Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, September 27, 2009

Cwierc wieku




Tak, dzis wlasnie mija cwierc wieku!!!
Dokladnie 25 lat temu postawilam po raz pierwszy moja stope na amerykanskiej ziemi. Wiem, ze sa tacy, ktorzy cale zycie marza o tym zeby gdzies wyjechac, zamieszkac gdzies indziej. Ja akurat nie, nigdy nie przyszlo mi do glowy, ze chcialabym byc gdzies indziej niz bylam. Zreszta, wychowana na "Litwo Ojczyzno moja" dopiero po jakims czasie zaczelam rozmyslac jak to jest z ta Litwa-Ojczyzna, bo przeciez za moich czasow Litwa nigdy ojczyzna moja nie byla. Ciekawa tez bylam czy daloby sie wmowic jakiemus Litwinowi ze jest Polakiem?
Dreczyla mnie tez "Wanda co nie chciala Niemca", no bo to przeciez Wandy problem, a nie moj. No i jak tak sobie na trzezwo przemyslalam ile juz od tamtej pory Wand wyszlo za Niemca, to tez mi cos mocno nie pasowalo.
To sie przestalam przejmowac tak Litwa jak i Wanda i zajelam sie moim wlasnym zyciem, chociaz caly czas mialam swiadomosc, ze cos mi tu nie gra.

Az przyszedl czas, kiedy na skutek roznych okolicznosci, glownie politycznych, musialam zaczac brac pod uwage mozliwosc emigracji. Emigracja w moim przypadku mogla byc tylko legalna, no jakos tak nie bardzo umiem wyjechac na wakacje i zapomniec wrocic. Zreszta owczesny rzad polski bardzo chetnie pozbywal sie w tamtym czasie takich "wrogow systemu" jak ja i moj owczesny maz, nawet w sposob dosc skuteczny pomagal nam w podjeciu decyzji o emigracji w wielu przypadkach nie dajac mozliwosci zatrudnienia itp.
Wiedzialam juz, ze decydujac sie na emigracje dostane tzw. paszport w jedna strone, czyli bez prawa powrotu. Hmmm... nie byla to latwa decyzja, przeciez zdawalam sobie sprawe z faktu, ze po tej stronie zostanie rodzina, przyjaciele i wszystko co do tej pory bylo mi znane i bliskie.
Ale system naciskal dosc skutecznie, kazde miejsce pracy, w ktorym pojawil sie moj maz zostalo natychmiast wizytowane przez UBeka z rzeczowym nakazem "ten pan musi byc zwolniony" lub "nie moze byc przyjety do pracy".

No i okazalo sie, ze nie bardzo mamy wyjscie. Decyzja zostala podjeta, papiery zlozone, a ja zaczelam sobie wyobrazac zycie w miejscu gdzie nie tylko nikogo nie znalam, ale nie znalam nawet jezyka. Wyobrazalam sobie rozne przypadki i zdarzenia, ktore beda nastepowac w mojej rodzinie a mnie nie bedzie, wyobrazalam sobie wszystko co moze sie zdarzyc mnie po tamtej stronie i tez nie bede miala nikogo z najblizszych, zeby moc sie wygadac, czy moze wyplakac, czy tez z kim podzielic radoscia.
Pod koniec maja dostalam paszport z wyrazna adnotacja w formie pieczatki "z
prawem jednokrotnego przekroczenia granicy polskiej".
Pamietam do dzis to uczucie, to byl bardzo ciezki moment, ale jednoczesnie moment, w ktorym cos sie we mnie przelamalo. Pozniej dopiero umialam ubrac to w slowa, MOJA ojczyzna nie zrobilaby czegos takiego w stosunku do obywatela z urodzenia. Widocznie ta ojczyzna wcale nie byla tak bardzo moja jak mi sie wydawalo?

Przelknelam te pigulke i postanowilam isc za ciosem. Wakacje tamtego roku spedzilismy na podrozach po Polsce, chcialam Potomkowi pokazac jak najwiecej tego kraju, do ktorego byc moze juz nigdy nie bedzie mial okazji przyjechac. Odwiedzilam wszystkich zyjacych i zmarlych, bliskich i dalszych, mniej lub bardziej znanych i zaprzyjaznionych. Cale ceremonie pozegnalne trwaly i trwaly, spacerujac po roznych czesciach kraju zegnalam sie z kazdym kawalkiem polskiej ziemi, z drzewami, pomnikami, zabytkami, historia i dniem dzisiejszym ... ze wszystkim. Najdziwniejsze bylo to, ze jak te pozegnania odbywaly sie w wiekszosci w glebi mojego serca i glowy, to najczesciej w tle towarzyszyla im muzyka Mazowsza. Mazowsza, ktorym w sumie nigdy nie bylam zainteresowana, wrecz nie lubilam i uwazalam za folklor dla starych wapniakow.
To byly chyba pierwsze objawy syndromu emigranta, bo jak sie pozniej przekonalam, nam emigrantom zostaje w sercu ponadczasowa klasyka, a nie przelotne przeboje.
Wylalam przy tym morze lez i wreszcie przyszedl dzien odlotu.
Lecielismy niemieckimi liniami z przesiadka we Frankfurcie i te 40 min na niemieckim lotnisku dalo mi juz skromna namiastke bycia gdzies indziej.

