Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Monday, June 1, 2009

Polak potrafi

Zdaje sobie sprawe, ze po tej notce posypia sie na mnie gromy i pierony, ale wywiazala sie mala dyskusja w komentarzach pod notka tutaj wiec postanowilam isc za ciosem i polozyc glowe na pniu. Wiem, ze nikt nie lubi byc krytykowany, ale tez wiem, ze balwochwalcze zachwyty nie ucza niczego, a konstruktywna krytyka moze nauczyc wiele tylko trzeba chciec.
Z wlasnego doswiadczenia wiem, ze zadna z zachwyconych klientek nie nauczyla mnie nic, a wrecz powodowala, ze jako kosmetyczka stalam w miejscu, natomiast wszystko co najcenniejsze nauczyly mnie klientki, ktore sie na cos skarzyly, o cos upominaly. To dzieki tym drugim moglam sie wreszcie na tyle udoskonalic zawodowo, zeby przejsc na swoje.
Sama tez krytykuje jak widze, ze cos jest nie tak, ale nie kazdy jest otwarty na krytyke, co bylo juz widac w tamtej notce. A przeciez niekoniecznie trzeba sie klocic, obrazac, czasem wystarczy popatrzec na pewne zachowania bezstronnie i moze nawet czegos sie nauczyc.
Dajanka, troche zbyt pesonalnie chyba odebrala moje krytyczne uwagi pod adresem obslugi w polskich sklepach. A przeciez sa tez sklepy, gdzie ta obsuga jest mila i chetnie tam wracam.
W jednym z takich sklepow z mila obsluga robie juz zakupy od 15 lat, co prawda nie codziennie ale swiateczne, czyli mozna. Ale tez od czasu do czasu wchodze do innych sklepow i jesli widze roznice to nie musze milczec, czy tez szukac usprawiedliwien.
Najczesciej powtarzanym argumentem w tamtej dyskusji bylo, ze to pewnie stare ekspedientki wychowane jeszcze na PRLowskich zasadach. Otoz nie, bo ta pani to akurat miala gora 30-32 lata wiec raczej czasy PRLu spedzila w pieluchach.
Kolejne tlumaczenie, to ze "w Polsce tak nie ma". Przykro mi, ale wlasnie zajme sie w tej notce moimi obserwacjami z Polski.
Juz pierwszego dnia, w moim rodzinnym miescie Kielce wybralismy sie w czworke (nas dwoje, brat i jego corka) do bardzo ladnej i eleganckiej restauracji przy glownej ulicy. Restauracja nowa, ladnie urzadzona, elegancka, zachecajaca wnetrzem.
Byla godz. ok. 14 wiec to pora obiadowa w Polsce, ale mimo to pusto, oprocz nas przy jednym stoliku siedzialo 3 osoby i jeszcze przy nastepnym jeden samotny pan przy piwie.
Siedlismy, przyszla kelnerka, zlozylam zamowienie: jeden placek po wegiersku (dla mnie) i 3 zarkoje (potrawa ukrainska), do tego 4 zestawy surowek.
Pani przyjela zamowienie i po ok. 5-10 minutach przyniosla moj placek po wegiersku i zestaw surowek. Po chwili przyniosla 3 kolejne zestawy surowek. Poczekalam chwile w nadziei ze teraz przyniesie te 3 pozostale dania dla towarzyszacych mi osob.
Niestety, nie odczekalam sie, a poniewaz moje danie styglo to zaczelam jesc, Wspanialy i reszta zaczeli podskubywac surowki. Jak ja juz skonczylam moj caly obiad, a reszta towarzystwa surowki to pani przyniosla 3 zarkoje.
-- To co Ty teraz bedziesz robic? - zapytal Wspanialy.
-- To co Wy robiliscie jak ja jadlam - odpowiedzialam z trudem starajac sie zachowac normalny ton glosu.
-- Tylko sie nie denerwuj, jestesmy na urlopie - powiedzial i zaczal jesc.
Po chwili przeprosilam i powiedzialam im, ze wyjde na papierosa.
Wychodzac podeszlam do baru gdzie stala nasza klenerka i z milym usmiechem powiedzialam:
-- Nie chcialabym zeby odebrala pani moja uwage jako reklamacje czy krytyke, ale macie naprawde bardzo ladna restauracje i jedzenie tez jest dobre, tylko chyba organizacja pracy wymaga odrobine dopracowania.
-- Ale o co pani chodzi?
-- Dokladnie to chodzi mi o to, ze ten obiad mogl byc podany dla wszystkich jednoczesnie.
-- Prosze pani, na zarkoje czeka sie dluzej!! - poinformowala mnie wyraznie oburzonym tonem.
-- Ale to nie powinno mnie interesowac jako konsumenta, od tego prosze pani jest kucharz, zeby wiedzial jak zabrac sie do przygotowania zamowienia, zeby wszystkie cztery dania wyszly z kuchni jednoczesnie.
-- No wie pani...- chciala mi przerwac.
-- Prosze pani, ja na wstepie powiedzialam zeby nie traktowala pani mojej uwagi jako zazalenia. To tylko dla Waszego dobra. Jesli 4 osoby przychodza razem i siadaja przy tym samym stoliku to raczej chca tez jesc razem - powiedzialam i odeszlam, bo tym razem naprawde potrzebowalam nie tylko papierosa, ale setke solidnej wodki. Z tym, ze juz nie w tym lokalu.
Zakupow bedac w Polsce nie robilam, bo nie mialam potrzeby, Wspanialy poszedl kilka razy z moja Bratowa do sklepu, ale On nawet jakby cos zauwazyl to mi nic nie powie, bo On taki jest, nie chce robic przykrosci, wiec sie raczej nie odezwie.
Ten jeden raz kiedy weszlismy do jakiegos sredniej wielkosci marketu, zeby kupic kawe i kilka drobiazgow bylismy zaskoczeni, ze kasjerka nie pakuje produktow tylko klient robi to sam. Troche to glupio wygladalo, jak czekalismy a ona z kolei patrzyla na nas jak na durnych, ale to zaden problem. Co kraj to obyczaj tu sie absolutnie nie mam czego czepiac.
Natomiast za przegiecie i to wlasnie komunistyczne uwazam platne ubikacje w restauracjach i na niektorych dworcach, przeciez konsument lub pasazer placi za posilek, lub bilet, wiec koszt sikalni moglby w tym momencie byc wliczony w koszta uslugi.
Do szalu doporowadzaly mnie w restauracjach (srednia klasa) serwetki, takie 15 cm bibulki zlozone w wachlarz, Wspanialy za cholere nie umial wyciagnac tej bibulki bez rozwalenia calego wachlarza na stol. Ja zreszta tez nie, wiec wyjmowalam calosc, rozkladalam w dloniach i w ten sposob czestowalam go serwetka. A przeciez serwetka powinna sluzyc do polozenia na kolana, coby sie konsument nie upieprzyl niechcacy. Niechby ona byla i papierowa, ale wieksza.
