Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, April 20, 2017

Nie mam pomyslu na tytul

Trzy dni mi zajelo, zeby wysluchac nagranie Karoliny Piaseckiej, zony radnego z Bydgoszczy.
Po prostu brak mi slow. Wszystko sie we mnie trzesie.
Ja naprawde nie umialam sobie wybrac meza.
Nie mialam zadnych wymagan, ani ambicji jak mi to podpowiadaja anonimy na roznych blogach.
Maja racje, bo i co to za maz?
Nie bije, nie wyzywa, nie wyrzuca z domu... tragedia nie maz.
A przeciez mialam wczesniej dwoch takich co sie nawet zapowiadali na takiego jak radny Piasecki.
To zamiast dac im szanse rozwoju odeszlam po pierwszej awanturze, bo na mnie sie nie krzyczy.
Oj, Star, zupelny brak ambicji....

Serio, jestem wstrzasnieta. Nie potrafie sobie wyobrazic jak kobieta z wyzszym wyksztalceniem, w dzisiejszych czasach, w cywilizowanym swiecie pozwala sobie na takie traktowanie.
Nie rozumiem tego, naprawde nie rozumiem.
W imie czego? bo chyba nie milosci?
W koncu mieszka w kraju, w ktorym sie urodzila, a wiec chyba wsrod rodziny, jakichs znajomych, przyjaciol, wiec dlaczego?
Ja za pierwszym razem po prostu zabralam dziecko i wrocilam do rodzicow.
Za drugim razem, nie mialam nikogo, ale tez zamiast czekac az sytuacja sie zupelnie wymknie z pod konrtoli ustalilam warunki rozstania i zalatwilam to na tyle wczesnie, ze nie bylo awantur i rekoczynow.
Ale byc moze to wlasnie ja sie nie znam....
Podobno jak to napisala jakas anonimowa czytelniczka u Klarki, zaden polski maz nie pozwolilby sobie na takie traktowanie jak ja traktuje Wspanialego.
Biedny Wspanialy... w dodatku twierdzi, ze jest szczesliwy... on tez chyba bez ambicji....
Moze mu podopowiem zeby mi wpierdol spuscil, moze jeszcze nie jest za pozno.









143 comments:

  1. Przytulam mocno i strasznie współczuję Wspaniałemu, że nie ma zadatków na damskiego boksera ;)
    Mądra z Ciebie kobieta, w końcu dobrze wybrałaś.
    I dzielna.
    Przytulam mocno jeszcze raz.
    To już nie wróci, Star. Udało Ci się.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem, ze mi sie udalo. Ale tez wiem, ze zadna kobieta nie zasluguje na takie traktowanie. NIKT nie zasluguje na takie traktowanie.
      Jedzo nie wiem skad mi sie wziela ta madrosc, bo w koncu za pierwszym razem mialam 22 lata i 4-miesieczne dziecko. Moja owczesna tesciowa poinformowala mnie, ze maja sasiadow, on bije zone systematycznie i ona nie odchodzi, a ja narzekam, ze na mnie krzyczal.
      Nie wiem, naprawde nie wiem, ale moze dlatego, ze w moim rodzinnym domu nie bylo awantur mimo, ze malzenstwo rodzicow tez nie bylo idealne. Byl wzajemny szacunek i ewentualne rozmowy, chociaz teraz wiem, ze tych drugich bylo za malo.
      Moj ojciec byl bardzo spokojnym, cichym czlowiekiem, wiec jak uslyszalam krzyk to uznalam, ze to stanowczo nie dla mnie. Dziekuje wszystkim bogom tego swiata, ze mialam na tyle odwagi.

      Delete
    2. Star, powtarzam się, ale bardzo imponujesz mi swoja siłą i mądrością.

      Delete
    3. Dzieki Repo, przesadzasz, ale za to jak milo przesadzasz ♥♥♥

      Delete
  2. Star moja droga, chciałabym wszystko wyjaśnić w komentarzu, ale nie potrafię mądrze. jestem kobietą z wyższym wyższym wykształceniem naukowym z inteligenckiej od pokoleń, kochającej mnie rodziny i wszyscy moi partnerzy mieszkalni w liczbie trzech, w tym mąż, stosowali przemoc fizyczną i psychiczną wobec mnie. Znosiłam to długie lata w imię strachu- bo przeciez jestem nikim, tak mi powiedzieli, przyjaciele są ze mną tylko dlatego, że mają ubaw za darmo, a rodzina nie ma innego wyjścia. Miałabym dokąd odejść, ale nie odchodziłam, nawet sobie tego nie wyobrażałam. Wszyscy byli alkoholikami( typowe- lekarz pijak). Nie wiem doprawdy co napisać, bo nigdy z nikim normalnym nie mieszkałam i z bagna wpadałam w gówno, a z gówna w szambo.

    ReplyDelete
    Replies
    1. repowoman - doskonale Cię rozumiem, miałam to przez 20 lat w rodzinnym domu (inteligenckim). 30 lat później nadal uważam, że jeśli ktoś mnie pochwali to przez pomyłkę, bo ja z pewnością na to nie zasługuję.

      Delete
    2. Repo, nie potrafie napisac nic wiecej poza tym, ze jest mi bardzo przykro, ze musialas tego doswiadczyc.
      Przytulam i wierze, ze to sie juz nigdy nie powtorzy :***

      Delete
  3. Star, ja mam polskiego męża, i sobie pozwalam:-)) Myślę, że jestem jeszcze gorsza niż ty, ponieważ nie gotuję, nie zmywam, nie prasuję. Kompletnie nie nadaję się na Matkę Polkę. A co do zony posła P. to ją rozumiem. W Polsce w wielu miejscach nadal zamiata się takie sprawy pod dywan i kurwica mnie bierze nagła, jak słyszę, że w Polsce kobiety nie mają żadnych problemów, i są traktowane na równi z mężczyznami. Nie są, a przemoc wobec kobiet jest na porządku dziennym, i nocnym. Największym problemem jest, że często te maltretowane kobiety nie mają się gdzie podziać (głównie dlatego, że nie wiedzą gdzie można się zwrócić o pomoc), działają pod presją otoczenia ("no, wiesz...ale macie dzieci, a rodzina jest najważniejsza / nie ważne, że patologiczna, ważne, że rodzina, którą całe miasteczko widzi co niedziela w kościele)...o matko huto, żeby to wszystko wytłumaczyć musiałabym napisać więcej niż ty tutaj, a to nie uchodzi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pieprzu zaczne od tego, ze narodowosc nie ma tu nic do rzeczy, a napisalam o tym tylko w kontekscie tego, ze w komentarzu u Klarki jakas anonimowa pani napisala do mnie "ale kobiety w Polsce maja wieksze wymagania w kwestii doboru partnera" czy cos na ten styl.
      Przemoc zdarza sie pod kazda szerokoscia geograficzna ja o tym wiem. No ale wiesz, ktos mi koniecznie chcial dokopac, bo moj maz taki... no malo... wygledny:))) a ze dobry to tego nie widac:)))
      Ja gotuje, jak mi sie chce, bo bra buk nie codziennie, ale pranie, sprzatanie, zmywanie po moim gotowaniu, czy zakupy to juz robi Wspanialy. Ja doceniam, zawsze dziekuje, ale on tez dziekuje mi za ugotowanie obiadu czy upieczenie ciasta.
      Po prostu robimy to co ma byc zrobione, on wie, ze ja nienawidze sprzatania, wiec sprzata, bez slowa, bo oboje wychodzimy z zalozenia, ze nie warto sie zmuszac do tego czego nie lubi sie robic.
      Mysle, ze masz wiele racji z ta presja otoczenia, kosciola itp. a dzieci?
      Czy naprawde nikt nie mysli o tym, ze dzieciom nalezy sie szczesliwy dom. Nawet jesli ten dom to niepelna rodzina ale jedno z rodzicow. Czy te dzieci w imie ktorych sie trwa w takim piekle nie zyja w ciaglym strachu?
      No moim zdaniem to wszystko jest postawione na glowie.

      Delete
    2. Zyją i widzę to u moich dzieci, mimo, że lata minęły. To mnie się wydaje, że były za małe, kiedy uciekałam na klatkę schodową z nimi na rekach. Mnie też moja zyciowa głupota i nieporadność przerażają.

      Delete
    3. Repo, poznalam tu dawno temu czlowieka, ktory mi powiedzial, ze jako dziecko modlil sie codziennie zeby jego rodzice sie rozeszli. Chyba do konca zycia nie zapomne jego slow "nakrywalem glowe koldra zeby uciszyc placz i prosilem Boga zeby sie rozeszli".
      Ten mezczyzna byl kolega mojego Owczesnego i w czasie kiedy mi to opowiadal byl juz mocno po 50tce a jednak z tonacji jego glosu czulam, ze to wspomnienie dziecinstwa jest ciagle mocno zywe. Bardzo mi zreszta pomogl w negocjacjach z Owczesnym za co jestem mu wdzieczna mimo, ze od wielu lat nie mam z nim zadnego kontaktu.

      Delete
    4. Moja mama odeszła od mojego ojca jak nie miałam jeszcze 3 lat. Ponoć człowiek pamięta coś od 5 roku zycia, a ja pamiętam jak zimą okryła mnie w pośpiechu chwyconym kocykiem i uciekała z domu. Oczywiście nie pamiętam wszystkiego, ale mam migawki, które mama potwierdziła. Odeszła od niego i wyszła ponownie za mąż a ja miałam normalna rodzinę i kochającego tatę. Moja przyjaciółka nie mogła się doczekać rozwodu rodziców, którzy mieszkali w jednym domu, ale każde miało swój pokój, swoją szafkę w kuchni itp. Postanowili jednak, że "dla jej dobra" do matury się nie rozejdą. Kiedy Anka w końcu zdała maturę rozeszli się, a ona w końcu mogła mieć z nimi normalne relacje - z każdym z osobna. Dzieci więcej rozumieją niż dorosłym się wydaje i nigdy nie będzie szczęśliwe dziecko, którego mama jest nieszczęśliwa.

      Delete
    5. Na pewno słyszałaś nie raz argumentację, że rodzice nie rozwiodą się ze względu na "dobro" dzieci. Większej bzdury nie słyszałam, ale doświadczyłam poniekąd na swoim przykładzie. Moja mama też uważała, że dzieci powinny mieć ojca, tym bardziej, że mam też brata. Mieć ojca... W jakim sensie? Bo chyba nie jako wzór, jeśli mówimy o moim. I tak, bardzo, bardzo często modliłam się, a później już tylko żałowałam, że Oni się nie rozstali.

      Delete
    6. Joanno i Marto, to sa prawdziwe tragedie glownie dzieci, bo dorosli kieruja sie zupelnie innymi emocjami i potrafia w jakis sposob wytlumaczyc sobie wlasne postepowanie. I wlasnie dlatego trzeba o tym mowic i pisac im wiecej takich glosow tym wiecej szansy, ze kolejna kobieta zdobedzie sie na odwage.
      Mnie dzis wszystko boli z powodu tej tasmy, ale postanowilam, ze chociaz na raty, ale wyslucham do konca. Skonczylo sie bolem glowy, zoladka i rzyganiem.
      Wspanialy z Tatkiem pojechali do kasyna, ktore obiecalismy Tatkowi wlasnie na dzis. Wspanialy nie mial pojecia czemu ja mam takie sensacje zoladkowe i chcieli przelozyc ten wyjazd na jutro. Ale ja chcialam byc sama, wiedzialam, ze musze o tym napisac na blogu i bede wracac do tematu, a wiec i sensacje zoladkowe moga mi sie przytrafic. Przekonalam ich i pojechali, a ja moge spokojnie pisac. To znaczy, nie jest to spokojnie, bo po kazdym komentarzu robie sobie przerwe, zeby ochlonac.
      Bardzo to bolesny i trudny temat.

      Delete
    7. Bardzo, ale jak widzisz nadal NIESTETY trzeba o tym pisać i mówić. Polskim kobietom nadal brakuje odwagi i wiary w to, że nie muszą godzić się na taki los. Piszę "polskim", ponieważ nie wiem, jak w tym temacie wygląda sytuacja na świecie. Wiem natomiast jak wyglądała tutaj 30lat temu i wiem, jak wygląda dziś. Tak, dziś. Sama mam koleżankę, tylko rok ode mnie starszą, która żyje pod jednym dachem z takim oprawcą. Muszę Mu jednak oddać sprawiedliwość (czuć ironię??), bo znęca się nad Nią "jedynie" psychicznie.

