Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, December 13, 2008

Dwa razy do roku

Juz chyba wszyscy wiedza, ze nienawidze sprzatania i jak tylko moge to sie od tego cale zycie wymiguje. Najgorzej mialam jeszcze w Polsce, bo kto to widzial 30 czy 25 lat temu, zeby zatrudniac sprzataczke? No chyba, ze sie bylo prawnikiem, lekarzem ale normalny smiertelnik jak ja?? W zyciu!!!! Ludzie by mnie smiechem zabili, zreszta co tam "ludzie", ludzmi to ja sie nigdy nie przejmowalam, ale podejrzewam, ze sama gosposia (tak sie ta instytucja nazywala) zarechotalaby sie na smierc na propozycje pracy ode mnie.
Jak tylko przyjechalam do Stanow, to najpierw sama zostalam niestety gosposia domowa. Ot, ironia losu.
Boze jak ja tego nienawidzilam, ale co dziwne bylam w tym bardzo dobra, bo ja jestem len z natury, ale jak juz cos kurwa robie, to robie dokladnie. I tak to trwalo przez rok, bo tyle czasu zajela mi nauka jezyka na tyle dobrego, zeby podjac gdzies prace. Wiec z tej szmaty przesiadlam sie na kwiaciarstwo, to bylo nie glupie, ale rece sie niszcza, wiec tez wiedzialam, ze dlugo w tym zawodzie nie pociagne. No ale jak sie juz zatrudnilam jako kosmetyczka to przy okazji mialam dobry argument, bo przeciez kosmetyczka musi miec delikatne rece, bo nimi, tymi recyma dotyka ludzkie twarze. I tak sobie zafundowalam pania Helenke. Pani Helenka byla cudowna kobieta, fakt miala zaraz na wstepie powazne potkniecie zawodowe, bo jak przyszlam z pracy to zostawila mi kartke, na ktorej to napisala "Nareszcie wyszorowalam pani te swieczniki"
A ja o malo nie dostalam zawalu jak przeczytalam te slowa, bo ja te swieczniki "tworzylam" przez 2 lata. Przez 2 lata kupowalam swiece i pozwalalam im kapac tak ze caly swiecznik byl pokryty strumieniami zastygnietego wosku. To byla moja praca, niemal arcydzielo artystyczne, a pani Helena dorwala sie i wyczyscila swieczniki do zupelnej nowosci. Wyjasnilysmy sobie, ze swiecznikow nie wolno pani Helenie ruszac i potem bylo juz wszystko jak po masle, pani Helena miala klucze od mieszkania, raz na 2 tygodnie ja zostawialam na stole w jadalni koperte z pieniedzmi, pani Helena sprzatala i w miejsce koperty zostawiala kartke z raportem.
Raport byl najczesciej lista srodkow czyszczacych, ktore musialam uzupelnic do nastepnego sprzatania.
Z wyjatkiem jednego razu kiedy to pani Helena napisala "niech pani nic nie robi w kuchni, bo kuchenka nie jest podlaczona!!!" Troche mnie to zdziwilo, jak to kuchenka nie jest podlaczona? przeciez stoi gdzie stala? co sie moglo stac? Zadzwonilam i pani Helena wyjasnila, ze Ona wlasnie wyciagnela kuchenke zeby sprzatnac podloge pod nia i potem cos Jej sie poplatalo i nie umiala podlaczyc spowrotem, ale "za pol godziny Franek, wraca z pracy, to ja Go tam do pani wysle i On podlaczy, bo On sie na tym zna".
W zyciu nie przyszloby mi samej do glowy, zeby wyciagac kuchenke spomiedzy szafek do sprzatania!!!!
Franek, byl mezem pani Helenki i faktycznie przyszedl i podlaczyl.
Innym razem, wrocilam z pracy i jakos tak dziwnie jasno bylo w jadalni..?? Najpierw myslalam, ze pani Helenka wymienila zarowki w zyrandolu na mocniejsze... ale zerknelam na raport i tam bylo znow napisane "wymylam sciany w jadalni i kuchni, nastepnym razem zrobie w przedpokoju i lazience".