Absolutny szok przezylam w restauracji Quo Vadis w Lodzi. Restauracja z bogatym menu, popatrzylam, poczytalam i wpadlam w zachwyt. Tu pomyslalam sobie pokaze mojemu mezowi prawdziwa polska kuchnie!!!
Pokazalam!!!!
Poszlismy tam w gronie znajomych Lodzian, zasiedli przy stole, po przedluzonym czasie ignorowania nas przez zaloge wreszcie przyszla kelnerka. Kazdy z nas zamowil inne danie z zamiarem, ze bedziemy sobie nawzajem podkradac kaski z talerza i w ten sposob amerykanskie ciolki sprobuja na czym polega prawdziwe dobro jedzenia. Zamowilismy tez piwo, ktore pani przyniosla natychmiast i jak go tylko przyniosla to zaraz o nas zapomniala.
Po chyba 30 min ciszy ze strony personelu kolega poszedl sie dowiedziec co jest grane.
Sprowadzilo to klenerke z oswiadczeniem "kto z panstwa zamawial kaczke? bo wlasnie kaczki nie ma, prosze wybrac cos innego". Kaczka byla moja, wiec goraczkowo dorwalam menu i szybko wybralam inna potrawe. Kelnerka odeszla.
Po nastepnych 30 min dostalismy jedno danie, ktore zostalo natychmiast pozarte przez zglodnialych uczestnikow wyprawy. Po czym nastapila znow 20 minutowa przerwa, ten sam kolega poszedl z reklamacja domagajac sie rozmowy z menadzerem restauracji. Okazalo sie ze nie ma menadzera, nie ma wlasciciela, nie ma nikogo oprocz czekajacych na zbawienie konsumentow.
Wspanialy przez caly ten czas szeptal mi w ucho, ze obok jest kasyno, to on sobie pojdzie pograc i zaraz wroci. Kurde moglby tam fortune przegrac zanim cokolwiek pokazaloby sie na stole.
Po juz zupelnie glosnych interwencjach kolegi, wyszla jakas bardzo wczorajszo wygladajaca kobieta i stwierdzila, ze to ona jest menadzerem.
Zona kolegi dolaczyla do skladania reklamacji, a chyba glownie znajac meza, w celu uspokojenia go, bo facet widac bylo, ze sie juz caly gotuje.
My, cala reszta towarzystwa mielismy tez dosc, wiec spokojnie wstalismy od stolu i zaczeli zblizac sie do wyjscia i wtedy zobaczylam, ze Zona kolegi za cos placi (!!!!)
Tu juz sama nie wytrzymalam i zapytalam:
-- Droga J. a za co Ty placisz?
-- No za te piwa i jedno danie ktore dostalismy - odpowiedziala cicho J.
-- I pani, ma czelnosc przyjac te pieniadze? po poltorej godziny czekania na nic!!! Pani kasuje za piwo?? - wyrzygalam w strone "menadzerki" jadowitym tonem.
I wyszlam, bo chyba lepiej bylo wyjsc dobrowolnie niz w kajdankach.
Glodni i wsciekli kilkadziesiat metrow dalej znalezlismy meksykanska restauracje, gdzie zostalismy obsluzeni w ciagu 20 min.
Doskonala obsluga byla w krakowskiej Ariel na Kazimierzu, rownie przyjemnie spedzilismy czas w Zaczarowanej Dorozce w Toruniu, w Lodzi tez bylismy w restauracji chyba "Chlopskie Jadlo" czy cos podobnego i tez byla bardzo sympatyczna obsluga, piekny wystroj i bardzo przyjemnie.
Napisalam w komentarzach do tamtej notki, ze w rosyjskich sklepach w Nowym Yorku obsuga jest bardziej uprzejma. To prawda, faktem jest, ze na Brighton Beach mamy dosc daleko, ale tam jest obsluga tak doskonala, ze az chce sie kupowac i potrafia czlowieka namowic i skusic na duzo wiecej niz planowal. I to nawet nie boli!!
Tak samo Rosjanie bija nas na glowe jesli chodzi o restauracje.
Tak naprawde to nie ma w Nowym Yorku polskiej restauracji, do ktorej moglabym zaprosic kogos ze znajomych innej narodowosci i powiedziec z duma "to jest polska kuchnia".
Nie wiem dlaczego tak sie dzieje, ale podejrzewam, ze wiaze sie to z faktem, ze Polacy skupiaja swoje restauracje i sklepy glownie w polskich dzielnicach. Rosjanie tez, ale oni potrafia wyjsc na szeroka skale, maja kilka doskonalych i drogich restauracji na Manhattanie. Ale nawet sami dla siebie w rosyjskiej dzielnicy, to oni maja restauracje naprawde na bardzo wysokim poziomie. Super osbsluga i potrafia tak dekoracyjnie podac najprostsze danie, ze czlowiekowi szkoda widelec w to wbijac. Kazda restauracja ma w weekendy dancingi z show na zywo. I te restauracje sa pelne, maja staly ruch i sa pelne rowniez Polakow.
W polskich restauracjach, a wlasciwie powinnam napisac jadlodajniach na Greenpoint panuje z reguly samoobsluga, bo wlasciciel woli zaoszczedzic na obsludze, wiec siedzi pani w okienku i wola: "schabowy!! watrobka cieleca!! gulasz z kasza gryczana!!" aby taniej.
A nawet te kilka restauracji gdzie sa kelnerki to tez widok dania na talerzu niewiele sie rozni od tego w jadlodajni. Nie wiem czym to jest spowodowane.
Z mojego wlasnego podworka wiem, ze nie mam polskich klientek, no jakos tak wyglada na to, ze jak Polak ma zaplacic Polakowi, to raczej wolalby zeby mu watroba zgnila.
Tam nad Wisla jestesmy skazani na siebie, tutaj mamy wybor, ale nie robimy nic zeby lepiej wygladac na tle konkurencji innych krajow.
Przykre ale prawdziwe.
A teraz mozecie wylewac te kubly pomyj na moja glowe.
Ale ja juz taka jestem, ze nie wazne o co chodzi, czy to o kraj w ktorym sie urodzilam, czy tez o rodzine, nie potrafie zmiatac pod dywan i udawac, ze wszystko jest dobrze.
AAAAAA!!!!!! i jeszcze. Niech mnie Ade nie wkurwia, ze se mozna zajrzec do polskiego slownika online, bo te slowniki online to kolejny dowod na polskie zadufanie w sobie. One sa przygotowane tylko dla odbiorcy z polska czcionka, bo przeciez reszta swiata powinna se przestawic klawiature na te ogonki, kreseczki i swiderki!!! Tak samo jest z polskimi serwisami noclegowymi, jak w ubieglym roku szukalam to nie bylo Gdanska, Krakowa, Torunia, Lodzi...itp. No moglam se tylko Kielce i Radom znalezc. Chooj!!!! se musze ulzyc, bo to jest cale nasze polskie otwarcie na swiat.
I Ade niech sie nie gniewa, bo to nie Jej wina i Ade powinna wiedziec, ze ja Jom kofam:))

