Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, January 4, 2009

Awantura?

Juz trzeci dzien jestesmy oboje ze Wspanialym w solidnym stresie, nie wiem jak dlugo to bedzie trwalo, ale narazie jest goraco i co najwazniejsze przynajmniej narazie nie chce na ten temat pisac, wiec buzia w ciup i obgryzamy paznokcie. Napiecie jest wysokie do tego stopnia, ze dzis moge z czystym sumieniem stwierdzic, ze odbylismy pierwsza awanture. Mieli przyjsc goscie, Wspanialy jak zwykle zajmowal sie lekkim sprzataniem, a ja przygotowaniem obiadu. Ale wczesniej podlalam kwiaty doniczkowe i nagle jak On latal z odkurzaczem po chalupie uslyszalam, ze cos brzeczy sobie pod nosem. Z ciekawosci wyjrzalam i widze, ze moje chlopisko siedzi na podlodze w pozycji na wpol lezacej i cos wyciera pojekujac przy tym pol glosem.
-- Co sie stalo? - zapytalam.
-- Jak to co sie stalo? jak podlewalas ten kwiat to przelalas wode i teraz jest mokro na podlodze i musze cala ta doniczke przestawic bo inaczej nie da sie wytrzec i potrzebuje nastepna szmate i musisz mi pomoc bo sam nie dam rady z ta ciezka donica a po co tyle wody lalas? przeciez wiadomo ze to sie porozlewa i wogole to teraz jak ja nie mam czasu bo jeszcze musze leciec do sklepu po te krewetki bo oczywiscie musza byc "kupione na ostatnia chwile" ... Chwala Bogu, ze skonczyl, bo juz sie robil niebieski na twarzy...ile to chlop moze z siebie wyrzucic na jednym oddechu??
Wkurwiona zlapalam szmate i mowie:
-- Odejdz stad to sama powycieram...wielkie cuda, faktycznie jest z czego robic problem!!
No ale widocznie bylo z czego robic problem, bo jak siedzial tak zabral mi te szmate i dramatycznym gestem Rejtana rzucil sie na donice. Machnelam reka i wyszlam. Nie znam wiec przebiegu akcji ratowania podlogi od niechybnego potopu, bo to po prostu olalam i tyle.
Nawet nie zauwazylam kiedy wyszedl do sklepu, kolejny raz odnotowalam Jego obecnosc w domu dopiero jak przyniosl te "na ostatnia chwile kupione" krewetki. Bez slowa zabralam sie do przygotwania zakasek. Ale poniewaz milczalam caly czas, to nie mogl wytrzymac i przyszedl za chwile, pocalowal mnie w szyje i mowi:
-- Czy Ty sie gniewasz?
-- Nie, ja sie kurwa nie gniewam, bo generalnie to gniewanie sie uwazam za strate energii, ktora moze byc wykorzystana na porzadna awanture.
Tego to sie moj Wspanialy nie spodziewal...a ja ciagnelam dalej:
-- Ja nie rozumiem co to za wielkie przestepstwo przelac wode przy podlewaniu kwiatow? A skoro juz przelalam i pewnie jeszcze nie raz przeleje, lub popelnie podobne przestepstwo, to mam prosbe, nastepnym razem zostaw mnie ze skutkami przestepstwa i sie nie poswiecaj.
Skonczylam i poszlam przygotowywac bufet na stole w sralonie. Przyszedl za mna i bez slowa wzial sie za ustawianie talerzykow do zakasek i sztuccy. A za chwile zapytal:
-- Czy my sie naprawde klocimy?
-- Na to wyglada - odpowiedzialam krotko i oboje wybuchnelismy smiechem, stwierdzajac jednoglosnie, ze to pierwsza klotnia w ciagu prawie 7 lat znajomosci.
Oczywiscie oboje wiemy, ze to wina wyjatkowo stresujacej sytuacji w jakiej sie oboje znajdujemy i oboje wiemy, ze jeszcze musimy nie jedno przetrzymac.
A ja momentami na serio rozwazam ucieczke z domu, ot tak na kilka dni, az sie troche rozjasni na horyzoncie, bo co jak co, ale klocic to ja sie naprawde nie chce i nawet nie umiem.
Tylko zdaje sobie sprawe, ze jest to raczej niemozliwe w obecnej stytuacji, raczej trzeba to bedzie przetrwac.