      Delete
    8. Myślę, że w większości przypadków jak mija zakochanie i oszukiwanie siebie, że to był ostatni raz, że nie o to mu chodziło itp., to najczęściej o pozostaniu przy takim mężu decydują trzy rzeczy:
      1. Wstyd - irracjonalny, ale jednak wstyd, że tak się wybrało, że często o tą miłość walczyło z całym światem a tu takie coś.
      2. Poczucie, że nie mamy prawa zabierać dziecku ojca (zwłaszcza jak dla dziecka jest dobry).
      3. Kwestie ekonomiczne - bo jak byśmy nie zaklinali rzeczywistości i ile wyjątków nie przytaczali, to młode kobiety zarabiają mniej chociażby z powodu tego, że swoją karierę zawodową rozpoczynają od wychowywania dzieci. Nie mówiąc już o tych kobietach, które przerwały pracę i skupiły się na wychowywaniu dzieci.

      Po jakimś czasie następuje zobojętnienie, obniżenie własnej wartości i swoiste uzależnienie od oprawcy. Taką drogę najczęściej wydziałam w takich sytuacjach. Oczywiście nie jest łatwe przerwać coś takiego, ale da się i to jest myśl jaką takie kobiety powinny mieć.

      Delete
    9. Marto, znecanie psychiczne jest moim zdaniem gorsze, mysle tez chociaz nie mam na to dowodow, ze czesto moze byc etapem przygotowawczym do znecania fizycznego. Dlaczego tak pisze? Bo tego akurat doznalam od Owczesnego. Zaczyna sie niby niewinnie od pomniejszania wartosci kobiety, od nasmiewania sie (niby w zartach) jak jej cos nie wyjdzie. Potem najczesciej przepraszanie, ze nie, nie to mialo sie na mysli, ale juz teraz oprwca wie, ze sprawil bol. Nastpenym razem zadaje glebsze rany bo juz wie, ze padaja na przygotowany grunt, ze ofiara systematycznie traci poczucie wlasnej wartosci.
      Tak to dziala.
      Tak przynajmniej wygladalo u mnie, na szczescie sie szybko zorientowalam, albo szybko napatoczyl mi sie odpowiedni program w tv. Program wlasnie o znecaniu sie psychicznym, zaczelam ogladac i w pewnym momencie wszedl do pokoju Owczesny. Stal bez slowa i patrzyl przez (nie wiem moze 5 min) co ogladam, az wreszcie powiedzial "a co ty za durne programy ogladasz" na co ja powiedzialam "wcale nie durne, to jest program o mnie". Wyszedl bez slowa. A dla mnie to byl sygnal, ze to wlasnie odpowiedni moment do odejscia. Pewnie, ze sie balam, kazdy sie boi, ale rzucilam na szale co gorsze i... w efekcie jestem gdzie jestem. Latwo to nie przyszlo, mimo, ze sama pisze i wiele osob uwaza, ze mialam szczescie.
      Tak mialam wyjatkowe szczescie, ze od poczatku bylam na tyle madra, zeby oceniac sytuacje jasno i realnie.

      Delete
    10. Joanno, na pewno masz racje z tymi trzema punktami.
      Tylko co one znacza w obliczu smierci.
      Ja mi ktos (taki Piasecki) mowi wyraznie "jeszcze raz pisniesz i cie ZABIJE.... zakruwie cie szmato glupia" to co oznacza wtedy wstyd?
      I czy to na pewno powinien byc wstyd ofiary?
      Odebrac dziecku ojca?
      TAKIEGO ojca??? Od takiego ojca to trzeba uciekac jak najdalej i jak najszybciej... wlasnie dlatego odeszlam jak Junior mial 4 miesiace, zeby tego nie pamietal, nie przezywal, zeby kiedys nie bal sie wspomnien.
      To nie jest odbieranie dziecku ojca to jest ratowanie zycia psychicznego dziecku!!!!
      Sorry za te wykrzykniki, nie odbieraj tego presonalnie, dla mnie to ogromna roznica. Zreszta Twoja mama zrobila podobnie jak ja.
      Kwestie ekonomiczne sa czesto ogromna bariera wydajaca sie nie do przeskoczenia, ale jak sie sprobuje to sie zawsze okazuje, ze jednak mozna.
      Czesto jest to biedniejsze zycie, na nizszym etapie ale za to bez strachu, szczesliwe.
      Zreszta jak napisalam w notce, kobieta z dyplomem wyzszej uczelni to naprawde nie powinna sie bac o obnizenie poziomu zycia, bo raczej bedzie ja stac dokladnie na to samo i bez oprawcy w domu.

      Delete
    11. Star, oczywiście, że najczęściej najpierw jest przemoc psychiczna. To takie badanie gruntu. Potem granica się przesuwa- padają coraz gorsze obelgi, coraz bardziej realne groźby. Aż w końcu jest pierwszy "łomot", i kolejny, bo na pewno znasz powiedzenie, że jak uderzył pierwszy raz, to uderzy i drugi. I prawda jest taka, że jeśli kobieta nie odejdzie po tym pierwszym biciu (o ile nie zrobiła tego wcześniej), to będzie Jej już potem bardzo ciężko to przerwać.
      Z kolei mam taką refleksję, że generalnie dla mnie przemoc fizyczna nie istnieje bez przemocy psychicznej. Bo choćby gnój jeden słowa nie wypowiedział, to bicie jest nie tylko samym byciem, ale to jest potworne upokorzenie dla tej drugiej osoby. A to już jest dla mnie przemoc psychiczna- wiedzieć, że żyjesz z oprawcą. Jak można potem kłaść się do łóżka, iść na zakupy, na imieniny do znajomych? No jak?! A ludzie tak żyją. W tak popierdolonych układach, że czasem przebijają one filmy sciente fiction. Ale to wszystko, naprawdę, układa się w "logiczną" całość. Choć wiem, że słowo "logika", to tu najmniej pasuje. Taki kat, zanim zacznie tłuc, najpierw robi pranie mózgu swojej ofierze. To jest codzienne wmawianie, że jest do niczego, że sobie nie da rady, że kto ci uwierzy, że gdzie ty pójdziesz, że chyba cię wyśmieją itd. Dzień po dniu, dzień po dniu, do skutku. I naprawdę nie ma znaczenia, czy trafi na kobietę po podstawówce, czy babkę z dyplomami.
      W kwestii tego, czy ktoś zrobi porządek ze swoim życiem, czy nie, to nie ma jednej, mądrej odpowiedzi. Każda z nas przyzna Ci rację, że dobrze zrobiłaś, że powinnaś być wzorem. I każda z nas, które bezpośrednio, czy pośrednio doświadczyła takich sytuacji, powie Ci, że tak powinno to się zawsze kończyĆ.

      Delete
    12. Dlaczego się więc nie kończy? Tak, jak napisałam wyżej, bo ten przykład jest mi najbliższy- dotyczy mojej mamy. Kiedy zaczęło się na dobre (awantury, bicie, picie i inne cuda) moja mama nie pracowała (ojciec zawsze do tego dążył, żeby nie pracowała zawodowo- ciekawe dlaczego, prawda? ), miała już z nim dwoje dzieci. Najpierw oczywiście doprowadził Ją psychicznie do takiego stanu, że kiedy zbliżała się ojca godzina powrotu do domu mama miała rozwolnienie. Potem poszło dalej. Wiem, że teraz myślisz, że jak mając dwoje dzieci mogła nam to robić. Oczywiście, że sama zadawałam sobie to pytanie. Stąd w moim komentarzu to, że próbuję zrozumieć mechanizmy. Dlaczego próbuję? Bo może potrzebuję tego dla siebie? Kocham mamę, jestem z Nią bardzo mocno związana, może chcę Ją usprawiedliwić? Pewnie tak- my dzieci z takich rodzin nie jesteśmy do końca normalni. W każdym razie było już tak, że była obdukcja, były ucieczki z domu po nocach ze mną (mój brat chował się pod kołdrę i udawał, że nic się nie dzieje...), był na pewno strach, który odebrał Jej zdolność racjonalnej oceny sytuacji... Nie było tylko wsparcia, zapewnienia ze stronY Jej mamy, brata, że sobie poradzi, że Jej pomogą... Co ciekawe- małżeństwo babci było niemal idealne. Bez krzyków, awantur, bicia... To nie tak, że mama, czy ja zwalamy winę na babcie. Absolutnie nie. Wiem jednak, że moja mama była takim typem kobiety, która tego wtedy bardzo potrzebowała. Żeby ktoś wziął Ją za rękę i powiedział, że nie może tak dalej żyć, że sobie poradzi, musi tylko zrobić ten pierwszy krok, że może będzie trudno, że może coś straci (mam na myśli kwestie materialne), ale zyska o wiele więcej. Mimo, że ja babcię pamiętam jako bardzo postępową kobietę (pisałam kiedyś o Niej na blogu), to widzisz- uważała, że przecież mama i ojciec to rodzina, są dzieci... Tak, tak- brzmi irracjonalnie, ale w takich sytuacjach mało co nie jest irracjonalne. Wiem jedno, że ktoś kto siedzi w tym gównie, rzadko kiedy myśli realnie i może prawidłowo ocenić sytuację.

      Mogłabym tak pisać bez końca, bo to tak wielowątkowo temat... Napiszę tylko, że moja mama uniezależniła się od ojca, nie rozwiodła, ale od lat ze sobą nie żyją. Mieszkają pod jednym dachem, łączy ich tylko więź ekonomiczna. Moja mam znalazła radość i szczęście w dzieciach i wnukach... Jasne, że to nie zastąpi tego, jak mogła żyć. Ale na wybory, a raczej brak wyborów, na jakie kiedyś się zdecydowała, to i tak dobrze. Ojciec po zgłoszeniu sprawy na policję więcej Jej nie uderzył. Psychiczne znęcanie trwał jeszcze długo, niby się skończyło, ale myślę, że przez to, że mama nadal z nim mieszka, gdzieś to nadal w Niej siedzi.
      Za tydzień mama kończy 60lat. Wiem, że żałuje. Obie wiemy, że za późno. Życie mamy jedno. Niestety, nie da się go powtórzyć z lepszymi decyzjami, z większą odwagą...

      Delete
    13. Marto, dziekuje i przepraszam jeszcze raz za tamten pierwszy komentarz. Naprawde nie musialas tego wszystkiego pisac. Ja wiem jak to dziala, wiem, ze kobiet mojego i Twojej mamy pokolenia, ktore sie wyrwaly jest niewiele. Przykre jest, ze niestety niewiele sie zmienilo w spolecznej reakcji na takie zachowania. Jak dzis przeczytalam ten artykul o Annie to sie zalamalam na nowo, kobieta jest po rozwodzie, wszystko sie ciagnie latami i ciagle nie jest bezpieczna. System bardziej chroni oprawce niz ofiare, to jest chore!!!
      Kochana ja nie oceniam a juz na pewno nie oskarzam tych kobiet, zdaje sobie sprawe z faktu, ze niewiele brakowalo a bylabym jedna z nich. To nie one sa winne, kazda z nich robi zapewne to co uwaza za najlepsze wyjscie z sytuacji tak dla niej jak i dla dzieci.
      Problemem jest system, ktory nie stworzyl warunkow pomocy dla takich kobiet. TO jest najwiekszy problem jak widze.

      Delete
    14. Star, ja nie odniosłam wrażenia, że Ty oceniasz te, które nie miały dość siły. Może Ich nie rozumiesz i do tego masz oczywiście prawo, bo byłaś w takiej sytuacji, ale nie czuję tego, żebyś oceniała. Wiem również, że nie musiałam, ale choć to wszystko było tyle lat temu i teraz pozornie jest dobrze, to wszystko to tkwi gdzieś tam w człowieku, i jeśli można dołożyć swoją cegiełkę do tak ważnej dla nas wszystkich dyskusji, to czasami warto te rany nawet rozgrzebać. Słusznie piszesz, że w Waszym pokoleniu normą było tkwienie w takim domowym bagnie, nie wystawianie go na światło dzienne. Inna mentalność wtedy była. Teraz, mimo, że nadal się zdarza (NIESTETY), to jednak mam wrażenie, że rzadziej. Co istotne, kobiety owszem- zamiatały sprawy pod dywan, nie obnosiły się ze swoją sytuacją, ale dzieciaki już takich oporów nie miały. Nie uwierzyłabyś ile w mojej klasie w podstawówce, około 30osobowej, było takich rodzin jak moja- na pierwszy rzut oka normalnych. Takie czasy, chciałoby się rzec, tylko strach trochę, bo zabrzmi to, jakby było to normalne. A nie było. I za to jedno jestem mojej mamie wdzięczna, że nigdy mi nie wmawiała, że tata Ją kocha, tylko się zdenerwował/miał zły dzień/itp. Zawsze wiedziałam, że to co robi jest złe, mama o tym ze mną rozmawiała, tłumaczyła mi... Nie potrafiła mi natomiast wytłumaczyć, dlaczego nie wyprowadzimy się do babci, mimo, że bardzo Ją o to prosiłam. Wiesz, jak patrzę na moją mamą- tę od jakiegoś czasu, a przypominam sobie tamtą kobietę, to mam wrażenie, że ktoś Jej po prostu mózg wyjął...

