Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, December 22, 2008

wspanialy Wspanialy

Po raz kolejny dotarlo do mnie jak bardzo wspanialy jest moj Wspanialy. Dzis rano wyjechal do pracy jak zwykle opuszczajac dom o godz. 5:30. Ja wstalam ok 6 i dzien jak codzien kawa, komputer i powolne przywolywanie sie do zycia. Ok 11tej kiedy juz bylam w mocno zaawansowanym stadium przygotowan do wyjscia do pracy uslyszalam skrobanie klucza w zamku, a za chwile w drzwiach pojawil sie moj przemarzniety Wspanialy.
Okazalo sie, ze jak tylko dojechal do pracy to w drzwiach spotkal wspolpracownikow opuszczajacych budynek, bo na skutek wiatrow cos tam sie pozrywalo i nie ma dostawy elektrycznosci. Ponoc biedak posiedzial 10-15 min. zeby zlapac swobodny oddech i obrociwszy sie na piecie wyruszyl w podroz powrotna do domu.
Tak, tak, Wspanialy dojezdza do pracy w jedna strone ok 2.5 godziny.
Niby zawsze o tym wiedzialam, ale dzis jak sama siedzialam w pociagu to zaczelam sie zastanawiac, czy ja bylabym do tego zdolna...
2.5 godziny w jedna strone to jest 5 godzin dziennie co z kolei daje 25 godzin tygodniowo.
Wspanialy spedza jedna dobe tygodniowo na dojazdy do i z pracy.
Niespelna 7 lat temu jak Go poznalam to mieszkal wlasnie w tamtej okolicy, jak postanowilismy zamieszkac razem to zaproponowalam, ze moze poszukamy mieszkania w NJ i oboje bedziemy dojezdzac, tyle ze w innych kierunkach. Ale On wiedzial, ze tak naprawde to ja nie wyobrazam sobie zycia poza Nowym Yorkiem i postanowil, ze moze dojezdzac.
To dojezdzanie trwa juz 5 lat i jeszcze sie nigdy nie zdarzylo, zeby chociaz raz narzekal, zeby chociaz raz w jakikolwiek najbardziej delikatny sposob dal mi do zrozumienia, ze to jest z Jego strony poswiecenie.
Nawet jak ktos zdziwiony pyta jak sobie radzi z dojazdami to mowi "bez problemow" i na tym koniec dyskusji.
I tak sobie mysle, czy ja bylabym zdolna zrobic to dla Niego, czy w ogole dla kogokolwiek w imie milosci i bycia razem?
Obawiam sie, ze chyba jestem na to za wygodna... a moze ja po prostu nie jestem Wspaniala??

Stardust rozwazajac

20 comments:

  1. bo to jest FACET Stardust. Szkoda, że nie ma ich wielu ;)

    ReplyDelete
  2. Może po prostu nie ma problemu. Wpisał sobie ten dojazd w rozkład dnia, zagospodarował jakoś i go nie uwiera. Gdybym kogo0ś kochała bardzo to mogłabym dojeżdżać pod warunkiem że nie musiałabym prowadzić. Miałabym czas na czytanie, albo pisanie, albo układanie sobie życia, na cokolwiek. W dodatku bezkarnie:)

    ReplyDelete
  3. Dwie i Ļół godziny. Jezu. Wsrod tlumu. No kocha Cie, i tyle.I jeszcze powiedz, o której on wstaje?

    ReplyDelete
  4. Odwodnik, no niby tak bo nie prowadzi, ale jedzie najpierw autobusem, potem metrem, potem pociagiem i potem znow autobusem. Codziennie bez wzgledu na pogode.

    ReplyDelete
  5. Lorenza, wstaje codziennie oprocz weekendow oczywiscie o 4:45 ... no kuzwa chyba nie kocha ;))

    ReplyDelete
  6. No kocha na bank:))przeciez wstaje w srodku nocy. Nie jestem pewna,czy moglabym tez tak....

    ReplyDelete
  7. Moj Malz wstaje dokladnie o tej samej porze. Choc do pracy dojezdza tylko 25 minut rano i 50 minut z powrotem. Sam sobie tak wymyslil, bo chce porannych korkow uniknac to raz, a dwa, ze jak jest w pracy o 5.30, to zanim przyjda ludzie, on juz odwali ,,kawal dobrej roboty''. Potem sie robi rejwach, w ktorym informatyk nie moze sie nalezycie skupic.

