Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, June 18, 2009

Trudne decyzje

Dzisiaj bedzie na powaznie, bo o Tatku i E. i generalnie o starosci jak bardzo sie nie udala tym, tam na gorze. No spartolona robota i tyle.
Jeszcze przed wyjazdem do Tatka rozmawialam ze Wspanialym, ze tym razem bedzie musial pogadac z Ojcem na temat przyszlosci, bo niestety trzeba bedzie niedlugo podjac jakies decyzje, a przynajmniej miec plan. Jak pamietacie Tatek byl w szpitalu ostatniej zimy, bo upadl i rozbil sobie glowe. On w szpitalu a my tak daleko, wkurwiajace to jest mocno, bo czlowiek jest wtedy zdany tylko na jego przyjaciol i telefony.
Wspanialy jest jedynakiem, co prawda w Buffalo jest troche kuzynow - dzieci Tatkowego, juz niezyjacego, najstarszego brata, ale oni tez maja swoje zycie. No i Tatek jak cos sie dzieje to tez nie zawiadamia, nie oczekuje pomocy, ciagle uwaza ze moze sobie poradzic sam.
Od temtego wypadku chodzi z laska, bo Tatek ma ogolnie problem z kolanami i wszyscy namawiaja go na operacje, ale on kiedys powiedzial do mnie:
-- Wiesz Stardust, oni na mnie krzycza ze powinienem to zrobic, ale ja sie boje.
-- To nie rob, jak sie boisz, przeciez nikt za Ciebie nie moze podjac tej decyzji. Niech sobie krzycza.
I tak zostalo, bo i faktycznie jak sie Dziadek boi, to po co mu truc dupe. Tancerzem ani lyzwiarzem juz nie zostanie. Ale chodzenie jest coraz bardziej uciazliwe, no typowy SKS (starosc kurwa starosc). Do tego E. traci wzrok co prawda nie jest to bardzo szybki proces ale postepujacy no i nam sie Dziadeczki nasze kochane zaczynaja sypac.
Dla tych co nie wiedza, lub nie pamietaja E. jest wdowa po Tatka najlepszym przyjacielu, wiec znaja sie cale zycie, Tatek jest nawet ojcem chrzestnym syna E. I tak im los splatal figla, ze Zona Tatka (moja tesciowa) zmarla 16 lat temu w styczniu, a maz E. tego samego roku w czerwcu.
W zwiazku z czym los zostawil tych dwoje, jakos tak razem. Mieszkaja w tym samym kompleksie, moga sobie nawzajem zagladac w okna, lekko po skosie, razem podrozuja, razem spedzaja wszystkie swieta z rodzina E.
Razem byli nawet swiadkami na naszym slubie.
Pamietam ze zaraz potem rozmawialam z Tatkiem i powiedzialam ze bardzo bym chciala zeby kiedys przyjechal do nas na swieta.
-- Ja tez bym chcial, ale wtedy musialbym przyjechac sam...bo E. spedza wszystkie swieta ze swoja rodzina i nie zmieni tego - odpowiedzial z nutka smutku w glosie.
A do mnie w tamtym momencie dotarlo, ze nie mam prawa burzyc tego co oni sobie zbudowali przez te wszystkie lata przede mna. Niestety Nasza Zona nie zostawila mi nic w spadku w tej kwestii, bo nigdy nie utrzymywali zbyt serdecznych stosunkow z rodzina Wspanialego, ponoc NZ i Tesciowa sie nie lubily, ale nawet jak ta Tesciowa zmarla, to NZ tez nigdy nie zadbala o to zeby przygarnac Tatka. No i w ten sposob ja zostalam z reka w nocniku, a Tatek adoptowany przez rodzine E. gdzie jest powszechnie bardzo lubiany. Ale on tez jest taki typ ze da sie lubic, wszyscy ktorzy Tatka znaja, nazywaja go Papa Chuck i Papa Chuck jest dla wszystkich od najmlodszego brzdaca az po staruszka. Wystarczy powiedziec Papa Chuck i wszyscy wiedza o kogo chodzi.
Pamietam Potomek mial dylemat przed pierwsza dziadkowa wizyta, nie wiedzial jak sie do niego zwracac, na co ja powiedzialam: zapytaj.
A jak zapytal to oczywiscie dostal odpowiedz: Papa Chuck:))) i tak zostalo.
I teraz sytuacja wyglada tak ze E. musi sie przeprowadzic do swojej corki, bo juz nie bardzo radzi sobie z wieloma sprawami, Patty i tak przyjezdza pomagac, wiec postanowily ze bedzie lepiej jak beda mieszkaly razem. Co prawda Patty mieszka w tym samym miescie, ale to juz nie to samo, bo juz nie bedzie zagladania sobie w okno czy ta druga osoba poszla spac, nie bedzie telefonu codziennie rano sprawdzajacego czy zyjemy. A sa juz w takim wieku ze znajomi i przyjaciele sie powoli wykruszaja, a to ktos umrze, a to powaznie zachoruje, to znow inni przeprowadzaja sie do innego stanu, blizej dzieci, wiadomo.
