Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, September 28, 2008

Posiadanie

Zabralam sie do rozpakowania waliz po wakacjach w Polsce. Nie lubie ani pakowania, ani rozpakowywania. Pierwszego nie lubie z powodu, ze nigdy nie wiem co mi bedzie potrzebne w zwiazku z czym z reguly zabieram 3/4 posiadanych szmat. Drugiego nie lubie, bo jakos dziwnie sie sklada, ze szmaty, ktore przed pakowaniem swietnie miescily sie w szafach i szufladach teraz nie daja sie za cholere wepchnac spowrotem. Na szczescie znakomita wiekszosc rozpakowanych szmat wyladowala w pralni wiec chwilowo wszystko jest pod kontrola, co bedzie jak pranie wroci? - narazie nie chce o tym myslec.
W zwiazku z tymi nielubianymi, ale czasem koniecznymi czynnosciami nasunela mi sie refleksja, ze czlowiek to strasznie dziwne stworzenie, ktore lubi gromadzic badziewie dla samej przyjemnosci posiadania badziewia.
Pamietam jak przyjechalam do Stanow z dzieckiem za reke i 3ma walizkami, przy pierwszej przeprowadzce po 5 miesiacach zrobilo sie juz z tych 3 walizek dwa kursy samochodem typu ven. Przy kazdej kolejnej przeprowadzce mimo pozbywania sie czesci badziewia, masa dobytku wzrastala 3-5 krotnie nie wlaczajac mebli. Zastanawiam sie na cholere mi to wszystko potrzebne?
Ciuchy mam na kazda wage i rozmiar ciala, na wypadek gdybym schudla, co jakos mi nie wychodzi od 2 lat, ale szkoda sie ich pozbywac, bo przeciez cuda sie zdarzaja... no niby tak, wszystko jest mozliwe, tylko, ze te "chude" szmaty juz powaznie wyszly z mody.
Mam tez jakies umilowanie do posiadania wyposazenia kuchennego, wrecz chorobliwie uwielbiam miec wszystkie przydatne jak i zupelnie nieprzydatne gadzety rzekomo ulatwiajace zycie. Wiekszosc z nich nigdy nie uzywana z prostej przyczyny, ze zapomnialam, ze je wogole posiadam. Tym sposobem, krotka pamiecia znaczy sie, przy okazji ostatniej przeprowadzki odkrylam, ze jestem w posiadaniu 3 elektrycznych mlynkow do kawy, ktore to mlynki sa mi juz od lat niepotrzebne, bo zakupilam automat do zaparzania kawy, ktory mieli kawe na swiezo. Zaparzacz do kawy z mlynkiem byl oczywiscie kolejna "nowoscia" na rynku lat temu ok. 10.
Chyba to prawda, ze Blizniaki lubia nowosci, a numerologiczne 8-ki dzialaja impulsywnie... jestem i Blizniakiem i osemka, jesli jeszcze do tego dodac znak Konia z chinskiego zodiaku, Ascedent w Skorpionie i Ksiezyc w Wadze.... wole nie myslec.... mieszanka wybuchowa.... rece opadaja.
Pamietam jak Wspanialy przeprowadzil sie do mnie, to na poczatek laskawie wydzielilam Mu 30cm w szafie w korytarzu i stwierdzilam, ze to w zasadzie wszystko co moge ofiarowac jako dodatek do przywileju spania pod jedna koldra na tym samym lozku. Z tym lozkiem to sie szybko przekonal, ze jest bujda na resorach, bo w ciagu pierwszego miesiaca zostal brutalnie 4 razy skopany na podloge.
Po miesiacu kiedy On nauczyl sie spac wczepiony paznokciami w krawedz materaca, a ja zakodowalam sobie, ze juz nie spie sama i tak kilkakrotnie obudzilo mnie ciche jeczenie wydobywajace sie z otchlani Jego jestestwa, ktore to jestestwo zostalo bezpardonowo przywalone w poprzek moja osoba.
Jeszcze teraz po 5 latach zdarza Mu sie obudzic w srodku nocy z moimi stopami przy twarzy, ale to juz drobiazg ,do ktorego sie przyzwyczail. Czasem tylko oboje zastanawiamy sie jak ja to robie nie przerwyajac snu ani sobie ani Jemu. Narazie pozostaje to slodka tajemnica.
Ale przeciez mialo byc nie o orgiach w lozku a posiadaniu, wiec wracam do tematu glownego.
Wspanialy co sie rzadko zdarza "kawalerom z odzysku" mial wyjatkowo dobrze wyposazone gospodarstwo, wiec sie szybko okazalo, ze lepiej bedzie jak poszukamy nowego (czyt. wiekszego) mieszkania, gdzie bedziemy mogli pomiescic nasze dobytki, a glownie zeby mozna bylo przywiezc dobytek Wspanialego z przechowalni zanim sie zupelnie zmarnuje. W miedzyczasie Wspanialy czasem rozgladal sie po mieszkaniu (moim) i mowil:
-- A moze powinnismy sobie zakupic ...... tu padalo np. maszynke do expresso itp.
-- Nie musimy kupowac, bo mamy - odpowiadalam niezmiennie, a On niezmiennie patrzyl na mnie wzrokiem pelnym niedowierzania i pytal:
-- Ale gdzie Ty to wszystko trzymasz?
-- Jak to gdzie? w szafach i szafkach...
Pewnego dnia stwierdzil:
-- Ja wiem, ze mieszkamy w spokojnej dzielnicy, ale mimo to mysle, ze powinienem kupic blokade do samochodu.
-- Nie kupuj bo ja mam - odpowiedzialam.
Popatrzyl na mnie z niedowierzaniem i powiedzial:
-- Nie bardzo wiem, czy rozumiesz co mam na mysli .... chodzi mi o taka wajche, ktora zapobiega kradziezy samochodu przez blokade kierownicy.
Bez slowa poszlam do sypialni, otworzylam szafe, na kolanach wczolgalam sie do jej wnetrza i po chwili wypelzlam spowrotem z nowa, jeszcze oryginalnie zapakowana blokada kierownicy.
Oczy Wspanialego wyskoczyly z oczodolow na 3 cm i wydukal:
-- Ja tego zupelnie nie rozumiem ... mowilas, ze od kilku dobrych lat nie mialas samochodu .... to... po co ... kupilas ... nowa blokade ?????
-- To prawda, nie mialam samochodu, ale wiedzialam, ze bede miala....

