Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, March 29, 2009

Z kraju i ze swiata

Pojechalismy dzis na Greenpoint zrobic juz swiateczne zakupy. Tak, tak swiateczne.
Ze co? ze za wczesnie? Moze i tak, ale ja nie mam zamiaru klebic sie tam w dzikim tlumie w ostatnie dni przed swietami, albo nawet w przyszlym tygodniu.
Od tego sa maszynki do pakowania hermetycznego i zamrazarki zeby miec spokoj.
Nie znosze przedswiatecznego Greenpointu. No szlag mnie trafia, wiem, bo to przerabialam w przeszlosci. Kolejki kilometrowe i te paniusie, co to nie moga sie zdecydowac czy "moze ta kielbaska, a moze tamta, a prosze pani czy sernik to bedzie lepszy z tego sera? a napewno? a czy pani juz sama piekla? bo moja sasiadka to mowila..."
No kurwicy dostaje na sama mysl o tym.
A swiat jeden dzien, to ja przepraszam ile mozna zjesc.
Kupilam po pol kilograma dwoch rodzajow szynki, kawalek wiejskiej kielbasy, biala kielbase na zurek i po ptokach. Jajcow se nagotuje i juz po swietach:)
Przy okazji potwierdzily sie moje obserwacje z pobytu w Polsce, kiedy to Wspanialy mnie na boku zeznal, ze On osobiscie moze sie nie zna, ale my na miejscu w NY mamy lepsze polskie wedliny niz te w Polsce. Tez tak mi sie zdawalo, bo przeciez sama nie kupowalam a tylko polegalam na tym co kupuja mieszkancy kraju nadwislanskiego, ktorzy sie przeciez znaja lepiej.
Zdecydowanie w polskich cukierniach w Polsce jest wiekszy wybor ciast i sa lepsze, czyli mnie napewno smakuja te w Polsce bardziej. Tu w polskich cukierniach ciasta sa owszem dobre, ale nie ma az takiego duzego wyboru. Wiec jak bylam w Polsce to sie dopchalam glownie tymi ciastami, teraz je bede nosic w biodrach przez lata cale.
Natomiast dzis w kolejce w sklepie byly dwie panie, matka z corka. Corka mieszka na stale w NY a matka przyjechala niedawno z wizyta i wlasnie to Ona nie mogla sie nagadac jak to wyroby wedliniarskie sa lepsze w NY niz w Krakowie (domyslam sie wiec, ze paniusia z Krakusa przybyla). Faktem jest, ze nawet ta sama z nazwy szynka jest inna w roznych sklepach, bo z tego co ludzie mowia wynika, ze poszczegolne sklepy maja wlasnych masazy lub dostawy z roznych zrodel. Ale co tam tyle co my jemy wedliny to i tak nie ma znaczenia. Najczesciej wole upiec kawalek schabu czy karczku i miec do chleba zamiast wedliny ze sklepu.
No ale jakze Wielkanoc bez szynki to sie nie godzi;))
Stojac w kolejce wypatrzylam w polskich gazetach takie dwa tytuly:
"Bezrobocie w Nowym Yorku cztery razy wieksze niz w Warszawie"
I pewnie tak jest, jesli nie wiecej, bo to zalezy jak oni to bezrobocie licza. Jesli licza tylko ludzi pobierajacych zasilek, to juz jest inaczej niz licza wszystkich niepracujacych lacznie z tymi, ktorzy zasilku juz nie pobieraja a pracy jeszcze nie udalo im sie znalezc. Wesolo nie jest. I co do tego nie mam zadnych watpliwosci. Moj osobisty Potomek stracil prace miesiac temu i jeszcze nie dostal zasilku, bo tak sa urzedy przeciazone przerobem zgloszen, ze czas oczekiwania na pierwszy czek wydluzyl sie z 2 do 6 tygodni. Mam nadzieje, ze tym razem wreszcie zmieni troche kierunek pracy, bo w finansach to jakos nie przewiduje wielkich szans na najblizsze lata. No i generalnie rzecz biorac to On sie do tych finansow w ogole nie nadaje. To jest dzungla i tu trzeba sie przepychac lokciami i isc po trupach, przy czym najwieksze szanse maja ci, ktorzy z usmiechem na ustach potrafia poderznac gardlo siedzacemu obok koledze z pracy, z ktorym wlasnie pol godziny temu wypili piwo. Potomek raczej nie nalezy do tego gatunku, a to wybitnie nie jest miejsce dla dzentelmena ustepujacego miejsca w kolejce innym.
Ja sama skutki kryzysu zaczelam odczuwac na dlugo zanim sie otwarcie o kryzysie zaczelo mowic, bo wiadomo, ze jak cos drozeje, a zarobki maleja, jak ludzie zaczynaja zamiast swiatlo w tunelu widziec swiatlo w pustym portfelu to w pierwszej kolejnosci rezygnuja z moich uslug. A jesli nawet nie rezygnuja calkowicie to jak sobie jedna z druga paniusia zamiast raz na miesiac przyjdzie raz na 2 miesiace, to juz polowa moich dochodow poszla sie jebac.
No taka jest prawda, co ja osobiscie przewidywalam juz tak sila rozpedu od 2000 roku jak tylko Sad Najwyzszy Stanow wsadzil do Bialego Hausa busha juniora, bo juz nie mialam dobrego zdania o ojcu, a tamten chociaz czytac umial. A tym razem mielismy nie tylko busha ale i dicka, bo nie wiem czy wiecie co to jest dick? Dick to niby zdrobnienie od Richarda, ale w jezyku potocznym dick znaczy ni mniej ni wiecej tylko chooj. No to ja sie pytam kto przy zdrowych zmyslach daje dziecku plci meskiej na imie Richard, wiedzac, ze i tak i siak wyrosnie z niego chooj?
Drugim tytulem w gazecie jaki rzucil mi sie w oczy bylo:
" W Polsce brakuje pieniedzy na emerytury"
No i pomyslalam sobie, ze z tymi dwoma tytulami szlag trafil moje nadzieje, bo jak by co to zawsze mowilam, ze moze kiedys na stare lata jak tu sie juz wszystko dokumentnie spieprzy to jeszcze moglabym wrocic do Polski. No ale nie przewidzialam, ze moze pieniedzy na emerytury tam tez zabraknac, bo u nas tez juz brakuje.
I tym optymistycznym akcentem pozwole sobie zakonczyc;)

