Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, June 16, 2009

Latawica ;-)

Od samego poczatku nasz wyjazd nie przebiegal zgodnie z planem. Ledwie dojechalismy na lotnisko i juz przy wejsciu poinformowano nas ze wszystkie loty do Buffalo tego dnia zostaly odwolane ze wzgledu na warunki atmosferyczne. Tyz piknie - pomyslalam, ale pan informujacy polecil isc do stanowiska biletowego wyrazajac nadzieje ze moze uda sie im nas gdzies wcisnac.
No to poszliswa. Paniusia za kontuarem jak uslyszala "Buffalo" to zamarla na moment ale za chwile powiedziala ze w sumie to jest jeden lot, na ktory moze nas wsadzic, ale juz w tej chwili ludzie wchodza do samolotu. Zapytala czy jestesmy zainteresowani, czy tez raczej wolimy leciec nastepnego dnia rano.
-- Bierzemy - zawolalam stanowczo, zanim Wspanialy zdazyl pomyslec.
Rzucilismy bagaz we wskazane miejsce i pedem do odprawy, bo teraz cza sie odprawiac nawet na krajowe loty. W biegu zdejmowalam kubraczek i buty, a Wspanialy walczyl z paskiem od portek i komputerem. Przy odprawie wiadomo kolejka, ale jakos nam to szybko poszlo. Natomiast droge do bramki przelecialam boso, bo tak bylo szybciej. Ludzie troche dziwnie na mnie patrzyli, ale co tam ja przyzwyczajona, ze patrza dziwnie.
Bylismy ostatnimi pasazerami, jak juz zajelismy miejsca to zapytalam Wspanialego:
-- A tak naprawde to gdzie my teraz lecimy?
-- No wlasnie, bo Ty sie tak szybko zgodzilas ze nawet nie wiemy gdzie i jak lecimy.
-- A na co mialam czekac? chcialoby Ci sie wracac do domu?
-- Nie bardzo chcialbym wracac do domu, ale wolalbym miec troche wiecej informacji.
Popatrzyl na bilety i okazalo sie ze lecimy najpierw do Washingtonu a potem do Buffalo, ale w Washingtonie mielismy 3 godziny przerwy.
Nic to, ja jak sie juz nastawiam na podoroz to mi nic nie przeszkadza.
W Washingtonie z lotniska pokiwalam Barackowi, pozarlismy jakies zarelko w lotniskowej knajpie, zadzwonili do Tatka z informacja ze przylatujemy 4 godz. pozniej niz bylo planowane i polecieli dalej. Tatek odebral nas z lotniska w Buffalo ok. 23:30 wiec stwierdzilismy ze z kasyna tego wieczoru juz nici:(
Za to w piatek i sobote wybralismy sie do kasyna juz o 14, no cza bylo koniecznie nadrobic strate czasu. W koncu nie zostawilismy dotacji dla Indian Seneca przez prawie 2 lata a to duze niedopatrzenie z naszej strony. W niedziele wybralismy sie oboje do Canady, ale o tym bedzie w nastepnej notce.
Noc z niedzieli na poniedzialek rowniez spedzilismy w kasynie, ale tym razem juz bez Dziadkow, E. po dwoch zarwanych nocach miala juz powaznie ograniczona mobilnosc, a Tatek stwierdzil ze sam z nami sie nie wybiera. No to pozwolismy sobie do prawie bialego rana, wiec nie dziwcie sie, ze padam, bo przeciez w poniedzialek wracalismy juz do domu.
E. zaprosila nas na luncho-obiad przed wyjazdem i bardzo mnie wzruszyla.
Bo E. jest w wieku mojej Mamy (pol roku starsza) i wlasnie musi sie przeprowadzic do swojej corki, bo traci wzrok i nic nie da sie z tym zrobic, wiec juz za niedlugo nie bedzie mogla mieszkac sama. Ale najwazniejsze ze nie traci ducha, poczucia humoru i generalnie checi do zycia, no taki typ z bardzo pozytywnym nastawieniem do wszystkiego co ja spotyka na drodze.
I wlasnie w czasie wizyty u Niej opowiadala, jak to zaczyna porzadkowac swoje rzeczy, pozbywac sie niektorych i w pewnym momencie podeszla do mnie z takim malym krysztalowym flakonikiem (szwedzki krysztal, bo E. jest z pochodzenia Szwedka) i mowi:
-- Wiesz, bardzo bym chciala zebys miala cos na pamiatke ode mnie. Ja wiem ze nie lubisz takich typowych krysztalow ale moze ten bedzie Ci sie podobal.
-- Ale ja juz mam od Ciebie prezenty - wyjakalam zaskoczona.
-- Tak, ale tamte, to byly kupione dla Ciebie, a ja chce zebys miala cos co JA MIALAM i lubilam.
No i sie poryczalam. E. poznalam jakies 5 lat temu, ale bardzo, bardzo kocham te kobiete i sie boje ze moglabym Jej juz nigdy nie zobaczyc. Tak malo jest takich dobrych ludzi na swiecie...
Ech, lepiej nie bede o tym pisac za wiele, bo sie zrobi smutno.
Wroce do kasyna. Przez pierwsze dwa dni wyszlismy na minus nie za duzy, ale jednak oboje na minus, a to nie jest dobrze.
Natomiast w te ostatnia noc pojechalismy tam ok. 21 i do godziny 22:30 stracilam juz polowe pieniedzy przeznaczonych na zabawe. Postanowilam wiec ze lepiej bedzie jak bedziemy sie ze Wspanialym trzymac w poblizu, troche nawet gralismy razem na tej samej maszynie, ale mi sie znudzilo to sie przesiadlam o 2 maszyny dalej od niego. Wrzucilam 20 dolarow i po 3 ruchach wygralam 120. I od tamtego momentu cos nam sie odmienilo i jaka maszyne nie dotknelismy to nagle zaczelismy wygrywac.
Byl nawet taki moment ze Wspanialy dostal tzw. free spins kiedy maszyna sama gra i w nich 2 kolejne serie free spins i siedzial przed maszyna przez dobre 10 minut a maszyna sama grala i wygrywala. Jednym slowem tej ostatniej nocy udalo nam sie odrobic straty poprzednich dni.
Ubaw mielismy przy tym niesamowity, bo to bardzo fajnie jest jak czlowiek nagle zaczyna wygrywac. Szkoda bylo wracac do domu, ale rozsadek jednak wzial gore no i zimo sie zrobilo, bo w nocy nie ma tyle ludzi a klimatyzacja napiernicza na full.
Powrot do domu tez mielismy z przygodami, bo znow sie okazalo ze nasz lot zostal odwolany.
Przesiedzielismy na lotnisku prawie 2 godziny ale jakos udalo nam sie wyleciec, po nieprzespanej poprzedniej nocy wrocilismy do domu pozno wiec nic dziwnego ze dzis jestem jak snieta ryba.