Jeeesooo a ja mam za 2 dni komisje kwalifikujaca mieszkanie do malowania!!!
Przeciez jak zobacza taki blysk, to za cholere nie beda chcieli malowac!!!
Jakos uprosilam szanowna komisje i pomalowali. Ale taka wlasnie byla pani Helenka, jak nie miala co robic to sobie sama wynajdowala dodatkowe zajecia, uczciwa do bolu. Kazda inna kobieta sprzatnelaby w ciagu 4-5 godzin, zgarnela pieniadze za 8 i poszla. Pani Helenka pracowala uczciwie co do minuty, nawet jak nikogo nie bylo w domu. Ale pani Helenka i Franek wrocili do Polski i potem dlugo nie moglam znalezc nikogo tak dobrego jak Ona. Przewinelo sie troche tych kobiet przez chalupe, ale zadna nie mogla dorownac pani Helence. W koncu zatrzymalam sie na Reni, ale Renia robila tylko to co Jej kazalam i musialam kazac za kazdym razem, wiec zamiast raportu jaki dostawalam od pani Helenki to ja musialam pisac Reni liste prac jakie musi wykonac i zostawiac lacznie z koperta. Upierdliwe to bylo, bo Renia nie kiwnela palcem jak nie bylo na liscie, nawet gdyby to bylo tak oczywiste jak umycie wanny.
Chyba dlatego latwo przyszlo mi sie rozstac z Renia, bo jak przeprowadzilismy sie do obecnego mieszkania to Wspanialy troche krecil nosem, ze czynsz jest zdecydowanie wyzszy niz planowalismy, to moze zrezygnujemy z uslug Reni.
-- Zrezygnowac mozemy, tylko nie bardzo wiem, kto bedzie sprzatal, bo ja napewno NIE - powiedzialam stanowczo.
-- Nie ma problemu, skoro Renia sprzata raz na 2 tygodnie to ja moge to tez robic, to mieszkanie jest wyjatkowo latwe do sprzatania - oznajmil Wspanialy.
I od tego momentu Wspanialy zajmuje sie sprzataniem raz na 2 tygodnie. Ja natomiast nie powiem, czasem cos tam popchne, bo przeciez tak samo popychalam za czasow Reni, ale generalnie sprzatanie nalezy do Wspanialego. Jest tylko jedna rzecz, ktorej Wspanialy nie robi. Wspanialy nie myje szkliwa, ktore stoi w regalach i to musze robic sama. Robie to tylko 2 razy do roku, zwykle przed Thanksgiving i w czerwcu przed moimi urodzinami - jakos tak to dziala.
W tym roku wyjatkowo nie zrobilam na Thanksgiving to musialam teraz...Szlag by to trafil!!! Tak sobie mysle, ze jak na ludzi, ktorzy nie pija to na jasna cholere mamy w domu tyle szkliwa, szklanki, szklaneczki, kieliszki, kieliszeczki, lampki, dzbanuszki, miseczki .... no jest tego caly pierdyliard.
I ja wlasnie dzisiaj cale to szkliwo sztuka po sztuce pokonalam ... niby spokoj bedzie z tym do czerwca, ale moze uda mi sie cos wymyslec?? moze jakis solidny pretekst, ktorego nie da sie podwazyc, zeby zatrudnic kogos?? Eee nic z tego nie bedzie, pamietam jak juz raz zlecilam mycie tych pierolamentow jakiejs kobitce i potlukla mi filiznake od serwisu do kawy expresso. Szlag mnie trafil, bo to akurat serwis, ktory wyludzilam bedac w stanie wskazujacym na spozycie od znajomego, a serwis jest bardzo ladny i stary, bo z 1930 roku, przedwojenna niemiecka porcelana. Szkoda, ze jest zdekompletowany, ale dla mnie to nauczka, ze nie nalezy nikomu ufac z tak delikatna porcelana.
Boszeee nie powinnam narzekac, sa kobiety, ktore sprzataja zawsze i sa nawet takie, ktore to lubia.
No juz bede cicho, ale jeszcze tylko raz ... no musze jeszcze raz sobie ulzyc, ze jednak sprzatanie to straszna robota, ale dzis po odwaleniu tego szkliwa to normalnie jestem dumna z siebie. O!!! i wlasnie tak.