-- tylko nie spodziewalam sie, ze ten samochod pojawi sie w moim zyciu razem z kierowca - dodalam po chwili z rozbrajajacym usmiechem.
Od tamtej pory Wspanialy zyl w przekonaniu, ze szafy i szafki mojego mieszkania nie maja tylnych scian ani dna. Po niecalym roku przy przeprowadzce okazalo sie, ze bylo w tym wiele prawdy...
Tak wiec korzystajac z okazji pakowania dorobku postanowilam zrobic szczegolowy remanent mojego dobytku i pozbyc sie czego niepotrzebne.
A bylo tego .... oj bylo ....
Miedzy innymi wywalilismy caly komplet wypoczynkowy (bardzo wygodny) bo stwierdzilismy, ze jakkolwiek komplet wypoczynkowy Wspanialego jest mniej wygodny, to duzo nowszy i zajmuje mniej miejsca.
Jeszcze teraz jak mysle o tym moim to mi go szkoda, taki byl wygodny ... chociaz moze to i dobrze, bo jednoczesnie z wygoda byl powaznie obciazony wspomnieniami a to raczej niewskazane w nowym zwiazku....
W miejsce rzeczy, ktorych sie pozbnylismy szybko przyszly rzeczy Wspanialego i znow okazalo sie, ze mamy np. 3 mikrofalowki: jedna moja, jedna Jego i trzecia, ktora byla w wyposazeniu nowego mieszkania.
Jedna podarowalismy B. a jedna i tak sie poniewiera do dzis jak dusza potepiona... no wlasnie moze by cos wreszcie z ta mikrofala zrobic?? Notka mentalna na przyszlosc...
Najlepszy byl numer w czasie tej przeprowadzki ze sztuccami, ktorych w zaden sposob nie moglam odnalezc po przeprowadzce. Mijaly tygodnie a my jedlismy plastikowymi sztuccami, bo mimo, ze w domu byl komplet sztuccy Wspanialego to ja sie uparlam, ze nie bedziemy z nich korzystac, bo ja znajde te moje.
Wspanialy i Potomek starali mi sie wmowic, ze pewnie zostaly niechcacy wyrzucone przy okazji likwidacji dobytku z gatunku "niepotrzebne", ale ja nie dawalam za wygrana.
Nie ma lekarstwa na uparte babsko, wiec spokojnie wpierdalali jedzonko plastikami i czekali na cud, a ja uparcie na kazde narzekanie odpowiadalam, ze plastykiem jeszcze sobie nikt krzywdy nie zrobil.
Jak juz chyba stracili nadzieje na powrot do normalnosci, czyli po ok. 8 tygodniach od przeprowadzki ja wreszcie znalazlam sztucce, co faktycznie bylo nielada wydarzeniem biorac pod uwage fakt, ze wszystkie kartony i kartoniki zostaly rozpakowane juz w pierwszym tygodniu i wszystko bylo juz na swoim miejscu .... z
wyjatkiem nieszczesnych sztuccy.
Oprocz zamilowania do kolekcjonowania gadzetow i temu podobnych pierdolamentow posiadam zboczenie polegajace na kupowaniu caculkow, czyli bizuterii, ktorej w zasadzie prawie nie nosze, ale miec i owszem lubie. Mialam nawet taki okres w zyciu, ze za kazda przezyta przykrosc i niepowodzenie kupowalam sobie w nagrode nowe caculki, a ze zycie mi tych niepowodzen nie szczedzilo to mam dzieki temu bogata kolekcje.
Dla sprawiedliwosci musze dodac, ze Wspanialy tez nalezy do kolekcjonerow, ale On bardziej na zasadzie "szkoda wyrzucic", moja dewiza jest "przyda sie", albo "podoba mi sie".
W obecnym mieszkaniu mieszkamy juz 4 lata, pokoj goscinny nie wiedziec kiedy przerodzil sie w magazyn rzeczy i materialow roznych ... Cos mi sie zdaje, ze trzeba bedzie podjac jakies drastyczne dzialania i albo odgruzowac ten magazyn i probowac przywrocic go do pierwotnej swietnosci pokoju goscinnego, albo szukac nowego mieszkania....