      Odniosę się jeszcze do Twojego innego komentarza do mnie. Tak, system jest chory. Tak, chroni oprawców, a nie ofiary. I tak- ja też mam wrażenie, że nikt z tym nic nie robi. Ja wiem, że w sytuacji kiedy trzeba ratować siebie, swoje życie, dzieci, to nie powinno mieć to żadnego znaczenia, ale powiedz- dlaczego kobieta ucieka, opuszcza, wyprowadza się ze wspólnego mieszkania? Dlaczego to od Niej się wszyscy odwracają? Kobiety powinny czuć przede wszystkim wsparcie, wiedzieć, że jest dla Nich realna pomoc, a nie tylko pierdolenie bez pokrycia. Taka kobieta jest tak zastraszona, tak zaszczuta, że jeśli ktoś Jej nie powie, że ma dach nad głową, że ma pracę, że ma opiekę nad dziećmi, że może już czuć się bezpieczna, to często nie odejdzie. Nie wiem, czy masz jeszcze siły psychiczne i fizyczne, ale na szczęście, na wielu blogach ten temat został podjęty. Jeśli masz ochotę, przeczytaj jak wygląda interwencja policji w sprawie przemocy domowej, niżej wstawię link.

      Delete
    15. http://gimikiss.blogspot.com/2017/04/to-juz-byo-ale-niestety-zawsze-na.html

      Delete
    16. Marto, dziekuje. Dopiero dzis rano przeczytalam, bo nie mialam czasu, a tej notki nie da sie "przeleciec" to trzeba naprawde solidnie przeczytac.

      Delete
    17. Powiem Ci, że bardzo przeżyłam tamten wpis. Moja mama miała akurat to "szczęście", że temat przemocy seksualnej Jej nie dotyczył, a niestety przemoc fizyczna i gwałty bardzo często idą w parze.


      Jakkolwiek to teraz zabrzmi, ale po tym całym ładunku emocjonalnym, który uwolnił się tu w komentarzach, chyba wszystkie czekamy teraz na raport z wizyty Tatka :*

      Delete
    18. Masz racje chyba czas napisac cos o Tatku:**

      Delete
  4. Nie wyobrażam sobie bym mogła choć pięć minut zostać w domu, w którym mąż podniósłby na mnie rękę lub zwracał się do mnie per ty ku...o. Gdy wychodziłam za mąż miałam raptem 21 lat i "niedoszłe małżeństwo za sobą". I ten niedoszły związek, który trwał 2 lata, otworzył mi oczy i wyleczył z naiwności- bardzo skutecznie. Ale mój niedoszły mąż nie miał zacięcia na damskiego boksera, jedynie mnie raz jeden oszukał. I to wystarczyło bym natychmiast otrzezwiała i za niego nie wyszła. Po prostu przewartościowałam swoje oczekiwania wobec przyszłego partnera.Bolało, ale jeśli ktoś mnie robi w konia w okresie narzeczeńskim to naprawdę trzeba się nad tym zastanowić. Jak wiesz jestem z moim osobistym mężem kopę lat i z ręką na sercu mogę powiedzieć, że trafiłam jeszcze lepiej niż gdybym wygrała grube miliony w totku.
    Mojemu to się należy chyba jakiś medal, że wciąż jeszcze ze mną wytrzymuje, bo raczej wredna z natury jestem.
    Buziam;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Anabell, kolejne podobienstwo miedzy nami:)) Ja mialam 20 lat jak wyszlam za maz, 21 jak urodzilam Juniora i tuz po 22 urodzinach odeszlam. Masz racje, takie wydarzenia nalezy analizowac i z gory w sumie wiadomo, ze tu sie nic nie zmieni na lepsze, a wrecz przeciwnie bedzie tylko gorzej.
      Nie wierze, ze jestes wredna:)) O mnie tez niektorzy tak mowia lub mysla, ale chyba nasi mezowie wiedza najlepiej jakie jestesmy:)) Na pewno nie sa z nami ze strachu.
      buziam:***

      Delete
    2. No jestem wredna, np. zawsze się wydzierałam gdy się spóżniał, a ja już go widziałam na marach, w rozbitym samochodzie. W końcu któregoś dnia dałam mu okazję by znalazł się w mojej skórze- po prostu pojechałam samochodem na zakupy i złośliwie wróciłam dopiero po 3 godzinach a powinnam była wrócić najdalej po godzinie.
      Gdy mi robił w domu wyrzuty,że się strasznie denerwował "poleciałam" jego tekstem - ależ uspokój się,
      a co mi się miało stać, przecież jestem. To było wredne, ale skuteczne.
      Szybciutko miałaś Młodego, ja poczekałam z macierzyństwem 12 lat.

      Delete
    3. Eeee taka wrednosc to nie wrednosc:) to po prostu danie mozliwosci posmakowania wlasnej medycyny:)
      Ja chcialam miec dziecko tak bardzo, ze gdyby zajscie w ciaze zajelo wiecej czasu to nie jestem pewna czy bym komus nie ukradla dzieciaka:))

      Delete
  5. Gdy mi zdarzyło pisać o tym problemie, jeszcze nim wybuchła afera z radnym, uświadamiano mnie, że wyolbrzymiam problem i mam skłonności do przesady. Mój ojciec był damskim bokserem, ale to nie była inteligencka rodzina, co w niczym nie zmienia faktu, że matka to pokornie znosiła. Bo to chyba nie problem inteligencji a jakieś cholernej tradycji i totalnego zakłamania.
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Asmodeusz, sklonnosci do przesady, mowisz? Pewnie wszystko sie da wytlumaczyc, doczytalam, ze pelnomocnik radnego powiedzial, ze ta tasma to jego "rozpaczliwe wolanie o milosc".
      Masz racje, ze to nie jest kwestia inteligencji lub jej braku, to chyba raczej strach i brak poczucia wlasnej wartosci.
      Dziekuje, ze zabrales glos i wzajemnie pozdrawiam.

      Delete
    2. Tak, wołanie o miłość i "tylko" cztery taśmy, czyli jakiś geniusz wyliczył, że to w zasadzie (Boże, słyszysz to i nie grzmisz!!!) to jedna awantura na rok, czyli wszystko w normie...Są kłótnie, awantury i to co się działo na tej taśmie. Także, choćby była jedna, TAKA awantura przez 10lat, to myślę, że "tylko" tyle powinno wystarczyć.
      Mam tylko nadzieję, że przez medialność tej sprawy, choć mały odsetek ofiar przemocy domowej spróbuje zmienić swój los. Bo oto właśnie w tym chodzi, żeby mówić, napiętnować, dać kobietą żywe przykłady, że można, ale też-co najważniejsze, dać im narzędzie do zmiany swojego życia. Kobiety muszą mieć gdzie pójść, muszą mieć pracę, muszą mieć realne, namacalne wsparcie.

      Delete
    3. Dokladnie o to chodzi, takie dyskusje powinny wywrzec presje na rzad, zeby wreszcie cos z tym zrobil. Odwodnik pisze nizej, ze Polska ciagle nie podpisala konwencji antyprzemocowej.
      Ciekawe dlaczego?
      Kogo chronia?
      Na pewno nie bite kobiety i dzieci.

      Delete
  6. Anonimowa czytelniczka u Klarki sama pewnie regularnie dostaje po ryju, wiec nie rozumie, jak mozna baby nie bic i jak baba w ogole moze z chlopem dyskutowac, stawiac jakies zadania (rzondania) czy warunki, skoro chlop ja utrzymuje. Przy okazji nie ma dokad pojsc, bo katolicka mamusia jej nie przyjmie, tylko kaze swoj krzyz dzwigac i cierpiec w milczeniu.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ha, anonimowa czytelniczka to maly pikus. Czy uwierzsz, ze ja tu mialam dwie takie "kolezanki", ktore przyjechaly do nas z wizyta i oczywiscie w czasie mojej obecnosci zrobily Wspanialemu dwu-godzinny wyklad pod tytulem co nalezy do obowiazkow zony i czego powinien ode mnie wymagac.
      Nie przeszkadzalam tylko sie grzecznie przygladalam, one gadaly jedna przez druga a Wspanialy grzecznie sluchal. Jak skonczyly to tylko zapytal "ale dlaczego ona mialaby to wszystko robic skoro tego nie lubi, nie musi i ja nie oczekuje? gdybym chcial gosposie to bym wynajal i zaplacil, a ja chcialem zone i mam".
      Stwierdzily ze jest niereformowalny i wiecej sie nie udzielaly, ale tez przestaly bywac i nas zapraszac:)))

      Delete
    2. nie wierzę!!!
      Ktośprzyjeżdża do ciebie do domu i mówi Wam jak życ???!!!

      Delete
    3. Nie ktos, tylko kolezanki Rodaczki:))) Nie mogly zniesc, ze ja nie musze, wiec postanowily wziac sprawe w swoje rece. Troche im nie wyszlo, ale trzeba im przyznac, ze probowaly:))

      Delete
    4. jakoś nie mieści mi się to w głowie..
      nieraz wydaje mi się, że wiem lepiej, jak żyć
      ale nie wyobrażam sobie, zeby to komuś sugerować... zwłaszcza będąc w gościach....

      Delete
    5. Jak sama nizej napisalas, ludzie sa rozni:))

      Delete
    6. Ha ha ha! Musiałaś mieć niezły ubaw z takimi koleżankami!! :-)

      Delete
    7. Czasem nawet zaluje, ze sie poddaly i juz nie nauczaja:)))

      Delete
  7. wiśta wio, łatwo powiedzieć...
    nie każdą kobietę stać na to, żeby uciec w odpowiednim momnecie

    sama mając doświadczenie z domu wiedziałam, że nie wyjde za alkoholika

    ale doskonale znam mechanizm uzależnienia od partnera
    nigdy nie oceniam innych kobiet
    ja bym uciekła, wiem
    ale ja to ja
    a inni to inni

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie jestem pewna czy "oceniam" to odpowiednie slowo. Jest mi jej cholernie zal a jednoczesnie nie rozumiem czym sie kieruje kobieta godzac sie na takie traktowanie. Dosluchalam wreszcie dzis do konca tego nagrania i ona tam przyznaje mu racje, przyznaje sie do winy.
      Jaka to ona popelnila wine wobec niego?
      Cala Europa krzyczy o braku rownouprawnienia muzulmanskich kobiet a jednoczesnie przyzwala sie na takie traktowanie kobiet w kraju, ktory jest ponoc pod tym wzgledem cywilizowany.
      Jesli fakt, ze nie rozumiem tego mechanizmu to ocenianie to sie zgadzam, oceniam.

      Delete
    2. myślę, że nie chodzi o ocenianie, a już z pewnością nie o osądzane - ważna jest rozmowa o takich rzeczach, aby kobiety których to dotyka wiedziały, że nie są same, jedyne, że ktoś inny też tak miał i się uwolnił, że dał radę. Moja mama jak odeszła niebardzo miała dokąd wracać. Miała matkę z którą miała złe relacje, z powodu miłości rzuciła szkołę więc nie miała wykształcenia, była biedna. Wróciła jednak do matki narażając się na wiele złego, poszła do wieczorowej szkoły, poszla do pracy - plewiła kląby w zakładzie pracy w której mój tato był młodym inżynierem. Długą drogę przebyła aby być tu gdzie jest, drogę ciężką i okraszoną wieloma cierpieniami i chorobami. Jest przykładem na to, że się da.

