Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, March 9, 2017

Byc kobieta

Moj Tato nie byl wylewny w chwaleniu nas, raczej swoim zachowaniem dawal przyklad czego od nas oczekuje. Przyznaje, ze ja nie bylam latwym w obsludze dzieckiem podobno tez zlosliwie urodzilam sie bez instrukcji obslugi.
Jak bylam w liceum pamietam byl organizowany jakis test dla uczniow i rodzicow dotyczacy, ze tak powiem stosunkow miedzy rodzicami i nastoletnimi dziecmi.
Wszystko bylo anonimowe, no chyba, ze ktos koniecznie chcial to mogl rozpoznac charakter pisma, ale zarowno my jak i rodzice nie widzielismy ankiet drugiej grupy a i wiekszoc pytan byla sformulowana tak ze odpowiedz mozna bylo wybrac z trzech czy tam pieciu mozliwosci i ewentualnie napisac cos wiecej jak sie mialo zyczenie.
Rodzice pisali te ankiety w domu.
No i ja oczywiscie "spoldzielnia ucho-oko", do tego dluga szyja przechodzac za plecami piszacego Taty podejrzalam jedna z odpowiedzi.
Pytanie dotyczylo cech charakteru dziecka i rodzic mial wybrac jaka najbardziej ceni.
Moj Tato wybral "idnywidualnosc i samodzielnosc".
Bylo to naprawde dla mnie duzym zaskoczeniem w tamtych czasach, bo i owszem Tato nigdy, ale Mama dosc czesto mowila "uwazaj, uwazaj, bo sie kiedys przejedziesz na tej twojej samodzielnosci".
A pewnie, ze sie przejechalam i to nie raz, ale kazda z tych przejazdzek uznalam za kolejna lekcje zyciowa i wzmocnienie charakteru a nie porazke.
Ale do brzegu.
Jak tylko podejrzalam te odpowiedz Taty to juz mi to nie dawalo spokoju i wiercilo dziure w glowie.
Wreszcie po kilku miesiacach nie wytrzymalam i jakos sprowadzilam rozmowe na odpowiednie tory, oczywiscie nie przyznalam sie, ze mi oko zawislo tam gdzie nie trzeba, ale wystarczylo umiejestnie pokierowac tematem i zaczelismy rozmawiac o relacjach damsko-meskich a w tym wypadku dziewczynsko-chlopiecych.
Do konca zycia nie zapomne tamtej rozmowy. Moj Tato byl bardzo konkretny i w krotkich slowach powiedzial "pamietaj, zebys nigdy nie stracila swojej niezaleznosci".
Hmm...
-- Ale ze niby co? O jaka niezaleznosc chodzi? 
I tu moj malomowny z natury Tato zrobil sie wyjatkowo rozmowny:
-- Widzisz kazdy mezczyzna to przede wszystkim samiec i to samo dotyczy chlopakow w Twoim wieku. Chlopak zaprasza Cie do kina oczywiscie placi za bilety, prowadzi po parku za raczke, a moze jeszcze jakis zaplaci za wspolny obiad czy tam kawe i ciastko... to wszystko ladne gesty, ale tez czesto moga byc tylko etapami gry, ktora prowadzi do wskoczenia w Twoje majtki. (no dobra Tato nie uzyl akurat takiego okreslenia, ale moj dopisek oddaje sens)
Co ja Ci moge poradzic? Tak dlugo jak nie jestes pewna czy chcesz zeby akurat ten konkretny kandydat wyladowal w Twoich majtkach to wszedzie plac za siebie. Nie pracujesz, nie masz pieniedzy - powiedz mi, ja Ci zawsze dam. 
I to byla najcenniejsza rada jaka dostalam od mojego Taty.
Zawsze ale to zawsze zwlaszcza na tzw. pierwszych randkach placilam za siebie. Wywolywalo to wiele zdziwienia, bo przeciez "ja cie zaprosilem" i owszem zgadzalam sie z tym stwierdzeniem, ale to mi wcale nie przeszkadzalo placic szczegolnie jesli chodzilo o jedzenie.
Jakos jeszcze nigdy nie bylam w sytuacji, zeby ktos musial finansowac moj obiad, jakos zawsze sobie z tym radzilam i nigdy nie bylam glodna tylko dlatego, ze mnie nikt nie zaprosil i nie zaplacil.
W jezyku angielskim mowi sie popularnie "let mi take you out to dinner" co jest rozumiane jako zaproszenie zwlaszcza kiedy ten dinner jest w dwie osoby. "let's go grab something to eat" jest juz zwyklym spotkaniem kolezenskim przy stoliku z czymkolwiek i wiadomo, ze kazdy placi za siebie.
Wspanialy tez jak mielismy sie spotkac pierwszy raz (dokladnie 15 lat temu dzis) powiedzial:
-- I'll be happy to take you out to dinner (bede szczesliwy jesli pozwolisz zaprosic sie na obiad)
I natychmiast uslyszal:
-- Nigdy do mnie nie mow w ten sposob. Bardzo chetnie pojde z Toba na kawe na pierwszy raz, ale nie na obiad i na pewno nie Ty bedziesz placil za mnie. 
Tak sie zlozylo, ze ta randka zaczela sie kawa i trzy godziny pozniej jednak zjedlismy obiad ale to juz zupelnie inna sprawa i oczywiscie ja zaplacilam polowe rachunku.
Wspanialemu szczeka opadla na kolana jak sie zorientowal, ze ja nie zartuje.
Ale od tamtej pierwszej randki nie przyszlo mu do glowy zeby lekko traktowac to co mowie.
Oczywiscie nie jestem jakas zwariowana purytanka i w tym wieku po dwoch malzenstwach moglam sie spokojnie przespac z facetem na pierwszej randce ale jesli rozwoj sytuacji szedl w tym kierunku to zawsze uprzedzalam, ze jesli tak sie stanie to juz sie nigdy nie spotkamy. Raz to zrobilam i slowa dotrzymalam, bo ja z reguly dotrzymuje danego slowa, a juz danego sobie szczegolnie.
Pamietam facet wydzwanial i probowal ale ja zawsze mowilam "lojalnie zostales uprzedzony" na co on raz powiedzial "ale ja myslalem ze ty zartujesz" no nie w takich sprawach to ja akurat potrafie byc bardzo powazna, wrecz smiertelnie powazna.
Od ponad roku moja niezaleznosc nie istnieje, jestem na utrzymaniu meza, bo zasilek sie skonczyl i Wspanialy uznal, ze te "gowniane pieniadze" nie sa warte wysiadywania w urzedach, tym bardziej, ze teraz akurat prawdopodobnie juz nie dostane przedluzenia.
Pracowac dla kogos juz nie bede, wiec jestem utrzymanka:)) Z tym, ze jestem utrzymanka meza a nie kogos kto ewentualnie chce sie ze mna przespac.

