Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, March 28, 2017

Zawzielam sie, zaparlam i nie podaruje wrednym malpom

W tym miesiacu minelo 18 miesiecy od mojego przeszczepu i dotarlo do mnie, ze nie wypada sie dluzej opierdalac.
Nie, nie bukbron nie wzielam sie za mycie okien czy jakies insze latanie na mopie tudziez szmacie. Az tak zle to ze mna nie jest, pod wzgledem sprzatania jestem niereformowalna.
Natomiast uznalam, ze samo chodzenie to mozna psu w dupe wlozyc, chocbym nie wiem ile kilometrow dziennie nabila to niewiele to daje zwlaszcza jesli chodzi o jako takie nadanie ksztaltu tej nowej sylwetce.
Wiem, pewnie wlasnie jazda na mopie, targanie zakupow i machanie szmata byloby tu bardziej skuteczne niz spacerowanie z aparatem w reku, no ale ja mam swoje zasady i jestem im wierna:)
Tak wiec postanowilam cwiczyc.
Narazie idzie mi ze tak powiem bardzo wymownie, znaczy duzo gadam a malo cwicze.
Bukbron tez sie nie katuje tymi cwiczeniami, bo to trzeba zaczac z glowa a wiec nie na chama ale powoli i najlepiej od cwiczen rozciagajacych.
Na telewizorni mam nagranych cwiczen roznistych od pyty albo i jeszcze wiecej, teraz czas zeby zaczac z tego korzystac. I tak codziennie, bo jednak jakas systematycznosc dzialania powinna w tym byc zamykam sie w sypialni i cwicze. Wspanialy ma zakaz wchodzenia, podgladania i podsluchiwania... z tym ostatnim bywa bardzo roznie, bo obawiam sie, ze i ludzie przechodzacy ulica obok domu tez mnie slysza.
-- A jak sie zaplaczesz, albo nie bedziesz miala sily wstac z maty to co? - zapytal pierwszego dnia Wspanialy.
-- Wtedy zawolam, dopoki nie wolam nie masz prawa nawet podejsc blizej drzwi. 
Moj maz jest z natury bardzo usluchanym czlowiekiem, a moze po prostu dobrze wie z kim sie ozenil wiec siedzi przy kompie i pracuje.
No to juz jestem w sypialni, wlaczam telewizornie, rozkladam mate, obok butelka wody, bo bez tego nie ruszam i jedziemy.
Na poczatek takie wymachiwanie galazkami dolnymi i gornymi nawet mi jakos idzie.
Potem panienka siadla na macie zaczela sie wyginac i madrzyc przy tym:
-- Pochyl cialo do przodu i zlap dlonmi stopy... - tak do mnie rzecze.
No to sie pochylam, ale gdzie mi tam do stop? Patrze w ekran bo moze sie wariatce stopy z kolanami pomylily,  kolana moge sobie dotknac nawet bez pochylania ciala.
Ale nie ta durna baba lezy lbem na kolanach i trzyma sie dlonmi za stopy.
Ja pierdole!!!
Jestem zbrakowana, albo mam za dlugie nogi albo za krotkie rece.
Dobra pochylam sie na ile moge, przeciez sie nie zlamie w polowie przez glupiego babola.
Jak juz nawet po kilku powtorkach udalo mi sie siegnac lydek to widocznie zlosliwa malpa zobaczyla i mowi:
-- Teraz usiadz bokiem na srodku maty, jedna noga z przodu druga z tylu... 
-- Pogielo cie czy co??? - wrzeszcze do babsztyla.
Jak mam miec jedna noge z przodu a druga z tylu to dupa wisi na wysokosci metra od podlogi.
