Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, November 15, 2008

Wiertarka

Dzis rano pojechalismy do Home Depot, to taki ogromniasty sklep, w ktorym mozna kupic wszystko co tylko jest potrzebne do budowy lub renowacji domow. W zasadzie to nie lubie tego typu sklepow, bo mnie przytlaczaja, ale czasem musimy cos tam kupic wtedy chodze i pilnuje, zeby Wspanialy nie lazil po calym sklepie, bo wiecie jak to jest one, te chlopaki lubia sobie na te wielkie sprzety i urzadzenia popatrzec niekoniecznie po to zeby nimi pracowac, ale sam widok napawa ich uwielbieniem i chyba podnosi wskaznik meskosci. Tym razem jednak musielismy tam wyladowac wiec wybralam ten na Manhattanie, bo jest zdecydowanie mniejszy niz te poza centrum miasta. I tak idac w kierunku tego czego akurat szukalismy nadzialam sie na sterte ladnie poukladanych pudelek z wiertarkami bezprzewodowymi. Stanelam i zaczelam przygladac sie rozmarzonym wzrokiem.
-- No chodz idziemy dalej... co Cie tak te wiertarki oczarowaly? - zapytal popedzajacym glosem Wspanialy.
-- Booo...b..ooo ... ja ...zawsze marzylam....zeby miec taka wiertarke.... - odpowiedzialam zamyslona.
-- Wiertarke???!!! Ty marzylas zeby miec wiertarke??? - powtorzyl z niedowierzaniem.
-- Tak, zawsze chcialam miec swoja wlasna wiertarke - potwierdzilam.
-- No to jak chcesz, to Ci kupie taka wiertarke, tylko naprawde nie bardzo rozumiem po co Ci wiertarka...
-- Teraz to juz nie... ja chcialam miec taka wiertarke dawno temu - odpowiedzialam krotko zamykajac ewentualna dyskusje na ten temat, bo tez co i po co On ma wiedziec na temat moich marzen o wiertarce.
Wiertarka byla moim marzeniem w czasach kiedy mieszkalam sama z Potomkiem i musialam sobie radzic z roznymi niespodziankami dnia codziennego. A roznie to bywalo...
Pamietam jak kiedys pekl mi waz od pralki, akurat w czasie prania i siedzielismy z nastoletnim Potomkiem na podlodze z glowami w szafce pod zlewozmywakiem, na zmiane trzymajac reka, aby tylko skonczyc nieszczesne pranie.
Innym razem byl przeciek pod umywalka w lazience i woda zalewala przechowywane tam mydla, i srodki czystosci. Gospodarz domu jakos nie mial ochoty naprawic, wiec do mycia zebow za kazdym razem przyklejalismy gume do zucia, ktora niestety odpadala i trzeba ja bylo przyklejac 2 razy dziennie.
Kupilam kiedys stolik pod telewizor i nie bardzo wiedzialam jak go zlozyc, wiec poprosilam kolezanke z osiedla, zeby przyszla z mezem. Zony jakos niechetnie wypozyczaja swoich mezow do takich uslug dla samotnych kobiet, wiec poprosilam zeby przyszli razem. On rozlozyl deseczki i srubeczki na podlodze w sralonie, my siedzialysmy popijajac kawe i gadajac o wszystkim i o niczym. Rychu przymierzal, przykladal, raz w jedna raz w druga i znow odkladal na bok .... kurwa pomyslalam sobie to skladanie idzie Mu tak jakby co najmniej rakiete budowal. I jak ja sobie tak myslalam to w pewnym momencie Rycho przyklal siarczyscie i oswiadczyl:
-- Kurwa, tego sie nie da zlozyc bez wiertarki, bo kretyni Amerykanie nawiercili dziury nie z tej strony co trzeba!!!!
Nie bardzo kapujac o co biega popatrzylam na Niego pytajacym wzrokiem.
-- No wiesz Stardust, dzisiaj to jest juz pozno - faktycznie zblizala sie polnoc - ale jutro po pracy to ja tu wpadne z wiertarka i to wszystko nawierce tak jak potrzeba.
Zgodzilam sie bo i jakie mialam wyjscie. Poszli.
A ja zaczelam te nieszczesne deski przekladac gdzies na kupke na bok i patrze na instrukcje i patrze jeszcze raz... Ja pierdole!!! Fachowiec jebany!!! Pozamienial boki i juz je przykrecil do podstawy; lewy na prawa strone i odwrotnie. No wkurwa dostalam takiego, zaczelam rozrywac to co On juz wczesniej poprzykrecal zreszta nieodpowiednimi srubami, wiec automatycznie dziury porozpychal. Klelam jak wsciekly traktorzysta ale w nastepne 20 min mialam wszystko porozbierane i juz wiedzialam jak to zrobic. Tylko, jak ja teraz te mniejsze srubki przykrece do tych rozepchanych dziur... Spac nie moglam. Nastepnego dnia poszlam do skelpu ze srubkami i pierdolamentami i zaczelam dumac co by tu madrego kupic co uszczelni te nieszczesne dziury. Wreszcie kupilam takie korki plastikowe, ktorymi to sama uszczelnilam te dziury i zanim Rycho zadzwonil to ja juz mialam telewizor na nowym stoliku.
Wtedy sobie wlasnie postanowilam, ze jak mam miec takiego meza, toz kurwa lepiej byc samej.
I zaczelam przy pomocy mlotka i gumy do zucia udoskonalac swoje bytowanie. Nawet mi to niezle szlo do czasu, kiedy kupilam nowy karnisz na zaslonki do sypialni, a wiadomo jak kupilam to natychmiast musialam go powiesic, bo ja niecierpliwa z natury jestem.
