Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, June 29, 2017

Kocia karma

Nie, nie chodzi mi o to co koty zra, ale o karme w sensie przeznaczenia, lub kary albo wynagrodzenia za czyny dokonane w przeszlosci:)
Jak wszystkim wiadomo, ja i koty jakos nie przepadamy za swoim towarzystwem, znaczy bywa czasem, ze jakis okoliczny kot wyraza chec zakumplowania sie ze mna, ale szybko mu to mija jak ja rzucam w jego strone syczace "akysz paskudniku" i paskudnik spierdala natychmiast z szybkoscia swiatla gdzie pieprz rosnie.
Jak wiemy tez nie przeszkadzaja mi koty, na ktore sie czesto natykam odwiedzajac blogowisko, widocznie tak bardzo nie jestem jeszcze pojebana, zeby sie bac widoku zdjec wyzierajacych z monitora laptopa.
Tak bylo, tak jest i... hmm... mimo wszystko mam nadzieje, ze tak bedzie.
Wszystko bylo pod kontrola dopoki w moim zyciu nie pojawila sie synowa.
Junior lojalnie uprzedzil, ze M. posiada dwa koty, na co ja odrzeklam rowniez lojalnie, ze w takim razie maja z glowy moje wizyty po wsze czasy.
Nie wiem jak oni, ale ja osobiscie bardzo bym sie ucieszyla gdyby moja tesciowa powiedziala, ze nie bedzie mnie odwiedzac. M. natomiast pozostawila to dyplomatycznie bez komentarza i tylko stwierdzila, ze rozumie. I fajnie glownie chodzi o to zeby rozumiec, cala reszta jest dla mnie niewazna.
Kociabry w ilosci dwoch sztuk, byly oba przygarniete nie tylko z kociego sierocinca, ale tez obydwa z powaznymi problemami zdrowotnymi.
M. taka jest, lubi to co wymaga wiekszej opieki, lubi przygarnac do serca, a serce ma wyjatkowo wielkie i naprawde szczere, dlatego tez ja podobnie jak koty rzucilam sie z wielkim entuzjazmem na te jej dobroc.
Problem w tym, ze mala kociabra zwana Jameson, tak, tak dokladnie jak znana whiskey bo M. jest z pochodzenia Irlandka, a whiskey to narodowy napoj Irlandczykow. A wiec mala Jameson miala wrodzone uszkodzenie mozgu, ktore powodowalo trudnosci w zachowaniu rownowagi i do tego jeszcze jakies inne wady wrodzone. Slowem mocno zbrakowane kocie.
Kolejnym problemem jest fakt, ze synowa bardzo duzo podrozuje zawodowo i wtedy kociabrami opiekuje sie Junior.
Wszystko bylo fajnie ale jakos jesienia zachorowal starszy i zdrowszy Carl. Bylo podejrzenie raka, byla kupa forsy wydana na leczenie i operacje, ktora na szczescie zakonczyla sie powodzeniem i tylko od tamtej pory Carl musi wpierniczac jedzenie przepisane na recepte, co oczywiscie sila rzeczy stalo sie dieta Jameson, bo ponoc trudno dwa koty w jednym domu karmic inna karma a wet stwierdzil, ze karma zrobi tez dobrze malej.
I tak zlosliwoscia losu M. musiala wyjechac na dluzsza delegacje akurat w momencie kiedy zaczelo sie karmienie specjalna karma.
Po dwoch dniach dzwoni do mnie Junior:
-- Mamo, co ja mam zrobic te skurczybyki nie chca zrec przepisanej karmy i juz dwa dni strajkuja? 
-- Kurde nie dzwon do mnie, dzwon do M. ja sie na kotach nie znam. 
-- Jestem gotowy isc do sklepu i kupic zwykle zarcie, bo nie chce zeby mi skubance zdechly z glodu. 
-- Nie rob tego!!! - wrzasnelam i juz spokojnie dodalam - zadzwon do M. 
M. natomiast stwierdzila, ze kociabry probuja czy da sie Juniora zastraszyc wizja smierci i absolutnie ma sie nie poddawac (Junior znaczy sie) tylko zostawiac karme w misce i czekac az im glod solidnie do dup zajrzy.
No i trzeciego czy tez czwartego dnia kociska wrabaly wszystko co bylo w misce i powitaly Juniora wracajacego z pracy glosnym miauczeniem domagajac sie o wiecej zarcia.
Jamison sie niestety nie mogla sie przyzwyczaic do Juniora i jak go tylko zobaczyla to probowala uciekac co zwykle konczylo sie nieudacznym rozjezdzaniem malych nozek i lezeniem plackiem na podlodze dopoki Junior nie zniknal z zasiegu wzroku i sluchu.
Carl za to zakolegowal sie z Juniorem na calego do tego stopnia, ze w te noce kiedy nie ma M. to sie mosci na tuz obok Juniora i tak obydwaj przesypiaja noc.
I bylo fajnie, az do lutego.
W polowie lutego Jamison powaznie zachorowala, doglebne i bardzo szczegolowe badania wykazaly, ze mala kocina ma jakas nieuleczana chorobe wirusowa, ktora ujawnila sie prawdopodobnie z tesknoty za M. w czasie jej kolejnej podrozy.
Bylo to tuz przed urodzinami Juniora, ja juz mialam zaplanowany obiad (kaczka w pomaranczach) gotowy tort i nagle dzien wczesniej rano dostaje telefon od Juniora.
-- Mamo, ja niestety jutro przyjade sam, bo M. juz dwa dni siedzi z Jamison u weta i debatuja co robic? 
-- Ale co wet na to? Jakie sa szanse na uratowanie jej? 
-- Zadne, to tylko kwestia tego kiedy M. bedzie gotowa na jej uspienie, ja sie nie odzywam, bo to bardzo delikatna sytuacja, wiec jedyne co moge robic i robie to wspieram. 
-- Dobrze robisz, a co do jutrzejszego obiadu i celebracji Twoich urodzin to odlozymy to na nastepna niedziele, kaczka ciagle w oryginalnym, hermetycznym opakowaniu moze wrocic do zamrazalnika, bo i tak sie jeszcze calkiem nie rozmrozila, tort tez pizgne obok kaczki i z glowy. 
-- Myslisz, ze to dotrwa?
-- Synu jak mnie znasz, to juz nie raz zamrazalam tort, a co do kaczki to podobne numery tez mam na koncie i jakos nigdy jeszcze nikogo nie otrulam. 