Patrze, no dobra te przednia noge (kurwa tyle lat zyje i nie wiedzialam, ze czlowiek moze miec przednia i tylna noge) to ona ma zgieta w kolanie i lezy ta noga na podlodze faktycznie przed nia.
OK tyle moge, troche mi ta tylna przeszkadza, bo nie bardzo ma sie gdzie podziac, ale juz mi sie udalo posadzic dupe.
A baba napierdala dalej:
-- Teraz wyprostuj te noge za toba... tak zeby na plasko dotykala podloge... 
-- Zwariowalas?? Sama sie tak wyginaj, jak sie polame to mnie nawet najlepszy chirurg nie posklada!!! 
Siedze i patrze a ta cipa faktycznie wyprostowala te tylna noge, teraz pochyla sie nad przednia przenoszac caly ciezar ciala do przodu. Oparla sie na dloniach, poniosla odwlok do gory i teraz zaczela ta tylna noga machac.
Siedze i pacze jak zaczarowana, no przeciez jeszcze nie zglupialam zeby takie cuda wyczyniac.
I tylko mi przyszlo do glowy, ze cale szczescie, ze Wspanialy tego nie widzi bo pewnie zazyczylby sobie seks na zyrandolu.
Pomachala, pomachala, potem sie przekrecila w druga strone i teraz tylna noga byla przednia a ta przednia tylna i zaczela wszystko od poczatku tyle, ze na odwyrtke.
Com sie napatrzyla to moje.
Ale jej sie chyba tez znudzilo, bo troche odpuscila i nastepne cwiczenia byly juz bardziej normalne, brabuk nie do wykonania dla mnie, ale jednak bardziej normalne.
Pierwszego dnia wytrzymalam 10 minut, reszte ogladalam i czekalam kiedy sie babol zlamie albo jej chociaz jakas konczyna odpadnie.
Nie zlamala sie, nic jej nie odpadlo.
Nastepnego dnia bylo to samo, tyle ze tym razem baba poszla bardziej w gorne czesci ciala.
Po kilku dniach okazalo sie, ze wytrzymuje juz troche dluzej, znaczy brabuk nie wyczyniam tego wszystkigo co ona, ale tak na 60%.
Po tygodniu wpadlam na pomysl zeby zmienic instruktorke, bo ja mam tam kilka takich wariatek nagranych.
No i zmienilam, ta jest rownie upierdliwa, ale ma inne metody.
Cwiczenia z ciezarkami, z pilka, z gumami do naciagania, slowem jest urozmaicenie.
Problem w tym, ze ja mam jedynie ciezarki o wadze 1kg dwie sztuki, i jedna sztuka o wadze 1.5 kg.
No coz, na poczatek musi wystarczyc, pomyslalam.
Ale jak mi tak przyszlo tymi ciezarkami nad glowa machac to nie powiem nawet ten 1 kg w kazdej dloni poczulam solidnie. Nie ma sie co dziwic od trzech lat najciezsza rzecz jaka podnioslam to lyzka strawy do geby.
Ja tam babie nie zagladalam jakie ona ma ciezaki, ale jak w pewnym momencie rzekla:
-- Do nastepnego cwiczenia potrzebny bedzie jeden ciezarek lzejszy, moze byc 2.5 kg... 
-- Wscieklas sie babo!!! - wrzasnelam.
I tak wydzieram paszcze na te wariatki, ale przeciez pamietam jak kilka lat temu przed przyjazdem Spt do NYC kombinowalam zeby sie na tance na rurze wybrac razem.
Nawet notke na te okolicznosc popelnilam, jak by sie komus chcialo poczytac to prosze KLIK.
Ech to byly czasy....
Ale postanowilam, ze sie nie poddam tak latwo i ja jeszcze tym malpom pokaze kto tu rzadzi:)
Modelka ani tancerka na rurze juz nie zostane, ale to nie znaczy ze mam byc kaleka.