Nowy York mnie zafascynowal od pierwszego wejrzenia, bo to piekne miasto, a jesli nawet ktos nie uwaza, ze piekne, to niestety musi sie zgodzic z faktem, ze jedyne w swoim rodzaju.
Oprocz niewatpliwego (dla mnie) uroku miasta, od samego poczatku czulam i lubilam jego atmosfere, ten ciagly ruch, halas, nieustajace tetno zycia, mieszanina roznych nacji zyjacych obok siebie i w sumie bezkonfliktowo. Nie znalam jezyka, a mimo to wsrod tej roznorodnosci kolorow skory i jezykow swiata nigdy ani przez moment nie czulam sie tu obco.
Z czasem jak nawiazywalismy kontakty z emigrantami, ktorzy w tym samym czasie wybrali kraje europejskie przekonalam sie, ze wybor Ameryki byl jednak prawidlowy, bo wczesniej to ja tez chcialam do Francji, ale teraz wiem, ze w krajach europejskich czlowiek jest zawsze obcy, bo te kraje maja swoje od wiekow zakorzenione historie, tradycje i dopoki jakis przybysz nie urodzi tam dzieci i nie pochowa chociaz jednego pokolenia to jest zawsze obcy. Europa to kraje zamkniete od wiekow, czesto ze soba konkurujace, a nawet wrogie i mimo obecnej Unii mysle, ze jeszcze wiele czasu uplynie zanim obywatele poszczegolnych krajow poczuja sie Europejczykami w pierwszej kolejnosci.

Zupelnie inaczej jest w przypadku Ameryki, ten kraj powstal i istnieje dzieki emigrantom z roznych zakatkow swiata.
Dzieki temu tutaj kazdy jest u siebie, nikogo nie dziwi, ze rozmawiam po polsku, bo akurat jest to tylko jeden z licznych jezykow jakie sie tutaj slyszy na codzien, wszedzie ,tak samo na ulicy jak i w urzedach. Nikomu nie przeszkadza, ze licze pieniadze w banku po polsku:)
Tak samo jak nikogo nie zdziwi, ze moglabym zechciec zrobic sobie pierogi w dniu swieta Thanksgiving, bo Wlosi maja prawo jesc paste, Grecy jagniecine, a Meksykanie ryz z fasola, czyli kazdemu jego wlasny raj.
Wolnosc, w pelnym tego slowa znaczeniu i wlasnie ta wolnosc oraz prawo do zachowania swojej tozsamosci najbardziej mi sie w tym kraju podoba.

Na poczatku pamietam, ze tesknilam, odruchowo sprawdzalam ktora jest godzina, dodawalam te 6 godzin roznicy i myslalam "co tez w Polsce teraz robia?"
Nie potrafie powiedziec jak dlugo to trwalo, ale z czasem zauwazylam, ze to ja jestem jedna jedyna osoba zyjaca w tym bardzo niewygodnym rozkroku. Nikt tam w Polsce, bez wzgledu na to jak bliski nie przystawal w ciagu dnia i nie zastanawial sie co teraz Stardust robi. Kazdy mial swoje zycie, a ja durna plakalam przy kazdym plasterku szynki, bo wiedzialam ze w Polsce to rarytas nie do zdobycia.
Ja siadalam i odpisywalam na kazdy list chocby sie walilo i palilo natychmiast, a coraz czesciej czekalam na odpowiedz miesiacami "bo wiesz, tak nie ma czasu a i pisac nie bardzo jest o czym"
No i dotarlo do mnie, ze ta tesknota jest mi tak potrzebna jak kolejna dziura w glowie czy tez w dupie, jak kto woli. Bo ja moje zycie tutaj zawieszalam na haku, ktory zreszta byl wbity gdzies tam po drugiej stronie oceanu, a przeciez moglam normalnie zyc i cieszyc sie tym co mam.
Uswiadomilam sobie, ze stoje w obliczu wyboru. Moge do konca zycia byc nieszczesliwa ofiara okolicznosci umierajaca z tesknoty, albo zaakceptowac skutki tych okolicznosci i byc szczesliwa.