Tak wiec namawialam Wspanialego zeby przeprowadzil z Tatkiem wstepne rozmowy na temat przyszlosci, powiedzialam nawet ze ja zabieram E. i jej corke na lunch, na jakies 2-3 godziny znikniemy z domu zeby obaj mogli sobie swobodnie pogadac. I tak tez zrobilam.
Wrocilam 3 godziny pozniej i pytam czy rozmawiali.
-- Taaak - odpowiedzieli jednoglosnie.
-- No i co? - pytam dalej.
-- A no nic, jak zajdzie potrzeba to cos sie zrobi.
Szlag mnie trafil. Wzielam Wspanialego na strone i pytam:
-- Czy Ty widzisz jak Ojciec sie zmienia?
-- Widze i tak sobie mysle jak dlugo jeszcze bedzie mogl prowadzic samochod? 2 lata? 3?
-- No wlasnie i co? myslisz ze tak za 2-3 lata z dnia na dzien wyrwiesz go z korzeniami od wszystkiego co jest mu bliskie i znajome i przeprowadzisz?
Popatrzyl na mnie oglupialym wzrokiem i wiedzialam ze nie ma pojecia o co mi chodzi.
Bo kuzwa mezczyzni to zawsze mysla na ostatnia chwile, jesli w ogole mysla. Ja popatrzylam na te wszystkie cudaczki, pamiatki, zdjecia porozstawiane po calym dwusypialniowym mieszkaniu i znow zapytalam:
-- Jak Ty sobie wyobrazasz przeniesienie tego wszystkiego do nas do jednego pokoju?
-- Ooo to przeciez on nie musi zabierac tych wszystkich pierdol.
-- No nie musi, a nawet nie moze, ale to jest jego swiat i trzeba to szanowac.
Potem dobralam sie Tatkowi do skory:
-- Wiesz, ze wczesniej czy pozniej bedziesz musial z nami zamieszkac, czy brales to pod uwage? -- Ja nie chce byc dla Was ciezarem - uslyszalam w odpowiedzi.
-- Ciezarem to jestes jak mieszkasz tutaj i cos sie dzieje z Twoim zdrowiem a zadne z nas nie moze przyjechac - wyjasnilam.
Potem juz rozmawialismy wszyscy razem i zaproponowalam zeby przyjechal kiedys do nas na 3-4 tygodnie ale nie jako gosc, ktorym sie ciagle opiekujemy, ale zeby sprobowal z nami mieszkac jak czlonek rodziny. Niech pobedzie i zobaczy co go czeka, niech sprobuje moze da mu to lepszy obraz naszego zycia. Niech to zrobi teraz kiedy jest jeszcze na tyle sprawny, ze moze siasc z sasiadem na lawce przed domem i pogadac, moze jeszcze nawiazac jakas znajomosc.
Ja nie wiem, moze ja to wszystko komplikuje bardziej niz trzeba, ale mam wrazenie ze potrzeba jest troche wiecej czasu i moze szansa na zobaczenie z bliska jak to bedzie wygladalo.
Powiem Wam ze jak sie tak napatrzylam na tych moich staruszkow przez ten weekend to starosc jest naprawde okropna. Pozbawia czlowieka nie tylko zdrowia i sprawnosci fizycznej ale rowniez znajomych, przyjaciol z ktorymi jestesmy zwiazani i czujemy sie komfortowo.
A nie daje nic w zamian za to.
Troche czytam na innych blogach na temat ludzi mieszkajacych ze starszymi rodzicami i wiem ze to nie jest latwe dla obydwu stron, ale jakie jest inne wyjscie? No querwa nie widze rozwiazania ktore byloby szczesliwe dla obydwu stron. Na szczescie Tatek jest bardzo pogodny i ugodowy, ale przeciez i tak wiem ze kiedys bedziemy sobie dzialac na nerwy tak jak normalnie ludzie dzialaja sobie na nerwy mieszkajac pod jednym dachem.
Chcialabym aby czul sie z nami dobrze, ale przeciez z drugiej strony wiem ze bedzie zdany tylko na nasze towarzystwo, a my wracamy pozno i po calym dniu nawet nam sie ze soba nie chce gadac. A on bedzie po calym samotnym dniu steskniony za rozmowa z kimkolwiek. Wiem tez ze narazie nie jest gotowy ani fizycznie ani psychicznie do takich zmian, ale mam wrazenie ze taka proba moze nam wszystkim pomoc. I upieram sie ze probowac trzeba teraz a nie kiedy nadejdzie dzien ze juz nie ma czasu na proby, bo nastapila koniecznosc.
Czasem zastanawiam sie czy oni (Tatek i E.) nie zaluja ze sie nigdy nie pobrali albo chociaz nie zamieszkali razem? nie wiem czy to byloby latwiej? czy moze jeszcze bardziej skomplikowane?

