Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, June 7, 2009

Szampon

Pamietam czasy, jeszcze w Polsce za mojego dziecinstwa kiedy wlosy mylo sie mydlem, co bardziej wybredni preferowali szare mydlo, takie ktore moja Babcia tarla na tarce i uzywla do prania. Nie pytajcie czemu, bo to jakas wyzsza szkola gotowania na gazie byla, zarowno to pranie jak i mycie wlosow. Plukalo sie potem takie wlosy woda z domieszka octu, coby nadac im troche miekkosci, w przeciwnym razie wlosy splukane sama woda staly jak szczecina i za cholere nie dalo sie z nimi nic zrobic. Potem przyszla cywilizacja i pojawily sie szampony. Na poczatek bylo ich chyba ze 2 moze 4 rodzaje, co tez nie mialo zadnego znaczenia, bo w sklepie zwykle byl jeden. Owczesne sklepy tez nie byly samoobslugowe, tylko wchodzil czlowiek i po odstaniu w kolejce podchodzil do lady i czytal z kartki liste zakupow. Przy dobrym szczesciu 1/4 listy mogla byc zrealizowana wiec i tak nikomu nie zalezalo na bzdetach.
Pani sprzedawczyni miala obowiazkowo fartuch i czepek, ktorych pierwotny kolor byl bialy a zmienial sie w zaleznosci od asortymentu towaru, tu sie pojawila tlusta plama po smalcu, tam ciemno brunatna po marmeladzie, a przy dobrych ukladach jesli sklep byl "wielobranzowy" mogly byc jeszcze slady krwi z miesa. Byl taki sklep jeden w okolicy i czlowiek nie musial nigdzie sie szwendac, sprzedawczyni tez wiedziala gdzie co lezy i zycie bylo latwe, proste i przyjemne.
Pozniej byla moda na rozdzielczosc branzy i tak pojawily sie skepy odziezowe, obuwnicze, drogerie, pasmanterie i insze smerie. Sklepy spozywcze rozdzielono od miesnych i zaczela sie kolomyja, bo teraz jak juz sie czlowiek nalatal po calym miescie zeby zrobic zakupy, naotwieral i nazamykal roznych drzwi, wystal w kolejkach to co przezorniejsi konczyli zakupy w obuwniczym, coby bylo w czym jutro do pracy pojsc.
A potem to znow ktos poszedl po rozum do glowy i wymyslil domy handlowe, duze, zwykle pietrowe budynki, w ktorych na dobra sprawe bylo to samo co kiedys w tych osiedlowych sklepach, tyle ze teraz wiecej ilosciowo, bo niekoniecznie gatunkowo.
Jak wyjezdzalam z Polski to staly te wszystkie sklepy puste, tak te male osiedlowe jak i wielkie domy hadlowe. Za ladami ciagle staly panie sprzedawczynie a za nimi na polkach ocet.
Ocet, ocet i jeszcze raz ocet!!! Na choooj komu bylo tyle octu, cala Polska mogla sie kapac w occie, zapijac octem i jeszcze by zostalo.
Przyjechalam tutaj, a tu kurwa pierdyliard wszystkiego!!!
Na jaki grzyb?? sie pytam. Nic tylko zeby normalnemu czlowiekowi utrudnic zycie, bo teraz nie dosc, ze musialam sie uczyc jezyka, to jeszcze musialam sie w trybie natychmiastowym uczyc slow pomocniczych coby wiedziec jaki konkretnie towar bedzie najlepszy do moich prywatnych potrzeb. A jak sie juz jako tako nauczylam, to producenci natychmiast rzucili na rynek nastepny pierdyliard nowych produktow, ktore mialy jeszcze bardziej dokladnie uwzglednic moje potrzeby jako konsumenta.
Ja pierdole, proste zakupy dla 3 osobowej rodziny to byla praca pelnoetatowa dla 7 osob.
Zeby nie nosic wielkiego slownika przy sobie to latalam do sklepow z kartka i pisadlem, jak zobaczylam, ze mnie znow zaskoczono i nie wiem o co chodzi to zapisywalam nieznane slowo na kartce lecialam z powrotem do domu, zagladalam w slownik i juz madra apiac wracalam do sklepu. Na co komu 38 rodzajow pasty do zebow??
Tylko czekalam czy nie wymysla innej pasty do siekaczy, innej do klow i jeszcze innej do trzonowych. Chociaz nie jestem pewna, czy wlasnie w tej chwili nie podpowiadam komus czegos bardzo odkrywczego...
