Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, September 30, 2008

Przywiazanie

Uwaga! Uwaga! Achtung! Atansjon!!
czyli Uwazajta ludzie!!!! Walnelam byka przeokrutnego i teraz po 3 dniach od ukazania sie notki nie moge zrobic nic innego tylko wlasnie dopisac te uwage na poczatek. Kurza stopa nie potrafie czasem w sposob sensowny przetlumaczyc pewnych niuansow emocjonalnych z angielskiego na nasze i to wlasnie wyszlo w tej notce. Moja wina, bije sie w piers obwisla.... Dotarlo to do mnie dopiero w momencie przeczytania komentarzy. A rozchodzi sie o to, ze slowo "przywiazanie" nie jest odpowiednim w kontekscie tego co chcialam przekazac. Przywiazanie jest OK!!! A mnie chodzilo o uzaleznienie sie, ktore moze i czesto jest zgubne w skutkach.... buuuuuuu..... buuuuu ...... W zwiazku z powyzszym prosba, do tych, ktorzy jeszcze nie czytali i beda czytac teraz. W calej ponizszej pisaninie chodzi glownie o chore uzaleznienie sie od rzeczy i ludziow, uzaleznienie prowadzace do wypaczenia wlasnej osobowosci. Takie co to prowadzi do stanu, kiedy maz zdradza, a zona mowi "ale przeciez inni sa jeszcze gorsi, bo nie tylko zdradzaja, ale jeszcze na dokladke bija" albo "bije, bo kocha i ja doprowadzilam go do takiego stanu, ze z milosci nie wytrzymal i mi dolozyl".
Jeszcze raz przepraszam i prosze o wybaczenie.
Stardust kajajac sie.


