Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, January 28, 2009

Wagary

Zasypalo nas calkiem na bialo, ponoc zapowiadali, ale ja tam nigdy nie ogladam ani nie sprawdzam pogody wychodzac z zalozenia, ze i tak zobacze - na zywo. Tylko rano bylo dziwnie, jak Wspanialy na dzwiek budzika, odslaniajac zaluzje zerknal przez okno i walnal sie znow na lozko. Nie lubie...bo normalnie jak On wstaje to ja wtedy mam na nastepna godzine, poltorej lozko tylko dla siebie i leze w poprzek, gora do dolu, dol do gory, zupelnie jak za dawnych czasow gdy tak samo wielkie lozko bylo tylko MOJE. Wstalismy ok. 7ej i od 9tej rozdzwonil sie moj telefon, wiadomo taka pogoda paralizuje to miasto, wiec klientki zaczely wydzwaniac i przestawiac umowione na dzis wizyty na inne terminy. O 10tej juz ksiazka na dzien dzisiejszy byla pusta. Tym sposobem mam dzien wolny, takie niby wagary. Wspanialy pracuje, bo On moze pracowac "z domu" wiec od czasu do czasu wisi na konferencjach telefonicznych, nonstop siedzi na kompie i gada do siebie. The Only Child Syndrom... Potomek ma to samo, a ja ciagle jeszcze nie nauczylam sie Ich ignorowac i latam jak durna z zapytaniem "co mowiles?" bo mam wrazenie, ze gadaja cos do mnie. A Oni tylko prowadza inteligentne rozmowy sami ze soba.
A dzisiaj siedze i wymyslam, z nudow upieklam juz jablka w ciescie, zrobie na obiad schabowe zapiekane z jablkami i skoro juz sie zapedzilam do kuchni to mam jeszcze w planie gulasz wieprzowy. No przyda sie na kiedys, jak nie bede miala ochoty wchodzic do kuchni.
Snuje sie po chalupie jak dusza potepiona i wymyslam, rozgladam sie po scianach i kombinuje co by tu nowego wystrugac. Przypomnialo mi sie jak z Potomkiem pomalowalismy nasze poprzednie mieszkanie.
Ja mam wstret do wszelkich robot tego typu, nie daj Bog zadne remonty, juz malowanie to jest gorsze niz dzuma. Byl czas, ze jak mialam malowac to wolalam sie przeprowadzic, bo w cholere to samo pakowanie i przesuwanie gratow, a przynajmniej cos autentycznie nowego. Przy malowaniu robota ta sama i czlowiek siedzi ciagle pod tym samym adresem. O prawach i warunkach wynajmu mieszkan tutaj moze innym razem.
Bosze ile ja sie tutaj naprzeprowadzalam!!!
W ciagu 3 lat przeprowadzilam sie kiedys dokladnie 4 razy!!! Nie, nie to nie ze wzgledu na unikniecie malowania, no tak wyszlo, ale ja sie urodzilam w czasie przeprowadzki, wiec widocznie jest mi to pisane.
Wlasnie mieszkajac w przedostatnim mieszkaniu doszlam do wniosku, ze oboje z Potomkiem musimy sobie poradzic z malowaniem. Kiedys nawet sprowadzilam fachowca od malowania, co by popatrzyl i wycenil, ale sie zalamal. Stwierdzil, ze przy tych wszystkich pierdolach, ktore napowieszalam na scianach i meblach jakie posiadamy, to niestety on sobie nie wyobraza. Dupa nie fachowiec!!!
Zrobilam narade wojenna z Potomkiem i stwierdzilam, ze bedziemy malowac jedno pomieszczenie co 2 tygodnie i damy rade. Potomek popatrzyl na mnie powatpiewajaco:
-- No nie wiem... ja nigdy nie malowalem... - chyba liczyl na to, ze sie wykreci.
