Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, January 27, 2009

Dalsza historia pewnego "tak"

Na moje krotkie "tak" pan, ktory siedzial byl gdzies przy innym monitorze wystosowal cala epistole na okolicznosc, ze On sie absolutnie poddaje i zgadza na bieg spraw narzucony przeze mnie, bo wie, ze wiele kobiet czuje sie niebezpiecznie, wobec powyzszego zdaje sie na moje laski.
Popatrzylam i pomyslalam sobie, a coz moze moze mnie spotkac niebezpiecznego? Niebezpieczne to ja juz mam daleko za soba, ale to byly wyczyny wczesnej mlodosci i o nich sza. Napisalam, ze moze na poczatek wymienimy numery telefonow. Pan grzecznie podal swoj, ja odpowiedzialam moim i wtedy pan napisal, ze On wie, ze jest srodek nocy, ale jak juz podalam ten numer to On przyznaje, ze ma nieodparta ochote zadzwonic chocby na chwile. Oczywiscie napisalam z oburzeniem "alez ja spie o tej porze!!!" Po chwili zadzwonil telefon, czyli reakcja prawidlowa, facet ma przynajmniej podstawowe poczucie humoru i szybko zalapuje.
Pogadalismy chwile i na tym sie skonczylo. W naszych profilach byly tez zdjecia, wiec mialam mozliwosc zobaczyc jak gosc wyglada, ale nie doznalam zadnego szoku, ot bardzo przecietny.
Natomiast moje zdjecia, to byla cala historia!! Bo ja mialam az 3 fotki, ktorych wybor zlecilam Potomkowi, w koncu jakis pozytek musi byc z potomstwa plci meskiej.
Wybralam w pierwszej selekcji sama ok. 10 zdjec i dalam je Potomkowi do zaakceptowania. Potomek przejrzal je fachowym okiem i wybral trzy:
Jedno, zblizenie twarzy, bo stwierdzil, ze cos takiego jest wyjatkowo wskazane i na miejscu.
Drugie, cala postac w czerwonym kostiumie gestykulujaca z ozywieniem i rozesmiana. To powiedzial, ze wyjatkowo oddaje moj charakterek.
Trzecie ,to najlepsze w zyciu zdjecie moich nog. No, nie tylko!! bo siedze na nim cala, w fotelu odziana w mini spodniczke, ktora w pozycji siedzacej zrobila sie minimini przez co nogi mam do samych migdalow. No tym zdjeciem bylam najbardziej zaskoczona i nawet probowalam oponowac:
-- No przestan Synu, przeciez Ty wiesz, ze moje nogi naprawde tak ladnie nie wygladaja, to jest wyjatkowo dobra pozycja i ujecie.
-- I wlasnie o to chodzi, bo to zdjecie bedzie robic na wabika, a znam Cie na tyle i doskonale wiem, ze Ty sobie z tym poradzisz. - zawyrokowal.
A ja pozostalam z opadnieta na biust szczeka i pomyslalam sobie, ze On moze miec racje. No dziecko wyroslo mi na rasowego mezczyzne!!!
No i faktycznie to zdjecie bylo wabikiem, dzisas ile ja mialam rozmow rozpoczynajacych sie od tego zdjecia!!!
Oczywiscie zadna z nich nie konczyla sie niczym powaznym, bo w pierwszych 3 do 5 minut mozna bylo wykapowac, ze facetowi zalezalo tylko i wylacznie na seksie. Mnie tez ale nie az tak rozpaczliwie;)
Byl nawet jeden taki co to chcial byc bardzo dowcipny i zaczal rozmowe od pytania, czy ja na tym zdjeciu mam majtki. Nie powiem wkurw blyskawiczny przeszyl moje cialo, ale natychmiast sie opanowalam i pomyslalam sobie, ze skoro facet liczy na to, ze mnie wkurwi to sie myli. Szybko odpisalam, ze "szczerze mowiac to nie pamietam, ale skoro jest tak mocno zaintrygowany, to moze niech wezmie lupe i sprobuje zobaczyc, a jak sie juz dopatrzy to niech mi napisze jakiego koloru". Wymienilismy jeszcze kilka nic nie znaczacych odbic pileczki i napisalam grzecznie, ze "widze, ze ta rozmowa do niczego nie prowadzi i proponuje zakonczyc". Na co pan napisal "gdybys tylko dala mi szanse", na co ja krotko i rzeczowo "miales ja i prosze wroc do pierwszej twojej odzywki, ktora rozpoczales rozmowe i moze uda ci sie dostrzec jak szybko ja zmarnowales".
Wiecej sie nie odezwal i dobrze zrobil.
No niestety w takich serwisach rozne typy bywaja i trzeba po prostu umiec oddzielic ziarno od plew (czy plewow?). A najlepiej miec przy kompie lampke wina i jak cos nie pasuje to olewac i podlewac;)
Zawsze czerwona flaga jest jesli mezczyzna jest aktywny tylko w czasie godzin pracy (zonaty), albo prowadzi niekonczace sie dyskusje o podtekstach seksualnych i nigdy nie proponuje spotkania (zakompleksiony onanista??). Z takimi trzeba ostroznie, a w ogole to trzeba miec oczy otwarte i dac im sie wygadac. Owszem podtrzymywac rozmowe nawet podsycac, ale dac im wolna reke w wygadaniu sie, jak facet czuje luz to wczesniej czy pozniej idzie na calosc i puszcza farbe. Kobieta zreszta pewnie tez;) Wracajac do zdjec, sa tez tacy co zamieszczaja zdjecia sasiada, bo przystojniejszy, albo zdjecia sprzed 10 lat. No takie kwiatki sie zdarzaja nagminnie po obu stronach i kobiety akurat w tej konkurencji ponoc wioda prym.
Umowilam sie raz z facetem, ktory na zdjeciu wygladal jak mlody Bog, a na spotkanie przywloklo sie jakies niedomyte czupiradlo. Akurat tym razem nie bylo mozliwosci, zeby przejsc obojetnie obok, wiec podeszlam i powiedzialam krotko:
-- Ta randka juz sie skonczyla.
Facet popatrzyl na mnie zdziwiony i zaczal:
-- Ale jak to?.... dlaczego???
-- Jak wrocisz do domu to wejdz na serwis i popatrz uwaznie raz w lustro i raz na zdjecie jakie tam umiesciles - odpowiedzialam i odeszlam. Uwazam, ze skoro ktos zaczyna od klamstwa w tak oczywistej kwestii jak wlasny wyglad, to nie mam ochoty na nic wiecej z takim czlowiekiem.
Natomiast Spirytualny (tak Go sobie roboczo nazwijmy) jak juz dostal ten numer telefonu, to pod pretekstem, ze latwiej i szybciej sie rozmawia (to prawda) dzwonil codziennie wieczorem na 10-15 min gadulca.
Te telefoniczne rozmowy byly juz bardziej personalne, ale zadna ze stron nie przesadzala z nadmiarem informacji, ot tyle ile koniecznie potrzeba na ten poczatkowy etap znajomosci. W dalszym ciagu rozprawialismy na tematy ogolne. A zainteresowania mielismy wybitnie bardzo podobne.
Po kilku dniach w czasie rozmowy Spirytualny grzecznie zaproponowal, zebym dala znak kiedy bede czula sie bezpiecznie na spotkanie, bo chcialby zaprosic mnie na obiad.
Hmmm tu nastapil pierwszy poslizg, bo tak to jakos jest, ze w takich sytuacjach mezczyzna czuje sie zobowiazany zaprosic ewentualna kandydatke "na obiad", a zaproszenie wiaze sie rowniez z pokryciem kosztow obiadu. A ja tego cholernie nie lubie. No wkurwa dostaje, jak mnie facet "zaprasza na obiad", ja nie jestem glodna!! a nawet jak jestem to sama potrafie o to zadbac!! Pomijajac juz fakt, ze pojscie "na obiad" z okazji pierwszego spotkania moze sie okazac najwiekszym niewypalem, bo jesli czlowiek przychodzi a ta druga osoba wyglada tak, ze jedyne na co mamy ochote to obrocic sie na piecie i odejsc. To co?? Jestesmy juz w ciemno wpakowani w zobowiazanie "obiadu", ktorego nawet nie ma mozliwosci przelknac!!!
Wyjasnilam wiec Spirytualnemu jakie jest moje stanowisko w kwestii takich pierwszych spotkan i dodalam, ze jednoczesnie uwazam, ze powinnismy sie spotkac lepiej wczesniej niz za pozno, bo nie ma rowniez nic gorszego niz budowanie telefonicznego zwiazku, a potem dochodzi do zderzenia sie z rzeczywistoscia i czlowiek siedzi i w lepetyne sie puka z rozpaczy po co tyle roznych niepotrzebnych rzeczy naopowiadal o sobie.
Nie powiem, jakkolwiek byl zaskoczony moja logika to przyznal, ze to ma sens, a nawet stwierdzil, ze mial kilka takich nieudanych spotkan obiadowych. Ustalilismy, ze nie bedziemy marnowac nawzajem swojego czasu i jesli cos na pierwszy rzut oka bedzie wygladalo nie tak, to sobie o tym szczerze powiemy i nikt do nikogo nie bedzie mial pretensji. A spotkanie mialo sie odbyc w najblizsza sobote "na kawe", poniewaz ja w tamtych czasach pracowalam w soboty, to wymyslilam sobie, ze najlepiej bedzie jak Spirytualny przyjedzie i spotkamy sie na kawie w lokalu tuz obok mojego miejsca pracy. Mowilam juz ze ja wygodna i leniwa jestem? Mowilam.
Tym sposobem Spirytualny telepal sie pociagiem ponad godzine, zeby sie napic ze mna kawy.
Nie byla to zadna wielka restauracja, ot normalny lokal cos w rodzaju stolowki, ktore maja sniadania, obiady i kolacje, mozna tam wiec o kazdej porze i bez problemowo.
Zanim weszlam do knajpy to zadzwonilam na Jego komorke, zeby sie upewnic gdzie jest i po czym mozemy sie poznac. Stwierdzil, ze juz jest w srodku i na pewno mnie pozna, a i ja nie powinnam miec problemu.
Faktycznie nie mialam, bo tak sie madrze urzadzil, ze siedzial twarza do drzwi i w momencie kiedy weszlam wstal i czekal az podejde. Stal z rozpostartymi ramionami, w ktore ja weszlam w tak naturalny sposob, jakbym Go znala od lat. I jak tak stalismy w tym chwilowym ale glebokim uscisku, to przez glowe mi przeleciala taka mysl, ze ja tu czegos powaznie nie rozumiem...
Z planowanych 30min na kawe, nie wiedziec kiedy zrobilo sie 3 godziny i Spirytualny zapytal, czy przewiduje lamanie regulaminu, bo On zaczyna byc wyraznie glodny. Zamowilismy obiad, ale ja wczesniej uprzedzilam, ze place za siebie. Kolejne zaskoczenie, wiec znow wyjasnilam, ze to takie MOJE zasady, ze zawsze place za siebie przy okazji pierwszej randki. No nic na to nie poradze, ale nie po to moje prababki wlaczyly o emancypacje, zebym ja teraz byla durna gaska, ktorej mezczyzna musi kupic obiadek. Po obiedzie jeszcze kawa i deser i tym sposobem pierwsza randka, przedluzyla sie w sumie do 5 godzin. Kiedy wyszlismy z knajpy bylo juz zupelnie ciemno i mzyl lekki deszczyk, poszlismy spacerem do stacji Penn, a po drodze Spirytualny odprowadzil mnie na stacje metra.
W drodze powrotnej siedzac w pociagu nie moglam pozbierac mysli, bo wszystko wskazywalo na to, ze generalnie to nie jest partner dla mnie, no to nie jest ktos na kogo zwrocilabym uwage na ulicy...
A jednak cos mnie do Niego bardzo ciagnelo ... bez sensu... zupelnie bez sensu...