Starudst czekajac na pochwaly

23 comments:

  1. Np to teraz ja. Sprzątam bo muszę-nie stać mnie na gosposię. Rodzinę mam leniwą i udajacą, że ja to zrobie najlepiej.Na początku mojego z Crisem bytowania miałam błysk w chałupie. Ale nie było Żabula...
    Stan na dzień dzisiejszy,zaraz po moim wstaniu:w kuchni rozgrzebane chrupki po całej podłodze (pies jest wybredny, je kiedy chce, czasami także w nocy), w łazience "zabrak" ręczników bo każdy wrzuca do prania a nie powiesi nowego,książki wszędzie, gazety wszędzie, milion kapci i butów w przedpokoju bo rodzinie się nie chce do szafki schylić.
    A mój grzech to zapaćkany piekarnik bo mi zapiekanka wczoraj
    za wysoka wyszła i ser wyciekł..
    Nie wie kto jak to cholerstwo przypalone wyczyścić???
    A święta idą....

    ReplyDelete
  2. Ja tam sprzątam bo muszę, ale nie jest to zajecie które lubię, czasem włącza sie w to mąż - w tedy w domu jest blysk.

    A mojej koleżance kiedyś gosposia rozprasowała bluke taką fabrycznie wygniecioną

    ReplyDelete
  3. Neskavka, to o czym piszesz to jest taki regularny balagan, ktory tworzy samo zycie i z tym to walczymy razem i na biezaco. Z tym piekarnikiem - hmm paskudna sprawa, bedziesz to musiala jakos doszorowac, ale sa takie maty siliconowe. Ja mam i lezy toto na dnie piekarnika i nawet jak cos wykipi to na mate, a z maty lekko odchodzi. Poszukaj moze uda Ci sie cos takiego kupic.

    ReplyDelete
  4. Odentka, bo takie gosposie nie prasuja i nie piora. Moje tez tego nie robily zmienialy posciel, ale na tym koniec. Wiesz, gosposie tez nie sa urzadzeniem idealnym i bez wad:)

    ReplyDelete
  5. pieknie pieknie stardurst wspaniale to wyczyscilas, mysle ze nikt nie zrobilby tego lepiej w ogole nawet przez kompa bije swiatło od tych czystych szkieł ... no dobra koniec wychwalania
    nienawidze sprzatac robie to wylacznie wtedy kiedy spodziewam sie gosci, moj maz jako ze nie ma go zbytnio w domu a pozatym tak jak u neskavki udaje ze ja wszytsko zrobie najlepiej wiec jak juz musze to robie to sama na szczescie moje krolestwo to jedynie 30m2 wiec jak szybko sie nabałagani tak szybko posprzata ale wiem ze sprzatnia nie polubie nigdy...
    neskavka ja do piekarnika od lat uzywam pianki w sprayu mrmuscle taka pomaranczowa psikasz zostawiasz na pol godziny i potem zbierasz mokra gąbką schodzi prawie wszystko miłego czyszczenia

    ReplyDelete
  6. Cholera,ja sprzątam bo lubię,albo jak mawia mój maż mam obsesję.Może i mam ,ale mając w domu 2 labradory i kota z długą sierścią,to muszę.Wiecie co,ja codziennie myję na parterze 100 metrów podłóg.Wszędzie mam płytki,więc najpierw odkurzam,a potem myję na kolanach,inaczej nie umiem.Wiem,że niektórym wyda się to śmieszne,ale inna już nie będę.Będąc niedawno na urlopie na Rodos ,w hotelu były piękne podłogi(chyba imitacja marmuru).I wiecie co powiedział mój maż i znajomi?Jak będzie Ci się nudziło,to robotę znajdziesz,a ścierkę pewnie przywiozłaś.No taka jestem,ale mnie to cholera nie przeszkadza.A jak chodzę po domu i patrzę co tu jeszcze do prania,to rodzinka się pyta,czy mam braki w praniu,to może coś dorzucą czystego.