      Delete
    3. nie każdy człowiek jest silny, nie każdy ma wsparcie
      ja byłam w szoku, jak się dowiedziałam o skali przemocy domowej w LUX
      w jednaym z najbogatszych krajów swiata
      i religia nie ma tu absolutnie znaczenia
      ja sama często oceniam w sensie - nie rozumiem...
      ale trzeba czasem być na miejscu tego kogoś, żeby umieć zrozumieć


      Delete
    4. Joanno, dziekuje. Wlasnie o to mi chodzi, ze nawet jak pozornie nie ma wyjscia to zawsze jakies jest. Pewnie, ze nie jest latwo, ale serio co w zyciu jest latwe?
      Mnie tez nie bylo latwo wrocic do rodzicow, ktorzy od poczatku byli przeciwni temu malzenstwu, ale mialam dziecko i wiedzialam, ze ktos musi byc odpowiedzialny za jego zycie i wychowanie.
      Nie wiem, naprawde nie wiem skad bylo mnie na to stac w wieku 22 lat i bez dyplomu wyzszej uczelni. Dodatkowo ciagle kochalam meza. Pamietam proces podejmowania decyzji i pamietam, ze zwyciezyla odpowiedzialnosc za dziecko, nie myslalam wtedy o sobie. Wiedzialam tylko, ze jak zostane to z czasem bedzie jeszcze gorzej a dziecko zacznie rozumiec co sie dzieje w domu.
      Pamietam do dzis plakat, ktory zobaczylam stojac w kolejce w aptece. To byl obraz pustego pokoju, w kacie stalo wstraszone dziecko, lzy plynace po buzi i napis "tatusiu nie bij mamusi".
      To byl chyba ten przewazajacy szale moment, wiedzialam, ze za rok czy dwa jesli nie odejde to bedzie moje dziecko.

      Delete
    5. Rybka, nie mowimy o bogactwie kraju, nie mowimy o wyksztalceniu, nie mowimy o religii, mowimy o patologii a ta nie zna ani narodowosci, ani wyznania ani nie jest zalezna od wyksztalcenia.
      Ja wiem, ze nie kazdy jest silny, wiem, ze nie kazdy ma wsparcie, ale tez wiem, ze wiekszosc milczy zamiast powiedziec, ze potrzebuje pomocy.
      To nie jest zaden wstyd poprosic o pomoc, nikt nie ocenia slabosci charakteru, bo wiadomo, ze charaktery sa rozne. Ale czy naprawde trzeba tak cierpiec i skazywac na cierpienie dzieci udajac ze wszystko jest w porzadku?

      Delete
    6. A nawet jak sie ma wsparcie to nie zawsze się odchodzi i nie zostaje sie dla dobra dzieci...tylko ja, na przykład, nie wyobrażałam sobie zycia bez mojego byłego, owszem, stosował przemoc, ale wtedy, gdy był trzeźwy i w formie jakież zycie z nim było fascynujące i piekne!
      Wiem, jestem pieprznięta:p

      Delete
    7. Moim zdaniem nie wolno dopuszczać do takiej przemocy. Trzeba wiać. Zastanawiam się tylko dlaczego to tak nie działa. Dlaczego kobiety nie wieją.

      Delete
    8. bo wierza, że jeszcze będzie przepieknie?
      bo boją sie samotności i poczucia klęski?

      Delete
    9. Repo wcale nie jestes pieprznieta. Jest zupelnie naturalnym, ze czlowiek w sytuacjach kiedy chwieje sie grunt trzyma sie rzeczy stalych. Tak jak tonacy zlapie galaz drzewa tak kobieta mysli, rozpatruje i trzyma sie kurczowo tych pieknych dni i chwil, bo one SA. Co do tego nie mam cienia watpliwosci.
      Wiesz tak naprawde to zanim moj pierwszy maz, wydarl na mnie paszcze (po pijanemu) tak ze zabralam dziecko, zapakowalam do wozka i w srodku nocy pomaszerowalam do rodzicow. Zanim to sie stalo to byly inne niepokojace sygnaly. Wlasnie picie, czego ja nigdy wczesniej nie widzialam, ja nie mialam zielonego pojecia co sie robi z pijanym mezczyzna, albo czego sie nie robi, bo nigdy wczesniej nie widzialam pijanego mezczyzny. Wiec jak wracal pijany to ja sie balam, ale nastepnego dnia byl trzezwy i mily, malo tego wiedzial, ze wczoraj przedobrzyl to przynosil bukiet roz w zebach i znow byl kochany.
      A ja myslalam "OK, teraz wiem, ze czasem chlop wypije, ale to mija i nie ma o co wznosic rabanu" Innym razem uciekl z domu jak nastolatek na cala noc i uwazal, ze to tez normalne. Ja ucieklam na inna noc i wydawalo mi sie, ze tym zalatwiamy swoje porachunki, ale dotarlo tez do mnie, ze uciekanie na noc bedzie niemozliwe jak bede miala dziecko. Wtedy owszem on moze uciekac, ale ja juz nie!!! Niesprawiedliwe, prawda. Potem zaczely sie niby narazie drobne sprzeczki, ale bolesne. Chociaz czy one byly naprawde drobne? Nie wpuscilam do domu jego kolegi z wodka i kazalam spierdalac skad przyszedl i juz bylam winna, bo jak moglam tak potraktowac jego kolege? To on mnie potraktowal trzema dniami milczenia, zupelnej niepewnosci gdzie jest i co robi.
      Nie, ciagle nie krzyczal i ciagle nie bil.
      Ale juz przez miesiace byly wlasnie takie punkty zapalne, one wzbudzaly we mnie mase watpliwosci.
      Nie potrafilam sobie z tym poradzic, bo ciagle kochalam i ciagle byly przeciez te fantastyczne momenty, cudowne dni itp.
      Wreszcie zaczelam notowac. Pamietasz PRL-owskie kalendarzyki kieszonkowe?
      Poswiecilam sobie taki kalendarzyk na zaznaczanie analizy kolejnych dni. Jakos podskornie czulam, ze nie potrafie podjac decyzji majac taki metlik w glowie i skupiajac sie tylko na tym co dobre, a to zle w obliczu milosci uciekalo z pamieci bardzo szybko.
      Postanowilam wiec, ze codziennie wieczorem przeanalizuje tylko dzisiejszy dzien i zaznacze O jako znak zostania i X jako znak odejscia. Analizowalam tylko jeden dzien, nie wracajac do tego co bylo wczoraj, tydzien temu czy ewentualnie co sie moze wydarzyc za miesiac.
      Akurat po mniej wiecej dwoch miesiacach kiedy nastapila ta awantura zreszta na moje szczescie w obecnosci mojego brata. Kiedy on szalal w jednym pokoju drac morde i rozbijajac szkliwo ja siadlam w drugim i przeliczylam moje O i moje X po czym spokojnie spakowalam dziecko i poprosilam brata zeby pomogl mi bezpiecznie wyjsc z domu.
      To wszystko.... ciagle kochalam... i ciagle byly proby przebaczenia... ale juz na odleglosc... nie wrocilam. A on z kolei nie wytrzymal tak dlugo starania sie na odleglosc.
      Jestem przekonana, ze gdybym sie podlamala i wrocila to na pewno dostalabym solidne lanie.

      Delete
    10. Dlaczego kobiety nie wieją? Myślę, że dużą rolę odgrywa to też fakt, że taki bydlak, jak nie bije i się nie pastwi, to jest do rany przyłóż. Żałuje, przeprasza, snuje wizje jacy to będą szczęśliwi... Mój ojciec tak robił. Cały czas podkreślając mamy winę i odpowiedzialność jaka na Niej ciąży za to ich przyszłe szczęście miodem i mlekiem płynące. Kobiety, które przerywają takie życie mają tak namieszane w głowach, że często oddział zamknięty to za mało.

      Delete
    11. Znam te opowiastki. Nie wiem jakim cudem wpadlam na pomysl zaznaczania dni w kalendarzyku, naprawde nie mam pojecia skad mi sie to wzielo, ale wiem, ze ten pomysl uratowal mi zycie.
      Gdyby nie te systematyczne jednodniowe decyzje, tez nie potrafilabym podjac konkretnej decyzji rozpatrujac calosc, za bardzo bylam zakochana, za bardzo chcialam wierzyc i za bardzo czulam sie odpowiedziana za szczescie rodziny, cokolwiek to ostatnie nie znaczylo.

      Delete
    12. Star dokładnie tak! U mnie w rodzinie nikt nigdy nie pil i w związku nie miałam pojęcia, co mnie czeka z alkoholikiem.Na dodatek alkoholik lekarz nieustannie zabija Twoja podejrzliwośc argumentami medycznymi- przecież pracuje z pacjentami więc nie jest pijakiem, kontroluje to, psychiatra wie to samo co i on itp.Miarą mojego uzaleznienia niech będzie fakt, że nadal tęsknie, chociaż mija prawie 10 lat .

      Delete
    13. Repo niestety tak to dziala. Ja bym pewnie tez do dzis tesknila jak nie za pierwszym to za drugim gdybym uparcie nie szukala wlasciwego i nie trafila na Wspanialego.
      Z tym lekarzem to masz absolutnie racje, nie wpadlam na to, znaczy, nie polaczylam tych faktow w Twoim przypadku. Repo blagam Cie probuj sobie to jakos przepracowac, marnujesz zycie, a jeszcze tyle przed Toba, jeszcze tak wiele dobrego moze sie wydarzyc.

      Delete
    14. Twoja historia i Wspaniałego daje mi nadzieję.

      Delete
  8. No nie wiem Star, nie wiem... Może Ty się lepiej upewnij, że Wspaniały naprawdę jest taki szczęśliwy. Może On sobie tylko wmawia :D
    A tak serio- nie słuchałam tego nagrania i nie zamierzam. Wystarczy mi, naprawdę, że czytałam. Wystarczy mi również, że jako dziecko doświadczałam co prawda przez krótki czas, dość podobnych sytuacji... I wiesz co? Moja mama się nie rozwiodła do dziś. Mimo, że też mieszkała w kraju, w którym się urodziła, miała tu rodzinę, miała dzieci, za które była odpowiedzialna... Myślę, że to jest dużo bardziej skomplikowane, niż powinno być. Bo zgadzam się, że powinno być krótkie cięcie. Czasami jednak, kiedy rozmawiam z mamą o tamtych latach, nie rozumiem oczywiście Jej argumentów, ale staram się bardzo zrozumieć mechanizmy. One są bardzo irracjonalne, ale są. I pewnie dziś, jako 60letnia kobieta moja mama też widzi absurdy swoich decyzji. Na pewno żałuje, że wtedy zabrakło Jej odwagi, że nie zaryzykowała... Choć zostanie u boku ojca też była ryzykiem, moim zdaniem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mam naprawde za ciasny umysl na akceptacje takich mechanizmow.

      Delete
    2. Marto, przepraszam, ze tak "sucho" odpowiedzialam. To nie jest tak, ze ja nie mam zadnych emocji na ten temat. Mam i to bardzo wrazliwe i chyba dlatego sie bronie przed zrozumieniem.
      Wybacz:***

      Delete
    3. Star, rozumiem, naprawdę. Jest duża różnica między próbą zrozumienia, a akceptacją. Zresztą sama wiesz, że w komentarzu ciężko czasem oddać to,o co naprawdę człowiekowi chodzi. Mam teraz dosłownie minutę przed pracą, więc też krótko.

      Delete
  9. Moja corka tez modlila sie w skrytosci zeby rodzice sie rozwiedli. Tak ze tego... Sama bylam taka kobieta, ktora sie nie rozwiedzie, bo jej malzenstwo ma byc przykladne i idealne. Dla ludzi. A brudy pierze sie we wlasnych czterech katach i nikomu nic do tego co sie w domu dzieje. I rodzina jest najwazniejsza i trzeba byc razem dla dobra dzieci.
    A tak naprawde to sie balam. Rozstalismy sie w bardzo zlych okolicznosciach i caly tamten czas to gorzej niz koszmar. Skonczylo sie na tym ze nienawidze czlowieka i mysle o nim (jesli juz musze) jak najgorzej. A moglo byc inaczej, gdybym tylko miala wczesniej odwage odejsc, uciec, zostawic tego gnoja.
    Star, ja inteligentna jestem, wyksztalcona i poukladana, ale on tak mnie zmanipulowal ze naprawde nie wiedzialam gdzie jest prawda a gdzie matrix jakis i nie wiedzialam ze mozna zyc inaczej. Wydawalo mi sie ze tak maja wszyscy, bo przeciez ja z nikim tak naprawde nie rozmawialam, ja nigdy nie mialam zadnych problemow, wszystko bylo zawsze dobrze. Najbardziej sie wkurzyla po wszystkim moja mama, ze ja tak wszystko ukrywalam. Ale nie umialam inaczej.
    Potrzebowalam kilku lat i terapii u psychologa, bo nie wiedzialam co sie ze mna dzieje, a wiedzialam ze cos nie gra. A bylam tylko zmanipulowana i zastraszona, ot co. Wciaz jeszcze czasami odczuwam tego skutki, ale w tej chwili leze sobie w lozku a Chlop mi robi herbatke. Naczynia juz pozmywal :-) Bo moje samopoczucie jest najważniejsze i tyle w temacie. Jak ktos moglby mnie pokochac, gdybym sama siebie nie kochala?
    Rozumiem takie kobiety bo sama taka bylam. Juz na szczescie nie jestem, a niestety dla tych kobiet jedyna rada to uciekac od typa, jak najszybciej i jak najdalej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dobrze ze sie w pore zdobylas na odejscie. Ja tez myslalam, ze sobie z tym sama poradze. Moja mama czula, ze cos "jest nie tak" i nawet miesiac przed moim odejsciem zapytala mnie czy jestem szczesliwa. Zbylam ja szybko, ze owszem i dodalam, ze na temat mojego malzenstwa nie bede dyskutowac z nikim, nawet wlasna matka. A miesiac pozniej zapukalam do drzwi i zapytalam czy mnie przyjma z dzieckiem.
      Tez mysle, ze jest latwiej dla dzieci jesli i przyszlych stosunkow w wychowaniu wspolnego dziecka jesli malzonkowie sa na tyle dojrzali, ze potrafia sie rozejsc w pore. Ale to sie niestety rzadko zdarza, wiekszosc probuje ratowac to co juz jest nie do uratowania.