Stardust remanentowo.

17 comments:

  1. Kiedyś znalazłam w łazience mojej matki dezodorant marki Faun, pochodzący jeszcze z poprzedniego ustroju. Teraz nawet żaluje, że go wyrzuciłam, to już pewnie zabytek był. no, ale bałam się, że wybuchnie.
    Ja próbuję z tym walczyć, ale prawda jest taka, że za każdym razem jak chcę coś wyrzucić - to mi ręka drży.
    Choć ani razu, ani razu nie zdarzyło mi się, żeby m czegoś, co wyrzuciłam nagle zaczęło brakować. I może to jest ten trop......

    ReplyDelete
  2. no tak!! z tym wyrzucaniem..nie można przeliczać na "ile" się wyrzuca..ale jakoś tak mi na myśl przyszło...mały drobiazg a kiedyś cieszył..a teraz...Oglądałam jakiś czas temu krótkometrażowy film poświęcony pieczątkom imiennym z nazwiska oraz z piastowanego stanowiska W miarę miesięcy czy lat forma pieczątek się zmieniała na bardziej ekskluzywne "wyrafinowane"w kształcie, w kolorycie nie przypominające takie zwykłe tradycyjne. Czas robi swoje, na pieczątki też przyszła moda Zmieniały się . Stare pieczątki były składane do pudła. Przyszedł sądny dzień dla nich..wyrok wyrzucić, spalić bo są nie potrzebne. Tak też uczyniono. Rozpalono ogromny piec Ogień bucha,żar przeokropny i niewidzialna ręka wzięła to pudło z pieczątkami.. Po wrzyceniu je do czeluści ogniem ziejącej... jak one tam płakały w tym ogniu...jak się skręcały z bólu jak się skarżyły, żal mi duszę ścisnął.Myślę, że i tak samo i te niepotrzebne rzeczy / fikcja moja wyobrażnia/ które wyrzucamy skarżą się na właściciela, którego w odpowiednim czasie, w jakiś sposób darzyły zaufaniem i były przydatne do momentu..no właśnie...Mam mało rzeczy w domu, chyba,że te bardzo bardzo potrzebne w użyciu...bo jakoś mi stają w oczach owe pieczątki co ich wyrzucono w ogień.To moja refleksja ot..i tyle na dziś Pozdrawiam kama z Podlasia

