Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, June 21, 2017

Rodzina

Wiele sie mowi na temat rodziny, a to ze jest najwieksza wartoscia, albo, ze rodziny sobie czlowiek nie wybiera, lub z rodzina najlepiej tylko na zdjeciu, ale tez, ze bez rodziny nie da sie zyc... mozna by tak wymieniac w nieskonczonosc.
A jak to jest naprawde?
Naprawde to raczej w kazdej rodzinie jest jakis trup w szafie. 
W mojej byla cala galeria trupow:))) 
Tylko oczywiscie nie wolno o tym mowic, bo "zly ten ptak co wlasne gniazdo kala" a wiec bez wzgledu na to ile krzywd, czy upokorzen ktos doznal od najblizszej rodziny to i tak ma "stulic dziob i siedziec cicho"  bo przeciez to najwyzsza wartosc czlowieka. 
Naprawde? Kochac matki i ojcow alkoholikow, bo splodzili i urodzili nie wazne, ze pewnie bez zadnej swiadomosci umyslu, a moze nawet niejeden ojciec zgwalcil matke, ale nalezy mu sie milosc i dobre slowo. 
No dobra, az takich drastycznych szkieletow to nawet w mojej rodzinnej szafie nie bylo, ale szczerze nie lubilam i nie lubie mojej rodziny. 
Dlaczego?
Bo moja rodzina jest jak osmiornica, oplata czlowieka ze wszech stron i zanim sie czlowiek obejrzy to juz nie ma czym oddychac.
Jak tylko daleko moge siegnac pamiecia bylam wiecznie pod pregierzem oczekiwan i to nie tylko rodzicow, z nimi akurat bylo w miare latwo. Ale od malego dziecka slyszalam "a co na to powie wujek?", bo brat matki byl jakas swieta osoba w tej idiotycznej rodzinie. A mnie akurat od zawsze zwisalo co powie wujek, bo wujka razem z jego opiniami mialam gleboko w odwloku. 
Nawet jak juz doroslam, wyszlam za maz, sama zostalam matka to ciagle uwazali, ze maja absolutne i niepodwazalne prawo krytykowac i wszedzie wtracic swoje "powinnas", na szczescie ja sobie z tego nic nie robilam, ale ile to nerwow kosztowalo to tylko ja wiem.
Oczywiscie wdzieczna jestem za pomoc, ktora otrzymalam po odejsciu od pierwszego meza, ale nie sadzilam, ze z okazji tejze pomocy rodzina bedzie pisac scenariusz na dalsze moje zycie po wsze czasy.
Emigracja do Ameryki byla najlepszym wydarzeniem w moim zyciu, bo nie dosc, ze ucieklam spod lupy to jeszcze dosc daleko i do tego zeby zapukac do moich drzwi potrzebna jest wiza. 
Jak slowo daje, jak kiedys jakis rzad amerykanski zniesie wizy dla Polakow to ja wypierdalam do Mongolii:)) 
Moja rodzina byla taka bardzo rodzinna w sensie, ze musieli mi zawsze naopowiadac roznych nowinek. 
Wsrod nowinek zawsze najwazniejsze bylo kto stracil prace, komu sie urodzilo kolejne dziecko a czyje idzie do komunii, bo oczywiscie zawsze laczylo sie to z oczekiwaniem zapomogi finansowej. 
Najlepsza byla kuzynka, ktora doslownie dwa miesiace po moim wyjezdzie z Polski napisala, ze wlasnie wychodzi za maz i czy moglabym wyslac jej suknie slubna. 
Pewnie... dlaczego nie? przeciez ja bylam w Ameryce, a im sie nalezy. 
Mistrzynia w bajdurzeniu opowiesci dziwnych tresci byla Mama, przy kazdej rozmowie telefonicznej bylo: 
-- Wiesz Tereska z siodmego pietra... 
-- Mamo, ale ja nie znam Tereski z siodmego pietra... - probowalam sie wyzwolic od nawalnicy nieszczesc jakie wlasnie przytrafily sie Teresce. 
-- Jak to NIE znasz???!!!!
-- Po prostu nie znam, w zyciu na oczy nie widzialam.... Jak dlugo Tereska mieszka na siodmym pietrze? 
-- No jak to? Dlugo mieszka.... bedzie juz ze 12 lat... 
-- Wlasnie a ja wyjechalam 19 lat temu, wiec nie znam! 
-- No dobrze, nie znasz to ja Ci o niej opowiem.... 
Teraz juz lecial regularny zyciorys Tereski, czasem zdarzaly sie drobne potkniecia typu: 
-- Jej rodzice mieszkaja gdzies na wsi pod Jedrzejowem.... oj... chyba mi sie pomylilo... chyba pod Starachowicami... 
-- Mamo nie wazne gdzie mieszkaja rodzice Tereski... - probowalam przekonac bo najbardziej sie balam, ze odlozy sluchawke na bok i poleci na to siodme pietro zapytac Tereske co bylo wielce prawdopodobne. 
Nie bylo czasu na opowiadanie co sie dzieje w moim zyciu, bo przeciez "alez coreczko TY sobie zawsze poradzisz", nie bylo czasu nawet zapytac o wnuka, ktorego ponoc bardzo kochala, bo jeszcze byly opowiesci o pani Krawcowej, o sprzedawczyni z kiosku Ruchu, o tym kto umarl, kto sie urodzil w okolicy, gdzie mieszkalismy 40 lat temu czyli za czaswow mojego wczesnego dziecinstwa. 
To wszystko bylo wazniejsze ode mnie, od mojego zycia. 
A jak juz nawet udalo mi sie cos wtracic to nastepowala krytyka podparta gleboka dezaprobata, czyli czesto jekliwe: 
-- Yyyyyy.... 
Do tego wszystkiego wrecz karalne bylo nie wyslanie zyczen, czy tez nie wykonanie telefonu z okazji imienin, urodzin, czy tez jakichs swiat. Najgorzej mialam z Dniem Matki, ktory u nas jest ok. 2 tygodnie wczesniej i jak zapomnialam kupic kartke z tej okazji to juz po drugiej niedzieli maja nie mialam mozliwosci. 
Wreszcie sie zmadrzylam i zakupilam zapas kartek na te okazje, tak jednorazowo, zeby nie zabraklo.
Jak by ktos potrzebowal to ciagle mam kilka sztuk na stanie:)  
Przestepstem tez bylo wyslanie takiej samej kartki jak kilka lat wczesniej, a ja nie prowadze rejestru:) 
Nie chce sie tu wdawac w szczegoly, bo to bez sensu, ale relacje z moja rodzina byly zawsze uciazliwe, mowiac bardzo delikatnie.
Tak naprawde to nie wiem kto byl gorszy, Mama czy Brat, bo Mamie mozna bylo wiele wybaczyc chocby ze wzgledu na wiek, ale Brat jest ode mnie starszy tylko dwa lata a zachowuje sie jak by mial 120 lat.
Polecielismy do Polski ze Wspanialym, chcialam mu pokazac Polske, a wiec nie tylko Kielce. Jak tylko wspomnialam Bratu, ze jedziemy do Lodzi, Warszwy, Gdanska, Krakow, Torunia to natychmiast padlo pytanie:
-- Ale po co? 
Jak na takie pytanie odpowiedziec, nie wiem bo ja naprawde nie mam cierpliwosci do idiotycznych rozmow. Dal mi stary telefon komorkowy, podobno zebym mogla sie porozumiewac z ludzmi, do ktorych jechalam, z ktorymi bylam umowiona juz od miesiecy przed wyprawa do Polski.
Ladny gest, wykupilam tylko nowa karte i mialam mozliwosc kontaktu, bardzo mnie to ucieszylo. Tak od wieczora kiedy dostalam ten telefon az do nastepnego rana.
Rano wyjezdzalismy autobusem do Lodzi, Brat nas nawet dostarczyl na stacje autobusowa, pozegnalismy sie "do zobaczenia za 2 tygodnie" i myslalam, ze mam dwa tygodnie prawdziwych wakacji przed soba.
Ale... juz po godzinie jazdy autobusu zadzwonil telefon.
Kto?
Braciszek.
-- Gdzie jestes? 
-- W autobusie - odpowiedzialam zgodnie z prawda.
-- No tyle to wiem, ale gdzie? Jaka miejscowosc mineliscie? Do jakiej sie zblizacie? 
-- Nie wiem, nie interesuje mnie to, ja nie jestem kierowca tego autobusu, ja jestem pasazerem. 
Za nastepna godzine znow telefon, wiadomo Braciszek.
-- To jak Wam sie podoba? 
-- Kryste a co ma sie nam podobac? Droga widziana przez okno? 
Trzeci raz zadzwonil dokladnie w momencie kiedy wysiedlismy z autobusu juz w Lodzi i wlasnie kierowca wykiprowal nasze bagaze na sam srodek przejscia, tak ze tarasowalismy mozliwosc poruszania sie innych pasazerow.
-- Nie moge teraz rozmawiac - urwalam krotko.
Za piec minut nastepny telefon.
-- Nie mozesz rozmawiac to co sie stalo??? 
-- Nic sie nie stalo, do kurwy nedzy, przestan mnie meczyc - wylaczylam sie, bo wlasnie ladowalismy bagaze do samochodu mojego przyjciela.
I tak bylo przez caly dzien, w koncu sie wkurwilam i powiedzialam, zeby mi nie zawracal dupy, bo to sa moje wakacje. 
Dotarlo ale nie na dlugo, szybko sie przekonalam, ze ten telefon to wcale nie z troski o ulatwienie mi zycia, ale to jest smycz, za pomoca ktorej moj Braciszek bedzie mnie molestowal przez cale dwa tygodnie.
Skonczylo sie na tym, ze musialam go zdrowo opierdolic i przestac odbierac jego telefony, a przeciez moglo byc fajnie. 
Jaka jest rodzina Wspanialego? 
Bardzo nieinwazyjna, nie natarczywa, ot jak jest powod to potrafia sie skrzyknac, jak nie ma to potrafia milczec, po prostu wiedza, ze w razie potrzeby sa i moga na siebie liczyc. 
Jak przyjechala z wizyta moja Mama to byl "gosc na stanie" przez 6 miesiecy, trzeba bylo podawac, obslugiwac i dotrzymywac towarzystwa ach i malowac paznokcie codziennie, mimo, ze cale zycie ich nie malowala. 
-- Usiadz i porozmawiaj ze mna - domagala sie co w rzeczywistosci oznaczalo "usiadz i wysluchaj mojego narzekania", bo Mama jakos dziwnie nie miala nigdy nic pozytywnego do powiedzenia. 
Jak przyjezdza Tatek to wiemy, ze jest, kiedy jest o czym rozmawiac to rozmawiamy, jak nie ma o czym to kazdy zajmuje sie swoimi zainteresowaniami i nikt sie nie obraza, ze nie poswiecamy mu czasu. 
Sam sobie robi sniadanie, jak jest glodny to wie gdzie kuchnia i potrafi zadbac o swoje potrzeby. Tak naprawde to tylko obiady jemy razem. Tatek nie opowiada o ludziach, ktorych nie znamy, bo potrafi rozroznic fakt, ze to ludzie z jego otoczenia i nie interesuje nas co sie u nich dzieje. 
Wspanialy ma w Buffalo dwie kuzynki i kuzyna, jak jedziemy odwiedzic Tatka to sie czasem z nimi spotykamy, ale w wiekszosci przypadkow nie, bo nie mamy na to czasu. A jak mamy czas to wolimy jechac do znajomych do Toronto. Jakos nikt nie ma o to pretensji. 
Dlaczego nie lubie jezdzic do Polski? 
Bo kazda wizyta to skazanie na towarzystwo tylko rodziny. Jak nie daj buk powiem, ze gdzies chcialabym pojsc, pojechac cos zobaczyc to zawsze pada niesmiertelne: 
-- Ale po co? 
Owszem gdybym powiedziala, ze funduje wyjazd jemu i calej jego rodzinie lacznie z wnuczka to pewnie by nie mial nic przeciwko temu.
Niedlugo bedzie 9 lat jak bylismy w Polsce.
Czy jeszcze kiedys pojade?
Raczej nie, bo dla mnie to nie sa wakacje, to jest zeslanie na ciezkie tortury psychiczne. Po kazdych takich "wakacjach" mam wrazenie, ze tak naprawde to zupelnie niepotrzebnie tam pojechalam lepiej byloby gdybym wyslala im te pieniadze, ktore stracilam na podroz i zgrozo pokazywanie mezowi kraju. 
Ktos pomysli, ze sie czepiam? Niezupelnie, moje wizyty i tak zaczynaja sie od splacenia dlugow poszczegolnych czlonkow rodziny. 
Czy ja kiedys cos od nich dostalam? albo chociaz moj syn kiedy jeszcze byl dzieckiem. 
Nie, przeciez my bylismy w Ameryce po to zeby im pomagac. Ja wyemigrowalam po to zeby IM wszystkim "bylo lzej" w Polsce, syn mojego brata wyjechal do Anglii nascie lat temu, zeby "sobie tam ulozyc latwiejsze zycie". 
Czuje ktos te roznice? 
Taka wlasnie jest moja rodzina. La familia... jak mafia :) 
Rok temu pojechalam do Kalifornii na dwa tygodnie, ktore spedzilam z kuzynka Wspanialego. Tak naprawde to nie znalysmy sie prawie zupelnie, bo 3 lata wczesniej spedzilysmy troche czasu razem w gronie rodziny, zeby sie odnalezc na lotnisku wyslalam jej moje zdjecie zeby wiedziala jak jestem ubrana:) 
Spedzilysmy razem dwa tygodnie, przejechalysmy razem ponad 3 200 kilometrow i bylo fantastycznie. 
Owszem klocilysmy sie i sprzeczaly na rozne tematy, potem dochodzilysmy do wniosku, ze w sumie to albo jedna potrafi przekonac druga albo pomimo dyskusji kazda zostaje przy swoim, ale to byly rozmowy argumentami bez zadnych chorych emocji.
Judie w sposob idealny wyczuwala moje potrzeby odpoczynku, byla na to wrecz przygotowana majac swiadomosc, ze 9 miesiecy wczesniej przeszlam przeszczep szpiku kosci, wiec mialam prawo czuc sie zmeczona. Na tylnym siedzeniu zawsze byl kocyk i poduszka dla mnie:))
Ot tak w pelnej gotowosci, bo potrzeba to tak naprawde byla tylko raz kiedy wracalysmy z San Francisco do miasteczka, w ktorym ona mieszka i w drodze zastala nas noc.
Padlam tez w miejscowosci Cambria gdzie mialysmy i tak zatrzymac sie na noc. Padlam tuz po obiedzie na "drzemke" ale prosilam zeby mnie obudzila, bo chcialam koniecznie sfotografowac zachod slonca.
Tymczasem obudzilam sie na 15 minut przed momentem kiedy slonce zupelnie zniknelo na horyzoncie.
"Och czyzby Judie zapomniala mnie obudzic" pomyslalam wybiegajac z aparatem na plaze.
A tam siedziala Judie z moim drugim aparatem i robila dla mnie zdjecia...
-- Tak smacznie spalas... nie chcialam Cie budzic... Ty tak malo odpoczywasz w tej calej podrozy, ze sie martwie, czy sobie nie zaszkodzisz... 
Z radoscia i lzami w oczach rzucilam sie jej na szyje.
Nie jestem przygotowana do takiej troski, nigdy tego nie zaznalam od mojej rodziny. 
Przez dwa tygodnie naszej wyprawy zaden maz (ani moj ani jej) do nas nie wydzwanial tylko po to zeby sprawdzic co robimy i gdzie jestesmy. 
Mialysmy super wakacje. Wszystkie koszty calej wyprawy sprawiedliwie dzielilysmy na pol mimo, ze ja chcialam placic wiecej bo cala akcja byla moim pomyslem, ale Judie sie nie zgodzila, albo 50/50 albo nie ma wakacji tak postawila sprawe. 
Wpadlysmy do jej domu po 9ciu dniach tylko po to zeby Steve umyl samochod, bo juz niewiele bylo widac przez szyby a nam bylo szkoda czasu na myjnie:) 
Taka rodzina to mi sie podoba. Nikt nikogo nie wypytuje, dlaczego, po co i na co? Nikt nie oczekuje, ze pojde z nim po zakupy i oczywiscie zaplace nie tylko za ewentualne produkty spozywcze co mozna przetrawic ale jeszcze za buty "ktore sie akurat trafily okazyjnie"
Nikt nikomu nie zadaje pytan finansowych, nie mowi sie po prostu o pieniadzach, no chyba, ze ktos jest w potrzebie wtedy moze liczyc na pomoc rodziny ale tez bez zagrozenia, ze od tego momentu juz bedzie systematycznie rozliczany do konca zycia. 
Wiem co czesc z Was mysli:) Znow jestem ta wyrodna co sra we wlasne gniazdo bez wzgledu na to czy to gniazdo jest rodzina czy tez krajem urodzenia. 
Problem w tym moi kochani, ze ja juz od bardzo dawna nie mam zadnego gniazda i tak naprawde to mi zwisa zwiedlym kalafiorem czy tam natka pietruszki kto co o mnie mysli. 
Bo serio, to wszyscy moga mnie pocalowac tam gdzie plecy koncza swoja szlachetna nazwe. 
Nikt mi w zyciu nic nie dal, to co mam lub czego nie mam to zawdzieczam tylko sobie.
I niech tak zostanie.
Moim (nie)skromnym zdaniem wiezy krwi to stanowczo za malo, zeby tworzyc rodzine.
Rodzine tworza emocje miedzy ludzmi, takie jak milosc, szacunek i zrozumienie potrzeb drugiej osoby.
Krew?
No coz, tu podobnie jak z miejscem urodzenia nie mamy na to wplywu.