Pol godziny pozniej zadzwonila M.
-- Rozmawialam z C. i on powiedzial, ze ze wzgledu na moje problemy z Jamison przelozysz jego urodziny na nastepny tydzien, czy to prawda? 
-- Prawda. 
-- O rety, ale przeciez Ty nie lubisz kotow... zrobisz to dla mnie?... 
-- Kotow nie lubie, ale Ciebie kocham, kot jest Twoj, Twoje cierpienie jest wiec w tym momencie moim cierpieniem. 
No i sie zaczelo, ona wybuchnela placzem, ja dolaczylam, potem juz obie slimaczac sie przegadalysmy dobra godzine na temat kociego dramatu i jak to obie sie wzajemnie kochamy.
Nastepnego dnia dostalam tylko krotkiego esesmana od Juniora "wlasnie jedziemy oboje do weta uspic Jamison".
Przesiedzialam pol dnia z sercem w gardle.
Wieczorem zadzwonil tylko zdac relacje, a ja zapytalam:
-- A jak sie M. czuje? 
-- No wiesz, narazie to nie bardzo jest czas na to zeby sie jakos czuc, bo wet nam nakazal, zeby wyrzucic wszystko co Jamison uzywala, wyprac dokladnie wszystko co sie da i generalnie wysterilizowac cale mieszkanie. Mamy wiec zajecie bo jestesmy dopiero w polowie roboty. W poniedzialek M. pojedzie z Carlem na podobne badania. Narazie chodzi i placze. 
No to ja tez znow poplakalam, w duchu blagajac wszystkie sily ziemskie i nadprzyrodzone zeby wyniki Carla byly w porzadku.
Niestety, w poniedzialek po wizycie u weta znow zadzwonila M.
-- Carl ma juz ten sam wirus... 
-- O matko!!! I co teraz? 
-- Narazie nic, wet twierdzi, ze dopoki jest zdrowy i na nic nie choruje to moze z tym zyc jeszcze dlugo, ale jak na cos zachoruje to juz nie ma ratunku. 
Znow mi sie mokro zrobilo w oczach.
A M. tylko dodala:
-- Wiesz, ja Cie bardzo kocham... 
-- Skarbie, ale ja Ciebie tez kocham i nie tylko ja bo Wspanialy tez, a i Tatek jest w Tobie zakochany po uszy albo i jeszcze wyzej. 
-- Wy jestescie wszyscy tacy kochani, moja mama od poczatku mowila mi, ze nie powinnam brac kotow z wrodzonymi wadami, ale... ja teraz wiem, ze Jamison miala dobry dom i byla kochana... 
-- Wiesz, mamy mowia rozne rzeczy i to wcale nie z braku wrazliwosci, wrecz przeciwnie, to wlasnie ze wzgledu na wrazliwosc Twoja Mama chciala chronic Ciebie. 
-- Moze i masz racje, ale ja wolalabym zeby tego nie mowila... teraz tez jak tylko Jamison zachorowala i zadzwonilam do niej to pierwsze bylo "uspic". 
Nie skomentowalam, bo rozumie i M. i jej Mame a w takiej sytuacji zaden komentarz nie jest wlasciwy.
Carl poki co zyje zdrowo, przezyl juz kilka kolejnych rozstan z M. kiedy ona znow musiala wyjechac.
Ale Carl jest ponoc co raz bardziej kotem Juniora niz jej:)))
Tyle tylko, ze Carl na poczatku tesknil za Jamison i jej szukal, a o wzieciu kolejnego kota ze swiadomoscia, ze znow dostanie ten wirus nie ma mowy.
W niedziele spotkalismy sie z Juniorami w Beer Garden i pierwszy raz poprosilam o pokazanie mi zdjec kotow. Widzialam, ze bardzo sie ucieszyla, ze chce zobaczyc.
-- Podobny do Ciebie - zawolalam ze smiechem na widok Carla, bo rudy z bialym brzuchem, a M. maluje wlosy dokladnie na taki kolor.
Potem pokazala mi krotki filmik z Jamison, ktora uparcie chciala sie wdrapc na fotel, ale nie mogla, bo sie rozjezdzala.
-- Tylko tyle mi po niej zostalo, wszystko musielismy zlikwidowac... - westchnela ciezko.
Przytulilam, pocalowalam, bo tylko tyle moge.
I czasem mysle, co to bedzie z tymi kotami, bo tak bardzo kocham te moja synowa, ze kto wie?
Kto wie? drogi pamietniczku?
Na szczescie sie przeprowadzam, wiec jak by... jestem bezpieczna :))



78 comments:

  1. No tego sie po Tobie nie spodziewalam! Koci post u Star! Patykiem w kominie zapisac.
    Ja sie na kotach znam ale nie slyszalam o takich wirusach, no chyba ze FelV ale na to sa szczepienia. Biedna synowa, ja jeszcze nie wiem co to znaczy stracic kota, ale mam dwa to sie kiedys dowiem. Chcialabym miec taka tesciowa jak Ty, wiesz? ♥

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie potrafie powiedziec co to za wirus, az na tyle nie jestem chyba zaintereswoana. Wiem, ze znajac M. to na pewno zrobilaby wszystko zeby te kotke uratowac.
      Nie wiem czy jestem dobra tesciowa, ponoc (tak twierdzi sama M.) mamy obie wiele wspolnych cech, ale milo mi, ze tak napisalas ♥

      Delete
    2. białaczka najpewniej, bo z nią można żyć póki się nie uaktywni, no i jest zaraźliwa. Schroniska i fundacje przed wydaniem kota powinny robić testy ale nie wiem jak jest w USA.

