Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, January 20, 2009

Kraina cudow

45 lat temu Martin Lutern King Junior uczestniczyl w marszu na Washington, w ktorym wzielo udzial 250 000 ludzi walczacych i popierajacych prawa czarnych obywateli Ameryki do rownosci. To wlasnie tam, pod Monumentem Washingtona, wyglosil slynne przemowienie "I have a dream". Dzisiaj to marzenie zostalo spelnione, dzisiaj w White House, wybudowanym rekami czarnych niewolnikow zamieszkal pierwszy czarny Prezydent tego kraju. Rowniez 40 lat temu inny amerykanski polityk, Robert Kennedy, brat zamordowanego prezydenta, w jednym ze swoich przemowien przewidzial dokladnie ten moment. Kennedy powiedzial wtedy, ze byc moze za jakies 40 lat prezydentem Ameryki bedzie mogl zostac czarny czlowiek.
Jeszcze 7 lat temu, zaraz po wydarzeniach 11 wrzesnia, gdyby ktos powiedzial, ze nastepnym prezydentem Stanow bedzie czarny mezczyzna o drugim imieniu Hussain i nazwisku rozniacym sie tylko jedna literka od nazwiska Osamy bin Ladena, nikt by w to nie uwierzyl.
A jednak cuda sie zdarzaja.
Ten dzien jest dzisiaj.
O wydarzeniach 11 wrzesnia nigdy nie pisalam i chyba nigdy nie napisze, bo zbyt blisko mnie dotknely i postanowilam te czastke mojego zycia, jakkolwiek bardzo wazna i bolesna zostawic pogrzebana gleboko w sercu. Ja nawet nie mowie o 11 wrzesnia, tak jest lepiej, bo rozpamietywanie tragedii i bolu tamtych dni mogloby zrodzic nienawisc, a do tego nie chce dopuscic. Chce wierzyc w dobro ludzkosci i pomimo konkretnych aktow przemocy silniejszych nad slabszymi staram sie nie dopuszczac do uczucia nienawisci, ktore w rezultacie doprowadziloby do utraty wiary w czlowieka.
Ostatnie 4 dni spedzilam przed telewizorem, obejrzalam prawie wszytko co bylo mozliwe do obejrzenia, czesc nagralam na pozniej, bo niestety nie da sie ogladac dwoch kanalow jednoczesnie. Spedzilam te 4 dni lezac, siedzac, stojac i maszerujac w miejscu, oblozona paczkami husteczek higienicznych, bo co jeden strumien lez udalo mi sie zatrzymac to nastepne juz sie cisnely do oczu. Zasypialam z bolem glowy, ale nie moglam pozowolic na to, aby przegapic nawet moment z tych ogromnie waznych wydarzen historycznych.
Uroczystosci inaguracjyjne zaczely sie juz w sobote. Kilka miesiecy wczesniej rozwazalam mozliwosc wyjazdu do Washingtonu, ale postanowilam, ze jednak zobacze wiecej siedzac w domu przed telewizorem, bo przeciez latwiej zmieniac kanaly niz przemieszczac sie tam na miejscu w takim tlumie.
Niedzielny koncert pod pomnikiem Lincolna widzialo ponad pol miliona ludzi, czyli wiecej niz zebralo sie w Washingtonie na obie inauguracje Busha razem.
8 lat (p)rezydentury Busha i rzadow glownie republikanskich doprowadzilo ten kraj do ruiny tak pod wzgeldem gospodarczym jak militarnym, a przede wszytkim podzielilo narod.


Prezydent Barack Hussain Obama dokonal w czasie swojej kampanii wyborczej tego, czego Bush nie mogl dokonac przez 8 lat (p)rezydentury, a mianowicie zjednoczyl narod.
Moim zdaniem, Obama jest przywodca jaki zdarza sie raz na 100 lat, ten czlowiek potrafi porwac narod, zmotywowac do dzialania i wierze, ze zrobi wszystko, co w Jego mocy, aby Ameryka znow stanela na nogi po tym kryzysie glebokiej recesji jaka zostawily rzady Busha. Caly przebieg Jego kampanii to nie byla normalna kampania wyborcza, to byl w jakims sensie niesamowity ruch zjednoczenia i wyzwolenia calej ludnosci. Amerykanie nie naleza do ludzi interesujacych sie polityka, ale tym razem dostali w dupe i pojawil sie ktos, kto potrafil ich obudzic. Jakos nie potrafie przywolac w pamieci polityka wspolczesnych czasow, ktory mialby taka ogromna sile, dar, charyzme i umiejetnosc porywania mas. Bylo to widac w czasie kampanii i zostalo uwienczone w czasie uroczystosci inauguracyjnych, zwlaszcza w dniu zaprzysiezenia (wtorek) kiedy do Washingtonu specjalnie na te uroczystosc przybylo ok 2 milionow ludzi z roznych stanow kraju, jak rowniez z roznych zakatkow swiata.
Dla porownania na uroczystosci inauguracyjne Reagana w 1981 roku przybylo 500 000, Clintona w roku 1993r 800 000 i Johnsona w 1965r 1.2 miliony. Jeszcze nie ma oficjalnych liczb, ale mysle, ze tym razem przekroczone zostaly 2 miliony.
Patrzylam na tlumy zbierajace sie w Washingtonie, na twarze, biale, czarne, zolte, mlode, stare i w srednim wieku i wszyscy szczesliwi i pelni nadziei, optymizmu i wiary w lepsze jutro. Najbardziej cieszy mnie zaangazowanie mlodych ludzi, to glownie oni przyczynili sie do zwyciestwa Obamy, to rowniez oni przewodzili organizacji kampanii wyborczej od podstaw, to dzieki nim byla tak wspaniale zorganizowana zbiorka dotacji na kampanie. Swiadomosc zaangazowania mlodych w polityke daje mi wiare na przyszlosc tego kraju, bo tylko mlodzi moga zmienic ten swiat i w nich nadzieja, wiec cieszy, ze widza co sie dzieje i sa gotowi podjac walke o lepsze jutro tego kraju, bo to przeciez ich jutro.
Z przyjemnoscia i duma ogladalam uroczystosc zaprzysiezenia, tak naprawde, to we wtorek (dzisiaj) zaczelam ogladac tv o godz. 6 rano i ciagle ogladam, ale chcialabym, zeby ta pisana po kawalku przez ostatnie 4 dni notka juz sie ukazala.
Jakze milo bylo widziec prezydenta idacego przez ostatni odcinek drogi z Kapitolu do White House, zwlaszcza majac swiadomosc, ze ostatni (p)rezydent Bush byl szybko przewieziony limuzyna, ktora widzowie na calej trasie obrzucali jajami. Ciekawa jestem co sie dzialo w glowie Busha, ktory widzial ten entuzjazm 2-milionowego tlumu i mial swiadomosc, ze kazdy z tych ludzi cieszy sie nie tylko z nowego prezydenta, ale rowniez cieszy sie, ze nareszcie przyszedl upragniony koniec jego (p)rezydentury. W zasadzie to nawet nie wiem czy to do niego dociera, ze jest znienawidzony, ze odszedl z najnizszymi notowaniami popularnosci ze wszystkich prezydentow w historii Ameryki. Obawiam sie, ze on jest na to za plytki. Nie potrafie oderwac sie od telewizora, ciagle cos sie dzieje, cos warte zobaczenia.
Bede pewnie jeszcze ogladac do poznej nocy, bo przeciez jeszcze Bal Inauguracyjny....
I jestem szczesliwa, ze jestem tutaj, ze jestem malenka czastka tej wielkiej historii, ze los prawie cwierc wieku temu rzucil mnie wlasnie tutaj, do tego kraju gdzie cuda sie zdarzaja...
Ryczalam jak wol w czasie hymnu, w czasie "Ameryka the beautiful" a gdy staruszek Seeger spiewal "This land is my land" po raz kolejny poczulam, ze to jest moje miejsce na ziemi.

