloby sie tym, ze miasto odebraloby im dzieci. A na to mimo wszystko nie zasluguja, oni sa po prostu glupi i nie potrafia wychowac dzieci, ale nie robia im krzywdy, to wiem na pewno. I w takim przypadku czlowiek kieruje sie rozsadkiem, bo szkoda zeby dzieci skonczyly w jakims domu dziecka czy rodzinie zastepczej tylko dlatego, ze maja glupich niedojrzalych rodzicow.

      Delete
    3. Nie orientuje sie jak to z dziecmi dziala, ale trudno mi uwierzyc, ze je odbieraja.
      U nas za halas sa kary pieniezne i to calkiem spore. Za halasujacego notorycznie psa do $2,500, tez nie od razu, kary wzrastaja stopniowo. Jest to spora kwota dlatego dawalam babie szanse i chodzilam z nia pogadac, wydrukowalam jej regulamin odnosnie psow dla naszego miasta. :P Nie jest fajnie klucic sie z sasiadami, ale w czarna rozpacz wpadalam gdy wyobrazalam sobie, ze przez reszte zycia, albo conajmniej jego spora czesc bede sie budzic jak szop pracz podczas sezonu lowczego. ;)

      Delete
    4. W sasiednim domu lata temu mieszkalo bardzo ciche i mile muzulmanskie malzenstwo z dwojka dzieci. Pod nimi w wykonczonej piwnicy mieszkala wstretna baba (naprawde cala ulica miala dosc tej wariatki) z rzekomo narzeczonym (oboje w wieku mocno po 40tce) Ten jej narzeczony pracowal na noc wiec w dzien odsypial, co jest zrozumiale. Ale tez jest zrozumiale, ze dwoje dzieci bawi sie w domu na gorze. No i ta baba naskarzyla do miasta, ze dzieci "prawdopodobnie sa bez opieki bo halasuja".
      Nie masz zielonego pojecia jaka to byla jatka.
      Miasto natychmiast zabralo dzieci i w sumie dzieki zeznaniom wszystkich mieszkancow ulicy rodzina zostala uratowana. Trwalo to ponad miesiac, zanim zebrali oswiadczenia od sasiadow, zaswiadczenia lekarskie, ze dzieci sa odpowiednio odzywione i zadbane, zaswiadczenia ze szkoly starszej dziewczynki i z przedszkola mlodszego chlopca.
      Lolu to naprawde nie sa zarty.
      Na szczescie babsko juz tak sobie tym naskrobalo, ze nie pozostalo im nic innego jak sie wyprowadzic, a nie byl to pierwszy przypadek kiedy zadarla z mieszkancami ulicy.
      Nie wiem jak gdzie indziej, nie wiem tez czy ona dzwonila raz, czy moze wiecej razy, ale wiem jak wygladala cala akcja odzyskania dzieci.
      Nie zyczylabym najgorszemu wrogowi, chociaz przyznaje, ze czasem mialam momenty kiedy myslalam "dobrze byloby gdyby ktos to zglosil do miasta".

      Delete
    5. Totalna paranoja! Ale chyba jest roznica miedzy zgloszeniem ze halasuja a ze sa bez opieki.
      Jak znam zycie zgloszenie ze dzieci sa bez opieki jest dla policji rowne zgloszeniu o gwalcie na nieletnich. Musza sprawdzic dla dobra dzieci nawet jesli wiadomo ze to bzdura.
      Ale zeby nie bylo, nie namawiam do donosow na sasiadow. Ja bym sie tyko dowiedziala jakie sa kary za halasy i wreczyla wydruk rodzicom. Do tego dodala, ze jestes po powaznej chorobie i musisz miec spokoj. ;) Ludzie czesto nie sa zli tylko glupi lub leniwi. Latwiej jest udawac ze sie wlasnego dziecka/ psa nie slyszy niz wziac sie do roboty i psa/ dziecko wychowac. I zeby nie bylo, dziecko czasami placze a pies szczeka gdy przychodzi listonosz, ale jak dzieciak wyje non stop, a pies szczeka 15 minut bo wyszedl sie wysikac, to sorry.

