Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, March 31, 2017

Potrzeba matka wynalazku

Namieszalo nam sie od ponad roku z jedzeniem, ja potrzebuje wiecej soli, Wspanialy mniej, ja musze czasem potas, Wspanialy znow nie. Slowem zycie stalo sie skomplikowane, a moze tylko bardziej interesujace, bo my oczywiscie podchodzimy do tego jak zawsze z gromkim smiechem.
I tak jakis tydzien temu, pewnie troche dluzej poprosilam:
-- Skarbie jak robisz zakupy to kup mi dwa banany. 
-- Tylko dwa?
-- No dwa, bo jakos ostatnio nie przepadam, ale dwa to musze, no najwyzej trzy, ale nie wiecej. 

Jak wiadomo, zyczenia sobie, a rzeczywistosc sobie i Wspanialy wrocil z opakowaniem, w ktorym bylo szesc bananow.
-- Prosilam o dwa, gora trzy... - jeknelam, bo wiedzialam, ze nie dam rady pozrec szesciu duzych bananow.
-- Nie bylo takich luzem. 
-- Oj nie bylo, jak ja kupuje tez czesto nie ma, rozrywam torbe i biore tyle ile chce, reszte zostawiam, zawsze sie trafi ktos chetny na jedngo. 
No ale Wspanialy ma swoje zasady, jak nie ma pojedynczych to brabuk nie rozprawiczy opakowania z wieksza iloscia. Taki jest, takiego sobie go wybralam. Moze gdybym miala jak to kobiety w Polsce wyzsze wmagania w wyborze partnerow zyciowych to byloby inaczej, no ale jest jak jest i dajbuk niech juz tak zostanie po wsze czasy.
-- Ale one takie swieze, ze spokojnie poleza dluzej i moze bedziesz miala ochote - argumentowal dalej.
-- Moze... czas pokaze... 
Czas uplywal, ja pochlonelam trzy sztuki przy czym te trzecia juz naprawde na przymus a pozostale lezaly i miekly. No coz wykombinowalam, ze jak juz calkiem zmiekna to obiore i zamroze a kiedys w przyszlosci wykorzystam do lodow.
Tymczasem dwa dni temu Wspanialy popatrzyl na te banany i rzecze:
-- Chyba trzeba cos zrobic z tych bananow zanim sie zepsuja. 
-- Co proponujesz? 
-- No moze ciasto bananowe, taki wiesz banana bread? 
-- Moze byc, zrobisz? 
-- Ja??? Ja nigdy nie robilem, nie mam pojecia jak to zrobic, wiesz umiem upiec zwykly chleb ale nie bananowy... 
-- Skarbie, umiesz czytac? 
-- ??? no umiem... - odpowiedzial niepewnym glosem nie wiedzac dokad zmierzam.
-- Jak umiesz czytac to umiesz i piec. Internet jest pelen roznych przepisow, na pewno znajdziesz taki, ktory przypadnie Ci do gustu. 
Obrzucil mnie jeszcze niepewnym wzrokiem, ale poniewaz nie wykazywalam oznak wiekszego zainteresowania bananami to zaglebil sie w czelusciach internetu.
-- Mam! - zawolal po chwili - ze strony Foodnetwork i wyglada, ze to calkiem proste. 
-- No widzisz jak Ci sprawnie idzie - pochwalilam, bo ja zawsze chwale.
No i zabral sie do roboty.
Nie bardzo wiem dlaczego chodzil co chwile miedzy komputerem gdzie na glos czytal kazdy kolejny krok produkcji, po czym szedl do kuchni czyniac to co wlasnie przeczytal i tak caly czas.
W zasadzie to chyba wiem, albo sobie podpowiadal, zeby sie upewnic ze czegos nie przegapil, albo robil to celowo zeby mnie wkurwic i zebym ruszyla dupe od mojego komputera i powiedziala "to ja to zrobie szybciej".
No ale jam jest maupa pierwszej wody, kto nie wierzy niech idzie do Klarki i poczyta komentarze, wiec on chodzil, czytal, powtarzal a ja ciagle nie wykazywalam zainteresowania z wiadomych przyczyn.
Po pierwsze, te trzy banany znalazly sie w domu wbrew temu o co prosilam.
Po drugie, nie przepadam za ciastem bananowym.
Po trzecie to jestem leniwa, ale to juz wszyscy wiedza, nawet Ci co nie czytali u Klarki.
A jednak bardzo chcial mojej uwagi, bo w pewnym momencie powiedzial:
-- Ale ten przepis jest z cynamonem, Ty nie lubisz cynamonu - powiedzial i wymownie czekal na moja reakcje, no to zareagowalam, bo ja jednak czasem kochana zona jestem:)
-- Skarbie moze byc nawet z zeberkami cielecymi i pieprzem kajenskim, ja moze i sprobuje kawalek, ale to jest ciasto glownie dla Ciebie. 
Potem juz tylko slyszalam mikser, jakies stukanie otwieranych pojemnikow oraz lyzek i lyzeczek i wreszcie szum wody w kranie. Pol godziny pozniej ciasto bylo w piekarniku i kuchnia posprzatana tak ze nie bylo zadnych widocznych sladow akcji pieczenia ciasta.
Godzine pozniej ciasto styglo na ruszcie, bo to moj maz ukochany wie bez czytania przepisow, tego nauczyl sie od swojej leniwej zony:))
A samo ciasto wyszlo naprawde super!!! co oczywiscie znow pochwalilam, a Wspanialy wypinajac dumnie piers powiedzial:
-- To bylo naprawde proste, masz racje, jak sie umie czytac to sie umie gotowac i piec. 
-- Pewnie, ze tak, wszelkie "nie umiem" to tylko wymowka zeby nie probowac. A Twoje ciasto czy jak tam go zwiesz chleb bananowy jest naprawde super - to stwierdzenie przypieczetowalam buziakiem krojac sobie kolejny kawalek ciasta, bylo naprawde dobre.
-- Juz wiem, jak dorosne bede cukiernikiem!!! - zawolal radosnie Wspanialy.
No to niech dorasta, bo mam latwy przepis na sernik wielkanocny:)))