Tu jest moj DOM.

Stardust proud to be an American

59 comments:

  1. ... i mnie, odległego robaczka z pipidówy na krańcu świata, dopadły jakieś wstydliwe egzaltacje inauguracyjne, wilgoć w oczach, radość etc... naszła jakaś generalna duma z "ludzkości" - no że tak niespodziewanie i przez świadmy wybór moich pokoleń kolorowy został wyniesiony na najpotężniejszego człowieka świata w momecie węzłowym dla historii ludzkości. Durni w ogólnej masie Amerykanie (włączając dużą część Polonii) odpokutowali chyba poprzednie dwie elekcje z prezydenckie z półgłówkiem w roli laureata nagrody głównej. Swoją drogą jak to jest żyć wsród narodu, którego zaledwie 15% jest zdania, że człowiek w postaci jaką znamy powstał w efekcje eolucji, a 76% wierzy literalnie w wersję powstania człowieka opisaną w Biblii? (badania aktualne z końca XX wieku)
    Pozdrawiam i GRATULUJĘ nowej nadziei i odwagi wyborczej.

    ReplyDelete
  2. marinik - zazdroszczacy (ale tak pozytywnie*January 21, 2009 at 6:14:00 AM EST

    Czytalem z geba rozjarzona. Ciesze sie Twoja radoscia i sam zaluje, ze choc namiastki tej atmosfery nie jest nam dane przezywac w Polsce. Mnie polityka mierzi a polscy politycy nie budza zaufania.
    Taki entuzjazm spoleczny jaki dal sie zaobserwowac przy wyborze Obamy chyba u nas nie jest mozliwy. Faktem jest, ze to prezydentura szczegolna i ze wzgledu na osobe prezydenta i ze wzgledu na poprzednika, ktory niemal dorownywal naszemu pokurczowi. Widzisz Stardust ja z oczywistych wzgledow inaczej te wszystkie wydarzenia odbieram, choc mam przeswiadczenie, ze sa to chwile szczegolne. Moze dlatego - tak jak juz napisalem w komentarzu do poprzedniego watku - takze na mnie dziadunio Seeger tak wzruszajaco podzialal.
    Badz dumna Stardust, badz.

    ReplyDelete
  3. Marinik, a u nas to nie było podobnie, jak Lechu prezydentem zostawal? Tez wielkie nadzieje byly i zjednoczenie narodu...

    Chcialabym bardzo, by tym razem entuzjazm milionow nie poszedl na marne! Wszak i nasz los troche od tego zalezy...

    Troche tylko smutne, ze juz tak stuprocentowo czujesz sie Amerykanka, Stardust. A o Polsce wyrazasz sie najczesciej z lekka pogarda i wyrazna niechecia. Sorry, szczera jestem, jak Ty!

    ReplyDelete
  4. Clou--> Mozesz sie zgodzic albo nie, ale ja uwazam, ze czlowiek sie rodzi tam gdzie musi, ale zyje w srodowisku jakim sie otacza. W dzisiejszych czasach jest to naprawde w duzym stopniu kwestia wyboru. I w ten sposob gdziekolwiek przyszlo nam zyc mozemy otoczyc sie ludzmi z ktorymi CHCEMY przejsc przez zycie. Na tej samej zasadzie, ja po 25 latach moge zapytac, jak zyc w kraju gdzie najwiecej do powiedzenia na temat zycia seksualnego maja 70 letnie staruchy i klechy? Wszystko jest wzgledne:)

    ReplyDelete
  5. Mariniku--> Mysle, ze kazdy narod jest zdolny do podobnych reakcji, czynow i przezyc, najczesciej jest to kwestia "obudzenia tlumow". A ze budzimy sie najczesciej na skutek slolidnego kopa, to tez prawda. Mysle, ze pod wieloma wzgledami Bush przescignal Waszego Kaczora;) chocby tylko dlatego, ze mial wiekszy wplyw na ksztaltowanie polityki swiata.

    ReplyDelete
  6. Zgago--> Ja sie nie tylko czuje Amerykanka, ja nia jestem. Nie wyobrazam sobie zebym mogla przyjac obywatelstwo kraju, ktorego bym nie kochala i nie byla z niego dumna. Nie wyobrazam sobie ze moglabym przezyc gdzies cwierc wieku nie integrujac sie ze srodowiskiem w jakim zyje. To nie byloby zycie, to bylaby egzystencja. Ja wybieram zycie, bo lubie zyc. Czy wyrazam sie o Polsce z pogarda i niechecia? Nie sadze, ale zdecydowanie mozna zauwazyc niechec i pogarde w stosunku do niektorych zjawisk jakie obserwuje w Polsce. Z taka sama pogarda i niechecia pisze o pewnych zjawiskach zaobserwowanych tutaj. Ale to jest niechec i pogarda do zaistnialych faktow, wydarzen ale nie do kraju. Nigdy nie napisalam nic pogardliwego o Polsce jako kraju i tak samo nie napisze o Ameryce jako kraju, bo kocham je obydwa. Milosc do Polski jest oczywiscie w tym momencie bardziej sentymentem do przeszlosci, do miejsca w ktorym sie urodzilam. Ameryka jest moim domem, tu mieszkam, tu ksztaltuje sie moje codzienne zycie i tu obowiazuje mnie wieksza lojalnosc.

    ReplyDelete
  7. bardzo daleko od tego będąc - w sensie geografii - wydaje mi się, że cały świat się temu bacznie przygląda i większość tegoż świata się cieszy :)
    w ciekawym miejscu żyjesz, Stardust!

    ReplyDelete
  8. Bere- masz racje. Ona zyje w ciekawym miejscu, a ja dodam, ze my wszyscy zyjemy w ciekawych czasach;))
    a wczorajsza radosc udzielila sie i nam, bo mimo iz to nie moj prezydent i nie moj kraj (ja mam krolowa hehe) to cieszylismy sie z tego wyboru.

    ReplyDelete
  9. Ciekawi mnie, jak nastepuje taka zmiana w mysleniu o sobie jako obywatelu tego, a nie innego kraju. Moja siostra w USA juz 8 lat, z zamiarem zostania na zawsze, ale sie jeszcze nie utozsamia, mimo ze zyje jej sie dobrze, bez problemow. I towarzysko sie juz zagniezdzila. Po jakim czasie poczulas sie Amerykanka?

