Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, February 4, 2009

Emeryt i sluzba zdrowia

Wczoraj wieczorem ok. 18tej zadzwonila do mnie E. Jak tylko zobaczylam Jej imie na ekranie komorki to wiedzialam, ze cos sie stalo, wiec odebralam od razu pytaniem:
-- Co sie stalo?
-- Tatek w szpitalu. - odpowiedziala i dala mi do telefonu swoja corke P. bo to Ona zajmowala sie cala sprawa.
Otoz okazalo sie, ze Tatek pojechal sobie na jakies spotkanie towarzyskie w klubie, do ktorego nalezy i po spotkaniu juz wsiadajac do samochodu przyszlo Mu do glowy zeby wyrzucic smieci, ktore uzbieraly sie w samochodzie. Poszedl z tymi papierzyskami do kosza. poslizgnal sie, upadl i rozbil glowe. Przyjechalo pogotowie, zabrali go do szpitala, tam pozszywali i postanowili, ze moze wrocic do domu, tylko musi Go ktos odebrac, no i nie moze byc sam przez noc. Zadzwonil do E. Ona oczywiscie zgodzila sie, zeby spal u Niej przez te jedna noc i zadzwonila do P. zeby odebrala Go ze szpitala.
P. juz Go wypisala i kazala grzecznie stac przed wejsciem do szpitala, a Ona poleciala na parking po samochod, jak wrocila to Tatek lezal nieprzytomny tam gdzie Go zostawila, a zostawila Go na nie dluzej niz 3 min.
Okazalo sie ze zemdlal, to Ona wpadla z wrzaskiem do szpitala, ze pacjent ktorego wlasnie wypisali lezy pod drzwiami. Zabrali Go spowrotem w celu zrobienia dokladnych badan. No i dobrze, bo w tym wieku to sie tak czlowieka nie ceruje i wypuszcza, przeciez upadek w dodatku na tyl glowy to na mur beton jakis wstrzas mozgu itp. Wysluchalam tego wszystkiego, po czym poprosilam, zeby powtorzyla, bo ja tak mam, ze jak cos sie dzieje, to niby zachowuje zimna krew i sprawiam wrazenie sluchajacej, ale tak naprawde to dociera do mnie dopiero za drugim a czasem i trzecim razem, w zaleznosci od ciezkosci przypadku.
P. dala mi numer telefonu do szpitala i na tym w sumie sie rozmowa skonczyla, no bo i co jeszcze moglysmy zrobic telefonicznie.
Godzine pozniej przyszedl Wspanialy i jak zwykle mielismy wrocic razem do domu, ale powiedzialam, ze moze lepiej zadzwonic do szpitala teraz, bo przeciez droga do domu zajmie nam nastepna godzine.
Zadzwonil, okazalo sie, ze Tatek jest ciagle na "izbie przyjec", ale zrobili Mu juz jakies przeswietlenia glowy i wszystko wskazuje, ze jest w porzadku, pobrali tone krwi do badania, tylko jeszcze nie ulozyli pacjenta w lozku.
Przyjechalismy do domu i znow zadzwonil....pacjent ciagle czeka na lozko. Byla godzina 20:30.
Gdyby to bylo tutaj na miejscu, to pewnie polecialabym juz z morda, ale Tatek mieszka w Buffalo to jest jakies, nie wiem dokladnie ale 600 km od Nowego Yorku. Wspanialy natomiast, czlek cierpliwy i majacy pozytywne uzasadnienie na wszelkie kurestwo tego swiata grzecznie zapytal czy moze znow zadzwonic za godzine.
No dostalam wkurwa. Zabralam Mu telefon i najpierw spokojnie zapytalam pania po drugiej stronie co jest przyczyna, ze Tatek ciagle siedzi na krzesle w tej izbie przyjec o tej porze w dodatku sam.
No bo "trzeba przygotowac lozko", po tych slowach moja cierpliwosc juz sie naprawde skonczyla i powiedzialam, ze tak naprawde to nie wiem, kto powinien przygotowac to lozko, ale nie mialabym nic przeciwko temu, zeby zrobil to sam lekarz. Pacjent ma 81 lat, i kilka godzin wczesniej mial szyta glowe, wiec chyba raczej nie powinien byc pozostawiony samotnie na laske losu.
Pani byla lekko podenerwowana moim wywodem, ale obiecala, ze "zrobi co bedzie mogla".
Godzine pozniej Tatek ciagle byl na izbie przyjec. Wspanialy juz zabronil mi podchodzenia do telefonu. No tez Go rozumiem, oni tam w tym szpitalu wiedza, ze my dzwonimy z NY i nie mozemy w kazdej chwili wpasc np. z ekipa telewizyjna czy jakiegos szmatlawca i moje wrzeszczenie na nich odbija sie tylko na biednym Tatku.
Nareszcie przed tuz przed 23cia podano nam numer pokoju, w ktorym Tatek zostal polozony.
Tylko czy ja im kurwa wierze?? Jakos mam slabe przekonanie.
Jesli E. i P. zadzwonily do mnie ok. 18tej to znaczy, ze Tatek rozbil glowe (6-9szwow, do tej pory nie wiemy ile) najpozniej ok. 16tej i od tej pory mimo, ze caly czas byl na terenie szpitala do godziny 23ciej nie mogl doczekac sie na lozko. To jest kurwa 7 godzin!!!!!!!!!!!!
I niech mi ktos powie, ze tutaj jest lepsza opieka lekarska niz np. w Polsce. Pewnie jest, dla milionerow, ale nie przecietnych ludzi, a zwlaszcza emerytow. Ale rachunek w postaci kilku setek za dobe potrafia przyslac, tylko ciekawe czy odlicza Mu te 7 godzin, ktore przesiedzial na krzesle.
Przed chwila dzwonil Wspanialy z relacja, ze dzwonil juz do szpitala, ale pani nie wykazywala ochoty na kooperacje i tylko powiadomila, ze jesli chce rozmawiac z jakims lekarzem to ma dzwonic po 9tej.
Jest 9:25 wlasnie przed chwila rozmawialam z Tatkiem, ma pokoj z telefonem wiec chociaz tyle latwiej bo ma kontakt ze swiatem. Mowi, ze czuje sie dobrze, ale boli Go kolano, pewnie cos tam uszkodzil jak upadl, wiec nie bardzo wie jak dlugo beda Go trzymac. Ale wlasnie zapytalam o ktorej godzinie rozbil glowe i wyobrazcie sobie, ze bylo to jak przyjechal do klubu czyli o 12:30, o 13tej byl juz w szpitalu gotowy na szwy, teraz wiem jest ich 5. Czyli od godziny 13 mieli pacjenta na terenie szpitala i do 23ciej nie mial kto przygotowac lozka. Ponoc maja duzo pacjentow, dupa, a od czego sa przystawki? Duzo pacjentow, a jednak mozna dostac pokoj z wlasnym telefonem....ech szlag czlowieka trafia.