Rozlozylam instrukcje i patrze raz na instrukcje raz na ten pizdrazek co go chce miec w oknie i to jak najszybciej. Przyszedl Potomek, popatrzyl mi przez ramie i mowi:
-- Tego bez wiertarki nie zrobisz..
-- A tam pierdolisz ...
-- Mamo, tu musisz miec wiertarke, bo jak Ty sobie wyobrazasz zrobienie tych 4 dziur w scianie, bo tak musi byc przymocowany karnisz.. Zadzwon do Owczesnego, wiesz, ze On Ci zawsze chetnie pomoze.
-- Nie bede zawracac Owczesnemu dupy, poza tym On wcale nie musi wiedziec, ze ja sobie z czyms nie moge poradzic, dziura w scianie to dla mnie bzdet przeciez wbijam gwozdzie na obrazy i jakos jest.
Po czym wzielam mlotek i duzy gwozdz mach, mach i juz jest dziura teraz w te dziure wpakowalam ten plastikowy korek i pierdut go mlotkiem na chama i juz jest gdzie wkrecic srube. Zadowolona z siebie zaczelam tak wymachiwac tym mlotkiem i za pare minut juz mialam jedna strone karnisza opracowana.
Potrzeba jest matka wynalazku - przemknelo mi przez glowe i polecialam na druga strone okna w celu powtorzenia znanej mi juz procedury.
Gwozdz, mlotek i pierdut ... o kurwa cos nie idzie tak jak chcialam ... gwozdz sie tylko skrzywil....hmmm. OK to znaczy, ze potrzebuje wiekszy, grubszy gwozdz....jest... mam!! Na szczescie gwozdzi ci u mnie dostatek.
Wiec juz teraz z wiekszym jeszcze gwozdziem przymierzylam sie solidnie i pierdut...wyjebalam kawal rogu sciany!!!! Po czym siegnelam po telefon i zadzwonilam do Owczesnego.
Przyjechal w najblizszy weekend i naprawil szkody, na odchodne zabral mi wszystkie narzedzia, a mialam juz tego troche nazbierane i powiedzial, ze jak cos potrzebuje to mam zadzwonic.
Przez jakis czas przybijalam rozne rzeczy drewniakiem, potem kupilam sobie jednak mlotek.
Pozniej przeprowadzilismy sie do innego mieszkania z tarasem. Super bylo cale lato, impreza poganiala kolejna impreze, kupilam 8 lezakow na taras, ale przyszla jesien i okazalo sie, ze jak nie sprzatne lisci z tarasu to woda nie odplywa i bez gumiakow nie da sie zyc no i woda moze wplywac przez drzwi do mieszkania. Pilnowalam tych lisci jak maniaczka. Pozniej przyszla zima postawilam lezaki oparte w kacie tarasu i zaanonsowalam koniec sezonu. Potomek cos przebakiwal o potrzebie zakupu lopaty do odsniezania, bo nasze mieszkanie bylo w tyle posesji wybudowane na rzedzie garazy, ale ja stwierdzilam, ze przeciez narazie nie ma sniegu. No i nie bylo, az do 7 marca, kiedy to w nocy napadalo tego bialego gowna po same kolana i nie dalo sie wyjsc z domu przez caly weekend. Potomek obudzil sie, spojrzal przez okno i triumfalnie zawolal:
-- A mowilem zeby kupic lopate do odsniezania!!!
No nic, poprosilam zeby przeszedl w swoich ogromnych butach drobnymi krokami, bo normalnie to Jego jednen krok to dwa moje, od samego domu az do bramy wyjsciowej i idac Jego sladami poruszalam sie przez nastepny tydzien.
Malo tego, zlapal solidny mroz i ze sniegu zrobila sie twarda pokrywa po powierzchni ktorej moglismy sobie niby spokojnie chodzic, pod warunkiem, ze sie czlowiek nie poslizgnal i nie pierdyknal plasko na siekacze, wiec uznalam, ze jest OK. Tylko o tarasie zupelnie zapomnialam.
A tu tydzien pozniej jak przygrzalo slonce to nagle zauwazylam, ze zaczyna sie woda wlewac do mieszkania wlasnie przez szpare pod drzwiami na taras. Bylam sama w domu, drzwi na taras nie dalo sie otworzyc, bo ciagle jest pokrywa lodu wyzej niz drzwi, tylko mysle sobie czemu ta cholerna woda nie splywa przez siatke sciekowa?? No i sobie przypomnialam!!! Moje lezaki, co to je oparlam w kacie, wlasnie przy odplywie przewrocone zostaly przez wiatr i zablokowaly sciek!!!! Trzeba dzialac, ale jak ???
Nie mam zadnego sprzetu do rabania lodu, jestem sama w domu i nie mam mozliwosci dostania sie na taras, ale jak nic nie wymysle, to przeciez caly ten topniejacy snieg bede miala w mieszkaniu po ktorym trzeba bedzie plywac kajakiem. Zalozylam gumiaki, uzbroilam sie w tasak kuchenny i przez okno wylazlam na taras. Prawie godzine zajelo mi odrabywanie lezaka, ktory przymarzl do kratki odplywowej, ale zrobilam co trzeba i uchronilam sie przed zalaniem mieszkania.
Eeeech to byly wspaniale czasy, jakos z kazdym dniem utwierdzalam sie w przekonaniu, ze moj ewentualny mezczyzna musi wykazac sie czyms wiecej niz umiejetnoscia poslugiwania sie mlotkiem.
Lata pozniej poznalam Wspanialego i jakos z czasem zatarly sie w mojej pamieci marzenia o wiertarce ... az do dzis.