Postawilam na szczescie.
Problemu wielkiego z pokochaniem Ameryki nie mialam, bo jak sie czlowiek dobrze czuje w otoczeniu to zawsze latwiej to otoczenie polubic i pokochac.
A ja czulam sie tutaj wspaniale, pracowalam, czulam sie doceniana w moim zawodzie, dowodem na to jest fakt, ze jeszcze dzis mam klientki ktore ida za mna gdziekolwiek sie przeniose, niektore przychodza do mnie przez 20 lat. Nawiazywalam nowe znajomosci z ludzmi roznych narodowosci i religii, mialam milych sasiadow, dziecko nie sprawialo zadnych problemow, no w sumie mialam bardzo dobre zycie i nalezalo sie z niego cieszyc. Zrozumialam nareszcie, ze DOM to nie miejsce, w ktorym sie czlowiek rodzi, ale miejsce, w ktorym mieszka teraz, dzisiaj. To nie adres, material budowlany tworza dom, ale my sami przez nasza codzienna obecnosc, serce, radosc oraz cieplo jakim otaczamy siebie i najblizszych tworzymy dom tam gdzie wlasnie jestesmy.
Po 5 latach pobytu moglam juz wystapic o amerykanskie obywatelstwo, ale jak ten czas nadszedl, to sie jednak zawahalam. I wcale nie dlatego, ze kierowalo mna poczucie winy wobec Polski, tylko nie bylam pewna, czy naprawde tak na 100% kocham ten kraj na tyle, zeby zostac obywatelka. No to poczekalam nastepne 6 lat i dopiero jak bylam absolutnie przekonana, ze to jest moje miejsce na ziemi, to jest moj DOM, jak przylapalam sie na tym, ze hymn amerykanski powoduje takie same emocje jak polski, ten wezel w gardle i wilgotnosc w oczach, to wiedzialam ze tak. To JEST moja ojczyzna z wyboru, swiadomego wyboru.
I nawet jak sie wsciekam i z wieloma rzeczami nie zgadzam, to wiem, ze kocham ten kraj, kocham te ziemie i chociaz zdecydowanie mniej, to kocham tez ludzi, ktorzy ja zamieszkuja.
Poznalam tutaj naprawde wiele wartosciowych osob, ktore w sposob szczegolny wplynely na moje zycie, a glownie ludzi, ktorzy utwierdzili mnie w przekonaniu, ze w moim zyciu tylko ja jestem najwazniejsza osoba i mam prawo decydowac, co chce zrobic z moim zyciem i mam prawo byc szczesliwa, i ze radosc nie jest przestepstwem, ktore zagraza przyszlosci i przynosi pecha, ale jest naturalnym stanem przynaleznym kazdemu czlowiekowi.
Czasem tylko przykro, ze tacy szczesliwi emigranci sa bardzo krytycznie postrzegani przez rodakow w Polsce, ale juz sie do tego przyzwyczailam i co raz mniej mi na tym zalezy. Odnosze wrazenie, ze czesc rodakow w Polsce oczekuje zeby emigrant calowal ziemie jak wysiada z samolotu i plakal jak do niego wsiada odlatuajc, ja nie robie ani jednego, ani drugiego. Znam swoja wartosc, wiem kim jestem, dokonalam mojego wyboru, jestem szczesliwa z jego skutkami i to jest dla mnie najwazniejsze, a co mysli o mnie ktos inny? No coz jego prawo i jego problem, ja ani nie jestem odpowiedzialna za to co mysla inni, ani nie moge zmienic ich sposobu myslenia.
Przez ostatnie 25 lat to nikt inny tylko JA swiadomie rzezbie moje zycie, wyzbylam sie wszystkich "powinnas", "nie wypada", "co inni pomysla"... to wszystko byly bajki tak jak ta o Wandzie co nie chciala Niemca jak i ta o Litiwe-Ojczyznie. To wszystko bylo oparte na przeslankach, bajkach, legendach lub faktach, ktore powstaly lub zaistnialy zanim ja sie w ogole urodzilam. Zostaly mi one przekazane podobnie jak narodowosc i religia bez mojej zgody.
Jako osoba dorosla mam prawo ciagnac to dalej, lub przebrac i odrzucic to co mi przeszkadza a w to miejsce wstawic sobie moje wlasne bajki stworzone w oparciu o to w co JA wierze, jak JA widze swiat i jak MNIE jest dobrze.
W ten sposob czuje sie zupelnie wyzwolona, a nawet bogatsza bo jakby nie bylo mam prawo powiedziec, ze mam dwie ojczyzny (niech sie Mickiewicz wstydzi:))) jedna, w ktorej sie urodzilam i druga, ktora sobie swiadomie wybralam.
I dzis na czesc tej drugiej wypije toast szampanem!

Nastepnych 25 lat razem Ameryko;))

90 comments:

  1. bardzo mnie uradowała ta notka, głównie dlatego, że ja bym nie mogła. wyjechać. pstryknę palcami i mam obywatelstwo jednego z najbardziej słonecznych krajów europejskich. i co? i byłam tam ostatni raz 30 lat temu. miałam propozycję nauki i studiowania oraz pracy w innym europejskim kraju, z ojcem przy boku, i się nie zdecydowałam. w sumie nie wiem, dlaczego. chciałabym umieć zostawić, choć na chwilę, wszystko za sobą i zacząć od nowa, ale pełna jestem skrupułów, wyobrażeń, tęsknoty i nie wiem, czego jeszcze. może jednak, w obliczu możliwości wyboru, to właśnie jest moją decyzją?
    lubię czytać Twoje zapiski głównie ze względu na niesłychane pogodzenie ze sobą i światem, jakie prezentujesz. od razu wiele spraw wydaje mi się łatwiejszych i pozytywnie mnie motywujesz :-)

    ReplyDelete
  2. Stardust, nawet nie wiesz jak mnie się podobasz- tzn. Twoja postawa życiowa, Twoja mądrość. Nam w wyjezdzie przeszkodził stan wojenny, a mieliśmy wyjechać do Kanady.Zbyt długo trwały pertraktacje, bo mąz nie chciał jechac wpierw sam, a potem my.A taki sposób, od razu z całym "dobrodziejstwem" był znacznie trudniejszy.W końcu my tu siedzimy, a nasze dziecko wyemigrowało, ale do Niemiec.Jej jest tam dobrze,robi karierę naukową, jest doceniana i nie odczuwa tego,że jest Polką.Ona chciała Niemca, a dzięki temu ja mam naprawde cudownego zięcia.A teraz własnie są oboje wraz z 8 mies. synkiem u mnie. I wiesz, ja też sie b. dobrze czuję gdy jestem u córki- mieszka w bardzo ładnym mieście, bardzo kosmopolitycznym, gdzie jest wiele mieszanych małżeństw- np. grecko- chińskich,polsko-niemieckich, francusko-niemieckich, multum Turków, sporo Serbów i bardzo ciemnoskórych Afrykańczyków.Po 9 latach mieszkania tam, ją już nic nie interesuje co się tu w Polsce dzieje- ona też już ma obywatelstwo swej nowej ojczyzny.
    I życzę Ci Star, następnych lat równie szczęśliwych.Jestes naprawdę b. mądrą kobietą, a ja takie b. cenie i lubię.
    Miłego, :)