Skoro bylo juz o posiadaniu to teraz posanowilam wypocic cos o przywiazaniu. Tak jak bardzo lubie miec niektore rzeczy, tak bardzo nie lubie, wrecz nie chce sie do nich przywiazywac. Uwazam, ze wszelkie przywiazanie ogranicza moje poczucie wolnosci i sprawia powazne zagrozenie, ze rozstanie sie z dana rzecza bedzie bardzo bolesne.
W zwiazku z powyzszym staram sie nie posiadac nic, czego nie daloby sie spakowac i przewiezc na nowe miejsce zamieszkania albo w razie potrzeby zastapic nowym modelem.
Dlatego tez nigdy nie mialam ambicji posiadania np. domu czy nawet mieszkania, wedlug mnie i mojej filozofii sa to rzeczy, ktore przywiazuja mnie do jednego miejsca na ziemi, czyli wlasnie ograniczaja wolnosc przez powazne utrudnienie mozliwosci przemieszczania sie z jednego miejsca w drugie. Jak patrze na ludzi, ktorzy np. maja wlasne domy i widze jak bardzo sa do nich przywiazani, jak kazda godzina ich zycia jest uwarunkowana i uzalezniona od tego kawalka mienia, to wcale im nie zazdroszcze, a wrecz przeciwnie jest mi ich szkoda. No, rozumiem mlode malzenstwa, ktore chca wychowac dzieci na "wlasnym" kawalku podworka, ale ludzie po 40tce ktorzy ograniczaja sobie przyjemnosci zycia (kino, teatr, wakacje) po to zeby kupic dom, o ktory trzeba ciagle dbac i do ktorego trzeba ciagle dokladac ... tego nie rozumiem.
Ktos powie, ze mozna miec dom wielorodzinny i wynajmowac mieszkania lokatorom i taki dom jest wtedy zrodlem utrzymania. No tak, w tym wypadku sie zgadzam jesli nieruchomosc przynosi dochod, to jest w tym jakis sens, ale z drugiej strony jest to uzaleznienie sie od lokatorow, ktorzy maja jakies wymagania, ktorzy nie musza nic wokol tego domu robic i jeszcze trzeba miec szczescie, zeby nie trafic na lokatorow, ktorzy demoluja.
A wlascicielowi pozostaje odsniezanie, grabienie lisci jesiennych, reperacja dachu i sprzatanie klatki schodowej... Nie to nie dla mnie, ja wole byc lokatorem ze swiadomoscia, ze jak cos sie spieprzy i wlasciciel nie naprawi to zawsze moge poszukac innego wlasciciela i sie przeprowadzic.
Lata temu moje mieszkanie zostalo okradzione, bylo to tutaj w Stanach i w czasie kiedy jako tako juz sie czegos dorobilam, czyli nagromadzilam badziewia. I ktos sobie wszedl i to badziewie mi zabral. W momencie kiedy weszlam do tego rozbebeszonego mieszkania, najbardziej bylam wkurwiona bezsilnoscia i to nie z powodu, ze ktos sobie przyszedl i sie poczestowal moim dorobkiem, ale z naruszenia mojego terytorium, czulam sie wrecz zgwalcona. Potem zaczelam sie rozgladac, czego brakuje... VCR, Nintendo i gry Potomka, aparat fotograficzny i kamera, kilka sprzetow kuchennych (blener, mikser) i cala drewniana skrzyneczka z bizuteria...
Pamietam jak tlumaczylam Potomkowi, ze to wszystko mozna kupic jeszcze raz, ze owszem nie stanie sie to nastepnego dnia i nie wszystko na raz, ale jest to do odkupienia. Pocieszalam Go, ze jak to dobrze, ze zadne z nas nie bylo w domu i nam sie nic nie stalo. Jakos z czasem udalo sie przejsc nad tym do porzadku dziennego, chociaz przyznam, ze z tego wszystkiego najbardziej bylo mi zal, ze w tej bizuterii byl pierscionek, ktory dostalam od mojego ojca na 18te urodziny... Ten pierscionek, byl nie do odkupienia, mial dla mnie ogromna wartosc sentymentalna, zwlaszcza, ze moj ukochany Ojciec juz nie zyl.
To bylo chyba najciezsze w moim zyciu rozstanie sie z rzecza... w koncu wytlumaczylam sama sobie, ze to byl tylko symbol tego co laczylo mnie z Ojcem, ale milosc jaka kiedys nas laczyla nie zostala w zaden sposob uszkodzona, bo ona jest w moim sercu i tego nikt nigdy nie jest i nie bedzie w stanie mi ukrasc....
To byla jedna z tych lekcji zycia, ktore uczyly mnie nieprzywiazywania sie do rzeczy, ale tych lekcji bylo wiecej. Bo tak sie wlasnie skladalo w moim zyciu, ze czesto okrutny los pozbawial mnie przyjemnosci przebywania z ludzmi i rzeczami, do ktorych bylam przywiazana. W przypadku ludzi mogla to byc smierc, lub rozwod i wtedy wlasnie przekonalam sie, ze im bardziej bylam przywiazana do danej osoby tym trudniej bylo przezyc rozstanie.
Mysle, ze prawie kazdy z nas zna to pojecie milosci bez ktorej nie wyobrazamy sobie zycia... tez tak mialam, az przyszedl dzien, ze dotarlo do mnie, ze jedyna osoba, z ktora musze zyc az do smierci jestem ja sama i to wlasnie sama siebie powinnam z tej prostej przyczyny kochac najbardziej.
No i zrobilam sobie postanowienie, ze od teraz to ja jestem najwazniejsza i najbardziej kochana osoba w moim zyciu i z czasem zrobilo sie latwiej. Przestalam sie bac, obawiac, ze moge kogos stracic, bo tez nie bylo juz zagrozenia, ze strace kogos bez kogo nie wyobrazam sobie zycia....