Stardust z zagwozdka

35 comments:

  1. trudne decyzje i trudne wybory, ale mam nadzieje ze dzieki Twojemu wczesnemu planowaniu uda sie to jakos w miare rozsadnie i bezbolesnie rozwiazac. no zawsze bedzie bolesnie, ale jak najmniej krwawiaco. ech, jak sobie pomysle co to bedzie z moja mama za pare/nascie lat, to tez wcale nie chce mi sie smiac...

    ReplyDelete
  2. Czasami nie chcemy myśleć o tym co będzie, nasi rodzice zmieniają sie bardzo i to nie tylko fizycznie... Zastanawiam się często jaka ja będę za 20-30 lat.

    ReplyDelete
  3. hmm..jak ladnie to opisalas... tez mysle,ze dwie rzeczy panu bogu sie nie udaly..to zeby i starosc ale nikt nie jest dodkonaly.a tak powaznie nie kazdy ma tyle empatii jak ty..(nie wspomne o meżczyznach chocby wspanialych..:))wiesz...ja przewaznie postepuje tak w stosunku do innych jakbym oczekiwala by postepowalii wobec mnie..wiec mysle,ze mozesz byc spokojna o swoja przyszlosc..pozdrawiam ania

    ReplyDelete
  4. a najgorsze jest ze nawet jak się do Was wprowadzi to nie będzie dla Niego dobrze. bo stare powiedzenie o przesadzaniu starych drzew - ma bardzo głęboki sens.

    ReplyDelete
  5. wiesz ,zastanawiam się dlaczego dzieci w pewnym momencie chcą tak mocno decydować o tym,co starsi ich rodzice powinni zrobić.
    Czy decyzja E.o wyjeździe do córki jest podyktowana li i tylko JEJ osobistą chęcią?
    Czy nie można by np zorganizować pani do pomocy, dochodzącej,która umiejętnie pomagała by E.?

    Wcale sie nei dziwię Tatkowi,bo przeniesienie do was (może i miłe) ale to takie ubezwłasnowolnienie i właściwie powolne umieranie.

    To że nie podjęli decyzji o wspólnym zamieszkaniu ,czy nawet ślubie to rozumiem.Wygodniej jest wracać po całym dniu na "swoje" śmieci i odpocząć od nawet bardzo miłej dla siebie osoby ( w starszym wieku ludzie tak robią,wiem po mojej mamie)

    ReplyDelete
  6. Piękna historia o przyjaźni. Gdyby się pobrali, to byłoby może praktyczniej, ale i banalniej. No i nie usunęłoby problemu, kto mógłby się nimi zająć.