    ReplyDelete
  7. Malgoska, dzieki za chwalenie:) NO nareszcie ktos to docenil:))

    ReplyDelete
  8. Beata500 to Ty masz takie skrzywienie jak moja dawna sasiadka. Kurde ta kobita ciagle cos myla, szorowala, pucowala.. no ale jak lubisz to pewnie nie jest to dla Ciebie przykrym obowiazkiem. Ja dostaje kuku na sama mysl, ze cos musze zrobic. Moge gotowac owszem, ale ilez mozna gotowac dla 2 osob??

    ReplyDelete
  9. Wyobrazcie sobie jaki numer, jak jeszcze Wspanialy przyjezdzal tylko z wizytami weekendowymi to ja kiedys polecialam z rana do silowni i jak przyszlam to cala moja kuchenka byla poskladana w kostke a znakomita czesc moczyla sie w umywalce. Querwa!!! Wzial i normalnie porozkrecal wszystko do czyszczenia!!! Ja pierdykam!! fajnie bylo, bo na obiad poszlismy do knajpy a nastepnego dnia kuchenka wygladala jak nowa i sie balam uzywac, ze sie pobrudzi...A przeciez normalnie byla myta na biezaco, ale On te wszystkie bebechy, jakies rurki powykrecal i umyl od wewnatrz. No tez zboczony gosc, ale chyba sie tylko chcial wykazac, bo ostatnio to juz nie ma takich napadow.

    ReplyDelete
  10. Powiem Ci Marylko,że to moje skrzywienie dotyczy raczej podłóg i wynika to z tej cholernej sierści,która fruwa po chałupie.Szkoda,że tak intensywnie nie szczotkuję psów.Miałabym mniej roboty.

    ReplyDelete
  11. skoro czekasz - to chwalę ;)

    Osobę do sprzątania mam od kiedy zaczęłam dorosłe życie - ale mnie to łatwo przyszło bo i u mnie w domu była Gosposia i u mojej Babci była - bo wiesz - prawnicy i lekarze ;PPP

    natomiast się zgadzam że znaleźć osobę KREATYWNĄ i SAMODZIELNĄ w temacie jest przepotwornie trudno. Dlatego od kilku lat mam jedną - Panią Galę - co chucham na nią i dmucham - bo też z tych osób jest - że jak umyje już ściany i nie znajdzie nic do roboty - to zupę ugotuje - jak w lodówce za pusto;)

    ReplyDelete
  12. Spt, to pani Gala jest zywy skarb!!! Ja mojej pani Helenki do konca zycia nie zapomne i ryczalam jak durna jak wracali do Polski. No tragicznie bylo, jak rozwod.

    ReplyDelete
  13. Beata,ja Cie rozumiem,psykotydzieci i podloga musi byc czysta,no musi!
    moi tez mówią,ze w razie co robotę znajde.nieco mi przeszlo od czasu,jak pracuje....

    ReplyDelete
  14. Dobrze,że znalazła się osoba,która mnie rozumie,bo już zaczęłam się zastanawiać,czy rzeczywiście coś ze mną nie tak.Dzięki.

    ReplyDelete
  15. Grzeczna dziewczynka, pomyła:))))

    Helenka to był skarb, jak słowo!

    ReplyDelete
  16. Beata, z Toba to akurat pewnie wszystko jest normalnie, to ja sie zastanawiam dlaczego nie mam zadnego zapalu do prac domowych. No ale czy sie zastanawiam, czy nie to i tak nie mam. Moze lepiej pomysle o czyms bardziej przyjemnym :)

    ReplyDelete
  17. ojtam..mnie właśnie ubawiło,bo cały dzień się zastanawiałam,kto mi z włocławka łazi..a to ja sama!ha!
    no i ten..Beata,ja miałam kiedyś jazdę,że nie zjadłam śniadania,jak na podłodze leżały okruchy, jakiekolwiek!!!to dopiero było..wariactwo znaczy,na kozetkę na bank!