      Delete
    3. Wiem na pewno, ze robia testy i rowniez wiem na pewno, ze M. sobie zdawala sprawe z faktu, ze kot jest chory, moze nie miala pojecia o tym, ze jest to choroba zarazliwa.
      Nie znam szczegolow i nie bede ich znala, bo w sumie niewiele rozmawiamy na temat kotow. Ona wie, ze ich nie lubie i to szanuje. Ja z kolei szanuje fakt, ze ona je lubi:))

      Delete
  2. Tak czytalam, czytalam i zastanawialam sie, co by bylo, gdyby w czasie wyjazdu M. Junior musial tez musowo gdzies wybyc. Co wtedy z kotem? Co bys zrobila, gdyby pieknie Cie poprosil o opieke? Mysle, ze nie mialabys serca odmowic, a to juz blisko do zaprzyjaznienia sie z kocurkami:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie poprosza, jak wyjezdzaja oboje to jest kocia opiekunka:)) Wszystko da sie zalatwic tylko trzeba zaplacic:))

      Delete
  3. Doskonale Cię rozumiem. Nie mam aż takiej kociej fobii, ale tydzień z kotami u Inżyniera to dla mnie szkoła przetrwania i jazda bez trzymanki. O dziwo, koty, mimo że je przezywam, łażą za mną wszędzie, a Edek nawet ze mną śpi.
    (Tak sobie myślę, że te koty czują pismo nosem, że my to... no a jak to bez kota?)
    Dobre serce masz, Stardust...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem czy bylabym w stanie byc w tym samym pomieszczeniu z kotem. Nigdy nawet nie probowalam, bo sie obawiam, ze albo bym oszalala albo dostala zawalu serca:) Ja sie po prostu boje kotow, to naprawde straszna fobia. Niby wiem, ze mnie toto nie zezre, ale wole nie ryzykowac:)))

      Delete
    2. Ciezko by mi bylo uwierzyc z kocia fobie, gdybym faktycznie na swojej drodze nie spotkala kobiety z czyms takim. Ona byla po prostu bardziej przerazona niz ja na widok byka. Tak ze wiem jak to jest. Ludzie rozne fobie maja i Tobie tez sie jakas nalezy ;-)

      Delete
    3. Rozumiem doskonale te kobiete, dla mnie najmniejsza kocina to TYGRYS :)))
      Fobie nie wybieraja:)) Sa w sumie glupie i bezpodstawne, ale sa i trzeba sie z tym pogodzic.
      Ja w pewnym momencie zycia juz, juz myslalam, ze sie wyleczylam z mojej fobii.. do czasu kiedy mala kocina nie skoczyla mi prosto na piersi, zaplatujac sie w moim azurowym sweterku a ja o malo nie umarlam.
      Na tym sie skonczyla moja terapia:)))
      Pogodzilam sie z faktem, ze jest jak jest. Nawet gdybym sie ich nie bala to i tak nie sadze, zebym zapalala checia posiadania kota, wiec w sumie w niczym mi ta fobia nie przeszkadza.
      Bezdomne koty sie tu nie wlocza, wiec jedyne jakie widze to czasem na okolicznych podworkach.
      Moge z tym zyc:)))

      Delete
  4. Chyba po raz pierwszy czytajac wpis u Ciebie, Star, sie poryczalam.. tak wiec senk ju! ;)

    Nigdy w zyciu nie posiadalam kotow. Zawsze bardzo chcialam. Troche sie zrazilam, kiedy koty mojej szwagierki sie zestarzaly i przestaly sie przejmowac tym, gdzie zalatwiaja potrzeby. Niby cos, co mozna przewidziec, ale jednak moze byc trudno przebrnac przez np. kocie siki w butach narciarskich czy notorycznie zasikiwane i zakupkiwane pledy na lozku..
    Oczywiscie nie kazdy kot starzeje sie tak samo. I oczywiscie niedociagniecia naszych osobistych kotow, jak i psow, papuzek i chomikow postrzega sie inaczej, niz obcych. Ale skutecznie mnie to od marzen o kocie tymczasowo uleczylo.

    Wciaz kiedys chcialabym miec kota, albo dwa, oczywiscie pod warunkiem, ze moje psy beda kocio-lubne, z czym roznie moze byc. Na razie nie sa.. ;) Za to moja mlodsza sunia, Husky, ma w sobie duzo z kota, wiec tym sobie brak kota wynagradzam..

    Podpisuje sie pod Iwona - dobra tesciowa jestes. :))) I Twoja synowa to tez dobry czlowiek (chociaz juz wspomnienie o tym, ze jest Irlandka sprawilo, ze ja lubie). :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak hormony maja Cie w swoich szponach:)))
      Ja marze o posiadaniu psa i jak sie przeprowadzimy juz do stalego lokum to bede miala, mam to zaklepane u Wspanialego:))
      Junior mial zawsze szczescie do Irlandek, jakos pasuja do siebie. M. jest naprawde bardzo dobrym czlowiekiem, napisze o niej kiedys wiecej, bo w przeciwienstwie do Juniora ona nie ma zastrzezen pod tym wzgledem. Tylko Junior sobie nie zyczy, ale jak pisze o niej to sila rzeczy moge zahaczyc o niego:))) No inaczej sie nie da i on to musi przelknac :P

      Delete
  5. Nieno, Star! Ty piszesz o kotach z czuloscia! Jak wielkim uczuciem musisz darzyc synowa, skoro plakalas nad jej chorym koteckiem. Ja Cie nie poznaje po prostu.
    A synowa masz naprawde fantastyczna, o najogromniejszym sercu na swiecie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pantero, gdybys miala okazje poznac ja na zywo to pokochalabys nie tylko ja ale i pchly:)))
      Jej sie nie da nie kochac.
      I widzisz co ze mnie zrobila?
      Na kocia placzke mnie przerobila zanim sie zorientowalam o co chodzi:)))

