Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, December 6, 2008

Listy, kartki, maile i esemesy

Drzewiej to o tej porze roku moi rodzice kladli przede mna stos kartek swiatecznych i kopert wraz z lista odbiorcow i moim zadaniem bylo wypisac ladnie te kartki, powkladac w koperty, zaadresowac i potem dostawalam pieniadze na znaczki wraz z poleceniem wyslania.
Straszna to byla robota... Najsmieszniejsze bylo, ze kartki byly rozne, czyli kazda musiala byc inna od nastepnej, a przeciez mialy dojsc do roznych domow, w roznych miejscach kraju. Troche tak, jakby ciotka M. z Wrocka miala zadzwonic do wujka T. do Swiebodzina i telefonicznie mieli sobie zdac relacje z wygladu kartek. No i co by to bylo gdyby sie okazalo, ze dostali takie same kartki z takim samym zlobkiem???
Jesoooo obciach nie do przezycia!!!
Ile sie to trzeba bylo nachodzic i nawybierac tych kartek, nie ze wybor byl taki ogromny, ale wlasnie, zeby kupic np. 28 innych kartek...ludzie jakie to trzeba bylo miec samozaparcie!!
Ale Oni czyli rodzice tylko te kartki kupowali, a ja mialam zadane pisanie i tez nie mozna bylo walnac do kazdego tego samego szablonu, tylko musialy byc te zyczenia bardzo personalne typu "a czy wujek ciagle ma te zadyszke?" czy "cioteczka szanowna jeszcze kasztan na lbie nosi, co Jej tak twarzowo w niem bylo?", a "kuzynowstwu szanownemu dziekujemy za goscine i zapraszamy serdecznie do nas" i koniecznie musialam jeszcze raz przeprosic ciotke Z. za to ze w czasie wakacyjnej wizyty wraz z kuzynka O. opierdolilysmy leb na prawie lyso Jej synkowi J. a loki sprzedalysmy okolicznym dziewczynkom jako fryzury do przyklejenia na lby lalkom itp. itd.
No slowem bardzo tworcza, zeby nie powiedziec oglupiajaca i czasochlonna praca to byla, bo najpierw to trzeba bylo te zyczenia na brudno napisac, dac do ocenzurowania i jak sie juz dostalo zielone swiatlo na pisanie to wtedy apiac to samo zapierdalac.
Jak juz wreszcie mialam wszystkie kartki w kopertach to dostawalam pieniadze na znaczki i polecenie wyslania ich najlepiej na poczcie, zeby bylo wiadomo, ze jeszcze dojda przed swietami.
Jakos szybko doszlam do przekonania, ze przeciez nikt nie bedzie pytal czy kartka doszla, tak samo jak z drugiej strony nikt nie bedzie sie skarzyl, ze kartki nie dostal. Na tej samej zasadzie co kiedys zostalam oddelegowana do dostarczenia kwiatow i bombonierki z czekuladkami jako prezent imieninowy dla pani Janeczki, znajomej Mamy. Mama osobiscie isc nie mogla, bo zachorzala, a ze pani Janeczka mieszkala ze tak powiem w szczerym polu i byla zamiec sniezna, autobus nie dojechal do konca i trzeba bylo zapierniczac z buta dobre pol godziny, to czekuladki wpierdolilam po drodze, a wiechec zanioslam. O czym obie panie do dzis nie wiedza, bo przeciez nie wypada pytac o takie szczegoly. Wobec tego, tym samym sposobem pieniadze na znaczki bezproblemowo udawalo mi sie zagospodarowac "na potrzeby wlasne" kartki w kopertach ladowaly gdzies tam w czelusciach mojej osobistej szafki i byl spokoj.
Wzgledny... jak sie okazalo...
Pewnego dnia Mama przechodzac obok mojej szafki jakos chyba zawadzila spodnica o uchwyt drzwiczek i cala zawartosc mojej szafki wypierdolila sie z hukiem na podloge!!! Razem z kartkami swiatecznymi z ostatnich 5 lat!!! Dzien Sadny nastal!!! Bosze co ja sie osluchalam.... a ze to nic dziwnego, ze kuzynostwo tez zaprzestalo od jakiegos czasu wysylac kartki swiateczne do nas, ze ciotka M. w czasie ostatniego spotkania, przy listopadowym Swiecie Zmarlych zachowywala sie conajmniej ozieble...itp.itd.
Normalnie nagle zostalam obciazona wszelkimi winami za nieudane stosunki rodzinne.
Nie pamietam jaka, ale jestem pewna, ze dostalam jakas kare, bo takie przestepstwa w mojej rodznie nie uchodzily bezkarnie i jakos przeszlo.
Ja z calego wydarzenia wyciagnelam dwa wartosciowe wnioski na przyszlosc:
1 nie pisac listow i komunikowac sie tylko na zywo lub slownie
2 pozbywac sie dowodow rzeczowych na biezaco
Od tamtej pory tez zostalam niechlubnie zwolniona z obowiazku odpisywania na listy do rodziny, bo do tej pory jako osoba z ponoc ladnym charakterem pisma bylam zatrudniona jako kronikarz rodzinny.
No i chwacit!!!
Potem przyszly czasy kiedy telefony byly szeroko dostepne i juz bylo lzej, bo to co innego pogadac z zywego slowa niz czytac. Ja jestem bardzo telefoniczna do tej pory i lubie gadac, maile tez lubie dostawac, gorzej z odpisywaniem. Do tego musze miec natchnienie, a jakos rzadko mnie nachodzi na pisanie maili.
Nawet nie moge powiedziec, ze z latami mi sie charakter pisma wypaczyl, bo internetowo ten argument nie dziala.
Ale najbardziej to nie cierpie tekstowania (tak sie to u nas nazywa) czyli polskich esemesow.
No do szalu mnie doprowadza, jak widze, ze ktos siedzi i esemesuje, zamiast to samo urzadzenie, czyli telefon komorkowy wykorzysac do uslyszenia glosu. No kurwa nie rozumiem tego!!!
Jesli urzadzenie nazywa sie telefon to powinno sluzyc do gadania geba a nie jednym palcem!!!
Krew mnie zalewa jak mi jakas cipa (czytaj klientka) przysyla tekstowa wiadomosc, najczesciej dzwonie i odpowiadam telefonicznie. No bo jak mozna inaczej, skoro ona np. pyta czy moze przyjsc we wtorek o 17tej, a ja jestem juz o tej porze umowiona z kims innym, po za tym nie napisala jaki zabieg, wiec nie wiadomo ile czasu potrzeba, no i nie napisala czy moze przyjsc w innym terminie.
Gdybym chciala caly ten problem rozwiazac za pomoca esemesow, to nic innego bym nie robila tylko stukala tym jednym palcem w telefon jak dzieciol. Bo na klapce telefonu nie da sie pisac 10cioma palcami, przynajmniej ja nie umiem.
A jak zadzwonie to mozna ten sam problem omowic w 1-2 minuty.
Na szczescie takich klientek esemesowych nie mam duzo, moze 5 i one sie juz w trybie przyspieszonym ucza, ze to mnie doprowadza do pasji.
Ale jak bylam w Polsce to zauwazylam, ze to esemesowanie jest jakas ogolnonarodowa rozrywka. Nic tylko wszyscy sobie esemesuja. I nawet pomimo, ze uprzedzalam, ze daje mi to wkurwa giganta, tez mnie nie ominelo....bosze !!! no ludzie to jakies cholerycznie komunikatywne stworzenia sa!!!
To chyba tylko ja taka oporna i ciagle sie upieram zeby uslyszec glos!!!!!!