      Delete
    2. Ach i napisalas jedna bardzo swieta prawde. Najpierw trzeba kochac siebie, dopiero wtedy mozna oczekiwac milosci od innych. Tak to naprawde dziala.

      Delete
  10. Podobnie jak Ty, nie rozumiem jak można się godzić na taką rzeczywistość. Ale widać takich przypadków jest wiele. Ja jestem "na gorąco" po przeczytaniu książki młodego polskiego pisarza Zygmunta Miłoszewskiego pt. "Gniew" (jest autorem równie dobrych, sfilmowanych nawet książek: "Uwikłanie" i "Ziarno prawdy"). "Gniew" to właśnie powieść, kryminalna właściwie, o przemocy domowej. Aż w głowie się nie mieści, że tak może się dziać. A widać może... W każdym razie przy okazji warto sięgnąć do Miłoszewskiego. Zdolna bestia :) Pozdrawiam! Zosia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ogarnia mnie przerazenie, ze takie rzeczy sie ciagle dzieja i ze kobieta nie ma gdzie isc. Wiem Polska wlasnie podpisala ustawe o przemocy w rodzinie, ale oczywiscie ustawa zostala zrownana z blotem z ambon i rowniez jak widac jest przyzwolenie spoleczne na takie ekscesy.
      Nie wiem ale jak zyje w Stanach gdzie owszem szalency lataja z bronia i zabijaja kogo popadnie tak nigdy od ponad 32 lat nie widzialam regularnego mordobicia.
      Dziewiec lat temu, pojechalam do Polski i juz pierwszego dnia byla napierdalanka piesciami a dwoch Walczacych Bykow tarzalo sie po chodniku. Nikt nie reagowal - normalka. Tylko ja spieprzalam w podskokach na druga strone ulicy trzesac sie ze strachu.
      Wiem, wiem, piesciami trudniej zabic niz bronia palna. Ale akcji z bronia palna tez nigdy nie widzialam, wiem, ze sa, ale nie bylam swiadkiem.

      Delete
  11. Trudno coś napisać na temat tak trudny. Nie obejrzałam/posłuchałam nagrań, bo mnie na to psychicznie nie stać. Wystarczą cytaty, od których przewraca się w żołądku i kręci w głowie.
    Przemoc jest wszędzie, w każdym kraju i w każdym człowieku. Uległość wobec przemocy też gdzieś w nas siedzi.
    Straszne mam wątpliwości, czy w ogóle komentować, bo chyba musiałabym napisać tekst co najmniej tak długi jak twój wpis, a pewnie i tak bym się plątała w zeznaniach.
    Mnie na szczęście taki chłop nigdy się nie przytrafił, ale nie mogę wiedzieć ze 100% pewnością, jak zachowałabym się w podobnej sytuacji. Tego się nie da wymyśleć.

    W ludziach dużo jest frustracji, która objawia się agresją wobec słabszych. Czy to jest żona, dziecko, pies, pracownik czy jakiś"inny" to właściwie nie ma większego znaczenia. I rośnie cierpienie.
    Tak czy inaczej, żaden człowiek nie zasłużył, by być w taki sposób traktowany.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agniecho, dlatego uwazam, ze po dwoch malzenstwach, z ktorych kazde mialo szanse dojsc do takiego etapu a moze nawet skonczyc sie tragicznie uwazam, ze mam prawo o tym pisac.
      Dalam rade, niech caly swiat wie o tym ze MOZNA!!!

      Delete
    2. Tak jeszcze po raz ostatni przegladam komentarze i mnie naszlo;)
      Agniecha, ja rozumiem frustratow, ale niech sobie taki frustrat powyrywa samoczynnie klaki ze lba, niech se oko wydlubie, niech se reke do lokcia ogryzie niech sam walasny bebech rozetnie i wywala flaki... moze jeszcze wziac mlotek i walic nim we wlasny leb lub inne czesci ciala.
      Wtedy powiem, tak ten czlowiek faktycznie nie radzi sobie z wlasna frustracja i trzeba mu pomoc.
      Ale jak ktos bije slabszych?
      To niestety ale tylko zrobilabym mu wszystko co wypisalam wyzej i jeszcze odciela leb i nasrala w korpus.

      Delete
    3. Potrzymam Ci ten korpus, żeby łatwiej było wycelować.

      Niektórym łatwiej jest bić słabszego, niż sobie robić krzywdę.
      Ja wiem, że Ty wiesz, że ja nikogo nie próbuję usprawiedliwić. Zrozumieć chcę.



      Delete
  12. a o co chodzi? bo ja nie w temacie. w mydłach siedzę, gotuję, piekam, mieszam, chłodze i tworzę. swoje mydła robiem ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. LU, rob te mydla jak Ci tak dobrze idzie tylko prosze jak napisze cos politycznego np. o idiocie Trumpie to tez nie przerywaj zajec w mydlarni, bo raczej tez nie wiesz o co chodzi.

      Delete
  13. Kiedy bylam mloda i ciagle panienka czesto myslalam i mowilam jak bardzo sie dziwie dlaczego kobiety nie odchodza od okrutnych mezow. Duzo czasu uplynelo, zanim zrozumialam mechanizm tego uzaleznienia ponizanej kobiety od potwora-meza, i nie wlasne doswiadczenia, bo moj byly maz szanowal wszystkie kobiety a tym bardziej mnie, ale ogolnie zycie, a ile tego jest w literaturze, pamietam czytalam i plakalam nad tymi kobietami, bite a potem on obiecuje ze juz nigdy nie uderzy, przeprasza, zreszta ona juz jest tak skolowana ze mysli ze to jej wina, bo przeciez cos tam niepotrzebnie powiedziala, i nagle jest dobrze kilka dni, moze wiecej, az znowu jest jakas sytuacja i znowu ona cos powiedziala, wiec jej wina ze znowu ja bije, wyzywa, bywa przeciez za zabije. Tak jak Iwona wyzej napisala, kobiety sa tak manipulowane ze robi sie zamkniete kolo. Czesto taki sadysta swiadomie wybiera na zone taki rodzaj kobiety, ktora bedzie latwo manipulowac, taka grzeczna, potulna. Wspolczuje tym kobieta i chyba trudno im pomoc, wytlumaczyc ze musza odejsc, bo moze ktoregos dnia wlasnie zabic, a jak one ciagle kochaja tego potwora?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wiem, ze to tak dziala. Wiem rowniez, ze mialam moze szczescie a moze na tyle rozumu, zeby szybko wyczuc te manipulacje.
      Ktos powie UDALO Ci sie. Nie wiem, ja twierdze, ze nic mi sie nie udalo, sama sobie wypracowalam sila rak, woli, umyslu itp.
      Oczywiscie ciagle kochalam, wyzej o godzinie 7:22 AM napisalam dokladnie w komentarzu dla Repo na temat mojej historii.

      Delete
    2. Wlasnie przeczytalam co napisalas o 7.22am, mimo ze bylas tak bardzo mloda i kochalas, potrafilas odejsc, to bylo nie tylko madre ale i dojrzale. Nie wiem na czym to polega, ze kiedy sie zaczyna ten potwor w nim odzywac, kobiety nie maja tej sily, decyzji zeby odejsc, potem sa juz tak zniewolone ze nie mysla logicznie i coraz trudniej jest cos zmienic.

      Delete
    3. Marigold, do dzis nie potrafie powiedziec skad mi sie wziela ta madrosc i dojrzalosc w tak mlodym wieku. Nie wiem, naprawde nie wiem, jedynie dziekuje wszystkim silom ziemskim i niebieskim, ze tak wlasnie mna pokierowaly.

      Delete
  14. Dużo tu już napisano na TEN temat i ja nie mam nic nowego do dodania, bo pewnie bym się powtarzała. Trawi mnie tylko pytanie - skąd się biorą te potwory? Dziedziczą, uczą się od taty (ale i matki bywają różne…), od kolegów, z TV…? Bo chyba ich nie sieją jak zboża? I jednak myślę, że najwięcej biorą z rodziców i tego co w domu widzą, czego słuchają i jak są traktowani.

    Co zaś do wszelkich życzliwych i ekspertów od cudzego szczęścia i sposobów współżycia - wiem coś o tym, bo i ja nie jestem rozumiana. Jak ja tak mogę być zadowolona i szczęśliwa, kiedy moje małżeństwo nie wygląda tak, jak inni sobie wymyślili? Przecież już dawno powinniśmy się rozstać, bo on z Indii, lata po świecie i często go nie ma. Większość dokoła już się rozwiodła (nawet po 2 razy), a my już prawie 10 lat razem i aż boli, że na siebie nie wrzeszczymy, nie mamy pretensji, nie wyzywamy się, że tata nosi na rękach swoich synów, szaleje z nimi, obściskuje i całuje, że mamę szanuje i ma ją za gwiazdę (no, tu akurat to Ty jesteś Star, ha ha). Na szczęście moja bliska rodzina już przejrzała na oczy i wie jak jest, ale mam np takiego kolegę, który nieszczęśliwy w kolejnym związku, nie może zrozumieć, jak ja TAK mogę żyć - z mężem, którego nie mam non stop przy sobie. A ja mogę tak żyć i nic nikomu do tego. Dawno przestałam tłumaczyć. Poza tym, każdy potrzebuje czego innego do tego tzw szczęścia, prawda?

    Znam z autopsji złe małżeństwa - z pobliskiego podwórka - i ten temat jest dla mnie bliski i trudny - jak chyba dla każdego - zwłaszcza kobiety jak ta Karolina.

    Eh.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Amisho, oczywiscie, ze najczesciej to przyklad z domow rodzinnych, ojciec leje matke, wiec syn mysli, ze tak trzeba. Nikt nie walczy z tym, ze takie byczki juz w szkolach znecaja sie nad slabszymi i tak sobie ta przemoc kwitnie.

      Co do faktu, ze ludzie nie moga zrozumiec jak Ty mozesz byc szczesliwa to ja mialam to samo dopoki mialam jeszcze polskie znajomosci. Nawet pisalam wyzej w odpowiedzi dla Anny Marii P. ze mialam dwie takie "kolezanki" rodaczki ktore sie poswiecily i przyjechaly do nas do domu, zeby tu na miejscu uswiadomic mojego meza, ze "obiad to ma byc swiezy na stole codziennie kiedy on wraca z pracy a nie z zamrazarki", ze "prasowanie, sprzatanie, pranie to prace kobiece a nie meskie"
      Skad sie to bierze??? :))))
      Zawsze jak o tym mysle to mi sie przypomina ta slawna "modlitwa Polaka" z filmu Barei:)) "zeby mu krowa zdechla, zeby mu sie corka skurwila... itd"
      Pilsudski powiedzial "wspanialy narod tylko ludzie kurwy" i chyba mial racje.