52 comments:

  1. Star, bardzo mi się podoba to, że czynności domowe wiążesz z prośbami, sugestiami i pochwałami, a nie z drylem pruskim. Żona i ja też się nawzajem prosimy, dziękujemy sobie i doceniamy drobnostki, dużo przyjemniej żyje się na co dzień. Gratuluję potrójnego sukcesu: rozwiązania problemu nadmiarowych bananów bez potrzeby wystawania w kuchni, przyjemności kulinarnej i zadowolonego Wspaniałego z zadatkami na cukiernika. ;-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziekuje i witam w moich progach:) My oboje podchodzimy do zycia na duzym luzie, jakos tak nie bierzemy zycia za powaznie i chyba tak jest nam lepiej.
      A co do prosze i dziekuje, to sa najczesciej uzywane w domu slowa. To nie wazne, ze ja gotuje i tak slysze "dziekuje" po kazdym posilku. To nie wazne, ze on zmywa czy wynosi smieci ja tez zawsze za to dziekuje.
      Masz racje, zycie jest przyjemniejsze jesli wiemy, ze druga osoba docenia to co robimy.

      Delete
  2. Replies
    1. Babe mu daruje:) Jakos nigdy nie lubilam bab, sa zwykle suche juz na drugi dzien... hmmm a moze to wlasnie pomysl na tost francuski... musze to przemyslec:)

      Delete
    2. ja w ogóle nie lubię drożdzowego ciasta

      Delete
    3. Lubie drozdzowe, ale nie lubie go robic:) Natomiast te wszystkie babki ucierane i piaskowe czy jak je tam zwa to mnie zatykaja nawet pierwszego dnia;) Nie da sie tego zjesc normalnie na sucho.

      Delete
    4. Wyprobuj drozdzowe dla leniwych. Zawsze wychodzi i nie trzeba sie meczyc z wyeabianiem ciasta.

      Delete
    5. Mam nawet taki przepis Bogusiu, moze faktycznie sie skusze, chociaz nie bardzo mi sie chce, bo na swieta bedzie nas tylko piec osob, wiec i tak nikt nie zje tego wszystkiego:))

      Delete
  3. Jesteś cudownie konsekwentna i masz tego owoce( nawet sześć:p )

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jestem bardzo konsekwentna i nawet bardzo pamietliwa, chociaz tej drugiej cechy nie odkrywam za czesto;) co nie znaczy, ze jak czegos nie przypominam/wypominam to nie pamietam. Pamiec mam czasem za dobra i chyba z tego powodu mam malo przyjaciol ale sprawdzonych. Jak mi ktos podpadnie to juz jest ciezko. Nie brabuk nie bede sie klocic to nie moj styl, ale sie wycofuje i znikam. W takich sytuacjach jestem Skorpionem w pelnej krasie mimo, ze moim znakiem urodzenia sa Bliznieta ale w Skorpionie mam Ascendent, bo sie podobno umacnia z wiekiem.