-- Ja tez nie, ale co to za filozofia? Damy rade, jestem przekonana.
Zakupilam taki walek z raczka, do ktorej nabiera sie farbe, co zabezpiecza przed chlapaniem i na poczatek wyznaczylam jako pierwsze pomieszczenie pokoj Potomka.
-- No dobrze, ja moge zaczac od mojego pokoju, ale pod warunkiem, ze sam sobie wybiore kolor..
Zgodzilam sie nie przewidujac zadnych niespodzianek, juz wczesniej ustalilismy, ze pomalujemy na rozne kolory, ale ja mialam na mysli kolory PASTELOWE.
Tymczasem w sobote wrocilam do domu a swiezo pomalowany pokoj Potomka byl ... mocno NIEBIESKI!!!!!
Normalnie w kontrascie do bialego dotychczas przedpokoju to tak dawalo po oczach, ze dostalam furii:
-- Czys Ty szaleju popil!!!!!
-- Przeciez sie zgodzilas, zebym sam sobie wybral kolor...
-- Ale tak siarczyscie niebieski!!!!???? Co Ty miales w glowie wybierajac taki kolor??
-- No pasuje do moich niebieskich oczu... - odpowiedzial rzeczowo.
W tym momencie bylam wdzieczna niebiosom, ze moje dziecko nie mialo BRAZOWYCH oczu!!!!
Bylam normalnie wsciekla!!! I co On otworzyl drzwi tego pokoju, to ja bylam gotowa gryzc i kopac!!!
Po kilku dniach sie przyzwyczailam i przyznam, ze nawet sama otwieralam drzwi i patrzylam, ze to calkiem ... no calkiem ... mozna uznac....za prawie normalne. Meble mial jasne, wszystkie otwory biale, no kurwa ciagle niebianisko, ale to przeciez nie ja tylko On tam mieszka.
Az pewnego dnia wpadlam na pomysl, ze dlaczego nie pojsc za ciosem i pomalowac wszystkie pokoje na wlasnie mocne kolory. I tak tez zrobilismy!!! Moja sypialnia byla mocna lawenda i do tego zielone otwory, sralon mocno zielony z bardzo, bardzo ciemnymi zielonymi otworami, jadalnia pomaranczowa z ceglatymi wykonczeniami, ktore przechodzily do kuchni, i tylko kuchnia i lazienka ze wzgledu na niewielkie powierzchnie scian zostaly biale i przedpokoj zolty. Jak juz skonczylismy to wygladalo to wszystko jak meksykanski plac zabaw dla dzieci.
Komu tylko powiedzialam o tych kolorach, to kazdy patrzyl na mnie z poblazliwym powatpiewaniem i pewnie w myslach stukal sie w glowe, ale potem przychodzili i stwierdzali, ze to super wyglada. No nie dalo sie ukryc to mieszkanie na tle innych mialo charakter i dodawalo energii do zycia;) W sralonie jasno kremowy komplet wypoczynkowy na tle tej zieleni wygladal naprawde bardzo interesujaco. A najladniej, to nawet konserwatywny Wspanialy przyznaje, wygladaly obrazy na tle tych kolorowych scian. Niech sobie ktos mysli co chce, ale ja tesknie czasem za tamtym kolorowiastym mieszkaniem.
Jak sie przeprowadzalismy tutaj, to oczywiscie bylo swiezo pomalowane (off white - normalka), wiec nie ma jeszcze potrzeby malowac. Kiedys zapytalam Wspanialego:
-- Skarbie, jak przyjdzie czas na malowanie, to czy mozemy sobie pomalowac na kolorowo?
Sparalizowalo Go w pierwszej chwili, a potem powiedzial:
-- No moze nie tak bardzo .... kolorowo...
Maruda!! Nudny ten moj Wspanialy... ale zobaczymy co bedzie jak przyjdzie czas, narazie nie ma o co kruszyc kopii;)