    ReplyDelete
  3. hmm, ja to jako dziecko w '76 do enerefu. Tez na takim jednorazowym dokumentem na przekroczenie granicy Panstwa..
    No ijeszcze zrzecenie sie Obywatelstwa bylo wtedy legalnie obowiazkowe..
    Stardust i tez jakies 25 lat bez odwiedzania przezylem, poprostu tutaj sie wspaniale czolem i nie mialem potrzeby.
    A teraz jakos , no z synem 8 dni na slasku i wrocilem do "Domu" szczesliwy. ;)

    ReplyDelete
  4. ha!
    przypomina mi to historię mojej koleżanki,jej losy były bardzo podobne,wyjechała też z 25 lat temu..i też "politycznie"

    najważniejsze,żeby się dobrze czuć,robić to co się lubi,mieć w dupie wszelkie powinnasie(piorę i wieszam pranie w niedzielę i nic nikomu do tego:))), i inne.
    nieważne gdzie(ja akurat mam tu,Ty tam),ważne,żeby mieć.
    i dobrze żyć:)))

    Anabell..mieliśmy już nagrane wszystko w Kanadzie-znaczy moi rodzice,bo ja nastolatką byłam..i tez przeszkodził nam stan wojenny...

    ReplyDelete
  5. Ja też dziękuję Stardust. Podobnie odczuwamy, chociaż powody mojej emigracji były inne.

    ReplyDelete
  6. Normalnie się wzruszyłam. I zazdroszcze Ci też. Ne czuję się dobrze tutaj.
    Przypomniałaś mi czasy, kiedy moi znajomi tzn. ich rodzice dostawali paszport w jedna stronę. Tym sposobem nasza klasa pozbyła sie np. kolegi Wojtka Z. a miasto Wrocław jednego z najlepszych fachowców od np. operowania tarczycy.
    Tak pozbyłam się ukochanej przyjaciółki, i wielu bliskich mi osób, ze o niedoszłym mężu, co wyjechał 3 m-ce przed stanem wojennym, nie wspomnę. Gdybym zamiast 16 lat miała 18 - wyjechałabym z nim. Czasami sie zastanawiam, jak wygladałoby wtedy moje zycie.
    Fajnie, ze się zintegrowałaś z nową Ojczyzną i dobrze się w niej czujesz. Ja z moja od pewnego czasu jakoś wręcz przeciwnie.

    ReplyDelete
  7. w 1981, w maju, przyszedł do mnie kolega, w którym sie podkochiwałam i zaproponował wyjazd do RFN, a potem dalej...i wiesz co Stardust, ja sie odkochałam:( miałam do niego żal, że Polski nie chce ze mną zmieniać...tu, na miejscu sie dzieje HISTORIA, a ja mam w nogi?
    w 1983, rodziłam już z innej miłości Juniora, nie odważyłam się na wyjazd, teraz uważam, że moja ojczyzna jest tam, gdzie ja jestem:) i gdybym wcześniej wyjechała, to pewnie byłaby to tez Ameryka albo Nowa Zelandia. Nowy Jork jest moim marzeniem, ale tylko do odwiedzin:)

    Myslę, że mój czas rodzenia dzieci:)przeszkodził mi na podjęcie decyzji o emigracji. Wu urodził sie 1986 roku, diagnozę o autyzmie dostal w 1992, wtedy przyszedł mój żal, że "na zachodzie" miałby wieksza szanse na dobry rozwój i opieke socjalną, ale z wyjazdami zrobiło sie już krucho...
    nie w tym miejscu, nie w tym czasie, dobrze, że Tobie sie udało!

    ReplyDelete
  8. ja, oczywiście byłam nie w tym miejscu, nie w tym czasie, a Tobie sie udało i dobrze! bo wiem, że nie wszystkim, oczywiście to głównie Twoja zasługa!

    ReplyDelete
  9. To czy w kraju Europejskim czujesz sie zawsze obca to od emigranta zalerz ;) podejrzewalm ze ty bys znalazla dom nawet w Europie:)))) Ja nie narzekam ;)) i mnie stuknie niedlugo cwierc wieku na emigracji :)))

    ReplyDelete
  10. strasznie fajna notka!
    Znaczy Ty jesteś strasznie fajna:)
    To przez Ciebie "lubię" Amerykę;))))

    ReplyDelete
  11. Heleno--> Bardzo mnie ucieszyl Twoj komentarz, bo do tej pory to nawet nie wiedzialam ze czytasz;)
    Wiesz ja mysle, ze to JEST wlasnie Twoja decyzja, fakt ze nie mozesz, nie potrafisz sie odciac swiadczy o tym ze nie powinnas. Bardzo duzo jest takich ludzi i jesli decyduja sie na cos wbrew sobie to sa nieszczesliwi. Czlowiek musi postepowac zgodnie ze swoim wewnetrznym przekonaniem. Tu w Nowym Yorku mam swietna okazje obserwowac emigrantow i widze na codzien ze czesc nie powinna nigdy wyjezdzac ze swoich rodzinnych krajow. Nawet to co napisalam w notce, ze zauwazylam ze tylko ja zyje w rozkroku, tylko ja tesknie, albo tesknie bardziej niz ci co zostali. Te slowa sa wlasnie odzwierciedleniem ze jeszcze wtedy nie dojrzalam do konsekwencji swojego wyboru. Bo i za czym mieli tesknic ci co zostali? w ich zyciu nic sie nie zmienilo. To ja zmienilam drastycznie moje zycie i to ja musialam sie do tego przystosowac. Tak to jakos dziala:) Jeszcze raz musze powtorzyc, ze bardzo sie ciesze, ze czytasz:))