Stardust samowystarczalnie


19 comments:

  1. Ja miałam taką przyjaciółkę. NAprawdę PIĘKNA kobieta, takich w naturze mało.
    I ona była jak facet - zmieniała koło w samochodzie w sekundę, meble skręcała, kafelki kładła. Wiertareczek to miała ze trzy.

    Tylko do facetów jakoś szczęścia nie miała.
    Za honor sobie stawiała, żeby nie prosić o pomoc.
    Ja wiem, że to nie Twój przypadek.
    Tak mi się przypomniało.

    ReplyDelete
  2. ->Prunnella bo ja taka baba-chlop jestem, tylko mnie tej pieknosci nie starczylo;)) Wiesz jak bylam sama, to sie tu armie starajacych przewinely przez moje zycie i jak nieraz, ktoregos poprosilam o cokolwiek i popatrzylam jak sie do tego zabieral to tylko wolalam "zejdz z drogi bo nie odpowiadam za uszkodzenia" i juz bylo wiadomo, ze klient ma przerabane. Wspanialy tez podchodzi do takich robotek naukowo i analitycznie, ale dalam sobie siana, bo z kolei On robi to dokladnie, czego ja nie potrafie. Kazda moja naprawa to byla prowizorka, ale jak On ma cos zrobic to ja najczesciej wychodze z domu, po cholere mam sie denerwowac?

