Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, December 25, 2008

Tradycji stalo sie zadosc

Nie, nie, nie bylo zadnych gadajacych ludzkim glosem zwierzakow, ale wszystko odbylo sie jak nalezy.
Od rana zaczelam krzatac sie po kuchni chociaz gotowania sensu stricto juz bylo niewiele, ale jednak. Na samym wstepie zrezygnowalam z robienia pasztecikow, bo Wspanialy stwierdzil, ze przeciez kupilismy uszka w liczbie sztuk 24 to juz nikt nie da rady zadnym pasztecikom. Odpuscilam bez walki. Sledzie wystepujace w 4 roznych postaciach byly w sumie juz gotowe, tylko jedna wersje trzeba bylo dopiescic. Najwiekszy problem byl z lososiem, ktorego to sobie zazyczylam w kawalku (polowka) i tak mi sie wydumalo, ze bedzie faszerowany. Jak przyszlo do dzialania to stwierdzilam, ze przeciez bedzie ciezko podzielic tego nafaszerowanego bydlaka juz po upieczeniu. Wyobrazilam sobie jak sie szamocze z ryba lezaca na stole wsrod swiatecznej zastawy, dekoracji i to wszystko na bialym obrusie .... No NIE!!!
Dorwalam tasak i potraktowalam bydlaka w dzwonka jeszcze na surowo. A farsz?? Poradzilam sobie, ale o tym bedzie w gotuje bo musze. Jak na niewiele roboty, to robilam duzy balagan w kuchni i co chwile padalo rozpaczliwe:
-- Wspanialy!!! pomocy potrzebuje...
Na te slowa Wspanialy z zamknietymi oczami dopadal do zelwozmywaka i pokonywal kolejne sterty misek, miseczek, lyzek, lyzeczek, smigielek od procesora i garow. Po czym znikal. Raz tylko popatrzyl na mnie takim blagalnym wzrokiem i powiedzial:
-- Ja rozumiem, ze swieto, ja wiem, ze sie cieszysz, ale czy moglabys to podspiewywanie zastapic jakims cichym murmurando???
Querwa, a ja nawet sobie nie zdawalam sprawy z tego, ze pozwalam sobie na wydobywanie glosu....ale obciach, tak na trzezwo!!! Bo ja wiecie z tych co spiewac nawet w najwiekszym tlumie nie powinna, bo kaleczy niemilosiernie, no tak na serio to sama siebie sluchac nie moge, chociaz sluchu tez nie mam i wcale w tym momencie nie chodzi mi o sluch muzyczny. No owszem odrozniam warczenie wiertarki udarowej od cwierkolenia ptaszkow w lesie, ale na tym koniec, nie ma nic po srodku.
Okolo poludnia zabralam sie za przygotowanie stolu, wigilijny obrus, przy ktorym Wspanialy i Potomek wstrzymuja oddech, bo biel daje po oczach i obydwaj sie boja zeby nie byc sprawca tej pierwszej plamki.
Usmiechnelam sie pod nosem, myslac, ze przeciez to ten sam obrus od ponad 20 lat i jakos udalo mu sie przetrwac bez nawet minimalnej plamy. Czyli trzymam rodzine w niezlym stresie, querwa!!!!
"Ja normalnie jestem terrorystka..."- dotarlo do mnie.
Po obrusie przyszla kolej na maty pod talerze, no te niestety sa wymieniane na nowe co jakis czas, bo jednak...hmmmm "a moze by tak zrezygnowac z tradycji czerwonego barszczyku??" - przemknelo mi przez mysl. Talerze, talerzyki, szklanki, lampki na wino i sztucce i to wszystko co do milimetra ...."ja jednak ciezko pierdolnieta jestem"- ciagnelam ten myslowy dialog sama ze soba. Jeszcze ostatni rzut okiem czy wszystko jest jak powinno, czy swiece nie beda przeszkadzac w czasie jedzenia? "cale szczescie, ze jedno nakrycie jak zwykle znow nie bedzie uzywane i tam mozna zawsze naustawiac wiecej...."
Jeszcze poprawilam rozek od serwetki, ktory smial sie ulozyc nie po mojej mysli, jeszcze sprawdzilam blysk nozy i lyzeczek... I w tym momencie zadzwonil telefon. Wspanialy podal mi sluchawke z krotkim anonsem "Potomek".
-- Mamo, moj kolega, wiesz ten Frederico...
-- Mow co sie stalo!!! - wrzasnelam, bo ja tez z tych co to przy takim wstepie oczekuja najgorszego.
-- Nie, nie, nic sie nie stalo, tylko wlasnie z Nim rozmawialem, i On jest w tej chwili na lotnisku w Newark i ma problem z polaczeniem lotow zeby leciec do rodzicow na swieta....
-- Zapros Go do nas - przerwalam stanowczo.
-- Ja wiem, ja juz to zrobilem, tylko wiesz tak naprawde to nie ma pewnosci, czy On przyjdzie, bo ciagle czeka i ma nadzieje, ze ten samolot mimo, ze jest juz 3 godziny opozniony to jednak uda Mu sie znalezc jakies polaczenie...
Nigdy w zyciu nie widzialam Frederico na oczy, ale zrobilo mi sie bardzo przykro.
Jest cos takiego w tym jednym dniu w roku, ze za wszelka cene chcemy byc z rodzina.
-- To badz z Nim w kontakcie i zapewnij Go, ze naprawde nie ma zadnego problemu i moze przyjsc do nas.
Odlozylam telefon, spojrzalam na to tradycyjnie puste nakrycie, ktore zawsze stawiam na stole i pomyslalam "moze...wlasnie dzisiaj".
Potomek przyjechal o 15tej, Frederico jeszcze ciagle byl na lotnisku w Newark ale juz bylo wiadomo, ze nie ma mozliwosci dotarcia do domu rodzicow. Nawet jesli doleci do Detroit to juz nie ma dalszego polaczenia...
Dwie godziny pozniej zadzwonil do Potomka z pytaniem czy naprawde...bo On jutro to pojedzie do siostry na polnoc stanu, ale dzis to juz ...moze tylko sam przesiedzic przy telewizorze.
Przyjechal do nas na 10 min przed rozpoczeciem kolacji.
Natychmiast po wymianie zwyczajowych kurtuazji Potomek szybko przeszkolil Go na okolicznosc zwyczaju dzielenia sie oplatkiem i ewentualnosci mojego placzu;)
A ja sie zaparlam i jak zabrzmialy pierwsze akordy Poloneza to owszem wszystko we mnie skamienialo, ale nie plakalam.
Tak naprawde to dzieki niespodziewanej wizycie Frederico mielismy naprawde piekna Wigilie. Nie bylo marudzenia, ze "za duzo", "ja juz nie moge", "to moze sobie pojde polezec". Owszem bylo duzo i nawet duzo za duzo, ale nikt nie narzekal, nikogo nie trzeba bylo karmic dozylnie i wszyscy grzecznie siedzieli za stolem.
Owszem z ulga przyjeli propozycje przesiadania sie do drugiego stolu na deser, bo tam wygodniej na kanapach niz na krzeslach, ale bylo naprawde bardzo fajnie.
Siedzielismy rozmawiajac, opowiadajac o polskich tradycjach, ktore nasz niespodziewany gosc chlonal z duzym zainteresowaniem. Przy okazji dowiedzial sie, ze Jego miejsce przy stole bylo juz z gory przewidziane, bo zawsze jest jedno wiecej miejsce. Byl zaskoczony iloscia i roznorodnoscia potraw z ryb.
I kiedy zadzwonil po taksowke wszyscy bylismy zaskoczeni, ze niewiedziec kiedy zrobilo sie juz dobrze po polnocy. Dzisiaj Frederico pojedzie do siostry i tam spedzi czas do konca weekendu, ale juz wie, ze u nas bedzie zawsze mile widzianym gosciem.
I w ten sposob tradycja zostala spelniona....