      Delete
  15. Star, nikt sobie oprawcy za męża nie wybiera, to nie jest takie proste. Piekło wciąga powoli a wyrwać się z niego trudno. Rodzina i przyjaciele nie zawsze w porę zauważą, że coś złego się dzieje. Poza tym każdy ma inny próg odporności. Wypowiedzi kobiet, którym udało się uratować, pokazują mechanizm a my zamiast wyostrzyć zmysły na przemoc wokół nas, chętnie oceniamy ofiarę ("czemu nie odeszła?", "widziały gały co brały", "ja bym odeszła" itp)
    Godzą się, bo się boją. Boją się tak bardzo, że nie umiesz sobie tego strachu wyobrazić. Boją się nie bez powodu. W Polsce ginie z rąk partnerów około 500 kobiet rocznie a rząd i prezydent nie chcą ratyfikować konwencji antyprzemocowej.
    Ja nie wysłuchałam tego nagrania do końca, nie dałam rady. Ale czytałam ostatnie wypowiedzi Piaseckiego, który przeprasza, płacze i zapewnia, że kocha żonę nad życie. Zachowanie tłumaczy alkoholem i prowokacją. To mi się bardziej w głowie nie mieści, że jest miejsce w debacie publicznej na takie idiotyczne tłumaczenia, że sie je przyjmuje jako stanowisko "drugiej strony".


    ReplyDelete
    Replies
    1. Odwodnik, nie bede sie powtarzac, poczyaj moje komentarze pod ta notka. JA WIEM jak to DZIALA ja w tym ZYLAM. Czy myslisz, ze moje dwa malzenstwa rozpadly sie bo mezowie mnie nosili na rekach i mi sie znudzilo?

      Zgadzam sie, ze najgorsze z tego wszystkiego, ze zezwala sie na takie publiczne szopki z przepraszaniem, placzem i zaklinaniem. Juz czytalam, ze jego pelnomocnik powiedzial, ze "nagranie jest wolaniem Piseckiego o milosc".
      Pewnie "nienawidze cie dziwko... zakurwie cie glupia suko jak jeszcze raz pisniesz... itp."
      Ilez w tym milosci....

      Delete
    2. Nie czytałam komentarzy, tylko na gorąco notkę skomentowałam. Nie wiem jak się rozpadły twoje, ale ja jestem "ta wariatka co uciekła od męża chociaż jej nie bił". Uderzył mnie raz i odeszłam. I NIKT mnie nie wspierał, ani rodzina ani przyjaciele. Nie dlatego, że mam paskudną rodzinę i przyjaciół tylko dlatego, że jedno uderzenie w naszym społeczeństwie to nie jest powód do tego, żeby rezygnować z małżeństwa. W gębie wszyscy mocni, ale jak w życiu partnerkę uderzy najlepszy przyjaciel, ukochany brat, syn, ceniony szef to się znajduje dla niego tysiąc usprawiedliwień a dla niej tysiąc rad.

      Nie jest łatwo odejść i rozumiem to. Z wiekiem wyczuliłam się bardziej na przemoc. Jak przyszła do mnie posiniaczona przyjaciółka i tłumaczyła, że "on jej nie uderzył, on tylko szarpnął, popchnął, ona się zatoczyła na szafkę, nie chciał, niepotrzebnie się wdawała w dyskusję, widziała, ze jest zdenerwowany". Przyjaciółka się rozwiodła, ale tez w oparach absurdu, że "takie dobre małżeństwo". Ofiary biorą winę na siebie a oprawcy mają poczucie krzywdy.Głupią obdukcję trudno w Polsce zrobić. Na rozprawie rozwodowej mąż przyjaciółki zeznawał z pełnym przekonaiem, że NIGDY jej nie uderzył. Piasecki w mediach "woła o miłość". Wierzę, że jest szczery. Dopóki nie nauczymy się rozumieć tych kobiet, nie pomożemy im.

      Delete
    3. Odwodnik, trudno dyskutowac jesli nie czytalas komentarzy a ja z kolei nie mam sily sie powtarzac. Za duzo mnie ta cala historia kosztuje zdrowia. Mnie tez zaden skurwysyn nie uderzyl, bo nie czeklam az uderzy, tylko jak wydarl morde to odeszlam.
      Ja czytam kazdy komentarz bo kazdy wnosi cos nowego do dyskusji.
      Napisanie komentarza tylko na podstawie przeczytania krotkiej notki to naprawde niewiele i w sumie w tym przypadku naprawde niewymierne.

      Delete
    4. Przeczytałam komentarze. Zawsze czytam:)tylko tym razem najpierw skomentowałam a potem przeczytałam. Widzę w komentarzach, że mamy podobne poglądy więc nie ma nad czym dyskutować. Facet powinien ponieść konsekwencje a kobieta jest dla mnie bohaterką, że jednak zdobyła się na odwagę.
      Wiesz, że on wniósł o rozwód z orzeczeniem jej winy? Wyobraź sobie jak bardzo musi się czuć "w prawie". Widzę też w komentarzach, że kilka osób nie rozumie jak ona mogła to tak długo znosić. Takie "nierozumienie" nie pomaga.

      Najgorsze, że takich sytuacji jest więcej, dużo więcej. Jestem pewna, że każdy z nas zna co najmniej jedną bitą kobitę i nie reaguje. Nie reaguje bo: nie wie/nie wie jak/ kobieta odrzuca pomoc/boi się. Niepotrzebne skreślić. Wścieka mnie, że przy tym nie podpisujemy konwencji antyprzemocowej.

      Delete
    5. Wiem, ze mamy podobne poglady na sprawe:)))

      Widzisz a mnie cos z ta konwencja nie pasuje, bo mialam wrazenie, ze cos tam Polska podpisala w kwestii przemocy w rodzinie, slyszalam, ze ambony grzmialy przeciwko... czyli cos mi sie wyraznie pomerdolilo.

      Delete
    6. odwodnik z tym brakiem reakcji otoczenia to też jest różnie. Mam przykład z życia wzięty - byliśmy z mężem lata temu na jakimś disco. Siedziałam przy stoliku przodem do miejsca w którym siedziała 4 znajomych (2 pary). Nagle zobaczyłam, że jedna para się kłoci i facet uderzył kobietę - ich znajomi się odwrócili. Mój mąż zauważył, ze jestem czymś przejęta i mnie zapytał o co chodzi. Zgodnie z prawdą powiedziałam mu, ze facet chyba uderzył kobietę. Tomek jest przeczulony na punkcie agresji wobec kobiet więc od razu się podniósł i chciał reagować. Poprosiłam go aby się opanował i żebyśmy zgłosili to do ochrony (nie chciałam aby się narażał). Niechętnie ale się zgodził. Poszliśmy do ochrony i powiedzieliśmy co się stało. Ochroniarz chciał już podejść kiedy okazało się, że ta para wychodzi. Przy szatni ochroniarz zapytał faceta czy moze chce się zmierzyć z kimś kto ma z nim szanse. Facet wyskoczył do niego, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić leżał na ziemi. I w tym momencie wkroczyła ONA. Pominę wyzwiska jakimi uraczyła nas i ochronę, ale do ochroniarza wyskoczyła z łapami (paznokciami). Zebrała ukochanego z podłogi w wtulona w niego wyszła z lokalu. Innym razem mój mąż spędził całą noc ze swoją koleżanką na komisariacie aby złożyła zeznania na swojego faceta - rano poszła i wszytko odwołała... Niestety ale takich przypadków mieliśmy więcej - np. nienawiść sąsiadów po tym jak wezwaliśmy policję słysząc jak mąż leje żonę i dzieci - i nie tyle jej męża co... jej. Nie mówię aby nic nie robić, ale w życiu nie będę się narażała na niebezpieczeństwo (lub nie pozwolę by mój się narażał).

      Delete
    7. Joanna, doskonale rozumiem i nawet się z Tobą zgadzam. Napisałam, ze jednym z powodów braku reakcji jest to, że kobieta odrzuca pomoc. Odrzuca naprawdę z tak wielu powodów, że aż nie chce mi się o tym pisać, bo to temat na całe studium psychologiczne. Nadal jednak to nie jest wina tych kobiet, że dostają łomot. Ja tak samo jak wy reaguję i dzwonię na policję jak jestem świadkiem. I masz rację, zdarzyło się, że reakcją była wrogość i odrzucenie. Przede wszystkim jednak jak dziewczyna mi mówi, że ją ktoś uderzył, nakrzyczał na nią wyzwał itp to NIE MÓWIĘ - "przesadzasz, pewnie był zdenerwowany, on taki nie jest" tylko WIERZĘ JEJ.

      Delete
  16. Star, przeczytalam jeszcze raz komentarze, bo pamietalam ze mnie ruszylo wczesniej 'nie wierze!!!' '..nie miesci mi sie w glowie', bo ja wierze i miesci mi sie w glowie, ja to mialam w Polsce, ciotki, kuzynki, kolezanki blizsze i dalsze zawsze lepiej wiedzialy co ja powinnam a co nie, jak zyc, jak sie ubierac, jaka fryzura, jaki chlopak i tym podobne, to byl jeden z powodow ze opuscilam Polsce, bo doslownie dusilam sie, nie pasowalam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marigold, bo niestety tak w Polsce bylo i z tego co czytam tu i owdzie to czesto jeszcze jest. Wszystko mmusi byc pod akceptacje otoczenia, sasiadow, kosciola itd.

      Delete
    2. Dzis w NaTemat przeczytalam artykul o Annie, ktora walczyla, w zasadzie ciagle walczy z bylym mezem damskim bokserem i mowi, ze jak ujawnila swoje dokumentujace nagrania to wiekszosc znajomych odwrocila sie od NIEJ. Tego nie rozumiem, ludzie odwrocili sie od niej... tak jak by to ona zrobila cos zlego. To jest skandaliczne.

      Delete
    3. To jest Polska, Star... I powiedz jak kobiety mają walczyć o siebie? No jak? Kiedy nawet część otoczenia Cię nie wspiera, a wręcz dobija. Taka kobieta nie myśli normalnie i kiedy zdarzają się takie sytuacje, Ona utwierdza się w przekonaniu o tym, co słyszałam przez ostatni czas- że jest głupia, do niczego itd...

      Delete
    4. Że to jest prawda, że mąż miał rację... Tu trzeba mieć naprawdę bardzo silną determinację i chęć, wolę zmiany, żeby się nie wycofać, żeby walczyć o siebie, o swoje życie.

      Delete
    5. Marto, to nie tylko Polska, jestem przekonana, ze poza cywilizowanymi czesciami Stanow jest dokladnie tak samo. Myslisz, ze gdzies gdzie dom od domu dzieli 30 km jest inaczej. Tam rednecki pierdola nie tylko wlasne corki ale i kury i wszystko sie zgadza.

      Delete
    6. Star, to co piszesz o Annie ze ludzie odwrocili sie od niej jest straszne. Czyli nic nie zmienilo sie w Polsce w traktowaniu pokrzywdzonych przez otoczenie. Tak pamietam rozne zyciowe historie zgwalconych kobiet, dziewczyn, zawsze byla to ich wina, bo po co poszla z nim, jak byla ubrana, wrecz prosila sie o ten gwalt i dokladnie ludzie odwracali sie od niej. Nie moglam tego pojac, gwalciciel stawal sie pokrzywdzonym, bo policja (milicja), bo sprawa w sadzie, ona stawala sie przez ludzi ta zla, ta co krzywdzi 'biednego' gwalciciela. Doslownie bylo wspolczucie dla niego, a ona byla wykleta.

      Delete
    7. Star, bo w Polsce nadal zasada Anieli Dulskiej panuje: brudy pierze się we własnym domu.

      Delete
  17. Nie sadze, ze jakakolwiek ko´bieta jest az tak wielbicielka maso, ze daje sie poniewierac dzien w dzien. Ale wiele kobiet jest zaleznych i uzaleznionych od mezów/ partnerów. Byc moze nigdy nie staly na wlasnych nogach, nie czja sie na silach, samej dzwignac swoje i zycie dzieci, tutaj kwestia edukacji ma duze znaczenie. No i sa tez kobiety, dla których licza sie jedynie portki, i te, które definiuja swoja wartosc poprzez posiadanie partnera, jakim by nie byl on czlowiekiem. To sa czasami bardzo silne wiezy, trwania w takim zwiazku. Oczywiscie to chore, ale w przypadku takich kobiet, taka choroba jest nieuleczalna, bo one nie wierza w istnienie lekarstwa...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Po dwoch dniach dyskusji juz zupelnie nie wiem co napisac.
      Mysle, ze czynnikow wplywajacych jest bardzo wiele, problem w tym, ze one niekoniecznie musza miec znaczenie. Gdyby to bylo takie latwe to pewnie juz dawno daloby sie zdiagnozowac i mielibysmy na to tabletke.