      Delete
  4. A ja z moim mezem mam czasem tak, ze jak on wie, na czym mi ze sklepu zalezy, a w sklepie nie ma, to kilka potrafi objechac.. ;) A ja sie oczywiscie wkurzam, bo obiad trzeba gotowac (albo juz nawet jesc), a on przepadl.. :p

    Brawa dla Wspanialego! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moj by tez jezdzil np. za korzeniem selera, ktory faktycznie nie jest zawsze w kazdym sklepie, ale te banany to wystarczylo rozrwac torbe i kupic tyle ile prosilam a nie podwojnie:)))
      Moj tez wydzwania ze sklepow, ostatnio prosilam zeby mi kupil kapuste kiszona firmy Boar's Head, dzwonil kilkakrotnie bo mu sie zapomnialo jaka to miala byc firma, a potem bo nie mieli BH i czy moze byc White Rose. Na White Rose sie nie zgodzilam, bo robia fatalna kapuste, wiec pojechal do innego sklepu.
      Tyle, ze u mnie to w najblizszej okolicy mamy 4 duze supermarkety, nawet jak musialby pojechac do wszystkich czterech to i tak wrocilby w ciagu 30-40 minut.
      Mezczyzni chyba w wiekszosci nie bardzo radza sobie z substytutami w kuchni:)))
      Ale wazne, ze chca kupic to o co prosimy.

      Delete
  5. Mi się trafił egzemplarz tak niereformowalny, że słów brak. Ale super, że Tobie się trafił wspaniały :D Za to moje dwa egzemplarze rodzone wymiatają w kuchni, zwłaszcza młodszy, który nawet mnie przerósł.
    Smacznego :) I gratulacje dla Wspaniałego :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Moj pierwszy byl typowym mezczyzna wychowanym na kaleke zyciowa. Nie potrafil NIC ale sie madrzyl i podskakiwal jak przyslowiowa wsza na grzebieniu:)) Drugi nauczyl sie gotowac przy mnie, bo lubil sie krecic po kuchni w czasie gotowania, pomagal, probowal i sie nauczyl.
      Ale tez jego wklad we wspolne zycie byl duzo wiekszy, np. uwazal ze mycie podlogi czy nie daj buk okien to jest praca wyjatkowo meska. No ale jego matka miala dwoch synow i gonila ich do roboty rowno.
      Tak samo jest ze Wspanialym, podobno od malego mial obowiazki przystosowane do wieku.
      Tatek nie raz opowiadal, ze tesciowa nigdy nie sprzatala jego zabawek, juz jako jednoroczny maluch wiedzial, ze wieczorem wszystkie zabawki sam musi wrzucic od kojca zeby sie nie poniewieraly noca po podlodze. Obowiazki rosly razem z nim i sa tego efekty.
      A moj Junior tez swietnie gotuje, jest nawet czesto bardziej kreatywny w kuchni niz ja. A mieso!!!
      Kochana Juniorowi daj kawalek miesa i zrobi Ci taka potrawe ze klekajcie narody.
      Ja za nic na swiecie nie zrobie tak dobrego steka jak Junior, Wspanialy calkiem niedawno nauczyl sie wlasnie od Juniora:))) Ma taki talent do miesa, za to salaty mu zupelnie nie wychodza:)))

      Delete
    2. Mieszkałam w życiu z dwoma facetami. Pierwszy (mąż) świetnie gotował, ale nie sprzątał w ogóle. Nie dlatego że to niemęskie, co jakoś nie miał potrzeby porządku. Drugi - Wiadomy - jest pedantem - więc jak tu mieszkał nie wyszedł do pracy żeby zmywarki nie załadować, miotłą nie machnąć czy śmieci nie wynieść. Za to do kuchni nie wchodził i umiał sobie zrobić tylko kanapkę. Mój syn ma w pokoju taki bałagan, że wejść się nie da. Nie ruszam tam palcem. Raz na pół roku sam ma zryw. Ale gotuje - tak jak jego ojciec. Mam wrażenie, że to jak się zachwoują meżczyźni nie tyle zależy od tego jak ich wychowują matki, ale od tego jaki mieli męski wzorzec w domu. CZyli od tego jak ojciec się angażował.

