Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, March 23, 2009

Sprawy kanalizacyjne

Do napisania tej notki sklonila mnie dyskusja na tematy kanalizacyjne z Tuv. Zaczelo sie od wanny, bo tuv stwierdzila, ze slyszala kiedys od szwagierki zamieszkujacej w Stanach, ze w hameryce nie ma wanien, bo narod jankeski lubuje sie w prysznicach.
Zaskoczyla mnie ta informacja, bo ja akurat przez bez mala 25 lat nigdy nie widzialam tutaj mieszkania bez wanny, ale przeciez nie o to chodzi.
Natomiast przypomnialy mi sie inne cuda hamerykanskich mieszkan oraz kilka przygod z wrzesniowej podrozy po Polsce zwiazanych wlasnie z sikalniami, sralniami i lazniami.
No to pomyslalam sobie, ze nie mozna dopuscic zeby sie material marnowal.
Siadlam i pisze;)
Faktem jest, ze Amerykanie preferuja prysznic nad wanne i ja tez sie juz do tego przyzwyczailam, no jakos tak jest lepiej i szybciej i czlowiek nie plawi sie we wlasnym brudzie tylko to zostaje natychmiast splukane. Ale w wannie polezec zawsze lubilam i lubie.
Do ciekawostek amerykanskiego budownictwa mieszkaniowego natomiast nalezy brak przedpokoi. No kurwa nie ma i tyle, wchodzi sie z drzwi wejsciowych prosto do sralonu, albo kuchni i to jest bardzo wkurwiajace, bo np. w pierwszym mieszkaniu wchodzilo sie prosto do jadalni, a ja nie bardzo mialam ochote zeby mnie listonosz do talerza zagladal.
To wymyslislismy z Owczesnym prowizoryczna scianke, bo nic stalego nie wolno budowac. Owczesny przybil listwe drzewniana do podlogi i druga do sufitu i na tych listwach mielismy pionowo przymocowane obrotowe deski, cos jak pionowe zaluzje, dolem polaczone lancuszkiem i w ten sposob mozna bylo je zamykac i otwierac w zaleznosci od potrzeb.
Kolejna paranoja to czeste lazienki w kuchniach.
Nie, nie, tron nie stoi obok piekarnika, ale do lazienki wchodzi sie z kuchni, to chyba dlatego, ze Amerykanki generalnie zle gotuja i tak jest praktyczniej, prosto od kuchennego stolu cwiczebnym klusem na kibelek. Taka teorie do tego dopracowalam sama, jak jest naprawde? cholera wie.
Wracajac do wanien, od ktorych sie zaczelo, to pamietam Owczesny mial znajomych, ktorzy mieszkali w polskiej dzielnicy. A polska dzielnica w tamych czasach czyli cwierc wieku temu, to bylo jak mieszkanie u kata w sredniowieczu, tam wlasnie bylo najwiecej tych lazienek prosto z kuchni i tak wlasnie mieli Ci znajomi. Ale to byl sam kibelek, a gdzie wanna?
No strasznie mnie to ciekawilo to zapytalam.
-- Wanne moge Ci pokazac pozniej, bo wlasnie przy niej konsumujemy obiad - odpowiedziala pani domu.
O malo co nie zaczelam ich popedzac z ta konsumpcja tak bardzo bylam ciekawa. Na poczatek pozwolono mi zajrzec pod zwisajacy ze stolu dlugi obrus.
Zajrzalam, a tam... WANNA !!!!!!
Ja pierdykam!!!! Nigdy wczesniej nie widzialam czegos takiego.
A bylo to tak, ze wanna stala przy scianie i byla przykryta ogromnym blatem, ktory na czas kapieli otwieralo sie opierajac o sciane, bo blat byl przymocowany zawiasami do sciany.
Jak juz przestalam kwiczec z zachwytu to pani domu opowiedziala mi historyjke, ktora im sie niedawno przydarzyla. A bylo to tak.
Wlasnie maz wrocil z pracy i zazywal kapieli jak Ela uslyszala pukanie do drzwi. Poniewaz z korytarza wchodzilo sie prosto do kuchni najpierw zapytala "kto to?"