      Delete
  18. Ja zrobiłam 3 podejścia i wysłuchałam w całości. Na słuchawkach, wbijając pazury w fotel. I zwymiotowałam.
    Mam wrażenie, że nigdy nie wyleziemy w całości z jaskini i zawsze ktoś będzie maczugą napierdzielał słabszego. Żonę, na ten przykład.
    I powiem Ci, że gdyby mój cudny Poślubiony choć raz spróbował mnie uderzyć - to w te pędy skończyłoby się rozwodem. Bo można się kłócić, nawet z hukiem, ale... tłuc i dawać się tłuc to już mi się w głowie nie mieści.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja w sumie wysluchalam w trzech odcinkach i tez dostalam rozstroju zoladka. Mysle, ze nikt o zdrowych zmyslach nie moze przez to przejsc za pierwszym razem.

      Delete
    2. Ja wysłuchałam fragmentu. Widze że na całośc potrzebuje jeszcze ze dwóch podejść

      Delete
  19. Z kloceniem moze byc roznie, przynajmniej ja tak to widze, bo jezeli padaja wyzwiska wyslane wrecz z nienawiscia to jest zle, to jest przemoc. Czasami bywa tak ze nie jest to wlasciwie klotnia tylko ostra wymiana zdan, wyglada jak klotnia, bo glosy sa podniesione, tutaj bym dala na obrone, ze sa osoby majace (czasami) problem kontroli sily glosu, najwazniejsze nie obrazac, nie ponizac drugiej osoby.

    ReplyDelete
  20. Typ meski, ktory chce miec zone, ofiare, taka na ktorej bedzie mogl sie znecac psychicznie i fizycznie, potrafi sie swietnie maskowac, najpierw gra role zakochanego i czulego, wiec nie ma znaczenia w jakim wieku sa i jak dlugo znaja sie, zreszta on zawsze publicznie bedzie wygladal na najlepszego meza pod sloncem.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marigold, tak jak napisalam wyzej w odpowiedzi do Lucy czynnikow wplywajacych na takie zachowania po obu stronch moze byc wiele. One moga, ale nie musza miec znaczenie. I masz racje jest wiele malzenstw "przykladnych" ktore jak sie jednak rozwodza to wprowadzaja w zdumienie cale otoczenie, bo przeciez tacy porzadni ludzie i zawsze pod raczke do kosciola. Co sie dzieje w czterech scianach to czesto koszmar.
      Smutne to wszystko...

      Delete
  21. Myślę, że wpis z tego bloga daje odpowiedz, dlaczego.
    http://malvina-pe.pl/post/raz-jej-w-zeby-raz-jej-w-nos-piasecki-nagranie-pis

    ReplyDelete
    Replies
    1. Eulampio, dziekuje bardzo za ten link. Naprawde doskonale opisana historia. Dziekuje.

      Delete
    2. Cieszę się, że przeczytałaś, bo lepiej wytłumaczyć nie mozna, dlaczego kobiety tkwią w złych związkach. Ty nie pozwoliłas na złe traktowanie, bo miałas dobrego, normalnego ojca, wrzaski i poniżanie to nie Twoje klimaty. Czar prysł i nie miałaś złudzeń. Pozdrawiam z Georgii, u nas zaczął się już sezon truskawkowy, zebralam z 15 kg. na polu.

      Delete
    3. OMG!!! Tyle truskawek??? az sobie nie potrafie wyobrazic. U nas beda truskawki pewnie za miesiac.

      Delete
  22. Jego adwokat wymyślił, że to było "wołanie o miłość"!
    Ja rozumiem, że prawnicze sztuczki i kruczki, że obrona klienta, ale żeby się do tego posunąć, to już się w mojej głowie nie mieści!!!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, tez tak mysle, ale pieniadze nie smierdza podobno. Czesc prawnikow szmaci sie obrona takich klientow dla pieniedzy, czesc dla popularnosci. Tu chyba niestety nie bedzie ani jednego ani drugiego, bo presja spoleczna jest jednak wielka.

      Delete
  23. Oj Star, zdecydowałaś się na bardzo trudny temat. Przeczytałam Twój post dwa dni temu, ale chyba musiałam go trochę przetrawić, więc dopiero piszę. Przeczytałam teraz sporą część komentarzy i widzę, że sporo dziewczyn myśli podobnie do mnie. Piszesz: "Nie potrafie sobie wyobrazic jak kobieta z wyzszym wyksztalceniem, w dzisiejszych czasach, w cywilizowanym swiecie pozwala sobie na takie traktowanie." Rozumiem, że nie potrafisz sobie tego wyobrazić, bo każdy widzi rzeczywistość trochę przez pryzmat swoich doświadczeń. Ty byłaś na tyle silną kobietą, żeby do podbramkowej sytuacji nie dopuścić, ale znam mnóstwo kobiet, które w sobie takiej siły nie mają. Z róznych powodów. A to same pochodzą z patologicznej rodziny i mają poczucie własnej wartości na poziomie chodnika, a to zwyczajnie nie mogą dokąd pójść. Są też takie, które wolą zakryć siniaki makijażem, a na zewnątrz opowiadać, jakie to mają cudowne małżeństwo, bo przecież co ludzie powiedzą. Tyle ile kobiet na świecie, tyle różnych sytuacji. Współczuję im wszystkim, nawet jeśli niektórych nie rozumiem, albo faktycznie myślę że są głupie, tkwiąc w takich związkach.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Paulino, notka w tym przypadku ma szczegolne zadanie, ma otworzyc pole do dyskusji. Gdybym napisala wszystko co potem wyszlo w komentarzach to nie byloby dyskusji, bo wystarczyloby przyklsnac i nie byloby nic wiecej do dodania.
      Ja wiem, ze ten problem jest bardzo zlozony i nie da sie go rozpatrywac tylko krancowo, tu jest oprocz czarnego i bieli cala gama innych kolorow. Chodzi o to, zeby one wszystkie ujawnily swoja obecnosc w dyskusji. Temat jest tak powazny, ze nie wystarczy napisac co sie o tym mysli, trzeba pobudzic dyskusje. Im wiecej osob zabiera glos na taki temat tym wieksza szansa, ze trafia on do szerszej publicznosci.
      Byc moze czytalas tylko komentarze czytelniczek, a ominelas moje bo uznalas ze nie ma w nich nic nowego. Jesli tak bylo to trudno...

      Delete
    2. Star, ale ja się w 100% zgadzam, że ważna jest dyskusja. Toteż, wyraziłam i swoje zdanie :)

      Delete
    3. tu się podepnę, jeśli pozwolicie.

      tez wydało mi się, że każdrego "po prostu" jest sprawą indywidualnie skomplikowaną mniej lub bardziej... tu chyba trudniejsza jest decyzja od czynu.. a na te decyzje składa się właśnie to o czym piszesz Paulina.

      mnie zadziwiło nie to, że "ta inteligentna kobieta...", lecz za postawa jej bliskich, którzy namówili ją na pozostanie czy powrót do męża... czyli napotkała przysłowiowe "znikąd pomocy".

      nadal nie przesłuchałąm i prawdopodobnie nie uda mi się przez to nagranie przebrnąć.

      Delete
  24. Przeczytałam wywiad w 1/3 potem trafił mnie szlag jasny. Ted w życiu uderzyłby mnie tylko raz: pierwszy i ostatni. Wyszłabym tak, jak bym stała w locie łapiąc Młodą. Oraz biedaczyna bardzo przypomina Wspaniałego, czuje się w swoim domu gospodarzem, a nie panem i władcą.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dreamu, bo my to jestesmy takie hetery co to maltretuja biednych wystraszonych chlopczykow:)))

      Delete
    2. Haha, wystraszony chłopczyk, chyba mu to powiem, to się ucieszy 😊

      Delete
    3. Dreamu sie nie smieje. Serio u Klarki w komentarzach jedna anonimowa czytaczka napisala cos w stylu "ja to wspolczuje temu Wspanialemu, nie dosc, ze musi wszystko robic to mu jeszcze Star nic nie kupi, powiedzcie czy ktorys z waszych mezow pozwolilby sobie na takie trktowanie".
      Z tego wyraznie wynika, ze Wspanialy musi byc postrzegany jako maly chlopczyk, bo przeciez dorosly mezczyzna to sam zarabia i sam sobie kupuje, a nie czeka na wredna zone:))))

      Delete
  25. U mnie w domu rodzinnym byla przemoc, ojciec byl alkoholikiem, zylam w wiecznym strachu, w jakim bedzie nastroju, czy bedzie sie darl o pierdoly. Bicia mamy co prawda nie pamietam, ale mozliwe ze ukrywala to przed nami. Pamietam natomiast jej slowa, jak byla na mnie wkurzona za balagan - Zobaczycz, nauczysz sie porzadku jak cie chlop bedzie napierdalal - Tak, to slowa mamy. Zmarla na raka w wieku lat 50, a ja pamietam ze pomyslalam, ze przynajmniej nie musi sie juz z ojcem meczyc. Po latach, podejrzewam ze ojciec ma jakies niezdiagnozowane zaburzenia psychiczne, ktore sam leczyl alko.
    Zaraz po maturze ucieklam od domu jak najdalej, bo az zagranice, na studia.

    Podejrzewam ze mama nie odeszla od ojca, ze wzgledow finansowych. Sama nigdy nie pracowala bo on tego nie chcial, zarabial wystarczajaco na dosyc zamozne i wygodne zycie.
    I tu zaczynam sie zastanawiac gdzie jest ta granica miedzy tym ze kobieta boi sie ze sobie nie poradzi sama finansowo, a gdzie jest jej tak wygodniej.
    Mam dwie znajome w zwiazkach z oprawcami. Jednej maz zlamal reke i nos, druga kiedys mojej obecnosci maz zwyzywal od dziwek, i ze - ja zapoerdoli jak jeszcze raz to zrobi - , a wrocila z wizyty od lekarza godzine pozniej niz przewidywal. Pierwsza 4 razy, w srodku nocy dzwonila do mnie czy moze przyjechac, bo znow ja pobil. Oferowalam jej za kazdym razem pomoc, ze moze u mnie zostac dopoki sie nie odnajdzie, ze pomoge jej wszystko zalatwic ( bo sama po 10 latach w UK nie miala konta w banku, nie zna angielskiego ). Za kazdym razem, na drugi czy trzeci dzien on przepraszal, dawal jej kilka stow " na cos ladnego" a ona wracala, twierdzac ze sama sobie z jedna marna pensja nie poradzi. Notabene jej pensja wplywala na jego konto.
    Za 4 razem powiedzialam jej ze jesli chce odejsc, pomoge jej ze wszystkim, ale jesli wroci do niego, niech mi wiecej dupy nie zawraca, bo mialam wrazenie ze mnie to wiecej nerwow kosztuje niz ja. Ja po takiej akcji dochodzilam do siebie tygodnie, a ona tydzien pozniej usmiechnieta w wypasionej sportowej furze twierdzila ze on sie juz zmienil.
    Obie twierdzily ze " on tak z zazdrosci i milosci" i zobacz jak o mnie dba.
    Ja odeszlam od majetnego faceta, " jak stalam", bo mnie zdradzal. Nie bylo i nadal nie jest mi latwo finansowo, ale jestem niezalezna.
    Po drodze mega problemy z psyche, jestem bipolar, wiec latwo nie bylo i nie jest.
    Tak wiec, mam mieszane uczucia jak ktos twierdzi ze nie da rady.
    Pewnie skrytykujecie mnie za to co napisalam,
    ale zanim ktos to zrobi - ja nie oceniam, kazda sytuacja jest inna, ja podzielilam sie moimi doswiadczeniami i odczuciami na ten temat.
    Moimi.
    I fajnie Star, ze napisalas ten post, bo to cholernie trudny temat, a warto o tym mowic, nawet jesli to w jakis sposob pomoze chocby jednej osobie w podjeciu decyzji.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Toya, napisalas w liczbie mnogiej ze skrytykujemy, wiec odpowiadam Tobie, bo jest zupelnie przeciwnie, szczerze podziwiam Ciebie, zrobilas wiecej niz powinnas pomagajac kolezance, majac sama powazna chorobe wzielas na siebie dodatkowe psychiczne problem, problemy kogos, a przeciez placilas za to cene, na pewno kosztowalo Cie to duzo niepotrzebnym Tobie nerwow, stresu.
      Jeszcze raz powtorze, ze podziwiam, mozesz byc dumna z siebie. Trzymaj sie dzielnie, mysle bardzo cieplo o Tobie.