Mydlo!! Znow od cholery i ciut ciut, a przecie na dobra sprawe i rozsadek, mydlo to mydlo nie musi pasowac do koloru moich oczu, ma sie pienic i splukiwac.
Od wczoraj probowalam kupic szampon do wlosow. Akurat lazikowalismy po miescie ze Wspanialym wiec mowie:
-- Chodz wpadniemy do drogerii bo potrzebuje szampon.
Ledwie weszlismy ja natychmiast do regalu z szamponami, a Wspanialy lezie gdzies indziej.
-- A Ty gdzie? - pytam.
-- Ide sobie poogladac...
Machnelam reka, z nim tak zawsze, on jest gorszy od baby, lazi po wszystkich alejkach, rozglada sie po polkach i regalach, maca, dotyka. Kurwa, teraz rozumiem dlaczego mezczyzni nie lubia chodzic na zakupy ze swoimi zonami. I przy okazji, ja to chyba jednak chlop jestem, bo nie cierpie sklepow, ide jak juz koniecznie musze, wiem czego potrzebuje, wpadam, biore i wypadam.
Ogladac to ja moge filmy, ale nie artykuly w sklepie, ktorych w dodatku nie potrzebuje.
Poszlam do tych szmponow, regal tak z 10m dlugosci i po obu stronach od podlogi az po sufit same szampony. Przeszlam z jednej strony, z drugiej i nie widze mojego szamponu. Postanowilam przejsc jeszcze raz, teraz wolniej. Ni chusia, nie ma i juz!!!
Nadszedl Wspanialy, bo on jest o tyle dobry, ze sie pilnuje.
-- No i co? - zapytal glupio.
-- No i nic, nie moge znalezc mojego szamponu.
-- A jakiego szamponu szukasz?
-- Do siwych wlosow.
-- Ale jak on sie nazywa?
-- Szampon sie nazywa - burknelam coraz bardziej wkurwiona.
-- A jaka firma go produkuje?
-- Jakis producent chyba ... nie wiem.
-- No to, jak wyglada butelka?
-- Ja wychodze, pierdole, na chooj komu tyle rodzajow szamponu jak nic nie mozna znalezc!!
-- Ale poczekaj powiedz mi jak wyglada, pewnie znajdziemy - probowal spokojnie mister cierpliwosc.
-- Byloby latwiej gdybys pamietala nazwe, albo producenta.. - dodal niesmialo.
-- Skarbie, ja kurwa dobrze, ze jeszcze moje i Twoje imie pamietam, bo z wlasnymi nazwiskami to juz mam problem.
Wsciekla skierowalam sie do wyjscia, po chwilli wahania ruszyl za mna.
Dzis znow przechodzac przy okazji obok innej drogerii postanowilam wejsc, na szczescie bylam sama. Podobna historia, znow pierdyliard butelek i buteleczek a mojego nie ma.
I na jaka cholere pisza mi w magazynach, ze jest modna tendencja do naturalnych siwych wlosow i siwizna moze byc piekna, jak kurwa nie ma odpowiedniego szamponu??
Jak tak przegladalam te szampony butelka za butelka katem oka zauwazylam pracownice sklepu.
-- Czy macie szampon do siwych wlosow? ale nie koloryzujacy, tylko taki nadajacy srebrny odcien wlosom.
-- Tak, ale w tej drugiej alejce.
Poszlam, laze po tej drugiej alejce, ale tez nie widze. Za chwile baba znow przechodzi obok i machnela mi reka przed nosem mowiac:
-- Oooo tutaj, te wszystkie szampony sa dla siwych wlosow.
I poszla, wiec podchodze tam, patrze, zakladam okulary na nos, bo kuzwa bez okularow to tez nie widze i se moge kupic szampon dla psow czy kotow.
Pacze, a te wszystkie szampony co mi pokazala sa koloryzujace!!!!
A bodajby Cie pogielo i posralo drutem kolczastym glupia cipo!!!!
Wyszlam, bo dostalam takiego wkurwa, ze bylabym glupiej pizdzie leb ukrecila rowno z kolnierzykiem.
W drodze do domu zupelnie zniechecona, przystanelam w prywatnej malej aptece. Ledwie weszlam i pytam ekspedientke a ta grzecznie wyszla zza lady i podaje mi moj szampon.
Kupilam 6 butelek!!!!!!!!!!!!! Pierdole bede miala zapas na jakies 3 lata, bo butle dosc pokaznych rozmiarow. I tak mi sie zatesknilo za tym dzielnicowym sklepem z dziecinstwa.