    ReplyDelete
  7. To jest starszne. Najbardziej przeraża mnie wizja rozdzielenia z go z E.
    Nie wiem jak w Stanach jest, ale w DE są specjalne domy, mają osobne mieszkania, ale na parterze jest lekarz, pielęgniarki, opiekunki itd. Nie taki zwykły dom starców a dostosowany budynek. Coś takiego w pól drogi. Na normalnym osiedlu. Mieszkańcy nie są skoszarowani, czują się w miare samodzielni. Marzyłoby mi się cos takiego i w PL.
    Moi dziadkowie wymagają opieki, choc są samodzielni. Ostatnie wypadki dowodzą jednak, że i u nas pora na jakieś decyzje. Ale oni są RAZEM.
    Ech.
    A starość jest straszna.

    ReplyDelete
  8. :(((
    Smutne, ale jakie prawdziwe. Samo zycie.
    Stardust myślę, że wzięcie Tescia na kilka tygodni, gdy jest jeszcze sprawny, to doskonały pomysł.
    Na ile zdążyłam Cię tu "poznać", to jestem przekonana, że nie bedzie czuł się źle w Waszym mieszkaniu, a kto wie, czy i do Waszego życia nie wniesie jeszcze wiecej radości.
    Czego szczerze życzę:)

    ReplyDelete
  9. b.--> Z tego co mowilas wynika ze masz jeszcze duzo czasu, z drugiej strony, ten czas tak szybko leci.

    ReplyDelete
  10. Barb--> Na szczescie w przypadku Tatka i E. to glownie te zmiany fizyczne daja sie we znaki. Umyslowo to Tatek jest ciagle taki bystry ze czasem mysle ze moglby mnie sprzedac i kupic na nowo zanim bym sie zorientowala. I na szczescie nie traca pogody ducha.

    ReplyDelete
  11. Persjanko--> To dziwne jak czlowiek dorasta do kazdego etapu zycia. Jeszcze jakis czas temu takie historie byly mi zupelnie obce. A teraz na przykladzie Tatka i E. ucze mojego syna o odpowiedzialnosci w rodzinie, bo przeciez my tu nie mamy rodziny. Nikt nam tu powaznie nie zachorowal, nie umarl. A dla Potomka w jego wieku to taka ciagle abstrakcja, ja tez tak kiedys myslalam.

    ReplyDelete
  12. Spt--> Wiem i caly czas wlasnie o tym mysle, to wlasnie dlatego upieram sie zeby zrobic probe wspolnego zamieszkania kiedy nie jest ono jeszcze koniecznoscia, kiedy mozna jeszcze rozwazac i planowac inne wersje.

    ReplyDelete
  13. Tuv--> My nie chcemy za Niego decydowac, on ma tylko wiedziec ze jest taka mozliwosc. Pamietaj o tym co napisalam w notce, za czasow poprzedniego malzenstwa Wspanialego nie bylo zadnych kontaktow z jego rodzina. I wcale nie mowie ze to tylko jej wina, bo on jest tak samo winien przez sam fakt ze na to pozwolil. Dopiero od 5-6 lat obaj (ojciec i syn) panowie tak naprawde odkrywaja siebie. I przypadlo to akurat na taki a nie inny okres zycia. Ojciec MUSI wiedziec ze jest tu mile widziany i moze na nas liczyc. Ale to on podejmie decyzje nie ja czy Wspanialy. On tylko musi miec mozliwosc rozpatrzenia odpowiednich opcji. I to chce mu dac teraz kiedy jest jeszcze niezalezny, kiedy jeszcze moze naprawde sam decydowac. Wiesz w ciagu ostatnich 2 lat dwa malzenstwa ich bliskich przyjaciol przeprowadzilo sie do innego stanu, do dzieci. Chodzi o to zeby on mial swiadomosc faktu ze tez moze.
    W przypadku E. to tez nie jest decyzja Patty, tylko E. bo E. kiedys te nascie lat temu po smierci meza sprzedala Patty i zieciowi dom. Patty jest po rozwodzie i mieszka obecnie w tym domu sama z dziecmi (12,15lat) i jest jej ciezko samej utrzymac dom. Wiec jak E. mialaby pomagac finansowo i do tego placic za opieke nad soba, to jest bardziej logiczne, ze sie przeprowadza do corki. Do domu, ktory kiedys byl jej domem. Ona tam zna wszystkich sasiadow, ona tam mieszkala przez ponad 30 lat. E po prostu w jakims sensie wraca 'do siebie'.
    Tatek ma natomiast kilka innych mozliwosci, ale tez nie ma ich za wiele. To nie sa bogaci ludzie, a tu niestety za opieke sie placi, ich na to nie stac, ani nas na to nie stac.