      Delete
  6. Jesteś po prostu porządną i normalną kobietą, która kocha własną synową. I rozumiem Cię doskonale, bo ja z kolei kocham swego zięcia.Wcale nie mniej niż swą córkę.
    Co do kotów- nie trzymałabym kota w domu, bo za nimi nie przepadam, co nie przeszkadza mi dokarmiać bezdomne koty, a jeden to się nawet ociera regularnie o moje spodnie. Dla mnie koty pomimo "udomowienia " są zbyt dzikie, za mało komunikatywne, najszczęśliwsze gdy chodzą własnymi drogami.Nie to co pies, z którym zawsze można było pogadać, który dobrze wiedział kiedy mnie jest zle i przychodził wtedy poszturchać mnie noskiem i przytulić się. Poza tym nasz pies zawsze uważał, że jego dom jest tam, gdzie my jesteśmy, więc jezdził wszędzie z nami. A z kotem jest inaczej, to są bardzo terytorialne zwierzaki.
    Miłego;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zupelnie sie nie znam na kotach i raczej nie chce sie znac. Pies moim zdaniem jest wiekszym przyjacielem czlowieka, a z tego co czytam to koty sa obrazalskie i to one sobie ponoc tresuja czlowieka a nie odwrotnie. No to ja sie do tego wyjatkowo nie nadaje.
      A juz jak widze koty lazace po stole czy tez blatach kuchennych to gdyby moj tak zrobil to bym przetracila na pol:))
      Junior twierdzi, ze Carl jest wyjatkowo malo upierdliwy, ale tez ja wiem, ze Junior podobnie jak ja owszem zajmie sie kotem ale nie da kotu soba rzadzic.
      Psa mozna nie tylko ze soba zabrac ale i latwiej zostaja w np. kilkudniowych hotelach dla psow na czas nieobecnosci wlascicieli. Koty, jak piszesz sa przyzwyczajone do miejsca bardziej, dlatego M. zawsze miala kocia opiekunke, bo jak wyjezdza to ktos sie musial zajac kotami.
      Teraz jest Junior, ale koty byly przed Juniorem.
      Ja nie bardzo rozumiem matki, ktore nie kochaja partnerow swoich dzieci, po kiego licha szukac problemow? Skoro zycie bez nich jest o wiele latwiejsze.

      Delete
  7. Ja gneralnie lubie wszelkie zwierzaki psy równiez chociaż muszę przyznać ,że boję się dużych psów a żywą niechęc czuje do takich brzydkich z wredną mordą bulterier to się chyba nazywa...I przepadam za kotami właśnie dlatego ,żę nie są wiernopoddańcze, że mają charakterki, że poruszają się gracją i elegancją. Kociara jestem i tyle. Miałam i psy 9boziu kochana - mojej jamniczki Agatki nigy nie zapomnę) i miałam koty. Baltazar też nie zapomnę bo to przecudna koteczka była, czarna jak diabolo i wcale do miejsca nie przywiązana bo przerowadzałam się z nią 3 razy. I zawsze była przy mnie. Psy też się potrafią obrazic a kocie fochy są bardziej wyrafinowane...
    To, że potrafiłas zrozumieć synową ,współczuć jej to tylko świadczy wspaniale o Tobie. A już zdanie konćżace-poprzedni komentarz każdej matce wdrukowałabym wielkimi literami w głowę....Mądra kobieta jesteś...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mysle, ze kazdy kocha swoje zwierzaki i mimo, ze nie jestem w stanie pozbyc sie kociej fobii to rozumiem te milosc.

      Delete
  8. Jak zwykle dobrze napisane, biedny, chory kot, niestety chory nieuleczalnie musial byc uspiony, najwazniejsze ze kiedy zyl byl kochany wielka miloscia, mial to szczescie.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Marigold, ta kocinka byla malenka, wazyla ponoc nie cale dwa kg. M. mowila, ze zawsze rano jak Junior wyszedl juz do pracy to Jamison podchodzila do lozka i M. ja brala "na wspolne dosypianie":)) Ponoc mala wtulala jej sie pod brode jak kulka. Na pewno szkoda, ale jak piszesz byla kochana i to jest najwazniejsze.
      Nie mysle, zeby ktos inny wzial takiego kociaka z tyloma problemami zdrowotnymi, ale taka jest moja synowa. Ona sie pochyli nad kazdym potrzebujacym pomocy.

      Delete
  9. Ja jestem kociarą po mamie. Boję się za to psów i nie znoszę ich zapachu. Kot pachnie domem, a pies śmierdzi :D Nie zgodzę się z tym, że kot się nie przywiązuje do człowieka - mit. Kochają, ale na kocią miłość trzeba zasłużyć. Kot pamięta długo jak ktoś mu zrobi krzywdę. Kot w życiu by nie lizał ręki, która go bije, kot też nie da się przekupić za jedzenie. I właśnie dlatego wolę koty. W swoim dorosłym życiu miałam 1 kotkę, która zachorowała i musiała być uśpiona. Kilka lat nie myślałam nawet o innym kocie. Obecnie mam 2 rosyjskie niebieskie - najpierw była jedna kotka, a po roku kocurek... to była dobra decyzja, żaden osobnik nie powinien żyć bez towarzysza ze swojego gatunku. Obowiązki są, ale i wiele miłości.

    Twój post mnie wzruszył, bo moja znajoma straciła dzisiaj kota. 3 dni temu się zachłysnął, trafił do komory tlenowej, niestety rozwinęło się zapalenie płuc i dzisiaj rano umarł.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wszyscy kiedys umieramy, zwierzeta tez wiec biorac pod opieke trzeba sie z tym liczyc. Oczywiscie zawsze jest to przykre.

      Delete
    2. Joanno, psy smierdza, a czy wiesz jak ludzie smierdza jak sie nie myja albo nie piora ubrania:))) Ja osobiscie jak widze kota to od razu widze te zdechle myszy i ptaki, ktore przynosi w pysku.
      Nie dotknelabym takiego za zadne skarby swiata:))) a jeszcze dac mu sie polizac??? pewna smierc.

      Delete
    3. Domowe koty nie śmierdzą :) Nie łapią też gryzoni. Rozumiem jednak fobie i z tym nie dyskutuję :) Co do zdania jakie napisałaś wcześniej - tak wszyscy odchodzimy, ale tak bezsensowna śmierć młodego kota? Każdy się spodziewa, że kiedyś zwierzę umrze, ale niekoniecznie w wieku 3 lat po zachłyśnięciu się :(

      Delete
    4. Wiem Joanno, ale nie ma niestety granic wiekowych na umieranie... umieraja rowniez ludzkie noworodki. Zycie a moze swiat sa niesprawiedliwe pod tym wzgledem, nic na to nie poradzimy.

      Delete
    5. jasne, że nic nie poradzimy, ale też nic nie poradzimy na poczucie bezsensu i niesprawiedliwości które takiemu odejściu towarzyszy.