Przestalam kochac dlatego, ze pragne i zyc bez danej osoby nie moge, ale dlatego tylko, ze chce i ten ktos jest wart mojej milosci. Jakos bezbolesnie razem z tym wyzbylam sie uczucia, zazdrosci i zagrozenia, ze zwiazek moze sie rozpasc... oczywiscie to nie znaczy, ze chcialabym, zeby sie rozpadl... Ale juz nie mam strachu przed byciem znow sama... Wrecz przeciwnie jak tylko pamietam te moje "samotne" lata to bardzo je lubilam i bylo mi calkiem dobrze, moze dlatego, ze wlasnie nauczylam sie lubic i kochac siebie? Chyba tak.
Wszyscy wiemy, ze wszelkie kontakty i zwiazki miedzyludzkie sa latwiejsze jesli po drugiej stronie stoi osoba, ktora lubimy, z ktora odbieramy na tej samej fali ... tak samo to dziala jesli ta osoba jestesmy my sami. Czy to egoizm?? Moze, ale skoro ulatwia zycie to dlaczego ma byc w tym wypadku uczuciem negatywnym???
Pamietam moje drugie malzenstwo, to byla chyba najwieksza, najbardziej emocjonalna milosc mojego zycia, ale jednoczesnie najbardziej destruktywna i gdybym wreszcie nie dojrzala do tego, ze musimy sie rozstac to kto wie czy bysmy sie nie pozabijali nawzajem. A bylo to wlasnie uczucie z serii "nie moge bez niego zyc" tak jak nie mozna zyc bez powietrza... No i co? Ano nic, okazalo sie, ze nie tylko moge bez niego zyc, ale zycie nagle nabralo innych wymiarow, blasku i radosci. Nawet jak bylam sama, to bylam szczesliwsza niz z nim, bo nie bylo zagrozenia, nie bylo juz potrzeby walki o przetrwanie "razem", bo "razem" bylo bardziej bolesne niz "sama". Z czasem zaczelam odkrywac sama siebie, ktora w ciagu lat malzenstwa gdzies tam zagubila sie w czelusciach potrzeb drugiej osoby, nie bylo to latwe, ale z kazdym dniem bylo latwiej i z kazdym dniem stapalam bardziej pewnie po tym nowym terytorium zycia.
Wspanialego kocham bardzo, ale jest to zupelnie inny rodzaj "kochania" niz dotychczas. Ta milosc nic nie zabiera, nie rzada, nie eliminuje... wrecz przeciwnie, ona ciagle wnosi cos nowego i wzbogaca moje zycie. Jest to bezpieczna milosc, bez niedomowien, bez zagrozenia, bez walki o wladze, bez nakazow, bez oczekiwan... ona po prostu jest. Ale mimo tego calego balastu "kochania" to ja Wspanialego najbardziej cenie i szanuje, za to, ze jest taki a nie inny. Czy to znaczy, ze jest idealny?? oczywiscie, ze nie, ale tez kudy mnie do idealu???
Nasza milosc nauczyla nas wzajemnej akceptacji i to jest chyba glowna przyczyna, ze tak jest dobrze. W zasadzie to On nauczyl mnie tej akceptacji, to On jest czlowiekiem ktory, bierze wszystko i wszystkich takimi jakimi sa, bez prob pouczania, modelowania na wlasna modle... i to jest najwieksza wartosc jaka Wspanialy wniosl w moje zycie. Jestesmy szczesliwi i jest nam razem dobrze, ale czy potrafilibysmy zyc bez siebie??
Oczywiscie, ze tak. Bo tym razem to nie jestesmy razem dlatego, ze nie wyobrazamy sobie zycia bez siebie, tylko dlatego, ze chcemy byc razem. Nie musimy, a chcemy i na tym polega cala roznica.
Pamietam jak dojrzewalam do decyzji o malzenstwie i analizowalam moje dotychczasowe zycie.
Okazalo sie, ze za pierwszym razem wyszlam za maz, bo chcialam miec rodzine (dzieci) a w mojej rodzine bylo niedopuszczalne posiadanie dziecka bez posiadania najpierw meza. No to mialam meza i rok pozniej dziecko.
Za drugim razem wyszlam za maz, bo jakos nie bardzo chcialam zeby moj wowczas 7 letni Potomek gdzies tam przypadkowo slyszal komentarze pod adresem wlasnej matki, ze "zyje bez slubu", takie byly czasy, no to ku radosci gawiedzi wzielam slub.
Tym razem ze Wspanialym nie byla to koniecznosc podyktowana przez jakies czynniki zewnetrzne, nie bylo zadnej "potrzeby", wiec zrobilismy to tylko dla siebie samych, dla wlasnego "widzimisie" - ot taka forma egoizmu. Jakze przyjemny ten egoizm:)
Wracajac do przywiazania, czesto zastanawiam sie, czy my ludzie jestesmy naprawde szczesliwi posiadajac to wszystko co gromadzimy w celu zapewnienia sobie szczescia... Czesto patrze na ludzi bezdomnych, ktorych mijam na ulicy i tak sobie mysle, czy oni nie sa bardziej szczesliwi od nas "posiadaczy". Nie maja nic, a jakos zyja nie musza sie troszczyc o te wszystkie "dobra", ktorych posiadanie czesto gesto spedza czlowiekowi sen z oczu.
Jedyne o co sie troszcza to jak przetrwac nastepny dzien i patrzac na ich rozny wiek, jakos im sie to udaje.
No tak, popadam w skrajnosc... bezdomna tez nie chcialabym byc, ale moze by sie kurwa pozbyc troche tego nagromadzonego przez lata egzystencji ziemskiej badziewia??? Moze zrobic to teraz, zamiast zostawiac ten balast dla tych co po nas zostana???