W odpowiedzi uslyszala, ze to poczta z przesylka, no to wystawila glowe przez uchylone drzwi i chciala sie panow szybko pozbyc, proponujac, zeby zostawili "towar" na korytarzu a Ona tylko pokwituje. Panowie nie chcieli sie zgodzic, bo paka byla wielka i tarasowalaby przejscie klatki schodowej utrudniajac poruszanie sie innym lokatorom, poza tym "oni sa odpowiedzialni za dostarczenie do srodka". Biedna Ela probowala sie z nimi troche przekomarzac, ale, ze jezykowo nie byla zbyt silna, to przeprosila na chwile i zamknela im drzwi przed nosem. Poczym golego meza w wannie szybko nakryla blatem, zarzucila obrus na blat i wtedy otworzyla drzwi. Wpuscila panow, panowie wtaszczyli przesylke i sobie poszli. Wtedy dopiero Ela uwolnila meza z kapieli pod obrusem stolowym. A On sie smial, ze mial szczescie, ze w drodze wdziecznosci za dostarczenie paczki nie przyszlo Jej do glowy poczestowac panow kawa, co wcale nie byloby dziwne, bo polska goscinnosc jest znana na swiecie.
Pamietam tez jak po rozejsciu sie ze mna Owczesny zamieszkal w tej samej polskiej dzielnicy i cos tam naprawde bylo nie tak z kanalizacja, bo kiedys zaprosil nas na obiad. Pojechalismy z chyba 15 letnim wtedy Potomkiem i wszystko bylo elegancja francja dopoki Potomek nie skorzytal z toalety. Okazalo sie ze zatkal kibel i to tak skutecznie, ze Owczesny zawodowy hydraulik nie mogl sobie poradzic w zaden sposob i zakonczylo sie zrywaniem tronu z podlogi.
Retysku!!!! to byl obciach!!! Ja pamietam pekalam ze smiechu a Owczesny klal na czym swiat stoi, Potomek sie troche tlumaczyl, ze to przeciez nie zamierzone bo nigdy Mu sie cos podobnego nie zdarzylo. Ja nie moglam slowa powiedziec, normalnie szczeka mi zastygla w bezruchu i ani jej bardziej otworzyc, ani zamknac, lzy laly mi sie po policzkach ze smiechu. No dzieciak walnal bombke Ojczymowi na pamiatke, a ze Mu sie nalezalo to juz zupelnie inna sprawa.
Pamietam tez, ze kiedys bylam u kolezanki, ktora mieszkala na wschodniej stronie Manhattanu, Miriam byla moja kolezanka z pracy, a pochodzila z Francji, bo ja wtedy pracowalam we francuskim zakladzie. Zaprosila mnie, to poszlam, siedzialysmy podgryzajac serki i owocki popijajac winkiem i w pewnym momencie winko i kawka zaczely sie domagac.
Najpierw staralam sie wydedukowac gdzie jest lazienka, wiec siadlam i zaczelam sie rozgladac po pokoju: drzwi wejsciowe, drzwi do kuchni, drzwi do szafy - liczylam w pamieci - a gdzie drzwi do lazienki? Zaczelam jeszcze raz: szafa, kuchnia, korytarz...- no ni diabla nie pasuje, brakuje mi jednych drzwi, a wino naciska. W koncu zapytalam i sama nie moglam uwierzyc temu co uslyszalam. To byl budynek, gdzie byla jedna lazienka na korytarzy dla 3 mieszkan na pietrze!!!!
Tego tez nigdy wczesniej nie widzialam, chociaz kolezanka z Rosji opowiadala mi, ze jako dziecko mieszkala w bloku, gdzie nie tylko lazienka, ale i kuchnia byly wspolne dla wszystkich mieszkancow pietra.
No cuda paniusiu.
Generalnie sytuacja sikalni i sralni na terenie miasta Nowy Jorcek jest pod zdechlym azorkiem, bo nie ma przybytkow tzw. publicznych poza dworcami kolei pociagowych i dworcem autobusowym, ponoc sa przybytki na niektorych stacjach metra, ale nie przyszloby mi do glowy z nich korzystac. No lepiej nie!! Jakos czlowiek sie uczy, ze nie ma mozliwosci i potrafi lazic po miescie bez koniecznosci korzystania. Jak koniecznie musi to idzie na drobna kawe do byle jakiego lokalu i tam zalatwia swoje potrzeby. Natomiast sa ubikacje w pociagach i autobusach dalekobieznych. I tu musze opowiedziec przygody Wspanialego z polskimi przybytkami.
Pierwsze zderzenie z rzeczywistoscia nastapilo drugiego dnia pobytu kiedy to z Kielc musielismy przejechac do Lodzi autobusem. Wychodzac z domu nagle mnie cos tknelo i pytam brata czy w autobusach sa ubikacje, ale On nie wiedzial, bo moja rodzina raczej do patriotow lokalnych nalezy i nie szweda sie po obcych londach. No to na wszelki wypadek mowie do Wspanialego:
-- Ty sie lepiej przygotuj na to ze w autobusie nie ma ubikacji.
-- Jak to NIE MA?? - zapytal z przerazeniem w oczach.
-- No nie ma, normalnie nie ma
-- Ale przeciez mamy jechac 3 godziny