Stardust kolorowo

30 comments:

  1. A z wałka chlapie!
    :-)
    Kolory są fajne, ale bywają bardzo męczące, jak hałas. Dobierać trzeba pod siebie.

    ReplyDelete
  2. Jakbyś mi tak wymalowała mieszkanie to bym Cię udusiła.
    Lubię tylko beże, ciepłe brązy i indiansummer :)

    ReplyDelete
  3. Ciekawe jak my będziemy malowanie robić, no czy się przy tym nie pokłócimy. Ja mam białe ściany ze srebrnymi przełamaniami (tapeta).2 lata temu pomalowaliśmy jednak kuchnie na kolor o nazwie "karmel",cudo.Meble kuchenne mam pistacjowe, więc pasowało. Ale nie jestem zadowolona.Strasznie szybko się pobrudziła, każdy pyłek na niej widać. A teraz się zastanawiamy czy odnowić ten karmel czy też cofnąć się do białego ?

    ReplyDelete
  4. ha!gdybyś mieszkała bliżej zrobiłabym Ci malowanie,bo..ja uwielbiam przemalowywać mieszkanie:)ostatnio zagustowałam na dodatek w tynkach strukturalnych-i goldbandzie.Miałam już na ścianach turkus w korytarzu(z żółtym,ot taka faza była),zielony,pomarańcz z niebieskim-pół na pół..aktualnie rzymski poranek,bo się starzeję i kolor mnie męczy.ale niebieski w kuchni się sprawdza-nie ma much!serio!
    U Starszej była faza na czarne ściany-do zdjęć chciała mieć taką,skończyło się na ciemnym fiolecie i czymś co się zwie moulin rouge..tak że powiadam Ci..błękit to jeszcze luzik:)

    ReplyDelete
  5. O moje kolorki mialas, haha, u mnie zestaw byl bardzo podobny, tyle ze to sypialnia byla "zielonkawa" taka sage, a reszta zolcie, pomarancze, akcent czerwieni sie trafil, teraz tez tak mam, husbak na poczatku protestowal, ale teraz mu sie podoba,
    Poza tym biel scian kojarzy mi sie ze szpitalem, wiec nie wiem czy moglbym w takim "sterylnym" mieszkaniu" mieszkac.

    ReplyDelete
  6. Szeherezado-> Komus, kto nigdy nie malowal to i z walka kapie:))) Uwierz mi na slowo, a szczegolnie przy kazdym nabieraniu farby. A tutaj zasysasz farbe w te rurke i mozesz jechac bez nabierania dlugi czas i rozklada sie rownomierniej. Ale co ja sie madrze, przeciez to Potomek malowal nie ja;)) Ja robilam tylko wszystko gdzie walkiem nie da sie wjechac.

    ReplyDelete
  7. Malgoska-> :))) ja tez myslalam, ze go udusze za ten niebieski, ale sie przyzwyczailam i 2 tygodnie pozniej reszta poszla za ciosem;)

    ReplyDelete
  8. Neskavka-> Tez nie wiem jak bedziemy malowac, a podejrzewam, ze trzeba bedzie to zrobic jesli nie w tym roku to na pewno w nastepnym. Narazie nie mysle, ale tutaj mocne kolory by nie pasowaly, bo mam za malo wolnych scian.

    ReplyDelete
  9. Mijka-> To nie byl blekit, to byl niebieski, cos jak wkurwione niebo, no ciemny niebieski.

    ReplyDelete
  10. Lukrecja-> Ale Ty wiesz, ze przynajmniej jak ja tutaj przyjechalam to wszystkie mieszkania zawsze byly biale. I tak jest do tej pory, a wiaze sie to z tym, ze jak gospodarz maluje przed wynajeciem, to przeciez nie wie jakie kolory lubi przyszly lokator. Lokator potem z reguly ciagnie te biel, bo nie chce miec problemu jak sie bedzie wyprowadzal. I tak to sie tworzy zamkniete kolo bieli wszelakich odcieni. To sobie zrobilam odmiane:)

    ReplyDelete
  11. W bialym bym nie wytrzymala absolutnie. Lezalabym i czekala na zgon!
    Moje mlodsze potomstwo tuz przed wyniesieniem sie z domu wybralo sobie do pokoju tapete bardzo ciemnogranatowa,. I tak zostalo do dzis. Dojrzewam do zmiany, ale to pokoj, w ktorym jest ze 3 tysiace ksiazek. Wiec mysl o wyniesieniu tego i ponownym wniesieniu odstarsza stanowczo!
    Ja tez chce wiedziec, co to rzymski poranek?

