Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, May 3, 2009

Papuga

Skoro mi sie juz zebralo na wspominki na temat korpo to pojade dalej. Nasza korpo jak wiekszosc byla wredna i na stanowisku menadzera zawsze ustawiali kogos, kto byl upierdliwy, wredny i nie do zniesienia w zyciu codziennym dla pracownikow. No taka zasada kieruje sie wiekszosc korporacji niestety. Jak zaczelam pracowac to mialysmy menadzerke taka sikse zaraz po studiach, ktora moze i miala jakas wiedze, ale ni cholery ni miala pojecia o zyciu. Scielam sie kiedys z piciulinska, bo ja mieszkalam wtedy z Owczesnym, ktoren pracowal jako menadzer 3 budynkow mieszkalnych na Manhattanie, dzieki czemu mielismy super fajne i w dodatku darmowe mieszkanie. To bylo najwieksze mieszkanie w jakim kiedykolwiek mieszkalam i mozna bylo jezdzic samochodem po tej chalupie, gdyby jeszcze wiekszosc drzwi byla ciut szersza.

Firma zatrudniajaca Owczesnego kupowala wlasnie nowe budynki na Broadway'u i w zwiazku z tym musielismy sie przeprowadzic. Wada tego wszystkiego byl fakt, ze czekalismy spakowani na kartonach przez 2 tygodnie, a o samym dniu przeprowadzki zostalismy powiadomieni ze tak powiem "z dnia na dzien". Tak sie akurat zlozylo, ze moja "malolata" wykombinowala sobie zebranie w dniu kiedy ja mialam ta pieprzona przeprowadzke.
Jako, ze jestem odpowiedzialnym pracownikiem, w porywach co prawda, ale jednak chcialam ja zawiadomic, ze niestety nie bede nastepnego dnia ani na zebraniu, ani w pracy.
Byl juz wieczor i nie majac innego wyjscia zadzwonilam do niej do domu. Nikt nie dobieral telefonu, wiec zostawilam wiadomosci i uznalam, ze sprawa jest zakonczona.
Nastepnego dnia o 8 rano kiedy zaczynalo sie zebranie, malolata zadzwonila do mnie do domu i sluzbowym tonem zapytala czemu nie jestem na zebraniu.
Na moje zdziwienie, ze przeciez zostawilam jej wyjasniajaca wiadomosc na jej telefonie domowym, odpowiedziala jeszcze bardziej wladczym glosem, ze ona sobie nie zyczy, zeby dzwonic do niej do domu.
O kurwa!!! Tu sie malolata poslizgnela, bo MNIE sie tak nie traktuje, tym bardziej, ze zdawalam sobie sprawe ze rozmawiala ze mna w obecnosci innych pracownikow Spa tylko po to zeby pokazac jaka to ona jest wazna. Dodatkowo i dla wyjasnienia musze napisac, ze w takich uslugach jak Spa itp, jest rzecza normalna, ze od pierwszego dnia kazdy pracownik dostaje numer domowy menadzera albo glownej recepcjonistki, aby mogl w razie naglych przypadkow szybko poinformowac, ze nie moze przyjsc do pracy. No logiczne to jest, ze im wczesniej sie zawiadomi, tym wieksza szansa na to, zeby recepcja zawiadomila klientki ktore juz maja umowione wizyty, coby nie przychodzily na darmo. Wkurwilam sie!!!

Nastepnego dnia zaraz jak przyszlam do pracy poszlam do jej biura i na jej oczach wyrwlam z mojego notesika kartke z jej numerem telefonu i powiedzialam:
-- Od tej chwili mozesz byc na 100% pewna, ze JA do Ciebie nigdy nie zadzwonie.
Kilka miesiecy pozniej zachorowalam i nie moglam przyjsc do pracy, wiec zadzwonilam do recepcji nastepnego dnia, ze jestem chora i nie przychodze, na pytanie recepcjonistki czemu dzwonie w ostatniej chwili powiedzialam krotko:
-- Zapytaj malolate, ona WIE.
Oczywiscie dwa dni pozniej malolata przyszla do mnie z pytaniem dlaczego nie zadzwonilam do niej do domu. Przypomnialam jej tamta historie, a ona zdziwiona mowi:
-- Ale to bylo dawno, no i ja bylam wtedy zdenerwowana.
-- Posluchaj, ja nie wiem czego Cie w tych szkolach uczyli, ale napewno zapomnieli o szacunku dla pracownikow. W taki sposob jak Ty mnie wtedy potraktowalas, mozna mnie potraktowac tylko dwa razy: pierwszy i ostatni. Ty juz swoj limit wykorzystalas.
Pracowalysmy razem jeszcze ponad 3 lata, ale juz sie do mnie nigdy nie probowala przypierniczyc, a ja twardo nigdy nie dzwonilam do niej tylko do recepcji jak byla potrzeba.

