Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, May 15, 2009

Update

Wczoraj przed pojsciem do pracy trenowalam na tarasie. Taras ma 9m dlugosci i kafelki tworzace proste linie, wiec zalozylam te koturny i trenowalam krok modelki:) Mam nadzieje, ze mnie nikt nie widzial, bo taras jest z tylu domu, a jak widzial, to pierdole, jego pech i jego problem.
Tak wiec po 10 minutowym treningu jak szlam do autobusu to zauwazylam, ze na tych koturnach mam inna postawe, jakas bardziej wyprostowana sie zrobilam. Sasiad sie za mna obejrzal, nie jest zle. W drodze z metra do pracy, dwoch nieznajomych facetow powiedzialo mi "hi" to sie raczej rzadko zdarza, bo jest jedynie normalne jesli kogos sie widzi zawsze.
No querwa, cos jest jednak inaczej w tych butach.
Od miesiaca wprowadzilam tez drobne zmiany zywieniowe i ubylo mnie jakies 2kg. To jest niby nic przy tej masie jaka posiadam, ale juz zaczyna cieszyc. Od dwoch dni wcieram w siebie te nowe bio-identical hormony, ktore w polaczeniu z lekka dieta powinny tez zaczac pomagac w stabilizacji wagi.
Udalo mi sie dotrzec do pracy bez zadnej wywrotki, bez tanca lamanca na srodku ulicy, fakt ze ciagle patrze pod nogi, bo jakby sie znow trafila jakas nierownosc chodnika, to pewnie znow stracilabym rownowage.
Caly dzien wytrwalam ambitnie w koturnach!!!!
Wieczorem jak zwykle Wspanialy przyszedl po mnie i w drodze do metra stwierdzil:
-- Wiesz, Ty w tych butach idziesz jak kobieta.
-- Bredzisz, skarbie, ale bredz tak dalej.
-- No naprawde, ide za Toba i widze roznice.
Przystanelam i powiedzialam:
-- Nie strasz, bo jak tak dalej pojdzie, to sobie jeszcze sukienke kupie.
Za chwile musielismy przejsc kawalek obok chodnika, ktory akurat reperuja, tu musialam wyjatkowo uwazac, ale udalo sie. Tylko okazalo sie ze ten kawalek przejscia, ktory pracownicy drogowi wytyczyli dla pieszych mial jakies upiorne malenkie kamyczki, ktore wczepily sie w podeszwy moich butow i tu zaczela sie tragedia. Za cholere nie dalo sie tego odczepic metoda szorowania podeszwy o chodnik, a kamyczki byly na tyle duze, ze powodowaly utrate stabilnosci, bo ja tej wysokiej podeszwy ciagle jeszcze nie wyczuwam dobrze.
Jakos doszlam do tunelu metra, a tam zdjelam buty i Wspanialy musial te kamyczki przy pomocy klucza zeskrobac z podeszwy. I nawet nikt na nas nie zwrocil uwagi, no to mi sie wlasnie tutaj podoba, ze wszystko jest normalne i nic nikogo nie dziwi.
Stwierdzam po tych dwoch dniach, ze te koturny zdecydowanie pomagaja, z tym tylko, ze jak wrocilam do domu to mialam wrazenie ze pali mnie skora na podeszwach stop.
To chyba od tego ciaglego odruchu chwytnego palcami stop, no i oczywiscie "nowa" inna podeszwa, a mnie takie rzeczy odparzaja i czesto powoduja bable.
Za dwa tygodnie bede miala ten zabieg i juz sie nie moge doczekac, ale dzisiaj chyba pomaszeruje do pracy w plaskich, dla odpoczynku. To nic ze znow bede bolesnie pokonywac wszelkie schody, a mam ich duzo po drodze, ale musze dac tym stopom maly odpoczynek.
A po zabiegu bede wreszcie mogla wybrac sie za miasto na jakies dluzsze spacery, a moze nawet sie zmobilizuje i pojde cwiczyc na silownie, za ktorej membership place od lat:))
Slowem idzie ku dobremu:)
Skoro update, to update, moje roslinki balkonowe rosna bardzo ladnie i kwitna. Na dwoch balkonowych krzakach pomidorow mamy juz po dwa pomidory na kazdym. Zapowiada sie, ze pod koniec czerwca mozemy miec juz wlasne pomidory.

Stardust... i odeszla krokiem modelki...

9 comments:

  1. absolutnie musisz kupić kiecke:)
    już sobie zwizualizowałam Ciebie na tych koturnach krok modelki,ha :)

    ReplyDelete
  2. Koturny wcale nie są takie najgorsze do chodzenia. Ja tam je bardzo lubię.
    I łatwiej się w nich chodzi niż na obcasach, to pewne :-)

    A jeszcze jak pomagają to dopiero super.

    ReplyDelete
  3. kupie se koturny, chce by faceci mówili do mnie "hi"

    ReplyDelete
  4. Tuv-> nosze kiecki czasami. Jak musze to nawet potrafie sie doprowadzic do wygladu dosc atrakcyjnej baby:) Raz jeden wystapilam w zydowskiej synagodze i do dzis moj pasierb mowi, ze bylam tam najbardziej elegancka "zydowka":))))))

    ReplyDelete
  5. Daisy-> ma racje, koturny nie sa zle jesli nie sa za bardzo zwezone. Da sie zyc, ale dzis jestem na plaskim, bo musze sobie dac odpoczynek.

    ReplyDelete
  6. Beata-> Jedna jaskolka nie czyni wiosny:)))) ja jestem za bardzo realistka zeby mi cos takiego w glowie glupote zasialo:)) 30 lat temu? moze, ale nie teraz ani nawet nie 20 lat temu.

    ReplyDelete
  7. No a zdjęcie tych koturnów to gdzie jest?! Stardust zdjęcie dawa, ale już :-)

    ReplyDelete
  8. A nie mo(j)żesz na te schody na paluszkach? Żeby achillesów nie obciążać.

    ReplyDelete
  9. Nielot, na paluszkach da sie wchodzic, ale ze schodzeniem to bym raczej wyladowala na siekaczach zamiast na paluszkach:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...