Stardust krytykujac

69 comments:

  1. wiesz,ja się pod tym wszystkim podpisuję.
    Do tego wypadalo by dodać upierdliwego PT klienta.upierdliwego do bólu i kąśliwego i z wymaganiami ale dupka.
    Zdarzyło mi się kilk razy WYJŚĆ z restauracji BEZ orzymania zamówienia.
    Jak do mnie nie podchodzą do 5 minut.jak mnie nie obsługują BEZ ZAPOWIEDZI do 30 minut też wychodzę.
    I pierdzielę.Skoro JA MOGĘ obskakiwać klientów to świat też może obskakiwać mnie.I już.

    ReplyDelete
  2. Noo popatrz, zgadzam sie w caaaaaaaaaaaaaaaaaalej rozciaglosci z szanowna paniom :)

    tym badziej sie zgadzam, ze na Greenpoincie bylam pare razy i po raz pierwszy to musialam szczeke zbierac z asfaltu.
    Skansen.

    W Polsce niestety tez skansen, chociaz czasem zdarzaja sie jaskolki.

    Ja nie wiem, z czego to wynika. Jak tylko znajde sie w towarzystwie polskiej emigracji (od ktorej notabene sie trzymam z daleka), albo wroce do Polski dopada mnie wszedzie to samo:
    powszechne zniechecenie, olewactwo, niechciejstwo, narzekactwo, hamstwo....
    Po paru dniach sie po prostu odechciewa zyc.
    To jakis narodowy defetyzm, pulapka umyslu. Polak Polakowi predzej oczy wydrapie, niz pomoze (nieliczne wyjatki laskolek wiosny nie czynia).
    A wystarczy spojrzec na spolecznosci Chinczykow, Koreanczykow, Rosjan (wlasnie, wlasnie...), Hindusow...
    Jeden drugiemu zawsze pomoze i reke wyciagnie w trudnej sytuacji... u nas rodacy wyciagna ale noge zeby kopnac w dupe.

    Odnosnie slownikow online to juz dawno przestalam cokolwiek mowic, bo zawsze sie konczylo tak:
    "no co ty NIE MASZ POLSKICH ZNAKOW"???
    Tlumaczenia, ze jestem w pracy i nikt tutaj nie ma polskich windowsow etc. byly czytane jako "co z ciebie za POLKA".

    Doprawdy.

    ReplyDelete
  3. tuv--> No upierdliwy klient, taki co to nie wie czego sam chce i sie czepia jak pijany plotu, to tez mnie wkurwia. Ale sa tez klienci rzeczowi, ktorych cenne uwagi kolekcjonuje. I masz racje, bo i Ty i ja pracujemy w uslugach to wiemy jak to wyglada. Ja tam nie mam pretensji do nikogo, ze musze klaki z kuciapy wyrywac, sama sobie wybralam taki zawod i robie to z usmiechem.

    ReplyDelete
  4. no, ale o co cho? prZeciez sama prawda jest!

    ReplyDelete
  5. Nina--> Tez wielokrotnie slyszalam zarzuty, ze jak to nie mam polskiej czcionki. Ano nie mam i nie mam zamiaru miec, co gorsze, bo nie bede sie na stare lata na nowo uczyla pisac z prawym i lewym altem. Ale bylam bardzo mile zaskoczona, ze jak napisalam do wlasciciela tego serwisu noclegowego to co prawda po 3 miesiacach (dla mnie juz za pozno) ale odpisal, ze przestawil wyszukiwarke i teraz juz mozna z serwisu korzystac rowniez bez polskich znakow. Podziekowalam i moze kiedys skorzystam. Bywam na roznych stronach nawet na Aljazzera wchodze i moge tam pisac bez alfabetu arabskiego.

    ReplyDelete
  6. Beata--> No prawda, ale niektorzy sa bardzo wrazliwi na prawde. Sa tez tacy co mowia "nie powinno sie srac we wlasne gniazdo" Tylko wtedy nie wiem gdzie, bo w cudze w/g mnie tym bardziej nie wypada.

    ReplyDelete
  7. kopnac Cie w dupe?
    Ja sie nie obrazam. Planelam glupote to mi sie opierdol nalezal i kropka;))))

    Mosz prowda dzioucha - Polak Polaka utopi w lyzce wody za grosika:(

    ReplyDelete
  8. Polak Polakowi wilkiem to raz.

    jesienią podejmowaliśmy gości z zagranicy i wiadomo jak było..brudne obrusy,wyszczerbione kubki, w centrum, w super restauracji.było mi wstyd jak diabli!!!!
    poszła skarga.

    generalnie bywa różnie,mnie w Anglii podano danie i zabrano w ciągu kilku minut(grzecznie czekałam aż inni dostaną swoje),bo kelnerka pomyliła stoliki.
    a Niemczech było super,ale z kolei knajpki z pizzą takie sobie.zależy,jak się trafi.
    ale fakt,restauratorstwo w Polsce zeszło na ee nie będę obrażać czworonogów,wolę małe jadłodajnie,osobiście uwielbiam Karczmę Bida-szybko,miło i smacznie..no ale to jak jadę w góry...

    ReplyDelete
  9. ooooohhhh i temecior na notke, ale janie wiem czy mi sie chce takowa smarowac, wiec moze w skrocie tu powiem. Generalnie Polak Polakowi to wilkiem jest. Wilkiem dla dla Polakow na mojej wyspie jestem i ja. Nie dla wszystkiech i nie groznym wilkiem ale warcze. Bo jak mam nie warczec. W zeszlym tygodniu pojechalismy z tesciowa i NieWikingiem na polnoc Wyspy. W sumie zrobilismy 1700 km w 3 dni ze zwiedzaniem. W pewnym pieknym miejscu, na takim tarasie widkowym na cudne miasto Akureyri, zatrzymalismy nasze auto, jak sie okazuje czasami nieszczesciem jest, ze jest to auto terenowe. Znajdowala sie na tym tarasie grupka Polakow, same chlopy. No i nie mogly. No kurw nimi targal i chodzili i krecili nosem az w koncu jak wsiadali do swego auta to skorzystali z okazji iz NieWiking fotografowal krajobrazy i nie widzial, i zapokazali mi fakjuja. Mnie zgielo w pola ze smiechu na co oni kolejnym fakjujem ale juz mniej pewnie i odjechali z piskiem. Inna sytuacja na blue lagoon czy basenie, wszystkie baby gole myc sie muszom bo tak jest i juz. Jak chcesz wejsc na basen to sie masz ummyc bez stroju, a banda Polek mlodych stoi w strojach kryje dzwieki i piszczy kometarze: a jaka ona gruba, a ta jakie ma rozstepy a taka.... Albo obsluga basenu zatrzymuje bande Polek w mokrych strojach i pokazuje rysunki prawie, ze instrukcje krok po kroku, ze zanim wejdziesz na szatnie to sie masz wytrzec i zdjac mokry stroj i wlozyc do wora. A panny piszcza, ze czego ona chce. Ja wiem, ze rozne sa kultury na swiecie i zwyczaje ale jak hieroglif rysunkowy wisi i kaze myc leb, podpachy, stopy i krzaki miedzy nogami no to do cholery myjesz i tyla. Jak obrazki kazom siem wyrecznikowac to sie recznikujesz do cholery. Ehhh za duzo przykladow mi sie cisnie na usta. Chyba jednak notka powstanie.

    Zdarzaja sie jednak przypadki ludziow normalnych :)

    ReplyDelete
  10. o sklepach miłosiernie nie powiem nic.
    jak jestem wredna,to przeganiam panie po wszystkich najwyższych półkach.