    ReplyDelete
  10. Fajnie, że masz możliwość takiego wyboru, nie sądzę że wielu ludzi mają taki zakres swobody w doborze okoliczności życia o jakim napisałaś (większosć nie opdczuwa potrzeby). A nawet jeśli - siłą rzeczy wtopiona jesteś w środowisko tych 76% - na każdym kroku musisz napotykać, ocierać się i znosić. Spędziłem chwilę w Stanach wyłącznie w środowisku prawniczym i nauczycielskim - zdecydowanie należącym do owych 15 % ewolucjonistów. Moi koledzy szczycili się, że rozpoznają Polaków z odległości 100 m - kiedy ich sprawdziłem wskazywali ludzi z brudnych strojach roboczych pracowników fizycznych, niosący jakieś drabiny zachalpane farbami wiadra etc.. Kilku z nich zaprosiłem na uroczystość polonijną zwiazaną z mianowaniem Polaka na stanowisko dyrektorskie w Departamencie Stanu - przecierli oczy i nie wierzyli widząc w jednym miejscu i czasie kilkuset Polaków dorzecznie mówiących, prezentujących inteligentne spojrzenia i gęby. Ot uprzedzenia i stereotypy - każdy z nas nie jest od nich wolny, w tym ja.
    Stany są pięknym i wspaniałym krajem dumnych (cudowne, że i Ciebie dopadła ta duma) ludzi i gigantycznych możliwości... wstyd jak cholera dla Stanów - państwa z takimi, nieporównywalnymi z innymi krajami możliwościami, że kierowany egoizmem amerykańskich klas uprzywilejowanyc wciągnął świat w kolejny kryzys, tak bardzo grząskie gówno... wstyd jak cholera, że rozpętały kolejne wojny i cofnął ludzkość o ileś dziesiecioleci wstecz (do niedawna wojna była uznana przez prawo miedzynarodowe jako metoda zakazana- bezprawie).

    Czytam tekst Zgagi: "u nas to nie było podobnie, jak Lechu prezydentem zostawal? Tez wielkie nadzieje byly i zjednoczenie narodu..." i oczom własnym nie wierzę? |To nie numer kabaretowy? Chciałbym dotknąć i pomacać, a sam siebie uszczypnąć czy nie śnię! O Lechu Kaczyńskim czy tamtym, latającym holendrze to mowa?
    Pozdrawiam
    clou

    ReplyDelete
  11. Anonymus: oczywiście, ze chodzi o pierwszego Lecha, a nie o Pokurcza I. A nawet o moment wczesniejszy, wyborów w 1989. Co, nie było entuzjazmu i zbratania narodu? Moze za mlody jestes, by pamietac?

    ReplyDelete
  12. Zgago - owszem wybory w 98 dały entuzjazm i odczucie wielkości chwli. Natomiast ani wybór pierwszego Lecha ani Lecha-pokurcza nie przyniósł euforii. Raczej kaca narodowego i natychmiastowe wyrzuty sumienia. Pamiętam Dziecko Zagago to doskonale ;-)

    ReplyDelete
  13. Zgago - to byłem ja clou...
    Wszystkiego najlepszego na dzień babci ;-)

    ReplyDelete
  14. Natomiast przemówienie było bardzo przeciętne, niestety. A przecież w czasach kryzysu dużo łatwiej o przemówoenie, które przechodzi do historii. A przynajmniej jest w nim chociaż jedno zdanie wpadające w ucho. Co nie zachodzi.

    ReplyDelete
  15. Zgago--> Ja nie wiem w jakich okolicznosciach Twoja siostra podjela decyzje o emigracji, wiec nie moge sie wypowiadac na temat Jej doswiadczen i przezyc. Moge mowic jedynie o swoich wlasnych. Ja wyjechalam we wrzesniu 1984 roku jako emigracja po stanie wojennym. Czyli wtedy gdy wieksza czesc takich emigrantow byla juz tutaj. Dalam sobie wystarczajaco czasu, zeby zobaczyc czy Polska jest naparawde gotowa na przyjecie nas, owczesne "czarne owce" na nowo pod swoje skrzydla. Okazalo sie, ze nie bardzo, bo tak jak 13 grudnia '81 zginela lista przydzialu mieszkaniowego z moim nazwiskiem tak sie nigdy nie znalazla. Moj owczesny Maz tez nie mial mozliwosci znalezienia pracy mimo, ze fachowcy w Jego zawodzie byli potrzebni w calym kraju. Postanowilismy wiec wyjechac, ale ja ta decyzje podejmowalam dzien w dzien przez prawie rok, odpowiadajac sobie na to samo pytanie, czy bede w stanie przystosowac sie do zycia w innym kraju, bo wiadomo, ze to ja mialam sie przystosowac a nie ten nowy kraj do mnie. Pomogl mi bardzo rowniez owczesny paszport jaki dostalam od polskiego rzadu, od rzadu kraju w ktorym sie urodzilam. A byl to paszport z prawem JEDNOKROTNEGO PRZEKROCZENIA GRANICY. Slowem Ojczyzna dla mi kopa w dupe na droge i nakaz pozostawienia wszystkiego czego sie dorobilam w Polsce. Nie bylo tego wiele, najwazniejsze czyli dziecko Ojczyzna pozwolila zabrac. Ale juz srebro, ktorego mialam wieksza ilosc, moglam zabrac tylko polowe, bo Ojczyzna uznala, ze nalezy zostawic, tak samo jak obrazy (wcale nie dziela sztuki) i inne pamiatki. Zostawilam. Przyjechalam tutaj i przez 25 nigdy nikt mi nie powiedzial, ze mam gdzies wracac, nawet wtedy gdy jeszcze nie znalam jezyka. Tak, kocham ten kraj, za to ze dal mi mozliwosc przezycia, do Polski mam inna milosc, bo dala mi zycie. Z mozliwoscia przezycia juz bylo gorzej. Wiesz czasem jak odpowiadam na tego typu zarzuty stawiane mi przez Rodakow zastanawia mnie jakby to bylo gdybym ja teraz zdecydowala sie wrocic z moim amerykanskim mezem. Czy aby Polacy w Polsce nie oczekiwaliby od Niego zeby pokochal Polske i stal sie jej pelnowartosciowym obywatelem??? A przeciez ja nie zrobilam nic wiecej jak tylko pokochalam kraj, w ktorym zyje i ktorego obywatelstwo przyjelam. Czy to jakas zbrodnia? czuc sie pelnowartosciowym obywatelem kraju, w ktorym sie zyje i pracuje?? Wiem, ze wiekszosc "emigrantow" traktuje Ameryke jako przystanek zyciowy do zdobycia pieniedzy (teraz sie to zmienia bo zmienia sie wartosc dolara) ja tak nie potrafie. Nie potrafie wykorzystac i rzucic. No nie bardzo moglabym patrzec na swoje wlasne odbicie w lustrze. Chyba nawet myjac zeby mogloby przyjsc mi do glowy probowac podciac sobie gardlo szczoteczka do zebow.