    ReplyDelete
  14. Melissa--> Ja wiem ze problem bylby ten sam, tyle tylko ze mogliby na siebie powarczec legalnie, a tak to warcza czasem nielegalnie:))

    ReplyDelete
  15. Sze--> Zdaje sobie sprawe z faktu ze to rozdzielenie jest straszne nawet teraz jak E. sie wyprowadzi. Patty nawet powiedziala ze gdyby ten dom byl wiekszy to wzielaby ich oboje do siebie. Ale jest tak jak jest. Takie domy, o ktorych piszesz sa tez tutaj, z tym ze to tez jest ograniczenie wolnosci. No i ludzie w takich domach chca byc odwiedzani, a tu jest 500 mil dystansu. To nie jest latwe. Narazie to my sie staramy jezdzic tam 2 razy do roku, chociaz ostatnio nie bylismy przez 2 lata bo oni przyjezdzali tutaj. I te 2 lata byly OK bo oni ciagle maja swoje zajecia, swoje kluby, swoje towarzystwo karciane. Ale tez bierzemy taki dom pod uwage, bo kurde wszystko trzeba brac pod uwage. Wiesz jeszcze kilka lat temu to byli bardzo mobilni ludzie, anonsowali ze wyjezdzaja na miesiac wsiadali w samochod i jechali przez cale Stany w slepo. No jak mlodziez, ale to juz nie wroci. Przeprowadzka do nas ma o tyle sens, ze tu jestesmy my, sa wnuki i moze niedlugo beda jakies prawnuki. Jest tez inna opcja - California, gdzie Tatek ma brata i siostre, ale oni sa oboje starsi od niego. Ta nasza wizyta i rozmowy to dopiero poczatek procesu. Zobaczymy co sie da zrobic i przede wszystkim co On bedzie chcial.

    ReplyDelete
  16. Dikejka--> Tatek sie nawet smieje ze jakby co to bedzie mogl ze mna gotowac, bo on bardzo lubi gotowac. No i powiedzial mi ze moglby miec francuskie tosty na kazde sniadanie:))))) On uwielbia francuskie tosty w moim wykonaniu.

    ReplyDelete
  17. I przede mna te trudne decyzje. Z tym, ze my sie raczej wprowadzimy do rodzicow, bo u nich 3 pokoje i miasto, a u nas ciasno i wies. To i do doktorow daleko...

    ReplyDelete
  18. mnie na starosc trza zabrac z Wojtkiem:( bo ja bez niego ani rusz!

    ReplyDelete
  19. Ja juz tez na zas ogladajac przyszle domy, biore pod uwage koniecznosc dodatkowego pokoju "w razie draki". Na razie nie moge namowic rodzicow na przyjechanie na dluzej niz tydzien. Bo koty...

    ReplyDelete
  20. Zgago--> Pod wzgledem doktorow to akurat u nas byloby najlepiej, chociaz Tatek twierdzi ze jest zadowolony ze swojego.

    ReplyDelete
  21. Czarownico--> Mnie tez trzeba szukac domu bez kotow:)))))

    ReplyDelete
  22. Sze--- bardziej chodziło mi o E.
    No i teraz jak napisalaś,to napisałaś to co ja sobie myślałam.
    Bo jak nie wiadomo o co chodzi,to chodzi o kasę.
    I nadal twierdzę że jednak to dzieci narzucaja swoim starszym rodzicom pewien tryb postepowania,zachowania.Bo gdyby życie CÓRKI E potoczyło się inaczej,nie muialaby jej finansować,nie?
    Generalnie wychodzi na to że rodzice całe życie muszą rezygnować z niektórych spraw bardziej czy mniej ale jednak bo dzieci.
    Myślę o tym ze swojej perspektywy.
    Mnei to też kiedyś czeka.
    A moja matka stwierdziła dziś,że jakby była stara i na łasce Młodej to wolałaby umrzeć;>>>>

    ReplyDelete
  23. Stardust, to nie ja mam koty, ja tylko mam na nie alergie.
    Rodzicow koty. 3.