-- No to co?? jak nie ma, to nie ma i koniec dyskusji.
Nie byl tym zachwycony, ale poszedl do lazienki przed wyjsciem z domu. Na stacje PKS odprowadzil nas moj Brat. Czekamy na autobus a Wspanialy, ktory widocznie ciagle nie mogl sie pogodzic z mysla, ze bedzie mial mozliwosci mowi:
-- To ja moze jeszcze raz polece do lazienki.
-- Lec.
Poszedl, ale za chwile wraca, nie mogl znalezc. Kurde ofiara losu, poprosilam Brata, zeby z Nim poszedl. Poszli i dosc dlugo ich nie bylo, az wreszcie wracaja zataczajac sie ze smiechu.
To znaczy Brat bardziej, bo Wspanialy nie mial pojecia o co chodzi. Okazalo sie, ze jak tylko zobaczyl z daleka gdzie ta lazienka, to natychmiast przyspieszyl, zostawiajac Brata w tyle. Ale nie mial pojecia, ze to trzeba placic, wiec On idzie, a za Nim leci babcia z wrzaskiem.
A On nie wiedzac i nie rozumiejac, ze babcia krzyczy na Niego idzie dalej, dopiero Brat wyjasnil babci, ze ten typ nie rozumie i to On uisci te oplate za sikanie.
Jak juz przetlumaczylam o co chodzilo to spojrzal na mnie cielecym wzrokiem i zapytal:
-- A co ta kobieta by zrobila jakby J. jej nie zatrzymal?
-- No nic, wpadlaby za Toba do kabiny i wyrwala Ci ptoka z korzeniami, bo polskie babcie to szkolone som i nie nalezy z nimi zadzierac.
Innym razem w rynku (miasta nie bede pisac, coby sie nikt nie obrazil, Kielce to moje rodzinne, to se moge ulzyc) poszlismy na kawe i ciastko. Kawiarenka przyjemna, pani kelnerka mila, a Wspanialemu znow sie zachcialo. Ja akurat siedzialam tylem do sali wiec mowie:
-- Tam w korytarzu po prawej jest lazienka, idz.
Poszedl ale zaraz wrocil, bo "chyba ktos tam jest".
-- To patrz i obserwuj, jak ktos wyjdzie to pojdziesz.
Siedzial przez chwile ze wzrokiem wlepionym w dal, ale nikt nie wychodzil, poszedl znow.
Za chwile przychodzi i mowi:
-- Cos jest chyba nie tak, ale tam wisi jakas skrzynka na drzwiach.
Poszlam z Nim i faktycznie wisiala skrzynka, do ktorej trzeba bylo wrzucic monete, zeby otworzyc drzwi. Nie powiem, to mnie tez zaskoczylo, bo u nas jak juz czlowiek jest konsumentem lokalu, to przybytek ma za darmo.
Co kraj to obyczaj - pomyslalam, tyle ze dostalam lekkiego wkurwa jak sie okazalo, ze za drzwiami ze skrzynka nie bylo papieru toaletowego. Teraz Wspanialy stal na strazy przybytku, a ja gonilam za klenerka, zeby przyniosla papier.
W jednym z miasteczek na trasie Kielce - Sandomierz natomiast zupelnie bezskutecznie szukalismy przybytku. Dzien byl deszczowy i pora taka tuz po poludniu, jedyny pub zamkniety, jakas knajpa tez, no nie ma gdzie isc. Wreszcie moja Bratowa wypatrzyla skwerek w srodku miasteczka i mowi:
-- Jak znam zycie, a znam, to tam musi byc publiczny przybytek.
Poszlismy, faktycznie byl, nawet damski i meski, ale obydwa zamkniete na wielkie klodki.
Na nasze rozczarowane westchnienie zza przybytku wylonila sie postac babci i szybko oswiadczyla:
-- Ja mam teraz 2godzinna przerwe obiadowa, jak panie chca to moge otworzyc, ale trzeba szybko.
-- No bardzo bysmy chcialy - powiedzialam wciskajac babci 20zl w reke, w koncu kobieta sie poswieca i nalezy Jej sie stawka nadgodzinowa. Otworzyla i szybko dodala:
-- Pany mogo isc z paniami.
Brat poszedl z nami, ale Wspanialy nie wiem czy bardziej wystraszyl sie widoku babci, czy odoru wydobywajacego sie zza otwartych drzwi, zaparl sie i powiedzial, ze nie pojdzie.
Poszlismy, w mojej kabinie nie bylo swiatla, a widok kawalkow papieru toaletowego na gwozdziu wbitym w futryne drzwi mnie normalnie rozczulil.
Jak juz wychodzilam, to babcia jeszcze zapytala:
-- A ten pon w zoltym to nie bedzie?
-- Nie bedzie, nie bedzie, dziekujemy.
Wspanialy mial zolta kurtke przeciwdeszczowa.
I niech mi ktos powie, ze nie trzeba chlopa trzymac krotko i na oku;)

