Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, October 24, 2008

Potrzeba matka wynalazku

Do napisania tych wspomnien zainspirowala mnie notka w zaprzyjaznionym blogu na temat gipsu, tak takiego chirurgicznego gipsu ;))
Kiedy jeszcze bylam piekna i mloda to pracowalam w takim przedsiebiorstwie, ktore mialo kilka oddzialow na terenie wojewodztwa i wlasnie mnie skierowano do takiego jednego oddzialu. Bylam zatrudniona na powaznym stanowisku ... magazyniera. No tylko sie nie smiac prosze... praca byla odpowiedzialna przynajmniej tak mnie poinstruowano. To tez zabralam sie do tego z moldzienczym zapalem i rownie moldziencza odpowiedzialnoscia. Szefem zakladu byl fantastyczny facet, chyba jedyny szef jakiego mialam w zyciu, do ktorego czulam i nadal czuje wielki szacunek. Siedzialysmy z Jego szwagierka w jednym pokoju i bylo naprawde fajnie :)) a ze pracy za wiele to nie mialysmy to nam czasem rozne pomysly wpadaly do glowy...
I tak pewnego razu, a byl to piekny letni dzien poszlysmy do kuchni pracowniczej gdzie wydawano zupy regeneracyjne dla pracownikow... ech to byly czasy;) Kuchnia byla oddalona o jakies solidne 30 min drogi od naszego biura i nie bardzo nam sie chcialo wracac pieszo, wiec poprosilysmy operatora ladowarki zeby nas podwiozl, ale nie w kabinie tylko w lyzce ladowarki. Operator tez mlody chlopak chetnie sie na to zgodzil, wiec wskoczylysmy do tej lychy i stoimy, dwie malowane lale trzymajac sie brzegu dla rownowagi i jedziemy...
Jak juz przyjechalismy na plac biurowca to Gocha sprytnie wyskoczyla z lychy a mnie wpadlo do glowy, ze okno w naszym pokoju na pierwszym pietrze jest otwarte to zaproponowalam zeby mnie podniosl do wysokosci okna i sobie wejde... Chlopakowi nie trzeba bylo dwa razy powtarzac.... i lycha juz posuwa do gory.
Ja zaczynam sie tarabanic i jak juz mialam prawie polowe ciala w pokoju to slysze glos szefa:
-- Panie Tadeuszu, umowmy sie, ze Pan nic nie widzi....a ja to zalatwie pozniej ...
Okazalo sie, ze wlasnie do Szefa przyjechal kierownik BHP i nie wiedziec z jakiego powodu prowadzili rozmowe w naszym pokoju. Zamarlam w bezruchu z jedna noga na parapecie okiennym, druga jeszcze ciagle w lyzce i pytam:
-- Mam wchodzic, czy juz jestem zwolniona??
Na co moj Szef wstal, podal mi reke i wciagajac reszte mojego jestestwa przez okno wycedzil przez zeby:
-- Pozniej z Toba pogadam...
Te "pozniejsze" pogaduszki to rozne bywaly, bo generalnie, ale po cichutku cieszyl sie z mojej zaradnosci i bawily Go moje zwariowane pomysly, ale oficjalnie zawsze mowil "mimo wszystko czasem pomysl, zanim zrobisz".
No tak, ale pewnego razu wyslal mnie z papierzyskami do zalatwienia do Dyrekcji w Miescie i najwazniejszym papierem bylo podpisanie godzin nadliczbowych dla pracownikow. Oczywiscie wyslal mnie na ostatnia chwile, ale za to z wielokrotnym przykazem:
-- Pamietaj wszystko inne to bzdet, ale te godziny najwazniejsze, bo jak tego nie zalatwisz to nas tu te chlopki na widlach rozniosa.
Siedze sobie w poczekalni do Derekcyji i patrze... i patrze... i wlasnym oczom nie wierze!!!!
O karwa!!!! Jak ja mam zdobyc podpis Derekcyji .... jak moj Szef zapomnial podpisac....!!!!!
Kuzwa, co tu robic??? wracac do Zakladu?? za pozno, za chinskiego boga nie zdarze spowrotem w te i nazat...
Polecialam do pokoju kolezanek, posiedzialam sobie "na boczku" przy wolnym biurku i pocwiczylam ... i za 15 min juz mialam podpis Szefa tam gdzie trzeba bylo :))