      Delete
    6. Lola, ja naprawde nie wiem co ona zglosila. Wiem, ze odebrano im dzieci tymczasowo czyli do wyjasnienia sprawy. Ja z ta wariatka na szczescie nigdy nie zamienilam slowa. Ale wiem od roznych sasiadow, ze prawie wszyscy mieli przez nia jakies problemy.
      Ja na pewno nie zglosze. Po pierwsze nie naleze do tej kategorii ludzi, po drugie tak jak pisalam, zeby zglosic to trzeba sobie najpierw zdawac sprawe jaka krzywde czyni sie dzieciom.
      Ale w dalszej opowiesci zobaczysz, ze jakos sobie poradzilam, przynajmniej doraznie.
      Ja mysle, ze oni sa po prostu glupi, bezmyslni i tego niestety nic nie zmieni.
      Z drugiej strony wiem juz z doswiadczenia z roznymi nacjami, ze Wlosi i Grecy sa bardzo glosni i to jest chyba jakas cecha narodowa.
      Ciesze sie, ze nie mieszkam ani we Wloszech ani w Grecji:)))
      Amerykanie sa bardziej terytorialni i szanuja cudze prawo do wspolistnienia na wspolnej powierzchni.

      Delete
  6. Nic tylko muszę cię zabrać na moją wyspę bezludną, żebyś się mogła spokojnie podenerwować a potem uspokoiła. Albo odwrotnie. Albo jak tam zechcesz;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nivejko, ja jestem naprawde oaza spokoju:))) Moje wkurwy sa liczne i spontaniczne, ale natychmiast potrafie sie uspokoic. Wazne, ze sobie chociaz pogadam i juz mi przechodzi. Poza tym oboje ze Wspanialym bierzemy to na smiech i tylko liczymy na to, ze jak oni kiedys beda w naszym wieku to beda mieli wlasnie takich sasiadow.

      Delete
  7. Dobrze, że nie jesteś moją sąsiadką. Uciekłabyś. Mój młodszy potrafi nieprzerwanie wrzeszczeć dwie godziny. Sprawdzałam. Aż w uszach wibruje. Od urodzenia jest głośny. Młodszy dokucza starszemu. Dokładnie trzylatek zaczepia dziewiętnastolatka. I jego dziewczynę. Jeden dokucza drugiemu. Hałas nie milknie. Więc na końcu ja też wrzeszczę by się uspokoili. Dla mnie to zwykła historia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. I Ty naprawde uwazasz, ze to jest normalne?
      Ty jako matka nie potrafisz zapanowac nad wlasnymi dziecmi i to jest normalne?
      Wybacz, ale naprawde powinny byc jakies licencje na posiadanie dzieci:)))
      Czy Ty z tymi Twoimi dziecmi przebywasz czasem w miejscach publicznych, typu np. restauracja, kino i czy one sie tam tez tak zachowuja?
      Trzylatek moze byc jeszcze na etapie ciaglego wychowywania i pracy, ale dziewietnastolatek i jego dziewczyna? czy oni tez jeszcze nie dojrzeli do podstaw przyzwoitego zachowania a juz sa na tyle dorosli zeby miec chlopaka/dziewczyne?

      Delete
    2. A teraz moje młodsze bawi się klockami i kulami duńskimi. I raz na jakiś czas konstrukcja wywala się. I spada dalej niż sięga dywan.I też miałabyś pretensje. Nie rozumiem Twoich postów. Może dlatego, że mam małe dziecko i kontakt z innymi dziećmi. Należy po prostu wynajmować na górnej kondygnacji. Idę piec ciasteczka z młodszym moim szczęściem.

      Delete
    3. A teraz moje młodsze bawi się klockami i kulami duńskimi. I raz na jakiś czas konstrukcja wywala się. I spada dalej niż sięga dywan.I też miałabyś pretensje. Nie rozumiem Twoich postów. Może dlatego, że mam małe dziecko i kontakt z innymi dziećmi. Należy po prostu wynajmować na górnej kondygnacji. Idę piec ciasteczka z młodszym moim szczęściem.

      Delete
    4. Jesli nie rozumiesz moich postow to po co je czytasz?> Ktos Ci kaze?