      Delete
  10. Ja kocham i psy i koty. A Synową rozumiem, aż za dobrze, bo niedawno musiałam podjąć decyzję o uśpieniu mojego psa staruszka Igora. Była przy mnie moja przyjaciółka, Igorek odchodził głaskany przeze mnie, na swoim legowisku, w swoim domu. Ciągle ciężko mi o tym pisać, mówić, myśleć. Żeby nie Izumi, nie wiem, jak bym to wszystko ogarnęła. Niestety najgorzej, bo oschle i bezceremonialnie zachowała się moja matka. Ale cóż, ona po prostu nie lubi psów. Ale nie tak jak Ty kotów. Ona się po prostu brzydzi. I nie rozumie. Star, nie musisz lubić kotów, ważne, że rozumiesz miłość M. I to jest ok.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Thurio, znasz mnie dosc dobrze i wiesz, ze ja kotow raczej nigdy nie pokocham i byc moze jestem nawet bliska temu co czuje Twoja Mama. Jak mysle o kocie to widze te wszystkie myszy i ptaszki, ktore morduje a potem przynosi mi do domu:)) I ja mialabym te mordke calowac???
      W zyciu:)))
      Wiem, psy tez potrafia ruszyc gowno w czasie spaceru, ale nie przynosza tego gowna do domu w prezencie:)))
      To jest dla mnie zasadnicza roznica.
      Czy tak samo postapilabym z kims innym niz M.?
      Na pewno nie, moje cale zachowanie w tej sytuacji wynika tylko i wylacznie z faktu, ze kocham M. calym sercem.
      Buziam skarbie i odezwij sie tam gdzie Ty wiesz a ja rozumiem:))) w kwestii co u Twojego M.

      Delete
  11. Moje nie przynoszą,bo nie są kotami wychodzącymi:) Star,jesteś mądrą kobietą i zachowałaś się wspaniale, taka teściowa to cud!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Synowej koty tez nie wychodza:) Tutaj rzadko mozna zobaczyc kota lazacego ze tak powiem luzem:))
      Dorcia, mowisz, ze jest szansa ze mnie kiedys synowa nie nakryje poduszka i nie przysiadzie na tej poduszce na kilka minut? :))))

      Delete
  12. Replies
    1. Ale ona duza kobieta jest, to sie troche stracham:)))

      Delete
  13. Star, wzruszyłaś mnie. Po pierwsze nie spodziewałam się kociej notki, a po drugie tak pięknie opisałaś relację z synową - szacun.
    Kiedyś nie lubiłam kotów, ale chyba tylko dlatego, że ich nie znałam. Na jego przygarnięcie namówiła mnie córka, która gdy tylko nauczyła się mówić, uparcie powtarzała: „tupis mi tota?”. To nie prawda, że koty się nie przywiązują – mój przybiega na zawołanie o ile ma na to chęć :)
    Pozdrawiam wszystkich.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Milo mi, ze Cie wzruszylam:)
      Dla mnie juz za pozno na zakolegowanie sie z kotami, ale jak najbardziej rozumiem te milosc:))

      Delete
    2. Never say never, tak, jak nigdy nie jest za późno :)
      To nie było takie proste. Mąż mówił – no zobacz, tak dzieciak prosi, zgódź się. Nie, nie, nie chciałam MIEĆ KOTA. Pojechaliśmy do domku letniskowego na wakacje. Obok gospodarstwo i kotka z już odchowanymi kociakami. Zapytałam gospodynię, czy pożyczy mi dwa na pół godziny. Zgodziła się. Chciałam Młodej radość sprawić. Nie minęło 10 minut. Patrzę, a ona beczy :(
      - Co się stało?
      - Bo oni mają dwa, a ja nie mam zadnego, buuuuuuuuuu
      Wtedy ustąpiłam i od tej pory żyję z kotem (czasem dwoma). Zawsze to mój najmłodszy członek rodziny jest.
      Rozumiem, że jesteś na nie, ale ... never say never.
      Buziaki od avatara :P

      Delete
    3. Ale ja juz okres buczacych dzieci mam za soba:)))
      W tym przypadku moge smialo powiedziec, ze jestem na 99.9% pewna, ze nic sie nie zmieni.
      Ty nie lubilas kotow, ja sie ich panicznie boje, to zupelnie inna sprawa.

      Delete
  14. Ja kocham koty i nawet nie wiesz jak bardzo mnie wzruszyła ta opowieść! Jest taka pozytywna! :)
    Głównie Twoja postawa, która co prawda jest wyrazem miłości do ludzi ale jednak i te koty nie są Ci tak do końca obojętne :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Olgo, bo jak sie kocha czlowieka to posrednio kocha sie wszystko co go otacza:) Milo mi, ze Cie wzruszylam.

      Delete
  15. Bardzo smutna historia, ale pewnie niestety prawdziwa :( Ciekawie opowiedziana jednakże ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. "ale pewnie niestety prawdziwa :( Ciekawie opowiedziana jednakze ;)"
      Nie bardzo rozumiem jak to rozumiec?
      No i to "jednakze"?
      Jak sie "jednakze" nie potrafi pisac ciekawie to "jednakze" po co w ogole pisac?

      Delete
    2. Faktycznie to "jednakże" wszystko psuje...

      Delete
    3. Dzieki za przyznanie mi racji... "jednakze" :))))

      Delete
  16. Z fobiami się nie dyskutuje. Ja się panicznie boję dżdżownic i nie wiem czy umiałabym zaakceptować synową z hodowlą tych zwierzątek. Może tak może nie, ale z całą pewnością w życiu bym do niej do domu nie poszła tak jak Ty :)))

    Koty NIE ŚMIERDZĄ a psy (a przynajmniej mój) śmierdzi jak skunks. Dodatkowo puszcza bąki i potrafi zeżreć gówno. Porównanie kota do psa to jak porównanie eleganckiej damy do spoconego kowboja. Niemniej najwyraźniej mam słabość i do spoconych kowbojów i do eleganckich dam :)))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wyglada na to, ze jednak wole spoconego kowboja:)))
      I masz racje, pies jak pusci baka to ratuj sie kto moze:)))
      A dzdzownice jak bylam mala to nosilam w kieszeniach, ale juz z tego wyroslam, one tez biedne nie przezyly:)

      Delete
  17. Niebywala postawa synowej, lubie takich stuprocentowych ludzi, jak cos robic, to konkretnie, nie takie fifty- fifty, alleluja i do przodu i jakos to bedzie. Zdaje mi sie, ze milosci do kota czy innych zwierzat, nie da sie wszczepic, albo jest sie kociarzem, albo nie. Ja jestem namietna kociara, ale od kilku lat jest pies. Pies to tez bardzo fajna sztuka, nie wiedzialam, ze jestem i psiara ;) a co myslisz o psiakach? Pozdrawiam za ocean!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak sie przeprowadzimy to bede miala psa, tutaj to nie ma sensu. A do kotow sie niestety nigdy nie przekonam:))

      Delete
  18. Ja sobie daję wciskać kota, "którego nikt nie chciał" i już drugi raz mam kocią staruszkę. Pogodziłam się z tym, że prowadzę koci dom spokojnej starości.