110 comments:

  1. Replies
    1. Jest jak jest, przyzwyczailam sie i juz nie boli, odleglosc na pewno w tym pomaga:)

      Delete
    2. Ja tez sie przyzwyczailam i olewam to.

      Delete
  2. ja akurat mam fajna rodzine, nie mogę sie doczekac zjazdu rodzinnego w tym roku, lubimy sie i szanujemy, choc czasem wióry lecą:))

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jesli rozpatrywac w kategoriach "fajnosci" to moja tez moze byc fajna. Jest kilku calkiem przystojnych facetow, kobitki tez w miare wygledne. No fajni sa.
      Zjazd jednak wole z moja amerykanska rodzina i tez nie moge sie doczekac urodzin Tatka z tego wlasnie powodu.

      Delete
    2. Telefon mi przerwal mysl, a potem mi sie zapomnialo wiec dopisuje:)
      U nas tylko z wzajemnym szacunkiem i lubieniem jest problem, a to niestety musi dzialac w obie strony.

      Delete
  3. Z ust mi to wyjęłaś ! Aczkolwiek moja rodzina, czyli raptem tato na stanie, jest hałaśliwa i pierdząca, ale bez wtrącania się i absorbowania swoją osobą. Babcia Zofia była zgoła inna, po kilkugodzinnej wizycie u niej dawała nam pół godziny na dojście do domu po czym był telefon: No co tam słychać? Na szczęście nie miałam cioć żadnych i imieniny obowiązkowe odpadały.
    Ja uważam, że rodzinę powinno się wybierać samemu i, mimo żem jedynaczka, mam kilka sióstr i braci z doboru naturalnego:p

    ReplyDelete
    Replies
    1. Repo, dokladnie tak, znaczy z tym doborem naturalnym. Moja amerykanska rodzina, czyli rodzina Wspanialego to byl i jest absolutnie Jackpot. Kocham ich wlasnie za to, ze sa tacy jacy sa.
      Dlatego tez z takim oddaniem przygotowuje Tatkowe urodziny, bo on naprawde na to zasluguje.
      U mnie jedynym naprawde cudownym czlowiekiem byl moj Tato, ale on niestety zmarl 3 miesiace po moim wyjezdzie z kraju:(((

      Delete
  4. Moglabym cale tomy pisac na temat rodziny wlasnej i mojego slubnego. Moje dziecinstwo i mlodosc zamknelam, nie chce wiecej tego roztrzasac, choc latwo nie bylo. Do Polski jezdzimy rzadko, z racji oddalnia (nie smiej sie!) i wielu obowiazkow tu na miejscu. Jedno tylko, ze na moich rodzicow, a teraz na mame zawsze moge liczyc, choc odbywa sie to niekiedy ze spieciami. Nikt nie jest idealem, kazdy ma jakies narowy i wady, zle nastroje czy chandre. Ogolnie jednak nie moge narzekac, choc zyczylabym sobie, zebysmy jednak z matka byly blizej. Nigdy nie byla moja przyjaciolka, taka matka z krwi i kosci, ale lepsza taka, niz zadna albo jakas patologiczna. Teraz zostala sama, dzwonie codziennie, bo kazda rozmowa moze byc ta ostatnia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Napisalam wyzej do Repo, moj Tato byl jedynym czlowiekiem, na ktorego moglam liczyc i ktory byl naprawde sprawiedliwy. Niestety za wczesnie mu sie zmarlo - trzy miesiace po moim wyjezdzie z Polski.
      A cala reszta, tak jak opisalam.
      W sumie to napisalam te notke troche terapeutycznie, wlasnie po to zeby zamknac ten rozdzial.
      Wyobrazasz sobie, ze moj Junior od czasu kiedy wyjechalismy nigdy nie byl w Polsce?
      Owszem chcialam go kiedys wyslac na wakacje i nawet byl moment (moze dwie minuty) radosci a zaraz potem padlo pytanie "ale co ja bede z nim robic?". W tym momencie mialam wizje mojego 12 letniego dziecka przywiazanego jak pies na smyczy do drzewa i powiedzialam, ze nie to nie jest dobry pomysl.
      No ale ja oczywiscie sponsorowalam wakacje dzieci mojego Brata, moze nie w pelni, ale gdyby nie moja co miesieczna pomoc to nie sadze, zeby bylo ich na to stac.
      Moi tez na szczescie nie byli patologiczni, chociaz cholera wie co jest patologia, bo moze to jest jakas patologia umyslowa?:)) Nie wiem, naprawde nie wiem i juz nie jest mi ta wiedza do niczego potrzebna.

      Delete
    2. Smutne to, bo to w koncu najblizsza rodzina. Zawsze zalowalam, ze jestem jedynaczka, ale gdybym miala tak roszczeniowe rodzenstwo, tylko dlatego, ze zyje poza Polska (a w koncu mnie forsa na drzewie nie rosnie), to moze lepiej, ze nie mam.
      Z wakacjami mialam dobrze, bo rodzice brali bestie do siebie na cale 6 tygodni wakacji, a ja mialam chwile oddechu. Zawsze organizowali im bardzo fajne wakacje. Pozniej bestie juz same jezdzily do dziadkow, glownie po to, zeby sie obkupic. :)))

      Delete
    3. Dla mnie juz nie smutne, szczegolnie po napisaniu tego posta. Wspanialy tez nie ma rodzenstwa i szczerze mu tego zazdroszcze, bo jak miec takie rodzenstwo jak ja mam to lepiej byc jedynakiem/czka.
      Ja bylam tylko bankiem, placilam zalegle rachunki, splacalam pozyczki, kupowalam lodowki, odkurzacze i inne sprzety. Obudzilam sie wlasnie jak syn mojego brata wyjechal do Anglii i kiedys zapytalam czy im pomaga a w odpowiedzi uslyszlam "no co TY?? to my jemu wysylamy paczki, przeciez on tam sobie musi jakos ulozyc zycie".
      No wlasnie on wyjechal sam, ja z dzieckiem ale to ON sobie mial ulozyc zycie, moje zycie i zycie mojego dziecka sie nigdy nie liczylo.
      Serio?
      Zerwalam kontakty i mam z glowy.
      Jedyna osoba, z ktora mam kontakt to corka mojego mlodszego brata, ktora mieszka w Irlandii i jest o dziwo NORMALNA.
      Junior nie byl w Polsce bo nie mial do kogo jechac, a teraz juz nawet nie mowi o checi odwiedzenia kraju. Wcale mu sie nie dziwie, ze nie checi, bo ja tez juz nie mam.

      Delete
    4. Wlasnie z Polski wrocilam.Mam NORMALNEGO brata tylko,o drugim( siostra) wole nie wspominac.Jezdze wiec glownie do niego, oboje jestesmy juz "wiekowi " jak on mowi i nie wiadomo czy zobaczymy sie jeszcze nastepny raz. Mam w Polsce takze wielu przyjaciol i spotykam sie z nimi przy kazdym tam pobycie.Ciesze sie bardzo tymi spotkaniami, bo sa wspaniali.

      Delete
  5. Stradust wiesz co ja myślę ? myślę że jakbyś tu napisała że chcesz przyjechać do Polski to miałabyś "cumownię " w wielu miastach i miasteczkach bo oczywiście ja jako pomysłodawca chciałabym Was gościć , także tylko sprecyzuj jakie miasta chcecie zwiedzić i będzie Wam dane ;-)
    '

    ReplyDelete
    Replies
    1. Sylwio, wiem i tak tez bylo te 9 lat temu, ze w Gdansku, Lodzi bylismy w goscinie u ludzi, ktorych poznalam wczesniej tylko wirtualnie. W pozostalych miastach spotykalismy rowniez moich wirtualnych przyjaciol i to byly super spotkania, pod warunkiem, ze nie odbieralam telefonu od brata.
      Wiem, ze na pewno moglabym taki wypad jeszcze zorganizowac i wiem, jestem o tym swiecie przekonana, ze mialabym zapewniony super czas i goscine. Tylko wiesz jak masz swiadomosc, ze tam gdzies w innym miescie mieszkaja ludzie, z ktorymi laczy Cie pokrewienstwo to jednak nie jest latwo psychicznie.
      A ja juz jestem za stara zeby sobie swiadomie sprawiac bol.

      Delete
  6. U mnie w rodzinie, jak prawie w kazdej, tez by mozna truposzki powykopywac. O niektorych wiem, choc pewnie nie o wszystkich.
    Ale ogolnie rodzine mam dobra. :) Mimo tego, ze z Mama z wiekiem trudniej sie rozmawia, i ze ona podobnie do Twojej, opowiada historie ludzi mnie mniej lub bardziej znanych, to nigdy nie mialam poczucia, ze sie nie interesuje moim zyciem, czy ze czegos ode mnie oczekuje (oprocz byc moze wsparcia w klotniach z Tata, co potrafi byc drazliwym tematem).. slucham wszystkich plotek, wiem, ze to jest jej zycie, i po prostu mi o nim opowiada, bo mnie kocha. Ona wierzy, ze ja chce o tym slyszec. Czasem uda mi sie wtracic z pytaniem o tym, co gotuje, jak zdrowie, co nowego kupila, itp. Czasem rozmawiamy o mnie.
    I choc sa pewne podobienstwa, to wiem, ze ten moj zwiazek z Mama jest inny od Twojego. Dlatego osobiscie absolutnie nie oceniam.

    Siostre mam najkochansza na swiecie. Mimo tego, ze lalysmy sie czasem do krwi, jak bylysmy mlode, to teraz jestesmy bardzo blisko. I przepadam za jej dzieciakami.

    Poza tym w zwiazku z tym, ze rodzina mojej Mamy i mojego Taty to duze rodziny, zawsze bylismy dosyc blisko z wujostwami i kuzynami.. Nie moge powiedziec, ze ze wszystkimi wciaz jestem blisko. Tych, ktorzy skrzywdzili moich rodzicow, nie odwiedzam, nie utrzymuje kontaktow. Ale ci, z ktorymi sie wychowalam, ktorzy potrafia sie rozplakac na wiesc o tym, ze sie spodziwamy (po latach staran), ci, z ktorymi widze sie za kazdym razem, kiedy jestem w Polsce - i zawsze rozstajemy sie ze lzami - tych ludzi kocham i chcialabym byc blizej nich. I nie jest tak, ze nigdy nie ma zadnych nieporozumien. Nikt z nas nie jest idealny, a wiec i nieporozumienia i klotnie czasem sie zdarzaja. Ale jesli ludzie sie kochaja, to potrafia sobie wybaczac..

    Natomiast nigdy moja rodzina nic ode mnie nie oczekiwala. Ani dlatego, ze jestem corka, wnuczka, siostra, kuzynka.. ani dlatego, ze jestem w Stanach. Zreszta w obecnych czasach wyjazd do Stanow absolutnie nie jest gwarantem tego, ze komus bedzie sie powodzic lepiej, niz w Polsce..

    Takze mialam poniekad farta z ta rodzina. ;)

    Dobrze, ze Ty - Star - masz Tatka. I Wspanialego. I ze masz rodzine Wspanialego. Dobrze jest miec rodzine, nawet jesli nie jest ona z krwi..

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kas, ja rozumiem te Mamine opowiesci. Problem z tym, ze jednak te 20-30 lat temu to rozmowy telefoniczne ze Stanow do Polski byly bardzo drogie. Ja tesknilam wiec dzwonilam, chcialam sie podzielic kawalkiem mojego zycia, tego co sie u mnie dzieje. A tymczasem bylo tak, ze mama zaczynala od swoich bolaczek albo medycznych (ja nawet tabletki na bol glowy wysylalam bo "te polskie to wcale nie dzialaja"), po podwyzki cen, przez problemy zakupu plaszcza zimowego az po problemy najpierw blizszych i dalszych kuzynow i kuzynek konczac na podobnych problemach sasiadow.
      Takie monologi trwaly srednio godzine, po godzinie wpadalam jej w slowo sygnalizujac, ze musze konczyc rozmowe na co slyszalam "ale u Ciebie coreczko wszystko w porzadku, tak?" Co mialam na to odpowiedziec po wysluchaniu tych wszystkich narzekan? Wiec mowilam, ze owszem w porzadku i za tydzien znow dzwonilam po to samo.
      Jak Ci powiem, ze w tamtych latach moje rachunki telefoniczne wynosily czesto miesiecznie blisko 1000 dolarow to naprawde nie przesadzam, rachunek ponizej 500 dolarow byl niskim rachunkiem.
      Kas, ja moich krewnych (mam tu na mysli Mame i braci) kocham bo zostalam tak i wsrod nich wychowana. Ale to wcale nie znaczy, ze ja ich lubie. Lubic to trzeba juz miec za co. Ja nie mam za co.
      Nie bede sie powtarzac w kazdym komentarzu, wiec jak masz czas to przeczytaj wszystkie komentarze, kazdy dostarcza jakichs wiadomosci:))
      Odnosnie radosci w Twojej rodzinie z powodu dziecka.
      Kochana jak bylam sama przez 15 lat po rozwodzie z Owczesnym to mi Mama przy kazdej rozmowie mowila "powinnas kogos miec, nie dobrze, ze jestes sama". Jak powiedzialam, ze poznalam Wspanialego i wychodze za maz to zapytala "ale po co?" No wlasnie to tradycyjne u nich PO CO???

      Delete
  7. Widzę, ze każdy ma swoje przeboje z rodziną.
    Ale teraz masz taką z wyboru - i taka, jak widać, jest najlepsza.
    I niech Ci się dalej tak dobrze wiedzie.
    O roszczeniowej postawie rodziny mogłabym godzinami... Ale po co? :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jedzo, ja nie oczekuje niczego czego sama nie daje. Ja sie nie wtracam w niczyje zycie, bo wiezy krwi tez mnie do tego nie upowazniaja, jestem nieinwzyjna, nie wyciagam wiadomosci, nie przepytuje jak na przesluchaniu, nie oceniam.
      I tylko tego samego chce, no ale sie nie da...
      To lepiej zeby bylo jak jest, czyli bez kontaktow, bo ich cena jest dla mnie za wysoka.
      One tylko rozdrapuja ledwo zabliznione rany a za to place zdrowiem.
      Napisalam te notke juz kilka miesiecy temu, ale wreszcie opublikowalam, bo to dla mnie ostateczne zamkniecie tematu.
      Taka terapia.

      Delete
  8. przyszło mi na myśl, że bardzo dobrze sprawy z pokazywaniem rodzinie Polski rozwiązała w zeszłym roku dziewczyna, z którą poznałyśmy się przez blog a polubiły od pierwszego kliknięcia. Poświęciła dla rodziny mieszkającej w kraju część urlopu ale potem miała rozplanowane dokładnie kolejne etapy podróży, i na przykład jej dzieci miały zarezerwowany apartament w Krakowie ale oni mieszkali u nas, bo chciałyśmy się nagadać i nacieszyć sobą. Poza tym ja nimi nie zajmowałam się wcale, sami jeździli zwiedzając to, co uznali, że chcą lub że trzeba aby dzieci zobaczyły (dzieci pełnoletnie). Auschwitz, Wieliczka, Kraków i żydowska dzielnica w Krakowie. Wieczory dla nas. To był cudowny czas!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kochana Klarko, my mielismy trzy tygodnie urlopu, to jest dokladnie 21 dni. Pamietaj, ze na podroz tam i z powrotem tracimy dwa dni, a wiec pozostaje ich 19.
      Pierwsze dwa spedzilam z rodzina w Kielcach, potem pojechalismy na dokladnie 14 dni pozwiedzac Polske.
      Po powrocie spedzilismy dwa dni z bratem i jego zona, zwiedzajac ziemie kielecka. Wynajelam samochod, zaplacilam za benzyne, nocleg w jakims turystycznym schronisku, wyzywnienie na te dwa dni od A do Z, ba nawet za brata papierosy placilam przeciez kupowalam sobie i Wspanialemu wiec przy okazji i jemu.
      To wszystko bylo na nasz koszt.
      Tymczasem siedzimy sobie juz poznym wieczorem w schronisku w pokoju brata i bratowej, bo chcieli pogadac i nagle moj brat, tak ten rodzony brat z krwi i kosci wyjmuje z torby jedna butleke piwa.
      Otwiera i w obecnosci mojej i mojego meza wypija.
      Czy masz jeszcze jakies pytania?