    ReplyDelete
  24. Witaj, ogromnie sie ciesze, ze cie "odkrylam":) Podoba mi sie jak piszesz, i pozwolisz, ze bede do ciebie zagladac?:)))

    Nie mysleliscie o retirement home? Wydaje mi sie, ze bedzie to lepsza alternatywa. Rowniez dla pani E. - przeciez w tym wieku nie mozna rozdzielac i wyrywac korzeni.
    Najwazniejsze, ze nie sa schorowni..i ciagle samodzielni.
    Szczesliwy jest twoj Tatko, ze ma taka kochana synowa.

    ReplyDelete
  25. Tuv--> Cos mi sie wydaje, ze w dalszym ciagu nie wiesz o co chodzi. Nie wszystkie dzieci sa takie same i nie wszyscy rodzice tez. Przyznam, ze troche mnie to ruszylo i teraz bede musiala napisac historie rodziny E. Trudno, napisze bo to kolejna piekna historia. Ale racji to Ty akurat nie masz.

    ReplyDelete
  26. Czarownico--> No namieszalam z tymi kotami:)))

    ReplyDelete
  27. Ania2000--> Witaj serdecznie:)) milo mi ze Ci sie podoba i chcesz zostac:))
    Aniu, tu nikt nikogo narazie na sile nie rozdziela:) Dziadkowie nigdy nie mieszkali razem i czesto nie widza sie po 2 tygodnie. Dzwonia do siebie codziennie, podrozuja razem, ale kazde z nich ma tez swoje wlasne zajecia. Tatek gra w golfa, nalezy do roznych klubow i uczestniczy w spotkaniach 2-3 razy w tygodniu i E. nie chdzi z nim. Ona z kolei ma swoje wlasne kolko karciane, psiapsiolki z ktorymi jezdzi do kasyna i wrecz oficjalnie nie zabieraja na te wyjazdy mezow ani kolegow bo to sa babskie wieczory, a "chlopy w kasynie pecha przynosza". Nawet jak sie E. przeprowadzi do corki to dopoki Tatek mieszka w tym samym miesicie jest to odleglosc 10-15 min. samochodem. Wszystkie swieta w dalszym ciagu beda spedzali razem i nie sadze zeby Patty miala cos przeciwko porannym telefonom sprawdzajacym "czy jeszcze zyjemy"
    Retirement home nie wchodzi w rachube zwlaszcza dla E. kategorycznie NIE. Zreszta czy te domy to naprawde taka dobra opieka? zwlaszcza miejskie? Mam kolezanke ktora pracuje w jednym wiec slysze czesto co sie dzieje za zamknietymi drzwiami, szczegolnie w przypadkach kiedy pracownicy "domu" wiedza ze mieszkaniec nie ma nikogo w poblizu kto wpadnie i sprawdzi na biezaco. Owszem sa dobre, nawet bardzo dobre "domy", Tatka przyjaciel mieszka w takim jest to condo wykupione na wlasnosc i sama opieka z wyzywieniem w takim "osrodku" bo to juz wiecej niz dom kosztuje tego pana $9000 miesiecznie. No niestety nasz Tatek ma cos ok. $2000 emerytury. Wyglada mi na to ze nie da rady:)) A nas tez nie stac zeby doplacic $7000 miesiecznie, nawet gdybysmy wczesniej kupili mu to condo w prezencie gwiazdkowym.

    ReplyDelete
  28. Nie zazdroszcze sytuacji, bo takie sprawy z pewnoscia sa bardzo trudne.

    Troche to musztarda po obiedzie, ale moze szkoda, ze nie zaczeliscie z innej strony.
    Moze lepiej byloby po prostu zaprosic Tatka w odwiedziny do siebie na pare tygodni i dopiero pozniej, moze wlasnie w czasie tego pobytu, porozmawiac spokojnie na temat roznych opcji.
    Niby na to samo wychodzi, ale jednak presja bylaby nieco mniejsza.
    Ot, odwiedziny u syna i jego zony, a nie "proba" jak by wam sie razem mieszkalo.
    Wiem, ze wam ciezko musi byc niepokoic sie o niego na odleglosc, ale on tez pewnie chcialby oddalic od siebie koniecznosc podejmowania decyzji.