Dlaczego o tym pisze?
Bo jakos tak mnie nastroil wczorajszy Dzien Kobiet.
Z jednej strony slysze glosy, ze kobiety chca zeby sie z nimi liczono, zeby mialy rowne prawa z mezczyznami, a z drugiej w tym dniu kazda liczy ile kwiatkow dostala.
Z tego co pisze ciotka Wiki to Dzien Kobiet zostal ustalony na czesc kobiet, ktore walczyly wlasnie to rowne prawa, o prawo do pracy, prawo do glosowania itp. slowem prawo do rownosci.
To mial byc symbol kobiecej sily.
I tak sobie mysle, ze skoro mam te sile to moge isc i kupic sobie co chce, a nie musze czekac ze jakiegos dnia naznaczonego w kalendarzu to cos kupi mi mezczyzna. I nawet teraz kiedy sama nie zarabiam ustalilismy, ze jak cos potrzebuje czy ide z kolezanka na obiad to place karta a potem moj maz placi caly rachunek. Jeszcze lepiej bo on nigdy nie widzi tego rachunku, ja place wszystko elektronicznie, bo tak sie sklada, ze te mezowe zarobki to wplywaja na konto jego niepracujacej zony.
Jak potrzebuje gotowke to mowie "daj" i on daje bez zadawania zbednych pytan. On ma dostep do jednego konta (tego z ktorego robimy rozchody) ja do tego gdzie gotowka wplywa i tylko robie przelew z jednego na drugie jak to rozchodowe wysycha.
Jesli nasze prababki walczyly o rownosc i to walczyly w pelnym tego slowa znaczeniu niejednokrotnie przyplacajac te walke zyciem. A ja dzis mam siedziec i czekac zeby mezczyzna otworzyl mi drzwi samochodu, podal reke to ja wtedy laskawie podniose dupe to wybaczcie ale ja nie chce miec nic wspolnego z takim feminizmem.
Wczoraj moj maz zupelnie nieswiadomie zrobil mi prezent z okazji Dnia Kobiet. Pojechal do pracy a ja mialam dzien wolny tylko dla siebie, to jest prezent z tego gatunku ktore lubie:))
Czytam, slucham, patrze i nie moge uwierzyc, ze feministki chca byc traktowane powaznie, chca siegac po wladze polityczne ale oczekuja, ze mezczyzna otworzy te magiczne drzwi, poda plaszcz i kupi kwiaty z okazji. No to jak, albo jestesmy tym marnym bezmyslnym puchem albo jestesmy silnymi kobietami, ktore sa w stanie zmienic swiat?
Chyba czas sie zdecydowac a nie narzekac ze pan Korwin-Mikke czy jak go tam zwa wyraza sie o kobietach bez szacunku. No ja cioteczke przepraszam ale jesli ten pan ma do czynienia z pania Szydlo i pania Pawlowicz to ja mu sie wcale nie dziwie.
Dzis tlumaczylam Wspanialemu jakie to wielkie faux pas popelnil nie kupujac mi badyli wczoraj, bo tu sie tego swieta nie obchodzi, nie wiem dlaczego ale czesto mam wrazenie, ze te Amerykanki dorosly juz do otwierania sobie drzwi, zakladania plaszczy i rowniez kupowania tego co chca bez oczekiwan na konkretny dzien i konkretnego albo nawet obcego mezczyzne.
Wiem, zaraz mi ktos napisze, ze podobno w Walentynki amerykanskie kobiety zamawiaja sobie kwiaty ktore kaza dostarczyc do miejsca pracy. Nie wiem, nigdy sie z tym nie spotkalam, ale byc moze sa i takie kobiety, z tym, ze jakos mi latwiej przelknac te wyslane do siebie kwiaty niz rajstopy podarowane w miejscu pracy przez obcego mezczyzne.
A te czasy pamietam i dzis powiedzialam o tym Wspanialemu to znow mu szczeka opadla.
-- Rajstopy??? Naprawde??? 
-- Naprawde. 
-- Ale to chyba i tak dobrze, ze nie majtki... - skwitowal po chwili.
Ale tez wczoraj obilo mi sie o uszy, ze niektore kobiety w Polsce juz dzien wczesniej kupuja kwiaty, ktore ich mezowie maja w Dniu Kobiet wreczyc swoim matkom, siostrom i nie wiem czy komus jeszcze, moze nawet im samym.
Wiec jesli to nawet prawda z tymi Amerykankami w Walentynki to jest jakas rownowaga w przyrodzie.
I chyba mi latwiej zrozumiec kobiete, ktora stwarza pozory, ze jest przez kogos kochana niz taka, ktora pozoruje bycie kobieta w ogole. Chociaz ani jedna ani druga nie bylabym za zadne pieniadze:)
Pamietam jeszcze z moich czasow mieszkania w Polsce, ze jak 8 marca szla ulica kobieta bez ani jednego kwiatka to bylo jeszcze gorzej niz nieumyte okna na Wielkanoc.
I pamietam tez, ze dawno temu, juz tu w Ameryce mialam takiego "starajacego", ktory przyjezdzal co tydzien z New Jersey z nareczem kwiatow, a ja jak tylko otwieralam drzwi i widzialam te badyle to podloge rysowalam zebami jadowymi. Nie cierpie tych cietych badyli, ktorym trzeba zmieniac wode, przebierac bo zawsze jakis zdycha wczesniej niz inne. Jak juz koniecznie to moge przygarnac doniczne, ale nie ciete wiechcie zielska.
Jak go widzialam z tym wiechciem to od razu mialam przed oczami obraz mojej ciotki, ktora mieszkala na wsi i z lasu przynosila w fartuchu narecze suchych galezi "na rozpalke". Tyle, ze ciotka miala z tego pozytek ja z zielska absolutnie zadnego. Na szczescie siedem miesiecy szybko minelo i juz nie musialam walczyc z zielskiem. Co ma do tego siedem miesiecy?
A ma i to wiele, akurat moje wszystkie relacje damsko-meskie po Owczesnym a przed Wspanialym trwaly nigdy nie dluzej niz magiczne siedem miesiecy.