      W Krakowie tez bylismy spalismy w jakims pensjonacie blisko Rynku, super warunki duzo lepsze niz np. w hotelu cztero-gwiazdkowym w Toruniu. Zwiedzilismy Krakow oczywiscie dzielnice zydowska lacznie z obiadem w Ariel (o ile dobrze pamietam nazwe) super restauracja. Niestety nie zdazylismy zaliczyc Wieliczki a do Auschwitz Wspanialy nie chcial jechac.

      Delete
    2. normalnie mi wstyd za tego człowieka, przecież byliście gośćmi!

      Delete
    3. Kochana Klarko, TOBIE wstyd?
      To co ja mam powiedziec, to moj Brat, wspolna krew i geny...
      Nie mam juz kontaktu, napisalam, ze zycze mu jak najlepiej, ale nie chce utrzymywac zadnych kontaktow i zrobilam to dopiero 1.5 roku temu po tym co mi zafundowal jak bylam w szpitalu po przeszczepie.
      Gdzies to pisalam w komentarzach, nie chce sie powtarzac, bo to nic przyjemnego.

      Delete
  9. W 100% Cię rozumiem.Moi rodzice rozeszli się w 2 lata po moim przyjściu na świat. I, co tu ukrywać, wcale nie byli mentalnie przygotowani na posiadanie bachora. A urodziłam się w rok po ich ślubie. Każde poszło we własną stronę a ja, w końcu wylądowałam na stałe u babci, matki mego ojca.W związku z tym wcale nie znałam rodziny mej matki, ale nie sądzę bym coś z tego powodu straciła. Rodzina to była babcia, dziadek(rodzice mego ojca) i siostra mego ojca. A moim życiem usiłowała na siłę kierować ciotka, siostra ojca. Z tego powodu nie poszłam do liceum plastycznego. Gdy miałam 16 lat to i ojciec i matka zauważyli, że przecież ja wciąż żyję i mogłabym np. zamieszkać z ojcem, by pomagać jego chorej żonie, a matka moja potrzebowała właśnie opieki do swego nieślubnego synka. Oczywiście olałam ich propozycje, zostałam u babci.A siostra mego ojca wpadła na pomysł, że nie powinnam wychodzić za mąż, bo przecież ktoś musi się opiekować jej/naszą mamą. Nigdy, przenigdy nie miałam żadnej pomocy ze strony ojca lub matki lub jakiegoś innego członka famuły. I dobrze, do wszystkiego doszliśmy z mężem sami.
    A najbardziej ubawiła mnie moja matka, gdy zapytała się mnie kiedyś, czy ją kocham. Zapytałam- a za co mam cię kochać, chyba nie mam za co. Miałam wtedy już 40 lat,męża, już nieco odchowane dziecko i naprawdę cała "rodzina" mi wisiała.I to była ostatnia moja rozmowa z matką.Zmarła w 13 lat pózniej.
    Wszyscy się dziwią, że na starość wyjeżdżamy stąd- a nas naprawdę tu nic ani nikt nie trzyma.Moja rodzina to tak naprawdę tylko i wyłącznie mąż i córka, jej mąż (przekochany chłopak) i nasze Krasnale.
    Miłego;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak jak piszesz, na to zeby byc rodzina a na Twoim przykladzie widac, ze nawet rodzicem to trzeba sobie zapracowac. To nie przychodzi z urzedu z papierkiem zwanym aktem urodzenia.
      U mnie w calej tej samolubnej rodzinie tylko Ojciec byl normalny, wiem, ze gdyby zyl to byloby inaczej bo nie pozwoliby im na takie wykorzystywanie mnie a i pewnie otworzylby moje oczy na to co oni wyprawiaja.
      Tymczasem ojciec zmarl trzy miesiace po moim wyjezdzie do Stanow, a ja chyba liczylam na to, ze sobie kupie ich milosc.
      Naprawde, dzis juz nie jestem w stanie zrozumiec dlaczego bylam taka idiotka i tak sie dawalam wykorzystywac. Jak moja bratowa miala raka (cos ok. 18-19 lat temu) to ja wysylalam po 300-500 dolarow miesiecznie, zeby miala jak najlepsze jedzenie, opieke i wszystko.
      Jak ja zachorowalam na raka, oczywiscie niczego sie nie spodziewalam bo i co mogliby mi przyslac?
      Ale chociaz logiczne wsparcie psychiczne.
      Nie tego tez nie dostalam, natomiast brat doprowadzil mnie do takiego wkurwa dwa dni po przeszczepie ze akcja ratunkowa trwala 24 godziny i o malo nie wyladowalam na Intensywnej Terapii.
      Nie mam juz rodziny, ta notka napisana kilka miesiecy wczesniej ostatecznie zamyka temat moich krewnych.
      Mam rodzine, z ktora nie jestem spokrewniona, ale oni mnie kochaja tak jak ja ich i szanuja.
      To oni sa moja rodzina, mimo, ze nie mamy wspolnych genow.

      Delete
  10. Star....moja sytuacja jest analogiczna. Do domu jeżdżę rzadko choć to niecałe 80 km! Rozmowa z moją mamą opiera się na jej narzekaniu, bo w każdej sytuacji widzi tylko ciemne strony. Wszystko jest złe i oczywiście jako jedyni jesteśmy obciążeni wszystkimi nieszczęściami świata. No i najistotniejsze jest co się zadziało na mojej dawnej ulicy, choć za chwilę minie 20 lat jak tam nie mieszkam! Z czasem przestałam opowiadać o sobie, bo albo nie było możliwości wtrącenia choć by zdania między tyrady mamy, albo wpadała w czarną rozpacz ściągając w nią i mnie. Do tej pory ma do mnie pretensje, że z innymi " żyję dobrze", że lubię prowadzić dyskusję posługując się argumentami, że nie wróciłam do rodzinnego miasta i nie klepię nudnego, bezcelowego życia jak oni.
    Z drugiej strony rodzina mojego męża. Weseli, uśmiechnięci, pełni ciepłych relacji, bezinteresowni. Rozmawiamy o życiu, o tym, że jest wiele dobrego, bawimy się, a problemy rozwiązujemy szybko i konstruktywnie.

    Znam dokładnie ten stan i tą niechęć, którą czujesz.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Laila, dzieki serdeczne. Nawet nie masz pojecia jaki balsam lejesz na moja dusze ♥♥♥

      Delete
  11. Każda rodzina jest inna, w każdej trafi się czarna owca (gorzej, gdy tych owiec jest więcej). Ważne, by w zgodzie ze sobą móc do tejże rodziny przynależeć lub z niej zrezygnować. Moja rodzina jest cudna. Duża, głośna, ale kiedy trzeba - stajemy za sobą murem, razem się cieszymy... i martwimy, gdy jest ku zmartwieniu powód. Doceniam to. I wiem, że Domini ma dzięki nim bezpieczne zaplecze na wypadek sytuacji, w której nas mogłoby zabraknąć. Zobaczymy co przyniesie czas, na razie nie mam powodu narzekać, ale... doskonale rozumiem Twoją potrzebę z napisaniem tego posta, czasem trzeba wylać z siebie tę żółć i gorycz, by odetchnąć.
    Trzymaj się ciepło, razem ze Wspaniałym i żyj tak, jak chcesz ;* :* :*
    Ps. Podkradam pomysł "słoika życzeń"! :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak "Ważne, by w zgodzie ze sobą móc do tejże rodziny przynależeć lub z niej zrezygnować." I dla mnie przyszedl czas zeby zrezygnowac. Nie jest to latwy proces, ale kazdy kontakt z nimi mnie upewnial, ze to jedyna droga.
      Tak jak opisujesz swoja Rodzine, taka jest Rodzina Wspanialego, jak sie zbieramy razem gdziekolwiek i bez wzgledu w jakiej ilosci jest glosno i radosnie. Bardzo sie ciesze, ze na nich trafilam:)

      Delete
    2. Ja dzisiaj przesyłam Ci masę wirtualnych uścisków... bo słów trochę brak. I cholernie się cieszę, że trafiłaś na Wspaniałego i jego rodzinę! :)

      Delete
  12. Doskonale Cie rozumiem, rodzina z przyleglymi znajomosciami to glowny powod mojego wyjazdu z Polski, musialam uciec bo bym sie chyba udusila w tym pieknym krajobrazowo miasteczku ale 'zatrutym' ludzkimi pogladami. Rodzina zawsze wszystko lepiej wiedziala o mnie, dla mnie co dobre, co zle, co powinnam, co musze, dlugo by wyliczac. Udalo sie z Australia, ze tak daleko, odzyskalam wolnosc, dla mnie to takie wazne byc soba.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak, dobrze, ze nareszcie mozemy zyc dla siebie i po swojemu. Mnie to zabralo bardzo duzo czasu i wiele kosztow nie tylko finansowych, ale ponoc nigdy nie jest za pozno.

      Delete
  13. Rodziców mam wspaniałych - są moimi najlepszymi przyjaciółmi i ogromnie żałuję, że mieszkają tak daleko (na szczęście często do mnie przyjeżdżają). Wychowywali mnie zawsze w duchu wolności, bez żadnych przymusów (obrywali za to zresztą od otoczenia, które swoje dzieci zazwyczaj trzymało krótko, z zerowym zaufaniem i z pozycji rozkazów); wspierają, nawet jeśli nie ze wszystkimi moimi decyzjami życiowymi się zgadzają. Mogę o wszystkim z nimi porozmawiać, nie ma tematów tabu.
    Natomiast reszta tzw. rodziny... wyrządzili nam wyjątkową krzywdę - i od tej pory nie utrzymujemy z nimi żadnych kontaktów. Smutno mi czasem, gdy o tym myślę - głównie ze względu na moich rodziców, jako że absolutnie niczym sobie na takie coś nie zasłużyli, wprost przeciwnie. Ale cóż, bywa w życiu i tak, niestety.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ludzie sa rozni a niestety rodzina to ludzie i wlasnie dlatego ci ludzie z rodziny tez bywaja rozni. Problem w tym, ze w/g ogolnie przyjetych norm, nie wolno o tym mowic. A taka sytuacja czesto prowadzi do tego, ze przez lata jedni wykorzystuja drugich tylko dlatego, ze wiedza, ze ci wykorzystywani nie przebija sciany milczenia. Ja nie wytrzymalam, owszem doczeklam smierci Mamy i liczylam na to, ze cos sie zmieni.
      Tak zmienilo sie, ale niekoniecznie na lepsze.
      I teraz juz mam tak dosc, ze zupelnie zerwalam kontakty.
      Jesli chodzi o wymagania to moi rodzice tez nie byli zwolennikami odgornych nakazow i zakazow. Mysle, ze moja Mama zwyczajnie nie dorosla do posiadania doroslych dzieci i stad takie a nie inne zachowanie.
      To w sumie infantylne opowiadanie mi o ludziach, ktorych nawet nie znalam bylo dla niej chyba swoistym zatykaniem dziur, ktorych nie umiala wypelnic konkretna rozmowa z dorosla corka.
      Ale to nie bylo najgorsze. Najgorsze niestety bylo to, ze wszyscy oczekiwali, ze ja bede ich utrzymywac, bo przeciez dlaczego nie? Przeciez rodzinie nalezy pomagac. Oczywiscie jest w tym moja wina, bo moglam tego nie robic. W koncu nikt tu nie przylecial i nie wyciagnal mi moich pieniedzy z kieszeni.
      Ja sama je wysylam kosztem wlasnych potrzeb i badzmy szczerzy kosztem mojego dziecka.
      No ale wlasnie na tym polega to wychowanie w duchu stawiania rodziny na piedestale, nawet jak ta rodzina na to zupelnie nie zasluguje.
      Ja wiem, ze pozne lata 80-te i 90-te ubieglego stulecia byly w Polsce ciezkie, ale do cholery co robili ci co nie mieli pomocy z Ameryki?
      Najczesciej odpowiedz jest prosta - PRACOWALI i jakos ciezko bo ciezko ale wiazali koniec z koncem.
      Moi bracia w tamtych czasach pozwolili sobie na luksus bezrobocia chyba tylko dlatego, ze mieli siostre w Ameryce.
      Ech szkoda slow :)) bylo minelo.
      Tylko jak czasem czytam w komentarzach "dlaczego Star nigdy nie pisze o swojej rodzinie w Polsce, dlczego im nie daje tyle serca co Tatkowi?" to mnie szlag jasnisty trafia.
      Ale znow ludziom latwo oceniac sytuacje, ktorych zupelnie nie znaja, ale oceniaja, bo daja sobie do tego prawo. No jeszcze raz tacy sa ludzie.

      Delete
  14. Jak ja to wszystko znam... Kilka lat temu, jak do mojej mamy w koncu dotarlo, ze sie rozwiodlam, przez chwile byla w szoku i nie mogla zrozumiec, dlaczego ja jej niczego nie mowilam. No wlasnie. Nie mowilam bo sie nie dalo, kiedykolwiek przez telefon tylko napomnialam cokolwiek o sobie to zawsze odkrecala kota ogonem, zeby tylko narzekac i obgadywac. Jej wystarczylo jak zapytala: zdrowi jestescie? wszystko w porzadku? No to odpowiadalam, ze zdrowi i ze wszystko w porzadku. Zreszta, otworzylam sie tylko raz, wiecej sie nie dalo. Jak jestem w Polsce to tak jak u Ciebie, meczarnia tylko i tortury. I te zenujace pytanie o zarobki. I zaraz przeliczaja. Jak moja corka powiedziala im ze zarabia 9 funtow na godzine (co jest tutaj niewiele), to od razu przeliczyli, ze to przeciez pare stow dziennie, o to ona ma kasy jak lodu. Ale ze placi 600 funtow za mieszkanie to sie nie liczy przeciez, co to dla niej. Normalnie wstyd.
    I jeszcze jak bylam ostatnio to mi siostra powiedziala, ze jak rodzice umra, to one sie tam ladnie z druga siostra majatkiem podziela, bo przeciez mi nie trzeba, ja sobie poradze. Och jak sie wkurzylam. Zapowiedzialam, ze niestety ja tez jestem corka, najmniej z nich wszystkich dostalam a najwiecej dalam i ani grosika sie nie zrzekne na ich korzysc. W sumie w dupie to mam, bo mam swoje i ich grosiki mi niepotrzebne, ale sprawiedliwosc jakas chyba byc musi.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nic tak mnie nie wkurwia jak to polskie przeliczanie naszych zarobkow. Bardzo im sie to podoba, bo oczywiscie nie dociera do zakutych lbow, ze my tu wydajemy w walucie, w ktorej zarabiamy a nie w zlotowkach.
      O pogrzebie Mamy nawet nie wspominam, bo szkoda slow.
      Na szczescie moi Rodzice zadnego majatku nie zostawili, ale i tak slyszalam, ze przeciez "to mieszkanie po Mamie to warto wykupic":)))
      Owszem z tym, ze to ja mialam wykupic, wyremontowac a oni pewnie w nim mieszkac bo przeciez bylo wieksze od tego, ktore maja.
      Na szczescie "nie slyszalam" tej aluzji:))

      Delete
  15. Replies
    1. Amen to najlepsze podsumowanie i nareszcie sie na ten "amen" zdobylam.