      Delete
  8. Dobrze, że nie jesteś moją sąsiadką. Uciekłabyś. Mój młodszy potrafi nieprzerwanie wrzeszczeć dwie godziny. Sprawdzałam. Aż w uszach wibruje. Od urodzenia jest głośny. Młodszy dokucza starszemu. Dokładnie trzylatek zaczepia dziewiętnastolatka. I jego dziewczynę. Jeden dokucza drugiemu. Hałas nie milknie. Więc na końcu ja też wrzeszczę by się uspokoili. Dla mnie to zwykła historia.

    ReplyDelete
  9. W jednym z mieszkań, w których mieszkałam, miałam za sąsiadów rodzinę z piątką dzieci i wszystkie te dzieci były bardzo hałaśliwe, niestety. Tak więc doskonale Cię rozumiem Star!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Piatka dzieci... ja piernicze.
      A wiesz, ze ja sie juz upewnilam, ze oni wiecej dzieci nie planuja:))) Jakos tak dyskretnie w rozmowie podeszlam, ze teraz czas na chlopca, ale ona powiedziala, ze kategorycznie nie (!!) obiecala ponoc mezowi dwojke i tyle dostal.
      Cala bylam w skowronkach jak to uslyszalam :)))

      Delete
  10. Kondolencje. Ja to przerabiam, jak są wnuki. Bo są wychowywane bezstresowo, a jak ja coś powiem, to jeszcze dziecko traumy dostanie. Może nie jest aż tak źle, ale nie jest też najlepiej, zwłaszcza ze skakaniem, lataniem i innymi takimi.
    Hałas mi nie przeszkadza, po prostu wyłączam aparaty i żaden sąsiad mnie nie wkurza, jestem więc idealne :) Sama nie hałasuję - muzyka i filmy na słuchawki.
    Ale dzieci były dyscyplinowane, przywoływane do porządku i nie krzyczały, a że to był etap bezaparatowy, nie krzyczały, bo jak chciały coś ode mnie, musiały mówić tak, żebym widziała usta :) Więc Inżynier mówił bezgłośnie, a Pierworodny zawsze mówił głośno, nie wiadomo po co i do dziś mu to zostało, mimo ciągłego upominania: mów ciszej :) Jednak nigdy nikt się na nasze sąsiedztwo nie skarżył :)
    Trzymam kciuki, żebyś wytrwała i podziwiam. Bo teraz, jak używam aparatów, hałas mnie wpieprza, zwłaszcza w pracy, jak potrzebuję spokoju. Ale jak mówiłam, aparaty można wyłączyć. Wieszam wtedy na drzwiach kartkę, że jestem głucha i jak chcą się ze mną porozumiewać, muszą czekać, aż na nich spojrzę ;) Każda wada ma swoje zalety :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha bezstresowo... moje wnuki tez sa wychowywane bezstresowo, czyli bez stresu dla reszty swiata.
      I takie powinno byc bezstresowe wychowanie, no ale dzisiejsze wygodne mamuski rodza i zapominaja, ze praca zaczyna sie po porodzie a nie przed.
      Wiesz, jak patrze na to wszystko i do czego swiat zmierza to sie ciesze, ze juz nie bede musiala widziec jak to wyglada za np. 30 czy nie daj buk 50 lat.