    ReplyDelete
  16. Lorenzo--> Przemowienie bylo w/g mnie kwintesencja wszystkich Jego poprzednich przemowien. Z drugiej strony czy wazne jest przemowienie, ktore obiecuje wiele a potem nie jest zrobione nic. Tak bylo z Bushem wlasnie, mial naprawde dobre przemowienie inauguracyjne drugiej kadencji i co???

    ReplyDelete
  17. Stardust, ja nie jestem prostakiem, który chce obiecanek, że na przykład mnie czeka królestwo niebieskie. Chociaż, z drugiej strony, Churchill obiecał krew, pot i łzy. Słowa dotrzymał i nikt mu tego per saldo, z perspektywy historycznej rzecz jasna nie ma za złe.

    ReplyDelete
  18. Clou--> Wiesz przez te cwierc wieku (bez 8 miesiecy) jakie tu przezylam nie spotkalam nikogo, kto chwalilby sie umiejetnoscia rozpoznawania Polakow. Nie wiem dlaczego omija mnie ta przyjemnosc:)) Widzisz ja uwazam, ze kazdy z nas w kazdej sytuacji ma indywidualne odczucia glownie takie jakie chce miec, uwarunkowane tym jak generalnie patrzy na swiat. Sa tacy co patrza przez pryzmat "do polowy pustej szklanki", a moja szklanka jest zawsze do polowy pelna. Spotykam ludzi, ktorzy pytaja skad jestem, bo wiadomo, ze mam akcent, ktory nawiasem mowiac bardzo lubie (sa tacy co mowia ze brzmie seksy:))) i zawsze wtedy odpowiadam z duma, ze z Polski. Czy to znaczy, ze indentyfikuje sie z Polakami? Nie. Tak samo nie identyfikuje sie z Amerykanami, a przeciez jestem rowniez Amerykanka. Bo ja jestem soba i tylko soba i tak nalezy mnie odbierac. Jesli ktos chce odbierac mnie inaczej....no coz to juz nie moj problem, a raczej problem tej osoby. Nie mam na to wplywu i nie mam zamiaru zawracac sobie tym glowy.

    ReplyDelete
  19. Lorenza, ale jakby ktos Ci dawal to krolestwo niebieskie to co?? Odmowisz???
    To znaczy nie podobalo Ci sie przemowienie. No trudno przeciez nie da sie go juz zmienic;)

    ReplyDelete
  20. Stradust..a nie jest tak ,że nie masz do kogo wracać do kraju i dlatego Ameryka to Twoje miejsce na tej ziemi, gdzie jestes przechodniem

    pozdrawiam..wpadłem okazyjnie

    kapitan Nemo trochę mniej mam ohów i ahów w oczach, ale życzę aby się spełniło,to co spełnić sie powinno, czyli normalność... być może w nowym Prezydencie USA nowa nadzieja.. a nadzieja zawsze umiera ostatnia

    ReplyDelete
  21. Kapitanie--> Ja nie napisalam, ze nie mam do kogo wracac. Ja nie chce nigdzie wracac, ani nigdzie znow zaczynac od nowa. Uwazam, ze jestem tu gdzie powinnam byc:)))
    Jesli chodzi o nadzieje zwiazane z nowym prezydentem, to mysle, ze mam bardzo umiarkowane. Z tego dola w jaki nas wpakowal Bush to nikt nie jest nas w stanie wyciagnac nawet w ciagu 2 kadencji, to potrwa minimum 20 lat, a podejrzewam, ze wiecej.

    ReplyDelete
  22. Marylko,ja się zastanawiam,co takiego się wydarzyło,że dostałaś bilet w jedną stronę.Mimo,że w roku 84 byłam już rok mężatką,nie mam zielonego pojęcia.Czy tak mocno byłaś zaangażowana w walkę o wolną Polskę?Jeżeli nie chcesz,albo nie możesz,to nie odpowiadaj.W butach w Twoje życie nie chcę wchodzić.Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  23. Beato--> tak wlasnie bylo, czyli zaangazowanie polityczne.

    ReplyDelete
  24. Teraz wszystko jasne.Dziękuję i przepraszam za pytanie.Zdaje sobie sprawę z tego co przeszłaś.

    ReplyDelete
  25. Star, serdeczności Ci w tej Ameryce ze snów:)))))

    Bądź dumna z tego co masz i oby spełniło Ci się to co chcesz miec:)


    Nijak mi do Ameryki po drodze, chociaż kawałek Świata widziałam, zresztą pisałam już wielokrotnie, że jest dosłownie kilka miejsc(3?4) które ewentualnie chciałabym zobaczyc w Stanach, ale nigdy w życiu nie poniżę się do błagania amerykańskiego ambasadora o łaskawe spojrzenie na wniosek wizowy!
    Z całym szacunkiem dla Ciebie i Twojej amerykanizacji - tego się po mnie nie zobaczy!
    Na pohybel!

    ReplyDelete
  26. Falavvi--> kazdemu wolno kochac - to milosci swiete prawo...:) A serio, szanuje Twoj wybor.

    ReplyDelete
  27. Flavvi jedno pytanie, a jak sie ma Twoj stosunek do pracy dla "obcych" pracodawcow?? czy jest to rowniez ponizenie, czy jest ok?

    ReplyDelete
  28. Zgago--> Jeszcze dodam, ze najczesciej najciezszym etapem w tym procesie zmiany jest przyznanie sie wlasnej rodzinie. To bylo najtrudniejsze, bo wiem, ze Wy tam patrzycie na kazde nasze "u nas", "my" jak na zdrade przeciw ojczyznie. Jest o wiele latwiej byc tutaj na codzien kim sie jest a jadac do Polski na 3 tygodnie starac sie byc kims kogo Wy tam oczekujecie widziec. Wiekszosc tak robi, bo tak latwiej, no i 3 tygodnie to w sumie niewiele w stosunku do roku. Ja mowie tak jak jest i tak jak czuje zarowno tu jak i tam.

    ReplyDelete
  29. Sporo zrozumialam. Dzięki!

    ReplyDelete
  30. Marylko,jakie przyznanie się rodzinie ?Do czego?
    Do cholery to tak do końca nie był Twój wybór.To Twój kraj nie dał Ci wyboru.Miałaś dziecko,męża,chciałaś normalnie żyć i pracować.A skoro znalazłaś to wszystko w Twojej nowej ojczyźnie,to co ma do tego rodzina.Sądzę,że chodzi Ci o rodzinę pozostawioną w kraju.

    ReplyDelete
  31. Beato, chodzi oczywiscie o rodzine pozostawiona w Polsce, tutaj poza synem nie mam zadnej rodziny. Maz to nabytek, ktory niekoniecznie musi byc rodzina;) no jest na czas trwania malzenstwa:))To taka rodzina umowna.
    Ja nie chce myslec, ze nie mialam wyboru. Owczesny rzad Polski stworzyl takie a nie inne warunki, zeby udupic przeciwnikow ustroju. Ale na to bylo juz za pozno, z czego sobie ten madry rzad nie zdawal sprawy. Natomiast w odpowiedzi na trudnosci stawiane "wrogom systemu" w Polsce rzady krajow zachodnich i rowniez Ameryki zaoferowaly, ze chetnie przyjma ten wrogi element. Wiec skorzystalam z tej oferty ale wybor byl MOJ. Moglam zostac i wegetowac, uzerac sie z systemem ale my postanowilismy, ze zrobilismy swoje i pojechalismy. Tchorzostwo? mozna i tak powiedziec.