      Delete
  16. Star,uwielbiam Cię za szczerość,nie pierdzisz slodko bez potrzeby,tylko mówisz o tym co czujesz,jak postrzegasz pewne sprawy.
    Rozumiem Twoje podejscie do rodziny z Polski,moje byloby podobne gdybym byla na Twoim miejscu..Jezu,ten wujek mnie osłabił,dobrze,ze go opierniczylas,bo nieźle się"odpalił"z tym kontrolowaniem.
    Ty byłaś i jesteś tą Ciocią z Hameryki,ktora miala pomagać bidokom z rodziny z Polski.Ja mam taka ciotkę w Niemczech,ktora wyjechala w 82,siostra mojej kochanej ś.p Mamy przysyłała paczki,owszem,ale pamiętam ze moja Mama nigdy ją o nic nie prosiła,bo zawsze powtarzała,ze ona nie ma lekko,gdyż pojechala z dzieckiem bez znajomości języka.Martwila sie na poczatku jak sobie poradzi...Poradzila,całkiem nieźle.Pamiętam jeden telefon,zapytala mnie co chce zeby mi kupic,a ja "ciociu mydełko fa...nic wiecej nie chce":D.Mogl byc rok 84:-)
    Moja Mama NIGDY NIE WYRĄCALA SIE NACHALNIE w moje życie,ani w życie braci..Zawsze BYŁA gotowa by pomóc,kiedy zwróciliśmy sie do Niej.Pomimo,ze bylam z Mamą bardzo związana emocjonalna,nigdy nie czułam się"zniewolona",oceniana.Nigdy tez nie sugerowala jak mam postąpić.Zawsze pogodna,zawsze uśmiechnięta.....Dlatego tak bardzo mi Jej brakuje,byla moim najlepszym przyjacielem,zawsze mogłam liczyć na Nią....
    Mam 2 braci,ale żaden z nich nie byl i nie jest upierdliwy:-)




    ReplyDelete
    Replies
    1. Owocku, milo wiedziec, ze sa jeszcze na swiecie normalni ludzie tacy jak Twoja Rodzina.
      I jeszcze raz bardzo mi przykro, ze Twoja Mama odeszla tak wczesnie:((

      Delete
    2. Dziękuje Star :*
      Mama miala 76 lat a wygadała na 65...dużo przeszła w swoim życiu,a mimo tego miala pogodne usposobienie ..
      Bracia tez do ideałów nie należą,bo jeden i drugi byli alkoholikami.Jeden od 6 lat nie pije....

      Delete
    3. Rozumiem, tym bardziej podziwiam, ze miala w sobie tyle pogody ducha:**

      Delete
  17. Niezle historie ;/
    Ja jestem jedynaczka, wiec i tak mam latke, ze jestem samolubna, i takie tam ;)
    Akrualnie jestem w Niemczech od 30 lat. Z rodzina w sensie rodziców. Jeden z pierwszych listów, jaki dotarl po 3 miesiacach, byl od mojej wtedy 20- letniej kuzynki, która wyszla za maz 2 lata wczesniej, i poprosila o wsparcie finansowe na budowe domu, poniewaz "mloda rodzina powinna miec swój kat", a urodzila akurat drugie dziecko.
    Postawy roszczeniowe z tej czesci rodziny byly czasami niesamowite, czasami smieszne, a czasami mozna bylo ryknac smiechem. jak np siostra tej kuzynki, z prosba, aby wujek wyslal jej spiralke. Domaciczna.
    Gdy w swoim czasie mialam juz wlasne dziecko, notabene tez samowychowujaco, i pracujaca na pelnym etacie, w co mi nikt nie wierzyl w Polsce- bo przeciez dla samotnej matki wszystko za darmo sie nalezy w kraju- bylam z moim synem kilka razy w Polsce, odwiedzic rodzine. Oczywiscie zapomnij, zeby mój syn dostal jakikolwiek podarek. Przeciez ich wszystkich nie bylo stac, nawet na cukierki. Za to dostawalam mnóstwo rad, co "powinnam" synowi kupic z ksiazeczek i zabawek dydaktycznych, aby poprawic jego polszczyzne.
    Byla tylko jedyna ciocia, siostra mojej mamy, która faktycznie zawsze miala cos dla mojego synka. Byc moze dlatego, ze sama byla po rozwodzie, sama z dzieckiem, i wiedziala, jak to jest.
    Ech czasy byly, dobrze, ze sie skonczyly. Gdy Polska weszla do Unii i owe kuzynki i ich w miedzyczasie dorosla dziatwa same mogly przyjechac do Niemciec "zarobic", byc moze mialy okazje sie przekonac, ze tutaj o pieniadze to trzeba dobrze sie narobic. mam przynajmniej te nadzieje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zazdroszcze, ze jestes jedynaczka.
      Ale faktycznie jestes smolubna, no nie moglas wybudowac kuzynce domu? Samolubna jak nic:))
      No i ta spirala domaciczna, przeciez to takie nic:))
      Oj niedobra, niedobra ciotka z Ciebie:)))

      Wiesz ja dostalam zamowienie na oryginalna plyte LP Beatles'ow oczywiscie z podkresleniem, ze ma byc "oryginalna" od mojego bratanka, szkoda, ze nie chcial podpisow z osobista dedykacja.
      Mam nadzieje, ze teraz jak juz od bodajze 15 lat mieszka w Anglii to sobie te plyte zanabyl, bo ponoc ciagle narzeka na brak "pieniazkow"
      Kurwa jak ja jestem uczulona na ludzi, ktorzy zamiast pieniadze mowia pieniazki!!!
      Normalnie mi sie marszczy skora na dupie.
      No i bylo zamowienie na lalke, koniecznie Barbie dla malej siostrzenicy. Kupilam jakas "barbie" w sklepie z zabawkami, ale ponoc to nie byla "oryginalna" Barbie.
      No kuzwa moja rodzina sie zna a ja taki tluk!!!
      Moj syn jest chrzesniakiem mojej bratowej, NIGDY od nich nic nie dostal. Nawet jak moja Mama przyjechala do nas z wizyta i wyjechala z waliza pelna ubran i zabawek dla dzieci to i tak nie stac ich bylo, zeby chociaz byle jaka ksiazeczke mojemu dziecku podarowac. Przez Babcie, nie musieli by placic za przesylke.
      Jak wyjezdzalam z Polski po pogrzebie Mamy i zatrzymalam sie na weekend w Warszawie to Brat zadzwonil i powiedzial "szkoda, ze nie zostalas w Kielcach, bo wlasnie dzis urodzila sie moja wnuczka, ale juz jej powiedzialem, ze ma "ciocie-babcie" w Ameryce.
      No pewnie, przeciez to byla najwazniejsza wiadomosc dla dziecka co ledwo za przeproszeniem z dupy wyskoczylo:))) Zapytalam czy nie zapomnial powiedziec, ze ma wujka (jego syna, a wnuczke urodzila jego corka) w Anglii"
      No ale zapomnial....
      Juz wtedy w czasie tej wizyty z okazji pogrzebu zapowiedzialam, ze skonczyly sie dary ode mnie i slowa danego dotrzymalam. No to sie rozwiazal wor krytyki na moj temat.
      Wszystko co by sie tu u mnie nie dzialo bylo komentowane zawsze negatywnie.
      Ja tez wychowywalam Juniora sama, pracujac na pelny etat i dorabiajac po pracy prywatnymi klientkami. Bywaly dni i to dosc czesto, ze wracalam do domu ok. 21ej lub nawet 22ej i nastepnego dnia do pracy.
      W sumie moj syn sie wychowal sam, tak na zasadzie zaufania i na szczescie los mi to wynagrodzil, ze jest naprawde cudownym mezczyzna.
      Nikt nigdy nie zapytal jak ja sobie radze sama majac na utrzymaniu dziecko.
      Ameryka nie jest opiekunczym krajem jak kraje Europy, wiec mozesz sobie to wyobrazic.

      Delete
  18. Bardzo dobrze napisane.
    Mogę tu dołożyć świeżutką naszą historię.
    Wczoraj zostawiałam córkę (9lat) u mojej mamy a sama pojechałam ogarnąć pomnik dziadka na cmentarzu bo jutro rocznica śmierci.W między czasie babcia przykazała wnuczce, żeby chociaż w dniu ojca złożyła mu życzenia BO ONA ZADZWONI I ZAPYTA(moja matka) I JAK SIĘ DOWIE, ŻE NIE DOSTAŁ ŻYCZEŃ - TO NIE BĘDZIE JUŻ JEJ WNUCZKĄ.
    PS.Mąż w ostatnią niedzielę miał taki jednoosobowy bal, że policja przyjechała go zakończyć.
    Kurtyna.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nie wiem co napisac... naprawde nie wiem, a to mi sie rzadko zdarza.

      Delete
  19. I ja i mąż nie mamy rodzeństwa (mąż miał brata, ale ten postanowił odebrać sobie życie). Nie jesteśmy rodzinni. Czasami mam wyrzuty sumienia z tym związane, chyba muszę z tego wyrosnąć. Żyjemy swoim życiem i wierzcie mi - wiem, że zabrzmi to okrutnie - nie chcemy każdej wolnej chwili spędzać na słuchaniu o tym co w ogrodzie czy serialu. Zawsze byłam blisko z rodzicami, ale teraz żyję swoim życiem i zwyczajnie nie czuję potrzeby aby codziennie rozmawiać. Być może kiedyś, kiedy ich zabraknie będę tego żałowała, ale tak czuję. Sami dzieci nie mamy (z wyboru). Rodzina ma nas za dziwaków i wygodnickich karierowiczów ;) Wg mnie każdy powinien żyć tak jak uważa przestrzegając podstawowych norm społecznych. Mogę uczciwie powiedzieć, ze kocham rodziców i zawsze im pomogę, ale też kocham siebie. Każdy ma 1 życie do przeżycia i chciałabym aby moje było na moich warunkach.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dodam jeszcze, że na nikogo nie liczę, nie mam oczekiwań. To co dostaję doceniam i nie traktuję jakby mi się należało. Uważam, że ludzi kocha się za to jacy są, a nie "bp są" - ja przynajmniej tak mam.

      Delete
    2. Przyznaje, ze kiedys bylam rodzinna, dlatego wlasnie tak dlugo dawalam sie wykorzystywac. W sumie dopiero jak poznalam Wspanialego i jego rodzine dostrzeglam, ze rodzina nie musi byc kula u nogi.
      Tez nigdy na nikogo nie liczyla, zreszta nie moglam. Jak Ci powiem, ze mojego starszego brata prowadzano za raczke do szkoly i z powrotem przez dwa lata, a ja oczywiscie chodzilam sama, bo nie tylko jakos nikomu nie przyszlo do glowy, zeby mnie odprowadzic, ale ja sama bylam od malego Samosia.
      I tak zostalo. Pamietam jak bylam w piatej klasie i jechalismy na kilkudniowa wycieczke, zbiorka o 6tej rano przed szkola. Wszystkie dzieci dostarczone przez rodzicow, a ja sama.
      Dopiero jak wrocilam to Mama powiedziala, ze w zasadzie to tak wczesnie rano powinien mnie ktos odprowadzic, na co ja dalam focha i powiedzialam "ale ja sobie radze sama". Wiem byl inny bardziej bezpieczny swiat, ale do jasnej cholery mogla isc trzy kroki za mna jesli nie chcialam zeby mnie odprowadzila.
      Tak pamietam zrobil kiedys Tato, wracalam z sanatorium, mialam 8 lat i ciezka walize jak go zobaczylam na dworcu kolejowym to postawilam walize na ziemi, ofochalam sie i poszlam sama. On za mna, bez slowa, doskonale wiedzial, ze ja chce wszystko robic sama nie zabranial, ale chronil.
      Dopiero jak bylismy przed domem zapytal "czy teraz mozesz sie ze mna przywitac i chociaz podziekowac, ze nioslem twja walizke?"
      Taki byl moj Ojciec, cudowny czlowiek, ktory pozwalal mi byc soba, ale jednoczesnie ze tak powiem "mial mnie na celowniku":))) Bardzo mi go ciagle brakuje.
      Oboje ze Wspanialym mamy swoje zycie, jest nam dobrze ze soba, tak naprawde to nie potrzebujemy towarszystwa mimo to mamy i spotykamy sie z naszymi przyjaciolmi w miare regularnie.
      Ale nie jest to nachalne, wymyszone, ot raz na kilka miesiecy skrzykniemy sie z jakas grupa, albo w kanjpie albo u kogos w domu i wtedy jest fajnie.
      Zdecydowanie fajniej niz z moja rodzina.
      Wierz mi, to co opisalam to tylko niewielki wycinek tego co sie wydarzylo w ciagu mojego zycia.
      Jak polecielismy do Polski bylam taka szczesliwa, ze Wspanialy nie rozumie polskiego. Ale nawet jak nie rozumial to wystarczyla mowa ciala, gesty i tak wiedzial co sie dzieje.
      Przeciez widzial, ze kazde zakupy od momentu jak przyjechalismy z lotniska place ja, Brat nawet nigdy nie siegnal po portfel, bo i po co?
      Teraz wiesz dlaczego nie rozumial, ze chce mezowi pokazac Polske i dwa tygodnie z tych trzech spedze w innych miastach. W/g niego powinnam spedzic ten czas z nimi, placic za wszystko, a tak pojechalam w Polske i zamiast byc na moim utrzymaniu przez trzy tygodnie byl tylko w sumie 5 dni.
      To jest duza roznica:)
      Skonczylam te cala szopke z wykorzystywaniem mnie dopiero jak polecialam na pogrzeb Mamy, bylam sama i przeprowadzilam konkretna i ostateczna rozmowe.
      No coz, efekt byl taki, ze skoro teraz wiedzial, ze juz nic ode mnie nie dostanie to zaczal jawnie krytykowac wszystko co ja robie, co sie dzieje w moim zyciu i rowniez w zyciu mojego syna.
      Tak naprawde to on nic nie wie o zyciu mojego syna, w sumie nikt nie wie, bo syn sobie nie zyczy zebym pisala o nim na blogu, a ja to respektuje.
      Ale gdyby wiedzial co moj syn przezyl to powinien wiedziec, ze nie jest godny nawet calowac ziemie po ktorej stapa moje dziecko. Nikt nie powinien miec tak tragicznych przezyc w tak mlodym wieku.
      Dobra, bo jeszcze napisze za duzo.
      Ja nic od nikogo nie chce, mam to co mam i jestem szczesliwa, jedyne czego oczekuje to zeby ludzie przestali wchodzic w moje zycie z butami.
      Niby tak niewiele, a jednak dla wielu za duzo.
      Jak sie przeprowadzimy to bedziemy blizej kuzynow Wspanialego, ale oni nie wisza jedno na drugim, ot spotykaja sie w swieta czy jakies uroczystosci i to wystarczy.
      Tu kazdy ma swoje zycie i na nim sie skupia i tak jest dobrze.
      Masz racje co do tego kochania, na milosc i szacunek trzeba sobie niestety zapracowac.

      Delete
    3. My też mamy przyjaciół z którymi się spotykamy dość regularnie. Kiedyś z pewnością częściej. Od pewnego czasu trochę przetasowaliśmy znajomych i wg mnie tak jest lepiej. Nie lubiłam tych pozornych przyjaźni... My zawsze mogliśmy, bo przecież nie mamy dzieci, najlepiej u nas, bo przecież nie mamy dzieci itd. Relacje aby były zdrowe muszą działać w obie strony. Rodziców odwiedzamy - częściej teściów, bo mieszkają w tym samym mieście, ale też nie ulegamy naciskom i szantażom emocjonalnym. Co do tego co piszesz - nie jest to dla mnie zaskoczeniem. Sama nie miałam rodziny w USA, ale pamiętam w latach 80 i 90 ludzi, którzy mieli kogoś w USA... doili bez umiaru. Uważali, że skoro im sie udało (nikt nie pytał jakim kosztem), to mają obowiązek pomagać rodzinie.

      Delete
    4. Joanno, mnie sie udalo glownie przez fakt, ze Owczesny byl aktywny w gdanskiej Solidarnosci, a i ja tez na swoim terenie. Wyjechalismy bo nie bylo mozliwosci zycia razem pomiedzy Gdanskiem i Kielcami. To nie byla latwa decyzja, ale sluszna, zarowno w tamtym czasie a jeszcze bardziej teraz.
      Moj Brat to wszystko pamieta, pamieta jak bylam ciagana na przesluchania jak mi grozono, ze moje dziecko moze nagle zginac.
      Dzis Brat jest PISowcem pierwszej wody i twierdzi, ze "jakis tam Walesa" byl zdrajca ojczyzny.
      Tylko kurwa szkoda, ze nie powiedzial tego 30 lat wczesniej jak dzieki temu Walesie mial dolary od siostry. Rzygac mi sie chce jak o nim mysle.
      Dzialke znajomych tez regularnie oczyszczam, bo podobnie jak piszesz, jakos najczesciej bylo lepiej u nas bo mieszkanie wieksze, bo taras, bo...
      Teraz jest i tak lepiej, bo wstyd przyznac ale z polskich znajomych mam tylko jedna osobe i to w zupelnosci wystarczy.
      Przez wiele lat mialam taka rodzine czteroosobwa, na kazde swieta, bo przeciez "nikt nie gotuje tak swietnie jak ty". A ja kretynka gotowalam. Bylam sama z synem a kazde swieta przygotowywalam na 6 osob, bo oni bardzo lubili swietowac wlasnie u nas. Owszem przywozili zwykle zakupione w sklepie ciasto.
      Oprzytomnialam i po ok 5 latach juz w maju zapowiedzialam, ze nie robie Thanksgiving, ktory jest listopadzie, a wiec dalam im 6 miesiecy czasu, zeby sie osowili z mysla:)))
      Na poczatku listopada ona dzwoni i mowi "ale ja nie mam pojecia jak upiec indyka" to pytam "umiesz czytac? jak umiesz czytac to czytaj az sie nauczysz".
      Obrazili sie:))) I dzieki im za to:)))
      Mialam kilk znajomych Polek, ktore nagle zaczely do mnie wydzwaniac jak zachorowalam. Nie, nie odwiedzaly a tylko dzwonily co jakis czas tak jak by sprawdzaly czy jeszcze zyje.
      I potem dowiedzialam sie poczta pantoflowa, ze jedna z nich powiedziala "na raka to sie umiera a nie wyglada lepiej niz przed".
      Potwierdzila moje podejrzenia, one tylko po to dzwonily zeby nie przegapic kiedy umre.
      Wypizgnelam te "kolezanki" bez mrugniecia okiem.
      Mamy troche znajomych z czasow kiedy ja pracowalam, o dziwo to moje klientki, mamy znajomych Wspanialego z pracy i tak jest dobrze.
      Jak sie przeprowadzimy to juz teraz mamy tam grono znajomych, a przy moim towarzyskim charakterze to nie sadze zebym miala narzekac na brak towarzystwa:)))
      Lubie ludzi i oni tez mnie lubia, ale wykorzystywac sie juz nie dam.