Oczywiscie jak wrocilam do Zakladu to juz od drzwi wolal:
-- Godziny podpisane ???
-- Nie ... - odpowiedzialam.
-- Jak to kurwa NIE ?? dlaczego NIE???
-- No bo ... Pan sam zapomnial podpisac, a przeciez Dyrektor nie podpisze jak nie ma panskiego podpisu...
Z nastepna "kurwa" na ustach wyrwal mi te papiery i przeglada...
-- Eeee no czemu Ty sie ze mna draznisz?? przeciez wszystko zalatwilas i ja tez podpisalem ...
-- Czy to naprawde paniski podpis?? - zapytalam
-- No jak to czy MOJ?? a czyj ???
Jak na spowiedzi powiedzialam Mu co sie stalo i ze to ja podrobilam ten Jego podpis i tak wogole to lepiej bedzie jak On sobie ten podpis zmieni na nieco trudniejszy...
Poogladal dokladnie ten papier, popatrzyl na mnie i mowi:
-- Eee tam po co zaraz zmieniac?? ja mam do Ciebie zaufanie i kto wie, to sie jeszcze kiedys moze przydac ...
Na szczescie nigdy wiecej nie bylo takiej potrzeby, ani ja tez nie naduzywalam swoich umiejetnosci.
Ten moj magazyn i cale moje stanowisko to tez byl pic na wode, bo tak naprawde to ja mialam odpowiedzialnosc, ale klucze do magazynu mialam ja i Szef i jak cos potrzebowal, to bral i zapisywal na liste, potem na koniec miesiaca dawal mi rozpiske w/g listy i bylo z glowy. Mnie to calkiem odpowiadalo, bo jak wiemy ja z natury leniwa jestem... Ale kiedys tak sie zlozylo, ze byla awaria koparki, Szef przywiozl cus co sie nazywalo "walec" ja wpisalam to na stan, jakkolwiek nie widzialam tego ustrojstwa na oczy, bo zostalo natychmiast zainstalowane do rzeczonej koparki.
A nastepnego dnia przyjechala babka do kontroli mojego magazynu, a byla to kobitka z serii "upierdliwe" i zazyczyla sobie sprawdzic stan kartotekowy z faktycznym wyrywkowo wybranych materialow.
No i oczywiscie moim pieskim szczesciem miedzy innymi zazyczyla sobie zobaczyc ten "walec".
Ja pierdole, starego nie ma, w lebie kotluja mi sie rozne pomysly jak z tego wybrnac... rozgladam sie po magazynie i pod wiata, co by jej tu pokazac ... no kuzwa!!! jak Jej pokaze beczke to moze nie uwierzyc....
Juz po zakonczonej kontroli, upierdliwa pojechala, wpada Szef i pyta:
-- Kurde, slyszalem ze Baska-kutaska (tak Ja pieszczotliwie nazywal) byla u Ciebie na kontroli... i co? jak poszlo ?? mow...
-- Jak to jak poszlo?? chciala zobaczyc walec do koparki...
-- O kurwa!!!! No to teraz bedzie zadyma, trzeba bedzie pisac wyjasnienia, kupe papierow...ja pierdole, to sie nazywa pech!!!
-- Nic nie trzeba pisac....
-- ????? - slowa nie mogl wydusic ze zdziwnienia.
-- No nic Pan nie musi pisac, bo ja Jej pokazalam "walec"...
-- ????? - teraz juz o malo oczy nie wyskoczyly Mu z orbity...
-- No... pokazalam Jej..... wiertlo gornicze .... okragle bylo i dosc spory kawalek zelastwa.
Boze jak On zaczal parskac ze smiechu, podskakiwac... ludzie radoche mial nie z tej ziemi.
-- I Ona Ci UWIERZYLA ??????
-- A co miala nie uwierzyc, przeciez Ona sie tak samo na tym nie zna jak ja ...
No fajnie tam bylo i tyle !!! A ze tak mi dobrze szlo w tym magazynie, to kilka lat pozniej zaproponowano mi magazyn glowny przedsiebiorstwa juz w Miescie. No to, to byla fucha przede wszystkim finansowo dla takiej siksy jak ja ciagle bylam, ale tez odpowiedzialnosc duza i prawdziwa tym razem.
Ten magazyn przejelam od mojego wlasnego Ojca i nawet zostawil mi w spadku Mamuske jako pracownika, co nie bylo najszczesliwszym rozwiazaniem, bo Mamusia miala kompleks i jak ktos wchodzil i z przyczyn naturalnych zwracal sie do osoby starszej:
-- Dzien dobry pani kierowniczko.
Mamusia z przekasem odpowiadala:
-- A dzien dobry, dzien dobry.... ale .... kierowniczka .... to ta pani.... - i wskazywala na mnie palcem.
Ot takie sobie ... ale musialam sie z tym pogodzic.... ;)))
Tu w tym wielkim magazynie to mialam z kolei coroczne inwentaryzacje i na te inwentaryzacje przychodzili ludzie pracujacy w przedsiebiorstwie i roznie bywalo, czasem sie trafial ktos mniej lub bardziej upierdliwy.
I wlasnie pewnego razu trafila mi sie kobitka, ktora mnie pasjami nie lubila... a najbardziej to miala wkurwa o to, ze ja "magazynierka" latam do pracy w szpilkach i z dlugasnymi wymalowanymi paznokciami.
A czy to moja kurka wodna wina, ze ona swoje obgryzala, dorosla kobita a pazury do geby i cyk, cyk robila.
No to jak przyszla i pierwszego dnia, zaczela od sprawdzania lozysk. A lozysk mialam od chusia pana i jeszcze troche i rozne rozniste, od malych pierdolek az po wielkie kola zawijane w jakies szmaty z tawotem.
Wiem to temat nie da kobitek, ale prosze o cierpliwe przetrwanie, wy to macie tylko przeczytac, ja w tym gownie pracowalam 10 lat...:)))
Normalni ludzie to sprawdzali te lozyska "na wiare" czyli bez odwijania z tych pieluch tawotowych, ale ta pizda dala sobie za zadanie zrujnowac moje wypielegnowane paznokcie i chciala zeby kazde rozwinac, bo ona "chce zobaczyc numer" ... Acha wrednoto jedna !!!! ... Ze mna chce sie bawic??? no to zobaczymy kto na tej zabawie lepiej wyjdzie.... Wiec tego pierwszego dnia tak sobie ustawilam, ze generalnie lecialysmy przez drobnice, czyli otworzyc pudeleczko, policzyc, odfajkowac... Ale glowka caly czas pracowala, glowka darmo jesc nie dostaje i trzeba bylo cos wymyslec na dzien jutrzejszy...
Mialam na szczescie kolezanke, ktora pracowala u dochtora, ktoren sie zajmowal polamanymi konczynami i kolezanka miala calkiem dobre uklady z tym dochtorem... moze nawet ciut "za dobre". No znali sie, ze tak powiem "stosunkowo doglebnie" i to mi sie wlasnie przydalo, bo dochtor majac slabosc do mojej kolezanki zgodzil sie na zainstalowanie mi gipsu na lewa gorna konczyne:)))
I tak nastepnego dnia przyszlam do pracy powaznie spozniona, w gipsie i na temblaku...
Pani - pizda o malo nie zemglala na moj widok:
-- O matko, a co Ci sie stalo??
-- No mialam przygode seksualna ze schodami...
-- No wiesz, bo tez kto to chodzi na takich szpilkach, te Twoje buty sa niebezpieczne...
No musiala sobie chociaz na tych butach uzyc. Ale jak zabralysmy sie do roboty, to ja nadawalam sie juz tylko do pisania i pokazywania palcem gdzie co jest. Matki mojej nie ruszala, pewnikiem przez szacunek no i Mamuska pisala to co juz bylo sprawdzone na arkuszu inwentaryzacyjnym, wiec mowy nie bylo, zeby Ja od tego oderwac.
A ktos robic musial, wiec jak pizdunia rozwinela 2-3 lozyska z tych szmat i jeszcze musiala je zawinac spowrotem ... to jej rura zmiekla i w te slowa rzekla do mnie:
-- Wiesz chyba sobie darujemy, bo przeciez jak by tak kazda rzecz dokladnie ogladac, to my tego remanentu nie skonczymy przez 3 miesiace, a mamy tylko 2 tygodnie czasu.
-- No jak pani sobie zyczy, to pani jest Przewodniczaca Komisji nie ja .... ja akurat nie mam nic do powiedzenia....
Gips po tygodniu zamienilismy na deseczke, potem byly jeszcze jakies kombinacje z moczeniem w Rivanolu, chyba tak sie nazywaly te tabletki co to mialy pomagac na opuchlizne i kolorowaly skore na zolto, jesli dobrze pamietam ... Ale ,co najwazniejsze ja mialam .... luzik :))))