Stardust newsowo

11 comments:

  1. dlatego ja bede pracowac az do "zejścia" przy tablicy :)

    ReplyDelete
  2. Trzeba wiedzieć gdzie kupowac i co. Do nas niestety też wszedł wielki przemysł wędliniarski, który nadmuchuje i nastrzykuje. Wyroby smakują jakich opakowanie.
    W Niemczech mielismy śląskiego wędliniarza... :-)
    A kryzys zajzrał nam w oczy dobrze ponad rok temu. Z knajpami jest jak z kosmetyczką. Przy pierwszym sygnale dalismy dyla.

    ReplyDelete
  3. Na moja emeryture jeszcze nie zabraklo, na szczescie.

    Zakupy przedswiateczne tez wole robic zawczasu. W zasadzie tylko owoce i jarzyny w ostatniej chwili kupuje. I nie szaleje na Wielkanoc z pitraszeniem, bo specjalnie tych swiat nie lubie. Pasztet, jakas salatka, zurek obowiazkowo i jakies ciacho.

    ReplyDelete
  4. A jajca na Wielkanoc malujesz, czy do gotowanych łupin z cebuli wrzucasz? Bo u mnie cebulowa tradycja babci przetrwała. W tym roku pozwole Miśce puścić wodze fantazji... Tylko znając ją, nie będzie można żadnego z tych jajek zjeść.
    Wyrobów wędliniarskich jest w Polsce aż nadto. Ja mam swoich sprawdzonych producentów.

    ReplyDelete
  5. Sze-> W Kielcach brat kupuje wedliny od jakiegos prywatnego faceta co ma 2 takie doslownie budki na miescie i sa pyszne. Swojskiej kielbasy tej produkcji nie moglam sie najesc, taka byla smaczna i bardzo uwedzona, bo ja lubie tak mocno wedzona. Tutaj w sklepie, gdzie robie zakupy taka kielbase nazywaja "podwojnie wedzona". No to sobie strzelilam pod baranka:))

    ReplyDelete
  6. Athi-> Nie bawie sie w malowanie jajcow, bo nie mam dzieci i mi sie nie chce. A tak dla samej dekoracji to mam polskie pisanki i japonskie:)) Te drugie malowane piorkiem bardzo misterne, mam je juz dosc dlugo i ciagle robia za ozdobe.

    ReplyDelete
  7. Ja w tym roku strajkuje, tak,
    z polskich potraw bedzie tylko zurek, mam zamiar zrobic Twoje krewetki, kupic rozne sery, i na obiad rybe przypiec na grillu.
    Co roku mam takiego "stresa",z tym gotowaniem, sprzataniem, ze w koncu powiedzialam dosc, tym bardziej,ze ja miesa nie jem od bardzo dawna.
    Nie wyglada na to ze do NY pojade, ( nie wypalil ten wyjazd w zeszlym tygodniu).

    ReplyDelete
  8. sushi sobie rąbnę na Wielkanoc;)
    No co?
    Kiełbase i pisanki oraz sernik u Mamy - ufff! po kilkunastu latach zwalania świątecznych robót na mnie Siostra przejmuje (chwilowo?) pałeczkę:)
    A wędliny?
    Małe, prywatne budy na hali w Gdyni, lub Krakowski Kredens - ot i wsio:))

    ReplyDelete
  9. że tak powim nie na temat.X-men ma rodzinęw Kielcach,a ja znałam kilka fanych osób z tamtąd;)

    ReplyDelete
  10. tuv-> Swiat jest maly:) a kilka fajnych wszedzie sie znajdzie:) Gdybym nie wyjechala to pewnie do dzis bym tam mieszkala, sentyment jest nie powiem.

    ReplyDelete
  11. ja wiem co znaczy dick, ale wyjaśnieniem i komentarzem mnie zabiłaś. leżę i płaczę ;))))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...