    ReplyDelete
  12. Anabell--> Dziekuje, az spuscilam skromnie oczeta;)
    Cieszy mnie ogromnie ze masz wlasnie u siebie corke, ziecia i wnuka z wizyta. Luksus emigracji Twojej corki polega na tym, ze jest blisko. To wlasnie dlatego chcialam do Francji, bo to w sumie 2 godziny i juz moglabym byc na sniadanku u rodziny;)) To jest wielki plus Europy, ze w sumie w ciagu 3 godzin mozna doleciec wszedzie. Stad leciec do Europy to masakra, dlatego tez nie lubie, te 8 godzin w samolocie, bez mozliwosci polazenia, bo ilez razy mozna do ubikacji? przerasta moja wytrzymalosc.
    Wiesz mnie tez niewiele interesuje co sie dzieje w Polsce, nie czytam polskich gazet, nie mam polskiej telewizji. Byl nawet taki okres ze nie mialam zadnych kontaktow poza rodzinnymi. A teraz bardzo mnie to cieszy, ze zaczelam pisac po polsku, cieszy mnie ze komus chce sie kliknac na gg i powiedziec ze znow zrobilam blad. Tylko mnie martwi ze najczesciej to jest slowo "zdaze" ktore ja znow napisalam przez "rz":)))
    Jeszcze nie wiem, ale to chyba nowy etap w zyciu emigranta, czyli czas na wspomnienia z przeszlosci. Ale te radosne wspomnienia, bez bolu, bez zalu, bez oskarzen takie normalne z cieplem przeszlosci. Tak jak czytanie "Ani z Zielonego Wzgorza" w bardzo dojrzalym wieku. Tak mi ta AzZW wpadla pod palce i chyba przeczytam, bo czytalam jedyny raz w dziecinstwie;) Jak czlowiek po latach bierze w rece ksiazke, ktora go kiedys fascynowala to mysle ma podobne uczucie. Juz zna zakonczenie, juz nie musi sie na bierzaco emocjonowac trescia, ale w oko wpadaja nowe szczegoly. To chyba jakos tak wlasnie ja mam te potrzebe kontaktu z Polska i tym co polskie, nie przywiazania, ale luznego kontaktu dla przyjemnosci wspomnien.
    Przekaz prosze pozdrowienia dla Corki od emigrantki zza oceanu;)

    ReplyDelete
  13. Star,

    Wszystkiego naj, naj z okazji jubileuszu !!!

    Notka sie zachlysnelam, zupelnie jakbym czytala siebie.
    Stazowo troche krocej, bo 4 pazdziernika minie tylko 20 lat, i powody juz nie byly li i wylacznie politycne, ale paszport w jedna strone tylko dostalam,

    Nigdy nie zalowalam, ze sie zdecydowalam na emigracje do US.

    Jeszcze raz wszystkiego naj....

    ReplyDelete
  14. Diesel--> No to Ty wyjechales podobnie jak moj syn, czyli prawie nieswiadomie:)) Bo nie miales udzialu w decyzji. Cala "emigracyjna" swiadomosc Potomka rowniez ogranicza sie do tego, ze wie ze urodzil sie gdzies indziej. Mowi po polsku bardzo podobnie jak Ty piszesz, ale nie wiem czy bylby w stanie pisac tak jak Ty. Moze kiedys jeszcze odezwie sie w nim potrzeba zobaczenia tego kraju, w ktorym sie urodzil. Narazie to on jest Amerykaninem:)))
    I masz racje od nas nie wymagano zrzeczenia sie obywatelstwa, mamy podowjne. Chociaz polskiego paszportu nie posiadam, bo wizyta w polskim Konsulacie przerasta moje mozliwosci wytrzymalosci nerwowej. Bylam raz i nie potrafie sie zmusic do nastepnej wizyty.

    ReplyDelete
  15. Mijka--> No bo wlasnie o to chodzi, zeby sie dobrze czuc i byc szczesliwym. Polska sie wiele zmienila pod wzgledem mentalnosci od czasow kiedy ja tam zylam. Wiesz to pranie i wieszanie w niedziele bylo jednak zauwazane 25 lat temu;)) Wiele jeszcze innych rzeczy bylo zauwazanych, glownie w malych miastach jak Kielce:)))
    Ktos kto decyduje sie na emigracje z Polski obecnej ma zupelnie inne doswiadczenia, ale dla mnie to byl szok!!! Ja wyjechalam z kraju pustych polek i w ciagu 10 godzin znalazlam sie w krainie przepychu.

    ReplyDelete
  16. Daisy--> Odczucia w mniejszym, czy wiekszym stopniu chyba wszyscy emigranci maja podobne.

    ReplyDelete
  17. Ruda--> Naprawde nie wiem co napisac. Ale chyba nawet nie o to chodzi, bo przeciez Ty jestes madra kobieta i wiesz jak sobie poradzic, jak dokonac wyborow i jak przejsc przez kolejne pogodzenia sie z rzeczywistoscia.
    Ja moge tylko zyczyc Ci powodzenia, a wiem ze wiele sie dzieje, bo czytam tylko z komentowaniem mam problem. Bardzo mnie cieszy to co sie u Ciebie dzieje obecnie i jakos bardzo pozytywnie mi to wyglada:))

    ReplyDelete
  18. Beata--> Rozumiem i kto wie, ja bym sie pewnie tez odkochala, gdyby to bylo tylko podkochiwanie sie. Wiesz my tez trawilismy ta decyzje dlugo, wiekszosc politycznych tamtego okresu wyjechala w 1993 a my dopiero pod koniec '84. Tez chcialam zmieniac Polske i byc tam gdzie sie dzieje historia, ale do tego trzeba jeszcze bylo miec srodki do zycia, a z jednej pensji zwlaszcza kobiety, nie bylo to mozliwe.
    Czy mnie sie udalo? Nie wiem, wiekszosc emigrantow stwierdzilaby, ze nie, bo nie mam domu, nie mam worka kasy. No nie mam, ale ja nigdy nie chcialam miec czegos co mozna stracic, natomiast mam to wszystko czego nikt nie moze mi odebrac:))
    Jestem po prostu soba.