    ReplyDelete
  19. Czy tylko dla mnie dzisiejszy wpis "Spotkanie " się nie otwiera?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie otwiera sie, bo taki wpis nie istnieje.

      Delete
    2. Teraz widze, ze istnieje, ale nie na moim blogu:))

      Delete

    3. bez odwrotu
      Spotkanie
      1 dzień temu

      :) czary :)

      Delete
    4. Chyba czary, bo ja NIGDY nie mialam postu zatytulowanego "spotkanie".
      Natomiast tamtego dnia w mojej linkowni byl post o tym tytule, ale czy sie otwieral to nie wiem.

      Delete
  20. nie wiem co napisać, fajną jesteście rodzinką;)
    a kotów to ja mam chwilowo powyżej uszu... zatrzęsienie kotów normalnie!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Gimi, ale to zatrzesienie to wszystko TWOJE koty?

      Delete
    2. w zasadzie nie moje, ale na moim podwórku. Nasza kotka ma młode i przyszły jeszcze dwie przybłędy i też "okociały" jak mówi moje dziecko....

      Delete
    3. No to faktycznie zatrzesienie:))

      Delete
  21. Jestem psiarzem ale lubię wszystkie zwierzaku. A komencik sensowny chciałam napisać wcześniej, ale blokada byla a teraz już złotych mysli swoich nie pamiętam 😛

    ReplyDelete
    Replies
    1. Faktycznie byla blokada, ktora mi sie jakos niechcacy zainstalowala:)))

      Delete
  22. Kurcze, zabieralam sie za komentowanie tyle juz razy, z marnym skutkiem. Na zasadzie: Tak bym pisala, tak bym pisala, ino mi nie wychodzi (bo o czym to by bylo) ;) No.

    M. mozna pozazdroscic madrej tesciowej o cieplym sercu. Wzruszylam sie. I jakos sie nie dziwie ze Junior wybral na zone tez madra i ciepla kobiete - bo to znal od dziecinstwa...

    Co do kotow, choc lubie (np glaskac, takie mruczace) to miec bym nie chciala. Uwazam, ze to raczej zwierze ma sie dostosowac do zycia ze mna a nie odwrotnie. Koty maja swoje pomysly i z tego co slysze to raczej wychowuja sobie wlascicieli a nie wlasciciele kota ;) U mnie kot, ktory by mnie np drapaniem czy gryzieniem probowal naklonic do czegos (widzialam takie przypadki), musialby sie uczyc fruwac :D Wiec pewnie lepiej, ze nie mam...

    Nie zdazylam skomentowac pod poprzednia notka, o rodzinie (tzn troche przetrawialam temat a troche komp mi sie biesil na wyjezdzie). W kazdym razie - coraz bardziej widze, ze to nie przypadek, ze mieszkam 1000 km od domu rodzinnego, i jeszcze morze i granica miedzy nami. Choc nie byl to swiadomy wybor wtedy, to dziekuje niebiosom za to teraz. W Pl mit Matki-Polki jest wiecznie zywy i zlego slowa nie mozna powiedziec, bo raban sie podnosi. Tak jakby przez samo urodzenie dziecka zmienial sie automatycznie w cudowny sposob charakter i osobowosc. A tu klimaty jak z pewnej notki u Sonic (widzialam, ze czytasz jej bloga i komentujesz) i pewnie sie zakonczy tak jak u niej. Iles lat myslalam, ze to ze mna cos nie tak (troche mi pomagano tak myslec hehe), ale to bylo kiedys, na szczescie. Matka nie matka, rodzenstwo nie rodzenstwo, wzajemne relacje musza opierac sie na szacunku i dawac przestrzen do zycia. Tylko tyle i az tyle ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mario Agdaleno, widze, ze mamy bardzo podobne zdanie na temat kto kogo ma wychowywac? Moje koty tez musialyby szybko posiasc umiejetnosc fruwania gdyby chcialy koniecznie przezyc.
      Nie mam za grosz tolerancji do manipulacji tak ze strony mezow, dzieci jak i wszelkich innych osobnikow, wiec nie bardzo rozumiem dlaczego mialabym tolerowac glupie stworzenie?
      Bo ma miekkie futro?
      Toz latwiej kupic kawalek miekkiego futra i glaskac:)) jesc nie wola, nie nadyma sie i nie potrzebuje opieki jak wyjezdzam:)))
      A juz gryzienie czy drapanie jako domaganie sie uwagi... NO NIE, nie ze mna takie numery, stanowczo NIE!!!

      Co do rodziny to chyba ciezko o taka, ktora nie manipuluje:)))
      Ja tez nie planowalam emigracji ale z perspektywy lat to widze, ze bylo najbardziej pozytywne wydarzenie mojego zycia:)))

      Delete
  23. Star,jak kiedykolwiek w przyszłym zyciu stane przed możliwością wyboru tesciowej-to Cię zaklepuję na 100%:-)
    Ja tez mam imię zaczynające sie na M :D
    Serio,to wzruszył mnie ten post od początku do końca...
    Tworzycie naprawdę zgraną,fantastyczną rodzinę,gdzie milosc i wsparcie sa tak oczywistą rzeczą jak po dniu noc...
    Ja tez nie wyobrażam sobie kota czy psa w domu,no nie i koniec...
    Koty plączą się kolo mojego nowego lokum,owszem byl taki jeden (ale to byl nie calkiem jeszcze dorosły kot)który upodobal sobie nas,to mu nosiłam żarcie.Chodzil krok w krok za moim mężem,byl tak upierdliwy,ze mąż na podwórku nie mogl nic zrobić:D Pewnego dnia juz sie nie pojawil(kot,nie mąż :D)chyba wlasciciele go zgarnęli)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Owocku, masz zaklepane:)) Tyle, ze ja w przyszlym zyciu planuje wrocic jako chlop:P ale to nic bede tesciem:)))
      Chce miec psa, psa da sie wychowac a to dla mnie bardzo wazne.
      Kot lazi swoimi drogami, czyli po stole, po talerzach bo akurat tak przebiegaja jego drogi. No u mnie to raczej nie przejdzie. A swoja droga musze przepytac synowa czy Carl lazi po stole, chociaz podejrzewam, ze nie bo juz by mu Junior zrobil jesien sredniowiecza z dupy:)))