    ReplyDelete
  32. Ja wpadlam tu, zeby zyczyc moim poludniowym sasiadom, aby nowowybrany prezydent spelnil pokladane w nim nadzieje :)

    G.

    ReplyDelete
  33. Wiesz Marylko,zadałam Ci to pytanie o rodzinę,bo chciałam wiedzieć.I uzyskałam odpowiedź.Wiem teraz,że swoje życie łatwiej Ci było budować tam,właśnie bez tej rodziny.Byłaś zdana na siebie,to fakt,ale nie musiałaś wysłuchiwać rad i utyskiwań rodziny.Były to Twoje decyzje ,obojętnie czy słuszne,czy nie.One były Twoje.A my,tu w kraju mając rodziny ,znajomych zawsze stoimy przed dodatkowym wyborem,czy przy okazji kogoś nie urazimy.Dlatego Ty,tam mogłaś robić to chciałaś,przyjmować kogo chciałaś.I tak jak piszesz,tu w kraju,jak odwiedzasz rodzinę nie jesteś do końca sobą,tą Marylą z wyboru.

    ReplyDelete
  34. Star, w pewnym sensie jest to poniżenie. Nie dosłownie, ale jednak.
    Kiedyś mój Brachol, który mieszka na stałe w N od 30 lat, rzekł do Grubela - jesteś najemnikiem/murzynem(bez urazy)/czarnuchem(bez urazy) bo pracujesz dla "obcego pracodawcy".
    Wiesz co robi mój mąż - wielkiego wyboru pod względem zawodowym nie ma....
    Musiałby się przekwalifikowac a to jednak nie ten etap/wiek.
    ;)

    Powiem Ci coś - jakieś 20 lat temu, w 87 bodajże dostał propozycję "stałości" w Australii na niezłych a nawet bardzo dobrych warunkach - praca w zawodzie, bardzo dobre wynagrodzenie, dom i paszport.
    Nie pojechał.
    Ale nie dlatego, że nie chciał - ja nie chciałam, bo takie warunki postawili - dziecko ma zostac przynajmniej rok tutaj.

    Wiesz czego w pewnym sensie żałuję?
    Że nie posłuchałam Brachola i nie pojechałam do Niego do N.
    Nie na tyle żałuję aby pluc sobie w brodę, ale zawsze gdy pomyślę, że kurnia nie o to w latach ciężkiej komuny walczył mój ojciec a potem ja abym teraz musiała trząśc portkami co wymyślą pokurcze:(
    To jest karma na jaką sobie nikt nie zasłużył.
    Wybór jednak należał do nas.

    ReplyDelete
  35. Beato--> Chyba mnie nie do konca zrozumialas;) Ja jestem zawsze soba, czasem tylko to bycie soba musi byc wypracowane i przychodzi ciezej, ale taka bylam i taka bede. Chyba od 5 roku zycia nauczylam sie miec swoje zdanie, z wiekiem wypracowalam sobie swoje wlasne idealy. Absolutnie nie zgodne z ogolnymi normami spolecznymi. Zawsze mialam z tego powodu klopoty, bo nigdzie nie miescilam sie w ramkach, ani w szkolne, ani potem w pracy, czy kolezenstwie, malzenstwie ...no za cholere nie dalam sie nigdzie upchnac. Natomiast zawsze pozostawlam wierna swoim idealom i tu nie ma zadnych odstepstw. Bez wzgledu na to czy ktos rozumie, czy nie, czy sie komus podoba czy nie, czy wypada, czy nie itp. Ja zawsze postepuje zgodnie z wlasnym sumieniem i nie ukrywam tego. Nikomu nie narzucam moich idealow i sposobow na zycie, ale tez oczekuje, zeby zaakceptowano moje skoro ja akceptuje te inne;) Jesli ktos nie moze, no to trudno, ze tak powiem "odpada z gry" a ja uznaje, ze nigdy do tej gry nie pasowal i zycie toczy sie dalej. Slowem nie jest latwo byc MNA ;) ale ja lubie i jestem szczesliwa, najblizsi rozumieja a na reszcie nie musi mi zalezec.

    ReplyDelete
  36. Wiem że to prywatny blog, to tak jak mieszkanie,/świętość/ nie wszyscy napiszą Tobie w komentarzach co myślą bo nie wypada bo się jest tylko gościem. Odwiedzam i czytam Twój blog, ale w tym Twoim zapisie " Krainie cudów"do końca nie razumiem Stardust Twój "zachwyt niemalże piejesz" na cześć Prezydenta ok...był wybór, wybrano i oby nadzieje spełniły się. Nie musisz Go wynosić ponad wszystko jakby był bogiem opanuj się Staqrdust to tylko człowiek a nie bożek, a czytając Twój wywód odniosłem takie wrażenie. Więcej dystansu do otaczajacej Cię rzeczywistości.
    jeżeli uraziłem przepraszam,
    pozdrawiam
    Kazek

    ReplyDelete
  37. Flavvi, wlasnie o to chodzi Wybor Zawsze Nalezy do Nas i to tak do jednostek, jak wiekszych czy mniejszych grup spolecznych, a wreszcie calych narodow. Nie wyobrazam sobie zycia gdzie nie moge podejmowac decyzji, gdzie nie mam wyborow. Oczywiscie wybor jest z reguly ograniczony systemem, prawem, ale zawsze jest jakis wybor, jakas alternatywa. Nie lubie narzekania i ciaglego szukania winnych gdzies na zewnatrz, to pokazywanie palcem i wieczne plakanie daje mi tylko wkurwa. I tak nie lubie tego w postepownaiu jednostek jak i calych grup ludzi, ktorym to zawsze wiatr w oczy i broda rosnie. Cierpialam tu przez ostatnie 8 lat, ale nie pokazywalam palcem i nie marudzilam, ze gdyby "babcia miala wasy" tylko dzien w dzien przez te 8 lat czytalam, interesowalam sie systemem, polityka, chodze 1-2 razy w tygodniu na spotkania polityczne, bo polityka ksztaltuje moje zycie. Interesuje sie swiatem, w ktorym przyszlo mi zyc, tak samo jak interesowalam sie za czasow komuny w Polsce. Natomiast jak widze ciagle narzekanie, bo polozenie polityczne, bo z jednej strony ten a z drugiej tamten, albo "a coz ja sam/a moge zmienic?" No moze sam/a niewiele, ale na poczatek moze by znalezc kogos kto mysli podobnie, a potem jeszcze kogos i tak stworzyc ruch.
    Wiesz ktos mi powiedzial, ze Polska dopiero od 20 lat dochodzi do tego co Ameryka doszla przez 200lat. No mozna to tak liczyc, ale mozna tez inaczej, ze Polska istnieje ponad 1000 lat, a Amerykanie dopiero 200 lat temu wybili Tubylcow. Wiem o tym i ciagle im o tym przypominam, bo ja taka jestem, ze z reguly staje po stronie slabszego. Zawsze slysze i nawet tu w komentarzach Clou napisal o glupocie amerykanskiej. Wcale nie bede tego negowac, bo system edukacji jest tutaj na skandalicznym poziomie. Ale z drugiej strony, jak to sie dzieje, ze ten glupi amerykanski narod doszedl do tego do czego doszedl w ciagu 200 lat. A swiatly narod polski nie moze do niczego dojsc przez ponad 1000?? A moze wlasnie dlatego, ze wsrod Polakow nigdy nie bylo jednosci, ze moze nalezy sie zaczac uczyc na bledach??
    Ja tez nie wiem czy lekcja ostatnich 8 lat to wystarczajaco, zeby nauczyc tutejsza ludnosc, nie wiem czy to nie tylko slomiany zapal. Mam nadzieje ze nie, ale nie mam zamiaru przestac przypominac ludziom, ze nie od razu Rzym zbudowano:)) Nie mam zadnych oczekiwan od nowego prezydenta, natomiast oczekuje od kazdego obywatela, zeby robil to co do niego nalezy. Prezydent i rzad jest tylko potrzebny do ustanowienia praw w taki sposob, zeby sie nie oplacilo krasc i oszukiwac. A tak bylo przez 8 lat.

