Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, April 12, 2009

Zycie wrocilo do normy

Moze to nie normalne, ale zauwazylam ostatnio, ze nie lubie swiat. Nie na tyle, zeby w ogole nic nie robic, bo to tez byloby glupio i czegos by mi zdecydowanie brakowalo, ale wszystko mnie wnerwia. Co dziwne, wcale mi nie przeszkadzaja przygotowania do swiat, ale jak juz nadejdzie ten dzien i siadam przy stole to slabo mi sie robi na widok zarcia.
A przeciez wcale nie bylo tego duzo i na szczescie nie mam tutaj zadnej rodziny z ktora wypadaloby sie goscic, tego sobie juz wcale nie wyobrazam. Generalnie na nasze swieta jest nas troje a i tak mam wkurwa, siadam przy stole i od razu pytam:
-- A kto bedzie sprzatal po obiedzie?
Dwie pary oczu popatrzyly na mnie jak byk na rzeznika i Wspanialy powiedzial:
-- Przeciez wiadomo, ze nie Ty, bo Ty nie lubisz, dlaczego w ogole o to pytasz?
Nie wiem dlaczego, moze to taki swiateczny "small talk"?
Potomek przyjechal w sobote i zostal na noc, bo tak latwiej niz jezdzic w kolko.
Wiec swietowanie zaczelismy juz sobotnim obiadem, w niedziele bylo sniadanie ok. 11tej i potem obiad o 17tej. Miedzy posilkami zajecia indywidualne, czyli nikt sie do nikogo nie przypiernicza.
I tak sobie myslalam na co ja sie wsciekam? Pamietam swieta w Polsce, ktore zaczynaly sie zaraz po porannej mszy. Albo goscie przychodzili do nas, albo my szlismy do kogos i zaczynalo sie od sniadania a konczylo gdzie ok. polnocy i przez caly ten czas czlowiek nie wstawal od stolu i tylko gospodyni wymieniala talerze (!!!) I tak przez 2-3 dni (!!!) Ludzie mieli zdrowie, zeby tyle jesc!!!
Na szczescie tutejsze swieta sa jednodniowe, dlatego ja sobie dorzucam sobote wielkanocna czy wigilie bo inaczej to czlowiek nie odczuwalby roznicy.
W niedziele zadzwonilismy do Tatka z zyczeniami i pytal czy bedziemy obchodzic smigus-dyngus. Tatek wie, bo w Buffalo jest duze skupisko Polakow, Wspanialy tez wiedzial, ale przez lata nie mieszkania tam juz zapomnial. A ja pamietam te smigusy-dyngusy sprzed lat, kiedy jeszcze bylam podlotkiem. Eeech inne czasy, inne klimaty.
Przyznam szczerze, ze to polewanie wiadrem, czy jakims wiekszym kublem wody nie bylo takie zle jak czlowiek byl mlody. Najgorzej jak nadeszly czasy elegancji i yntelygencji i panowie z sasiedztwa przychodzli z butelka wody kolonskiej i pokrapiali kobiety.
Noooo to juz byla tragedia, bo woda czysta nie robila zadnego spustoszenia poza tym, ze czlowiek musial wysuszyc ubranie. Ale te smierdzieluchy!!! Zwlaszcza ze nikt sie nie umawial czym bedzie kropil i tak po wizycie kilku sasiadow czlowiek smierdzial mieszanka piorunujaca.
A zapachy byly takie, ze nawet czyszczenie chemiczne sie tego nie imalo.
Na szczescie nie ma tutaj tego zwyczaju, chociaz nie wiem, moze gdzies w polskich dzielnicach te tradycje sa ciagle zywe. Wczoraj w tv wlasnie pokazywali Buffalo i polskie koncerty tanca i piesni ludowych a potem tradycyjna wyzerka, wiec moze gdzies jeszcze smigus-dyngus przetrwal i ma sie calkiem dobrze. Ja mam w poniedzialki swiety spokoj, bo Wspanialy idzie do pracy, a ja nareszczie moge sobie odpoczac. Wczoraj snulam sie po chalupie jak wyrzut sumienia i bylo mi z tym calkiem do twarzy.