Stardust spuszczajac...zaslone milczenia:)

27 comments:

  1. te lazienki w kuchni to spowodowane koniecznoscia. Zaloze sie, ze to bylo stare budownictwo, prawda?

    w Polsce tez takie cos widzialam, jak i na Manhattanie. Kamienice budowane ponad sto lat temu, wtedy opcji pt. oddzielna lazienka, ani kanalizacji nie bylo.
    Z biegiem czasu instalowano biezaca wode, a potem jak sie ktos wprowadzal i lazienke chcial miec, to nie mial wyjscia - najlatwiej bylo wydzielic czesc kuchni, bo instalacja jest...

    Ja wanny w Kalifornii widzialam tylko w bogatych domach. We wszystkich mniej bogatych albo na wynajem wanien nie ma, sa tylko takie plytkie rynny, najczesciej zagrodzone szklanymi drzwiami w aluminiowych ramach, syf kila o korniki po prostu. Po dwoch miesiacach zalega sie tam plesc i nie daje sie nic z tym zrobic.

    ReplyDelete
  2. Problem, jak widac, jest ogolnoswiatowy! I tak ponoc w Rosji i Azji najgorzej. U nas powoli, ale systematycznie, publiczne przybytki sie cywilizuja. Ale te z moneta tez mnie wkurzaja...
    Najgorszy przybytek w zyciu zaliczylam sto lat temu w ZOO w Oliwie. Do dzis mi sie sni czasem...

    ReplyDelete
  3. Nina, witaj:) ja sie tak domyslalam, ze ta bliskosc to ze wzgledu na podlaczenia wodne. Mysle caly czas o tych wannach, bo przeciez to niemozliwe, zeby w NY byla zupelnie inna budowa. Ja we wszystkich wannach jakie tu mialam moglam sie kapac we dwoje;) a do mikroskopijnych nie naleze;) - dziewczyny wiedza:))Mialam raz tylko wanne z takimi suwanymi drzwiami, ale wtedy mialam kobiete do sprzatania i wiem, ze pucowala to Q-tipsami i nie bylo problemu. Osobiscie bardziej mi sie podobaja te drzwi niz plastikowa zaslona. Drzwi sa latwiejsze w utrzymaniu czystosci w/g mnie. Moze dlatego tez ze to bylo stosunkowo nowe i nikt nie zdarzyl zapuscic. Nie wiem, wiem, ze staram sie szukac mieszkan w nowych budynkach i preferuje takie 2-3 rodzinne. Obecne mieszkanie mamy w domu 2 rodzinnym i dom ma 12 lat wiec jest nowy i projektowany przez Wlochow to tak na europejski styl. Tylko, ze w tych nieco starszych (nie zupelnie starych) to instalacje wodne sa lepsze, tutaj jak gospodarze biora prysznic to ja slysze u siebie;).