Stardust wkurwiona

20 comments:

  1. o rany, to brzmi okropnie, mam nadzieje ze baqdania wyjda pomyslnie i szybko Tatek dojdzie do siebie. w domu i bez takich szykan

    usciski

    ReplyDelete
  2. Magdo-> Witaj:)) Mam nadzieje, ze teraz to juz bedzie "z gorki". A ja to raptus jestem, a jeszcze jak w gre wchodzi ktos z bliskich to juz nie ma przepros:) ratuj sie kto moze. Teraz juz bede spokojna, bo pogadalam z Nim i to pomaga. Czlowiek jest bezsilny na odleglosc. To samo mam z moja Mama, ktora mieszka w Polsce, ale tam sa moi bracia na posterunku.

    ReplyDelete
  3. Stardust,
    Ja w emergency room prawie zeszlam przywiozlo mnie pogotowie, i na tym sie skonczylo, posadzili mnie na wozku i kazali czekac, wiec czekalam okolo godziny z bardzo silnym krwotokiem, az stracilam przytomnosc ( pierwszy raz w zyciu), dopiero jak husbak wyskoczyl z morda to sie ruch wokol mnie zrobil, lekarz mi pozniej powiedzial ze zwolnili tego pracownika co kazal mi czekac.

    ReplyDelete
  4. A Tatce zycze zdrowia i szybkiego powrotu do domu.

    ReplyDelete
  5. Tak, odległość i w związku z nią bezsilność potrafią wyprowadzić z równowagi. Ech, wszędzie są jakieś tam jaja ze służbą zdrowia. Moja koleżanka była zapisana na 22 stycznia na zdjęcie śrub. Przywiozłam ją o ósmej rano, głodną, bez łyka kawy (już ma człowiek wkurwa), nastałyśmy się w kolejce i okazało się, że nie ma jej w grafiku na ten dzień do zabiegu. Że jutro, ale nie może iść do domu, jeśli chce, to może poczekać na ordynatora, żeby dał jej przepustkę. Tutaj jest jej pokój, a łóżko zaraz dostawią. Czekała do 15.00 i nie doczekała się ani na ordynatora, ani na łóżko. Pielęgniarka puściła ją w końcu do domu, pod warunkiem, że dnia następnego bedzie przed ósmą leżała na sali. No bagno i rozpierducha.
    Wszystkiego najlepszego dla taty:)))

    ReplyDelete
  6. Z ostatnich doniesien:
    Tatek romansuje z pielegniarami!!!
    No ja pierdykam!!!
    Jak ten gen lata po meskiej czesci tego rodu, to ja juz teraz wysiadam:)))

    ReplyDelete
  7. Znaczy cudowne ozdrowienie?:)))))))

    ReplyDelete
  8. a dlaczego ja byłam przekonana, ze w Ameryce to takie rzeczy miejsca nie mają ?????