      Delete
    3. Na pewno tak, ale czy to nie kobiety pozwalaja tym mezom a potem synom kwitnac na kanapie? Ja mysle, ze jednak jak kobieta wymaga a potem docenia to mezczyzna zrobi.
      Znam wiele kobiet, ktore lubia "dogadzac" mezczyznom juz w czasie narzeczenstwa a potem sie dziwia, ze on sie nie rwie do zadnej roboty. Sa tez takie, ze nawet jak mezczyzna cos zrobi to po nim poprawiaja bo one to robia bardziej dokladnie.
      Ja nie poprawiam, jak zrobi niedokladnie to jestem zadowolona i chwale, nastepnym razem zrobi dokladniej:))
      Moj syn jak mieszkal w domu tez mial balagan w swoim pokoju, ja tez nie ruszalam, bo to byl jego pokoj i jego obowiazek. A teraz sprzata, gotuje pierze do spolki ze swoja wybranka. W sumie z tego co mowi synowa to on wiecej gotuje niz ona, bo gotuje lepiej, co ona sama przyznaje.

      Delete
    4. spt, na pewno w sporej mierze, ale mam znakomity kontrprzykład, szwagra - ojciec był obsługiwany przez żonę, i to tak fest, przy stole mu nakładała jedzenie, bo sam nie mógł sięgnąć po półmisek (jadł łaskawie samodzielnie). szwagier gotuje. nie sprząta.

      Delete
    5. Spt i ds, Wy to juz jestescie inne pokolenie w stosunku do mnie, wiec tez pewnie bylyscie inaczej wychowane. Ale ja pamietam jak bylam przygotowywana na bycie zona, buntowalam sie, bo ja generalnie wkurwiona i zbuntowana sie juz chyba urodzilam, ale mimo to wiele z tych "nauk" we mnie wsiaklo co bylo widoczne w pierwszym malzenstwie.
      Lubilam "zrobic cos mezowi", "upiec to co on lubi", "ugotowac jego ulubione danie" bo to bylo tak "z milosci". W drugim malzenstwie gdyby Owczesny sam nie garnal sie do mycia podlog to pewnie powtorzylabym schemat, bo znow bylam szalenczo zakochana i jak on przyjezdzal to pieklam 3-4 ciasta "bo on tak lubi slodkie".
      Czyli w sumie sama pozwalalam na to zeby obydwaj nic nie robili tylko pachnieli najchetniej piwem, a ja zapierdalalam z milosci. Na szczescie sie opamietalam w pore i przynajmniej dziecka tak nie wychowalam.
      Mialam tez przyklad w rodzinnym domu. Mimo, ze moj ojciec robil bardzo duzo to obydwaj bracia byli wiecznie obslugiwani przez mamusie. Potem wymagala ode mnie zebym im prala, prasowala bo "to sa mezczyzni im kiedys zrobi zona, a tobie sie przyda".
      Moj brat do dzis nie wie jak sie ubrac jak mu zona nie przygotuje ubranka, ja bym go juz dawno zabila:)) A przeciez mial tego samego ojca co ja, ojca, ktory pral, sprzatal i robil zakupy.
      Mysle, ze sklada sie na to wiele czynnikow i w kazdym przypadku inne dochodza do glosu, ale jednak nie mozna powiedziec, ze to tylko wina lub zasluga jednego z rodzicow.
      Ja wiem, ze wsrod kobiet istnieje trend na "trzymanie sie w kupie" ale to nie znaczy, ze ta kupa ma byc slepa i glucha na to co sama robi mam nadzieje:)))

      Delete
  6. No ale musisz ten przepis wpakowac koniecznie do internetu, bo nie wiadomo, jak sobie Wspanialy poradzi z przepisem na papierze (moze jeszcze po polsku?) ;)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie mam ani jednego przepisu na papierze, polskich tez niewiele, a juz serniki tylko amerykanskie bo polskie serniki sa z innego sera i sie krusza, a ja lubie serniki bez zadnych grudek.
      Lata temu uparlam sie na polski sernik, bo jakos tak wspomnienia zwyciezyly:) I nie wiem ile razy by ten ser nie mielic, nie przeciskac go przez praske to jednak efekt koncowy nigdy nie bedzie tak gladki jak z amerykanskiego cream cheese. No i narobilismy sie przy tamtym serniku po pachy wszyscy bo i Junior pomagal, a potem kroilam i nie powiem, ze sie sypal, ale nie mial tej konsystencji co moje serniki. No i w ustach czulo sie te malenkie grudki sera... nie. Od tamtej pory wyroslam z polskich sernikow:)))