      Delete
  20. Star, dotknelas super-wrazliwego tematu, co zreszta widac po komentarzach. Mogla bym i ja dolozyc kilka "fajnych" historii ale na sama mysl o mojej rodzinie, cos mi sie poteznie marszczy w srodku. Widac, nadal po 6 latach nie potrafie o tym pisac.

    Gratuluje, moja droga. Wywalilas z siebie zle emocje i mozesz popatrzec na swoja rodzine z dystansem... W koncu nikt Cie nie zmusi zebys ich lubila, czy nawet spelniala ich wymagania. A odleglosc geograficzna na pewno pomoze.
    Poziomka

    ReplyDelete
    Replies
    1. Agnieszko (Poziomko:)) temat jest drazliwy bo wiele ludzi woli zyc w obludzie niz spojrzec prawdzie w oczy, tak jest latwiej. Ja tez tak zylam, wiec wiem jak to jest i rozumiem.
      Dawno temu mialam przez chwile zamknietego bloga, o ktorym wiedzialo doslownie tylko kilka osob, juz wtedy czulam potrzebe zeby sobie gdzies ulzyc, gdzies sie otworzyc i wydawalo mi sie, ze to wlasnie odpowiednie grono.
      No i napisalam cos, nie za wiele na temat mojej rodziny a jedna z upowaznionych czytelniczek napisala w kometarzu "mnie to rodzice bardzo kochali"
      No do kurwy nedzy, a czy ja gdzies pisze, ze mnie nie kochali, ze mnie molestowali, bili, ze chodzilam glodna, brudna i nie mialam ani jednej zabawki?
      Nie, bo to byloby klamstwem.
      Wiem, ze na pewno mnie kochali, w pierwszym roku zycia bylam bardzo chora, dzieci umieraly wtedy masowo na biegunke w szpitalach. Moja Mama nie zgodzila sie na oddanie mnie do szpitala, jak lekarze nie chcieli jej juz ze mna przyjmowac w normalnej przychodni to chodzila prywatnie.
      Przezylam tylko dzieki NIEJ, jak wiec moglabym napisac, ze mnie nie kochala?
      Jak nie wierze w pieklo tak wiem, ze przy takim klamstwie swiat na pewno gdzies stworzylby pieklo specjalnie dla mnie. Mama nas bardzo kochala.
      Mama tylko nie umiala byc matka doroslych dzieci.
      Czy to jej wina?
      Nie, po prostu taka byla.
      I tak jak napisalam w notce "Mamnie mozna bylo wiele wybaczyc" i wybaczalam. Pomimo tych telefonow, ktore nic nie dawaly a na pewno nie byly rzeczowa konwersacja to dzwonilam, bo wiedzialam, ze kiedys jej nie bedzie. Ja to doskonale rozumialam.
      Ale co do Brata to juz mam prawo miec zupelnie inne oczekiwania, tu droga musi byc dwukierunkowa a nigdy nie byla. Poltora roku temu poprosilam w mailu zeby wymienil co przez cale dorosle zycie zrobil dla mnie, chocby jedna rzecz.
      Do dzis nie odpowiedzial na to pytanie, po prostu zignorowal.
      Ale dwa miesiace temu przyslal mi zdjecie na ktorym jestesmy razem (on 3 lata, ja pewnie rok) z zapytanie "dlaczego juz tak byc nie moze?".
      No ja pierdole!!! Jak rozmawiac z takim?
      Bron Boze w jego slownictwie nie wystepuje slowo "przepraszam". NIGDY takiego slowa nie slyszlalam, nie bo on uwaza, ze nic zlego nie zrobil, dla niego to wszystko co sie miedzy nami wydarzylo jest normalne:)))
      Odpisalam ze zycze mu jak najlepiej, ale ze wzgledu na moje zdrowie nie chce miec z nim zadnych kontaktow. Poprosilam zeby juz nigdy nie pisal, bo i tak wrzuce do spamu bez otwierania.
      Ja nie potrafie uwierzyc, ze mam z tym czlowiekiem jakies wspolne geny:))) To jest po prostu niemozliwe.

      Delete
    2. Wydaje mi sie, ze Twoj Brat nigdy w sumie nie widzial w Tobie osoby ktora potrzebuje jakiegos wsparcia i pomocy. Sama pisalas, ze zawsze bylas samodzielna, niezalezna i w dodatku w Ameryce, gdzie dolary na ulicy leza. Siostrzyczke, ktora nalezalo sie zajmowac mial tylko w dziecinstwie. A poza tym caly ten czas placilas w sklepch, kupowalas prezenty i slowem sie nie odzywalas. Czyli bylo dobrze. A teraz nagle nie wiadomo dlaczego przestalo byc dobrze. Przewrocilo Ci sie w glowie i zbunotwalas sie, nie wiadomo z jakiego powodu.
      Podobno w kazdej rodzinie wszyscy jej czlonkowie maja swoja role i kazda proba wyjscia z niej, powoduje konflikt i proby wpakowania buntowniczej jednostki w ustalone odgornie ramy. A skoro nie jestes pokorne cielatko i nie dasz sie wpakowac, jedyne co Twoj Brat moze zrobic to pluc jadem ile sie da.
      Ale wiesz co, najgorsze masz juz za soba. Bo od decyzji odciecia sie od rodziny, o wiele trudniejsze jest szarpanie sie z nimi, ze soba, z wlasnymi odcuciami i nadzieja, ze bedzie lepiej.
      Trzymaj sie cieplutko
      Poziomka

      Delete
    3. Agnieszko, ja wyznaje zasade, ze ludzie tak cie traktuja jak im na to pozwalasz. I dokladnie tak bylo w mojej rodzinie, pozwolilam im na to z wielu powodow.
      Pierwszy - w czasie kiedy ja wyjechalam (1984 rok) w Polsce faktycznie byl tylko ocet, wiec staralam sie jak moglam pomoc, bo bylo mi ich szkoda, ja tu mialam wszystko. Co prawda nie na wszystko bylo mnie stac, ale bylo i nie musialam czekac na Swieta Bozego Narodzenia zeby zjesc plasterek szynki.
      Drugi - Ja wyjechalam i zostawilam Mame pod ich opieka. Mimo, ze w czasie mojego wyjazdu Mama miala tylko 53 lata ale mnie przy niej nie bylo. Byli oni, wiec jak tylko ktos pierdnal, ze czegos potrzebuje to dawalam, bo mialam wyrzuty sumienia, ze wlasnie te Mame im zostawilam. Mama byla u mnie tylko raz i wiecej nie chciala przyjechac, a o pozostaniu na zawsze to nawet sie balam wspomniec.
      Dlatego tez jak Mama zmarla to zapowiedzialam, ze konczy sie moja pomoc, no to zaczal sie jad:))
      Teraz juz bede miala spokoj.

      Delete
  21. Star - dobrze, że nie usłyszałaś (co się u mnie zdarzyło), a po co Wam to wszystko co macie, komu to zostawicie? Mojego męża krew zalała i powiedział - nie zostawimy, wszystko przepijemy, przepalimy i na dziwki wydamy :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. Juz kocham Twojego meza:)))) Pozdrow go ode mnie. To naprawde super odpowiedz!!!

      Delete
    2. a dziękuję :) Jestem pewna że w realu byście się polubili (mimo różnicy wieku), bo macie wiele wspólnych cech :D

      Delete
    3. Osobiscie jakos nie mam problemu z roznica wieku:)) Nasi przyjaciele sa zarowno w wieku naszych dzieci, czesto mlodsi od mojego syna, ktory jest najstarszy z naszych dzieci. A mamy tez przyjaciol w wieku Tatka. Czyli rozpietosc wiekowa to cos ok. 35 lat do 90ciu:)) I nikomu to nie przeszkadza, doskonale sie rozumiemy, nikt nikomu nie "panuje" ani nie "paniuje" wszyscy sa na TY a jednak nie ma konfliktu ani obrazania sie.

      Delete
  22. Z rodziną jak na zdjęciu. 2 trzeba zawsze robić.
    Jedno do siebie czyli takie kiedy stoisz z boku
    a drugie do reszty, to takie kiedy jesteś w środku i wszystkich wnerwiasz.

    Rodzina rodzinie nie równa. Miałabym wiele do pisania, bo nawet powoli zapominam jak wygląda siostra od ojca a moja chrzestna. pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ja wiem, ze gdzies sa normalne rodziny, na pewno sa, bo przeciez caly swiat nie moze byc pojebany.
      Ale jest ich chyba raczej niewiele.

      Delete
  23. Droga Stardust, trafilam na twojego bloga dopiero co I od razu Gwiezdny Pyl bardzo przypadl mi do serca.
    Mieszkam w Anglii , juz ponad 12 lat , wiec tez podpadam pod rubryke : “z pamietnika emigranta.”
    Dzis zahaczylas o rodzine, a mnie az reka zaswierzbiala… Doczytam jeszcze pozniej jak dokladnie zachowal sie twoj brat w czasie, gdy mialas przeszczep, gdy bylas taka chora, musialo to byc cos bardzo ciezkiego kalibru, niewybaczalnego, ale mi i ta butelka piwa wystarczyla mi w zupelnosci. Po prostu no comments. Moja rodzina nie jest az tak bezczelna I roszczeniowa, ale jako jedynaczka tez dorastalam wsrod wujkow, cioc I kuzynostwa. Szczegolnie pare ciotek bezustannie mnie ocenialo, strofowalo , krytykowalo i ustawialo wg wlasnego widzimisie. Nie wiem czemu roscily sobie do tego pelne prawo. Do mojej mamy moge miec tylko zal po latach, ze zawsze zgadzala sie z wola i zdaniem innych – i nigdy nie stanela w mojej obronie. A bo najwazniejsze co ludzie powiedza… Miala wpojone przekonanie, ze wlasnego dziecka nie mozna absolutnie pochwalic publicznie, toz nie wypada ! Mozna je jedynie ganic I strofowac, to chyba bylo jej wyobrazenie o dobrych manierach. I tak roslam sobie , gryzac sie niesmialoscia, kompleksami, ciagle niepewna co ludzie o mnie powiedza, ciagle sie balam, ze przyniose rodzicom wstyd – a teraz mam to w doooopie ! Teraz jestem w koncu soba, wisi mi co powiedza ciotki I co sobie mysla, teraz w koncu potrafie sie odciac i uciac glupie przytyki I komentarze. One wiec mnie cale lata krytykowaly , przy kazdej okazji rodzinnej I przy innych, np. przy stole, a mama im jeszcze przytakiwala. Za to zupelnie w porzadku bylo, jak te same ciotki I sasiadki wychwalaly wlasne dzieci ; ich wyczyny , dokonania I wyglad byly zawsze wychwalane I zachwalane, w tym moja mama nie widziala jakos nic zdroznego ( teraz podejrzewam , ze one zazdroscily , ze mama miala taka grzeczna, ladna, b.dobrze uczaca sie panne ). Malo tego, mama nie tylko potakiwala im, ale jeszcze z wielka emfaza bezustannie chwalila przede mna dzieci innych ; jak to corka sasiadki czy kuzynka pieknie wygladala, a jak sie wspaniale uczy, a jakie dzieci ma wspaniale, a pozniej jaki to maja dom, jak urzadzony, a na jakie wakacje jezdza,a jaki samochod kupili, itp itd.– a o mnie do dzis wstydzi sie cokolwiek powiedziec, jakby mnie nie bylo wcale, jakbym mieszkala w slamsach I zamiatala ulice … To nie bylo przyjemne uczucie, ale powiem ci, ze ja bylam tak w tym wychowana , tak temu poddana, ze nawet lata cale wcale tego nie zauwazalam…Dopiero teraz po latach to do mnie dotarlo, I w koncu nie wytrzymalam. Bylo tez tak , jak bylo u ciebie.
    Ja dzwonie do mojej mamy porozmawiac , bo tesknie, a ona rozpoczyna mi litanie o obcych ludziach , ktorych ja ani nie znam, ani nie chce znac…
    O jakichs sasiadkach, albo i znajomych znajomych, analizuje I zachwala ich zycie, co maja, co robili, gdzie byli, na co choruja, jacy sa piekni I wspaniali… co mnie oni obchodza, jak rany, kto to w ogole jest?? Widocznie w dalszym ciagu zwykle zycie innych ludzi wydaje jej sie ciekawsze niz jej wlasne I nasze…a wcale nie jest. W moim/naszym zyciu wydarzylo sie dosc, zeby napisac pokazna telenowele, ale widocznie to sie nie liczy, to jest na codzien, tym sie nie nalezy chwalic, ani o tym nawet mowic. Nie wypada. Nam nie wypada.
    Oprocz tego moja mama jest swietna I nietypowa; nigdy nie narzeka, nie steka, nie gada o chorobach a ledwo sama chodzi, a jeszcze sobie z tego zartuje, sama ciagnie dom z dwoma chlopami , w tym chorym ojcem, majac 77 lat I odgania sie od pomocy. Za to ja podziwiam.

    Goraco pozdrawiam Kitty

    ReplyDelete
    Replies
    1. Witaj Kitty, Ty sie rozbilas na dwa kawalki wiec ja pojde Twoim sladem, bo faktycznie duzo tego, co mnie bardzo cieszy, lubie dlugie komentarze:))
      Nie doczytasz nigdzie co mi Brat zafundowal w czasie przeszczepu, bo o tym nawet nie pislam i raczej nigdy nie napisze, bo pewnie zaraz potem nadawalabym sie na przeszczep serca.
      Bylo, minelo.
      Moja Mama tez mnie cale dziecinstwo porownywala do dziewczynek swojego brata, wlasnie tego co to byl swieta krowa rodziny:)) Bo one takie dziewczece, a ja to takie nie wiadomo co.
      Fakt, zawsze bylam bardziej "chlopakiem" niz moj Brat, ale przeciez nie wolno mi bylo wyjsc na podworko bez niego. "jak chcesz isc na podworko to musisz bawic sie z bratem, on sie ma toba opiekowac" taka byla zasada. No to bawilam sie z bratem, jego kolegami, lazilam po drzewach a potem sie dziwila, ze jestem malo dziewczeca:))) Paranoja, no ale ona nie widziala, ze to skutek jej wlasnych regul.
      To akruat jest w jakims sensie do zrozumienia, przynajmniej w moim przypadku.
      Mam 63 lata jak bylam mala dziewczynka to wlasnie tak wychowywalo sie dzieci. Takie byly metody wychowawcze, motywowalo sie nie chwaleniem za to co dziecko robi dobrze, ale wyszukiwaniem jeszcze lepszych przykladow lub kreowaniem jeszcze wyzszych oczekiwan.
      Serio, tak robilo moim zdaniem 90% rodzicow.
      Ci co byli naprawde zadowoleni ze swoich dzieci i glosno o tym mowili to byly jednostki, niewielu takich znam z tamtych lat.
      Pregierz opinii publicznej czyli "co powiedza sasiedzi" jeszcze dzis w Polsce jest dosc prezny. Zaraz sie ktos odezwie, ze co ja wiem jak nie mieszkam i bardzo rzadko bywam.
      No wiec czytam na blogach i to mi wystarczy. W sumie srodowisko blogowe jest nowoczesne, ale jak sie dobrze rozejrzec i wczytac to przed kazdymi swietami gdzies przewija sie temat mycia okien.
      Mycie okien to jakis sport narodowy Polek:)))
      Staram sie nie oceniac, kazdy niech sobie myje co lubi, ja okien nie myje i tu tez mozna mnie oceniac, nie mam pretensji, bo mi to akurat lotto. Jak chce widziec swiat to nie przez okno tylko wychodze z domu i ogladam.
      Te opowiesci dziwnej tresci sa tez wynikiem faktu, ze nasze Mamy podobnie jak my tesknia i chca nam przedstawic kawalek swojego zycia. Ja to wiem, ja to rozumiem, ale do kurwy nedzy czy naprawde Tereska z siodmego pietra i pani z kiosku Ruchu sa tak wazne, zeby nie zapytac o wlasnego wnuka?
      O to mam pretensje.
      Opowiadaj mi o sobie, swoim zdrowiu, nawet problemach, ale niech one dotycza CIEBIE, zaptyaj o moje zycie, o zycie mojego dziecka i jak starczy czasu to moze uda ci sie wspomniec ta Tereske.
      Jak polecialam do Polski pierwszy raz to mialam zywcem audiencje ze wszystkimi przyjaciolkami Mamy, ktorych w zyciu wczesniej nie widzialam na oczy.
      Tez to rozumialam, to byly osoby, ktore jej pomagaly jak nie mogla wyjsc po zakupy, ktore ja odwiedzaly na codzien, osoby, ktore w sumie robily to czego ja nie moglam ze wzgledu na odleglosc.
      Ja to wiem, ja bylam im wdzieczna, dlatego tez powiedzialam "zapros je wszystkie razem na ten sam dzien i ja je chetnie poznam bo wiem, ze sa dla Ciebie wazne".
      Tak tez bylo, kupilam ciasto, jakies ciasteczka, zrobilam kawe, butelka wina i bylo milo.
      Oczywiscie problem sie zaczal kiedy one kazda po kolei chcialy zaprosic mnie, a ja niestety chcialam odwiedzic moje dawne kolezanki a nie chodzic z rewizyta do psiapsiolek Mamy:))
      Znasz to, typowa polska goscinnosc... ktora na dobra sprawe jest fantastyczna, ale tez moze zabic:)
      Slowem to wszystko ma jakis sens, tak po naszej stronie jak i stronie naszych Rodzin tam w Polsce, tyle ze brakuje w tym balansu i efekty sa jakie sa.