      Delete
    2. Toya, dziekuje za Twoja wypowiedz. Tak jak piszesz kazda sytuacja jest inna i dopoki sie nie jest w tej konkretnej sytuacj to sie nie da przewidziec co czlowiek by zrobil.
      Dobrze, ze odeszlas, zycie jest jedno i kazdy ma prawo przezyc go zgodnie ze swoimi oczekiwaniami.
      Ja tez wole suchy chleb niz ten z maslem okraszony siniakami, co do tego nie mam watpliwosci.
      Trzymaj sie zdrowo i buziaki przesylam :***

      Delete
  26. Wiesz - temat na czasie. Ja podobnie jak Ty, bardzo dawno temu ,nie dość ,że odeszłam to jeszcze mojego oprawcę wsadziłam do więzienia. nie, nie jestem z tego dumna ale tak było . Był proces o alimenty i znęcanie sie nad rodziną. Dostał wyrok w zawiasach. Wrócił do domu po rozprawie i sprawił mi taką rżniątke, że natychmiast poleciałam na policje i wyrok mu odwiesili.
    Gdybym wtedy tego nie zrobiła nie wiem jak by się to skończyło...
    To były czasy głodu mieszkaniowego w Polsce i rodziny rozwiedzione mieszakły pod jednym dachem latami ,bo nie było innego wyjscia. Były to czasy ,że rozwódka to był gorszy sort człowieka...
    Po tym jak poszedł do więzienia ja się spotkałam z odbiorem - jak mogłaś coś takiego zrobić ojcu swojego dziecka. Widać mogłam ..
    Rozwodząc się nie miałam pojęcia co mnie jeszcze może spotkać jako "wolnego" człowieka" Potem się dowiedziałam...
    Żaden człowiek nie powinien się spotykać z żadna agresją ze strony swoich najbliższych (to już działa w dwie strony - bywają mężczyżni ofiarami przemocy też ).
    I najgorszejest to ,że w Polsce dalej jest jak jest.
    I jeszcze jedno - bardzo często jest tak, jak napisała któraś z komentatorek - dasz pomocną dłoń a ona i tak odwoła zeznania na policji w imie niewiadomoczego - cłości związku ,bo co ludzie powiedzą itp itd. Ta dziewczyna przytoczonaz dyskoteki przytoczona w dyskusji ,która jak lwica broniłą swego chłopa dalej nie zdaje sobie sprawy, że skoro raz japublicznie spoliczkował w domu jej może prawdziwe piekło sprawic itd. itd.
    A dobor rodziny to jest bardzo problematyczne - popatrz pisżą ,zę same pochodzą z rodziny gdzie tato to czy tamto..bardzo dobrzze ,ze temat jest tak szeroko poruszany bo byc może pomoże to niektórym osobom przejrzeć na oczy i spróbować swoich sił samemu ...Zawsze jest drugie wyjscie...

    ReplyDelete
    Replies
    1. No wlasnie "jak moglas cos takiego zrobic ojcu swojego dziecka"?
      A jak "ojciec swojego dziecka moze maltretowac jego matke" to nikt nie pyta, prawda?
      Dobrze zrobilas i cale szczescie, ze jest to juz daleko za Toba tak jak moje doswiadczenia daleko za mna.

      Delete
  27. Przeczytałam posta i wszystkie komentarze i mam cos w rodzaju guli w gardle...To jest bolesny temat. Mnie nikt nie bił, ale pierwszy mąz umiał mnie poniżać i obnizać skutecznie poczucie wartości. Po dzis dzień mi sie to odzywa, niestety.
    Myslę, ze jesteś już zmęczona tym tematem, bo duzo włozyłas serca i wysiłku w pisanie komentarzy w zrozumienie i wysłuchanie cudzych strasznych historii. Nie będę więc już nic w tym stylu pisać a tylko serdecznie Cie pozdrowię z ze zwariowanego pogodowo Podkarpacia!:-))***

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, zebys wiedziala, ze mam dosc. To naprawde chyba najciezszy temat jaki do tej pory poruszylam.
      Buziam:**

      Delete
  28. No to I ja I maz tez zupelnie bez ambicji :-)

    ReplyDelete
  29. A, to dodam jeszcze, ze moja ciocia miala meza damskiego boksera, cierpiala, plakala I wybaczala bez konca. W koncu moja mama, kobieta poniekad delikatna I krucha, nie wytrzymala, zrobila jej straszna awanture ze tak dalej byc nie moze, albo go jakos uspokoi albo ma odejsc od debila. Jakos jej to przemowilo do rozsadku, naradzily sie I ciotka miala juz plan. Jak kolejny raz przyszedl pijany I awanturny to otworzyla drzwi I centralnie mu przylozyla zeliwna patelnia, po czym zamknela drzwi I zadzwonila na policje. Wyjasnila grzecznie, ze pijany wrocil, nie otworzyla wiec pijany walil glowa w drzwi. Zabrali go na badania, potem na izbe. Jak wyszedl to nabral do zony wielkiego szacunku I awantury sie skonczyly. Moze to nie jest najlepszy sposob ale zadzialal.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wazne, ze zadzialal:)
      Ja tez mam komplet zeliwnych patelni i jak by co to nie zawaham sie uzyc:)))
      Widocznie tak to dziala, ze jak damski bokser trafi na wlasciwego przeciwnika to zwija zagle i nawet gotow potulnym barankiem byc.

      Delete
  30. A już tak na sam koniec, w nawiązaniu do rozwiązania problemu żeliwną patelnią, a w kontekście sytuacji/zależności finansowych itp., to dlaczego to ONA zawsze ma odchodzić? Zamki zmienić, walizki wystawić i żegnaj Romeo. Wiem, że upraszczam i nie zawsze się tak da, ale często może jednak tak.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Za pierwszym razem moglam sie sadzic o mieszkanie i w sumie kazdy sad w tamtych czasach przyznawal mieszkanie matce z dzieckiem. Problem byl w tym, ze owszem mieszkanie zostawalo przepisane na byla zone ale poniewaz byly maz nie mial sie gdzie podziac to dostawal prawo do zamieszkania. W ten sposob tworzylo sie absolutne getto rodzin mieszkajacych wspolnie po rozwodzie. Jak to wygladalo?
      Nie wiem, ale raczej nie chce sobie nawet wyobrazac.
      Dlatego tez nigdy nie probowalam sadzic sie o moje prawo do mieszkania. Dla mnie bylo wazniejsze, ze nie moge byc bezpieczna ja i dziecko. Cala reszta sie nie liczyla.
      Za drugim razem to wlasnie on sie wyprowadzil.
      Ale to bylo rozstanie/rozwod na zupelnie innych warunkach, wszystko sami ustalilismy wczesniej, w sadzie sie dziwili, ze sie w ogole rozwodzimy, bo tak dobrana pare stanowilismy i tak kulturalnie i wrecz przyjacielsko sie do siebie odzywalismy.
      No ale pojechalismy tez w podroz rozwodowa, a to sie chyba rzadko zdarza. No ale moj drugi maz byl pomijajac wszystko mezczyzna honoru i na poziomie.

      Delete
  31. przemoc to nie są tylko wpierdole. przemoc jest przeplatana miesiącami miodowymi. to jest wpierdol, przeprosiny, wpierdol, szampan. ya amplituda uzaleznia jak heroina. mechanizm psychologiczny. ofiara przemocy jest z reguły dodatkowo osobą, która nie umie stawiać granic, daje sobie wmówić, że zawiniła itp. te sprawy nie mają nic wspólnego z wykształceniem. żona radnego obeszła system i zniszczyła cywilnie przemocowca. czapki z głow. natomiast z doświadczenia napiszę, że trzeba mieć margines na to, że ona wiedziała że nagrywa i była bardzo poprawna na tym nagraniu. to jest manipulacja, a skoro było ją na taka manipulację stać znaczy, że miała w sobie siłę, również na to żeby odejść.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Przyznam, ze caly czas mialam cicha nadzieje, ze sie wypowiesz w tej dyskusji.
      No i nie powiem, sama nie pomyslalam o tym nagraniu w kontekscie manipulacji, ale masz racje.
      Prawo jest prawem a Temida ma byc slepa i w obliczu prawa to JEST manipulacja.
      Dzieki Spt.

      Delete
    2. z tego co wiem to w USA w ogóle to nagranie nie byłoby dowodem jako uzyskane w sposób nielegalny (nie uprzedzono o nagrywaniu) - tzw. teoria owoców z zatrutego drzewa. Mogę się mylić, ale tak obstawiam. W Polsce nie ma póki co regulacji dotyczących nagrywania, ale w związku z faktem, ze jedna osoba zawsze panuje nad sytuacją, a druga nie wie co się dzieje, sądy bardzo powściągliwie podchodzą do takich nagrań. Moi klienci nagrywają się jak opętani i ja nawet tego nie dołączam. Natomiast faktem jest, że koleś wyjątkowo jechał po bandzie i nigdy jak żyję nie miałam takiej sprawy z takim gnojeniem drugiej osoby.Takie nagranie bym dołączyła do sprawy bo NIC nie usprawiedliwia tego typu wypowiedzi. Człowiek jak najbardziej pijany czy jak najbardziej prowokowany nie ma prawa tak odzywać się do drugiego.

      Delete
    3. Nie mam pojecia jak wyglada prawo u nas w tej kwestii. Wiem, ze sa dopuszczalne nagrania przez osoby trzecie np. w przypadkach naduzywania wladzy przez policje.
      Ale tu wybitnie chodzi o nagranie przez jedna ze stron konfliktu, a to zupelnie zmienia postac rzeczy.
      I zgadzam sie, ze to nagranie jest wyjatkowo trudne do przesluchania wlasnie ze wzgledu na slownictwo jakiego uzywa maz w stosunku do zony. Zgadza sie, nic nie usprawiedliwia takich slow.
      Dzieki jeszcze raz za zabranie glosu w tej notce:***

      Delete
    4. spt: Masz 100% racji. Obstawiam, że nagrywać zaczęła dopiero wtedy, kiedy znalazła w sobie siłę, żeby odejść, opublikowała kilka miesięcy po ucieczce, wtedy kiedy Piasecki wniósł o rozwód z jej winy. A gnojek nadal nie rozumie (sadząc po jego publicznych wypowiedziach), co się stało.

      To nagranie i cała sprawa Piaseckich, to znakomity materiał dla badań socjologów.

      Delete
    5. pytanie, które mnie nurtuje brzmi - w którym momencie zaczynasz być ofiarą przemocy? Ja byłam ofiarą przemocy i wiem, że moja reakcja to był głównie paraliż. Mój ojciec, którego się bałam nie musiał mnie wyzywac - wystarczało, że SPOJRZAŁ. natomiast wiem też, że obecnie można mnie zbluzgać od najgorszych i mam to gdzieś - nagram, wyłączę magnetofon, powiem - goń sie kutasie i sobie pójdę. Nie zadrży mi ręka. Więc to że ten człowiek to chamidło i prostak to jedna sprawa. Ale druga strona o ile zawsze jest obiektem ataku, to nie zawsze jest jego OFIARĄ. Nie wiem czy wyrażam sie jasno. Ale sadzę, że w ten deseń idzie linia obrony. I ja to ogarniam.

      Delete
    6. Spt, zadalas mi nowy problem do myslenia. Nie mam pojecia, ale cos mi mowi, ze jednak przemoc ze strony rodzicow a przemoc w zwiazku partnerskim moze miec inne podloze. Chociaz, cholera wie?

      Delete
    7. Zle sie wyslowilam, chodzilo mi o bycie OFIARA. Jednak dziecko bez wzgledu na wiek, dopoki mieszka z rodzicami to jest od nich zalezne. Z partnerem nie powinno byc takiej zaleznosci, ale widocznie sa w niektorych jakies (nie wiem, genetyczne?) sklonnosci do bycia ofiara.

      Delete
    8. jest nawet specjalna gałąź kryminalistyki - wiktymologia - badająca tylko ofiary, ich rolę w przestępstwie, ich cechy itp. Bardzo ciekawa dziedzina :)

      Delete
    9. Na pewno to bardzo ciekawe. Pamietam, ze nawet jak chodzilam na rozne workshops to mowilo sie o Syndromie Ofiary, czyli wyglada na to, ze w niektorych ludziach jest cos takiego zakodowane, co sprawia, ze sie latwo poddaja, nie walcza o swoje racje a raczej licza na to, ze ktos dostrzeze ich zalety i doceni.
      Na pewno sa to ludzie, ktorych zaliczamy do tzw. followers.
      Mili, grzeczni, ukladni i moze nawet swiadomie lub nie szukajacy autorytetow, na ktorych beda mogli polegac, ktorym beda mogli zaufac. I chyba wtedy najczesciej trafiaja na swoich oprawcow.
      To jest jakis szczegolny rodzaj chemii, ktory ich do siebie przyciaga.

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...