      Delete
  7. Cudnie ze zjadlas z takim smakiem ciasto bananowe upieczone przez Wspanialego. Taka podwojna radosc, bo ciasto domowej roboty upieczone z miloscia musi byc smaczne, no i duza przyjemnosc dla Wspanialego ze docenilas jego wypiek i jadlas nawet z dokladka.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zjadlam naprawde ze smakiem, bo bylo dobre:) U nas to naprawde nie ma znaczenia co kto robi, w koncu razem mieszkamy, razem zyjemy to nie jest wazne, bo robi sie tak samo dla siebie jak i dla tej drugiej osoby.
      Nie ma walki o dominacje, nie ma walki o udowodnienie, ze jest sie lepszym, ot ja mysle, ze to po prostu partnerstwo.

      Delete
  8. " Moze gdybym miala jak to kobiety w Polsce wyzsze wmagania w wyborze partnerow zyciowych ". to mi się wklepało i to je święta prawda. ale nie tylko w odniesieniu do partnerów, ale rodziców do dzieci. MUSISZ być tym kim ja chcę bo inaczej masz przesrane! ciekawa jestem jak jest w Ciebie. bo oczywiste dla mnie jest, że chęć i potrzeba posiadania wykształcenia, jest podstawą. tylko czy gdy nie idzie to w parze z ambicjami rodziców, robią wojnę domową?
    a Wspaniałemu - niech rośnie i się rozwija, bo dobre dziecko jest :DDDDD

    ReplyDelete
    Replies
    1. LU, ale Ty nie wiesz skad sie wziely te slowa:))) Naprawde idz do Klarki i tam poczytaj:))
      Ja olewam bycie doskonala i rowniez olewam posiadanie doskonalego partnera, w moich oczach oboje jestesmy wystarczajaco doskonali.
      Jesli chodzi o wyksztalcenie to akurat mialam bardzo wysokie ambicje w doborze partnera bo moj maz ma dwa doktoraty, a ja nic:))) I co z tego, on uwaza, ze jestem i tak najinteligentniejsza kobieta na swiecie:)))
      Ja jestem SOBA i wszystko inne nie ma dla mnie zadnego znaczenia, a juz najmniejsze ma dla mnie znaczenie co inni mysla o mnie czy tez moim malzenstwie.

      Delete
  9. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  10. tak sobie myślę,że ten ktoś komentujący u mnie przyszedł stąd ale nie wyrzuciłam bo miałam wielką uciechę kiedy napisałaś o tym guście, natychmiast pojęłam sarkazm a dziewczę jednak chyba nie, po prostu do tej pory gęba mi się cieszy na samo wspomnienie, to było po prostu cudne

    ReplyDelete
    Replies
    1. Klarko, oczywiscie, ze ten ktos przyszedl ode mnie, bo u mnie nie moze wiec kopie gdzie ma okazje:)) A ja jakos sobie z tym radze, moze dlatego, ze wiem doskonale o co takiej osobie chodzi:))
      Tez mi sie geba smieje, bo wiem, ze w takich pyskowkach to raczej ciezko ze mna wygrac a juz na pewno nie dam sie wkurwic:))
      Co innego jak by sie to dzialo tutaj, tak jak dawniej bywalo, wtedy przyznaje, ze nie raz wychodzilam z siebie i stawalam obok:P

      Delete
  11. Star,lofciom Ciem,maupo włochata:)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. I wzajemnie, Margo, wzajemnie ♥♥♥

      Delete

  12. Podziwiam Twój stoicki spokój. Ja po kwadransie wywaliłabym z kuchni :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Oczywiscie, ze mozna wywalic z kuchni i zrobic samej, a potem narzekac, ze maz nic nie robi:))) Mnie sie to wyraznie nie oplaca:D