    ReplyDelete
  11. Miauka Ty weź w końcu napisz co?

    ReplyDelete
  12. Mijka--> Wiec rozumiesz jak sie czuli moi znajomi z Lodzi, tez chcieli nam wszystko pokazac od najlepszej strony.
    Wiesz rozne sytuacje sie zdarzaja wszedzie i nigdzie nie ma idealnie zawsze, tylko jak cos takiego zdarza sie kilkakrotnie w ciagu 3 tygodni pobytu, to niestety wyrabiasz sobie jakies niezbyt pozytywne zdanie.
    Pamietam jak 24 lata temu tutaj poszlam z Owczesnym pierwszy raz do tajskiej restauracji. Oboje durnie nie mielismy wtedy pojecia o tym jak ostre jest tajskie jedzenie i w sumie jak prawidlowo odczytac menu, zeby wiedziec czego sie spodziewac. To byly moje urodziny, a ja siedzialam i caly makijaz splynal mi ze lzami na kolana. Przy placeniu rachunku policzono nam tylko za jedno danie, mimo, ze zamowilismy dwa, mimo, ze rogrzebane byly obydwa i wreszcie mimo, ze to byla NASZA ewidentna wina i glupota.
    Ale w ten sposob knajpa wyrabia sobie dobre imie.

    ReplyDelete
  13. Miauka--> Siadaj i pisz, bo ja poplulam monitor przy tym szorowaniu i recznikowaniu:))) No tak to jest, jak sie weszlo miedzy wrony.... przeciez nikt nikogo za leb na sile nigdzie nie ciagnie.

    ReplyDelete
  14. Nie ma znaczenia czy to jest Polska czy inny kraj. Wszędzie jest tak samo. Można znaleźć naprawdę świetną obsługę jak i zmory komuny. Służę przykładami z Niemiec, Rosji, Turcji, Grecji, Danii, Estonii i Litwy.
    Naprawdę.

    ReplyDelete
  15. Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Po prostu ogólnie obsługa czegokolwiek w Polsce jest niemiła. Wszyscy (policjanci, konduktorzy, kierowcy w autobusach, kelnerki, sklepowe, nauczycielki, panie w rejestracji u lekarza, personel w szpitalach, itp.)są obrażeni, że muszą zadawać się z upierdliwymi klientami (upierdliwy jest z założenia, bo śmiał o coś poprosić), uważają, że mało zarabiają, że ciężko pracują i NIE MUSZĄ tracić godności wykazując się nieusprawiedliwioną uprzejmością.
    Jak ostatnio wybrałam się do Londynu to na każdym kroku dziwiłam się, że wszyscy są mili i tacy jacyś entuzjastyczni... Zaczęło się już w autobusie z lotniska, jak nie mogłam przestać się zachwycać kierowcą, że się przedstawił pasażerom i opowiedział o trasie i autobusie i żartował miło i nie dąsał się, że co chwilę ktoś chce wysiadać... Potem to samo w Holandii... Hm, teraz widzę, że po prostu tak przywykłam do beznadziejnej obsługi, że stało się to dla mnie normą.
    PS. Stardust, mój blog nazywa się teraz http://refreshingdewdrop.blogspot.com/
    zapraszam

    ReplyDelete
  16. Szeherezada--> Absolutnie sie z Toba zgadzam. Tylko, ze my kazda krytyke odbieramy jakos tak bardzo personalnie, no mamy strasznie wrazliwa skore gdy ktos nam pokazuje nasze bledy. Ale krytykowac innych to jestesmy pierwsi. Najpierw nasmiewalismy sie przez dziesieciolecia z Rosjan, teraz nasmiewamy sie z Amerykanow. A czasem warto stanac przed lustrem i przyjrzec sie sobie, bo jest nam rownie daleko do idealu jak innym.

    ReplyDelete
  17. Mało kto dobrze znosi krytykę. Poza tym jest krytyka i krytyka ;-)

    ReplyDelete
  18. Sze--> Odrozniam krytyke i krytyke, dlatego wlasnie w tej kieleckiej restauracji zaczelam od chwalenia tego co bylo ladne i dobre, zreszta uprzedzilam, ze to nie jest zazalenie. No ale pani musiala mnie natychmiast uswiadomic, ze to ja nie mam racji. Tak jakbym nigdy w zyciu nie byla w restauracji czy nigdy nie ugotowala obiadu dla wiecej niz 2 osob. A bylam tutaj na weselu na 250 osob i mimo, ze do wyboru byly 4 rozne dania to serwowanie dla calej sali trwalo nie dluzej niz 4 min. No tak, to bylo wesele za ogromne pieniadze, ale skoro nie mozna wydac 4 dan w tym samym czasie, to jakie moge miec wyobrazenie o weselu?

    ReplyDelete
  19. Mijka i Stardust...taaa jest!
    napisane i opublikowane.

    A szorowanie i recznikowanie to generalnie jest problem na basenach. Nie dla islandczykow, bo dla nich to tak naturalne, ze uwage zwracaja dopiero na kogos gdy sie nie myje. I potrafia sie baby spod prysznica wydzierac i od razu robia to po angielsku, ze jedna panna z druga ma sobie namydlic to i owo i to juz! Wyobraz sobie stoja takie dwudziestki, w wypasinych strojach, spalone solarium i zgrabne...kula sie a obok stoi gruba pani w wieku lat okolo 60 z piana na wlosach i paszcze drze jak megafon. Trzy razy widzialam taka scene. Na blue lagoon to nawet jedna Islandka pawie wybiegla nago do strefy juz publicznej za jakimis azjatkami turystkami, co sie nie wyznawaly w obyczajach tutejszy ignorujac obrazki :D

    A moj pierwszy wystep na basenie a raczej w szatni trwa okolo godziny aza zaczelam wzubadzac zainteresowanie tym dziwnym rozbieraniem sie pod recznikiem. Teraz wpadem i siup gupie garderobe, pod prysznic, stroj i na basen....
    Rozumiem wiec wstyd, ale gdy instrukcje jasno pokazuja a poza tym wszyscy sie stosuja to sorry ale nawet solarium nie pomoze, trza sie wyczochrac pod prysznicem, kropka :)

    Co do naszego niekochania krytyki..nikt nie kocha, a my w szczegolnosci. Jestem na etapie uczenia sie przyjmowanie slow krytycznych bez natychmiastowego wkurwa. Ucze sie i ucze i ucze...
    ommmmmmmmmmm oooooooommmm
    :D:D:D

    ReplyDelete
  20. Po pierwsze : ucieszył moje oczy nowy obrazek( choć poprzednie też mi sie podobały)i Ty wiesz przecież dlaczego, bo chyba się nie mylę? ;))
    Po drugie : masz rację, bo krytykujesz konkretnie to, z czym sie zetknęłaś w określonych miejscach i nie dorabiasz specjalnej ideologii, nawet wskazując, że coś szczegolnie niekorzystnie cechuje Polaków. Rozumiem, że wlałabyś widzieć ich w lepszym świetle i że Cię to wręcz boli, właśnie jako Polkę .