    W kazdym badz razie zycze, zeby wszystko ulozylo sie jak najlepiej.

    Pozdrawiam,

    G.

    ReplyDelete
  29. G.--> Pewnie masz racje, ale to w sumie nie ma wielkiego znaczenia, bo wiesz glownie chodzi o fakt, ze po latach "rozlaki i rozdzwieku" miedzy Ojcem a Synem chcemy zeby wiedzial, ze moze na nas liczyc. Presji narazie i tak nie ma, bo nie sadze zeby to wszystko bylo zalatwiane juz "tu i teraz", no i decyzja nalezy do Niego nie do nas. Na dzien dzisiejszy Tatek pomaga swojemu znajomemu, ktory jest samotny i w dodatku wlasnie niewidomy, a kto wie moze tez znajdzie sie ktos kto bedzie chcial pomagac Jemu w przyszlosci i wlasnie taka opcje Tatek wybierze. Ja tylko uwazam ze trzeba zaczac o tym myslec i rozmawiac zanim powstanie sytuacja kiedy trzeba cos zrobic natychmiast, bo juz nie bedzie czasu na rozpatrywanie mozliwosci.

    ReplyDelete
  30. Ja cie rozumiem (i to nawet bardzo), ale dla niego to pewnie tak jak z ta operacja kolana - boi sie i woli o tym nie myslec, choc w obu przypadkach pewnie lepiej by bylo, gdyby zmierzyl sie z "wyzwaniem".
    A poza tym mezczyzni naprawde wola dzialac na zasadzie: "jak zajdzie potrzeba to cos sie zrobi".

    P.S. Ciagle sie upieram, ze zaproszenie go do pobycia z wami pare tygodni jako gosc (ale taki ktoremu kazdesz sie czuc jak u siebie w domu) chetniej zostanie przyjete, niz jako pomieszkanie z wami dla sprawdzenia opcji :)
    A po jego wizycie i tak bedziecie wiedzieli, to czego potrzebujecie, gdy trzeba bedzie ostateczne decyzje podejmowac.
    A dopoki on jeszcze moze pomagac innym, dopoki ma grono przyjaciol, z ktorymi spedza czas, to chyba nie warto zbytnio naciskac na niego, zeby juz ostateczne decyzje zaczal rozpatrywac.

    No, ale ty znasz lepiej sytuacje, wiec ja tylko trzymam kciuki, zeby Tatko - nawet jesli juz decyzje podejmie - jak najdluzej byl samodzielny i niezalezny :)

    Pozdrawiam
    G.