    ReplyDelete
  19. Gullviva--> Dalas mi do myslenia tym komentarzem:) I masz racje, masz duzo racji. Masz tak duzo racji w tym co napisalas, ze dalas mi material na nastepna notke:)) bo zeby odpisac tu w komentarzach to byloby za duzo:)) Dziekuje.

    ReplyDelete
  20. Lukrecjo--> No prosze, 20 lat to tez nalezy swietowac:))) Dziekuje za zyczenia i przesylam wzajemnie:)))

    ReplyDelete
  21. Ade--> Ja tez Ciebie bardzo lubie, ale Ty to wiesz:))) Ameryke sobie mozesz odpuscic:)))))

    ReplyDelete
  22. ;)
    tak sobie pomyślalam że gdyby rok później ( bo wtedy się staraliśmy ) udało nam się wyjechać być moze notka moja brzmiałaby podobnie...
    Stanęło na naszej drodze w zasadzie WSZYSTKO ,tak możn było udać sie na wycieczkę ale myśmy chcieli legalnie i ...
    I chyba nie żałuję.Choc trudno to powiedzieć tak z czystym sercem ,może tam byłoby nam inaczej? lepiej? a może juz nie byłoby nas ? a dzieci?
    Podoba mi sie Twoj notka.
    Podoba mi się Twoje nastawienie do zycia,podobne do mojego w sumie:) choc ja jeszcze mając Młodą walcząca jestem;>.
    Ciepło tu i przytulnie.
    Kolejnych 25 a jakże:)

    ReplyDelete
  23. Stardust, bo to chodzi, o bycie soba, a nie o worek pieniędzy!
    mnie, jednak trochę żal, że nie podjęliśmy decyzji o wyjeździe, cóż...ten, ktoś, kto miał nas przygarnąć w Stanach wrócił do Kraju, w ciemno było trochę strach (z dwójką dzieci), myślę, że Tam nie martwiłabym sie tak bardzo o przyszłość Wu, o ta przyszłość, kiedy mnie zabraknie...

    ReplyDelete
  24. Tuv--> Gdybac mozna bez konca:) Tylko po co? Gdybanie zatrzymuje nas w miejscu, a przeciez zycie polega na tym aby isc do przodu w kierunku ktory wybralismy:))

    ReplyDelete
  25. Beato--> Martwilabys sie tak samo, a moze i jeszcze bardziej. Matka zawsze sie martwi i pamietaj ze poki co to Polska jest ciagle bardziej opiekunczym krajem niz Ameryka. Ameryka to dungla, w ktorej szanse przezycia maja tylko osobniki silniejsze. Taka jest prawda.

    ReplyDelete
  26. stardust, jestem i czytam od zawsze :-)
    ale wydębić ode mnie komentarz, to prawdziwy wyczyn ;-)
    dzięki za miłe słowa!

    ReplyDelete
  27. Helena--> To bardzo sie ciesze ze mi sie udalo:)) Ale ja u Ciebie tez bywam i nie komentuje, wiec rozumiem.

    ReplyDelete
  28. Oj polskie Urzedy to mnie tez 2004 wqurwily (sorry).
    Tz.2004 9 mioesiecy w polsce bylem i staralem sie o Dowod Obywatela uni Europejskej...
    W wniosku napisalem miejsce urodzenia w polskiej formie:Strzelce Opolskie. I juz byly jaja, gdybym napisal Groß Strehlitz jak w Paszporcie stoi to moze bym unikl klopotom...
    Prosze udowodnic ze nie posiada pan polskiego Obywatelstwa...

    ReplyDelete
  29. Diesel--> Bardzo mi sie podobaja takie zadania pt. Udowodnic cos co nie istnieje. To mnie wlasnie przerasta. Udowodnij ze nie masz!!! Kurde, jak cos masz i pytaja o dowody na to ze masz, to pokazujesz? Ale ciekawa jestem bardzo jak mogles udowodnic, ze nie masz tego polskiego obywatelstwa? Przeciez to oni powinni byc w stanie udowodnic Tobie, a nie odwrotnie. Rece opadaja.

    ReplyDelete
  30. Gratuluję Star i życzę jak sobie życzysz następnych ! :)

    a to zdanie:

    Uswiadomilam sobie, ze stoje w obliczu wyboru. Moge do konca zycia byc nieszczesliwa ofiara okolicznosci umierajaca z tesknoty, albo zaakceptowac skutki tych okolicznosci i byc szczesliwa.

    uwielbiam w życiu momenty gdy człowiek sobie o nim przypomina :) i w ogóle bardzo cenię Twoje podejscie do życia :)

    ReplyDelete
  31. Okrutne to wstemplowane zdanie.

    Powiem Ci, że za cholerę nie rozumiem ludzi, którzy od emigrantów wymagają żalu, że ich TU nie ma. Sama mam rodzinę rozproszoną po świecie a nie wpadłabym na pomysł, by ich wzruszać oscypkiem.
    Każdy żyje w swojej rzeczywistości.