    ReplyDelete
  38. Marylko,skoro jesteś tak miła i odpowiadasz na komentarze,to proszę wytłumacz mi swoje słowa,że najtrudniej było powiedzieć rodzinie.Czyli jednak jakieś wahanie ze względu na rodzinę było.

    ReplyDelete
  39. Kazek--> Nie wiem w ktorych konkretnie slowach dopatrzyles sie mojego piania z zachwytu nad nowym prezydentem? czy jeszcze lepiej wynoszeniem go na pozycje Boga?
    Piania jako takiego sie nie wypieram, bo owszem cala notka to pianie, ze zyje w kraju gdzie to sie moglo zdarzyc, ze po tylu latach nierownosci spolecznych czlowiek, ktorego przodkowie zostali przywiezieni tu w lancuchach zostal zaprzysiezony na najwyzszy urzad tego kraju. Jesli Ty nie widzisz w tym powodu do piania....nic nie poradze.

    ReplyDelete
  40. Beatko, alez oczywiscie, ze bylo. Zaczelo sie od pierwszego listu w ktorym uzylam zwrotu "u nas" w odniesieniu do Ameryki. No i byla burza, bo jak ja tak moglam napisac?? I wlasnie wtedy sie zorientowalam, ze moja rodzina chce mnie ustawic na pozycji "w rozkroku". Czyli tu pracowac, zyc, ba nawet wysylac im te "obce" zarobione tutaj pieniadze, ale czcic i wielbic to co zostalo tam i gdzie oni zyja czyli Polske. W pierwszym odruchu nie wdawalam sie w dyskusje i przemilczalam, ale potem sie szybko zorientowalam, ze milczac przestaje byc soba. Wiec zaczelam powoli wyjasniac, ze ja TU mieszkam, tak jakby tego nie wiedzieli, jak jestem chora to TU chodze do lekarza, TU place podatki i TU korzystam z pewnych ulg naleznych obywatelom czyli w sumie to TU to jest U NAS TU w Ameryce. A ze takie tlumaczenie nie jest latwe to dlatego napisalam, ze najtrudniej z rodzina. No czy mozesz sobie wyobrazic, ze ktos mieszka gdzies poza granicami kraju w ktorym sie urodzil przez 25 lat i ciagle mowi o kraju urodzenia "u nas"?? Ja nie moglabym tak zyc nawet 5 lat, bo zabilabym sie z rozpaczy zyjac w takim zawieszeniu.

    ReplyDelete
  41. No i wszystko jasne.Właśnie nie mogłam się doczytać,czego nie mogła pojąć Twoja rodzina.Tego,że wyjeżdżasz,czy tego ,że Twój dom jest tam.Jakaś głupawka mnie ogarnęła.Dzięki za cierpliwość co do mojej osoby.Pozdrawiam serdecznie.

    ReplyDelete
  42. Lucky, nie bylabym soba, gdybym tego nie napisala :D (nie bij! :D):
    Obamy przodkowie nie "zostali przywiezieni tu w lancuchach" :D
    Nie ujmujac mu niczego jako czlowiekowi i politykowi to troche mnie te propagandowe niescislosci wokol jego osoby bawia.
    Bo wszyscy w Ameryce doskonale wiedza, ze jego ojciec nie byl potomkiem niewolnikow afrykanskich tylko obywatelem Kenii, a jednak ciagle sie slyszy o tym potomku ludzi przywiezionych w lancuchach. Rozumiem, ze to taka przenosnia poetycka, ale ....
    No i czy kogos, kogo jedno z rodzicow nalezalo do bialej rasy nalezy okreslac mianem African American?
    Wlasciwie to najlepiej to chyba okreslil jakis komik, ktory stwierdzil, ze Ameryka jest krajem ogromnych mozliwosci, bo nawet nie-bialy czlowiek moze zostac prezydentem :D

    G.

    P.S.Jeszcze raz zycze wszystkiego najlepszego Obamie i Ameryce.

    ReplyDelete
  43. G.--> A za coz mialabym bic;))) czy ja naprawde taka grozna. Oczywiscie, ze ojciec Baracka byl studentem z Kenii, ktory nawiasem mowiac skonczyl tutaj doktorat. Piszac przodkowie mialam na mysli ogolnie czarnych, ktorzy w pewnym okresie czasu nie przyjechali tu z wlasnej woli posuwac te bawelne. W jakims sensie biore za pewnik, ze ludzie znaja historie i wiedza, ze uogolniam bo chodzi mi o rase. Tez uwazam, ze On nie jest czarny.
    A w tej chwili tak mi przyszlo do glowy, ze moze na swiecie dopiero wtedy bedzie dobrze, jak nie bedzie nikogo zdecydowanie czarnego i zdecydowanie bialego;)) i wszyscy bedziemy mieszankami...

    ReplyDelete
  44. No tak, ja wiem, ze to bylo tak w przenosni.
    Ale z drugiej strony to wszyscy w Ameryce powtarzaja te sentencje o ludziach przywiezionych w kajdanach.
    A ja osobiscie nie przepadam za takimi polprawdami i mam nadzieje, ze to jedyne podkoloryzowanie jego osoby :D

    ReplyDelete
  45. To miło, że jesteś szczęśliwa! Tak sobie myślałam, że może gdzieś Cię zobaczę wśród tłumów w Waszyngtonie, ale wiem już teraz, że wolałaś być w domu. Cieszę się razem z Tobą, bo wiem, jakie to dla Ciebie ważne. Mam nadzieję, że tak pozostanie. Pozdrówka i uściski!