    (te pozwy o milionowe odzkodowania i te sprawy. o cccoooo chodzi ???)

    ReplyDelete
  9. Mijka-> No co Ty? przecie On tylko na glowe poszkodowany, ale juz zacerowane i kolanko pobolewa. To przecie nie przeszkadza w romansowaniu;))) One tak maja, moj to chyba jeszcze z trumny wyjrzy, zeby sie za jakas dziunia obejrzec:)))

    ReplyDelete
  10. Spt-> Sadzic to chyba wszedzie jednakowo mozna, tylko najpierw trzeba miec o co. Jakby Tatek spadl z tego krzesla, co go na nim posadzili na 10 godzin czekania i se reke zlamal w biedrze to byloby z czym od sadu isc. Ale jak Go znam to sie ucapil oparcia i kimal grzecznie...no nic tylko trzeba Go bedzie obsobaczyc na okolicznosc, ze jakies miliony przeszly kolo nosa;))

    ReplyDelete
  11. Reke w biodrze, powiadasz? Tatko ma ciekawa budowe anatomiczna... Skoro romansuje, to chyba jest OK. Ale o takim traktowaniu dziarskiego, lecz jednak staruszka, nielatwo zapomniec...

    ReplyDelete
  12. Zgago-> To cala rodzina jest dziwnie umeblowana, dlatego ja sie przyjelam:) No podatny grunt. A oni to sobie mnie chyba wybrali ze wzgledu na ten wiecznie klapiacy dziob, bo Tatek owszem dziarski, ale takie toto grzeczniutkie o nic sie nie upomni. To rodzinne, Tesciowa byla ponoc pyskata, moze dlatego mnie lubia;))

    ReplyDelete
  13. KURWA MAC !!!!!
    No nie na moje nerwy takie historie.
    Poczytalem z komentarzami i juz mi troche lepiej (szczegolnie po wiesciach o romansowaniu), ale nie zmienia to faktu, ze mialbym ochote pokonac kaluze i te dodatkowe 600 km, co by wpasc huraganowo do tego szpitala i obic kilka ryjow.
    ECH>>>>>>>
    Stardust - usciski dla Tatka.

    ReplyDelete
  14. No proszę-a nam się kit wstawia jaka to hamerykańska służba zdrowia
    jest hi-fi stereo. Ponoć umarłego do życia przywrócą!
    Wcale się Tobie nie dziwię-ja też w takich chwilach mordę rozdzieram mocno.
    Tatkowi zdrowia życzę.

    ReplyDelete
  15. No i już miałam sobie podarowac pisanie o moim wczorajszym zderzeniu ze słuzba zdrowia, ale jednak napisze!

    ReplyDelete
  16. Maryla-leć na mojego drugiego "wpisa" i juz nie krzycz

    ReplyDelete
  17. Mariniku-> Wiem my raptusy:) tak wlasnie reagujemy, tyle, ze nie zawsze mamy mozliwosc wprowadzic to w czyn. Teraz jest juz dobrze tzn. pod kontrola.

    ReplyDelete
  18. zawsze mnie rozwala jak czytam takie notki. może my /wszyscy/ źle wychowujemy dzieci? Przecież te pielęgniarki i lekarze byli przez kogoś wychowani...
    skazać kogoś na tyle godzin siedzenia na izbie przyjęć :-(

    ReplyDelete
  19. złamałam nogę 1 maja odesłano mnie z kwitkiem tj skierowaniem do szpitala z pogotowia tam okazało się że to 1 maj więc nie ma ani techników ani czynna jest gipisownia po siedzeniu przez 4 godz na izbie przyjęc usłyszałam od lekarza no cóż przyjmę na oddział ale nic nie mogę zrobić bo dzisiaj 1 maja więc nie ma całego personelu w dodatku już jest 23 więc jeżeli się zgodzę mogą mnie położyć na dostawkę korytarzową i tak przeleżę całą noc i dopiero rano coś będą ze mna robić, o godz 24 zjawiłam się w swoim domku bez żadnej pomocy ze strony szpitala, 2 maja dostałam się do poradni chirurgicznej tam dopiero od złamania prawie 24 godzin założono mi gpis...ile było cierpienia z mojej strony jedynie ja wiem...ot nasza słuzba zdrowia pozdrawiam kamaxyz

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...