    ReplyDelete
  32. tak sie po cichu przyznam, ale po cichutku tak, że odkąd znam wirtualnie Stardust cierpię mniej w czasie napięcia przedmiesiączkowego:)
    no! udzieliło mi sie, albo mi wstyd, albo co innego, albo przypadek, ale tak jest!
    poza tym częściej mówię sobie - dam radę:)
    jeszcze nie codziennie, ale często:)

    ReplyDelete
  33. Hm...ja musze przyznac ze nie odczuwam ani milosci do Ameryki ani tez nie sadze, zeby stala sie moja ojczyzna kiedykolwiek.
    Nie, ze to taki kraj, ale po prostu dlatego, ze w ciagu swiadomego zycia, przemyslen i wyborow doszlam do wniosku, ze pojecie ojczyzny to wlasnie jeszcze jeden z takich mitow...

    Przywiazujemy sie do miejsca, do ludzi... do jezyka ktorym mowimy, do kultury w tymze jezyku... cala reszta to twor sztuczny i jak piszesz - wtlaczany nam na sile, bez mozliwosci wyboru.

    W tej chwili wiem, ze moglabym zyc w jakimkolwiek kraju, tesknie nawet za kolejna zmiana ;)

    ReplyDelete
  34. Ciekawe to jest, że ci, którzy zostają w Polsce, po cichu zazdroszczą emigrantom i uważają, że im sie łatwiej żyje. Z drugiej strony emigranci zazdroszczą tym, którzy zostali. Wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma...
    A mi smutno, bo moje dwie przyjaciółki się rozjechały, jedna siedzi w NY, druga w Holandii i nie ma już wspólnych wieczorków spędzonych na ploteczkach. Pozostał Skype, ale on nie zastąpi wspólnego spacerowania po parku lub po sklepach z butami... Ani siedzenia na ławce w centrum miasta i obgadywania wszystkich przechodniów i ich psów.

    ReplyDelete
  35. Malgoska--> No okrutne, ale to bylo tyle lat temu, ze okrucienstwo juz sie przetarlo:)))
    Wiesz z tymi wymaganiami od emigrantow czy odwrotnie, bo ja tez moge wymagac zeby Rodacy w Polsce nie malpowali od dzikiego zachodu:)) To jest jakos tak, ze w czlowieku drzemie chec poprawiania swiata w/g wlasnych pogladow i przy tym chec oceniania innych. Lubimy myslec, ze jak ktos mysli czy odczuwa inaczej to znaczy nie ma racji, jest gorszy, glupszy itp. Zamiast po prostu zaakceptowac, ze jest INNY. Patrzenie innym na palce i wytykanie im bledow odsuwa nas od poprawiania wlasnego zycia, a cudzym jest sie po prostu latwiej zajmowac:))))

    ReplyDelete
  36. Beata--> Takich wplywow sie nie spodziewalam:))) Slowem dzialam jak kogutek na bol glowy:))) Czy ktos jeszcze oprocz mnie pamieta takie "kogutki"?

    ReplyDelete
  37. Nina--> Generalnie to "swiat stoi na oszustwie a zycie jest zludzeniem". Tylko skoro juz pewnym oszustwom i zludzeniom nadalismy imiona i tak je nazywamy, to wlasnie ja moge napisac ze Ameryka jest moja ojczyzna z wyboru. Wcale Ci sie nie dziwie, ze masz takie a nie inne odczucia. Wierz mi gdybym byla mlodsza to wcale bym nie czekala na nic tylko juz wybierala sie do innego kraju. I generalnie tez mysle, ze moglabym zamieszkac wszedzie, tylko w moim przypadku znow musialoby to byc legalnie. A powiedz mi jaki normalny kraj legalnie zaakceptuje dwoje ludzi w wieku mocno przedemerytalnym. Wspanialy wyjechalby juz dzis gdyby kazde z nas bylo o te 10-15 lat mlodsze. Ale jest jak jest, pewnych rzeczy nie mozna zmienic i nalezy je zaakceptowac.

    ReplyDelete
  38. Zocha--> Bo wiekszosc ludzi lubi tracic czas na zazdrosc, emocja ktora absolutnie nic nie buduje ani nic nie wnosi w zycie oprocz poczucia nieszczescia przez osobe ktora te zazdrosc odczuwa w stosunku do innych. A tak naprawde to nie ma powodu zeby komus czegos zazdroscic. Malo tego Ci co zazdroszcza to nie maja czasu odczuwac radosci z tego co sami maja, bo cala ich energia jest tracona na zazdrosc. A jak czlowiek niedocenia co ma, to nie zalsuguje na nic wiecej i to sie sprawdza. Takie niepisane prawo zycia:)) Przyjaciolki jesli wyjechaly i sa szczesliwe to powinnas sie z tego cieszyc. Wiem strata, ale kazda strata przynosi cos nowego na swoje miejsce. Rozejrzyj sie, moze zaabsorbowana tesknota nie dostrzegasz;))

    ReplyDelete
  39. Malgoska--> Zapomnialam o oscypku:)) Od ubieglego roku moge tutaj kupic oscypki i robi je ktos mieszkajacy w Brooklynie wiec sa calkiem dobre:))) Morda mi sie usmiechnela jak zobaczylam pierwszy raz w sklepie. Czyli oscypkiem mozna zaimponowac;)

    ReplyDelete
  40. Ty wiesz, Star.., ze ja bym nigdy stad nie wyjechala. Ale uwazam, ze jak juz ktos wyemigrowal, siedzi 10 lat czy cwierc wieku, to powinien byc w miare zadowolony. I dlatego szacun dla Ciebie! Za mlodzienczy entuzjazm i brak narzekactwa!
    Wkurzaja mnie na maksa emigranci jojczacy, jak to im zle, a przy tym tkwiacy gdzies w swiecie.
    Bo to troche tak jak w malzenstwie. Zle ci z chlopem, to sie rozwodz, a nie jecz, jaki jest okropny!