    ReplyDelete
  12. to jest Duluxa taki ni to beż ni to łosoś?ładne jest.spokojne dla oka i nie białe!oo wiem!kakaowe takie,jak dobre kakao z dużą ilością mleka.ładnie wygląda z beżami i z dębowym stołem,i z brązami(po to choinkę na brązy w tym roku stroiłam,bo pasowało)
    ja też w białym czekałabym na zgon.

    Star...niebieski ultramaryn czy błękit paryski?:))))

    ReplyDelete
  13. ja ślepa..takie tło tu obok komentarzy widzę.to na zewnątrz.to jest tak mniej więcej z tej gamy..
    a i zmienia odcień w zależności od światła.

    ReplyDelete
  14. Przecież w szpitalach jest nie na biało tylko na taki koszmarny zielony

    ReplyDelete
  15. Stardust,
    Ja to sie z moim pierwszym mieszkaniem po rozwodzie tak ustawilam, ze jak robili remont, to zaproponowalam wlascicielowi domu ze ja sama kupie farby, no i kupilam a ze facet byl "chytry na pieniadze" to nie oponowal.

    ReplyDelete
  16. Lukrecja, a ja to sie najczesciej przeprowadzalam jak trzeba bylo malowac;)) Nigdzie nie mieszkalam tak dlugo, poza tamtym przedostatnim mieszkaniem, ktore to odstawilismy w naprawde cudne barwy.

    ReplyDelete
  17. Oni robili remont zanim sie tam wprowadzilam, a przeprowadzalam sie w okresie 3 lat 4 razy.

    ReplyDelete
  18. Lukrecja, to z przeprowadzkami mamy tak samo:)) Ja nie mam problemu z przeprowadzka, ale malowania nie lubie, remontu nawet sobie nie wyobrazam.

    ReplyDelete
  19. Ja tam lubię zmiany w mieszkaniu, więc już nie mogę się doczekac przyszłorocznego remontu :-) A urządzałam się 6 lat temu, więc wtedy mocne kolory były już jak najbardziej dozwolone. W związku z tym Dexter ma pokój tu granatowy a obok zielony (tzw morski), u teściowej groszkowo, a nasza sypialnia - fiolet z wrzosem

    ReplyDelete
  20. Batumi-> Ale Ty masz dom. Mnie cos takiego jak dom, przeraza na sama mysl, ze mialoby byc "na zawsze" i wlasnie od czasu do czasu trzeba by tam robic jakis remont. Ja sie wole spakowac i przeprowadzic tam gdzie akurat zrobiono remont;)

    ReplyDelete
  21. Ja generalnie lubię remonty, ten burdel totalny, pana Rysia, ktory jest glownym wykonawca i ma tylko jedna wade, ze przychodzi w srodku nocy, czyli o siodmej rano. Lubie asystowac przy roznych pracach, tylko to sprzatanie po remoncie mnie wkurza. A najbardziej lubie skrecac meble!

    ReplyDelete
  22. Ja z kolei jestem gotowa umrzeć natychmiast w kolorach. Duszę się. Przytłaczają mnie. Żółcie i pomarańcze mnie zabijają, choc ładnie wyglądają na obrazku. Mam dwie ściany w kolorze czekolady i to wystarczy. Chciałam czerwoną kuchnię, ale remont z generalnego zrobił się tunningiem, więc odłożona sprawa.

    ReplyDelete
  23. Sze, czy ta czekolada to mleczna czy ciemna?

    ReplyDelete
  24. Zgago, wlasnie sama mysl o sprzataniu po remoncie powoduje, ze raczej wybieram przeprowadzke.

    ReplyDelete
  25. pamietam jak mieszkalismy w bloku i wraz z braciszkiem wymalowalismy pokoj na bialo niebiesko a nasza mama wymalowala emblemat klubu pilkarskiego na scianie :)
    fotka do ogladniecia na naszej klasie :)

    ReplyDelete
  26. Prosze Cie nawet nie wspominaj slowa remont bo mam koszmary normalnie.
    Ale teraz to przeprowadzki juz sie nie moge doczekac.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...