Stardust nostalgicznie

57 comments:

  1. tak swoją drogą ciekawe czy ludzkości się przeje ta mnogość. bo to chore jest te km półek z szamponami czy czymkolwiek innym. w ogóle przekracza moje wyobrażenie, że ludzie mogą w sklepie cos czytac, wybierac itp.
    a i tak maja pani na bazarze jest najfajniejsza, przynajmniej wie cos o tym co sprzedaje i zagada, nawet jak nic nie kupuję :-)

    ReplyDelete
  2. waHania :-)

    co do bloxa - podpisuję się obiema rękami. nienawidzę tego ich logowania i hasłowania

    ReplyDelete
  3. już mni ubiegli z wahadłem:)

    Star - masz rację.Oni tak sobie myslę po cichu,ONI liczą na to że ty się pogubisz i kupisz jak leci a nawet wiecej.Po proastu wydasz pieniadze,a że ci będzie jakistam niepotrzebny to wyrzucisz i tyle:)

    ReplyDelete
  4. Musiałaś wyjechac przed jesienią tamtego roku, bo na jesieni nawet ocet zniknął (ze względu na robienie marnat) :)
    Powiem szczerze, że ponieważ zdecydowanie dłużej niż ty byłam pozbawiona jakiegokolwiek wyboru to ta obfitość bardzo mnie cieszy.
    Mam swoje ulubione marki , których nazwy pamiętam, a poza tym nie wiem jak to jest w Stanach, ale w Wawie, każdy sklep roznosi swoje ulotki z towarami i na spokojnie w domu możesz sobie dany towar wybrać (osobiście z tego nie korzystam, ale wiele moich znajomych tak). Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  5. a widzisz - i tu wychodzi dlaczego trudno jest zrobić słownik bez polskich literek. Wahanie jak wahadło przez samo h, ale już wąchanie przez ch...
    (a notka jak zwykle bdb :))

    ReplyDelete
  6. To prawda - niektóre sklepy maja swoje gazetki - katalogi, to pierwsza sprawa. Druga - kupuję w sklepach, które uważam za przyjazne, gdzie mi nie przekładają towaru z półki na półkę, no i wiem jak się nazywaja te marki, których używam

    ReplyDelete
  7. Lorenza, nie wiem jak w kraju, ale w jukeju mnie ciagle zmieniaja polki. Zwykle wiem, czego potrzebuje, wiec lece przez sklep pewnie, dolatam do polki, gdzie pomidory przetworzone, a tu... dupa. Makaron tera albo inny olej. Dobrze, ze wysoko nad polkami sa tablice i mozna choc mniej wiecej zlokalizowac.
    Polskie produkty (choc wybor dosc dziwny, musze przyznac) sa w "foods of the world", nie w "foods form the wild east" ;)

    ReplyDelete
  8. Marketa--> Tez lubie te panie z bazarow, tyle, ze tutaj to one tylko warzywa i owoce sprzedaja:( Tez mnie wkurwia ta mnogosc i dlatego nie lubie sklepow, bo jak mam lazic i potykac sie o stojacych z rozwarta geba czytajacych, albo ktos ma sie potykac o mnie, to mnie szlag trafia i wole kupowac przez internet. No ale szampon wydawal mi sie czyms tak prozaicznym, ze nie wartym placenia za przesylke.