    ReplyDelete
  18. Na widok okruszków tyż tracę apetyt i muszę zlikwidowac. Co do reszty, tolerancyjna jestem. Wieksze sprzatanie raz na tydzien Malz urzadza, gdy ja slodko spie... Moja jest kuchnia, procz podlogi.

    ReplyDelete
  19. Nie lubie. Wiec nie sprzatam. Mam bajzel nieludzki. Sprzatam, jak mi juz zaczyna doskwierac, Dwa koty, w tym poldlugowlosy - siersc, na lapach wynoszony zwir. Wiec czasem rusza mnie poczucie elementarnej estetyki. Jak kazdy mam jakiegos fiola - nienwidze brudnej wanny i kibla, no i zdecydowanie wole czyste podlogi. reszty staram nie zauwazac. na gosposie na razie mnie nie stac, zreszta zanim bym wpuscila taka sile sprzatajaca, to bym pewnie musiala ze dwa tygodnie poswiecic na odgryzowanie po wierzchu tej stajni Augiasza.

    ReplyDelete
  20. generalnie wychodzi mnieu,że mamy świra na punkcie podłóg..reszta może być zakurzona..
    w sumie..jak zetrę,to i tak zaraz się zakurzy.a może na podłodze więcej widać?
    no i mnie gila brudne auto..póki widzę przez szyby i jedzie to co za problem?

    ReplyDelete
  21. A ja to jak tylko moge to unikam sprzatania jak ognia zywego, no az mnie czasem skreca od srodka jak musze szmate do reki wziac, albo odkurzacz.. fizyczne katusze przezywam i męki nieludzkie. A jak łazienki w planie sa do umycia to az mi łzy w oczach stają. Ot moja uroda. Dobrze, ze moj-osobisty-mezczyzna czasem cos palcem kiwnie w tej materii. A a'p pomocy domowych wszelakich, to w moim rodzinnym domu, byla swego czasu pani Ela.. sprzatalam w tepie blyskawicznym i wcale nie powierzchownie jakos czy byle jak.. wszystko super zawsze.. a do tego gotowala jeszcze...Jezuuusie jakiez ona pierogi robila!! Uhh.. :D

    ReplyDelete
  22. Nienorka, ja kiedys w wolny poniedzialek chcialam ambitnie odkurzyc po niedzielnych gosciach i za chiny ludowe nie umialam potem otworzyc tego pojemnika na smieci zeby wysypac. No szlag schowalam odkurzacz ze smieciami, bo nie chcialam sie przyznac;)
    A Twoja p. Ela niewiedziec czemu przypomniala mi jedna historie. Jak bylam dzieckiem to w okolicy mieszkala taka starsza pani (kolegowala sie z moja babcia) miala na imie Roza, ale jakos tak Ruzia na Nia wolali. I wlasnie rzeczona Ruzia kiedys pomaglala babci po jakiejs wiekszej imprezie rodzinnej i zadeklarowala sie do zmywania talerzy. Nastepnego dnia babcia nie mogla zrozumiec jak to sie stalo, ze takie ozdobne wystajace paski porcelany na jednym z talerzy zniknely, ale zniknely w jakis brutalny sposob. Okazalo sie ze pani Ruzia zeskrobala je nozem na chama, bo myslala, ze to jakies przyschniete szczatki makaronu:)) A talerz byl pamiatkowy, bo go babcia z Niemiec przywiozla jako wiano.

    ReplyDelete
  23. Ja też dołączam do tych co sprzatają bo muszą i tylko wtedy gdy trzeba, nie ma jazdy na odkurzaczu codziennie, pucowania okien raz na miesiąć. A tak zwane pierdyliardy szklane to tylko mam szkło użytkowe, które wyciągam raz te, raz inne, więc stale jakoś używane. Nie mam zastaw, które sobie stoją i dopominają sie tylko o szorowanie, o nic z tych rzeczy !!! A czemu te cholerstwa tak szybko się brudzą ? Wolę czas spedzać inaczej na przyjemnościach wszelakich. A kucharzenie tez do nich należy tylko posprzątanie kuchni to juz mi sie nie widzi.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...