P.S. Juz po opublikowaniu notki trafilam na doskonaly artykul profesora Hartmana w Polityce.
Szczerze zachecam do przeczytania.






76 comments:

  1. O żesz! Star, żeby w jednym poście tyle zmieścić! Kwiatki dostałam, owszem, ale u nas w domu to norma,bo oboje z S. kwiaty w wazonie uwielbiamy (dzień rozpoczynam rytuałem zmiany wody w wazonie). Ale... nigdy nie oczekiwałam, że S. będzie za mnie płacił, choć i tak się zdarzało (na zdecydowanie późniejszych etapach naszej znajomości). Bywało też odwrotnie. I żyjemy. W zgodzie. Bez dominacji, że on zarabia, a ja nic. I bez pretensji. Bo fakt, teraz nie zarabiam, ale to się już wkrótce zmieni (i tutaj nie chodzi o S., ale o mój komfort psychiczny, bo taka we mnie potrzeba niezależności).
    Mnie w Dniu Kobiet ubodło jedno. To, że kobieta jest jednak gorszym człowiekiem. I trzeba ją dowartościowywać. Albo raz do roku trzasnąć jej święto i niech się głupia cieszy. Przynajmniej taki wydźwięk miała część artykułów, jakie wczoraj latały po sieci. I zrobiło mi się zwyczajnie przykro, że sprowadzono nas do bycia szklanką hormonów, nasze nastroje wciśnięto w gorset cyklu miesięcznego i jakby zapomniano... że mamy też umysł. Kobieta się może miotać w PMS-ie, ale żaden facet nie posądzi jej o posługiwanie się rozumem i nie oskarży o to, że kieruje się logiką. Gorzej. Kobiety chyba same w to wątpią. Ehhh.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sea, bo w malzenstwie najwazniejsze jest partnerstwo, a nie okazje do poklepania po pleckach.
      Nie czytalam akurat wczoraj polskiej prasy, ale dzis przed napisaniem notki wpadlam zeby troche poczytac i masz racje, nie brzmi to zachecajaco.
      Ale zobacz, my mamy prezydenta, ktory nie szanuje kobiet i chuj mu w dupe, ja mowie na to:)) Wystarczy, ze sama siebie potrafie szanowac i dbac o moj wlasny interes.
      Ale tez widze, ze kobiety wysylaja mylne sygnaly dlatego pisze, ze czas sie zdecydowac czy zalezy nam na lodydze raz w roku i poniesieniu torebki, czy tez moze warto zawalczyc jak nasze prababki o prawdziwa sile i rownouprawnienie.
      Co do noszenia torebki, to juz wyjasniam.
      Ty tych czasow nie pamietasz, ale za mojej wczesnej mlodosci mezczyzni nosili kobietom ich torebki. Nie, nie torby z zakupami, te akurat kobieta targala zwykle sama, ale jak malzenstwo szlo do kosciola to maz niosl torebke zony:)))
      Zeby bylo smieszniej to byly modne torebki na dlugich paskach i te bidne oglupiale Zenki tak machaly tymi torbami:))) To byl dopiero obraz kobiecej sily i rownouprawnienia... pozal sie Boze z ktorego badz kosciola:((

      Delete
    2. Star, jestem od Ciebie starsza ale pierwszy raz slysze o takim zwyczaju aby mezczyzna niosl torebke zony kiedy szli do kosciola.Pewnie byl to zwyczaj w innej czesci kraju.Ja spedzilam wczesne dziecinstwo w Gdansku, potem mieszkalam na Mazowszu i Dolnym Slasku i nic takiego nie widzialam nigdzie.Gdzie tak bylo?

      Delete
    3. Szacunek jest podstawą. I twardy tyłek :) To już mniej poważnie, ale uważam, że żeby walczyć o siebie, swoje interesy to bez obu ani rusz!
      Mnie te całe podziały na silnych mężczyzn i słabe kobietki tak wpienia, że nie wiem. Niby XXI wiek, okiełznaliśmy ogień i wodę, walczymy ze smogiem, a z zaakceptowaniem równości płci jakoś nam nie po drodze...

      Delete
    4. Urszula ja jestem z Kielc i tak wlasnie bylo, lata 60te. Nie wiem czy to byla tylko kielecka specyfika ale nie sadze. Spotkalam tutaj ludzi z Tomaszowa Mazowieckiego i oni tez to pamietaja, zawsze Tadeusz przy roznych okazjach sie smieje "Krysiu chodz na spacer poniose ci torebke"
      Czy jeszcze gdzies? Nie wiem, bo przeciez nie robilam rozeznania pod tym katem.