    ReplyDelete
  4. Zgago-> bo publiczne przybytki to niestety sa takie jak ludzie ktorzy z nich korzystaja. Ja nie rozumiem jak mozna nie podniesc recznika papierowego jesli nie wcelowalo sie do kosza. A widze to nagminnie. Juz kiedys wywiesialam kartke w lazience damskiej na piertrze w pracy, ze skoro chcemy byc ladies to zachowujmy sie jak na ladies przystalo. Grzecznie, ale konkretnie i z podziekowaniem za uszanowanie naszego wspolnego przybytku. Na ile wystarczylo? tydzien, moze troche dluzej i znow jest to samo. Ja jestem ciekawa czy ludzie sie tak zachowuja w swoich wlasnych domach. Bo ja jestem balaganiara i przyznaje sie do tego, ale papiery dupne nie walaja sie po podlodze. No:)))

    ReplyDelete
  5. Star,
    dobilas mnie totalnie, milam taki zly dzien, a teraz sie tarzam ze smiechu.
    1. Moj Synciu raz wyrzucil schabowego do kibla, tez sie skonczylo na sciaganiu toalety.
    2. Przypomnialy mi sie poczatki w Hameryce i wlasnie ten widok wanny w kuchni.
    3. Na Chinatown do tej pory sa mieszkania bez lazienek, w piwnicy maja jedna wspolna.
    a i mnie ten papier na gwozdziu rozczulil.

    ReplyDelete
  6. A co powiecie na takie coś. W pewnym mieście,przy granicy z Niemcami, na dworcu,po którym kursują ekspresy Moskwa-Berlin.Byłam po długiej podróży, czekałam na swój dalszy pociąg.Musiałam skorzystać z toalety.Wskazano mi w informacji miejsce owego przybytku. Idę i robie oczy jak spodki. Pomieszczenie metr na metr.Drzwi jak w amerykańskich saloonach, takie szczątkowe i wahadłowe. A sam przybytek? Dziura w ziemii i dwa odciski na stopy! Szok!

    ReplyDelete
  7. Stardust - Nina jakby ciut potwierdziła moje opowieści:) z tym tylko że ja o Chicago wspominałam.
    Ale wiesz,ja tam nigdy nie byłam,naocznie nie widziałam ale jednak w pamięci mi zapadło na całe lata.
    Jak i to że sporo o kosmetykach pod prysznic też mówiła za każdym razem.Kremie ktory kładzie się na twarz - jak się wchodzi pod prysznic itp;).

    Co do łazienek z kuchni to Nina też ma rację,no i jak nie mieli przedpokoju to skąd mieli robić wejście? A kuchnia to kojarzyła sięz takim ogólnym bałaganem,przerobem jedzenia itp,zapachami,rzecz nie do pokazania gościom to i łazienka im się tam pewnie normalna wydawała;)


    Opowieść o wannie w kuchni BOSKA:) jak już wcześniej wspominałam;).

    ReplyDelete
  8. Neskavka - a wiesz,że takie przybytki to nabardziej higieniczne są ?
    Serio,serio;)

    ReplyDelete
  9. oj, poruszyłaś temat - rzekę. jak byłam w Rosji, to najbardziej mnie zadziwiało, że można zrobic kupę, ale za to papieru już nie można wrzucic - na to były kosze przy kibelkach. strasznie się stresowałam, że odruchowo wrzucę papier do kibelka.
    A w Chicago to akurat nie zauważyłam nic dziwnego - była wanna w łazience, przedpokój i wszystko na swoim miejscu.
    Zgaga - opowiedz o tym zoo, bo mnie zaciekawiłaś.Owszem jest obskurnie, bo ze dwa razy musiałam tam z dzieckiem wejśc, ale chyba nie bardziej niż gdzie indziej.
    A spróbujcie skorzystac z toalety w centrum Gdańska w czasie Jarmarku Dominikańskiego - wtedy to właściciele kanjp wyjmują kałachy i wcale się im nie dziwię.