Nastepna byla Diana, ktora przeprowadzila sie prosto z Texasu do NY i byla cala na luzie, bardzo mi sie podobal jej poludniowy akcent, no i typowo poludniowe podejscie do zycia, takie powolne, radosne i wielce luzackie z duza doza zrozumienia dla innych. Lubilysmy ja bardzo i nawet uprzedzalam, zeby bron Boze nie okazywala tego wyzszym wladzom bo nie pozwola jej dlugo pracowac. Niestety gdzies i tak dotarlo do wladz, ze Diana nas lubi a my ja, pracowala nie caly rok i juz bylo po niej. Strata dla nas ogromna, bo Diana byla naprawde fantastyczna. Wiedzialam, ze na jej miejsce musi przyjsc jakas suka.

No i przyszla, miala na imie Amy. Od pierwszego dnia jak tylko zobaczyla, ze gdzies rozmawiaja dwie dziewczyny to natychmiast leciala sie dolaczyc, a jak by juz byla grupa 4-5 to wpadala jak burza w rozmowe i niby starala sie bardzo przypodobac i zaprzyjaznic. Tylko, po Dianie to nie miala zadnych szans na mile reakcje z naszej strony, o przyjazni nawet nie powinna marzyc.
Wkurwiala nas wytrwale i namietnie, poczulysmy nagla potrzebe stworzenia hasla na ktore bedzie milkla kazda rozmowa, taki sygnal, ze zagrozenie nadchodzi. I tu sie bardzo przydal moj polski jezyk, bo nauczylam dziewczyny bardzo prostego w wymowie slowa "papuga" i jak tylko ktoras zauwazyla, ze Amy nadchdzi to mowila "papuga" i juz byl koniec rozmowy i wszyscy sie rozchodzili w swoje strony do swoich zajec. Przez pierwsze 3 miesiace miala z nami przesrane i generalnie same tyly, bo gdzie sie nie pojawila to wszyscy sie rozchodzili a papuga zostawala sama. Bez wzgledu na to jak bardzo starala sie zdobyc sobie chociaz cien naszego zaufania to lekko nie miala. "Papuga" dzialala jak czarodziejska rozdzka:)) Tu musze przyznac, ze w ciagu tych 3 miesiecy zorientowala sie jakie sa prawa tej mafii kosmetycznej i tez wyczaila kto jest ojcem chrzestnym. Zaprosila mnie na lunch.

Gdzies pomiedzy chile con carne i ciostkiem z dziurka uznalam, ze zrozumialam ja juz na tyle, ze mozna kobicie dac troche luzu. Szczerze wiec wyjasnilam, ze jesli nie odpusci troche z tej nachalnosci, to niestety bedzie ciezko, bo tak samo jak pracownik musi sie starac, tak samo menadzer musi sobie zdobyc zaufanie pracownikow, same nakazy i rozkazy nie wiele pomoga, a na pewno zepsuja ogolna atmosfere. Po drodze z powrotem wyjasnilam jej tez, ze jest "papuga" i szczerze przyznalam sie do autorstwa pomyslu. I w tym momencie zostaly chyba przelamane najgrubsze lody. Dziewczyny na nasz widok wracajacych razem uznaly, ze mozna "papudze" zaczac lekko odpuszczac i zycie powoli zaczelo wracac do normy.