    ReplyDelete
  9. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  10. Batumi, Tuv i Lorenza dziekuje za wahadlo:))) Jakims cudem bylam prawie pewna, to dowod na to, ze nie powinnam juz byc niczego pewna:))

    ReplyDelete
  11. Tuv--> Problem w tym, ze tych szamponow do siwych wlosow jest tylko moze 4-5 rodzajow i wszystkie maja charakterystyczne srebrne opakowanie, wiec sie taki szybko rzuca w oczy. No ale wlasnie to opakowanie zostalo ciut zmienione i juz wystarczy zeby czlowiekowi namacic w glowie.

    ReplyDelete
  12. Star, za cholerę nie wejdę więcej do Ciebie z pracy :P Nie dość, że zaczęłam się rechotać głośno, to próbując się uciszyć - zaczęłam się krztusić. I w efekcie wszyscy zwrócili na mnie uwagę ;)

    Co do wyboru, to mnie co innego wkurza. Że jak znajdę coś pasującego do ciała czy włosów, to pewne jest, że w ciągu góra pół roku wycofają to. Więc i ja robię zapasy :>

    No a w Polsce, wbrew pozorom takiego wielkiego wyboru nie ma ;) Więc jakby co, to wracaj :D

    ReplyDelete
  13. Kicia--> Wyjechalam dokladnie 27 wrzesnia, a to chyba rozkwit sezonu przetworczego:) No ale umowmy sie, ze tak naprawde to pamietam wlasnie mnogosc octu.
    I mnie tez ta mozliwosc wyboru cieszyla jak przylecialam tutaj, ale to bylo 25 lat temu, a teraz ta tutejsza mnogosc zostala juz podrojona conajmniej od tamtych czasow, wiec stala sie uciazliwa.

    ReplyDelete
  14. DS--> Oooo nie pomyslalam o wachaniu i wachaniu nosem:)))

    ReplyDelete
  15. Lorenza--> Te gazetki tez u nas sa, bo jak myslisz skad przyszedl pomysl gazetek polskich? no ze zgnilego zachodu. Tyle ze gazetka sama nie wiele mi pomoze, bo w gazetce jest 7 np. szamponow a na polkach 147 czyli i tak musze sobie sama znalezc ten ktory ja chce kupic. A przekladanie z polki na polke jest chwytem marketowym i stosuja je wszystkie sklepy.
    Tez pamietam marki roznych rzeczy, ale akurat nie szapmonu, bo jak pisalam wyzej tych fioletowych do siwych wlosow jest raptem 4 czy 5 wiec to nie powinno stanowic problemu. Tak jak dawniej nie stanowilo problemu jak w Polsce byl tylko szampon jajeczny, rumiankowy i jeszcze dwa inne. Byly takie czasy, a przynajmniej ja jestem taka stara ze pamietam:))

    ReplyDelete
  16. Czarownico--> Te wiszace napisy nad alejkami to tylko polowa labiryntu:)) bo niby jest alejka dzemow, czy maki i proszkow do pieczenia, ale tak naprawde to czasem czlowieka tak skoluja, bo ten sam produkt moze nalezec do dwoch roznych alejek. Tylko Wspanialy wchodzi do sklepu i zaczyna od A do Z po kolei i w ten sposob nic mu nie umknie. No ale on jest albo taki ZEn, albo produkt systemu:)))