    ReplyDelete
  10. batumi - a było tak że wchodzisz a tam kabiny ekhm,ich ścianki są tylko do połowy wysokości człowieka? no może na 1,2m jak siedzi na klo?
    I wszyscy się widzą ? fuuuuj

    ReplyDelete
  11. tuv-> Nie wiem czy dobrze mysle z tym kremem na twarz jak sie idzie pod prysznic. Ale ja uzywam peelingow enzymatycznych i one wlasnie tak dzialaja, ze naklada sie je na twarz przed wejsciem pod prysznic, bo sa aktywowane przez pare wody i potem na koniec zmywa sie peeling tuz przed wyjsciem z kabiny. Ja nigdy nie myje twarzy pod prysznicem, bo fakt ze to zalezy od cisnienia wody w prysznicu, ale juz w moim wieku jest latwo uszkodzic naczynia krwionosne. U mojego Tatka, uwaga, uwaga nad Niagara cisnienie wody w prysznicu jest takie, ze 10 min zajmuje mi splukanie moich krotkich wlosow. Oni sie nie znaja (znaczy ojciec z synem) bo som lyse, ale ja juz 3 razy wymienialam Tatkowi prysznic, az mi wkoncu wyjasnili ze to nie glowica prysznica tylko cisnienie wody jest do dupy.

    ReplyDelete
  12. Lukrecja-> Moj tez byc moze schabowego tam wrzucil, tyle ze bardziej naturalna metoda:)))
    Nigdy nie mialam okazji byc w mieszkaniach na Chinatown, wiec nie wiem, jak teraz mysle, to tam faktycznie jest pewnie okazja doszukac sie roznych niespodzianek, bo to bardzo stare domy sa. Teraz mi sie przypomnialo, ze Ty na poczatku swojej bytnosci tutaj mieszkalas na Greenpoincie, to znasz te to urzadzenie wanno-stol, bo dla mnie to byla absolutna ciekawostka.

    ReplyDelete
  13. Ale zobaczcie ile to o tronach mozna napisac:))))

    ReplyDelete
  14. tuv-> Faktycznie wypowiedz Niny potwierdza to co Ty mowilas i tak sobie mysle, ze moze dlatego, ze ja nie lubie mieszkac w koszarach czyli budynkach apartamentowych, to nie mialam okazji tego widziec. W koncu ludzie nie wpuszczaja czlowieka tylko na przeglad mieszkan. Jedyny raz kiedy mieszkalam tutaj w blokach to byly te bloki budowane w latach 60tych ubieglego stulecia, wiec bardzo nowe. Natomiast jak ja mieszkam w domach prywatnych to wlasciciel nawet jak dom stary to juz zdarzyl porobic jakies przerobki. Stad wlasnie moje preferencje prywaty nad koszarami, ze prywatny wlasciciel bardziej dba o swoja wlasnosc, a wiec i naprawia drobne usterki zanim sie z tego wylegnie niewiadomo co.

    ReplyDelete
  15. w paryżu w starych kamienicach na ostatnich piętrach są miniaturowe mieszkanka, dawne pokoje dla służby, i one często nie mają toalety, jest wspólna dla wszystkich na korytarzu.
    koleżanka przez chwilę takie wynajmowała - miała pokoiczek, w którym było łóżko, obok kabina prysznicowa, obok kucheneczka, a toaleta właśnie na korytarzu. 350 euro miesięcznie za takie coś trzeba dać.
    tu też się zdarza że w knajpach są kibelki na monetę, ale chyba jednak częściej są za darmo.

    ReplyDelete
  16. Ds-> Ja nie mam nic przeciwko platnym ubikacjom w lokalach, jesli sa czyste i jest w nich papier toaletowy i recznik. Takie cos nawet mi sie podoba, bo wiadomo, ze place ale wchodze do czystego i wyposazonego przybytku. Natomiast oplata za otwarcie drzwi i odkrycie, ze za drzwiami nie ma papieru jest przegieciem. Chyba, ze wprowadzi sie kolejna oplate za papier wysuwajacy sie ze schowka w scianie;)

    ReplyDelete
  17. Star,
    Znajomi taka wanne mieli na Java czy Huron juz nie pamietam, ale na dole Manhattan Ave, doznalam lekkiego szoku jak to zobaczylam.