Stardust...

16 comments:

  1. Zazdroszcze Ci jednak Stardust tych emocji, poczulam sie jak pensjonarka, ktorej minelo wedlug rozpiski. Fakt, ze i rozpiski bywaja zawile rozpisane, co jednak nie zmienia faktu, ze nic do dopisania, od trzydziestu pieciu lat ta sama glowa na sasiedniej poduszce, ta sama dialektyka w dyskusji.
    Kazde zdanie przewidywalne (prawie), tyle mnie ominelo, ze nie wiem czy to smutek, czy radosc.

    ReplyDelete
  2. Jaki tam Anonymus, to bylam ja, kokliko

    ReplyDelete
  3. "bez sensu... zupelnie bez sensu...

    Stardust... "


    Taaa.... - z sensem i to z wielkimm sensem a brak przymiotnika po Starsuscie mowi sam za siebie

    ReplyDelete
  4. I gratuluje Potomka !!!!!
    No - w koncu moj imiennik he he.

    ReplyDelete
  5. no widzisz Stardust - no widzisz. czasami ktoś obiektwynie nie jest dla Ciebie a ciągnie do nieg bez sensu - zupelnie bez sensu

    aż nabierze to sensu. albo sens się nada ;)

    ReplyDelete
  6. Tak sobie Stardust myślę, że Ty nie w tych miejscach oczekiwałaś sensu ;-)
    clou

    ReplyDelete
  7. Alez Golgote trzeba bylo przejsc, zeby sie z Toba umowic. Tylko ktos wyjatkowy byl w stanie to zniesc. Ze nie uciekal przed taka samodzielna i samorzadna, to juz ogromny plus.
    Mnie do mojego Malza przez ponad 3 lata nie ciagnelo. A nagle jak nie przyspieszylo!...

    ReplyDelete
  8. U mnie też by przypunktował tym telefonem. Uwielbiam bystrych i humorem :)
    Zdjęciami do profilu coś mi przypomniałaś.....

    ReplyDelete
  9. Kokliko-> Wszystko ma swoj urok i pewnie ta sama glowa na poduszce obok rowniez. W koncu powinno sie malzenstwa zawierac na zawsze. Ja moge tylko powiedziec, ze wychodzilam za maz 3 razy i za kazdym razem "na zawsze":) no tak wyszlo.

    ReplyDelete
  10. Mariniku-> Tamtego dnia nie umialam sie w tym doszukac zadnego sensu. A Potomek zawsze byl moim najlepszym przyjacielem, to zdecydowanie jedyny czlowiek, ktory zna mnie naprawde i to tak gleboko, ze az czasem przeraza.

    ReplyDelete
  11. Spt-> Zycie czesto plata nam niespodzianki i czesto wlasnie zaskakuje czyms zupelnie niezrozumialym. Chyba dlatego tak latwo jest przejsc obok czegos waznego.

    ReplyDelete
  12. Zgago-> W zyciu staram sie wchodzic w pewne sytuacje z pelna swiadomoscia ewentualnych skutkow. No staram sie miec oczy i uszy otwarte;) czasem sie udaje, czasem nie, ot takie zycie.

    ReplyDelete
  13. Stardust - Ty! Ty! Ty! RECYDYWISTKO!
    :-)
    clou

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...