    ReplyDelete
  3. Tez z natury jestem zbieraczem, chociaż nauczyłam się już wyrzucać/oddawać. Trochę mi lżej.
    I umiem wyhamować z zakupami maszyn. Na mikrofalówkę sie nie zgodziłam, bo wiedziałam, że będzie bezuzytecznym klamotem. maszyny do pieczenia chleba też nie kupiłam, bo wiedziałam, że upiekę trzy razy i koniec. Więc nie mam. Mam za to maszynke do gotowania jajek. Raz ugotowałam. Mam też super-hiper-maszynkę-do-krojenia-wszystkiego. Nie jest jeszcze rozpakowana. Szeherezadowy kupił cztery lata temu. Jakoś wolę dobry nóż kuchenny.
    Ze szmatami muszę zrobic porządek. Sama nie wiem co mam. Do tego Szeherezadowy po wyprasowaniu wszystkiego odwiesza rzeczy w dziwne miejsca. Zostaje z jedna parą portek i dwiema bluzkami. Zawsze jest jęk, że nie mam co na siebie włozyć. Bo to prawda :-)
    Stardust a nie popatrzyłabyś w swoich szafkach albo pod łózkiem czy masz księgę adresową Gdańska z 1937 roku? :-))))

    ReplyDelete
  4. --> Prunnella, tez mysle, ze skoro czegos nie uzywalam przez ostatnie 2 lata, to dowod na to, ze mozna bez tego zyc. A jednak ciezko to idzie i tyle. W moim przypadku najlepszym rozwiazaniem sa czeste przeprowadzki, bo wtedy pozbywam sie nadmiarow.
    --> Kamo, skoro juz w swojej wyobrazni natchnelas te nieszczesne pieczatki dusza, to moze jest szansa na to, ze w nastepnym wcieleniu wroca jako cos czego nie da sie spalic:)
    --> Szeherezado, jestes podstepna :)Jak doszlam do tej ksiazki telefonicznej to nie tylko zaplulam ale i zasmarkalam klawiature, bo mi glut ze smiechu wskoczyl. Tez staram sie nie wyrzucac w imie przyslowia, ze czyjes smieci moga sie jeszcze komus przydac. Dlatego wlasnie postanowilam, ze tym nadmiarem kubkow obdaruje mojego Tescia - niech On sobie radzi. Mikrofalowke kupilam jak Potomek mial 12 lat i sam w czasie mojej nieobecnosci musial sobie odgrzewac obiady, bylo to bardziej bezpieczne niz piekarnik. A nie lubie tego swinstwa, teraz tez mam, bo cholerstwo jest wbudowane w szafki kuchenne - nie bede wyrywac.
    Cieszy mnie wiesc ze Szeherezadowy prasuje, bo milo wiedziec, ze to nie tylko ja wykorzystuje do tej niemilej czynnosci Wspanialego.

    ReplyDelete
  5. To ja w takim razie jestem w zupełnie innej "bajce". Coś mi się zdaje, że wpadłam we własną pułapkę. Ale do rzeczy. Tak bardzo nie lubię gromadzić i otaczać się ogromną ilością dupereli, pierdołków i innych inności, że pięć razy się zastanowię, nim kupię jakiegoś np."przydasia". Wiecie jak to męczy, kiedy tak stoję i myślę, czy mi to jest na pewno potrzebne? Nawet nie chodzi o to, że mi szkoda pieniędzy, nie. Ja zwyczajnie myślę o tym gdzie to wcisnąć żeby mi nie leżało na wierzchu. Nie kupuję pamiątek typu kubek z napisem, muszelka, dzbanuszek itp. jeśli wiem, że nie będę z tego korzystać. Jednak wiecie co...trochę to męczące, bo przecież nie da się wszystkiego przewidzieć, ale ja tak pokochałam "przestrzeń",że walczę o nią jak lwica. Mój "Połówek" ma ze mną ciężki los, bo on uwielbia otaczać się "duperelami", które być może nigdy się nie przydadzą, ale lubi je zwyczajnie mieć. No i jest jeszcze jeden powód mojej niechęci do "posiadania" - robi mi się przykro, gdy mam się czegoś pozbyć... Mimo to uwielbienie "przestrzeni" jest silniejsze. Z rzeczami do ubioru rozstaję się z mniejszym bólem, bo wrzucam do pojemnika PCK i zakładam, że ktoś z tego jeszcze skorzysta.
    Chyba jestem minimalistką. Jednak wiem, że muszę się choć trochę nauczyć rozumieć "przypadłość" mojego "Połówka", bo inaczej to będzie w domu wojna :-))) Chyba dlatego z góry wiedziałam, że piwnica będzie jego :-)