Stardust filozoficznie.

31 comments:

  1. chcialam podziekowac przekornie za czytanke, ale dziekuje naprawde. Lzej mi i latwiej sie zrobilo.

    ReplyDelete
  2. nie wiem czemu wychodze jako magdalena a nie jako florist :(

    ReplyDelete
  3. Magdaleno-floristko pewnies sobie cus namieszala w ustawieniach.. tylko ja naprawde nie wiem co :(

    ReplyDelete
  4. Marylko, dość długo zastanawiałam się jakich słów użyć, by opisać to, co w tej chwili "żyje" w mojej głowie po przeczytaniu "Przywiązania". Minęło pół godziny i nic... Stwierdziłam, że o tym mogę długo rozmawiać, ale nie potrafię pisać. Dlatego "powiem" jedno - "Przywiązanie", to (jak do tej pory) najcenniejszy "blogowy" tekst jaki miałam okazję czytać. Dziękuję.

    ReplyDelete
  5. Smakosiu, o ja pitole, ze to ja niby taka mondra??

    ReplyDelete
  6. Marylko gratuluje, Ty po prostu odkrylas Milosc:
    Hymn o miłości

    Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
    Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę, i wszelką możliwą wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
    I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
    Miłość cierpliwa jest,
    łaskawa jest.
    Miłość nie zazdrości,
    nie szuka poklasku,
    nie unosi się pychą;
    nie dopuszcza się bezwstydu,
    nie szuka swego,
    nie unosi się gniewem,
    nie pamięta złego;
    nie cieszy się z niesprawiedliwości,
    lecz współweseli się z prawdą.
    Wszystko znosi,
    wszystkiemu wierzy,
    we wszystkim pokłada nadzieję,
    wszystko przetrzyma.
    Miłość nigdy nie ustaje,
    [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
    Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.
    Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
    Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
    Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
    Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy: z nich zaś największa jest miłość."
    1 Kor 13,1-13

    ReplyDelete
  7. I jeszcze cos:

    Powód, dla którego musisz kochać Siebie, jest taki, że nie sposób czuć się dobrze, nie kochając jednocześnie Siebie. Kiedy się czujesz źle ze sobą, blokujesz całą miłość i wszystko co dobre, co Wszechświat ma dla Ciebie. Kiedy Ty sam stanowisz źródło negatywnych uczuć, to znajdujesz się na częstotliwości przyciągającej więcej ludzi, sytuacji i okoliczności, które będą tylko podsycały w Tobie te uczucia. Sekret - Rhonda Byrne

    Pokochaj Siebie, a gdy pokochasz Siebie będziesz automatycznie kochał innych - to zdrowy szacunek dla siebie i innych.

    ReplyDelete
  8. Colewcia jeszcze nie moge sie owstrzymyc:
    Niedojrzała miłość mówi: "Kocham cię, ponieważ cię potrzebuję", dojrzała zaś: "Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham." - Erich Fromm

    ReplyDelete
  9. ->Tabathea to az tyle madrzy ludzie npisali na temat tego co ja sobie w mojej ptasiej glowce sama wymyslilam?? ;)) alez mnie mile polechtalas :)))

    ReplyDelete
  10. Ot i wyszlo szydlo z worka: Sardust to nie tylko Sardust bo Sardust to prawdziwy Filozof :-)

    ReplyDelete
  11. dzień dobry:)
    dopisałam się...
    mogłam?

    ReplyDelete
  12. ->flavvi:) oczywiscie, ze moglas i bardzo sie ciesze, ze to zrobilas:) witaj serdecznie i mam cicha nadzieje, ze bedziesz tutaj gosciem.