    ReplyDelete
  21. www.ling.pl
    www.dictionary.pl
    słowniki z ogonkami - można je wskazać myszką:)

    co do obsługi - trafiam w kraju ostatnio na coraz milszą - czyli albo mam więcej szczęscia niż zwykle, albo coś się zmienia!
    a na wyspie w mieście poniekąd stolicznym też mamy lokal słynący z obsługi pt: dla trzech osób kotleta robił nie bęęęęędęęęęęęę...
    zastanawiam się czasem, czy to nie jakaś pralnia?

    krajanom myślę brak trochę etosu dobrej, solidnej roboty i zdrowej ambicji, bo chorą jesteśmy obdarowani hojnie -m.in. dlatego te młode kelnerki i kelnerzy tacy nieuprzejmi... bo oni tu tylko na chwilę, a tak naprawdę to będą zbawiać świat, więc bierz co dają i całuj po rękach:)

    uprościłam i za dużo wrzuciłam do jednego kotła, ale takie miałam obserwacje z pozycji kelnerki swego czasu

    ReplyDelete
  22. Katarzyno--> Dzieki za nowe namiary na Twojego bloga, juz zmienilam link:)
    Milo, ze mialas takie przyjemne doswiadczenia z urlopu w Londynie i Holandii.

    ReplyDelete
  23. Miauka--> Baba z piana na lbie i draca paszcze jak megafon mnie zabila:))))

    ReplyDelete
  24. Kwoko--> Mnie to nawet nie razi, bo w koncu wychowalam sie tam jak bylo naprawde duzo gorzej. Razi i boli mnie to, ze uwazami sie za wybrancow Boga i medrcow swiata, a nie jestesmy ani jednymi ani drugimi. Przydaloby sie troche samokrytyki i wiekszego szacunku dla odmiennosci swiata.
    Wiesz jak mowie Wspanialemu czy ktorejs z moich klientek, ze na ulicach Nowego Yorku jest syf, to nikt sie przynajmniej nie obraza, bo kazdy widzi, ze jest. I o to wlasnie chodzi, o widzenie rzeczy oczywistych. Wcale nie sprawia mi przyjemnosci operowanie dokladnymi danymi konkretnych punktow gdzie mialam "dziwne" doswiadczenia, ale niestety w obliczu stwierdzen, ze "w Polsce tak nie jest" uznalam to za konieczne. Zaglada tutaj czasem moj znajomy, wlasnie ten z Lodzi i tez mi troche glupio, ze o tym napisalam, ale wiem, ze On akurat zrozumie i mysle, nie bedzie mial mi tego za zle.

    A obrazek:)) oczywiscie, ze to ten od Ciebie!!! Od razu jak dostalam to sobie pomyslalam, ze go tu umieszcze, ale czekalam na oficjalne lato. U nas sie juz zaczelo w ubiegly weekend. Mimo, ze ciagle sa jeszcze chlodne dni.
    Bardzo mi sie podoba, wiec niech sobie wisi przez lato.

    ReplyDelete
  25. Miss--> Witaj:)
    Mnie nie chodzi o slowniki polsko-angielskie czy odwrotnie. Mnie byl potrzebny polski slownik ortograficzny, bo po 25 latach bez mala okazuje sie, ze zaczynam byc na bakier z ortografia:) niestety. Ale polskie slowniki ortograficzne, przynajmniej te na ktore trafilam sa przystosowane tylko do polskiej czcionki, ktorej ja nie mam. Wiec na hooj czy chooj mnie taki slownik, jak w nim nie istnieje slowo "hustawka" bo nie ma kreseczki nad "s":))) Po tenze wlasnie slownik wybralam sie do polskiej ksiegarni, o czym byla mowa dwie notki nizej.
    Sorry, za uzywanie "wyrazow" w komencie do nowej czytelniczki, ale ja juz mam taka morde niewyparzona, mam nadzieje, ze sie przyzwyczaisz;))
    Z tymi kelnerkami "na chwile" to chyba masz wiele racji, gorzej tylko wychodzi to zbawianie swiata, ktoren ciagle czeka na zbawienie:))

    ReplyDelete
  26. Może dlatego, że ja w stolicy mieszkam i tu już się trochę otrzaskali, (czytaj:sporo knajpek upadło) to nie spotkałam się z podawaniem nie na raz dla wszystkich przy jednym stoliku:)
    Co do obsługi w sklepach to też chyba mam szczęście, ale bardzo rzadko spotykam się z nieuprzejmością czy brakiem "entuzjazmu". Jedynie w supermarketach można na kasie spotkać "matki-polki" z kwaśną i cierpiętniczą miną:)
    Ale jeszcze 15 lat temu podpisałabym się pod Twoim postem obiema rękami. Ogólnie co do nastawienia Polaków do siebie i upierdliwego narzekactwa na wszystkich i wszystko, zgadzam się z Tobą w 100%, choć i w tym zakresie widzę wielkie postępy. Jak może nas więcej z tych zagranicznych wojaży wróci, to i obyczaje się zmienią ??? :)
    Może w końcu wyrośniemy z etosu zbawiania świata a nabędziemy genu uprzejmości i życzliwości dla siebie ??

    ReplyDelete
  27. http://marcinmilkowski.pl/Slowniki/Slownik-ortograficzny.html

    tu jest ortograficzny z ogonkami.


    a co do tematu notki, to ja się zgadzam tylko częściowo, bo w wwie rzczywiście obsługa jest coraz lepsza. ale to może wyjątek.

    ReplyDelete
  28. dialog w Gliwickim firmowym ciucheksu.
    ja> przepraszam pania
    pani>> CZEGI ? dalej grzebiac w w ciuchach...

    10 lat temu wpadamy z kolegom , nieswiadomo do zakladu szkoleniowego fryzjerek i wlasnie w kielcach..
    wszystko puste ,
    dziewczynki prosza aby zajac miejsce
    my siadamy i mowimy/pokazujemy ze hmm 5mm ma zostac z czupryn.
    Dziewczynki uciekaja za forhang...
    Przychodza inne i powtarzamy zyczenie...
    terz znikaja.
    Przychodzi starsza pani zza forhangu i prosi nas abysmy sobie nie robili kawalu i naprawde powiedzieli co zyczymy ....
    Dopiero po wytlumaczeniu ze Szoferzy i upal i ze krotkie wlosy to filizanka wody wystarczy bla bla .. dziolchy wrocily z smiechem na buzkach....
    Wystraszoly sie ...

    ReplyDelete
  29. Ja na temat ą, ę, bułkę przez bibułkę. Niemcy mają swoje umlauty, Hiszpanie mają ogonki a nawet znak zapytania do góry nogami na początku zdania pytającego, Francuzi akcenty i ogonek maja też. A o północnej Europie to ja nawet nie wspomnę. Czasem warto sie dopasować - zwłaszcza kiedy chce się byc dobrze rozumianym.

    ReplyDelete
  30. niestety sporo w tym prawdy, zwłaszcza w powtarzanym spostrzeżeniu, że polak polaka w łyżce wody najchętniej by utopił. szczególnie na emigracji.

    ale co do polskich znaków, to się nie zgadzam. przez trzy lata we fr pracowałam na co najmniej 10 różnych komputerach (windows francuski, klawiatura francuska), i wszędzie ustawiam sobie polską czcionkę i angielski układ klawiatury (w przeciwieństwie do francuskiego). jak się chce to można. domaganie się, żeby nie uwzględniać polskich znaków w słownikach przypomina mi domaganie się, żeby ortografię zmienić, bo na co komu jakieś "ch" i "h".