      Delete
    2. Ok,Star na Ciebie w roli teścia,tez się piszę:-)
      Tutaj l wszyscy przezywaja wizytę Trumpa jak mrówka okres.Trzeba przyznać,że z historii Polski nieźle się wykuł.Gadane to on ma,żeby tylko na tym sie nie skonczylo...
      Tak na marginesie,Star,czy on ma perukę?:D....hahaha w tej chwili mówili ze Melania miala torebkę ze skory krokodyla chyba za 250tys dolców,ktora to świadczy o najwyższym statusie materialnym-słowa dziennikarza :DDDD

      To mam nadzieje,ze piesek będzie grzeczny :-)

      Delete
    3. Owocku, ale lojalnie uprzedzam, ze jak wroce w wersji meskiej to bede strasznym lajdakiem, seksualnym oczywiscie:)))
      Zupelnie nie mam pojecia o wizycie Trumpa w Polsce. Mowisz, ze ma gadane? To dla mnie nowosc, chociaz w sumie jak nie robil durnowatych min to moze i potrafi sklecic sensowne zdania.
      Pewnie kul to przemowienie godzinami:)))
      Ponoc nie ma peruki, ale kto go tam wie, on od mlodosci mial tak wlasnie zarzucone wlosy do tylu, tyle, ze krotsze bo i bylo ich wiecej. Ja pamietam jeszcze calkiem mlodego Trumpa w czasie kiedy jego zona byla Ivana musze przyznac, ze byl calkiem przystojny.
      Ale zawsze byl bufonem:)))
      Nie dziwi mnie torebka z krokodylej skory, bo on ma calego wypchanego lwa w domu, wiec wiesz:))
      No i wszedzie kapie zlotem:)))

      Delete
    4. Daje wiarę Star,że za mlodu,on byl dużo przystojniejszy niz obecnie:D
      Teraz kojarzy mi się wyłącznie z orangutanem:D
      Dodam ze Melania miala na palcu pierścień,z ktorym ponoc się nie rozstaje,za 3 mln dolarów (tez bym się z takim nie rozstawala:D)
      Chlop moj popatrzył na Budyniową (czyt..żonę Dudusia)ktora jest młodsza od Melanii i rzekł,że wizualnie to budyniowa mogla by być jej matką.Tlumaczę chlopu,że Trumpowa ma na pewno najdroższe na świecie kosmetyki,kore potrafią cuda zdzialac,a po drugie na pewno botoksy,pierdoly,bo to u nas jest juz na porządku dziennym.
      Star kochana,bo to byl szczyt Trójmorza,gdzie Trump byl gościem honorowym.16 godzin byl w Polsce oczywiście z Melanią,Ivanką i jej mężem.

      Wypchany lew w domu?:DDDDDD

      Delete
    5. Budyń to ksywa Adamowicza, prezydenta Gdańska; więc Budyniowa to jego żona, :-), ale Jej tam nie było!
      Trump mnie osobiście zaskoczył po wyborach, i to pozytywnie. Nie wiem co wiedział o Polsce wcześniej, ale wysilił się żeby co nieco się dowiedzieć. No i facet na luzie, bez dupościsku. Ale z taką kasą i żoną to nie ma się co dziwić, a o gustach się nie dyskutuje. Przywitany został bardzo życzliwie przez zgromadzonych. Informacje o zwożeniu uczestników autobusami to fake news.-

      Delete
    6. Mnie na temat Trumpa nawet paluszki odmawiaja wspolpracy i nie chca klikac:)))
      Ale i tak uwazam, ze lepiej, ze to on jest prezydentem niz mialaby byc Hillary.
      Jedyne co Trump zrobil pozytecznego to obudzil amerykanski narod, a to bardzo wiele. Nie wazne w tym momencie, ze ten narod sie obudzil przeciwko niemu, po prostu nareszcie ludzie zaczeli sie chociaz troche interesowac polityka.
      Potwierdzam Budyniowa czyli Dudusiowa Agatka wyglada jakos tak staro jak na swoj wiek i do tego porusza sie tak sztucznie. No ale to juz zupelnie nie moja dzialka.

      Alex z tego co do mnie dotarlo przez ocean to ksywke Budyn nadala Dudusiowi jego nauczycielka bodajze jeszcze w szkole podstawowej. Ponoc powiedziala o nim, ze on wlasnie taki "budyn" czyli w sumie bez smaku i o watpliwej konsystencji i tu sie z nia zgadzam absolutnie. Ten czlowiek nie ma zadnego kregosulpa.

      Delete
    7. Dodam,że ksywę"Budyń"rozpowszechniła też ś.p Maria Czubaszek:-), dotarła do jakiegoś wywiadu,ktorego udzielała pani z przedszkola,do którego chodzil maly Andrzejek.
      Ponoć byl bardzo grzecznym dzieckiem,takim cichutkim i uwielbial budyń:D
      Leżalam zlożona ze śmiechu,słuchając tego w wykonaniu M Czubaszek.:DD

      Delete
    8. Owocku, cos mi mowi, ze to Ty masz racje z tym budyniem i to byla pani przedszkolanka. Tak czy inaczej, jak patrze na te buzke to widze budyn:)))