    ReplyDelete
  18. Lukrecja no wlasnie to bylo na Java, tam mieszkali znajomi Owczesnego. Na Java czasem bywam, jak nie mozemy znalezc parkingu, ale z tego co widze, to znakomita czesc tych starych domow zostala juz wymieniona na nowki. Zreszta Greenpoint sie bardzo zmienil na korzysc przez te 25 lat. Dawniej byl tak przygnebiajacy, ze jak pojechalam po zakupy to wracalam z bolem glowy i krwawiacym sercem.

    ReplyDelete
  19. tuv-wiem, mnie najbardziej te drzwi zszokowały.

    ReplyDelete
  20. Moje dwie koleżanki w NYC nie mają wanien, nie moga miec ani pralki ani zmywarki. To wina systemu kanalizacji :-)

    Łazienki na pietrach zdarzają sie i od dzis, w starych przedwojennych kamienicach dla nienajbogatszych ludzi. Tak jest do dziś na przykład w domu, w którym wychował sie Günter Grass.
    Noblista poprosil wladze Miasta, zeby zamiast stawiania mu pomnika wyremontowlay te chalupe i zrobily ludziom lazienki. Ze on chce taki pomnik, wladze olały i postawily pominik grassowskiego bohatera ;-)
    Na dzielni też gdzieś jeszcze sa takie lazienki na pietrach, choć ludzie przebudowują i ich dni sa policzone.

    ReplyDelete
  21. Sze-> To jestes nastepna osoba, ktora mnie zaskakuje:)) Tylko teraz w tym wszystkim nie bardzo rozumiem jak mozna wynajac mieszkanie bez wanny?? No gdybym nie wiedziala do czego wanna sluzy to moze byloby mi latwiej pogodzic sie z jej brakiem, ale skoro wiem? Nie pojmuje jak mozna mieszkac w takim mieszkaniu i jeszcze za to placic, gdzie sens, logika? No jakos mi sie to nie miesci pod kopula. Nigdy tu nie mieszkalam w zadnych luksusach, bo mnie nie bylo na to stac, glownie jak bylam sama, ale wanna to tak samo jak kuchenka. Ma po prostu byc i po sprawie, tak samo jak nie wynajelabym mieszkania bez sedesu, bez kuchenki czy bez lodowki.
    Czegos tu nie rozumiem;)

    ReplyDelete
  22. Nie tak dawno byłam z wizytą w mieszkaniu, gdzie do toalety trzeba było chodzić na korytarz i była na wspólna z sąsiadami. Stara łódzka kamienica, gdzie z jednego wielkiego mieszkania wydzielono dwa mniejsze. Żeby było zabawnie, to teraz jedno z tych mieszkań leży po dwóch stronach korytarza i z kuchni do jadalni z półmiskami zapierniczają, a tu do tych drugich lokatorów akurat goście przychodzą i patrzą, co na obiad. ;-/

    ReplyDelete
  23. I jeszcze mi się przypomniał jeden fajny wynalazek, który widziałam w Grecji, a nawet z niego korzystałam. To też było w starej kamienicy, w której wynajmowano pokoje turystom. Do wielkiego kwadratowego pokoju w jeden róg była wstawiona plastikowa kabina, zawierająca łazienkę. Normalnie był w niej kibelek, umywaleczka i prysznic. Zasuwało się drzwi i sru, za przeproszeniem. Aha, i w Grecji też nie można srajtaśmy ciepać w kanalizację. Jakieś wąskie rury mają.

    ReplyDelete
  24. Nielot-> Dobre to z tym lataniem z polmiskami zarelka:)))
    Ale przypomnialas mi, ze znajomi Wspanialego maja domek letni w gorach i tak go sobie zaprojektowali, ze oprocz normalnej pelnej lazienki, ktora jest obok ich sypialni, jest tez mala lazienka (dla gosci) z prysznicem i kibelkiem miedzy dwoma sypialniami goscinnymi. Wchodzi sie do niej z obu sypialni, czyli jak tam jedziemy czasem i w drugiej sypialni tez sa jacys goscie to trzeba zawsze pamietac, zeby pukac przed otworzeniem drzwi, bo nigdy nie wiadomo czy inny gosc nie siedzi na sraczyku:)))