      Delete
    5. Sea, wlasnie mnie te podzialy naprzemian smiesza i wkurwiaja. Czlowiek jest czlowiekiem bez wzgledu na plec i jako czlowiekowi nalezy mu sie szacunek jak psu buda rowniez bez wzgledu na plec.
      No ale bardzo czesto jeszcze widze, ze sa kobiety, ktore ciagle chca i rybki i akwarium:))

      Delete
  2. I wystarczy! A czasem nawet i te siedem miesiecy to stanowczo za dlugo. ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dlatego napisalam najdluzej:))) Czesc nie przezyla pierwszej randki:)

      Delete
  3. Jakbym swojego Tatę słyszała. Zawsze nam powtarzał, byśmy za siebie płaciły. I pod żadnym pozorem nie jeździły autostopem:)) Płacić, owszem, płaciłyśmy, ale z autostopu po kryjomu korzystałyśmy. Na szczęście miałyśmy to głupie szczęście i zawsze trafiałyśmy na uczciwych i bezpiecznych kierowców.
    Siedem miesięcy? Moje w większości tyle nie przetrwały:(((

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja z autostopu tez pare razy skorzystalam i tez sie do tego nie przyznalam oczywiscie:)
      Siedem miesiecy to byl MAX, niektore przypadki nie przetrwaly pierwszej randki:)

      Delete
  4. Twój Tata dał Ci bardzo cenną lekcję. Chyba odeślę Marcina do tego wpisu- w końcu ma i będzie miał spory wpływ na życie dwóch kobiet.
    Ściskam.

    Ps. Nie dziwię się, że Wspaniały nie dowierzał w te rajstopy :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mysle, ze ojcowie naprawde maja duzy wplyw na zycie swoich corek i odwrotnie matki na zycie synow.
      Jak sie zastanowic to naprawde te rajstopy to byl strzal ponizej pasa, szkoda ze nam jeszcze nie kazali sie w nie ubierac i tanczyc na stolach, przy ktorych oni swietowali nasze ponoc swieto.
      Rynce opadajom:))

      Delete
  5. Nie lubię Dnia Kobiet, ale prezenty od męża uwielbiam dostawać... Obojętnie z jakiej okazji. Może być nawet na Dzień Kobiet ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja mam jakas chroniczna alergie na wszystkie kalendarzowe swieta. Prezenty moga byc bez okazji:)) I to jedynie od meza bo on wie czego ja naprawde chce, wszelkie inne sa w 95% nietrafione, wiec lepiej zeby ich nie bylo. No taka zloza jestem, co ja na to poradze?

      Delete
  6. Replies
    1. Tak mi sie wydaje, ze od tego nalezy zaczac, ale wiesz, co tam ja sie znam :))

      Delete
  7. Twój Tato dał Ci świetne rady i wspaniale, że wzięłaś je sobie do serca, bo jakze często ktos nam dobrze radzi a my jednym uchem wpuszczamy a drugim wypuszczamy, bo chcemy po swojemu. Zresztą, jak sie człowiek nauczy na własnych błedach, to lepiej jakoś ta nauka do niego dochodzi. Byleby miał szansę na poprawkę, byleby nie poddał się i próbował dalej, ale juz inaczej.
    Z tym dniem kobiet to rzeczywiscie mam trochę mieszane uczucia. Bo z jednej strony bywa to miłe byc choć jeden dzień w roku jakos docenionym i wyróznionym a z drugiej, jakies fałszywe to docenienie. Dzisiaj dostaniesz kwiatka a jutro cie nie zauważam i każdy sobie rzepkę skrobie? Jest w tym jakieś upokorzenie,samotnosć, bezradnosć i smutek. Jest gorycz, która nastepuje potem, gdy wraca się do "normalnej" codzienności. Jesli ma sie dobrego, przyjacielskiego partnera to właściwie nic nie stoi na przeszkodzie by codzień mieć dzień kobiet oraz dzień mężczyzn. I cieszyc się każdym dobrym słowem i gestem a najwazniejsze - wzajemnym szacunkiem i zrozumieniem (że juz o innych uczuciach nie wspomnę):-))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olenko, wyrazilas dokladnie to co ja mialam na mysli a jednak nie udalo mi sie powiedziec, gdzie mi to umknelo w trakcie pisania. Dzien Kobiet czy inny dzien nie ma znaczenia i wplywu na nasze prywatne relacje, bo jak ktos jest w szczesliwym zwiazku to kazdy dzien jest swietem, a jak nie to i ten jeden dzien nic nie pomoze a tylko bol powiekszy.
      Natomiast w skali kraju czy swiata to jednak ma znaczenie jak sie pozwalamy traktowac, albo jestesmy glupiutkimi kobietkami, ktore sie zadowola kwiatkiem jak dziecko lizakiem, albo jestesmy silnymi kobietami gotowymi te sile udowodnic swiatu. A tu czesto jest tak, ze owszem mamy ambicje i sile, ale upominamy sie o glupi kwiatek. No ludzie kochani, kobieta w XXI wieku powinna juz wiedziec czego naprawde chce i jakim kosztem chce to osiagnac.

      Delete
  8. Star, po ostatnich świętach nie mam siły i weny do komentowania, napiszę więc tylko: kocham Cię! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I z wzajemnoscia Repo, z wzajemnoscia ♥♥♥

      Delete
  9. Często odnoszę wrażenie, że kobiety cierpią na swoiste rozdwojenie jazni - z jednej strony chcą być wielbione i "noszone na rękach", z drugiej pragną wszystkim udowodnić, że są równie a i często bardziej sprawne od facetów na każdym polu.Ponieważ jestem z natury oportunistką nigdy żadnych świąt na gwizdek nie obchodziłam i nadal nie obchodzę.
    Co do bycia "na utrzymaniu męża" - od chwili urodzenia dziecka przez wiele lat byłam w takiej sytuacji, ale było to przez nas oboje bardzo przemyślane i spowodowane głównie faktem, że nie mieliśmy nikogo, kto mógłby się zaopiekować dzieckiem w czasie mego pobytu w pracy (wtedy tez brakowało miejsc w żłobkach) a wynajęcie jakiejś niani było trudne i pochłaniałoby przynajmniej pół mojej ewentualnej pensji. A potem okazało się, że dziecko musi być codziennie przez ponad godzinę rehabilitowane, nie wolno by cokolwiek dzwigała i trzeba było odprowadzać do szkoły, bo tornister pierwszoklasistki ważył około 5 kg. Będąc na tzw. utrzymaniu męża nigdy nie odczułam ani przez 5 minut dyskomfortu z tego powodu- mieliśmy rodzaj umowy- on pracował zawodowo, ja zajmowałam się wszystkim co dotyczyło dziecka, jego rehabilitacji (zrobiłam nawet odpowiedni kurs) i prowadzeniem domu. I nigdy nie usłyszałam od niego zarzutu, że wydaję "jego pieniądze", ani nie musiałam się spowiadać co i dlaczego kupiłam. Nie byłam w tym czasie samowystarczalna finansowo, ale zawsze byłam samodzielna w podejmowaniu decyzji.
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgadza sie, ze to jakies rozdwojenie jazni jest. Ja tez nie obchodze swiat na gwizdek, wrecz jestem na nie uczulona:)))