    ReplyDelete
  17. Kamyk--> Ooo wycofywanie produktow z produkcji i handlu to juz zupelnie wkurwiajace jest. Ale wiem, ze produkty duzych firm jesli do nich napiszesz to powinni ci przyslac zapas i robia to albo za darmo, albo za naprawde symboliczna cene. Nie chce nikogo wprowadzac w blad, ale tak robila Estee Lauder jeszcze 10 lat temu i mysle ze ciagle robia.
    W Polsce tym bardziej nie moglam sie na niczym wyznac, bo tam jest wiecej produktow europejskich, ktorych ja nie znam, albo znam bardzo slabo. Wiem tez, ze ten sam produkt na rynku europejskim jest nieco inny od tego samego na rynku amerykanskim. Znow w tej kwestii powolam sie na EL. Pracowalam tam przez 10 lat to wiem.
    Tak ze przeprowadzka nie jest rozwiazaniem;) a moze by tak umrzec zanim mi sie te 6 szamponow skonczy, bo pewnie do tego czasu, to znow wszystko pozmieniaja i bede miala nowego wkurwa:))

    ReplyDelete
  18. Coby nikt nie myslal, ze tu cenzura zawitala to tego usunietego komenta to ja usunelam bo mi sie podwojnie kliknelo:)

    ReplyDelete
  19. No, z zakupami w duzych sklepach to sie teraz tak dzieje, ze ta czynnosc zaczyna przypominac polowanie na mamuta. Kluczysz miedzy polkami, sledzisz, tropisz, zawracasz, znow tropisz... I nie zawsze wracasz z lupem do domu! A ,,zwierzyna'' sie maskuje coraz to nowym opakowaniem. Lub zmienia matecznik z dolnej polki w trzecim rzedzie na gorna w siodmym.

    Mnie co rusz znikaja z produkcji papierosy. Co sie do nowych przyzwyczaje, to juz ich nie ma... ,,Ginace gatunki''...

    ReplyDelete
  20. Nie cierpie zakupow, oststnio mialam ten sam problem z szamponem, niejaki John Frieda robi szampony do blond wlosow, no i z rozpedu podeszlam do polki siegam reka, a tu niet szamponu.
    Przestali produkowac.
    Kurcze blade, bede musiala inny znalezc.

    ReplyDelete
  21. Zgago--> A moze to jakis znak?? ze Ci te gatunki tak likwiduja:)))

    ReplyDelete
  22. Lukrecja--> Friedkowego Dzona bardzo nie lubie, znaczy sie jako czlowieka, taki bardzo anglijskij snob. Jak otworzyl salon lata temu w NY to mialam tam oferte pracy, ale mnie wkurwialo jak oni tam wszyscy tym sztywnym brytyjskim akcentem napierdalali no i sama oferta nie byla godna uwagi. Friedkowy pewnie se myslal, ze powinnam poleciec nie na pieniadze a na jego nazwisko. No jakos nam sie priorytety wtedy rozbiegly mocno. Zdecydowanie wole Fryderyka od Fekkajow, normalny czlowiek z poczuciem humoru.

    ReplyDelete
  23. o - "en sam produkt na rynku europejskim jest nieco inny od tego samego na rynku amerykanskim."? jak to? jakie są różnice?

    ReplyDelete
  24. DS--> Chemicznie to Ci nie powiem, bo nie znam sie na tym, ale wiem, ze przyjezdzaly kobitki z Europy i narzekaly, ze ten sam produkt kupiony w Sanach jest za lekki w sensie za malo gesty. W zwiazku z tym my (kosmetyczki) pytalysmu jak to mozliwe. No i sie okazuje, ze konsument europejski jest przyzwyczajony do gestych i tlustych kremow, no taka mentalnosc. Zwlaszcza kobiety w wieku po 40 mysla, ze im wiecej tluszczu tym wieksze szanse na zlikwidowanie zmarszczek, co absolutnie nie jest prawda. W Europie tez ciagle istnieje ta moda na krem na dzien i krem na noc, co u nas zostalo juz dawno zlikwidowane z wyjatkeim Retiolow, ktore uzywa sie tylko na noc, ale to tylko i wylacznie ze wzgeldu na slonce a nie inne potrzeby skory w dzien a inne w nocy. W zwiazku z powyzszym wiekszosc firm stosuje nieco zmieniona formule dla zaspokojenia potrzeb kilientow po obu stronach oceanu. Ja to wszystko pisze oczywiscie w oparciu o doswiadczenia z EL w ktorej to pracowalam przez 10 lat wiec chyba wystarczajaco dlugo, zeby poznac troche wiecej od podszewki.