      Delete
  24. Hej co dalej ja,musialam sie rozbic na dwa kawalki,bo za dlugie bylo.No wiec c.d :
    Jakies wariactwo zupelne – musiala mi stuknac 50-tka, zebym otrzezwiala i wyszla z kompleksow.
    Mamusia pracowala na to cale moje zycie, ale w koncu powiedzialam stop!
    Sama zapracowalam na wszystko co mam ( nie ma kokosow,ale jest spokojne mile zycie), pomagamy najblizszej rodzinie,ja synowi i rodzicom,a MM swoim "babom", czyli siostrze,jej corce,swojej corce i teraz wnusi,pomagam tez paru innym osobom – i dlatego ciagle w kasie chudo, ale mam chyba tez jakies prawo, aby w koncu oficjalnie raz w roku pojechac na tygodniowy urlop do Hiszpanii ( po 12 latach jezdzenia wylacznie do Polski) i nie musiec tego ukrywac czy wstydzic sie.
    Tak sie jakos utarlo, ze my przyjezdzamy, zeby pomagac, a nie tracic pieniadze na jakies wczasy czy wyjazdy zagraniczne. Za to innym oczywiscie jak najbardziej nalezy sie urlop i wypoczynek. Nasze urlopy do tej pory wygladaly jak maratony : przyjazd i zamiast odpoczynku na plazy czy nad jeziorem, to gonitwa , wykonywanie I pomaganie przy remontach rodziny, malowanie, kucie, tynkowanie, naprawianie ich zepsutych kranow, odpadajacych kafelek, rozwalonych szafek, latanie po marketach I zalatwianie tysiaca innych spraw dla nich. A w nagrode moglismy jeszcze wszystkich zaprosic na dobry obiad do restauracji...No sielanka. Wracalismy umeczeni jak konie po westernie I szlismy do roboty,czekajac na …nastepny urlop z rodzina.
    W tym roku powiedzialam – dosyc. W tym roku to JA wreszcie chce odpoczac, z dala od Polski , od rodziny ( I tak juz zaliczylismy taki wlasnie mocno roboczy tydzien w maju ),jak potrzebuja naprawy czegos to niech wynajma fachowca, a ja I MM bedziemy teraz na urlopie od-po-czy-wali , a nie spedzali go tyrajac dla innych– to mamy na codzien przez pozostale 50 miesiecy w roku.Hawk.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kochana wakacje??? Ty chcesz na wakacje jak rodzina w potrzebie???
      No droga Kitty Tobie i mnie to sie juz zupelnie w dupach poprzewracalo:)))
      Na moje szczescie mieszkam daleko od Polski, w kraju mniej wiecej wielkosci calej Europy wiec mam tu co zwiedzac na miejscu.
      W Polsce przez te prawie 33 lata bylam trzy razy i to wystarczy. Ja wiem, ze jest jeszcze wiele miejsc w Polsce, ktorych nie widzialam i pewnie warto je zobaczyc.
      Ale... tych ale jest wiele.
      Za te sama cene moge zobaczyc o wiele ciekawsze miejsca tu w samej Ameryce.
      Pogoda w Polsce jest tak nieprzewidywalna, ze w sumie zeby tam jechac bez wzgledu na pore roku to trzeba zabierac szmaty od czapki-uszatki po kostium kapielowy.
      Bylam na poczatku wrzesnia przez trzy tygodnie i mialam tylko doslownie piec dni ladnej pogody, przez pozostale 16 dni jak nie lalo to bylo zimno. W Krakowie smialam sie, ze mi golebie, ktore karmilam na Rynku o malo nie przymarzly do dloni:))) bylo 6 stopni Celsjusza.
      Jak wrocilam do NYC 23 wrzesnia to bylo 23 stopnie Celsjusza.
      Polskie plaze to juz zupelne nieporozumienie, zastawione parawanami, a jak czlowiek sie nie odgrodzi to musi sie liczyc z tym, ze mu cudze dzieciaki lataja po glowie sypiac piaskiem gdzie sie da.
      Jak pojade na plaze tutaj nawet w tak wielkim miescie jak NYC to przynajmniej w obrebie 2 metrow nie mam nikogo obcego i nie musze sie odgradzac.
      Ale to mialo byc nie o tym:)))
      Moje wakacje w Polsce nigdy nie byly wakacjami wlasnie ze wzgledu na kochana rodzine. Owszem mialam te naprawde fantastyczne tygodnie, ktore spedzilismy w towarzystwie ludzi, ktorych znalam wczesniej tylko wirtualnie. Chcialabym miec taka rodzine, zwlaszcza takich ludzi jak spotkalam w Lodzi.
      Czy Ty sobie wyobrazasz, ze po trzech dniach w Lodzi w domu tych ludzi przy porzegnaniu moj Wspanialy i zona gospodarza, ktora nie mowi po angielsku a moj maz nie mowi po polsku, stali i trzymali sie za rece, bez slowa a po ich twarzach plynely lzy.
      To byla prawdziwa serdecznosc.
      Oni beda i do tej pory sa mi bardziej bliscy niz ci, z ktorymi wiaza mnie wiezy krwi. Mimo, ze od tamtej pory nie bylo okazji sie zobaczyc, ale kontakt jest ciagle, byc moze juz nigdy sie nie zobaczymy, ale tak gleboko zapadli w moje serce, ze tego nic nie zniszczy.
      Masz racje, jedz nareszcie na prawdziwe wakacje, zyj tak jak Ty i Twoj maz chcecie zyc, bo zycie jest tylko jedno. I owszem mozna go dzielic z innymi i nawet darowac im kawalek, ale to musi byc dar w obie strony.
      Ciesze sie, ze napisalas, mam nadzieje, ze bedziesz tu zagladac i odzywac sie czesciej:))

      Delete
  25. Jasne,ze bede zagladac,obys nie miala mnie dosyc,bo jak sie dorwe do tematu to nieraz poplyne:) Wzruszylam sie opisem tych ludzi z Lodzi, to cudownie, ze trafiliscie na takich, moze kiedys uda wam sie jeszcze spotkac,nigdy nie wiadomo. Troche ta kobitka przypomina mi wlasnie moja mame -ja to wszyscy kochaja, ona potrafi byc cudowna i serdeczna dla wszystkich, umie to okazac, nawet Niemcowi, z ktorym nie gada po niemiecku. Ja tak nie potrafie. Po mnie od razu ludzie czuja,co ja o nich mysle i to jest niezalezne ode mnie. Oni wiedza, ze ja ich widze na wylot i oni wiedza, ze ja wiem. Ciezko mi sie z tym zyje, ale co zrobic. Nauczylam sie zyc w malym gronie przyjaciol. Przyjaciol zawsze akceptowalam bezwarunkowo, co sie okazalo bledem. Ale nie o tym. Wakacje - jak mieszkalam w Polsce, to chcialam podrozowac i spedzac wakacje poza Polska.Jak tylko wyemigrowalam ,to z tesknoty we wszystkie wakacje i wolne dni kierunek byl tylko jeden: Polska i moj ukochany Gdansk. Teraz wypieknial i rozrosl sie tak bardzo, ze az dech zapiera - a w porownaniu z brzydota angielskich miasteczek to wrecz na placz mi sie zbiera, gdzie ja teraz mieszkam. Od lat obiecujemy sobie, ze pojedziemy na Mazury,na prawdziwe wakacje i co? I nic. MM przez gardlo by nie przeszlo powiedziec siostrze, ze jedzie nie daj Boze gdzies w bok.I tak musimy dzielic pol na pol, bo ja pochodze z Gdanska a on z poludniowo-wschodniej Polski.Dlatego w koncu musze gdzies postawic kreske - nie jedziemy tam wcale, pojedziemy do Hiszpanii i zamierzam sie tym pochwalic! Wyobraz sobie w 2015 pojechalismy na 5 dni na Majorke w kwietniu, po tym jak cala zime 12 tygodni chorowalam na krztusiec i praktycznie bylam juz tak wycienczona, ze ledwo sie skory trzymalam.Potrzebowalam slonca i powietrza,bo w angielskiej zgniliznie o malo nie zeszlam smiertelnie - i jeszcze musialam sie ukrywac,zeby jego rodzina przypadkiem nie dowiedziala sie, ze mysmy pozwolili sobie na taki wyskok. Co za rozrzutnosc, przeciez te 600 funtow to by akurat przydalo sie na nowe ogrodzenie w domu siostry... Koncze, bo nie wiem czy znow nie za dlugo? Kitty

    ReplyDelete
    Replies
    1. Madrych slow nigdy nie jest za dlugo:))
      Mam podobnie z ludzmi jak Ty nie potrafie kontrolowac mimiki twarzy, a juz szczegolnie oczu:) Moj syn twierdzi, ze mam cala game spojrzen od kochajacego az po takie co zabija konia w locie:))
      Lubie ludzi i jestem towarzyska, lubie nowe znajomosci kazda nowa dostaje 100% absolutnego zaufania, wchodze w te relacje zywcem nago i z sercem na rekawie.
      Ale jak mi ktos nadepnie raz, drugi i trzeci to naprawde musi sie liczyc z konsekwencjami.
      U Ciebie z ta Majorka to bylo tak jak u mnie z Meksykiem, boziu kochana ile to ja sie nasluchalam, ze przeciez zamiast do "jakiegos Meksyku" powinnam przyleciec do Polski.
      Oczywiscie nikt nie pomyslal o tym, ze moje (w zasadzie wtedy nasze z Owczesnym) wakacje w Meksyku mimo, ze 8-dniowe kosztowaly mnie jedna czwarta tego co dwa tygodnie w Polsce, bo przeciez z Ameryki do Polski nie warto leciec na tydzien, dwa tygodnie to takie logiczne minimum.
      W Meksyku mialam wygodne hotele, obsluge, wydawalam tylko na wycieczki i jedzenie.
      Nikt mnie nie ciagnal na zakupy tylko po to zebym za nie zaplacila, nikomu nie musialam kupowac pralki, czy tez dywanu, ani nawet mlynka do kawy... nie musialam prosto z lotniska splacac niczyich dlugow, czy jak to raz bylo placic zalegle od miesiecy rachunki za elektrycznosc, bo jak "nie pomozesz to jutro wylacza" a w domu dzieci. A co by bylo jak bym nie przyleciala?
      Jakos to wszystko bylo zawsze zwiazane terminem dokladnie z dniem mojego przylotu, dziwne, nie?
      Szczerze, to mysle ze oni nawet nie chcieli zebym przylatywala, bo lepiej byloby, zebym te pieniadze przeznaczone na podroz dala im i byliby szczesliwi.
      Mam rodzine we Wroclawiu, jak chcialam jechac to oczywiscie Mama chciala ze mna.
      Dobrze, podroz pociagiem noca. Ja sie juz nie znam, wiec dalam pieniadze bratu i mowie "kup bilety, ale cos takiego, zeby Mama mogla sie przespac w tym pociagu" Kupil jakies "kuszetki". Ja nie mialam juz bladego pojecia co to jest "kuszetka" Tuz przed polnoca wchodzimy do pociagu i konduktor mowi stojc przed drzwiami jakiegos przedzialu "macie panie srednia i gorna kuszetke". Zatrzymalam go za reke, bo juz chcial ten przedzial otwierac i mowie "ale co to znaczy gorna i srednia?" Popatrzyl na mnie jak na idiotke i machajac reka na poziomie kolan pokazal "dolna" podniosl reke do pasa "srednia" i teraz reka poleciala w okolice glowy ze slowem "gorna". Szybko wysuplalam iles tam tysiecy (to byly czasy kiedy w Polsce obracalo sie tysiacami i milionami) wsadzilam mu w lape ze slowami "ale mama nie da rady wejsc nawet na te srednia, nie mowiac o gornej". Aaaaa.. to prosze tu macie panie - z tymi slowami poprowadzil nas o dwa przedzialy dalej konczac - caly przedzial dla was, do samego Wroclawia nikt tu nie wejdzie.
      Dobra, jedna poprzeczka pokonana.
      Jedziemy, noc czarna a moja Mama (palaczka od wielu lat) dostala takiego ataku kaszlu, ze myslalam, ze zywa do tego Wroclawia nie dojedzie. Wyszlam na korytarz, a tam ludzie stoja i sluchaja skad sie ten przeokropny kaszel wydobywa.
      "coruniu, bo ja tak naprawde to chyba mam zapalenie oskrzeli, ale wiesz tak bardzo chcialam z toba jechac". No dobra, rozumiem, to przeciez tez jej rodzina i sama sie tam nie wybierze, ale czy nie mogla tego powiedziec wczesniej kiedy moglam przelozyc wyjazd o kilka chociaz dni?
      Jak tylko wysiadlysmy z pociagu we Wroclawiu to zostawilam ja na lawce z bagazami, poszlam do kasy i poprosilam o wymiane biletow powrotnych na "izolatke". Tak doslownie powiedzialam i wyjasnilam o co chodzi. Oczywiscie wymiana biletow z kara za wymiane wyniosla trzykrotna wartosc "kuszetki":))

      Delete
    2. We Wroclawiu Mama stwierdzila, ze jest tak bardzo chora, ze trzeba wzywac pogotowie.
      Co ja mam zrobic?
      Mowie do ciotki zeby dzwonila na to pogotowie. Zadzwonila, przyjechali. Lekarka obadala Mame co tam do niej mowila to nie wiem, bo nie bylam przy tym, ale jak wyszla z pokoju to pytam "ile place? i co mamie jest?" Lekarka popatrzyla na mnie i mowi, ze nic nie place, bo ubezpiecznie pokrywa nawet poza terenem zamieszkania, ale tak naprawde to powinnam dostac kare za wzywanie pogotowia do osoby, ktorej nic nie jest a kaszle tylko dlatego, ze za duzo pali.
      Na szczescie nie placilam tej kary, widocznie bylo im mnie zwyczajnie szkoda.