Teraz mam zadanie bojowe - pamietac o wyslaniu 1 (slownie jednej) kartki swiatecznej dla mojej Mamy!!!!
Kartka ma byc z papieru i pomimo wydrukowanych zyczen ma miec zyczenia osobiste napisane dlugopisem.
Wskazane jest zeby kartka doszla przed swietami i dobrze byloby, zeby nie byla z tej samej serii kartek, ktore to zakupilismy hurtem w celu, aby wystarczyly na pare lat. Mama juz jedna taka niefortunna "powtorke" dostrzegla w kolekcji i mam to przypominane na biezaco.
Mama nie przyjmuje do wiadomosci zadnych "zapomnialo mi sie" w tym wzgledzie i prowadzi szczegolowa rozpiske ile i od kogo, kartek dostala jak rowniez kto nie dopelnil obowiazku. Ona sama niedopelnia, ale jest to prawo wyjatkowo dzialajace w jedna strone.

Stardust komunikatywnie

23 comments:

  1. Mijka mnie tez i przez lata o tym slyszalam. Teraz sobie mysle biedny dzieciak mial chyba 4 lata i ciotka tego samego dnia zaprowadzila go do fryzjera, a ten powiedzial, ze juz nic sie nie da zrobic tylko ogolic na lyso. Taka trauma w wieku 4 lat!! Kurde, ale kupilysmy mu loda!!!za poswiecenie.