    ReplyDelete
  31. stardust, wolę z "mordą" niż głaskanie kotka na śmierć;)
    sprawdzenia ortograficznego też dokonywałam w tych słownikach, bo jak nie ma chuśtawki to wiadomo jak się pisze:)

    a z kelnerami to lepiej w ogóle nie zadzierać;)

    ReplyDelete
  32. Oł, jes. Wydanie równoczesne czterech dań, i to czasem różnych, wymaga sporego zorganizowania, ale można i to nawet nie w ę ą restauracji, tylko takiej instytucji wołanej przez okienko. Pracowałam, to wiem. ;-/ Owszem, może się zdarzyć, że coś tam nie wyszło, że za mało personelu, że ktoś zapomniał szczypiorek posiekać, ale klienta to wszak nie obchodzi.

    ReplyDelete
  33. Kiciaszara--> W Warszawie to akurat bylam ze tak powiem "przelotem" i mialam okazje byc tylko raz w restauracji, gdzie bylo wszystko super, zarowno jedzenie jak i obsluga. Ja caly czas mowie, ze sie zmienia i ze wiele sie zmienilo od czasu mojego wyjazdu, ale jednoczesnie mowie, ze wiele jeszcze musi sie zmienic. Tak samo jak mowie, ze wszedzie sie cos moze zdarzyc nie tak i to jest normalne. Nienormalne jest wedlug mnie zaslepienie w naszej nieomylnosci. Tak samo zreszta jak milosc do polskiego chleba, o ktorej to milosci i tesknocie slucham od 25 lat i za Chiny nie potrafie zrozumiec co takiego lepszego jest w polskim chlebie. Mnie smakuja wszystkie chleby i akurat polskiego nie postawilabym na pierwszym miejscu. Wiec moze to sprawa indywidualna?

    ReplyDelete
  34. Lumpiata--> Ja chyba nie po naszemu pisze:))) Mnie chodzi o slownik, ktory nie bedzie wrazliwy na ogonki, bo ja wlasnie tych ogonkow nie mam. Caly problem w tym, ze te slowniki sa tylko dla ludzi, ktorzy posiadaja polska czcionke. A co ma robic czlowiek, ktory nie ma? i nie chce miec? bo ja wlasnie nie mam i nie chce miec. Dlatego podalam przyklad strony z noclegami, w ktorej nie istnieja miasta takie jak KRAKOW, TORUN, GDANSK tylko dlatego, ze wyszukiwarka jest nastawiona na ogonki, wiec jak ja wpisze Krakow to automatycznie dostaje odpowiedz "nie ma takiego miasta". I wlasnie chodzi mi o to, ze skoro juz ktos robi takie serwisy online, to moze robilby je dla ciut szerszego grona odbiorcow niz tylko Polska i Polacy z polska czcionka.

    ReplyDelete
  35. Stardust, racje masz! Przeciez nikt nie wpisuje PARYŻ za granica, tylko Paris, to jak ktos wpisze KRAKOW, to powinno mu sie otworzyc KRAKÓW, ale to nie jest kwestia ogonkow, tylko wpisania odpowiednich hasel w wyszukiwarce. Taki KRAKOW to sie powinen otwierac nawet po wpisaniu hasla SMOK :)

    ReplyDelete
  36. stardust, ten który podała lumpiata jest właśnie taki. możesz wklikać ogonki myszką. podaję jeszcze raz.
    http://marcinmilkowski.pl/Slowniki/Slownik-ortograficzny.html

    najpierw sprawdź linka, a potem pisz elaborat w komentarzu, co? ;)

    ReplyDelete
  37. Lorenza--> Mnie nie chodzi o to czy jestem dobrze czy zle rozumiana. Na moje potrzeby blogowe, uwazam,ze te ogonki nie maja znaczenia. Natomiast, powtorze jeszcze raz, tworzenie strony z noclegami online, gdzie mozna znalezc Lodz tylko wtedy gdy pisze sie na klawiaturze z ogonkiem swiadczy o braku dobrej woli wlasciciela strony. Ja na moim blogu nie zarabiam pieniedzy, jesli ktos chce to czyta, jesli nie chce to nie - trudno. Natomiast jesli strona ma przyniesc biznes tak wlascicielowi jak i wlascicielom ewentualnych hoteli czy moteli a jest ograniczona tylko dla odbiorcy z ogonkiem, to chyba cos tu nie tak. No ale to tez nie moj biznes.

    ReplyDelete
  38. DS--> Jak sie chce to mozna. OCZYWISCIE!!!! Ja nie chce!!!!! mam takie prawo. Tylko dziwi mnie slownik online, ktory tez nie chce przystosowac sie do szerszego grona odbiorcow, czyli zarowno tych co maja (chca) jak i tych co nie maja (nie chca) ogonkow.
    Poczytaj wyzej, w serwisach turystycznych online nie istnieja KRAKOW, GDANSK, LODZ, TORUN, POZNAN te miasta sa niemozliwe do wyszukania jesli nie masz polskiej klawiatury. Bardzo to zachecajace dla zagranicznego turysty, ktory chcialby zwiedzic moze kraj rodzinny swoich rodzicow czy dziadkow. I przy okazji zostawic tam walute.

    ReplyDelete
  39. Diesel--> No wystraszyles dzieweczki i tyla:)))

    ReplyDelete
  40. Beata--> Juz sie obawialam, ze pisze nie po polskiemu. Dobrze ze chociaz Ty mnie zrozumialas:))

    ReplyDelete
  41. Stardust, generalnie w kazdym wiekszym slowniku on-line jest mozliwosc wklikania "ogonkow".
    Ale rozumiem i lacze sie z Toba w bolu, sama nie uzywam ogonkow, bo mi sie nie chce i szybciej pisac bez. Jesli to ma swiadczyc za lub przeciw mojemu patriotyzmowi, to ludzie, ktorzy na tej podstawie osadzaja, powinni natentychmiast udac sie po porade do odpowiedniego specjalisty;)

    A w ogole - jesli chodzi o znaki rozmaite - w Windows klik na start-->programs-->accesories-->system tools-->character map
    I masz wszystkie znaki, w kazdym jezyku swiata. Klikasz na znaczek, robisz ctrl+v i wkleja sie w miejscu gdzie kursor aktualnie stoi.
    Elaboratow sie pisac nie da, ale pojedyncze slowa to i owszem.

    ReplyDelete
  42. DS--> Sprawdzilam:)) Wiesz co jest taka strona o gotowaniu nazywa sie Wielkie Zarcie i kiedys napisalam na forum, ze wyszukiwarka ignoruje slowa bez ogonkow. Po tygodniu juz byla przestawiona, bo wlasciciele wiedza, ze maja grono osob mieszkajacych poza Polska i zalezy im zeby te osoby mogly rowniez korzystac ze strony.
    Wiesz co, tak naprawde to jak czytam blogi i rozne polskie fora, to ja po 25 latach nie robie 1/4 tych bledow co robia je Polacy mieszkajacy w Polsce. Ja nawet sama w tej chwili nie wiem co mi odpierdolilo z tym slownikiem?? Malo tego, to ludzie piszacy blogi wtracaja tam co i rusz angielskie, francuskie, czy jeszcze inne zwroty i sie nie przejmuja czy ktos zrozumie i czy przeczyta. Ja unikam zasmiecania jezyka jak moge, a mam sie martwic tym, ze ktos mnie nie zrozumie, bo nie mam ogonka?? Chyba na glowe upadlam, moze powinnam sie pojsc polozyc.