    A Wspanialy jest naprawde Wspanialy! Nastojaszczaja muszczina!

    ReplyDelete
  8. Kocha jak szatan.
    Przyznaję bez bicia, że nie dałabym rady. Za cholerę. Pięć godzin w podróży?!?

    ReplyDelete
  9. Malgoska, ja tez bym nie dala rady, bo zeby jeszcze posadzic dupe i siedziec, kimac, czytac, dlubac w nosie. Ale on sie musi co chwila na cos przesiadac. To glupie, ale ja o tym wszystkim wiedzialam i wiem od dawna, ale nigdy az do dzis nie myslalam tak naprawde w aspekcie trudu jaki to sprawia.

    ReplyDelete
  10. 4 lata dojeżdżałam do pracy 1 h w jedną stronę. Nie wytrzymałam. Przekracza moją wyobraźnię, że on tak już 5 lat... Tygodniowo 25 h to daje w ciągu 5 lat...chyba ponad 3500 godzin... to pół roku prawie, jeśli nie pomyliłam zbyt obliczeń...

    Niskie ukłony. Tytuł Wspaniałego to chyba za mało...

    ReplyDelete
  11. Marketa ja przeliczylam inaczej czyli 52 tygodnie w roku i jeden dzien tygodniowo w podrozy to jest w ciagu 5 lat dokladnie 260 dni. A to juz wiecej niz pol roku...

    ReplyDelete
  12. Wow a godzin to mi wyszlo 6500. Bo 25 godzin tygodniowo razy 52 tygodnie w roku to jest 1300 godzin rocznie i to razy 5 lat daje 6500. Kurde glowa mnie zaczyna bolec. Ja pierdykam!!!

    ReplyDelete
  13. Bo ONI jak kochają to są do większych rzeczy zdolni....
    Wiem coś o tym.

    Ja bym nie mogła-chociaż też jeździłam-7 lat po 4 godziny w pociągu aby spędzić razem 2 dni.

    ReplyDelete
  14. Ale rozpieszczone jestescie - ja jezdzilam 30 lat - 1 godz. tam i jedna spowrotem. Jak nic podroz dookola swiata odwalilam.

    ReplyDelete
  15. Ja to urlopy i święta odliczyłam... he,he

    Tak naprawdę to miłe jest to, że wybrał te dojazdy, bo wiedział, co dla Ciebie ważne.

    A tak z innej strony to pewnie jakby tak zacząć zliczać, to kilka lat życia spędziłam np. gotując.
    Hmmmm.... Liczyć inne, nie liczyć...

    ReplyDelete
  16. Marketa masz racje, czlowiek spedza zycie nie zastanawiajac sie nad takimi rzeczami. Dlatego wlasnie mnie jakos uderzylo to wczoraj. Ja dojezdzam godzine w jedna strone wiec mam bardzo blisko biorac pod uwage tutejsze odleglosci, no i mam tylko autobus i metro. To przesiadanie sie musi byc upierdliwe...no ale jest jak jest :))

    ReplyDelete
  17. Anonymous godzina w jedna strone to normalne. Ja to robie codziennie od 24 lat i bede robic jeszcze przez nastepne pewnie 15. To nie jest wcale daleko, przynajmniej tu u nas. No, nie wiem gdzie Ty dojezdzalas?? ale przyznasz, ze 2.5 godz. w jedna strone to sie czesto nie zdarza i codziennie:))

    ReplyDelete
  18. jestem pełna podziwu dla Wspaniałego. ale dla Ciebie też. godzinę do pracy, o jezu.
    jakby jeszcze iść...ale dojeżdżać? toz to przecież trzeba zdążyć na środek lokomocji!!!
    on Cię kocha mocno. bardzo mocno:-)

    ReplyDelete
  19. Juz dawno mowilem, ze piwo chialbym ze Wspanialym wypic. I ciesze sie, ze sie spelnilo.

    ReplyDelete
  20. Mariniku, my tez sie cieszymy i czekamy na nastepne tym razem po naszej stronie.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...