      Delete
  11. Star, jakby Ci tu napisać... Mój Średni też potrafił tak wrzeszczeć. Bez powodu. Czasami też wrzeszczał...stojąc na głowie. Zapewniam, że nie był wychowywany bezstresowo. Wiele razy płakałam z bezsilności i w poczuciu porażki. Jak był starszy nauczył się mówić o sobie, że ma wszystko na dys czyli wszelkie możliwe dysfunkcje. Co ciekawe sąsiedzi raz tylko zwrócili nam uwagę, bo jeździł plastikowym samochodem po parkiecie a my nie zdawaliśmy sobie sprawy, że on wytwarza taki hałas. Oczywiście zabawka ta została natychmiast wyeliminowana. Zawsze był bardzo lubiany, chociaż teraz też jedna sąsiadka go nie trawi i zrobiła wszystko by inni sąsiedzi też zmienili o nim zdanie, ale się jakoś nie udało:)
    Nie sądzę by dzieci twoich sąsiadów były też dysfunkcyjne, ale może trzeba porozmawiać, jak radzi Lola, z rodzicami? O ich zachowaniu też:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kochana Sollet jak sie przekonasz po nastepnej czesci musialabym z tymi rodzicami rozmawiac co drugi dzien. Nie stac mnie na to.
      Ja rozumiem dziec z roznymi dysfunkcjami, tak jak napisalam Wspanialy nawet wyszukal, ze jest taka choroba, na ktora choruja dzieci ktore maja problemy z mowieniem.
      No ale przeciez to nie ja powinnam byc odpowiedzialna za wychowanie ich dzieci, a tu jak zobaczysz z dalszej opowiesci chodzi o podstawowe reguly wychowania.
      Te dzieci wrzeszcza o uwage rodzicow, bo nie znaja zadnych regul jakimi kieruje sie swiat i zycie.
      Tam jest wszystko postawione na glowie.

      Delete
  12. Jeszcze nigdy nie pisałam tu a Pani, a bardzo lubię Pania czytać. Temat ostatniego wpisu jakże bliski. Mieliśmy kiedyś piękny dom, z bardzo dużym ogrodem i po obu stronach rodziny z dziećmi. Ani razu nie słyszałam prośby rodzicòw o cichsze zachowanie. Totalne zawłaszczenie przestrzeni, prawie wcale nie mogliśmy korzystać z ogrodu. Rodziny były bardzo spokojne pod każdym innym względem, żaden margines. Ja chciałam jakoś spokojnie poruszyć ten temat, naprawde kochałam ten rodzinny dom mojego męża, jednak on był przeciwny, przy sprzedaży domu w Uk mamy obowiazek zgloszenia wszelkich konfliktòw z sasiadami. Sprzedaliśmy dom rodzinie z dziećmi😊. Pamiętam te wszystkie pytania dlaczego sprzedajemy coś w co włoźyliśmy tyle serca i nawet teraz smutno mi z tego powodu. Bardzo Pani wspòłczuję i pozdrawiam życzac zdrowia. Jeseście Państwo moim idealnym modelem sasiedztwa. Żyj i pizwòl żyć innym.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje za komentarz:) bardzo mi milo i tylko na przyszlosc prosze bez tej "pani":))) Wlasnie o to mi chodzi "zyj i pozwol zyc innym", niby nic a tak wiele i jak sie okazuje dla niektorych zupelnie nieosiagalne.

      Delete
  13. Chciałoby się napisać " JA PIERDOLĘ", ale mam nieodparte wrażenie, że będzie coraz "lepiej", więc idę czytać dalej...

    Ps. Pracując teraz w żłobku potwierdzam- są dzieci które płaczą, są dzieci, które krzyczą i są dzieci, które wydają z siebie "chujwiejakiodgłos", ale ten właśnie trzeci jest najbardziej uciążliwy dla mózgu dorosłej osoby, bez względu na to, jak bardzo lubisz dzieci.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem, dzieci sa rozne, ale rodzice czesto wrecz nieobliczalni:)))

      Delete
  14. Myślałam, że to ja jestem koszmarną sąsiadką, bo potrafię odkurzać tuż przed 22,00, używam blendera i biorę prysznic po 22,00 i zdarza mi się pralkę późno nastawić.
    Nie robię tego złośliwie tylko raczej bezmyślnie. Po prostu jestem nocnym markiem i czasem nie zauważam, że jest późno. Mój blok nie jest przesadnie akustyczny, blender słychać ewentualnie w pionie w kuchni a i to niekoniecznie, prysznic można usłyszeć w łazience, więc raczej nikogo nie budzę. Muszę zapytać sąsiadkę z dołu czy jej nie przeszkadzam, bo prawdę mówiąc, nie wiem. Sąsiedzi na górze mają dzieci i one czasem hałasują, ale u mnie to nie powoduję drżenia mnie przeszkadza tylko wiertarka udarowa i cykliniarka.
    Poza tym nie robię wystawy na klatce schodowej, chodzę po domu boso i słucham:). Chyba jednak nie jestem koszmarna.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...