    ReplyDelete
  3. E Prunella, jej zakladanie kola ma sie do tego jak piernik do wiatraka. kowie Ci. Wszystko robilam sama, nie alam szczescia do facetow. teraz sie zrobilam klinicznie bezradna i nawet termometra nie umiem przykleic do szyby za oknem i alej jest tak samo. Taka karma, mowie Ci.

    ReplyDelete
  4. Marylko znam ten dylemat z doswiadczenia. Mowi sie niby ze nie powinno sie byc Baba-Chlopem bo to odbiera kobiecosc, bo panowie lubia sie troszczyc itp. itd.

    Moje doswiadczenie z moimi atarajacymi sie? Czesto, gesto chlop jak dab a jak ma kurcze wbic geozdz to cholera bierze patrzec.Ale kazdy nawet taki nieumiejacy Pan chce byc kims i byc chwalonym dlatego boja sie kobiet rozsadnych.

    Wlasnie wysciskalam Zaplotkowego bo on (prawie) wszystko umie naprawic a czego nie umie to sie przyzna a nie babra i udaje Greka. Wlasnie sobie po raz kolejny uswiadomilam jaki to skarb.

    ReplyDelete
  5. Marylko w moim domu rodzinnym,wszystkimi naprawami zajmował się tato.Ale nie było to takie proste,bo wszystko robił jutro,co niekiedy przeciągało się do do tygodnia.Ja po ślubie,też ze wszystkim zwracałam się do męża,ale on mówił tak jak mój tato,że zrobi coś tam jutro,to mnie cholera brała i stwierdziłam,że spróbuję sama.Tygodnia to ja czekać nie będę.Zrobiłam raz,drugi raz ,trzeci.Robiłam różne rzeczy,które normalnie robi facet.A mój co zrobił?Lata temu,kupił mi na Dzień Kobiet właśnie wiertarkę bezprzewodową.Prezent marzenie,ale może niekoniecznie na Dzień Kobiet.Normalnie dostaję w tym dniu kwiatka,albo i nie,bo nie celebrujemy tego dnia.I tak naprawiam co się da,w miarę moich umiejętności.Nasi znajomi twierdzą,że w naszym domu techniczna,to jestem ja,ale jak chcą zjeść super kolację,to zwracają się z ty do mojego męża.Cóż,role się odwróciły.

    ReplyDelete
  6. Kurcze a wiesz ze ja tez chcialabym miec wiertarkę tylko jeszcze chyba nigdy glosno o tym nie powiedzialam ... ja rowniez z racj czestej nieobecnosci mego meza w domu radzic sobie musze sama wiec wbijanie gwozdzi malowanie skrecanie mebli to chleb powszedni, tylko do smochodu jakos serca nie mam wiec tym zajmmuje sie maz (jakos dotychczas mialam tyle szczescia ze w 4 przypadkach kiedy zdarzylo mi sie zlapac gume byl w poblizu facet ktory to za mnie zrobił)No i jeszcze nie mam serca i umiejetnosci do elektryki dlatego marzy mi sie taki kursik na kttorym pokazliby mi ze kabelki nie sa takie straszne na jakie wygladaja. A w ogole to ze mnie typ podobny do ciebie w niecierpliowsci jak cos kupie i trzeba to zainstalowac to musze to zrobic od razu nie lubie z czyms czekac dlatego choc zdaje sobie sprawe z tego ze to niepowazne ale zdarzalo mi sie przesuwac szafy i malowac mieszkanie w zaawansowanej ciazy bo przemeblowanie i ciaganie mebli z kata w kat to jedno z moich ulubionych zajec a ze ciagam je czesto wiec potem musze je zbijac bo czasem nie wytrzymuja tych wedrowek no bo z zasdy maja stac a nie jezdzic ciagle po mieszkaniu.
    No jestem babo-chlopem ale dobrze mi z tym ;-) pozdrowionka