Stardust padajac na siekacze

29 comments:

  1. wlasnie znalazłam twoj blog..swietnie piszesz a twoje historie sa dla mnie troche egzotyczne..:)..podobaja mi sie.. taka nutka przygody..a do tego duzo ciepelka i zyczliwosci..pewnie podobnie jak jak jestes z tych pozytywnie zakreconych..pozdrawiam ania

    ReplyDelete
  2. Stardust, kusi mnie tez taka noc hazardowa! oj zaryzykue cała emerytura nauczycielska!

    a wazonik - jej, wzruszające
    ze mna sie dzieli taka 86 letnia Pani, która kiedyś uczyła mnie w kółku plastycznym osiedlowym :) (to był stary dom, jak na Gdynię, taki tajemniczy...) mam z nia kontakt od wielu lat i ona rozdaje mi książki, bo"niedługo nie będa jej potrzebne" :)

    ReplyDelete
  3. Ja zgodnie z prośbą: zdążyc piszemy przeż "ż" z kropką.

    ReplyDelete
  4. Star?!? no wyłazi z ciebie hazardzistka! :)))

    ReplyDelete
  5. Grać trzy noce i jeszcze nic nie stracić...też bym tak chciała.
    Ostatnio właśnie zastanawiałam się, co mam po przyjaciółce, która odeszła.Właśnie po niej, a nie od niej.

    ReplyDelete
  6. Kurczę ... szykuje się rozdzielenie Tatka z E? Uuuuu.

    ReplyDelete
  7. dlaczego nie ma kasyn w NYC ?

    Trzeba latac tak daleko ?
    Rozumiem, ze kazdy pretekst dobry, zeby przeleciec sie ;)

    ReplyDelete
  8. Persjanko--> Witam serdecznie i milo mi ze moje pisadlo sie podoba:)

    ReplyDelete
  9. Bere--> Nooo ciagnie mnie hazard i to nie tylko w doslownym tego slowa znaczeniu;))

    ReplyDelete
  10. Beata--> Wzruszajace sa takie momenty, ale jednoczesnie sie ich boje. Moja Mama w czasie naszego ostatniego spotkania tez dala mi "cos" na pamiatke "po Niej".
    Wiec to skojarzenie...staram sie o tym nie myslec i tlumacze sobie ze E. poza tym wzrokiem jest w calkiem dobrej formie pod wzgledem zdrowia fizycznego, ale moja Mama tez nie byla chora na nic co by wskazywalo....

    ReplyDelete
  11. Lorenza--> Na Ciebie moge liczyc:)))) ale co ja mam z tym DAZENIEM???? kurde tak bardzo sie staram pamietac, a jednak od czasu do czasu znow mi wyskoczy.