    ReplyDelete
  25. A i jeszcze jedna historia:) W polskiej dzielnicy NY jest fajna kawiarenka i jak jestesmy po zakupy to czasem tam wchodzimy na kawe i ciacho. Jak bylismy pierwszy raz to Wspanialy poszedl do lazienki i jakos dlugo Go nie bylo, ale nie zwracalam na to uwagi. Dopiero jak przyszedl to zameldowal, ze tam "nie ma swiatla w lazience" No nie moglam w to uwierzyc, ale potem sobie dopiero przypomnialam, ze "po polsku" wylacznik swiatla jest przed wejsciem do lazienki, a tutaj jest w srodku pomieszczenia. On biedak wchodzil i wychodzil, szukal tego wylacznika i nie znalazl. Jak zapytalam co w koncu zrobil, to powiedzial: "wiesz balem sie sikac przy zapalniczce, ale na szczescie mialem przy sobie komorke, wiec ja wykorzystalem jako latarke". Teraz juz wie:))

    ReplyDelete
  26. Jesteś niesamowita :)) Obśmiałam się jak Reks. To była najfajniejsza chwila dnia. Teraz mogę już iść spać:))

    ReplyDelete
  27. No sardust wiec tak takie wanny pod stolem wizialam tez w starych kamienicach w Austri. A sama jak mieszkalam w pieknej stolicy dolnego slaska to w kamienicy z 1889 roku czy cus. No i tak kiedys sie mieszkalo: znaczy pierwsze i drugie pietro to byly lepsze im nizej i wyzej zym mniejszy standard. My mieszkalismy na pierwszym i tam dwa najwieksze mieszkania mialy lazienke i balkon nawet jedno mialo. Dwa inne mniejsze mialy wc juz na korytarzu wspolne. Nasze poczatkowo wielkie podzielono na mniejsze tak, ze my dostalismy dawna kuchnie i stolowy i kawalek korytarza. Bez lazienki bo ta znalazla sie w oddzielonej czesci chalupy. Oni mieli lazienke z piecem i osobnym kielkiem oraz oknami na ulice i stiukami na suficie. My sufity gladkie bez lazienki kuchnia weglowa (Babcia przerobila na piec tzw stalopalny. Okna na podworze. Kochana niania moja mieszkala w tym samym domu ale na piatym pietrze bez windy i nie miala ani lazienki ani balkonu ...
    Tak sie kiedys budowalo. Przesledzilam losy tego domu i dzielnicy. Kiedys mieszkalo w "mojej " kamienicy sami majstrowie. Byl majster kowal ale pani krawcowa (nie mylic ze stzwaczka) Wlasciciele srednich firm. Oni mieli najwieksze mieszkanie 6 pokoi. Nasze mialo kiedys piec. Acha i kazde z tych lepszych mieszkan mialo dwa wejscia jedno duze dwuskrzydlowe - dla panstwa. Drugie mniejsze prosto do kuchni dla sluzby. Tak to bylo.

    Mieszkania bez lodowki i wbudowanej kuchni to standard w Niemczech. Jest prawidlowosc: w dawnym DDR wynyjmuje sie mieszkania (nowe) juz wytapetowane czy z laminatem badz wykladzina. W dawnym RFN standardem jest mieszkanie tylko grubo wykonczone. Masz dwie mozliwosci albo sam kladziesz podloge jaka chcesz tapete czy kafle w kuchni albo mozesz zamowic ze chcesz to i to i zaplacic oczywiscie. Miewszkania tzw socjalne maja porzewaznie wykladzine podlogowa bydz tapete i biale sciany. No i mieszkania luksusowe sa odpowiednio wyposazone. Ale slone ceny za TEN standard. W latach 70-siatych mieszkania mialy czesciej wbudowana szafe na szczotki w przedpokoju a kuchnia miala stalowy blat z wpuszczonym zlewozmywakiem i plyta kuchenna bez pieca. Lodowek nawek ludzie nie chca miec chyba ze mieszkanie nie nowe i poprzedni lokatorzy zostawili wbudowana, dopasowana kuchnie. Za nia sie jednak placi osobno.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...