Tuesday, March 21, 2017

Nie wiem

Tym razem nie chodzi mi o zadne filozoficzne "nie wiem wiec jestem":)) czy tez "nie wiem wiec zyje".
Chodzi o zupelnie cos innego.
Nie wiem to nazwa dania obiadowego, ktore ostatnio dosc czesto spozywamy.
Problem wraca jak bumerang codziennie... chwileczke, czy czlowiek naprawde musi jesc codziennie?
Kto wymyslil cos tak glupiego?
Nie daloby sie tak raz na tydzien, albo jeszcze lepiej raz na chociaz dziesiec dni?
No dobra, przyznaje, ze odpowiedz na powyzsze pytania brzmi rowniez "nie wiem".
Najgorzej jest o tej porze roku, bo juz sie wyczerpaly albo niewiele zostalo z zapasow przygotowanych wczesniej dan i zup jakie gromadze na cala zime w zamrazarce. No i zima jakos latwiej cos ugotowac, bo i przyjemniej sie w chalupie robi jak z kuchni na mieszkanie wyplywa zapach gotowania, robi sie jakos tak cieplej i przyjemniej.
Ale teraz? Nie to juz nie ta pora roku.
Codziennie rano zadaje wiec Wspanialemu to samo pytanie, albo nawet nie zadaje go bezposrednio jemu, tylko rzucam w przestrzen, bo wiadomo, ze w tej przestrzeni nie ma nikogo poza mna i Wspanialym, wiec wyglada to tak.
-- Co my dzis bedziemy jedli na obiad? 
Cisza, bo moj maz uwaza, ze ignorowanie moze sie czasem udac. Niestety to nie dziala w przypadku takiej zony jak ja, bo ja jestem zen wiec za piec-siedem minut powtarzam:
-- Co bedzie dzis na obiad? 
W tym momencie Wspanialy podnosi glowe znad komputera, bo ja to pytanie tak zupelnie bez zadnego wyczucia rzucam w momencie kiedy mnie naszlo nie zwracajac uwagi, ze przeciez moj maz pracuje wlasnie miedzy innymi na nasze obiady.
Widze wiec bledny wzrok, za ktorym umysl jeszcze nie nadaza i ciagle nie mam odpowiedzi.
-- Hop hop!! Ziemia do Wspanialego!! Co Wspanialy zyczy sobie na obiad? - wolam radosnie.
-- Nie wiem - pada krotka acz rzeczowa odpowiedz oraz glowa znow pochyla sie nad komputerem.
No dobra, mysle sobie, to jeden problem mam juz z glowy, ubieram sie i wychodze na spacer.
Wracam ze spaceru i jeszcze dobrze nie weszlam a juz slysze glos mojej ulubionej Klary.
Nie pozostaje nic innego jak ewakuowac sie do sypialni, zajmuje wiec pozycje horyzontalna przed telewizornia, obok Kindle i troche ogladam tv, troche czytam, a reszte drzemie:)
Tym wygodnym sposobem (przynajmniej dla mnie) docieramy do czasu kiedy juz naprawde wypadaloby miec jakas wizje obiadu.
Teraz Wspanialy pyta:
-- To co dzis na obiad? 
-- To samo co wczoraj, przeciez mowiles, ze chcesz "nie wiem". 
-- No tak, prawda, tak mowilem... "nie wiem" to taka latwa i szybka w przygotowaniu potrawa... 
-- Skarbie, czy ktos Ci broni przygotowac bardziej ambitna potrawe? - pytam na wszelki wypadek, bo ja lubie jasne sytuacje.
Wtedy Wspanialy wstaje od kompa, idzie do kuchni, otwiera lodowke, patrzy w jej wnetrze i mowi:
-- Hmmm.. sa wczorajsze ziemniaki.. jest maslo orzechowe... to moze.... 
Ja juz lece do lazienki, bo na samo wspomnienie masla orzechowego mam odrzut wymiotny, nie znosze tego swinstwa, a Wspanialy oczywiscie moze toto jesc cztery razy dziennie, na szczescie nie z wczorajszymi ziemniakami.
W rezultacie najczesciej jedziemy gdzies do knajpy a jak nam sie wyjatkowo nie chce to Wspanialy bierze telefon i sklada zamowienie w restauracji za rogiem:
-- Chcialem zamowic babcie... nie, nie potrzebuje dostawy, mieszkam za rogiem to za 15 minut sam odbiore... 
I wtedy mamy babcie na obiad:))) No dobra, co to jest ta babcia, bo przeciez jeszcze nie zostalismy ludozercami? Babcia to pizza, tak nazwana bo recepture na te konkretna pizze wymysila babcia wlasciciela restauracji, wiec w menu widnieje "grandma's pizza" co Wspanialy skraca i wychodzi jak wychodzi:)
Nie przepadam za pizza, ale raz od wielkiego dzwonu ta babcia jest calkiem dobra.





Friday, March 17, 2017

Mowilam, ze Irlandczycy maja szczescie do pogody?

Mowilam i oczywiscie mialam racje.
Dzis jest wrecz pieknie, prawie cieplo:))) bo juz 7C na plusie ta to po dwudniowych mrozach bardzo sie ceni, no i slonce napitala od 7ej rano jak na zawolanie.
Poszlam wiec ambitnie tym razem na dlugi spacer i w innym kierunku.
Widoki jak widoki, czego mozna sie spodziewac na dwa dni przed taka sniezyca, ale Wam troche pokaze.
Na ten przyklad spotkalam pana Balwana, ktory jest dzielem dzieci muzulmanskich. Mieszka tu taka bardzo mila muzulmanska rodzina i maja dwojke slicznych dzieciakow, a matka to zywcem modelka.
Kiedys szlismy ze Wspanialym i ona akurat z mezem chyba sie gdzies wybierali z wizyta, bo odwalona w piekna suknie, a byl to jeden z tych dni kiedy mielismy 22C i jak Wspanialy zawiesil oko to mu sie normalnie nogi pomylily i bylby chlop padl na kolana, gdyby w miare szybko nie odzyskal wladzy i przytomnosci umyslu. Nie dziwie sie sliczna kobieta.
A oto pan Balwan prosze panstwa:


Wiekszosc chodnikow juz poszerzyla swoje wymiary, ale zwlaszcza tam gdzie sa budynki mieszkan wlasnosciowych i odsniezaniem zajmuja sie pracownicy spoldzielni:



Przy prywatnych domkach bywa roznie, ale da sie przejsc:


Sa ludzie, ktorzy posiadaja plugi sniezne i przyczepiaja je do frontu wlasnego samochodu typy pickup i tym sposobem maja odsniezone szybko i szeroko a nawet jesli sa zyczliwi to odsniezaja cale odcinki chodnikow w okolicy, zwlaszcza tam gdzie mieszkaja starsi ludzie, ktorym jest ciezko sobie z tym poradzic.



Fajnie byloby gdyby ten snieg caly czas wygladal tak:


A nie tak jak przy ulicach i autostradach:




Ale tez trafilam na taki zupelnie nietkniety lopata ani plugiem odcinek. Tu akurat nie ma  zadnych domow, jest to teren przy autostradzie, ale poniewaz nie ma nawet przystanku autobusowego to i nikt nie jest za te czesc odpowiedzialny. Ale ja w moich kolcach dzielnie przeszlam po tej wygladajacej zupelnie nieziemsko powierzchni:)) Moglam isc brzegiem ulicy, bo tak ludzie chodza jak nie ma innego wyjscia, ale przeciez mam kolce:))


A zaraz po przejsciu tego kosmicznego kawalka super droga. Lubie ten odcinek, chodze tedy codziennie w czasie moich spacerow, ale tu jak widac w glebi jest przystanek autobusowy, wiec musi byc dojscie:




A przy najblizszym rogu ulicy gdzie mieszkam taki widok:



Mamy akurat wymiane rur kanalizacyjnych i jak widac zima nie jest przeszkoda w pracy. Pracuja juz w okolicy od kilku tygodni i teraz zblizaja sie do naszego domu. Ot bedzie troche balaganu, ale jak cza to czeba.

I na koniec kwitnace bazie u mojego sasiada:


To tyle, oby do wiosny:)))



Thursday, March 16, 2017

Pognalo mnie...

... z samego ranca.
Nie moglam na dupie usiedziec, wiec tuz po 9tej rano zlapalam aparat, kurtke na plecy, kolce na buty i polecialam na malutki obchod.
Malutki, krociutki bo zimno jeszcze bylo cholerycznie.
Ale kliknelam kilka fotek wiec prosze:



Tak wygladaja skrzyzowania ulic, jak pisalam wczoraj, czasem trzeba sie wgramolic na gorke sniegu zeby przejsc przez ulice.


Wiekszosc chodnikow w stanie jak powyzej, ale czasem zdarzy sie taki odcinek, gdzie komus sie nie chcialo odsniezyc. Te miejsca potrafia byc sliskie i tu moje kolce sprawdzaja sie doskonale.


Trafia sie tez zlamane drzewko i lezace obok galezie...


I co najgorsze to mroz ogolocil forsycje z pierwszych kwiatkow a i listki zmarnialy:(



Na pewno tez paki drzew lisciastych ucierpialy, ale Wspanialy mnie pociesza, ze natura sobie z tym poradzi.



Mam nadzieje, ze Wspanialy ma racje:)
A teraz chyba polece jeszcze na kolejny spacer, jak cos wypatrze to sfoce i dodam:)))

Juz zrobilam kolejny obchod:)
I oto moje zdobycze.
Paki magnolii, mysle, ze jednak przetrwaja bo jeszcze nie zdarzyly peknac:



Nowe zycie, chwilowo pod sniegiem:



Droga dojazdowa wzdluz autostrady:


I jednak kwitnace forsycje, te widocznie sa w bardziej naslonecznionym miejscu:



Tyle na dzis, a jutro jak znam zycie bedzie moze i mrozno ale bardzo slonecznie.
Dlaczego?
Jutro jest Swietego Patryka a Irlandczycy zawsze maja sloneczna pogode na swoje swieto, jestem przekonana, ze tak tez bedzie tym razem.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...