    ReplyDelete
  46. Uff. Przeczytałam komentarze.
    Dobrze Cię widzieć radosną. Dobrze, że Busha już nie ma. Co Obama pokaże, to sie okaże. W każdym razie moją sympatię ma.
    200 lat Ameryki contra nasze 1000?
    Klub piłkarski Royal Madrid contra "Świt" Swornigacie -taka jest różnica. Stany prowadzą madrą politykę kupowania umysłów :-)
    I wiza: i ja NIGDY nie poniżę sie prośbą o wpuszczenie mnie na wycieczkę ;-) To nie jest to samo co praca dla zagranicznej firmy.
    Każdy patrzy na świat swoimi oczami. I ja się cieszę, że mogę popatrzeć na Amerykę Twoimi.

    ReplyDelete
  47. Ufff...Sardust daj sie uscisnac - ciesze sie z Toba choc wiem, ze nowy prezydent to dopiero jaskolka ktora sama w sobie wiosny nie czyni. I on bedzie sie bil z lobbystami (juz zaczal nie przyjal zadnego takiego do rzadu) pokarzcie mi taka postawe w innym kraju - osobiscie nie znam ani w Niemczech ani w Polsce.
    Do Anonimusa: wdaje mi sie, ze chyba w Twoich argumentach (z calym szacunkiem) brak pewnego aspektu. Mianowicie to czy przodkowie Obamy byli Afroamerykanami i potomkami niewolnikow czy nie nie ma w przedzialach rasowych i rasizmie jako takim zadnego ale zupelnie zadnego znaczenia. Wystarczyloby aby Pan Obama mial "specjalne prawa" jeden jedyny fakt - kolor skory a nawet dawniej przodek o takim kolorze skory i to zupelnie niewazne czy bylby on niewolnikiem czy nie, czy obywatelem Ameryki czy nie (za wyjatkiem ambasadorow i tak dalej czyli "zla koniecznego"). Ani Jego Ojciec nie moglby studiowac ani Matka legalnie go poslubic a juz nie daj Boze miec dziecko "mieszanca" co czesto postrzegane jako "zbrukanie Rasy" bylo gorszym wystepkiem niz bycie czarnoskorym z czarnoskorych przodkow.

    Znam wypadek mlrzenstwa bialych (przelom lat piecdziesiatych i szescdziesiatych)ktorym (po jakims tam przodku) urodzila sie ciemnoskora coreczka. Matka i ojciec mogli jechac tramwajem dziecko nie,zostali by obsluzeni w bialej restauracji a dziecko nie ´, matka mogla kupowac w bialych sklepach corce nie wolno bylo tam wejsc... I nikogo nie interesowal status dziecka ani jego narodowosc wystarczylo ze mialo "gorszy " kolor skory.

    W zwiazku z tym sam fakt, ze ciemnoskory jest prezydentem a nie jego lokajem,i nie mosi nosic bialych rekawiczek by nie dotchnac przypadkiem "szlachetnie bialej" skory swa "brzydko czarna", ze moze rozmawiac z biala kobieta a jego Matka nie ma (moze od nastu lat dopiero?) epitetu "dziwki czarnucha". Samo to, jest ogromnym krokiem waznym dla wszystkich Amerykanow (?) a moze i dla swiata. Dlatego nie dziwie sie tej euforii i radosci.Czy to u wszystkich innych czaý u Sardust tym bardziej ze kolor skory Prezydenta to tylko jedem, maly i wielkoi zarazem, znak mozliwych zmian w Ameryce. Sardust ja wiem ze dla Ciebie moglby byc Pan Obama i zielony i bialy i ze Ty sie cieszysz przede wszystkim z tego jakim Obama jest czlowiekiem i kolor jego skory to tylko jeden z aspektow obok postawy zalozen i programu politycznego Obamy.

    ReplyDelete
  48. Cenie bardzo Obame za to, ze tak potrafil zjednoczyc narod.
    Mieszkam tu od 20 lat i niczego podobnego nie widzialam.
    Historia, ktora byla pisana na moich oczach.
    Podobalo mi sie ogromnie kiedy Obama nie dal sie "wpuscic w maliny", skladajac przysiege, cholerna blyskotliwosc.
    I ciesze sie ze limo Buszow obrzucali jajkami.

    ReplyDelete
  49. Szeherezado--> Te 200 lat kontra 1000 zostalo kiedys postawione w dyskusji prywatnej przez kogos wlasnie z Polski. Wykorzystalam to tylko, zeby pokazac, ze kazdy stol da sie odwrocic do gory nogami. Sama uwazam, ze nie ma i nie powinno byc gorszych i lepszych, madrych i madrzejszych, slusznych i bardziej slusznych... Bo wszyscy jestesmy ludzmi, takimi samymi ludzmi.
    Zaskakuje mnie jedno, ze nikt nie jest zainteresowany wizami, nikt nie chce jechac do Ameryki a wczoraj w Wyborczej przeczytalam 2-3 wywiady i kazdy w pewnym momencie sprowadza sie do jednego. Czy Obama zniesie obowiazek wizowy dla Polakow? Nic nie rozumiem.

    ReplyDelete
  50. Bo to nie o to chodzi, czy ktoś chce jechac czy nie. Tu chodzi o fakt proszenia o wpuszczenie. Jest ogromna asymetria, co jest nie fair. Zwłaszcza w świetle istniejącego "sojuszu", głupich amerykańskich wojenek, w których mój kraj bierze udział w mniej lub bardziej wymuszony sposób.
    Chętnie zobaczyłabym parę rzeczy w Stanach, ale dopiero wtedy, gdy będę mogła tam pojechać bez poniżających procedur w ambasadzie.
    :-)

    ReplyDelete
  51. Sze, wiesz, ze Ciebie to ja akurat rozumiem:)) Sama bylam wsciekla do bialosci jak uslyszalam lata temu, ze Polska jest sojusznikiem w wojnie w Iraku. No wkurwa mialam giganta przez dlugi czas i do dzis mam. Bo zawsze jestem dumna z faktu, ze Polska nigdy nie byla agresorem (lekkie przymrozenie oka tutaj) i nagle Irak czyli bratanie sie w zupelnie nieslusznej wojnie.
    A fakt, ze wizy dla Polakow sa ciagle nie zniesione, to zawdzieczamy glownie polskim turystom, ktorzy maja zwyczaj nie tylko podejmowania pracy, ale i zasiedzenia. Z drugiej strony amerykanska Polonia wcale nie popierala Obamy, tylko akurat tego co przegral. Ech rece opadaja, trza bedzie nowa notke napisac:)) tylko mi sie okrutnie nie chce.