    ReplyDelete
  7. no ładnie, ładnie Stardust postarałaś się!!!!
    Lorenza a ja myślę, że jednak ma, że ludzi powinni umieć prosić o pomoc.
    Ja mam zupełnie odwrotnie niż ona,, nawet do przesady inaczej niż ona.
    Może nawet umiałabym zmienić koło, podobno to nic trudnego.
    ale dla zasady nie zmieniam

    ReplyDelete
  8. aż mi oczy wylazły na wierzch..pozytywnie ...nowa szata graficzna blogu no no Stardust poprostu rozwijasz się pod każdym względem brawo!!!! Stronka bardziej wyrazista i miło się czyta

    pyk.pyk z fajeczki
    pozdrawiam Kapitan Nemo...

    aha zapomniałem moja zona też z tych "herod baba" nie dopuszcza mnie do wbijania gwoździ czy wiercenia wiertarką jej to lepiej wychodzi
    do jakiej " zaprzyjaźnionej strony "Stardust odwołujesz się możesz dać namiar

    ReplyDelete
  9. chciałabym mieć wiertarkę...swoją własną!!!

    ReplyDelete
  10. Prunnella ma racje i ja sie tez wreszcie tego nauczylam. Przede wszystkim w czasie okresu "pomiedzy";) nauczylam sie, ze to jest zupelnie nieistotne, czy moj partner bedzie "czarny, wysoki i przystojny" natomiast jest istotne, zeby umial cos zrobic. A skoro juz umie, to niech robi i nareszcie tak mam. Owszem niejedna rzecz jest robiona "jutro" albo "pozniej" albo "kiedys" ale ja to olewam i mam gleboko w dupie. Dosc sie juz namachalam mlotkami i dlatego wiertarka jest mi juz niepotrzebna. Nigdzie mi sie tez nie spieszy, wiec cierpliwie i z usmiechem czekam na ... jutro. Jednym slowem z baby-chlopa wylazl delikatny motylek i to niewazne, ze motylek ma sluszna wage, ale ciagle jest motylkiem:)) Zycie uczy i tak ma byc.

    ReplyDelete
  11. ->Kapitanie, strona jest dla lubiacych gotowanie i nazywa sie Wielkie Zarcie... No... ja tu czegos nie rozumiem...ciagle podejrzewalam, ze Kapitan wlasnie z tej stronki za mna przywedrowal...no chyba sie jednak pomylilam;)... a rzadko mi sie to zdarza.... Duzy nochal, a zawodzi czasami;)Kapitan moze w rewanzu sie jednak ujawni;) cos za cos do licha.

    ReplyDelete
  12. ->A na szczescie do facetow nigdy nie narzekalam, ale jakos bylo to na zasadzie "szybko przyszlo - szybko poszlo". Potomek twierdzil, ze ja ich dobijalam, ze ja bylam "too much of a woman"..nie wiem nie znam sie na tym. I jak to mozliwe, skoro Wspanialy przetrwal?

    ReplyDelete
  13. No właśnie. Dla mnie też (cytuję Stardust) "to jest zupelnie nieistotne, czy moj partner bedzie "czarny, wysoki i przystojny" natomiast jest istotne, zeby umial cos zrobic."
    Uwielbiam jak Cris lata po domu ze swoją skrzynką narzędziową.. a ja przy nim robię za tego motylka....
    Ale kiedyś nawet w pracy miałam młotek i śrubokręt a koledzy robili wielkie gary !
    Chociaż mojej siostrze nie dorównam. Ona nie tylko robi ale zna dodatkowo fachowe nazwy !!!!

    ReplyDelete
  14. O sorry błąd.. oczywiście, że koledzy robili gały !!!

    ReplyDelete
  15. No i co, kurna, jako facet moge powiedziec. Chyba jestem dosc nietypowy, bo mnie absolutnie wiertarki i inne takie nie kreca.
    Z opowiesci Marylki tez zreszta wynika, ze bez wiertarki mozna sie doskonale obejsc. Nie znosze remontow, skladania mebli, brrrr - no nie lubie, nie lubie nie lubieeeeee.....
    A tak calkiem powaznie, to do powazniejszych robot wole wziac fachowca, tyle tylko ze zazwyczaj przyjdzie taki i gada: "o kurde - kto to robil? jak to spieprzyl", po czym pieprzy tak samo jak poprzednicy. Wiec czasem cos tam robie - bez entuzjazmu, raczej ze zloscia, no, ale na szczescie Jadzka mowi, ze po mnie poprawiac nie trzeba.
    Milo, co nie?
    A wiertarke (stara bardzo) ostatnio wyrzucilem zamiast naprawic. I nie marze o nastepnej.