    ReplyDelete
  2. hi hi numer z wlosami pierwsza klasa, kurcze tak sobie mysle ze ja to jednak (w porownaniu do ciebie) to grzeczne dziecko byłam, nigdy by mi nie przyszlo do glowy zeby przychachmecic kase na znaczki na inne cele no ale czlowiek mlody i glupi byl ;-)
    co do kartek to wysylam na kazde swieta bozego narodzenia dlatego ze sa to dla mnie ulubione swieta, w tym roku mialam nawet przez chwile zapal zeby te kartki wlasnorecznie zrobic ale mi jakos przeszlo i kupilam jak co roku w biedronce pudeleczko kartek z gotowymi zyczeniami, wysylam kartki papierowe dlatego ze nie cierpie dostawac sms z zyczeniami swiatecznymi to dla mnie koszmar wiec sama nie wysylam absolutnie a jeszcze jak mnie wkurwia straszliwie kiedy ktos zaczyna odczytywac te pierdolone wierszyki smsowe ktore dostał w wigilie szlag mnie trafia a co najbardziej mnie wkurza to fakt ze nikt sie nie wysili zeby stworzyc cos oryginalnego cos od siebie tylko wybiera najładniejszy jego zdaniem wierszyk ktory dostał wciska edycja wyslij do wielu i leci czasem nawet z niezmienionym podpisem porazka brrr

    ReplyDelete
  3. Niezły z Ciebie numer :)))
    Nie lubię gadać przez telefon, dostawać ani wysyłać okolicznościowych kartek (co mam z nimi do nagłej cholery zrobić po świętach??), esemesy sporadycznie, sprawy biznesowe krótkim mailem.
    Ale podobno jestem dzika.
    :)

    ReplyDelete
  4. A a to w ogóle nie patrze na obrazek na kartce. Mnie można na boze narodzenie wyslac kartke wielkanocna z baranem i zajacem i nie zauwaze roznicy.
    Wierszyki esemesowe wkurwiajace, ale jesczze gorsze takie obrazki z literek a to chujenka ze swiatloma, a to mikolaj, a ja przewaznie mam taki model telefobu, ze wyswietla mi sie zamiast tego obrazka jakies robactwo i chuj wi co.

    ReplyDelete
  5. Nie przepadam za wysylaniem kartek swiatecznych, wole zadzwonic z zyczeniami.
    Natomiast jesli chodzi o sms-y, to sa sytuacje, w ktorych bardziej moim zdaniem wypada wyslac sms-a niz zadzwonic, bo sms jest mniej inwazyjna forma przekazania wiadomosci. Zaznaczam, ze sama niewiele dzwonie i niewiele sms-uje.

    ReplyDelete
  6. Malgoska, no miewalam takie rozne pomysly. Ale ten konkretny ze strzyzeniem kuzyna to byl autorstwa kuzynki O. chociaz obie bylysmy nie lekkimi przypadkami.

    ReplyDelete
  7. Malgoska, zaraz tam "dzika" no jestes konkretna i tyle. A co robic z kartkami po swietach? no ja wyrzucam a moja Mama chowa "na pamiatke":))

    ReplyDelete
  8. Lorenza mnie to jest tez wsio ryba, kartka czy bez kartki, z zyczeniami czy bez, swieta czy tez bez swiat tez niewielka roznica. No jest dzien wolny od pracy i dobry pretekst do obzarstwa.

    ReplyDelete
  9. do_lustra oczywiscie ze sms jest mniej inwazyjna forma, ale ile czlowiek moze miec okazji do mniej inwazyjnego kontaktu. A ludzie robia to nagminnie, tak samo zreszta jak gadaja przez telefon nagminnie w miejscach publicznych. Ja wisze na telefonie w moim wlasnym domu, kiedy nikomu to nie przeszkadza nie zaglusza spokoju. Ale isc 2km ulica i gadac...no chyba jestem cos nie tak, bo nie potrafie.

    ReplyDelete
  10. Z serii: Defraudacje dzieciece.

    Cos chyba w piatej klasie nabroilam i nie chcialam za nic isc do wielkanocnej spowiedzi. Babcia postanowila mnie zazyc z manki i dala 5 zlotych. ,,Zebys, dziecko, poszla!''. Nie wiem, co za zbrodnie mialam na sumieniu, ale postanowilam nie isc. W efekcie piataka przehulalam. Przyszedl dzień swiat. Bacia ze mna do kosciola. Co robic? Postanowilam: niech sie dzieje, co chce, ide do komunii! Szlam na drzacych nozkach, babcia za mna. Bylam na 100% przekonana, ze stanie sie cos strasznego. Jakis huk, blysk, niebo sie otworzy, szatan z widlami przyleci?

    I? NIC!!! W tym dniu moja wiara zostala powaznie nadwatlona...

    A o tym, jak i po co nauczono mnie pisac sms-y przy innej okazji.