      Delete
    2. Nie no, jasne, że jak już wywalę to nie powiem, że nic nie robi bo bym skłamała. Robi wiele innych rzeczy, z którymi ja akurat nie dałabym rady. A, że póki co fajnie nam się ta współpraca układa to nie ma powodu zostawiać go w kuchni. Po prostu zachwiało by to tą równowagą :D

      Delete
    3. U nas tez panuje wspolpraca, ja gotuje, on robi cala reszte. Ale czasem jak widac jest zachwianie rownowagi:) Ja jestem naprawde len patentowany, robie tylko to co lubie, gotowac lubie, z tym ze tez nie codziennie. Ale jak Wspanialy ma sie rwie do kuchni to zupelnie mi to nie przeszkadza:)) moge w tym czasie poczytac, pomalowac sobie paznokcie. Tym bardziej mi nie przeszkadza, ze on zawsze po sobie posprzata. Jak by tak wpadl do kuchni, ukrecil cos udane lub nie a zostawil balagan to i owszem na pewno bym gonila od kuchni. Ale to jest taki czlowiek, ze ani go nie widac, ani nie slychac, to niech sobie robi co mu tam w duszy gra:)))

      Delete
  13. I bardzo dobrze, bo ja jutro robię muffinki bananowe , oczywiście bezglutenowe. Zero finezji, najwięcej "pracy" będzie z rozgnieceniem banana widelcem, potem zamerdanie składników łyżką i nałożenie do muffinkowej blachy.Bo ciasta na muffinki nie kręci się mikserem.Jesteś mądrą kobietą, bo chwalisz męża- a pochwała znacznie lepiej motywuje do działania niż jakiś "jazgot".
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Do muffinek jakos nigdy nie dojrzalam, podobnie jak do cupcakes, ale to rzecz gustu, a o gustach sie nie dyskutuje:))
      Zawsze chwale, kazdy lubi byc doceniany i chwalony wiec dlaczego nie, przeciez to nic nie kosztuje:)
      buziam wzajemnie:***

      Delete
  14. Star, zależy w jakim tempie Wspaniały będzie rósł, ale może na Wielkanoc to Mu znacznie wyżej ustawisz poprzeczkę :) Tym bardziej, że jak widać- jest motywacja, jest potencjał :) A ja chlebek bananowy bardzo lubię i co ciekawe- znam go dzięki Agacie, która wylądowała w Ameryce.
    Mój Marcin jeśli chodzi o zakupy... czasem wkurwia mnie do żywego. On chce niby dobrze, wiem to, ale czasami przechodzi samego siebie. Dziś na przykład poprosiłam Go o rukolę. Nie było. To kupił jarmuż. Tak, jarmuż, którego ja NIGDY nie kupuję. Jak nie ma rukoli, to biorę roszponkę, ale mix sałat. I Marcin nie raz przy tym był... No to nie, musiał wziąć ten jarmuż. I teraz chuj wie, co z nim zrobić... Z jarmużem, rzecz jasna :)

    Daj koniecznie znać, czy Wspaniały "rozpiekł" się na całego :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. *albo mix sałat- miało być.

      Delete
    2. No tak czasem bywa, chca dobrze, a wychodzi jak wychodzi. Jarmuz jesli mlody to tez mozesz z niego zrobic salate. Najpierw wymasowac z sokiem z cytryny a potem potraktowac jak kazde zielsko. Na pewno znajdziesz jakis przepis. Ja robilam kilka razy, ale u mnie nie przepadaja za jarmuzem wiec raczej rzadko eksperymentuje.
      Nie, no nie spodziewajmy sie cudow, na pewno sie Wspanialy nie "rozpiecze" ale wazne, ze popelnil cos czego nigdy wczesniej nie robil.
      buziam:***

      Delete
  15. No, nie zawsze niestetyż jest tak prosto, ze jak się chce i umie czytac, to wyjdzie... Ale gratuluję, głownie pana Wspaniałego! Pozdrawiam serdecznie :* ce

    ReplyDelete
    Replies
    1. To nie jest tak, ze sie czyta i nie wychodzi. To wina tych co pisac nie umieja:)) Serio, wiele przepisow jest po prostu sknocone a nie rzetelnie napisane. W obecnych czasach jest duzo, albo nawet bardzo duzo lepiej, ale pamietam te 35-40 lat temu. Czasem to ptaki mialy wieksze zniwo swiatecznych plackow niz my:))) Dlatego mama sie zawsze upierala, zeby piec to co juz "sprawdzone" a dla mnie sprawdzone rownalo sie z nudne i pieklam nowosci dokarmiajac okoliczne ptaszydla.
      Bardzo sie ciesze, ze wreszcie wrocilas na blogowe lono:***