Stardust stresowo

17 comments:

  1. My się kłócimy tak samo. Zawsze jest rechot. No nie dokłóci się człowiek po ludzku! Koszmar jakiś!
    Czego sobie i Wam życzę nieustająco :-)

    ReplyDelete
  2. Sardust, trzy razy odetchnac i niestety przeczekac. Bedzie dobrze a teraz jest jak piszesz po prostu nadmiar stresu no i "ten problem" o ktorym wspomnialas pewnie gdzies ciazy. jesli on nie z tych do natychmiastowego rozwiazania lecz z tych co sa i nie bardzo wiadomo co z nimi zrobic i jak to trza poczekac na pomysla. Pomaga Czasem zyci nieoczekiwanie possowa rozwiazanie w najmniej oczekiwanym momencie. Albo czlowiek nabiera na tyle dystansu do siebie i calej sprawy ze lepiej znosi jesli nijak zmienic sie nie da. Sciskam i pamietaj w Niemczech jest przyslowie; Nichts wird so heiss gegesen wie es gekocht ist czyli w wolnym tlumaczeniu: Niczego nie jemy jako wrzatku lecz jak przestygnie...Buziaki

    ReplyDelete
  3. "Czasem zyci nieoczekiwanie possowa"
    no ladnie! Ma byc oczywiscie: "czasem zycie nieoczekiwanie podsowa" Mozesz kochana Sardust pogonic chochlika?

    ReplyDelete
  4. Szeherezado, dokladnie tak jest, nie dosc, ze czlowiek chodzi nabuzowany stresem i chetnie by komus lutnal, a nie bardzo jest komu. To jeszcze najblizsza geba naladowana zreszta tym samym stresem w momencie tuz przed lutnieciem robi se jaja;)))
    A wieczorem do lozka przyniosl jeszcze po drinku, bo uznal, ze trzeba wypic toast za pierwsza awanture...rece opadaja.

    ReplyDelete
  5. Dziewczyny jestescie kochane, to nie jest zaden problem z kategorii "do rozwiazania" to jest po prostu cos co trzeba wziac na przeczekanie i to jest w moim przypadku najgorsze, bo ja umiem wszystko ale nie cierpliwie czekac. Najlepiej byloby to przespac i obudzic sie gdzies w marcu albo i inszem maju...Tlumacze sobie, ze kazdy dzien to dzien "do przodu".

    ReplyDelete
  6. Marylko to az tyle musisz poczekiwac? do maja albo marca? To ja poczekam z Toba. Bede miec wytlumaczenie dlaczego nic nie robie...

    ReplyDelete
  7. Ruda, nie chce narazie nic pisac dopoki sie jakos sytuacja nie wyklaruje, ale to nic groznego, ot musze sobie dac na przetrwanie, a jest to niestety irytujace - mocno momentami.

    ReplyDelete
  8. To ja tez sie ustawie w kolejce do przeczekania z Toba:)

    ReplyDelete
  9. no to tu się różnimy. jedna kłótnia na lat siedem to jednak coś dla mnie NIEWYOBRAŻALNEGO ;)))

    ReplyDelete
  10. Och, az miło o takich kłótniach poczytać. :))))

    ReplyDelete
  11. Do takich pieknych klotni dochodzi sie latami. Dzis zdrowo sie rechoczemy na wspomnienie wieczoru, gdy otworzylam okno i wyrzucalam garderoba Malza sztuka po sztuce bluzgajac, na czym swiat stoi. Albo ,,uciekalam z domu'', ale tylko za rog budynku, bo sie balam po nocy chodzic. I czekalam az po mnie przyjdzie, zeby mu krzyknac: ,,Odczep sie!'' i potem czekac na zimnie, az drugi raz przyjdzie...

    Teraz nasze klotnie wygladaja tak jak Wasza. I oby tak dalej!

    ReplyDelete
  12. Zgago, ja to sie zdecydowanie przy Wspanialym wyciszylam, ale On to chyba zawsze taki byl. To jest niespotykanie spokojny czlowiek, czasem to mam ochote Mu lutnac wlasnie za ten spokoj;))

    ReplyDelete
  13. A ze Mu jeszcze nie lutnelam, to tylko dlatego, ze jestem leniwa;))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...