      Delete
  24. A już miałam się nie odzywać.:-) Ale cóż poczułam się zobligowana. Adamowicz /ten co to nie potrafi doliczyć się swoich mieszkań w deklaracji podatkowej i przeciw któremu wszczęto postępowanie karno skarbowe/ dorobił się swojej ksywki po 1998 r. kiedy to został prezydentem, więc jakby mniej zakurzona ta jego ksywka i jeszcze zapracował na nią /wg mnie bardzo się zasłużył/. Sporo można znaleźć w necie na ten temat. O ksywce Dudy z przedszkola wiem i wiedziałam, ale bez przesady /czas przedszkola, nawet nie szkoły/. Co do opinii o braku kręgosłupa prezydenta Dudy. Taka jest narracja totalnej opozycji /"totalna" to określenie Schetyny przewodniczącego tej frakcji/. Dla mnie jest to zwykła manipulacja. Jaki kręgosłup ma mieć prezydent wywodzący się z PiS-u i przez tę partię desygnowany? Przecież w oparciu o ten program wyborczy wygrali wybory i otrzymali mandat do rządzenia i co zdumiewające realizują go. Komorowski, poprzedni prezydent również działał w ramach określonych poprzez swoje ugrupowanie polityczne z którego się wywodził i nikt nie czynił mu z tego powodu zarzutów. Zresztą na tle Komorowskiego każdy prezydent odznaczałby się pozytywnie; bo, ten najlepiej jak nic nie robił. Co się odezwał lub ruszył popełniał mówiąc bardzo oględnie gafy.
    Odnośnie pań prezydentowych: nie każda pierwsza dama to była modelka, ponadto Agata Duda była jakby nie patrzeć gospodynią i wg mnie pełniła tę rolę doskonale. Wg nieocenionego Kamyczka gospodyni nigdy nie powinna przyćmiewać gości.
    Natomiast co do Trumpa, po kampanii wyborczej miałam wrażenie ze to oszołom sprzyjający Rosji /taki był przekaz medialny, a właściwie migawki z kampanii przedwyborczej/, dlatego byłam pozytywnie zaskoczona. A już ogromnym plusem wg mnie było uhonorowanie przez prezydenta Trumpa Powstania Warszawskiego, jego uczestników i ofiar. Takiej promocji polskiej polityki historycznej nie mieliśmy nigdy. Pamiętam i nie tylko ja określenie Obamy "polskie obozy zagłady"!
    Skandalem dla mnie było za to określenie w Newsweeku; odnośnie wizyty było, nie było prezydenta największego mocarstwa świata "polityczny trup przyjechał". Natomiast Hołdys Zbigniew / współtwórca zespołu Perfect i min. przeboju 'Autobiografia" popisał się wypowiedzią na temat wizyty prezydenta, a dokładniej na temat ciepłego przyjęcia przez Polaków, że wolałby gdyby przywitano go tak jak w Hamburgu, czyli zamieszkami, zdemolowaną dzielnicą i sklepami, podpalonymi samochodami i rannymi w związku z tym policjantami, w liczbie coś około 500. Takie to oto są kwiatki liberalnej opozycji. Co na to wierchuszka opozycji? Nic, to woda na jej młyn! Patrzę i nie wierzę! Czyż aż tak schamieliśmy???

    ReplyDelete
    Replies
    1. Alex, czy Ty naprawde wierzysz, ze Trump wie gdzie jest Polska? Prezydenckie przemowienia pisza zatrudnieni do tego pisarze, a prezydent tylko czyta.
      Trump jest tak tepy jak... naprawde nie wiem do czego porownac... no chyba plastikowy noz.
      Dobrze, ze chociaz czytac umie... poza tym nic.
      Ale nawet jako kretyn to i tak jest bardziej prezydentem niz Duda, bo chociaz sobie podpisuje rozne tam zachciewajki prezydenckie, z ktorych 90% i tak nie ma szans na realizacje.
      Co zrobil Duda samodzielnie? Bez uprzedniego przyzwolenia Jarusia?
      No dobra, zlapal hostie w locie ;))))
      Co do Dudy, to jak wiesz nie sledze polskiej polityki doglebnie, ale zawsze cos tam do mnie dociera. Nie wiem czy Komorowski tez jezdzil gdzies noca po wytyczne tak jak to robi Duda jezdzac do Jarusia?
      Nie wiem, tez czy Komorowski prowadzil nocne rozmowy z Lesnym Ruchadelkiem?
      No po prostu nie wiem tych rzeczy jesli chodzi o Komorowskiego, ale juz o tym, ze robi to Duda czytalam zreszta w polskiej prasie. Owszem nie czytam pism nawiedzonych, gdzie glownym redaktorem jest pan Terlecki, czy jak on sie tam zwie.
      Natomiast co do Agaty Duda to ta kobieta ma tylko 45 lat. Ja mam 63 i nie mam polowy tych zmarszczek co ona, bylam przez wiele lat kosmetyczka i wiem, na pewno wiem, ze jesli ktos dba o cere to jest wrecz prawie niemozliwe zeby tak wygladac jak ona w tak mlodym wieku.
      I nie ma to nic wspolnego z byciem lub nie byciem modelka, do jasnej cholery krem nawet Nivea zrobilby juz duzo, o botoxie nie wspomne. Chociaz jak jestem przeciwniczka Botoxu to gdybym byla Pierwsza Dama jakiegokolwiek kraju to bym sobie wstrzyknela. No z wyjatkiem krajow muzulmanskich, tamtejsze kobiety maja ten luksus, ze pod szal zaglada tylko maz, wiec moga spokojnie straszyc swiat:))))

      Delete
    2. Star,krem Nivea ZAWSZE jest na mojej polce,niezależni od peciu innych.Pięc innych nie poradzilo sobie z dziwnymi sychymi plackami na policzkach...a Nivea-i owszem!!!
      Masz rację,moja kochana Mama zawsze sobie kremik porzadny dawala na twarz i w wieku 76 lat miala tylko kilka zmarszczek kolo oczu-tyle....
      A juz w dzisiejszych czasach,jak się ma kasę to można sobie cuda w gabinecie kosmetycznym zaaplikować,aby poprawić wygląd skóry-masz rację w 100%

      Delete
  25. No co Ci mam powiedzieć? Ja pokochałam dwa szurnięte szczurki, bo kochają je nasze Małe Wariatki 😉

    ReplyDelete
  26. Star,ja kompletnie nie w temacie....przeczytałam Twój komentarz u Laili dotyczący przyjaźni a konkretnie,ze pojawiający się w naszym zyciu ludzie nie są nam dani na zawsze.. Pięknie o tym napisalas posiłkując sie buddyzmem....przemowilo to do mnie w szczególny sposób.Przed oczami miałam Mamę i to co napisalas ....Dziękuję Star:****

    ReplyDelete
  27. Stardust, czy Ty bierzesz udział w konkursie na najlepszą teściową? Masz szanse!!!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...