      Co do bycia na utrzymaniu, to ja sie z tego smieje. U mnie w gre wchodzi dwa lata do emerytury, nie mam zamiaru pracowac tylko po to zeby udowodnic siwatu, ze nie jestem na utrzymaniu.
      Bardzo mi sie to bycie na utrzymaniu zreszta podoba:))) Nie tylko, ze nie musze jechac do pracy to i w domu tez nie robie nic wiecej niz robilam pracujac.
      W sumie moglabym wydawac moje pieniadze, bo takie mam, ale one sa odlozone "na starosc" a do tejze jeszcze mi torche brakuje.
      Wiec ja nie pracuje ale z wydawaniem nie mam problemu, w malzenstwie to raczej chyba normalne. Gdybym miala meza kretyna (nie wiem czy by sie tyle lat uchowal) to pewnie bym sobie kazala placic za kazda wykonana prace domowa. Na szczesie tak nie jest:)))

      Delete
  10. Początek posta bardzo dobry, ale potem obraziłaś prezydenta i panią premier zupełnie bez sensu, jak jakaś nawiedzona feministka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Twojego prezydenta nie obraziła, czytaj ze zrozumieniem. No chyba że Korwin Mikke został wczoraj wybrany potajemnie :-)))

      Delete
    2. Naj, na poczatku mojego bloga tuz pomiedzy zdjeciem a notka jest kilka punktow regulaminu.
      Bardzo prosze przeczytaj i zadecyduj czy chcesz tu dalej bywac czy lepiej nie. Kazda Twoja decyzja zostanie przyjeta z nalezytym szacunkiem.
      Ale dyktowac mi kogo mi wolno obrazac a kogo nie, to raczej nikomu tu nie wolno.

      Delete
  11. co do kwiatów - nie chodzi o to, żeby je mieć, ale DOSTAĆ:)

    dobry ten felieton, ostatni akapit wszystko mówi

    nie zarabiam ale ciężko pracuję w domu i na rzecz rodziny, nie mam problemu używając wspólnych przecież pieniędzy, w ogóle u mnie w domu nie ma tego tematu, kto wpłaca na konto i dlaczego

    ale swojej córce chyba już włożylismy do głowy chęć bycia niezależną
    w końcu świat i życie bywają różne i podstępne

    no

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rybcia bo malzenstwo jesli jest partnerskie to temat pieniedzy po prostu nie istnieje. Ja tam nawet w domu nic nie robie, ot ugotuje czasami ale cala reszta to juz Wspanialy. Mimo to nie ma tematu pieniedzy, ot sa to sie wydaje, jak nie bedzie to sie przestanie wydawac:))
      Niezaleznosc w przypadku kobiet jest bardzo wazna, moze nawet jedna z najwazniejszych cech jakie kobieta moze sobie wypracowac.

      Co do tego, zeby kwiatki DOSTAC a nie miec, to przeciez mozna np. powiedziec mezowi zeby po drodze z pracy kupowal kwiaty na kazdy weekend, czy srode:))
      Ale to musi byc ten jeden DZIEN, nawet jesli dzieki temu miliony kobiet strzelaja sobie w stope to jednak nie potrafia z tego zrezygnowac.
      No coz nie moj wybor, nie moja walka...

      Delete
    2. akurat te na dzień kobiet były nakazane -żartem, bo my jak Wy, lubimy żartować i robić sobie jaja z zycia
      i śmierci zreszta też;)

      a czasem bardzo fajnie jest dostać coś niespodziewanie, ważne, żeby nie z przymusu ale z miłości
      nie ważne, kwiaty, buziak, czy bilety do kina

      Delete
    3. No to sie nie poznalam na tym zarcie. No coz specyfika zartow jest tez w kazdym kraju inna:)))))

      Delete
    4. czasem napisane może byc źle zroumiane
      podobno 70% rozmowy to mowa ciała załatwia, w tym przypadku wykluczona

      a ja dostałam róże i frezje a chciałam goździki i cały czas się o to droczę
      takie przepychanki,:)))

      Delete
    5. A ja nie dostalam nic i jestem bardzo szczesliwa:))) A droczyc sie o skorke z gowna to tez mi sie juz nie chce:))

      Delete
    6. a jest droczenie i droczenie;)
      chodzi o to, żeby sie nie nudzic, zeby sie cos działo:))

      Delete
    7. Oj czasem chcialabym sie ponudzic, ale przy Wspanialym to niemozliwe:)))

      Delete
  12. Miałaś mądrego Tatę!
    Moi Rodzice bardzo podkreślali to, że wiedza i wykształcenie uczynią mnie niezależną i jestem im za to dozgonnie wdzięczna!
    A Dzień Kobiet nie wygląda już w Polsce jak w czasach PRL-u na szczęście, a kobieca świadomość i samoświadomość też bardzo się ostatnio zmieniły. I dobrze :)

    A na przestrzeni wieków było tak:
    http://wyborcza.pl/7,75968,21467210,chwala-feministkom.html?disableRedirects=true

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo wybacz, ale juz mam dosc polskiej prasy. Wyborczej nie czytalam od conajmniej roku, teraz otwieram Twoj link i mam wiadomosc, ze juz wyczerpalam darmowy limit.
      Niech sobie w dupe wepchna te swoje madrosci i najlepiej gleboko, zeby nigdy nie wypadly, bo i niby co oni madrego mogli napisac czego nie mialabym okazji przeczytac gdzies indziej?
      Nie, nie chce juz miec z tym nic wspolnego.
      Polska prasa mnie juz tylko wkurwia wiec po co mam to sobie robic na zyczenie.
      Wybacz, ale mi sie ulalo:)))

      Delete
    2. Star, sama dałąś linka do polskiej prasy:))))

      Delete
    3. Polityka to raz, a blog to dwa. Blogi w Polityce nie maja zadnych ograniczen. Dlatego czasem czytam i nawet mam w linkowni.
      Ale tak jak Wyborcza traktuje ewentuanych kandydatow do prenumeraty to sie w pale nie miesci.
      Raz na rok chcesz przeczytac jeden artykul i oni oczekuja oplaty??????
      Niech sobie pisza i czytaja sami, w koncu tak tez mozna.