Stardust pomyslowo

9 comments:

  1. Przeczytalam, siedzie i placze....ze smiechu. Moja mama tez zaczynala od odpowiedzialnej fuchy magazyniera wiec podobne "kwiatki" moglaby opowiedziec. Takie historie sa najlepsze;) Ale pamietam jedna z ktorej zawsze sie smiala.
    Na swieta bylo cos takiego jak prezenty dla dzieci (nieiwem czy to jeszcze jest) no i ludziska mialy pokwitowac odbior. Mama wydawala owe paczki a kierownik zapisywal kto odebral, co by nie bylo dubli. No wiec kierownik: nastepny ; na to jeden z pracownikow do niego: pisz pan Kowalski (czy jakis tam iksinski) i czeka ; kierownik: nastepny ; ponownie koles: no ja jestem nastepny ; kierownik: ale juz dostales mam zapisane. po czy zobaczyl i na kartce mial zanotowane Piszpan ;)
    Napisalam troche chaotycznie ale mam nadzieje ze obczaicie o co chodzilo.

    ReplyDelete
  2. No ta koparka była efekciarska, nie powiem :D
    Gips - pomysł pierwsza klasa:)

    ReplyDelete
  3. wyobrażam sobie Ciebie zwinnie jak kotka wślizgujesz sie z tej łychy przez okno do biura.brawo brawo superancko i kolorowo,a jeszcze dreszczyk emocji i ten Twój szef...scenariusz gotowy do filmu, ach te młode szalone lata gdzieżs wy gdzie w hołdzie za odwagę
    kapitan nemo
    na małej czarnej w porcie nie pamietam nazwy.

    ReplyDelete
  4. Stardust tak od czapy to kiedy ty śpisz, bo mi wychodzi, że nigdy.
    Czy jak tutaj jest dwudziesta druga to u Ciebie jest 10 rano?

    ReplyDelete
  5. -> Prunnella spie:) jeszcze spie...czasami:)) A roznica czasu jest 6 godzin - Wy jestescie 6 godzin przede mna czyli jak u Was jest 22-ga to u mnie 16-ta. Z tym tylko, ze ja blog ustawiony na jezyk angielski i jako lokalizacja jest NY mysle, ze to wprowadza troche zamieszania, bo jak Wy piszecie komentarze z Polski w/g Waszego czasu, to jakos to smiesznie wyglada. Tak czy inaczej sama nie moge sie w tym polapac:))

    ReplyDelete
  6. Ooooo a ja Ci zawsze dodawałam te 6 godzin i się dziwiłam, że u nas 10 rano a Ciebie jeszcze nie ma na WŻ. Oj głupia ja, głupia... choć nie blondyna.

    Co do czasu to mnie zawsze śmieszy, że w Hameryce liczą tylko do 12 bo oni maja swoje słynne PM.

    ReplyDelete
  7. Pokazuje 4.23 PM a u mnie 9.23 rano.

    ReplyDelete
  8. Zaraz zaraz- przestawiamy godzinę tylko w którą ???? Idę sprawdzić bo juz się pogubiłam. Ach te czasy !!!!

    ReplyDelete
  9. -> Neskavka juz Ci wszystko wyjasniam:) jak leci, to PM i AM ma sens, bo jak zauwazylas na tarczy zegarowej jest tylko 12 godzin i wskazowki obiegaja te tarcze 2 razy w ciagu doby. Cos mi sie przypomina, ze jak bylam jeszcze dzieckiem to w Polsce tez nie byla godzina 4 rano i 4 po poludniu, a nie 16ta. Potem nalezalo sie odroznaiac od zgnilego kapitalizmu i wprowadzono 16,17,22 itepe. a tak naprawde to tych numerkow nie ma na tarczy zegara. Ta roznica na dzien dzisiejszy tylko 5 godzin wynika z kolei z tego, ze my zmienimy czas dopiero za 2 tygodnie, czyli przez te 2 tygodnie bedzie 5 godzin a nie 6 tak jak jest normalnie. Ja sie smieje, ze przyjezdzajac tutaj odmlodzilam sie o 6 godz.:))))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...