    ReplyDelete
  13. Stardust pomiłuj
    ja się przymierzam do jednej notki Ty piszesz następną nad którą też się muszę zastanowić i jak się zastanowię co chcę zakomunikować światu to już jestem dwie do tyłu.
    Więc zaznaczam, że na temat przywiązania Pogląd, który wyrażę w najbliższym czasie bez względu na to ile notek będę do tyłu:)

    ReplyDelete
  14. -> prunnella nie przejmuj sie tu bedzie chwilowy zastoj, bo ja z notkami jestem do przodu ale ze wszystkim innym do tylu, wiec daje sobie na wstrzymanie:)

    ReplyDelete
  15. Przywiązuję się do ludzi,nie do miejsc lub rzeczy.I tego przywiązania nie chcę ograniczać,mimo że rozstania z ludźmi bolą.Pozbywać się rzeczy materialnych to nie problem (może dlatego tak myślę bo nie posiadam nic szczególnie wartościowego),ale nie lubię zmieniać adresów ,bo nie będzie w pobliżu moich znajomych.
    Tyle o posiadaniu lub nie rzeczy materialnych,o posiadaniu i miłowaniu siebie i innych napisałaś tak mądrze ,że trudno mi sie z Tobą nie zgodzić.Piszesz tak pięknie

    ReplyDelete
  16. Bo jest to Twoje własne Życie ofiarowane nam...
    Ale do nas należy sprawić, by kwitło
    I powinienem dla Ciebie ofiarowywać je co wieczór,
    zrywać je na ludzkich drogach,
    Niczym dziecko, które na spacerze
    zrywa polne kwiaty,
    Aby zrobić z nich bukiet
    dla swoich rodziców.

    Życie jest piękne, Panie,
    dziś była Wielkanoc.



    Michel Quoist "Drogi modlitwy"
    to tyle co do "Przywiązania" kama

    ReplyDelete
  17. mamy podobny pogląd na życie tylko że ja czasami przywiązuje się do ludzi,ale rzeczy są już dla mnie mniej ważne mam to dobrze nie mam jeszcze lepiej,Następne bardzo fajne czytanko
    pozdrawiam ZANTA

    ReplyDelete
  18. O w morde jeza, ale sie narobilo, dopiero teraz czytajac komentarze dotarlo do mnie, ze w calej mojej notce slowo przywiazanie jest zupelnie nieodpowiednio uzyte.... Kurza stopa !!!!!!!!!!!! nie umiem tlumaczyc nawet na wlasny rodzimy jezyk... buuuu buuuuuu przeciez to powinno byc uzaleznienie a nie przywiazanie. LOoooo i co ja teraz zrobie ????? no nic ino musze dopisac stopke do notki. Zaraz to zrobie. Ludki kofane nie linczujcie mnie za to jeszcze plissssssssss.

    ReplyDelete
  19. a kto Cie linczowac chce?
    sama sie zlinczowalas heh a swoja droga to ja Cie zrozumialam z tym przywiazaniem. Bo przywiazanie nie zawsze jest tylko przywiazaniem. Pomogl mi ten Twoj post oswoic sie z mysla o spadajacej koronie (walucie) i mozliwosci nie posiadania :)

    o matulu.....nie pomogl jeszcze, pomaga i musze czytac wielokrotnie zeby mi to cos z klaty zlazlo.

    ReplyDelete
  20. -> Florystka nie bucz:) moja waluta spadla juz na siekacze i musialam to zaakceptowac. Wazne ze wartosic jakie mamy w sobie nie spadaja i o te nalezy dbac, nie dac sie zdewaluowac, nie rozmieniac sie na drobne. Pomoglo??

    ReplyDelete
  21. Nie wyobrażam sobie byś Ty Marylko mogła być uzależniona od kogoś.więc czytałam dosłownie to co widziałam ...okazało się...myśl więcej ,wczytuj się Baśka

    ReplyDelete
  22. No to ja jestem "uzależniona" od przywiązania bo płaczę nawet nad zbitą ukochaną filiżanką.... A swoja drogą, po pierwszym, młodzieńczym zawodzie miłośnym, obiecałam sobie NIGDY się do nikogo nie przywiązywać... Decyzja może i ważna ale bardzo zaważyła na moim życiu....