Stardust tradycyjnie

11 comments:

  1. Pięknie :)
    Nam nigdy nie trafiła się okazja do wykorzystania dodatkowego nakrycia.

    ReplyDelete
  2. U nas tez zawsze jedno nakrycie wiecej i jakos zawsze puste ale kto wie....moze kiedys.....

    ReplyDelete
  3. A ja = jako że nic nigdy nie robie tylko koleduje - nie mam zadnego nakrycie W OGOLE.

    ReplyDelete
  4. u nas tez dodatkowe jest,na razie nie bylo okazji.

    ReplyDelete
  5. Querwa lece w goscie i wcale mi sie nie kce, ale muszem:)

    ReplyDelete
  6. U nas rok temu się przytrafiło, ze nakrycie sie przydalo... I bylo szalenie milo. W tym roku dolaczyly dwa nakrycia... I bylo jeszcze weselej. Czy my sie nie rozpedzamy?...

    ReplyDelete
  7. Zgaga przystopuj, bo u mnie z dwoch lat temu piec, doszlo pieciu w roku ubieglym, choc bylam smiertelnie chora.
    Widac moja przyjazna gawiedz chciala sobie sprawdzic na czym to polega, bo zjawili sie wszyscy z nadwiazka.

    ReplyDelete
  8. U mnie też stoi i tez jeszcze nie było okazji.

    ReplyDelete
  9. Ja tam przy polonezie pociekłam :-)
    Piękna opowieśc wigilijna, stardust.

    ReplyDelete
  10. A ja do Sze sie przyłączam:))))

    ReplyDelete
  11. Pieknie, tradycja sie wypelnila :)



    przepraszam, ze tu sie wpinam ale probowalam wejsc do Sze i du...:(

    zalinkowalam sobie jakis czas temu i buuu

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...