      No i Gdansk!!!
      Uwielbiam Gdansk, zawsze uwazalam, ze to jedno z najpiekniejszych miast Polski, jakos Warszawa mnie nigdy tak nie zachwycila. Ale za to zakochalam sie w Lodzi, to sie zrobilo takie naprawde "metropoitan city" Okolice Manufaktury piekne, przestrzenne, tak... swiatowo.
      Krakow to tez miasto, ktore lubiam "od zawsze" ale niestety trafilismy na tak paskudna pogode, ze niewiele skorzystalismy z tego uroku, no i Wawel byl akurat w remoncie.
      Mojemu mezowi sie natomiast najbardziej podobal Torun:)

      Delete
    3. Ja też najbardziej lubię Toruń, a potem Gdańsk.W Krakowie nie byłam :)

      Delete
    4. Iss, mysle, ze Krakow tez by Ci sie podobal:)

      Delete
  26. Oj mialas Ty sie z ta swoja rodzinka,mialas:) ale Mama to Mama, kochala cie na swoj sposob i jak umiala najlepiej. Pewnie podczepila sie pod ten Wroclaw,bo chciala byc z toba jak najwiecej. :) Probowalam zmienic nicka na bardziej inteligenty, Google uparl sie na nazwisko, ale myslalam, ze to sie nie ukaze:) W kazdym razie to ja : Kitty. Milego wikendu Star :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mamom sie wiele wybacza i tak tez robilam. Nie pisze o bardziej drastycznych sprawach, bo to nie ma sensu. Mama juz nie zyje, wiec to nie ma sensu. Mama lubila byc zawsze "krolowa balu":))) Taka byla i zawsze uwaga otoczenia musiala sie na niej skupiac inaczej potrafila sprawic, ze wszyscy wokol byli nieszczesliwi:)))
      Ale i tak zmienilas nick na taki bez nazwiska wiec jest dobrze.
      Tobie rowniez milego weekendu zycze:)

      Delete
  27. Cos w tym jest. I o bosz, czy ta pani byla w Pcimia Gornego czy Dolnego; czy byla u nas we wterek czy w srode, i jak ona sie nazywa KKK o, Wojtkowiak. :P

    Mimo wszystko wole jednak moja rodzine o wloskim charakterze. Potrafimy sobie wszystko powiedziec, najwyzej ktos trzasnie drzwiami, ktos (ja :PP) sie poryczy, ale jak chleryzm opadnie to pogadamy o tym i atmosfera oczyszczona. W rodzinie meza wszystko w bialych rekawiczkach. Tyle zalu maja jedni do drugich ale nie powiedzia sobie tego. Kompletnie tego nie rozumiem i zdazylo mi sie przebic wrzod na dupie i nagle wszyscy sie zdziwili, ze tak mozna. I nawet sie ucieszyli jaka ulga. :PP Ale potem kazdy wraca do zamiatania pod dywan.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Lola, wlasnie tego zamiatania pod dywan mam juz dosc. Nie moge, to takie zycie na pokaz, mnie to meczy, rzygam tym. Na pewno nie jest to dobre dla mojego zdrowia, wiem bo sie przekonalam, wlasnie bedac w szpitalu. Nie mam zamiaru umrzec tylko po to zeby sasiedzi widzieli, ze rodzina jest najwazniejsza.
      Moja juz nie jest najwazniejsza, ja dla nich nigdy nie bylam najwazniejsza, wiec po cholere mi to.
      Cierpialam dopoki zyla Mama, bo to zupelnie inny wymiar, ale Brat? Nie musze tego znosic ani chwili dluzej, nie chce. Chce zyc spokojnie. I niech oni sobie zyja jak chca, byle daleko ode mnie.

      Delete
  28. Ah, pod dialogami z Maa to podpisuje sie obiema rekami! Wyjechalam 22 lata temu, a moja mama codziennie czyta mi z gazety jakies plotki o gwiazdach, ktorych nie znam, politykach, albo opowiada o sasiadach, ktorych tez nigdy na oczy nie widzialam i znajomych-znajomych. Lepiej, podsyla mi czasem wycinki z PL gazet, zebym byla "na biezaco"! Musze jednak jezdzic tam co Roku, ale potem biore jeszcze drugie wakacje, zeby dopiero sobie odpoczac... :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. No tak to jest, taki swoisty cyrk, tyle ze malpy juz nie nasze:))

      Delete
  29. Hej Star doczytalam sobie roznych rzeczy i dwie z nich mnie zaintrygowaly : po pierwsze przeprowadzaka na polnoc Stanu, tak? Kiedy to bedzie, macie juz plan? Bedziesz zmieniac dom, oj uwielbiam te amerykanskie domy, te przestrzenie, poplakac sie mozna jakie male metraze maja te angielskie! W Polsce mialam wieksze mieszkanie niz tutaj dom! Tatka tez przeprowadzacie,tak? A druga sprawa to polityka - odkad wyjechalam zaczelo do mnie docierac jak funkcjonuje "Zachod" i jakie to ma skutki dla Polski. Dopiero tu otworzylam oczy na to jak jestesmy okradani, opluwani i manipulowani, tego sie nie widzi bedac tam, w grajdole, a zaba caly czas sie gotuje... W kazdym razie kocham to, ze nienawidzisz tej baby, H.C. Ja sie modlilam , zeby ona nie doszla do wladzy, caly czas mialam jednak nadzieje,ze prawdziwa Ameryka jeszcze tym razem zwyciezy. Bardzo to bylo ciezkie, bo wszystkie media jak jeden maz opluwaja, wysmiewaja, naigrywaja sie i tepia Donalda, tak zawziecie, ze az placza sie we wlasnych klamstwach. Niesamowite to bylo, ale mimo wszystko tej mafii nie udalo sie dojsc do wladzy. Niestety mam smutne przekonanie, ze juz szykuja nastepny plan i wsadza swoja kukielke gdzie trzeba juz niebawem.
    Sciskam cie

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kitty, Tatek mieszka na polnocy stanu NY, w Buffalo, blisko Niagary. My mieszkamy w NYC i wlasnie planujemy w przyszlym roku przeprowadzic sie blizej niego. Bede o tym pisala wiecej, wiec badz cierpliwa i czytaj:)
      Z Donalda sie nasmiwaja, bo faktycznie jest glupszy od buta, ale to ze Donald zostal prezydentem to wlasnie zasluga Demokratow, bo wystawili idiotyczna Hillary. Okazalo sie, ze Hillary jest bardziej znienawidzona niz glupi Donald.
      Nastpna kukielka?
      Kochana wszyscy prezydenci Ameryki sa kukielkami, wiec to zadna nowosc.
      buziam:**

      Delete
    2. Donald jak widac wcale nie byl tak znienawidzony :) to media promowaly niechec do niego, obrzydzaly, osmiewaly i mimo tego nie zdolaly... moim zdaniem reprezentuje ostatni bastion Ameryki, ale mam nadzieje, ze sie myle...
      Pa pa , obowiazki wzywaja, buziaki

      Delete
    3. Kitty, Donald reprezentuje tylko nienawisc, homofobie, szowinizm, glupote, rasizm itp. slowem reprezentuje glupote, ktora jest w kazdym kraju i ta glupota na niego zaglosowala. Normalni ludzie o zdrowych zmyslach bedac postawionymi przed faktem wyboru pomiedzy rasista i homofobem, a skorumpowana do szpiku kosci morderczynia glosowali na kandydatke trzeciej partii Jill Stein. Ja glosowalam na Jill i jestem ciagle z tego bardzo dumna. Wiedzielismy, ze Jill nie ma szans, ale ja glosuje zgodnie z moim sumieniem. Ani Krwawa Hillary ani Rasistowski Donald nie reprezentuja moich pogladow nawet w 0.0001% wiec nie mogli dostac mojego glosu. Takich jak ja jest w Ameryce tez duzo, szkoda, ze troche za malo jak narazie.

      Delete
  30. Kurcze, zawsze wzruszalo mnie do bolu, jak moi siostrzency i bratanek, na pytanie co im przywiezc, odpowiadali "nic, siebie przywiez, albo " ty bedziesz najlepszym prezentem",
    ale po przeczytaniu twojej notki i niektorych komentarzy, jeszcze bardziej mnie to wzrusza.
    Prezenty oczywiscie zawsze sa, bo ja uwielbiam sprawiac im radosc, ale nikt nigdy niczego ode mnie nie oczekuje. Ja rowniez dostaje od nich prezenty.
    Brat mnie czesciej w UK odwiedza niz ja jego, nikt nie pyta " czemu nie dzwonisz"?, bo odkryli ze telefony i samoloty dzialaja w obie strony.
    Brat czasem prosi mnie o kupno czegos w UK, bo np tansze niz w PL, albo woli jak ja mu wybiore, bo jak sam to nie jest tak zadowolony ( np pachnidla :) ale albo mi przelewa kase, albo nie pozwala wydac zlotowki jak jestem w Polsce. Zreszta nigdy mi nie pozwala za nic placic, to samo tata i siostra.
    Z tata jedynie mam specyficzne relacje, aczkolwiek dobre jesli sie za czesto nie widujemy :))
    Wyglada na to ze mam farta :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pewnie, ze masz farta. Ja przy okazji kazdej podrozy w PL sama sobie kupowalam drobne pamiatki, zeby chociaz miec cos z podrozy. Ups.. raz dostalam od Brata kubki z naszymi zdjeciami, a wiec trzy kubki po jednym dla kazdego. I tak bylam zaskoczona.

      Delete
  31. https://www.youtube.com/watch?v=DZYZu5mhWsw

    ReplyDelete
    Replies
    1. Video jest niedostepne w moim kraju:(((

      Delete
  32. Star, dzis doczytalam jak sie karaskalas z choroby I jak wspanialy jest Wspanialy. I ty tez. Powiem, ci ze do dzisiaj to ustawialam poprzeczke na mojej mamie – bo mialam szczery zamiar sie do niej wspinac, jak tylko len mnie zalapie za dupe, czy jak mi sie zachce zalegac , bo tak mi ciezko I zle, czy jak juz nie bede mogla robic wokol siebie I MM. Jak ona moze to robic, majac 77 lat, uszkodzone kolano, spuchniete nogi, nieruchome stawy , zyjac w ustawicznym bolu, to ja bede mogla i juz. Bede musiala moc.
    Teraz wiem, ze poprzeczka moze byc jeszcze wyzej – I ze to kwestia tego, zeby przewalczyc nie tylko nasze cialo , ale glownie psychike.
    Zreszta to niby wiadomo, ale ten podstepny drugi glos wewnatrz ,to zawsze probuje nas zwlec na manowce…a odpocznij sobie, a odpusc, a po co sie meczyc , a kto ci kaze, itp.
    To jest absolutnie cudowne , ze przewalczylas te chorobe I w jaki sposob.
    A propos, a jak ty po angielsku wolasz na Wspanialego? Terrific ? Great? Magnificent ?
    Bo ze Ty jestes jego najjasniejsza Gwiazda to jest oczywiste.
    Sciskam mocno
    P.S. Zastanawialam sie skad ten angielski park na zdjeciu glownym u ciebie - a to Central Park:)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Wspanialy ma imie, z ktorego korzystam:) a najczesciej to i tak jest Honey:))

      Delete
  33. Rodzina...
    Temat tak rozległy, że nawet nie wiem od czego zacząć. Może najbliższe jest mi stwierdzenie, że rodziny się nie wybiera? Oczywiście tej, w której się rodzimy, bo już później- mamy na szczęście na to wpływ.
    Jak pewnie wiesz, mogłabym się tutaj rozpisać porządnym elaboratem. Na temat moich rodzinnych trupów, bo jest ich również co nie miara, ale obiektywnie rzecz ujmując, zostawiając emocje z boku, na tyle, na ile się da- u Marcina w rodzinie to chyba w tych szafach piętrowo trupy układano, bo tam co człowiek to HISTORIA. Na zewnątrz świętsi od papieża, a w swoich czterech ścianach? Sodoma i gomora, pod każdym względem. Gdyby ktoś chciał wydać współczesną wersję moralności pani Dulskiej, to rodzina mojego męża zrobiłaby tu całą robotę. I dodam tylko, że nie chodzi o starsze pokolenie typu teściowie, ciotki... U nich nawet Marcina siostra (ledwo ponad 40lat) jest zakłamana i zepsuta do bólu. I chyba na tym polegał mój odwieczny problem z nimi, że ja dla nich była za szczera, bo udawać, to ja nie umiem. A szkoda, bo choć owszem- człowiek może co rano spojrzeć sobie w twarz, ale o ile łatwiej byłoby czasem nie widzieć, nie słyszeć, nie rejestrować...

    Piszesz o mamie i Teresce. To sobie teraz wyobraź, jak moja teściowa, przyjeżdżała do nas "z wizytą do wnuczki", z czego czas poświęcony stricte Elizie trwał jakieś 5minut i naprawdę tu nie przesadzam, a pozostałą godzinę było pierdolenia, kto umarł, kto się ożenił, wyprowadził, kogo zwolnili z poczty, przenieśli na inny urząd (zawodowo całe życie była związana z pocztą)... Pierwszy raz przełknęłam, drugi raz wyszłam z pokoju, trzecim razem powiedziałam, że jak tak mają wyglądać te spotkania z wnuczką, to szkoda i Jej i naszego czasu.

    Co mogę napisać o ojcu i jego rodzinie... Żeby nie było, że moi święci :)
    Oj boli ich strasznie na przykład to, że komuś w życiu dobrze, przede wszystkim materialnie. Bo sami też tak by chcieli. Tylko nikt się do jakiejś roboty dodatkowej, albo za szukanie lepiej płatnej pracy nie weźmie, tylko pozazdrościć, psy powieszać, od złodziei powyzywać...

    Dla wielu osób z moich kręgów, moje podejście jest szokujące i nie do przyjęcia, ale naprawdę uważam, że z rodziną również można tworzyć toksyczny związek, a takie trzeba zrywać i wiać w pizdu. Przede wszystkim, żeby ratować sobie od tego jadu, pasożytnictwa... Pisałam Ci wcześniej o mojej kuzynce, która była stawiana w bardzo podobnej sytuacji jak Ty, kiedy z małej miejscowości wyjechała do Irlandii. Jasne, że zaczęła zarabiać lepiej, ale żeby od razu wszyscy rzucali się na tą Jej kasę jak hieny? Gdzie to jest napisane, że ta osoba, która ma tych pieniędzy więcej, jest zobligowana do pomocy komuś, spłacania długów, finansowania reszty rodziny? Jeśli sama tego chce, czuje taką potrzebę, czy ewidentnie widzi, że ktoś w danym momencie życia potrzebuje wsparcia- ok, nie mam nic przeciwko. Jednak w głowie mi się nie mieści, żeby wywierać na kogoś presję w tym temacie. Spaliłabym się ze wstydu prędzej. Dla mnie to jest totalny przejaw bezczelności. I to jest takie polskie- zamiast cieszyć się czyimś szczęściem, my kombinujemy jak tu ugrać coś dla siebie. Najlepiej nic nie robiąc.

    Na swoim przykładzie wiele razy przekonałam się, że bardziej mogą mnie wspierać "obce", czyli niespokrewnione ze mną osoby, niż rodzina... I to jest bardzo cenne odkrycie, bo łatwiej jest wtedy nie dać sobie wmówić, że rodzina jest najważniejsza. To zależy jaka. Zdrowa, normalnie funkcjonująca- to jak najbardziej.

    ReplyDelete
    Replies
    1. No niestety tak to jest, ja tez mam duzo lepsze relacje z obcymi niz z wlasna rodzina.

      Delete
  34. Hej Star
    Doczytuje sobie rozne twoje stare random posty I wlasnie trafilam na ten o Swietach , komercji I okazywaniu milosci.
    Generalnie pieknie to podsumowalas, w sumie niech sobie komercja bedzie, ludzie chca, to kupuja, to napedza produkcje, handel
    i daje zarobic innym ludziom , tak dziala gospodarka rynkowa.Bardzo dobrze. Zal mi tylko , ze ludzie jednak czuja sie pod presja, szczegolnie mezczyzni, ze musza isc I kupic tego misia, kwiaty czy inne gadzety, bo jak nie kupia to ich zona, dziewczyna, kochanka bedzie rozczarowana, moze sie obrazic smiertelnie, albo nawet zerwac , bo co ona opowie kolezankom, ze co, ze nic nie dostala? Taki wstyd…. U nas w pracy dzien po Walentynkach nastepuje przepytywanie : wszystkie baby przepytuja swoich kolegow, co kupili dla swoich zon I kobiet – biedny ten, co sie przyzna, ze nic, bo on nie obchodzi…o malo go nie rozszarpaly harpie jedne  W nastepnym roku juz bedzie pamietal.