      Delete
    4. też nie wiem o co cho z tą reglamentacją, ja mam podobnie, raz mogę coś przeczytać, raz nie

      Delete
    5. Tak wlasnie mialam, lata temu, ze iles tam artykulow moglam przeczytac za darmo i to bylo OK ja rozumiem potrzebe zarabiania. Ale jak nie czytalam nic od ponad roku i przy pierwszym otwarciu mam taki komunikat to niech sobie wsadza, naprawde gleboko.
      Jestem wyrozumiala ale takiego nabijania w butelke to nie lubie. Nie jestem geniuszem ale do kretynki tez mi daleko.

      Delete
    6. Wybacz Star, nie chciałam spamować ani tym bardziej Cię zdenerwować :)
      Też mnie czasem ta ich polityka złości i nie rozumiem jej. Bywa, że artykuł zablokowany w danej chwili, po godzinie daje się swobodnie przeczytać, albo zablokowany na ich stronie otwiera się bezproblemowo z poziomu FB.
      Pod tym linkiem był krótki felieton prof. Środy, jeśli tylko masz ochotę wyślę Ci go na maila.

      Delete
    7. Olgo nie masz za co przepraszac, to ja przepraszam, ze tak sobie ulzylam w odpowiedzi dla Ciebie, w koncu to nie Ty odpowiadasz za polityke gazety. Jesli wyslesz ten artykul to przeczytam, jesli nie wyslesz to tez przezyje, wiec w sumie sama zadecyduj.
      I jeszcze raz przepraszam, bo zupelnie niewinnie moj wkurw skupil sie na Tobie.

      Delete
    8. Ok :))
      ściskam serdecznie :*

      Delete
    9. No coz, jak zawsze... religia. Jaka by ona nie byla, to zawsze jest przeciwko kobietom. Tak maja Muzulmanie, tak maja Zydzi i tak maja Katolicy. Nic nowego, w sumie wszystkie trzy religie wywodza sie z tych samych korzeni.

      Delete
    10. To zajrzyj prosze na maila jeszcze raz :-)

      Delete
  13. A ja pierwsze kwiatki dostałam od Chłopa dzień przed Walentynkami, ale to było preludium do oficjalnych oświadczyn, coby mnie za jednym razem nie zabić całkiem z nadmiaru wrażeń.
    A siódmego marca też dostałam kwiatki. Bo był w sklepie i zobaczył na wyprzedaży bukiet za jedną dziesiątą ceny, to wziął! :-) Wazon jeszcze dorzucił, już nie z przeceny, bo nie mamy odpowiedniego. A potem wszyscy myśleli że to na Dzień Kobiet. A tu tego święta nie ma, tylko Polki obchodzą.
    Siedem miesięcy to i tak za długo na niektórych ;-) A niezależnośc to jest to, co wielu facetów sobie napradę ceni w kobiecie, tylko się boją do tego przyznać, bo ich macho na tym ucierpi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Prawdziwi mezczyzni nie boja sie niezaleznych kobiet, ale niestety wielu ucieka. Maz mojej dawnej znajomej powiedzial kiedys "star to sobie w zyciu juz nie znajdzie chlopa, bo ona wszystkich kastruje":))) No ale takiego jak on to na pewno bym nie chciala, mial taki przerost ego nad rozumem, ze nawet na odleglosc grozilo porazeniem:))) Ale oczywiscie zona cicha gaska, ktorej zycie krecilo sie wokol sprawiania zachcianek i wszystko co "Rychu powiedzial" bylo swiete.
      A Rychu mial IQ wyzsze o 3 punkty od wlasnego buta:)))
      Boziu jaki to byl zakuty leb to strach myslec.
      Tak wiec to zalezy od chyba faktu jakie poczucie wlasnej wartosci mezczyzna sam posiada.
      Junior tez mi kiedys powiedzial, ze dla Polakow to ja jestem "too much of a woman" moze i bylo cos w tym racji, bo jednak jak sie przesiadlam z randkowania z Polakami na obcokrajowcow to jednak odczulam te zmiane.
      I bra buk nie dlatego, ze Polacy w jakims sensie generalnie gorsi umyslowo (z wyjatkiem Rycha) ale sa bardziej tradycyjni. W 90% Polacy uznaja tylko polskie jedzenie, a wiec wyjscie do knajpy ewentualnie moze sie udac do wloskiej lub greckiej, ale juz japonska czy nie daj buk tajska... zapomnij.
      Ja z kolei jak mam jesc poza domem to musi to byc cos jesli juz nie nowego to egzotycznego:))
      Bylam zawsze dla nich za bardzo ciekawa swiata. A jak juz byl w otoczeniu jakis madry wart uwagi Polak to oczywiscie "zona w Polsce, ale przeciez...." no wlasnie... tradycjanolista, ktory nie ma problemu ze zdradzaniem zony, no bo "wie pani, ale ona w Polsce"
      Czyli w sumie madry ale skurwysyn:)))

      Delete
  14. Lubię czasem dostać kwiaty od męża, ale nie kiedy nakazuje "nibyświęto", ale tak po prostu, bez kartki z kalendarza. Nie robi tego często i dzięki temu bardzo doceniam.
    A jeśli chodzi o kasę...zawsze byłam niezależna, już jako 15 latka zaczęłam zarabiać muzykując i tak i zostało do dzisiaj. Mam jakoś fobię niezależności pod tym względem, ale los może sprawić, że będę musiała zrewidować swoje przekonania.