Niestety, Amy nalezala do osob, ktore troche sie gubily w tej calej machinie korporacyjnej i nie bardzo wiedziala gdzie, kiedy i jak wykorzystac wladze, bo zarzadzanie grupa ludzi musi sie odbywc na zasadzie kija i marchewki. Ona sobie dosc dobrze radzila z kijem, gorzej bylo z marchewka. No coz nie ona jedna, takich szefow jest zdecydowanie wiecej.
A bylo to w latach 90tych ubieglego stulecia i ruch w Spa mielismy taki, ze klientki zapisywaly sie na liste oczekujacych, bo nie bylo mozliwosci wcisnac ich w ksiazke wizyt. I tu znow wyszedl problem ze mna, bo ja jestem bardzo szybka wiec woskowanie robilam w polowie przyznanego nam czasu. Tym sposobem moglam przyjac wiecej klientek niz kazda inna kosmetyczka. Wcale mi to nie przeszkadzalo, ze nagle i bez uprzedzenia czy mojej zgody w moim grafiku pojawialo sie wiecej klientek niz u moich kolezanek, ale tez pamietalam o tym, ze nikt mnie nie pytal o zgode. I tak zdarzaly sie dni, kiedy jakas klientka przyszla lekko spoziona i tym sposobem ja tracilam czesc mojej przerwy na lunch, bo zwyczajnie brakowalo czasu.

Moja srednia ilosc klientek dziennie oscylowala gdzies wokol liczby 20, a to jest w ciagu 8 godzin bardzo duzo, biorac pod uwage fakt, ze tylko woskowanie mozna przyspieszyc, wszystkie zabiegi na twarzy musza isc w normalnym czasie i trwaja 1-1.5 godziny. Ale ja tam elastyczna jestem wiec nie mialam z tym problemu, do czasu.
Bo szybko bowiem okazalo sie, ze moja przerwa na lunch z 60min skrocila sie do srednio 45min. w zwiazku z tym poszlam do Amy i powiedzialam, zeby w takie bardzo wypelnione wizytami dni dala mi dodatkowo jedna 15-o minutowa przerwe. W odpowiedzi na moje zyczenie z Amy wylazla znow Papuga i powiedziala, ze nie moze, bo regulamin nie przewiduje takich przerw. Na co ja szybko odpowiedzialam, ze ja w takim razie zgodnie z regulaminem chce aby od jutra zapewnila mi tyle samo czasu na woskowanie co innym dziewczynom. Tego to sie ona nie spodziewala, ale nie miala innego wyjscia, musiala tak kombinowac, zeby cala ksiazke wizyt poodkrecac na najblizsze dni.

Wieczorem jeszcze przyszla do mnie, jak ja sie juz szykowalam do domu i zagadala "przyjacielskim" tonem:
-- Stardust wiesz, ze ja Ciebie lubie, ale nie moge oficjalnie traktowac Ciebie inaczej niz pozostalych pracownic.
-- Alez ja to doskonale rozumiem i nigdy nie smialabym oczekiwac, zebys mnie w jakikolwiek sposob faworyzowala. Dlatego ciesze sie, ze teraz majac tyle samo czasu co inne dziewczyny na woskowanie, przestalam byc faworytka i w Spa zapanowala rownosc.
Zatkalo ja, ale co mogla powiedziec? Fakt byl niezaprzeczalnym faktem, ze to przedtem a nie teraz bylam "inaczej" traktowana.