    ReplyDelete
  43. tak, ten polski chleb, ze niby najlepszy to też dla mnie rzecz niezrozumiała. i że ponoć w Niemczech nie ma dobrego pieczywa -z tym się absolutnie nie zgadzam, nawet powiedziałabym, że wybór tu dużo większy.
    z tą polska czcionka, to chyba tak dla zasady się bronisz?:-), bo bardzo szybko człowiek się przestawia, a ja na swoim kompie mam i polska i niemiecka, przestawienie to chyba ze dwa kliknięcia i nie ma stresu z wyszukiwarka:-)
    wiele czasu pisałam jednak bez polskich liter, z lenistwa chyba.
    o knajpach w Polsce mogłabym i dobrze i źle, większość moich spostrzeżeń pokrywa się z tym co już Ty napisałaś i inni w komentarzach.

    ReplyDelete
  44. Czarownico--> Dzieki:)) no widocznie nie jestem patriotka, ale jakos mi malo na tym zalezy. Mam za to szacunek i to mi zupelnie wystarcza.

    ReplyDelete
  45. Wiele racji, Stardust! Podanie jednoczesne czterech dan przekracza mozliwosci personelu w wiekszosci knajp. Chlubne wyjatki sie jednak zdarzaja. Obsluga generalnie jest coraz milsza, choc malo kompetentna.
    Czy POlak Polakowi wilkiem na obczyznie, nie wiem, bo nie bylam. W kraju roznie. Ja tam wilczych stosunkow za duzo nie widuje. Moze mam szczescie do ludzi...
    Ostatnio spedzilam w Sopocie tydzien z przyjaciolka od 28 lat mieszkajaca w Niemczech. Zaobserwowala wiele pozytywnych zmian. Chocby w toaletach... Powoli, powoli swiat wymusi na nas wyzszy etap cywilizacji i kultury!

    ReplyDelete
  46. hej Sardust ja nic nie wyleje bo taka obsluge jak mialas w Quo Vadis mielismy z Polowkie w Piwnicy Swidnickiej we Wroclawiu. Kelnerka sie doslownie chowala a nie bylo wiele klientoe na jedzenie czekalismy prawie godzine...po pierwszym zamowieniu przyszla ze dzika nie ma. Na zabojcze spojrzenie mego Polöowka i moje po polsku "jak to nir ma? Wiec dlaczego jest na karcie?" Padlo to ja zapytam. Po pol godzinie dzikaznaleziopno. Po nastepnej pol dostarczono. Moje danie zdazylam juz zjesc. Tylko z rachunkiem przyleciala natychmiast...
    W hotelowej restauracji pierwszy dziemn super. Drugi.Opis makaronwstazki na niemickojezycznej karcie Polowka okazal sie bledem.Bo to nie makaron tylko mieso pociete w paski...Hallo w miescie uniwersyteckim nie jest nikt w stanie przetlumaczyc? A rowniez poprawic nikt nie mial zamiaru (chocby skreslic i napisac obok poprawnie. Niby nic powiecie a jednak tak. Bo cena menü okazala suie cena samego miesa.
    Powuiem jedno w Niemczech nie do pomyslenia....Jako klient (bo zostales cena i falszywa informacja wprowadzony w blad) dostalbys ten makaron za darmo lacznie z przeprosinami i lampka wina...

    ReplyDelete
  47. Szeherezada... musze sprostowac bo wiadomo ponuraki sa tu czy tam ale...Ja w Niemczech mieszkam juz ponad 20 lat do restauracji lubie chodzic i niejeden Hotel tez juz odwiedzilam ale NIGDY nie zostalam tak obsluzona jak wyzej opisalam. Niestety.

    ReplyDelete
  48. to wpadajcie do Kowalewa! obsluzymy Was idealnie!

    ReplyDelete
  49. Beata--> Wpadlas mi w nastepna notke tym komentarzem:)))

    ReplyDelete
  50. Zgago--> Oczywiscie, ze swiat wymusi, tylko stanie sie to wtedy, gdy bedziemy sluchac uwag tego swiata, bo jak sie bedziemy obrazac, co nam bardzo latwo idzie, to niestety bedziemy stac w miejscu.

    ReplyDelete
  51. Tabathea--> Ja tam juz nawet nie oczekuje menu w jezyku angielskim na terenie Polski. A bledy w takowym? no coz sa w polskiej dzielnicy restauracje ktore maja blednie napisane menu w jezyku angielskim. Do tego sie mozna przyzwyczaic:)) Masz natomiast zupelnie racje co do cen, bo ceny ogolnie nie odbiegaja od tych tutaj w Stanach, ale standart tego co sie w tej cenie oferuje jest mizerniutki.
    Do Torunia pojechalismy z Lodzi w towarzystwie jednego malzenstwa, jeszcze ze Stanow dzwonilam, pomimo pisania maili do hotelu i uzgadnialam ze jedna noc spimy w 4-osobowym apartamencie (tak to sie nazywalo) a druga w pokoju 2 osobowym. Bylam troche zaskoczona, gdy towarzyszaca nam kolezanka przy rozpakowywaniu wyciagnela z bagazu reczniki. Natomiast jak weszlam do lazienki to bylam tak szczesliwa, ze Ona zabrala te reczniki dla siebie i meza z domu, ze o malo nie fruwalam z radosci. Bo w tym apartamencie bylo tylko 4 w dodatku male reczniki, czyli jeden taki wielkosci lnianej scierki do naczyn na osobe. Juz nie bede pisac o kanapie do kotrej wnetrza o malo nie wpadlam. I to za 220zl za noc. Dolar byl wtedy po jakies 2.30 czyli to jest $95.65 (dokladna jestem) za nocleg. To powiem Wam, ze w najtanszym przydroznym motelu tutaj w cenie $40-50 dolarow za noc dostane 3 reczniki roznej wielkosci na osobe. Ja jestem wygodna baba i chetnie zaplace wiecej, ale rowniez wymagam, no i juz nie woze wlasnych recznikow ze soba na urlopy.
    Dla rownowagi, mielismy wspaniale warunki pensjonacie w Krakowie i w hostelu w Warszawie. Wygodne lozka, mila obsuga.

    ReplyDelete
  52. Nielot--> Przeoczylam Cie:)) Wszystko sie da, jak sie chce. A ilez to razy ktos z gosci jest na diecie szczegolnych potrzeb i gospodyni daje sobie z tym rade. A restauracja moze miec problem, w dodatku jesli na calej sali jest 8 osob, w tym jedna pijaca piwo.