    ReplyDelete
  23. -> Piq i wlasnie takie zawody milosne powoduja, ze przestajemy sie przywiazywac nadmiernie czyli uzalezniac. Ja osobiscie uwazam, ze jest to objaw dobrze pojetej lekcji zycia. A co do filizanki to w czasie pobytu w Polsce spotkalam sie z moimi dwoma kolezankami z podstawowki u jednej z nich w domu. W czasie "impry" pani domu wyciagala kieliszki do wina i jeden jakos niefortunnie upuscila. Ja i kolejna kolezanka zastyglysmy w polowie slowa, na co gospodyni domu:"ach to wlasnie ten jeden kieliszek, ktroego nie lubilam".
    Moja druga piapsiola na to: "co Ty gadasz, przeciez szkoda, bo teraz juz nie bedziesz miala kompletu". Gospodyni skwitowala to krotko "to nie pierwszy i nie ostatni mam nadzieje w moim zyciu zdekompletowany komplet, a poza tym szklo sie tlucze na szczescie" i to mowiac potlukla kolejny zupelnie swiadomie. Wlasnie taka postawa mi sie podoba. A czymze jest kieliszek w porownaniu ze spotkaniem sie po kilku dziesiatkach lat?

    ReplyDelete
  24. -> Basiu, to sie okazuje, ze ja powinnam wiecej myslec i sluchac swoich mysli zanim przeleje je na monitor;)))

    ReplyDelete
  25. od jakiegoś czasu nie przywiązuję się do niczego.
    Nawet jak mi komp fiksuje to nie popadam jak dawniej w histerię, że mnie odcieto od świata i w ogóle.
    Zepsuło się? no ok, trudno.
    Tylko do mojego Grubela przywiązanam jak slak.
    Dziś 32 lata minęło.
    To jak kazirodztwo nie?;)

    ReplyDelete
  26. bardzo, bardzo mi się podoba ta historia ze kieliszkami do wina.
    strasznie chciałabym tak lekko reagować...
    Tylko mnie od razu by wkurw chycił.

    ReplyDelete
  27. ->Flavvi no to gratulacje i wesolej podrozy pociagiem szczescia do kolejnych rocznic.
    ->Prunnella, ja tez pewnie zareagowalabym wiazanka miesa, ale tak mi sie to spodobalo, ze musze zaczac cwiczyc... a kieliszkow do wytluczenia troche mam. Tylko, kuzwa to nie to, bo wiekszosc moich mi sie naprawde nie podoba. Tak czy inaczej zdarzenie zostalo odnotowane i wywarlo wrazenie a to juz dobry znak.

    ReplyDelete
  28. Marylko masz taką mądrość życiową, której nie mozna się nauczyć z książek, z tym trzeba się urodzić.Mogłabyś zostać terapeutką od złamanych serc, dusz, charakterów.Chyba zacznę drukować Twoje "pisanki", żebym mogła je mieć.Bo ja bardzo przywiązuję się do słowa pisanego.kasia72

    ReplyDelete
  29. Przywiazanie - odbieram pozytywnie, uzaleznienie-negatywnie.
    Ha Marylko - Twoja otwartosc na swiat i ciekawe jego doswiadczanie powoduje, ze mozesz stawac do szeregu z cytowanymi filozofami i madrosciami.
    Osobiscie rozgraniczylbym przywazanie do rzeczy i przywiazanie do ludzi. To pierwsze bywa klopotliwe, ale jednak utrata przedmiotu jest bzdetem w porownaniu do utraty bliskiej osoby, taka utrata to juz bol. I chyba ZAWSZE to boli, jakkolwiek inaczej czuje sie bol doswiadczajac go, a inaczej - myslac, czy mowiac o tym juz doswiadczonym wczesniej .

    ReplyDelete
  30. Mariniku, napieprzylam z tym przywiazaniem i uzaleznieniem:) Masz racje, utrata kogos bliskiego a rzeczy to sprawy, ktore ciezko porownac, ale tez zalezy co jest ta rzecza. Mysle, ze ludzie, ktorzy traca np. domy (powodzie, huragany) czuja podobnie jakby stracili kogos bliskiego. Tego na szczescie nie wiem, natomiast strata bliskiej osoby tez jest mniej lub bardziej bolesna w zaleznosci od przyczyny, ktora te strate spowodowala.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...