    ReplyDelete
  12. Tuv--> Wczoraj wieczorem wracalismy taksowka od metra i facet mial sygnal swiatel ustawiony na taki pikajacy dzwiek. Popatrzylam katem oka na Wspanialego i razem nam sie wyrwalo "kasyno":)))))

    ReplyDelete
  13. Barbaratoja--> No udalo nam sie tym razem, chociaz ja 2 lata temu w czasie ostatniej wizyty wygralam 1200 dolarow. Najwieksza w moim zyciu wygrana. Tym razem jak policzylismy to ja wyszlam jednak na maly minus jakies 60 dolarow a Wspanialy odegral wszystko co wczesniej stracil. To nie jest zle;))
    Ja do Ciebie moge niestety zagladac tylko z pracy:( bo moj nowy system Vista nie otwiera Onetu, wiec to troche ograniczone mozliwosci, ale bede pamietac zeby na ile czas pozwoli odwiedzac Cie:)

    ReplyDelete
  14. Sze--> No takie jest zycie niestety. Teraz mieszkaja w sasiednich budynkach, potem beda w tym samym miescie ale to juz nie to samo. Patty (corka E.) powiedziala do mnie "gdybym miala wiekszy dom, to zabralabym ich oboje, ale nie dam rady". Tez kochana dziewczyna. No i z Tatkiem tez trzeba bedzie podjac jakies decyzje, w sumie to byl glowny powod wizyty, wstepne rozmowy. Nie jest latwo.

    ReplyDelete
  15. Huevo--> Przez cale lata nie bylo kasyn w najblizszych okolicach Nowego Yorku, Atlantic City to jednak New Jersey mimo ze tylko 2-2.5 godziny jazdy samochodem od nas. A Seneca w Buffalo jest w tym samym stanie, no takie paskudne prawo miejskie. Chyba 2 lata temu otowrzyli kasyno w Yonkers to mamy odslownie 15 min. samochodem, ale jakos nie bardzo mi sie ono podoba. Moze dlatego ze jest stricto dla niepalacych. Ja rozumiem sekcje dla palacych i niepalacych, ale cale kasyno? glupota i tyle.

    ReplyDelete
  16. palic nie pale, alkohol tez chyba mam pod kontrola, ale hazard to jest cos w co (mam przeczucie) wpadlabym po uszy. no to unikam :)

    gratuluje wygranej (wyjscia na zero:))

    ReplyDelete
  17. uwielbiam kasyna. jak zresztą wszystko co uzależnia ;)))

    ReplyDelete
  18. Star - wywal w pizdu Vistę;>
    Myśmy jąusunęli z i mojego koputera i z laptopa Juniora.
    Vista bardzo nieudana,i się z niej wycofujecie:>>>
    Spokojnie namierzyć sterowniki do Xpeka

    ReplyDelete
  19. zaczyna mi sie hazard...ktory rachunek oplacic pierwszy:)

    ReplyDelete
  20. Wiesz co? Ty mi przypominasz Joannę Chmielewską, tylko ona pisze kryminalnie. Ta skłonnośc do hazardu przelała czarę podobieństwa...

    Mam nadzieję, że córka E mieszka w tym samym mieście, co tatko.

    I bardzo się też cieszę, że miałaś pobyt pełen wrażen oraz wyszłaś na plus:)))))))

    ReplyDelete
  21. Nigdy nie byłam w kasynie, ale wiem że bym uwielbiała. Ten typ :)
    Wzruszyłam się przy tym flakoniku.

    ReplyDelete
  22. b.--> Hazard wciaga to fakt, dlatego trzymam sie z daleka od powaznych gier. Mam wrazenie ze one sa wieksza pulapka bo czlowiek liczy bardziej na wlasny umysl, przy maszynach to tylko lut szczescia.

    ReplyDelete
  23. Tuv--> Ty mnie prosze nie obrazaj:)) Piszesz do mnie jak do madrego czlowieka "wywal Viste" tak jakbym ja miala rozumiec co to znaczy. Ja prosta baba jestem i sie nie znam mowi mi o garach, odkurzaczach to rozumiem chociaz moge niedoslyszec;) Jak przyjdom dziecka w nastepny weekend to ich przepytam na okolicznosc, bo one mondre som;)

    ReplyDelete
  24. Beata--> Taki hazard rachunkami to ja cale zycie uprawiam miesiac w miesiac:)

    ReplyDelete
  25. Athi--> Patty (corka E. mieszka w tym samym miescie jakies 10-15 min samochodem, no i Tatek jest wrosniety w rodzine E. z butami i krawatem, jest nawet ojcem chrzestnym syna E. to jest przyjazn trwajaca cale zycie. No ale juz nie bedzie zagladania sobie do okien:))

    ReplyDelete
  26. Malgoska--> ja w kasyna wpadlam z uszami i to chyba dobrze ze nie mam nic pod reka tak blisko;))

    ReplyDelete
  27. Raczej nigdy nie przekrocze progu zadnego przybytku hazardu z obawy, ze musialby mnie ktos potem sila wywlec...
    A to porownanie Athiny z Chmielewska... Cos w tym jest!

    ReplyDelete
  28. Ja bym sie bala ze przerzne wsjo i jeszcze sila mnei beda wynosic z kasyna, dlatego nie laze. Po cholere kusic los :D

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...