    ReplyDelete
  25. Zre literki:) chybam glodna. Dodam tylko, ze te zmiany nie maja ponoc zadnego wplywu na dzialanie produktu, chociaz tu moglabym sie spierac, bo osobiscie uwazam, ze te lekkie sie szybciej i latwiej wchlaniaja. Na tyle, na ile generalnie produkt moze sie wchlaniac.

    ReplyDelete
  26. W co niektorej Europie tez juz powoli nie ma kremow na dzien i noc. Np. Ponds robi "calodobowe" kremy, jak np. rewelacyjny krem dla skory bardzo dojrzalej, wyprobowany przez rozne moje panie z rodziny i nie tylko.
    Ma dodatkowa zalete: 4.35£ ;)

    ReplyDelete
  27. od czasu gdy sie przestawilam na "zdrowa zywnosc" robie zakupy w dziale zdrowej zywnosci prawie ze wylacznie. mam do dyspozycji 4 polki z 40 i zycie moje jest piekniejsze, bo mniej czasu spedzam na zakupach. i naprawde, jest jedna smietana gesta, jedna do kawy, dwa rodzaje masla, trzy rodzaje jogurtu no a czy czlowiekowi potrzeba wiecej?

    a Stardust, z zakupami a mezem mam podobnie - moj wrecz meble do domu wybiera...

    ReplyDelete
  28. Czarownico--> To znaczy ze pod tym wzgledem tez dosiega nas globalizacja:) ja glownie pisze o tym na podstawie tego co bylo te 10-20 lat temu, bo wtedy wlasnie pracowalam w EL. Te kosmetyki, ktore uzywam teraz sa produkowane na rynek amerykanski w Canadzie, a generalnie firma jest francuska.

    ReplyDelete
  29. b.--> W sklepach ze zdrowa zywnoscia to ja tez nie mam problemu i bardzo lubie te sklepy:) ale oni nie maja szamponu do siwych wlosow:((
    Wyglada na to, ze jakbysmy wyslaly naszych mezow po zakupy to spokojnie my obie moglybysmy pojechac na tygodniowe wakacje. Moj czasem idzie tylko przyniesc cos z innej alejki i tez przepada na pol godziny:)))) to jakas choroba, to ogladanie jest.

    ReplyDelete
  30. ta.... mam ten sam problem. co se kosmetyk wybiore i mi pasuje, to za 2 miesiace juz go nie ma na polkach. cholera by ich wziela.

    i tez mnie trafia ze zeby kupic dwie-3 rzeczy musze spedzic godzien w zasranym supermarkecie - pol, zeby znalezc, a drugie pol stojac w kolejce do kasy.

    ReplyDelete
  31. a tak a 'propos szarego mydła do włosów.Były też takei co myły proszkiem do prania.
    Na ten przykład IXI :)
    taaaaaa,to chyba te babki ktore ostatnio mijam bez włosów na głowie...

    ReplyDelete
  32. Co do tarcia mydła szarego,to odpowiedź jest prosta.Mój tato jeszcze ścierał takowe 22 lata temu,co by powstały płatki mydlane.W nich najlepiej prało się pieluchy.Był już w tym czasie proszek do prania dla niemowląt-Cypisek,ale mojemu dziecku dupę po nim wysypywało.No wiec dziadek tarł to mydło ,aż miło.Babci Twojej niekoniecznie musiało coś tam wyskakiwac,ale mówiło się,że płatki mydlane najlepsze.Był w tym czasie proszek Pollena i Ixi.A mydło w kostce,to ciężko było wrzucić do pralki Frania.A w garach to się w tym mydle gotowało-np.ścierki.

    ReplyDelete
  33. Po pierwszych dniach pobytu w Niemczech wybralem sie do sklepu i kupilem tabletki do odkazania jamy ustnej. ( teraz sa plyny )

    dopiero w domu odkrylem, ze sa to tabletki rozpuszczalne w wodzie ( owszem ), ale do trzymania protezy na noc.