    ReplyDelete
  6. Mój chłop LUBI prasować.
    Pana boga za nogi złapałam normalnie :-)))
    Czasem muszę mu wydzierac ciuchy, żeby nie zaprasował na smierć. Miałam juz wyprasowane sznurowadła i koszule jedwabną - gnieciucha. Staników i majtek nie zliczę :-)))

    ReplyDelete
  7. --> Sze, znalam kiedys takiego co lubil prasowac i gotowac tez lubil, dzwonil do mnie w sobote rano z zapytaniem czy mam cos do prasowania i meldowal, ze przy okazji prasowania ugotuje obiad. Po czym zjawial sie z zakupami na obiadek dla 10 osob a ja tylko zapraszalam gosci. Facet byl wspanialym kumplem z doskonalym poczuciem humora, ale jakos nie chodzil w mojej wadze pod kazdym innem wzglendem. No i guma z tego wyszla, bo jakos odechcialo mu sie pracowac na etacie starajacego sie bez widoku na awans... Coz tak tez bywa, wspominam go jednak z duzym sentymentem. Wspanialy natomiast nie jest uzalezniony od prasowania tylko wie, ze nikt inny tego nie zrobi.
    -->Smakosiu, wyglada na to, ze Ty i moj Wspanialy jestescie z podobnej polki i dobrze, ze sie czlowiek tak dobiera na zasadzie kontrastow, bo tylko sobie wyobraz co by to bylo gdyby sie dwoje takich zeszlo jak ja i Twoj Polowek. Tragedia. Wspanialy tez jak ja patrze na cos z gatunku "przyda sie" to pyta "czy naprawde jest ci to potrzebne?" ale najczesciej to tylko patrzy na moja mine i juz nic nie mowi. Wie ze decyzje juz podjelam i nie ma odwolania.

    ReplyDelete
  8. Ja tyo w kazdym kącie i na środku msm "przydasie". Od czasu do czasu mam atak - wyrzucam, ale chociaz wyrzucam worami, to wcale luzbiej sie od tego nie robi. Co gorsza, czesto wlasnie sie okazuje, ze jakas rzecz wypizgieta, bo nieuzywana od lat, gwaltownie jest potrzebna. Tak bylo z takim grilem z czasow komuny. Bo, taki opiekacz na prad, co t mial tacke-sracke, szpindle do szaszlykow itp. Od lat nie uzywalam, wywalilam, a nastepnego dnia dzwoni taka moja kuma i mowi, ze tak sobie ze starym marzyli, jakie to fajne i gdzie to kupic... :)
    Natomiast Pekazet ma odwrotnie. Ile razy mial zly humor to moja matka mu wpychala w reke jakies smieci i wysylala do smietnika. Wyrzucal, przezywal katharsis i wracal jak nowonarodzony. Takie gieny.

    ReplyDelete
  9. A, i mikrofala u mnie bardzo sie sprawdza - jako blyskawiczny odgrzewacz. I taki piczwans, co ma trzy wymienne plyty: do grila, do gofrow i do tostow.

    ReplyDelete
  10. Przyznam sie ze "przydasiow" troche mam, niektore faktycznie uzywan a o niektorych nie pamietam. Kuchnie generalnie mam "osprzetowana" ale to raczej z wygody niz z checi "bo miec musze". Natomiast jesli chodzi o ogolne posiadanie to mam coraz wiecej. Jak sie przeprowadzalismy to caly nasz dobytek zmiescil sie w 2-ch malych wanach (nie bylo tam mebli bo wynajmowalismy mieszkanie umeblowane). W tej chwili, tuz przed kolejna przeprowadzka (mam nadzieje) strach mnie ogrania bo zdazylismy sie dorobic kilku gratow i mysle ze i 4 wany by nie daly rady.
    Nie znajde natomiast w mieszkaniu codow typu dezodorant z dawnych lat o ktorym pisala prunella, bo kosmetyki u mnie jak traca waznosc to od razu laduja w koszu.