    ReplyDelete
  53. Maljeu--> witam serdecznie. No czepiam sie tych ogonkow jako sztuka dla sztuki:)) To znaczy, moze nie dokladnie, bo ja to tam sobie doskonale zyje bez ogonkow, ale mimo to uwazam, ze przynajmniej strony turystyczne powinny miec to na uwadze, chyba ze sa nastawione li tylko na turystyke wewnetrzna. Dla mnie moga nie zmieniac, mnie tam nawet obcy chleb smakuje:))

    ReplyDelete
  54. W Warszawie wcale nie jest tak cudownie. 3 tyg temu byłam w knajpie z siostrą i facetem.
    Zamówienie:
    ja (racuchy + herbata)
    siostra (pierogi + rosół)
    facet (placek po węgiersku + rosół+ szarlotka)

    Kolejność potraw.
    placek po węgiersku 5 min przerwy szarlotka 1 minuta przerwy rosół, herbata
    20 min przerwy pierogi + rosół 10 min przerwy racuchy.
    Oczywiście zjadłam ostatnia.

    Po prostu rewelacja :)

    ReplyDelete
  55. Sardust mozesz moje byki ponaprawiac? Sorry tak to jest jak sie pisze z pracy a czasu brak potem kliknelam i...po rybkach.

    A o bledy w karcie, wiesz literowki czy zla gramatyka sa wszedzie szczegolnie u zagramanicznych ale nie ma (a jesli jest to natychmiast zostaje poprawiony) bledow wprowadzajacych klienta w blad, No jeszcze nie spotkalam ani u chinczyka ani w Czechach w niemieckojezycznych kartach...A w Czechach jemy dosc czesto. Niestety nawet w Czechach neuprzejma badz ospala obsluga to wyjatek. Ostatnio nacielismy sie w takiej slynnej knajpie Chodovar. Knajpa w rozbudowanej naturalnej jaskini z boskim piwem ciemnym ...Do zeszlgo roku byla suoeeer. Super jedzenie no i to piwo - poezja. Ale widocznie za dobrze zarlo. Mieli zawsze mase autobusow i normalnych klientow , nieraz trzeba bylo czekac ale przy tym ruchu bylo to zrozumiale. Bylismy jakby nigdy nic na jesien znow...pustawo bylo wiec cieszylismy sie na szybka obsluje... Nieszety przynesiono nam piwo i...zapomniano o nas. Kelnerzy(w nadmiarze) snuli sie jak muchy IGNORUJAC niemal nasze nawolywanie.No udawali, ze nie widza a naprawde nie mozna bylo nie widziec. Jeden podszedl nawet grzecznie mowiac, ze powie koledze odpowiedzialnemu za stolik zeby podal nam karte. Poszedl i slad po nim zaginal. Po 20 Minutach wyszlismy by wiecej nie wrocic.
    Naprawde NIC nie zrobilismy ani wtedy ani w przeszlosci by nas miano omijac. Zawsze bylismy milymi, zadowolonymi klientami nie skapiacymi napiwku. Widocznie obsluga miala Olewajke...

    ReplyDelete
  56. ==>Tabathea a ja owszem :-) Choć mieszkałam tylko osiem lat :-)

    ==> Stardust :-)))))))) a ja chcę słownik polsko-angielski gdzie będzie mozna wpisac łindołs. Niech szanują szersze grono użytkowników!
    A nawet urzydkownikuw!

    Sorry, musiałam :-)))))))))))))))))))))))))

    ReplyDelete
  57. Sze, no bez jaj, 40 mln w kraju i emigracja polskojezyczna, to ile to razem moze byc? Ze 60mln?
    To co to jest za rynek wobec reszty swiata, zeby mu łindołs w slowniku umieszczac?
    Zreszta... mozna samemu stworzyc slownik i nie tylko. Jest przeciez kaszubski edytor teksu, bo ktos mial taki kaprys, to i zrobil sobie.
    Jesli szukasz noclegu w Chinach, to wystarczy, ze wpiszesz angielska nazwe i wyszukiwarka wyrzuci Ci dziesiatki/setki stron.
    Sprobuj znalezc mi fajna strone po angielsku, zachecajaca do odwiedzenia 3miasta - ostatnio szukalam dla lekarzy z zaprzyajznionego forum. Zalosc i masakra - a sa to ludzie, ktorzy mieliby co zostawic restauratorom i hotelarzom. Wybrali Chorwacje.
    No ale coz, od zawsze targetem w Polsce byl turysta niemieckojezyczny, predko sie to nie zmieni zapewne.

    ReplyDelete
  58. Sze--> A wiesz, ze ja na to czekalam? tylko myslalam, ze nie trzeba az prawie 60 postow, zeby mi ktos powiedzial, ze jezyk polski jest tak samo miedzynarodowy jak angielski. Ale sie doczekalam:))))))))))) I jeszcze waluta, przeciez zlotowka powinna byc honorowana na calym swiecie!!!! Ktos sie musi tym zajac!!!!!

    ReplyDelete
  59. A w ogole to jakie windows?? Niech caly swiat od dzis mowi okna, albo lokna!!!!!!!! No taki mam postulat:)))

    ReplyDelete
  60. Czarownico--> Masz swieta racje!!! Polska jest krajem w ktorym sie urodzilam, Wspanialy jest Amerykaninem, ktory byl w Polsce pierwszy raz w zyciu w ubieglym roku. Po powrocie pytam:
    - Jak ci sie podobalo?
    - Bardzo ladnie.
    - A chcialbys jeszcze kiedys leciec?
    - No jak bedziesz chciala to polecimy.
    Wiesz przypomina mi sie takie powiedzonko, ktorego nawiasem mowiac nauczylam sie od Lorenzy. Cos o zabie podstawiajacej noge jak konia kuja.

    ReplyDelete
  61. ds: jaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaasne.
    a zachcij sobie ustawic cokolwiek na windows jak nie masz praw admina? I nie dostaniesz, bo taka jest company policy?

    ReplyDelete
  62. Stardust, mysle ze Sze bardziej sobie zarty stroi niz powaznie mowi:)
    Szkoda tylko, ze wlasciciele/pracownicy w tzw. przemysle turystycznym zachowuja sie nadzwyczaj powaznie, wytrwale odstraszajac turystow.

    Pamietam swoj szok przy pierwszej podrozy do Szkocji - na granicznej stacji benzynowej dziesiatki BEZPLATNYCH ulotek z najblizszymi atrakcjami, noclegami, itp. A jak zasypialismy za kierownica i nigdzie po drodze nie bylo miejca na nocleg, to lancuszek ludzi (nie, nie dobrej woli, bardziej na zasadzie "ja polece ciebie, ty polecisz mnie") doprowadzil nas w koncu do jakiegos dachu nad glowa.
    Moze i w Polsce kiedys tak bedzie.

    ReplyDelete
  63. Czarownico--> Ja wiem, ze Sze sobie zarty stroi, ja zreszta tez:)) skoro juz uderzyla w ten ton to staram sie dopasowac.

    ReplyDelete
  64. A mnie wsjo po chuj, ja zdielan iz miasa:))))))))))))))))))))))))))))))

    ReplyDelete
  65. Hihi ta Łódź cholerna, nie dość że pogotowie łapiduchy, dupne drogie restauracje to jeszcze prezydent smutna idiota.
    http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,6679812,Kropiwnicki_zniewazyl_publicznie_straznika.html
    :)
    A co do notki masz absolutną rację :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...