    Fuer dritte Zahne:)

    jeszcze ich nie uzywam...

    ReplyDelete
  34. Stardust...mydlem? hm... jak nie bylo czym to my myli w plynie do naczyn, ale rozumiem, ze to poxniej bylo? :)

    ja tam wachania i wahania nie zauwazyla:)

    huevo - ale co? to possales ta tabletka czynie?

    ReplyDelete
  35. Nina--> No Ameryka :))))))) kurwicy mozna dostac:)))

    ReplyDelete
  36. Tuv--> W czasach szarego mydla IXI chyba jeszcze nie bylo, nie wiem. Ale cos mi sie wydaje, ze IXI to juz bylo osiagniecie jakowes.

    ReplyDelete
  37. Beata500--> Wiem dlaczego tak sie robilo, ale chcialam smieszniej, no:) A proszek Cypisek mojemu dziecku dupe odparzyl, a mnie tez wyzarl skore na rekach razem z paznokciami. Potem pralam dzieciece pieluchy i ubranka w pascie BHPowskiej jaka ojciec dostawal w pracy do mycia rak, dawali taka robotnikom i to bylo fantastyczne do prania delikatnych rzeczy. A Cypisek byl zatwierdzony przez Warszawski Instytut Matki i Dziecka, o zeby bylo fajniej.

    ReplyDelete
  38. Huevo--> Oplulam se monitor:)))) przez te Twoje tabletki, jeszcze teraz pisze i sie rechocze jak zaba.

    ReplyDelete
  39. Huevo--> jeszcze raz, ale przynajmniej wiesz juz co kupic w przyszlosci:)) tylko pewnie producent znow cos pozmienia, moze se kup tych tabletek na zapas, tak jak ja zrobilam z szamponem.
    Kurde wiedzialam, ze nas technika polozy na lopatki wczesniej czy pozniej:))))

    ReplyDelete
  40. Beata--> Plyn do naczyn jako szampon, na to jeszcze nie wpadlam, chociaz czyscilam sobie kiedys buty kremem do rak, bo mi sie do sklepu nie chcialo isc.

    ReplyDelete
  41. Katarzyno--> No, tyle komentarzy i jeszcze nawet zadna glowa nie zostala zmyta:))))

    ReplyDelete
  42. dzień dobry Stardust. uprzejmie informuję że dziś mi się przez Ciebie śniło, że myję włosy mydłem. dwa razy. ;)

    ReplyDelete
  43. DS--> No masz, ale sie narobilo:)))

    ReplyDelete
  44. ----> Sturdy
    masz racje, te literki do wystukania przy komentarzach sa wk..jace. Postaram sie je zlikwidowac.

    Tak. Macie ladnego prezydenta. Tylko, zeby juz przestal pozyczac kase od Chinczykow i innych , to bedzie dobrze.

    ReplyDelete
  45. hej czy to dzis juz moge ci w myslach odspiewac sto lat??????:)

    ReplyDelete
  46. m.--> Jutro, ale spiewac mozesz juz dzis, ponoc tego nigdy za duzo:))

    ReplyDelete
  47. stracilam poczucie czasu,te daty wszytskie mi sie plaaacza.... ale w takim razie juz podspiewuje.

    i zeby rownie spiewajaco minal Ci dzien

    usciski

    ReplyDelete
  48. zaraz bede klasc farbe na wlosy i nie kupilam jeszcze butow

    ReplyDelete
  49. jako żem dziś śpiewała-próba była, to pociągnę dalej co?

    Stolaaaaaaaarz:)



    Beata..weźźź.

    ReplyDelete
  50. Beata--> Nie rozwadnia tematu kolorem wlosow, tylko zapiernicza po te buty:))) Slowo sie rzeklo, nie?

    ReplyDelete
  51. Mijka--> Querwa, ja mam uprzedzenie do stolarzy....wrrrrrrrrrrr.......

    ReplyDelete
  52. Stardust...jakby tu...to potrwa, but, moja droga, to poważny zakup, przemyślany musi być, rozsądny, wygodny...ja sie musze najsampierw psychicznie nastawić...

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...