    ReplyDelete
  11. -->Lorenza musze sie przyznac, ze mikrofale tez czasem uzywam, zwlaszcza do podgrzewania "wczorajszej" kawy jak mi sie swiezej nie chce robic z samego ranca szczegolnie w weekendy, bo tylko wtedy ja pierwsza wstaje i na mnie spada ten uciazliwy obowiazek.
    --> Shanna z tymi terminami waznosci to Wspanialy i Potomek doprowadzaja mnie do pasji, bo jak tylko cos ma date do jutra to juz dzis laduje w koszu. Takie delikantne zdrowie maja, ja tam moge zjesc cus tydzien po terminie i nic mnie nie rusza. Co do kosmetykow, to raczej nie maja szans sie przeterminowac...bo wychodza w pore. Ale mam kolekcje pudrow i suchych perfum firmy Estee Lauder, w ktorej to kiedys pracowalam, sila rzeczy kolekcja jest mocno przeterminowana, ale jest bo to chodzi o te pudernice i roznego rodzaju metalowe zwierzaczki w ktorych pudry i perfumy byly pakowane jako serie jednorazowe. Kuzwa jak bede miala kiedys wnuczke, bo corki nie posiadam to dostnie to w spadku... licho wie w tym kraju rozne zboczki sa, moze to miec jakas wartosc. Na inny spadek po mnie nie ma co liczyc :)))

    ReplyDelete
  12. Ja kiedyś zbierałam flaszki po perfumach Salvadore Dali, tylko te z ustami i nosem. Odkurzyłam i znowu stoja na miejscu. Nie mogłam ich wyrzucić. Mam słabość.

    ReplyDelete
  13. --> Sze przypomnialas mi tez mam kolekcje buteleczek miniaturek z perfumami... kuzwa i tez mam do nich slabosc. Takich rzeczy nie moge wyrzucic ani sie pozbyc to takie caculki ...

    ReplyDelete
  14. A to ja sobie zostawiłam góre taka nakladana na "Fragile" Gaultiera. Tam jest taka querva baletnica w szklannej kuli, jak sie ja do gory nogoma odwroci a potem normalnie to snieg pada no caculek jak z odpustu a taka firma go dawala!!!
    Najlepszy podklad jednak mialam od Estery lauder, no nie da sie ukryc. Jednak butelki po perfonach wywalalalam. Ale za to trzymam pudernice od Versace, chociaz zdeka szkodzony ma zatrzask i kolor pudru nie moj, bo jednak bajerancko wyglada a i ta Menduza ma fryzure do jakiej ja dążę.

    ReplyDelete
  15. --> lorenzo te perfony suche to w zasadzie nie calkiem suche tylko takie w kremie i one byly pakowane w takie malutkie puzderka, otwierane jak puderniczka tyle ze bez lusterka. Wiesz to taki caculek, jak kobitka chciala za dame robic to w restauracyji czy inszem teatrze wyjmowala przewalajac przy tym oczami, zeby sie upewnic, ze wszyscy widza. Po czym pomazala palcem po otwartym caculku i za uchem niby dyskretnie sie upachnila. Tak samo pudernice lauderowa wydala serie znakow zodiaku, jakowychs aniolkow i jeszcze insze rozniste takie cudaczne. Najlepsze jest to, ze jestem w dumnem posiadaniu pierwszego takiego pudrowego puzdra z calej serii. Mialo sie te chody ale jednak stres pracy w korpo jest nie wart chodow.

    ReplyDelete
  16. BAAAARDZO mi sie podoba usystematyzowanie rzeczy posiadanych:
    - Niezbedne,
    - Przydasie,
    - Caculki.
    Na Przydasie sa 2 sposoby - remont mieszkania, ewentualnie przeprowadzka. U mnie nie sprawdza sie piwnica (za mala), za to nieoceniony jest wielki dom na dzialce rekreacyjnej moich tesciow.
    Co do Caculkow, to uwazam, ze dodaja naszemu zyciu czegos pieknego - w najrozniejszych wymiarach i niech tak bedzie. Kazdy ma swoje wlasne caculki, ich gromadzenie jest zwykle calkiem nieracjonalne, ale - co tam, caculki to caculki- i niech sie nikt postronny nie wazy cos z nimi kombinowac

    ReplyDelete
  17. Mariniku, problem w tym, ze ja ani domu na dzialce ani nawet piwnicy nie posiadam :(( i te wszystkie przydasie i caculki sa po prostu gdzies tam powciskane po dziurach i trudno pamietac gdzie sa i czy wogole sa :)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...