Ale Papuga byla cwana, wiec postanowila nie popuscic i dwa dni pozniej oglosila zebranie pracownikow, na ktorym to przedstawila nam swoj nowy pomysl. Pod pretekstem, ze czasem w wolnych chwilach (naprawde to wystarczalo ich lewie na pojscie do lazienki) rozlazimy sie po calym sklepie i ona nie wie gdzie kto jest, zalozyla specjalny zeszyt, w ktorym kazda z nas miala wpisywac gdzie i o ktorej godzinie wychodzi oraz kiedy wraca. No taki judasz, ze jak tylko wysuwa czlowiek noge z terenu Spa to natychmiast musi sie wpisac. Ja tam doskonale wiedzialam, ze jej chodzi o to zebym ja nie wychodzila na papierosa, bo teraz w zwiazku ze zwiekszonym czasem to ja mialam wolnego czasu skolko ugodno, albo i jeszcze wiecej.
Wiec postanowilam tej jej zeszyt spokojnie olac i tak tez zrobilam. Wszyscy inni sie do niego wpisywali tylko nie ja. Po kilku tygodniach przyszla do mnie i pyta:
-- Stardust, Ty jedna ignorujesz ten zeszyt i chcialabym wiedziec dlaczego?
-- To bardzo proste. Najwazniejszym dokumentem stwierdzajacym co ktora z nas robi jest ksiazka wizyt Spa. To jest jedyny dokument honorowany przez administracje i ksiegowosc korporacji. Wiec jesli w tej ksiazce pisze jak wol, ze od godz. 12:30 do 13:00 ja jestem z klientka to jak ja moge napisac w jakims zeszycie, z ktorym nikt w razie czego nie bedzie sie liczyl, ze ja o 12:48 do 12:56 poszlam na papierosa? No fizycznie czlowiek nie moze byc w dwoch roznych miejscach w tym samym czasie.

W ten sposob prowadzilysmy wojne podjazdowa przez kolejne 4 lata, czyli az do czasu kiedy w dniu moich urodzin dalam Amy-Papudze pismo oznajmiajace moja rezygnacje z pracy. I wyobrazcie sobie, tez byla niezadowolona:) Zamiast odetchnac z ulga to ona powiedziala, ze daje jej za malo czasu na znalezienie kogos na moje miejsce.
-- Alez droga Amy, daje Ci pelne dwa tygodnie, akurat dokladnie tyle ile wymaga regulamin. Przy okazji, ciekawa jestem czy Ty dalabys mi wiecej niz 15 min, gdybys to Ty mnie zwalniala?
Oczywiscie nie doczekalam odpowiedzi na to pytanie, a ostatniego dnia Amy w mojej obecnosci wykonala telefon do wladz i w czasie rozmowy byla uprzejma nadmienic, ze kazdy cal mojego jestestwa w tym dniu mowil: fuck you corpo! co mialo wskazywac na fakt, ze zlamalam wszelkie wymogi regulaminu odnosnie naszego wygladu:)
Po pracy wedle ogolnie przyjetego zwyczaju poszlysmy wszystkie do restauracji na balange i tam mnie Amy zaskoczyla slowami pozegnania:
-- A na koniec Starduscie musze Ci podziekowac za lata wojny, ktora stoczylysmy i przyznac, ze jakkolwiek pozwalalas mi wygrywac pojedyncze bitwy, to cala wojne Ty niezaprzeczalnie wygralas. Bylo przyjemnoscia miec takiego przeciwnika i wiele sie od Ciebie nauczylam.
I rowniez dziekuje za..... Papuge.
I teraz po latach, jak pisze te wspomnienia "ku pamieci" to tez musze przyznac, ze Amy na zawsze pozostala w mojej pamieci i wspominam ja ze szczera sympatia.

Stardust trudny pracownik;)

15 comments:

  1. W sumie to miłe, co powiedziała na koniec i przyznam, że zaskakujące jak na nią:))))))

    Książkę wyjść i przyjść załatwiłaś po mistrzowsku, nie ma co;)

    ReplyDelete
  2. Stardust, ja podobno jestem wyszczekana i umiem się bić o swoje, ale przy Tobie to ja szczeniak jestem i tylko cienko popiskuję z kąta.

    Niesamowita jesteś Ciociu Stardust :-)

    ReplyDelete
  3. Athina-> To byl klasyczny przypadek kiedy padla kosa na kamien:)) Amy byla naprawde dobrym przeciwnikiem, nie z kazdym warto walczyc.