    ReplyDelete
  52. No, polonia amerykańska również za kurduplem murem stanęła. Zawsze jakoś wstecznie myślą.
    :-)

    ReplyDelete
  53. Tak sobie myślę, że te 1000 lat państwowości musi zawierać w sobie, obok dorobku i dobrych doświadczeń również 1000 letni, krępujący bagaż różnorakich naleciałości blokujacych rozwój - jeśli zgoła nie cofających. Dodając do tego fatalne położenie niosących co kilkudziesięcioletnie awantury wojenne i wiecznie offensywnie "apetyciastych" sąsiadów.
    Na takim tle 200 lat historii państwa wolnego od obciążeń zaszłościami, w tym strukturami feudalnymi, z coctailem ludności złożonej z egzemplarzy co bardziej odważnych i operatywnych, dynamicznych, napływających na terytorium wolne i dzikie (autochtoni indiańscy zostali połknięci i wybici niemiłosiernie z marszu, bez nadmiernej fatygi) odizolowanym od wrogów przez oceany, o okazyjnym pożeniu i olbrzymich zasobach, z darmową pracą setek tysięcy czarnych niewolników, okazyjne dwie wojny światowe dające gignatyczne okazje do zarobków (USA doiły i goliły w czasie wojen dwie strony konfliktów sprzedając im towary aż do momentu przystąpienia do wojen), a po wojnach wobec zniszczenia gospodarek całego świata otwartych na amerykańską ekspansję, praktycznie Stany były bezkonkurencyjne. Konsekwentnie uprawiany drenaż mózgów i programowa swoboda - w tym gospodarcza - musiały dać efekty.
    Na tym tle uświadommy sobie, że obecnie Stany są głównym problemem świata ... dołującym, wspierającym konflikty i rozpętującym i wpychającym w wojny. W moich licznych kontaktach tylko Francuzi dorównują Amerykanom w antypatycznych zachowaniach - poza nimi nie napotkałem ludzi z równym uśmiechem wpieprzających bliźnim zardzewiałe noże w plecy.
    Pozdrawiam
    clou

    ReplyDelete
  54. Clou, to wszystko co napisales jest prawda. Ja wcale nie bede sie spierac, bo sama uzywam tych argumentow w rozmowach tutaj. Tylko musze Ci powiedziec, ze w tym wszystkim ja moge powiedziec Amerykanowi, ze nie ma racji, wytknac Mu wybicie Indian i niewolnictwo czarnych i On to przyjmie normalnie. Natomiast Polakowi jak tylko powiedziec cos nie po Jego mysli to sie natychmiast nadmie, obrazi i bedzie skakal czlowiekowi do oczu argumentem "ale my jestesmy madrzejsi od hamerykanow". I po co to czy to tak ciezko przyjac jakakolwiek krytyke? Wiesz jak bylam w Polsce przez te 3 tyg. to wszyscy ciagle pytali Wspanialego czy Mu sie podoba. Oczywiscie ze jako gosc chodzil z usmiechem i odpowiadal, ze tak, bo wiedzial, ze pytajacy tego oczekuje. Po powrocie ja sama zapytalam i dostalam odpowiedz "tak, bylo bardzo fajnie" ale juz na pytanie czy chce jeszcze kiedys pojechac powiedzial "oczywiscie jesli bedziesz chciala". Zdecydowanie najbardziej podobala Mu sie polska goscinnosc to nie ulega zadnym watpliwosciom. Ale generalnie dobrze byloby sobie zdawac sprawe z tego, ze Polska nie jest krajem atrakcyjnym dla turystow, a zeby podniesc atrakcyjnosc wystarczyloby tylko poprawic serwis. I to w takich najdrobniejszych sprawach jak wystarczajaca liczba i wielkosc recznikow w hotelach, obiad podany w restauracji na czas dla 4 osob a nie kazdy osobno i ostatnia osoba dostaje danie jak pierwsza juz pol godziny wczesniej zjadla. To sa rzeczy ktore trafialy nam sie nagminnie, a nie powinny. Bo cenowo wcale nie odbiegacie od innych krajow, ale serwis lezy na lopatki. Zeszlam z polityki, oczywiscie, ale tylko dlatego, ze jest juz nowa notka i moze niewiele ludzi przeczyta ten komentarz. Nie chce nikomu sprawiac przykrosci, sama jestem rowniez Polka i bede szczera bylo mi wstyd jak po zameldowaniu sie w hotelu maz wyszedl z lazienki z dwoma recznikami wielkosci siereczek do naczyn i zapytal "to wszystko na dwie osoby?" a cena 230 na dobe. No nie Mariott to nie byl, ale ja tutaj w najtanszym motelu dostaje 3 reczniki roznej wielkosci na osobe. Krytyki nie trzeba sie bac, trzeba ja tylko umiejetnie wykorzystac dla podniesienia standartu, ktory z kolei da wieksza kase.

    ReplyDelete
  55. Stardust - nie pałam dumą z powodu poziomu kultury Polaków - w tym tej na pokaz, hotelowej etc. Klnę i urągam sobie i innym krajanom za generalne badziewie - bylejakość, zacofanie, zaściankowość, chamstwo, rozkaprysznie, narzekanie i rozmemłanie .... ale to moje, mój własny ból i wstyd. Widziałem kawalątek Stanów i z powodów turystycznych bym tam spędził ( i spędzę w ramach zaplanowego objechania globu) ze dwa miesiące by objechać jeepem i obejrzeć amerykańskie pomniki przyrody od Alaski poprzez rezerwaty, sekwoje do Wielkiego Kanionu .. nic a nic nie interesują mnie miasta i twory ludzkich rąk. Nigdy bym tam nie zamieszkał na stałe - no chyba, że przymus życiowy.
    Nie dziwię się Twemu facetowi ograniczonego - "relatywnego zachwytu" Polską, doskonale go rozumiem ale przykro... nigdy nikomu nie będę narzucać nie oczekiwać bezwarunkowego patriotyzmu - to sprawa bardzo intymna. Kraj musi zasługiwać na miłość !
    clou

    ReplyDelete
  56. Clou--> Widze, ze moglibysmy dyskutowac, bo chyba oboje umiemy odroznic wartosci i odpowiedzialnosc jednostek od wartosci i odpowiedzialnosci grupy, czy wreszcie narodu. Nie wiem, moze przez fakt, ze zmienilam kraj zamieszkania, przyjelam (nie odrzucajac) obywatelstwo innego kraju, moze to wszystko sprawilo, ze potrafie patrzec z dystansem na jedna i druga Ojczyzne, na jeden i drugi narod jednoczesnie pozostajac jednostka. No jakos tak to jest, ja nawet wlasna Matke mimo, ze bardzo kocham to potrafie skrytykowac za to z czym sie nie zgadzam (a sa takie rzeczy, ktore Ona sama wie, ze nie powinny miec miejsca). Jest sprawa zrozumiala, ze w sposob naturalny czlowiek dazy do tego zeby miec wiecej, ja raczej skupiam sie na tym, zeby miec lepiej. Jakosc jest wazniejsza niz ilosc nigdy nie chcialam sie niczego dorobic i sie nie dorobilam, ale zawsze chcialam poznac innosc innych ludzi i ciesze sie, ze mam okazje.
    A jak juz bedziesz podrozowal po Stanach i los niechcacy rzuci Cie z lona natury w okolice NYC to daj znac.

    ReplyDelete
  57. ok - dzięki, czuj się zaproszona do tajskiej lub italskiej knajpki w NY (wedle Twego wyboru) ;-)
    clou

    ReplyDelete
  58. Oj Sardust a propo serwisu w Polsce to niestety podpisuje sie recamy i nogoma. Ceny jak u nas jak nie drozsze a servis no mniej niz podrzedny eh...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...