    ReplyDelete
  16. "Kapitanie, strona jest dla lubiacych gotowanie i nazywa sie "Wielkie Zarcie... No... ja tu czegos nie rozumiem...ciagle podejrzewalam, ze Kapitan wlasnie z tej stronki za mna przywedrowal...no chyba sie jednak pomylilam;)... a rzadko mi sie to zdarza.... Duzy nochal, a zawodzi czasami;)Kapitan moze w rewanzu sie jednak ujawni;) cos za cos do licha."

    Stardust...powiem tak...jestem prawie no od urodzenia prawie wilkiem morskim,,,obcy jest mi świat w tak zwanym wielkim zarciu...chyba chodzi o soczystość wielkiego zarcia co za tym idzie gusty podniebienia. ja uwielbiam ryby i tylko ryby no owoce morza w szerszym tego znaczeniu tak i te osmiorniczki ich macki ...niebo w gębie.Przywedrowałem do Ciebie tj " blog" bo jesteś osoba nader niekonwencjonalną wręcz nietuzinkowa---baba herod to mi w Tobie pociąga i czy chcesz czy nie bedę czytał w wolnych chwilach Twoje śmieszne opowiadania co by boki zrywaćytając je
    i czasami czuję się jak u Pana Boga w ogródku no cóż takie życie moja Stradust.Co do ujawnienia nic nie mam do ukrycia wedruję po morzach i oceanach,,,żona moja jest busaola ma...to na tyle dziś
    pozdrawiam ...
    zaparzę sobie kawę, a i fajeczka w pogotowu
    Kapitan Nemo
    a zajrzę na to wielkie żarcie zobaczę co to za zwierzę

    ReplyDelete
  17. ->Mariniku, fakt fachowcy maja to do siebie, ze zawsze krytykuja prace poprzednika. Wkurwiajace to jest bardzo. Robot typu remonty nie mialam od lat, bo tutaj takowe naleza do obowiazku wlasciciela domu. Kolejny powod dla ktorego nie chce nigdy nic posiadac. Sa wlasciciele, ktorzy dbaja i to bardzo, takiego mialam jak tylko wspomnialam, ze jakas srubka poluzowana, to On przychodzil i przykrecal. Sa tez tacy, co olewaja tak jakby to nie ich dom byl i od takich sie najczesciej szybko wyprowadzalam. Obecne mieszkanie jest w domu stosunkowo nowym, bo jakies 10-12 lat ale gospodarze naleza do wielce olewajacych ;)) tyle tylko, ze tutaj sie narazie nic nie sypie.

    ReplyDelete
  18. ->Kapitana sie przeprasza, ze tak sie uparlam;) ale to wlasnie babski upor. Niech sobie Kapitan odwiedza do woli i cieszy mnie swoimi komentarzami. Owoce morza tez lubie pasjami;)ktora to milosc Wspanialy podziela tylko czesciowo, On z tych co to wlasnie macek nie lubia bo mowi, ze go w gardlo laskocza. No niech Mu bedzie.

    ReplyDelete
  19. ech, jak byłam zdrowa to dostawąłam i szlifierkę i wiertarkę a nawet dwie...a teraz leżą bezużyteczne. Grubel do wyższych cełow jest, więc wołam fachowców i płacę aby coś tam powiercili, powiesili, naprawili.
    Naprawdę idę się wieszać jak mój mąż bierze się za wiercenie dziur na gwoździk wielkości szpilki!
    No mówię: On do wyższych cełow jest;)



    Kapitan Nemo>>> po morzach i oceanach świata? no proszę, jak łatwo kolegów męża po fachu znaleźć w sieci. A skąd i dokąd to Kapitan pływa?

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...