    ReplyDelete
  4. Daisy-> Dziekuje;) Jakos tak mi sie zycie ukladalo, ze tez zawsze musialam sama o wszystko walczyc i sama sie bronic.
    Ale ja jestem cierpliwa i daje sobie wchodzic na glowe, tak samo bylo z tym czasem na woskowanie. W sumie zapierniczalam z podwojnym wysilkiem niz inne dziewczyny i moglam to robic dalej, ale zobaczylam, ze baba nie chce mi w zamian za to dac glupie 15 min extra to sie wscieklam.
    Kiedys w jednym zakladzie mnie chcieli przekupic i wlascicielka powiedziala, ze kazdy przeciez pracuje dla pieniedzy. A ja jej na to, ze ja NIE, bo ja pracuje dla przerwy na lunch, bo jakbym siedziala w domu, to nie wiedzialabym kiedy lunch zjesc, a tak to mam wpisana przerwe w ksiazce. Mozesz sobie wyobrazic jak jej oczy z orbity wyskoczyly;))

    ReplyDelete
  5. Oooo, ja kiedyś taką awanturę zrobiłam o lunche, że aż się oparło o store managera :-)))

    A wkurzyłam się, bo każda z nas miała godzinę na lunch i ja zawsze przestrzegałam, żeby się nie spóźnić z lunchu, bo zdawałam sobie sprawę, że zanim ja nie wrócę, to ktoś inny na ten lunch nie pójdzie. A takie dwie pipyn grochowe notorycznie się spoźniały. I kiedyś mię strzelił choj, bo czekałam na nie 40 minut ponad czas! Opierdzieliłam tą, co obok mnie miała stoisko, a ta poleciała na skargę. Poszłam na dywanik, i z luzem powiedziałam, że chodzi o notoryczne spóźnianie się z lunchu i ja sobie nie życzę czekać i głodować :-))) I że będę opierdalać każdą co z lunchu się spoźnia. Bo ja szanuję cudzy czas a one nie. I zamknęłam managerce twarz, bo na taki argument nie miała kontrargumentu.

    ReplyDelete
  6. Srtardust, ja się zaczynam ciebie bac...

    ReplyDelete
  7. no,no.Stardust wymiata ,strach się bać:)
    Ścięcie z babkami fanstastyczne,ale wiesz,czasami takie wojny to cały smaczek i dodaje pracy pieprzu:).

    A mnie ciekawi a'propos poprzednij notki - czy klientki nie nacinały was na odszkodowania? typu - zaraziłam się trądzikiem,amm blizny,albo oc innego ?

    ReplyDelete
  8. przczytałam ostatnie trzy notki hurtem. Ty zacznij szukać wydawcy, absolutnie poważnie mówię. a ja zrobię korektę całkiem gratis dla przyjemności!

    ReplyDelete
  9. Daisy-> To wlasnie o to chodzi, zeby robic awanture jak sie zdecydowanie wie ze racja jest po naszej stronie. W przeciwnym wypadku to jest bicie piany na darmo i czlowieka moga wypierniczyc z roboty.

    ReplyDelete
  10. Beata-> nie jest tak zle;) ja tylko jak mi ktos naprawde nadepnie to taka sie robie;)))

    ReplyDelete
  11. DS-> To sie tak latwo mowi, ale gorzej wykonac. No i to sa notki kazda z innej wsi, kto by to chcial wydawac??
    Ale milo mi, ze mnie podbudowujesz:)

    ReplyDelete
  12. jak już mowa o korekcie, to "z powrotem". prosiłaś :)

    nieważne, że każda z innej wsi. dałoby się z tego zrobić całość. na razie pisz, a potem zobaczymy :)

    ReplyDelete
  13. DS-> Dzieki za "z powrotem" lece poszukac i poprawic:)

    ReplyDelete
  14. trudny ale jaki stały ! ja w takich sytuacjach wychodziłam z roboty, trzakałam drzwiami i kupowałam gazetę o prace. w ten sposób miałam siedem prac w ciągu trzech lat a w ósmej zaszłam w ciążę więc byłam tam tylko chwilę bo z miejsca wzięłam zwolnienie. osiadłam na swoim. uffff ;)))

    ReplyDelete
  15. Spt-> Przed korpo to ja jednego roku zmienilam prace 8 razy i wlasnie kazda z dnia na dzien, niektore z trzaskaniem drzwiami;) Natomiast w korpo przysiadlam na prawie 10 lat, bo jednak placili solidnie i w sumie warto miec TAKA firme w CV.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...