    ReplyDelete
  11. Zgago--Za babcinego piataka:))) podoba mi sie ta historia.

    ReplyDelete
  12. Ja tam z dzieciństwa nie pamiętam takiej inwazji. Albo rodzice załatwiali kartki we własnym zakresie,albo olewali obowiązek ich wysyłania.A może rodzeństwo to odwalało (jestem najmłodsza). Pamiętam, że kartki do nas przychodziły.Jednakże był taki czas, już w moim dorosłym życiu,że to właśnie ja pisałam owe życzenia. Miałam taki sam problem jak Stardust.Żeby każda inna i życzenia się nie powtarzały.I trzeba było pamiętać, że kartka do Babci musi być z Jezuskiem,a do ciotki bez świętej rodziny....
    Któregoś roku chciałam wszystkim napisać za przykładem mojego ukochanego Wańkowicza: "kolka Wam w bok na Nowy Rok"!!!!
    W tej chwili życzenia odwala Tek i robi to po mistrzowsku.
    Ja i telefon komórkowy to temat na osobną notkę-nie lubię gada i już.

    ReplyDelete
  13. Acha- historia z kudłami boska.
    Ja, aby mieć pieniądze na własne wydatki, w wieku lat 10 otworzyłam "Zakład Przyszywania guzików" dla rodziny. Fortunę zarabiałam !!!! Przyszycie guzika 50 groszy !
    A jak Tato mi dał spodnie do zaszycia dostałam "dychę" !
    Podejrzewam, że sobie specjalnie guziki obrywali bo co jak co ale rodzice nas bardzo kochali.

    ReplyDelete
  14. cos mi sie przypomniało jak przeczytałam komentarz "neskavki" kiedy byłam mała zeby sobie zarobic (a ze nigdy oszczedna nie byalm co zreszta do dzis mi zostało) organizowałam mojej młodszej o 4 lata siostrze (która zawsze była oszczedna i tak do dzis jej pozostało)loterie fantowe, fantami oczywiscie były rozne rzeczy które pozbierałam po całym domu, do dzis wspominamy i smiejemy sie ze jednego kaktusa w doniczce sprzedałam jej chyba z 4 razy no bo loterie były organizowane co jakis tam czas, no i interes sie krecil ;-)

    ReplyDelete
  15. Co roku, od lat, wysyłam papierowe kartki z ręcznie pisanymi zyczeniami. Sporadycznie mail, do dalszych znajomych. Nienawidzę sms-ów. Wspomniane już wierszyki-gotowce doprowadzają mnie do furii. Nie-na-wi-dzę.
    Kartki z życzeniami przechowuję razem z bombkami.
    Luuubię :-)
    Sze

    ReplyDelete
  16. Neskavka-- mnie to tam bylo pomada, czy te kartki sa takie same, czy inne. To nie ja je kupowalam, jak znam zycie to pewnie byl pomysl Mamy zeby kazdy dostal inna. Ja to kupilabym wszystkie jednakowe, zyczenia tez szablon i byloby po ptokach.

    ReplyDelete
  17. Malgoska, to mialas zaciecie do handlu i dobrze rozwijajacy sie biznes kaktusowy. No zdolne dziecko ;)))

    ReplyDelete
  18. Sze, no Ty sentymentalna jestes, ja czasami tez, ale nie az na tyle, zeby te kartki zbierac. A do pisania kartek zdecydowanie leniwa jestem, no taka jestem. Moze powinnam sie starac to zmienic?? pomysle...

    ReplyDelete
  19. A wspomnianych tutaj wierszykow gotowcow to nie cierpie do zabicia, normalnie wywoluja we mnie sklonnosci mordercze i z taka sama pasja nienawidze wszelakich lancuszkow. I tych wysylanych na gg paczusiow do ugryzienia, mikolajkow do calowania, chujenek do swiecenia, lampek do zapalania, barankow do strzyzenia itp. Normalnie nie otwieram takich rzeczy, zwlaszcza kiedy cala wiadomosc na gg to jest link i nic wiecej. To juz mam mord w oczach i piana mi sie toczy.

    ReplyDelete
  20. Stardustku kochany, jestes Wacpani great, tak w formulacji, jak i w samej pisannie

    ReplyDelete
  21. Infantylnosc wierszydelek-zyczonek smsowych mnie wkurwia na maxa, a juz zyczenia swiateczne zlozone w takiej formie mnie wrecz obrazaja.
    Polska powszechnosc smsow jak sadze zwiazana jest a ich minimalnym kosztem.

    ReplyDelete
  22. No pacz pan, panie Mariniku, a tu jest na abarot i ilosc textow jest limitowana i potem sie za nie doplaca;))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...