    A felieton wart przeczytania!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Laila, chyba kazda kobieta lubi dostawac cos od kochanego mezczyzny. W koncu po to ich mamy:) zeby nam robili przyjemnosci i niespodzianki i tez uwazam, ze te bez okazji sa o wiele bardziej mile niz te wymuszone przez kalendarz.
      Niezaleznosc zwerifikowala mi choroba, chociaz gdybym sie uparla koniecznie na powrot do pracy to bym mogla, ale to juz nie ma sensu. Pracuje od 18roku zycia a wiec przepracowalam prawie 45 lat, wystarczy. Kobiety w moim wieku (62 lata) w Polsce to juz sa chyba na emeryturze w wiekszosci przypadkow. Teraz moge zaczac robic cos co mi sprawi glownie przyjemnosc, jesli przyniesie jakies pieniadze to bedzie to mila niespodzianka.
      Zycie weryfikuje czasem nasze poglady i zmusza do zmian, wazne zeby umiec sie jeszcze pogodzic z konsekwencjami tych zmian, no i zeby cena byla adekwatna do uzyskanych wartosci:))
      Lubie felietony prof. Hartmana, niekoniecznie wszystkie, ale wiekszosc jakos pokrywa sie z moimi pogladami. Oczywiscie w komentarzach pod tym felietonem juz jest... wiadomo... jak jest.
      Ale chodzilo mi o sam felieton i jego wymowe, trudno zeby autor odpowiadal za poglady i kulture komentujacych. Nawet na naszych blogach jest to czasem niemozliwe.

      Delete
    2. Zawsze mnie to zadziwia, że ludzie z taką łatwością obrzucają się błotem w Internetach. Wydawało by się, że skoro bierzemy się za wartościową lekturę dobrze byłoby też podjąć się kulturalnej dyskusji, ale widać rak to nie działa. Dlatego często odpuszczam sobie czytanie komentarzy.

      Delete
    3. Tak to niestety jest, ludziom sie wydaje, ze sa anonimowi i wtedy wychodzi z nich prawdziwa natura.

      Delete
  15. Niezależności nauczyła mnie Mama, zawsze mówiła: ucz się, by być niezależną od nikogo. I tak jest. W tej chwili boję się tylko, że spadnę na kark dzieciom ze względu na starość. Całe życie płacę sama wszystkie rachunki, męża wybrałam sobie głupio, z wielkiej miłości, ale za to też zapłaciłam własną kartą. I jest OK. Nie patrzę na siebie jak na kobietę, jestem dla siebie człowiekiem przez duże C. Niczym nie różnię się od mężczyzny. W sensie życiowym, bo w sensie biologicznym na pewno tak :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. I to najwazniejsze Jedzo, ale ten rocznik tak ma:)))
      Ale wiesz jak patrze w przeszlosc to moj Tato poza faktem, ze nie rodzil dzieci robil wyszystko inne, pranie, sprzatanie, mycie okien, wywiadowki, czasem tez gotowal a jakos nikt mu kwiatow w Dniu Kobiet nie dawal:)) Szkoda, bo chyba mu sie nalezaly.
      Mojemu Wspanialemu na pewno sie naleza;))

      Delete
  16. znaczna część moich damsko-męskich znajomości powinna sie skonczyć po 7 miesiącach a nie bez sensu przejść w lata. ale ja widać nie Leszek Miller ;)

    co do niezależności to potrafi zmęczyć. I wtedy taki chłop co drzwi otworzy i rachunek zapłaci pachnie tęsknotą za ODPOCZYNKIEM. i takim luzem, że jakby co to ktoś za ciebie pozasuwa. więc lubię pobyć babką za którą się myśli i torebkę nosi. tylko ja jakoś na swojej drodze spotykam samych FEMINISTÓW i jak całe życie zapierdalałam tak i zapierdalam ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Haha nie bardzo trybie co z tym Millerem, ale domyslam sie, ze chodzi o ekspresowy odsiew ewentualnych partnerow.
      No tak ja sobie z tym radzilam w miare ekspresowo.
      I kto wie czy nie dzieki temu udalo mi sie trafic na takiego co to wlasnie akurat teraz te drzwi moze otwierac, torebki nie nosi, ale ja tez rzadko wystepuje z torebka:))
      Kochana, ale tez cale zycie zapierdalalam sama na wszystko, ja nawet od czasu wyjazdu nie mialam grosza alimentow a dziecko mialo tylko 8 lat jak przyjechalismy tu.

      Delete
  17. Bywa, że siedem miesięcy ciągnie się jak gumka w majtkach i powinno się skończyć zanim się zaczęło;D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie pozwalalam zeby sie ciagnelo, wiekszosc nie wytrwala nawet siedmiu miesiecy. Chyba nie naleze do tych co to licza na to, ze przy nich partner sie zmieni. Bywalo, ze czesc odpadla po pierwszym spotkaniu:)

      Delete
  18. Star,Ty mi zawsze humor poprawisz,trudno nie przyznać Ci racji:-)
    Super z Ciebie Babeczka:*****

    ReplyDelete
    Replies
    1. Owocku, dziekuje:) Z tym super to roznie bywa, ale milo, ze tak myslisz:))

      Delete
  19. Z tym placeniem za siebie to jest jak najbardziej prawidlowe, ale kiedys tam jednak oczekuje zaproszenia, tak po prostu. Mialam juz i tak, ze i po jakims czasie nie bylo zaproszenia, ze bylo normalne, ze kazdy placi za siebie. Takie cos to tez funta klaków warte, czyli po prostu, nie ma sie czym czy raczej kim, zajmowac i czas tracic.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie no, zgadzam sie absolutnie, ze o dupe rozbic taki interes jak czlowiek juz do konca zycia mialby za siebie placic. Dla mnie to jest wazne do czasu kiedy zwiazek jeszcze nie przeszedl na plaszczyzne poznania sie "stosunkowo doglebnie":))))

      Delete
  20. Czy w USA nie ma takiego świadczenia jak renta?
    pozdrawiam

    ReplyDelete
    Replies
    1. Alez oczywiscie, ze sa. Sa renty chorobowe i bylam na takowej przez rok, ale teraz mi sie nie chce wysiadywac w urzedach, bo i tak to nic nie da. Jestem na tyle zdrowa, ze moge pracowac, ale tego tez mi sie nie chce:)))
      Moglabym isc na emeryture, ale to troche za wczesnie, wiec sobie zyje beztrosko na utrzymaniu meza.
      Co do swiadczen to sa zupelnie takie same jak np. w Polsce, tyle ze sie inaczej nazywaja.