    ReplyDelete
  31. G--> Ja wiem ze rozumiesz i wiem ze starasz sie doradzic najlepiej jak mozesz. Ilekroc dziadek przyjezdza to zawsze sie ma czuc i czuje jak u siebie, z tym ze zwykle jest to weekend, albo przyjezdza w czwartek i wtedy Wspanialy bierze wolne potem jestesmy oboje przez weekend a w poniedzialek jak wyjezdza to ja jestem w domu. Wiesz jak juz bedzie koniecznosc, to nie ma czasu na przystosowanie sie czy probe. To juz jest koniecznosc, a koniecznosci zwykle wiaza sie z przykrymi okolicznosciami. Bo coz moze byc koniecznoscia? Kolejny nieszczesliwy upadek i ograniczenie ruchow, albo niemoznosc prowadzenia samochodu. Wtedy nie dosc ze czlowiek ma zal do losu ze pozbawia go wolnosci i niezaleznosci to dodatkowo zostaje przeflancowany na zupenie obcy teren i nieznane warunki. W ten sposob mam wrazenie dostaje w leb podwojnie, a jak juz mial za soba takie wstepne przygotowanie to przynajmniej z jednej strony wie co go czeka. Tak naprawde to Tatek bylby w domu sam tylko we wtorki, czwartki i piatki, a to jest tylko 3 dni w tygodniu, bo Wspanialy od lipca bedzie pracowal w srody "z domu" a ja mam wolne poniedzialki. Ja naprawde to tak bardzo nie mysle o tym w kategoriach teraz, juz, bo nawet na probe to on i tak nie przyjedzie wczesniej jak jesienia, a moze nawet w przyszlym roku. Z tym ze Tatek za miesiac konczy 82 lata a to juz jest wiek kiedy czlowiek sie naprawde szybciej starzeje, no i w sumie wszystkiego mozna sie juz spodziewac. A w sumie prawda jest narazie taka ze przy dobrych ukladach nic sie nie musi zmieniac przez nastepne 5 lat. Ani ja ani Wspanialy nie wiemy kiedy nastapi koniecznosc dzialania i czy w ogole nastapi, ale chcemy byc przygotowani. No jakos nie wyobrazam sobie sytuacji ze nagle dostajemy telefon i Tatka trzeba zabrac w ciagu 3 dni. E przygotowuje sie do przeprowadzki do corki juz ponad rok, a przeciez wraca do domu, w ktorym kiedys mieszkala, zna otoczenie, zna sasiadow. Nawet jak przestanie widziec to bedzie miala z kim pogadac za plotem. Podobne warunki chcemy na wszelki wypadek przygotowac Tatkowi, poki chodzi to moze pogadac z sasiadem, zawrzec znajomosc teraz, a moze ta znajomosc przyda sie potem jak my bedziemy w pracy a on bedzie sie czul samotny. To naprawde nie jest tak ze my juz mamy dla niego wszystko przygotowane i teraz tylko chcemy go zmusic do przeprowadzki. Napewno nie tylko on chce to oddalic ale my tez, czy myslisz ze mnie sie naprawde tak bardzo chce miec kogos pod dachem, wlasnie jak nareszcie jestesmy sami. Zapewniam Cie ze nie, ale z drugiej strony nie ma wielu innych mozliwosci i dopoki on bedzie sprawny umyslowo to niestety bedzie raczej z nami niz gdziekolwiek indziej.

    ReplyDelete
  32. Te domy, o których piszę, to nie jest żadne ograniczenie wolności. To nie jest typowy dom starców czy dom opieki. To normalny blok, pośród innych normalnych bloków. Bez żadnego reżimu. Po prostu dostosowane mieszkania do potzreb starszych ludzi, często mniej sprawnych i bliżej opieka. Robią co chcą, kiedy chcą i jak chcą.

    ReplyDelete
  33. Sze--> Ja rozumiem, tyle tylko ze do czasu kiedy Tatek moze robic co chce, kiedy chce i jak chce, to moze mieszkac gdzie mieszka. My staramy sie przygotowac na pozniej, kiedy juz nie bedzie mogl prowadzic samochodu, a to w bardzo duzym stopniu ograniczy jego wolnosc bez wzgledu na to gdzie bedzie mieszkal. U nas nawet jak nie bedzie prowadzil samochodu to bedzie mogl wsiasc w autobus czy pociag, bo siec transportu miejskiego jest swietnie rozbudowana a tam nie. Tutaj w najblizszej naszej okolicy Wspanialy juz znalazl 3 kluby wlasnie dla starszych ludzi gdzie moglby posiedziec pogadac z innymi Tatkami;) czy pograc w karty. On mieszka 700 km od nas i z czasem bedzie za nami bardziej tesknil niz teraz a to nie jest odleglosc ktora mozesz pokonac raz w tygodniu na odwiedziny. Jeszcze nie wiem co bedzie i jak bedzie to wszystko moze byc koniecznoscia za 5 lat a moze byc w przyszlym roku ja naleze do tych co planuja na zas stad takie rozmowy i plany, ale to nie jest nic wiazacego.

    ReplyDelete
  34. Sze--> I jeszcze pytanie. Dlaczego Ty chcialas byc blisko swoich Dziadkow? dlaczego Twoim Dziadkom bliskosc kochanych osob ma pomoc a mojemu Tatkowi zaszkodzic?
    Pamietaj, ze On nigdy nie byl zonaty, ani nie mieszkal z E. oni sa tylko przyjaciolmi. E o tym wie i on tez i zadne z nich nie robi problemu, ze przez jej przeprowadzke do corki zostaja rozdzieleni. Przyjazn to jednak troche mniej niz malzenstwo.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...