Stardust poswiatecznie

10 comments:

  1. Ciesze sie, ze juz po. Ta, do tej pory pamietam taki wytwor pt. krasnyje maki, tydzien sie trzeba bylo szorowac zeby sie pozbyc "zapaszku"

    ReplyDelete
  2. Ja też wracam do normy po świętach. Już sam fakt, że Dochtor był od rana do wieczora w domu - generował mi dubeltową ilość naczyń do zmywania. Tragedia.

    ;-)))

    a to skrapianie pierfumami dobrze pamiętam. Jeszcze jak to była jakaś Przemysławka to pół biedy. Ale takie rosyjskie "duchi", albo taka woda konwaliowa... :-)))

    ReplyDelete
  3. Lukrecja-> Krasnyje Maki to moja Maman dostala w prezencie i staly spokojnie obrastajac kurzem przez lata nieuzywane. W koncu Ojciec kiedys wykorzystal je do polewania drzewa na ognisku, bo sie nie chcialo zapalic:)) A ja pamietam chyba "bialy bez", nie wiem czy dobrze pamietam nazwe, ale to byla taka wysoka butelka zwezana do gory. Tez wanialy niezle:)

    ReplyDelete
  4. Daisy-> Wlasnie kurde, skad sie bierze tyle garow jak chlopy w domu?? Niby nie zra, a ciagle jakas szklaneczka, talerzyk, widelczyk itp. Moze przypisac kazdemu zestaw dyzurny i niech wpierdalaja wszystko na tym samym talerzu. Ja pierdykam, u mnie zmywarka chodzila tez na okraglo.

    ReplyDelete
  5. Szczęśliwa byłam w DE, bo tam nie ma takiego zwyczaju i mimo ogromnej ilości ludzi z PL nikt nie lał. Szczerze nienawidzę tego zwyczaju i życzę mu rychłej smierci/
    Bałam się, że na dzielni będą dantejskie sceny. Ale nie. Troche dzieciarnia pobiegała z butelkami i był spokój. Pojechalismy sobie na Kaszuby stamtąd też suchą stopą wrócilismy. Majtka nas trochę oblała, ale to było z zapomnianego plastikowego jajka a nie wiadra :-)

    A święta lubię. Troche mnie to pracy kosztowało ( w sensie polubic, przeorganizować), ale warto :-)

    ReplyDelete
  6. Stardust, ja chyba kupię takie tekturowe talerze i plastikowe sztućce :-)))

    Non stop stałam, jak nie przy garach to przy zlewie.

    Szeh - takie rodzinne święta, jak u Ciebie, to co innego. Dla nas dwojga to był taki przedłużony weekend. Zero atmosfery :-(

    ReplyDelete
  7. Ależ ja siedem lat święta spędzałam we dwoje, ja wiem co to jest ;-)
    Da radę, kwestia podejścia. No i nie ukrywam, że nie pzreżywam ich religijnie a po prostu wiosennie i tradycyjnie.

    ReplyDelete
  8. ech, przypomniałaś mi jak tymi śmierdzaczami polewali, grrr. w ogóle nienawidzę lanego poniedziałku, na szczęście tu nie ma i można spokojnie wyjść na spacer. w pl mam traumę i nie wychodzę.

    ReplyDelete
  9. Moja babcia chciała kiedyś przekazać nam właśnie tradycję polewania wodą z perfumami. Została obśmiana i dalej ganialiśmy z wiadrami. W tym roku chciałam Miśce pokazać przez okno, jak się oblewają, ale nie było nikogo...

    ReplyDelete
  10. ja tez lubie swieta, lubie i juz!
    i zawsze je robie tylko za tyle forsy ile idzie z okazji jakiejs wiekszej imprezy urodzinowej (oprocz prezentow).

    woda czysta mys ie troche polali, ale symbolicznie, prysk, prysk (10 lat temu wrzucalismy sie do wanny, albo szlauchem na dworzu:)tak zglupielismy w pierwszym roku mieszkania na wsi ) alleluja!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...