      Delete
    2. Haha bo oczywiscie nazywaja sie po angielsku wiec inaczej:)))))

      Delete
  21. Cudownie,ze nie masz żadnych trosk:)Piszesz w poście o zasiłku,a to zupełnie co innego niż renta.I co maja urzędy do twojej renty? Rentę przyznaje lekarz,bo twój ubezpieczyciel na pewno ma całą twoją dokumentację medyczną i ubezpieczeniową,skoro byłaś na zasiłku.Na pewno tez masz możliwość zalogowac się na swoje indywidualne konto u ubezpieczyciela i sprawdzić stan zgromadzonego kapitału,składek,wyliczyć sobie wysokość renty,tudzież emerytury.Nie żebym cię chciała,boże broń, pouczać:)Myślałam naiwnie,jak widać,że znajdę potwierdzenie,ze gdzieś w świecie państwo bardziej dba o obywatela nie pozostawiając go po tylu latach pracy samemu sobie..
    pozdrawiam,wszystkiego dobrego!

    ReplyDelete
    Replies
    1. This comment has been removed by the author.

      Delete
    2. CZy Ty rozumiesz co sie do Ciebie pisze, czy nie?
      Nie wiem co to jest "renta" po angielsku "rent" to czynsz za wynajem np. mieszkania.
      Chcesz mnie uczyc na temat zycia w Ameryce?
      Zamiast sie wymadrzac z zastosowaniem polskich przepisow w Ameryce, to moze skup sie na uswiadamianiu chorych w Polsce. Ponoc macie powszechna i darmowa sluzbe zdrowia a wszyscy chorzy szukaja pieniedzy w interniecie. Sa nawet tacy co zbieraja pieniadze i przylatuja sie leczyc do Ameryki, nie wiem czemu?
      Ale nie pytam, jakos mnie to nie interesuje.
      Nie ma tam obowiazku renty? cokolwiek ta renta nie znaczy?
      Naprawde jestes naiwna, chociaz nie wiem czy to naiwnosc, czy zwykla glupota, ale nie mnie to rostrzygac.
      Jak sie tak bardzo o mnie martwisz to moze mi przyslij bilet do Polski:)) albo chociaz bulke z maslem, bo moge nie przezyc do kolejnego Twojego komentarza:)))

      Delete
    3. I po co ta agresja? Przecież to oczywiste,ze jesteś ekspertem od życia w Ameryce i nie tylko.:)))A ze czasem lekko się mijasz z prawda,to zupełnie inna sprawa:)))
      pozdrawiam

      Delete
    4. Twoja ironia juz w pierwszym komentarzu Ci nie przeszkadza?
      Mimo to staralam sie byc mila.
      Ale Twoje madrosci prosto z grzadki z kapusta w drugim to juz za wiele.
      Nigdy i nigdzie nie obiecywalam, ze bede mila, wiec jesli potrafisz czytac to przeczytaj sobie regulamin, tuz powyzej notki i sama zadecyduj co dalej.
      Ja w kazdym badz razie nie mam zamiaru tolerowac ani glupoty, ani wtracania sie w moje zycie.

      Delete
  22. Hmmm... W mojej rodzinie, tato był tą osobą do której miałam zawsze słabość... Może dlatego, że rozumiał mnie nad wyraz dobrze i często bez słów odbywała się rozmowa między nami. Wystarczyło spojrzenie, żeby wiedzieć, co myśli w danej sprawie. Jak sięgam pamięcią, miał jakąś taką swoistą, delikatną
    umiejetność stawania po mojej stronie w konfrontacji z rzeczową i konsekwentną mamunią, która zawsze wiedziała lepiej i uważała że potrafi przewidzieć wszystkie nieciekawe konsekwencje moich poczynań. Myślę, że Jego miłość była jakaś taka mądra, taka co to pozwala doświadczać, pozwala pod niebem szybować z orłami...
    Serdeczności przesyłam :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez mialam z Tata silniejsza wiez porozumienia niz z mama. Wlasnie jak piszesz mama zawsze wszedzie wietrzyla niebezpieczenstwo:))
      Masz racje, madra milosc nie podcina skrzydel, wrecz przeciwnie pomaga je ciagle utrzymywac w locie.
      Pozdrwawiam wzajemnie:)

      Delete
  23. Replies
    1. Juz nawet naoliwione:))) Nareszcie bedzie sanna, albo i jaki kulig:)))
      Ja pitole, ale sie namieszalo:) Ostatni raz tak bylo w bodajze 1992 albo 1993 roku, tez zima przyszla w marcu.

      Delete
    2. Pamietam, to chyba 7 marca bylo ale nie wiem czy 92 czy 93, wrocilam z Florydy, prosto w sroga zime.
      U mnie do 24" zapowiadaja, z tymi 6" co juz lezy z piatku moze byc zabawnie.

      Delete
    3. U mnie nic nie lezy, jest golo i wesolo:)) ale zimno jak cholera. No strasznie sie pogoda tym razem wyglupia.
      Jak dlubie w pamieci to byl raczej 1993 rok i chyba 7 albo 9 marca, bo mieszkalam wtedy w takim dziwnym domku, a jesienia sie wyprowadzilam i wiem, ze na pewno nie mieszkalam tam dluzej niz rok, czyli raczej 93' Wyszlam wtedy z tasakiem kuchennym przez okno na taras, zeby odrabac moje lezaki plazowe:) Cholerne lezaczki przewrocily sie w czasie sniezycy na odplyw wody na tarasie i przymarzly:) Jak sie zaczela robic odwilz to lod na wierzchu a pod spodem woda. No i cos musialam zrobic bo inaczej mialabym te wode w mieszkaniu. A taras byl wielki taki cos ok 6x7 metrow.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...