    Eee – sama w sumie nie przywiazuje wagi do Walentynek, bo MM mowi mi , mnie kocha po pare razy dziennie, ja jemu tez, czerwone rozne dostaje srednio raz w tygodniu, bez okazji I w rozne dni. Najbardziej to sie wzruszam, jak zrobi dla mnie cos, co przynosi mi ulge w codziennym kieracie np. W zeszla sobote nadzwigalam I wylalam 30 wiader wody na ogrod, bo mamy susze, I pierwszy raz jak tu mieszkam zauwazylam, ze wszystko normalnie zdycha. Normalnie to leje ze 2-3 razy w tygodniu, wiec problem podlewania nie wystepuje ( podlewam tylko doniczki ) . Kran mamy oczywiscie dokladnie z przeciwnej strony domu , wiec nie mialam jak podlaczyc weza. Po tym dzwiganiu nadgarstek mi padl zupelnie, a uszkodzony mam od dawna od komputera I cierpie. W poniedzialek po pracy MM przywiozl rurki, zlaczki I jakies inne ustrojstwa I wczoraj wieczorem kran nagle znalazl sie po wlasciwiej stronie. Hurrra – oczywiscie dzis w nocy zaczelo padac, ale to szczegol…On byl bardzo zmeczony po pracy, ale widzial jak sie umeczylam I wdzial jak cierpie na te reke, widzial, ze tak walcze o ten ogrod, wiec od razu zadzialal.
    ( jesli spytasz czemu nie nosil ze mna tych wiader , to odpowiadam, ze pracowal ciezko wtedy nad czyms innym I nie mogl, a ja widzialam, ze sobota wieczor to byl punkt krytyczny I juz czekac nie mozna bylo ani minuty dluzej – gdybym wtedy nie podlala, w niedziele sterczalyby juz tylko suche badyle z mojej fuksji, rododenrona I iglakow).
    Taka milosc to dla mnie jest wazniejsza niz stosy misiow I serduszek , choc zeby nie bylo, w Walentynki tez przygotowal dla mnie niespodzianke.
    Dostalam cudny czerwony imbryk do kawy/herbaty z sitkiem , puszke przepysznej mielonej kawy I ogromny bukiet roz….Az sie zdziwilam , kurcze to ja juz taka stara jestem, jasny gwint – bylo ich tyle ile mam lat.
    Co do przyjmowania sie tych Swiat w Polsce, to dzialo sie to stopniowo , ale systematycznie I glownie za sprawa mediow. Bylam tego swiadkiem, najpierw zaczeto od Walentynek jeszcze w latach 90-tych, a pozniej na poczatku 2000 wzieli sie Halloween. Jesli internet , telewizja , kino I gazety wszystkie jak jeden maz pisza o tym “Swiecie “, zachecaja, pokazuja , promuja , pokazuja filmy, a potem jeszcze szkoly I przedszkola biora sie za organizacje tych imprez, to trudno, zeby mlodziez za tym nie poszla. Nasze roczniki I starsi duzo oporniej do tego podchodza, ale dzieci I mlodziez natychmiast rzucily na to co amerykanskie , co inne , modne I zachodnie, a przede wszystkim to, co czym aktualnie zyje internet. Powracajacy z emigracji nie mieliby szans zaszczepienia tego na tak masowa skale bez wydatnej kampanii medialnej. A jak jeszcze Kosciol sie wtracil I zanegowal Halloween, to byla tylko woda na mlyn – oczywiscie mlodziez zrobi dokladnie na przekor temu, co jej sie nakazuje…

    Pieknie "urobilas " Tatka miloscia , ale on musial I musi byc wart milosci. Tylko nie wiedzial, ze mozna ja tak uzewnetrzniac. Znajac Ciebie (to male troszke, ktore znam ), gdybys tego naprawde nie czula, na pewno nie zmuszalabys sie do wyznan…
    Buziaki

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kitty, fajnie, ze czytasz, naprawde mnie to cieszy, ale na mily buk jak bedziesz tak komentowac calego bloga w jednym (ostatnim poscie) to naprawde nie licz, ze za kazdym razem odpowiem:)))

      Delete
    2. A gdzie mam kurka skomentowac:)? W zaleglych to nawet nie zauwazysz.Nic sie nie przejmuj,ja sobie musze pogadac i ulzyc, wcale nie musisz na to wszystko odpowiadac. Tak sobie codziennie cos podczytam, na chybil trafil, zaczyna mi sie cos tam wylaniac , charakterologiczny zarys sylwetki mozna rzec:) Milego dnia

      Delete
    3. Kitty, pogadaj ze swoim mezem. Albo dam zadzwon do kogos. Jak Ci sie wylania obraz, to zachowaj go dla sibie, kazdy ma jakis obraz:))) Wiesz tu sie robi wyjatkowo tloczno od tych Twoich glosnych przemyslen ;)

      Delete
  35. Witam serdecznie. Ja też się ogromnie cieszę, że nie ma wiz dla Polaków do USA. Tak bezpiecznie się tu poczułam i przestałam ciągle się tłumaczyć z siebie. Rozwiodłam się zaocznie, nikogo nie uprzedzając,chociaż szukałam wsparcia u mamy, siostry. Jedna poradziła, żebym "dzwigala swoj krzyz", a druga, że po co coś zmieniać i robić zamieszanie. Były krzyczał, że jestem chora psychicznie, bo on pije tylko tyle, co każdy uczciwy Polak. No to sobie dałam spokój z szukaniem zrozumienia, popracowałam za granica, stanęłam na nogi i bezstresowo rozwiodlam. Ojej co się działo. Kiedy wyszłam drugi raz za mąż i powiedzialam mamie o tym przez telefon, zatroszczyla sie tylko o to, ze sakramentow nie moge przyjmowac...Kiedy chcialam odzyskac swoj dom, wszyscy się przerazili, ze moj nowo poślubiony mąż roztrwoni pieniądze. Bo mnie nie można pokochać, ani czerpać przyjemności z zycia ze mną. Dałam sobie spokoj z wszelkimi kontaktami. Im dłużej tu jestem, tym mniej mi ciążą wspomnienia, ograniczenia i poczucie winy topnieje. Wiem, że moja mama w jakis tam sposób mnie kocha i czeka, dlatego wysyłam jej listy i kartki od czasu do czasu. To trudna osoba, dominująca, trochę histeryczna, zawsze mnie potępiająca. Nie wspominam , nie wracam, nie udowadniam. Piszę neutralne zdania, żeby wiedziała, że żyję, że nic złego mi się nie dzieje, ale nie daję mozliwości odpisania. Nie ma mojego adresu i tak jest dobrze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, emigracja w takich przypadkach to prawdziwe zeslanie niebios.

      Delete
  36. Zadałam sobie dzisiaj trud przeczytania wszystkich komentarzy po tym postem. Wniosek mi się narucił jeden - wile osób ,które żyją na emigracji rozumieją Ciebie doskonale bo same z podobnymi problemami się zmagają 9 jak piszesz - każda rodzina ma swojego trupa w szafie)
    Zupełnie inaczej jest z ludżmi żyjącymi w Polsce bo problem relacji rodzzinnych i emigracji to jest mało wyobrażalne...
    Ja żyję na emigrcji . Rodzoców już nie mam.
    Mam siostrę ,która szczęśłiwie mieszka niedaleko mnie i szczęśliwie nie włazimy sobie w dorge i właściwie wspieramy się jak możemy. I to jest moje szczęście, albo nasze szczęście ,że jest tak jak jest a mogło być zupelnie inaczej omc...
    Wiem ,że rodzice mnie kochali pomimo wszystko chociaż siostrę bardziej bo ona dobre ziecko była i zdolna i utalentowana i spokojna a ja czarna owca w rodzinie. Nie mam do nich żalu a mamę to ja kochałam bezrozumnym uczuciem.
    Tyle tylko ,że w czasach dla mnie bardzo trudnych, jak chcieli mi pomóc to jeszcze w większe kompleksy wpadałam.
    Nigdy mnie nikt z rodzzicieli nie pochwalił ,za to krytykować . .. No dobrze mieli za co krytykować , nie byłam dobrym dzieckiem ,byłam pyskata ,krnąbrna, zdolna ale leń, i w czasach dojrzewania dałam im popalić. Fakt . I tak zosało - byłam dzieckiem swojej mamy do końca jej życia tym trudnym...
    Przez moje dorosłe życie szłam sama, sama sobie radziłam , u rodziców pokazywałam sie jak mi lepiej szło....
    Jak wyjechałąm - no cóz, taty już nie było , została moja Mama. Ostatnie lata przed jej odejściem były trudne , pełne wyrzeczeń i problemów .. Dlatego już nie będę rozpatrywaać kto tu komu zrobił krzywdę i podsycać w sobie jakiś żalów bo mi już to nic nie da. Nieczego sobie już nie wyjaśnimy ,nie przebaczymy ani nie zrozumiemy bardziej.
    Chociaż relacji - rodzina za granicą i pieniądze w tej zagranicy leżące na ulicy jest to temat rzeka...
    Nie jeżdże już do Polski. Nie mam po co a wczasy gdziekolwiek są tanśze niż wczasy w Polsce

    ReplyDelete
    Replies
    1. Renato, to wszystko co napisalas o sobie jako dziecku pasuje jak ula do mnie:)) Moja Mama kiedys powiedziala, ze ma dwoch synow i jedna corke, ale gdyby miala wybor to wolalaby siedmiu synow niz jedna corke. Ja bylam chyba najbardziej trudna przez fakt, ze bylam od malego konkretna typu "boli cie? idz do doktora a nie rycz i nie marudz". Taka bylam juz w wieku 8 lat tymczasem starszy brat siadal obok jeczacej Mamy i trzymajac ja za raczke jeczal razem z nia.
      Dlatego tez Mama uwazala, ze ja nie mam serca, no moze i nie mam:))
      Tez ja kochalam, kazde dziecko kocha swoja Matke, najpierw bezkrytycznie, potem z rozpedu;) a na koncu kocha bo albo sie juz przyzwyczailo albo tak zostalo zaprogramowane.
      Tyle tylko, ze mozna kochac i jednoczesnie nie lubic, ja przyznaje, ze mojej Mamy nie lubilam i ona tez mnie nie lubila, mimo iz wierze, ze jednak mnie kochala.
      Problem w tym, ze jak kiedys o tym Mamie powiedzialam to byla obraza majestatu, bo w jej mentalnosci bylo niedopuszczalne takie myslenie a co dopiero mowienie o tym glosno. I raczej moja Mama nie byla odosobiona w takim mysleniu. Taki jest stereotyp, a ludziom czesto trudno przelamywac stereotypy, nawet jak one nie maja zadnego sensu.
      Moja Mama zmarla w sumie nagle, widzialam ja dokladnie 6 miesiecy wczesniej i owszem narzekala jak zawsze, ale nie chorowala. Na szczescie nie bylo okresu cierpienia i problemow.
      Pewnie, ze podsyscanie zalow w tej sytuacji juz nic nie da. Ale ja nie po to pisze.
      Pisze dla mnie, dla mojego wewnetrznego spokoju, dla zamknieca tego tematu raz i na zawsze.
      Przebaczyc juz dawno przebaczylam bo zrozumialam, ze to nie tylko moja Mama miala takie podejscie, tak sie w tamtych czasach wychowywalo dzieci. Metoda kar i nakazow, zdecydowana wiekszosc rodzicow z tamtych czasow wierzyla, ze pochwaly tylko rozleniwiaja i psuja dziecku charakter, a kara i co raz wyzsze poprzeczki motywuja. Z czasem okazalo sie, ze jest akurat odwrotnie, ale teraz z kolei mlodzi rodzice czesto przeginaja w druga strone:)))
      Jakos ciezko o balans:)))
      Ja tez juz do Polski nie jezdze i nie moge powiedziec na 100% ale raczej na 98% wiecej nie pojade.
      Tak jak piszesz wczasy gdziekolwiek sa nie tylko tansze, ale i czesto blizej niz Polska. Jak do tego dodasz pogode to juz wiadomo, ze Polska nie jest na mojej liscie. Owszem jak ktos mieszka gdzies w Europie i planowanie wakacji zajmuje mu tydzien to moze uda mu sie trafic na ladna pogode nad Baltykiem. Ale w moim przypadku to wyprawa, ktora planuje sie co najmniej miesiac i wtedy... z pogoda jest tak, jak w czasie mojego ostatniego wyjazdu.
      A trupy sa w kazdej szafie, tylko 98% osob sie do tego nie przyzna, bo "nie wypada":)))

      Delete
  37. Wiele z nas wychowano bardzo podobnie, w surowości, bez roztkliwiania. Myślę, że nie ze złej woli i braku serca, ale takie mieli wzorce. Dzieci nie uważano za ludzi, ktorych nalezy szanowac i liczyc sie z delikatnymi uczuciami. Dali czego sami doświadczyli. Kiedyś analizowałam sobie wszytsko, probując dociec czy ja naprawdę byłam taka trudna i niedobra. Ciągle mi przypominano o kłopotach ze mną. Tak naprawdę chodziło o to, żeby mnie złamać, podporządkować i uklepać na własne podobieństwo. Analizy sa potrzebne, żeby im i sobie wybaczyć i nie wlec poczucia żalu i winy.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dokladnie tak to dzialalo, a wzorce to mieli jeszcze gorsze niz to co nam aplikowali. W sumie kazde pokolenie ewoluje wiec na szczescie idzie to w dobrym kierunku, byle sie nie wyglo:)))

      Delete
    2. Nasi rodzice często mieli wojenne traumy, nie czytali książek o wychowaniu. Moi uważali, że mamy dużo lepsze dzieciństwo, bo jest pokój i co jeść. Ja starałam się dać to, czego sama nie dostałam czyli uwagę, lojalność, bliskość. Ale coś mi nie wyszło z córką, w którą się wpatrywałam jak w święty obrazek. W sensie, że mnie nie potrzebuje, nawet nie chce się dzielić sukcesami, doczytuję w internecie. Może trzeba czasu, żeby jakoś mądrze ułożyć kontakty. No wygło się w drugą stronę. Zajęłam się sobą, daję od siebie odpocząć, nie narzucam, zechce, to będę. To wspaniale Star, że jesteś blisko z synem i jeszcze córkę zyskałas. To naprawdę wielkie szczęście, gratuluję tego, że umiałaś.

      Delete
    3. Z tego co slysze/obserwuje to relacje "matka-corka" sa troche trudniejsze, moja synowa tez twierdzi, ze ma lepsze porozumienie ze mna niz z rodzona Matka. Ale jest bardzo przywiazana do swoich rodzicow co mi sie podoba, odwiedza regularnie, dba o ich potrzeby glownie zdrowotne, bo znow jakos jej sie trafili rodzice z problemami wymagajacymi stalej kontroli medycznej. Ale M. twierdzi, ze przy mnie moze byc bardziej soba, czuje sie swobodniej niz w obecnosci wlasnych rodzicow.
      Mysle wiec, ze Twoja corka tez byc moze potrzebuje wiecej czasu, jakiegos specjalnego wydarzenia ktore spowoduje zblizenie. Ja tez mialam stosunkowo ozieble stosunki z mama, dzwonilam, sluchalam tych opowiesci, pomagalam ale to wszystko raczej z obowiazku niz potrzeby serca.
      A fakt, ze jestem blisko z Juniorem to chyba zwyczajnie efekt tego, ze przez wiekszosc jego zycia bylo nas tylko dwoje, szczegolnie tutaj. I chyba to spowodowalo, ze mamy naprawde silna wiez, czasem mysle z przerazeniem jak to bedzie jak sie wyprowadze, ale z drugiej strony sobie tlumacze, ze to przeciez naturalna kolej zycia, ja tez wyjechalam i to jeszcze dalej, wiec jakos to bedzie.
      Zycie nie stoi w miejscu i trzeba sie z tym pogodzic.
      I Ty widze tez robisz to co powinnas, nie narzucasz, nie wymuszasz tylko spokojnie czekasz... tak jest lepiej. I z calego serca zycze Ci zebys kiedys doczekala :****

      Delete
    4. Dziękuję Ci kochana za słowa otuchy. Trochę się jednak narzucałam, jeśli można tak nazwać listy pisane od czasu do czasu. Kilka zdań neutralnych w nadzieji na ochłap. Całkowite zamiknięcie wiele mnie kosztuje.

      Delete
  38. Tez szlam zawsze wlasna droga i slyszalam od matki....a co ja powiem ludziom!!!!
    Nosz kurwa nie mialam pojecia ze ona sprawozdania z mojego zycia obcym musi zdawac,odcielam sie i mam swiety spokoj.
    Nie tesknie bo to nie bylo jedyna przyczyna,.....zreszta opowiadalam Ci chyba o tym kiedys.
    Mam w szafie tez niezla kolekcje ;)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak Maga, pamietam Twoja historie, faktycznie rozmawialysmy kiedys na ten temat.
      Smieszne to jak dla niektorych matek obcy ludzie sa wazniejsi niz wlasne dzieci, znaczy, bardziej zalosne niz smieszne, ale tak jest.

      Delete
  39. A myslalam, ze tylko u mnie tak toksycznie bylo.......
    Bosze, te kuzynki, pociotki, ex meza rodzina........
    dobrze, ze dzieli mnie ocean.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tez lubie ten ocean, taki wielki:))) No i wizy dla Polakow tez lubie:P

      Delete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...