      Delete
    2. Szukalam kiedys przepisu na jakis deser z mango.I pamietam jakis zaczynajacy sie od slow: "Przekroic mango, wyjac pestke.." I juz dalej nie czytalam, bo ten, kto ten przepis wymyslil, moze widzial mango , ale na pewno nie przekroil go i pestki nie wyjal.Bo to sie nie da zrobic--ta pestka jest tak wrosnieta w miazsz mango, ze nawet okroic sie do konca nie daje.
      I wiele przepisow tak wlasnie wyglada, nie ma sensu ich probowac, bo nic z tego nie wyjdzie.Ktos sie chyba nudzil okropnie, no to wymyslal przepisy .

      Delete
    3. Urszula "przekroic mango i wyjac pestke"... padlam ze smiechu:)))

      Delete
  16. Wy oboje jesteście Wspaniali ;-).

    ReplyDelete
  17. Nikt w naszym domu nie lubi bananów. Jedyne co mnie łączy z nimi to nektar bananowy :)
    A Iga zawsze przynosi je z przedszkola. No i też wygrzebałam przepis na placki bananowe z cynamonem...i teraz zajadają się nimi wszyscy :)
    Ach ta potrzeba! ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. A ze mna to jest tak, ze przychodzi okres na banany i wtedy jem jednego dziennie i w sumie to wystarcza na moje zapotrzebowanie potasu. Potem mi mija i nie jem bananow przez kilka miesiecy i wtedy mi potas spada i biore w tabletkach, czyli w sumie banany lepiej jesc:))
      No ale ostatnio od czasu przeszczepu mam odrzut i nie jem, wiec okresowo musze brac tabletki;/

      Delete
  18. He he he, bardzo mi to cos przypomina :-))) Ja czasami tez przewracam oczami, ale jakiego se Chlopa wybralam takiego se mam. Jak chce gotowac niech gotuje, sie wtracac nie bede, chyba ze poprosi zeby cos tam przemieszac bo nie daje rady, ale rzadko prosi. Sprzata po sobie zawsze tak ze nie ma problemu. Uwazam ze najwazniejsze to porozumienie i nie wtracanie sie. Przeciez nie bede mowila ze "o tu, tu kurzu nie wytarles" tylko wezme sciere i sama zetre jak juz nie bede umiala tego zniesc (co sie raczej nie zdarzy). Albo "daj, zrobie to szybciej i lepiej". Nie ma mowy, zebym tak powiedziala, nawet jesli uwazam ze zrobie to szybciej i lepiej.
    Tak ze ja rowniez uwazam, ze jak Chlop cos robi to nalezy go zostawic niech zrobi od poczatku do konca. A w ogole to dlaczego nie ma wszystkiego robic w domu? Jakos robil do tej pory i dobrze bylo, to teraz jak razem zamieszkalismy to ma sie zmienic? Ja gotuje, on sprzata, on gotuje to ja mu pomagam sprzatac. I tak ma byc Star, tak trzymac.
    Wszystkie Leniwe Baby - laczmy sie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja tez nie z tych co wyrywaja chlopu robote z rak:)) Jak chce i nie narzeka to robi. Zreszta on akurat z tych co to nie wyobraza sobie zeby kobieta musiala myc okna, szorowac lazienki czy tez odkurzac oraz zmywac gary. On to wszystko uwaza za meskie obowiazki, mamy zmywarke wiec tu jest latwiej, ale gary te w ktorych sie gotuje to zmywa recznie a nie w zmywarce. Owszem zetrzec kurz z mebli to juz nie bardzo mu sie chce, wiec tu pomagam.

      Delete
  19. U mnie tez monsz piecze chleb babanowy i jest przepyszny. Ciesze sie gdy tylko widze ze banany nam sie starzeja. Ja sie nie wtracam, tylko najwyzej sugeruje aby zrobil dwa bo dla czterech osob taki dobry chleb to za malo. :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Slowem partnerstwo w pelni i to jest najwazniejsze.

      Delete
  20. Bardzo mi się podoba to motywowanie! :))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...