    Buziaki z okazji ,,srebrnych godow''!

    ReplyDelete
  41. Stardust, naj z tytulu rocznicy. mimo ze moja historia jest duzo inna, i tesknie do ludzi (mamy, brata, itepe), to jednak decyzje uznaje za najlepsza i tak jak Ty, uwazam ze moj dom jest tutaj.

    ReplyDelete
  42. Stardust :)
    Duzo jest prawdy z tym co piszesz, choc pewnie ilu emigrantow, tyle historii.
    Ale jedno jest pewne: kazdy, kto na stale zdecydowal sie pozostac poza granicami kraju (bo czasowa emigracja to jednak zupelnie inna bajka) nie moze "zyc w rozkroku", musi sie nauczyc zyc tu i teraz.
    Bo takie sa wymogi wspolczesnej emigracji - kiedys bylo inaczej: mozna bylo mieszkac na Jackowie czy Greenpoincie i nawet nie znac angielskiego. Tamci emigranci zyli ciagle w Polsce, choc od Polski dzielilo ich tysiace km.
    Ja jestem emigrantem mimo woli (to moj owczesny chlopak a obecny maz zdecydowal sie na wyjazd.
    Wybralismy Kanade, wlasnie dlatego, ze nie jest to taka dzungla jak USA. Osmiele sie nawet powiedziec, ze jest to chyba nadopiekunczy kraj :D
    Czy kocham Kanade? To chyba byloby nieco za duzo powiedziane.
    Ale jestem szczesliwa z dokonanego wyboru i bardzo dobrze czuje sie tu mieszkajac.
    Bo jest to jeden z najlepszych krajow dla emigrantow, gdyz - podobnie jak USA - to taki tygiel narodow, gdzie rzadko kto (z wyjatkiem rdzennych mieszkancow) moze wykazac sie pradziadami tu urodzonymi.
    Tu tez nikogo nie dziwi, gdy ktos mowi z akcentem, albo uzywa innego jezyka niz angielski. A premierem moze zostac nawet i ktos, kto sie w Kanadzie nie urodzil :D
    A Kanadyjczycy to chyba jedni z najzyczliwszych, najbardziej tolerancyjnych a takze najuprzejmiejszych mieszkancow tego globu.
    Nie osmiele sie tez powiedziec, ze kocham Polske, skoro z niej wyjechalam.
    Ale Polska zawsze bedzie miec szczegolne miejsce w moim sercu (uff, troche to patetycznie zabrzmialo, przepraszam :D), bo jednak tam sie urodzilam, wychowalam i tam uksztaltowala sie moja osobowosc i poglady. I od tego sie nie ucieknie (a nawet nie chce uciekac).
    Tak jak ty, tez kiedys przyszedl taki czas, gdy sie przekonalam, ze tesknota, jaka odczuwalam na poczatku, byla taka bardziej jednostronna (no moze nie calkowicie jednostrona, ale bardzo nieproporcjonalna :D) i to mi tez pomoglo poczuc sie tu bardziej "u siebie".
    Ale jest kilka osob, z ktorymi utrzymuje bliski kontakt, co teraz jest zreszta zdecydowanie latwiejsze niz przed 20 laty, gdy nie bylo Internetu, polaczenia telefoniczne z krajem kosztowaly krocie, a list w jedna strone szedl przecietnie 2 tygodnie.
    Regularnie ogladam tez np "Wiadomosci" w internetowej TVPolonia, bo jednak Polska jest dla mnie czyms wiecej niz jakims krajem w Europie i chce wiedziec, co sie tam dzieje i jak sie ludziom zyje.
    Juz bez tej niegdysiejszej tesknoty, ale z duzym zainteresowaniem.
    Moje dzieci urodzily sie juz tu. Znaja polski - no moze nie w tym stopniu, co bym chciala, ale rozumieja prawie wszystko a dogadac tez by sie dogadali.
    Ich ojczyzna jest Kanada, ale i oni bardzo nadstawiaja uszu, gdy w mediach mowa jest o Polsce czy Polakach, nosza koszulki polskiej reprezentacji pilkarskiej, a moj starszy syn ma w swoich Favorites stronke z wiadomosciami z Polski i regularnie na nia zaglada.
    I tak chyba jest dobrze :)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  43. Zgago--> Rozumiem, bardzo dobrze rozumiem, ale mam wrazenie, ze to sa ludzie, ktorzy wlasnie lubia byc ofiara. To latwiej niz wziac swoje zycie we wlasne rece i pracowac nad jego ksztaltowaniem. I ofiary sa tez ogolnie bardzo lubiane, bo latwiej blyszczec na ich tle:)))

    ReplyDelete
  44. b.--> Ja wiem i Ty wiesz, rozmawialysmy na ten temat;) i nie bede wiecej pisac, bo wiem, ze rozumiesz:))

    ReplyDelete
  45. Grazyno--> Dziekuje bardzo za podzielenie sie Twoimi doswiadczeniami. Masz racje, co emigrant to inna historia i inna droga do szczesliwosci:)) Wazne zeby tam dojsc.

    ReplyDelete
  46. Życzę Ci serdecznie nie 25, ale co najmniej 125 szczęśliwych lat! To wspaniałe znaleźć swoje miejsce na Ziemi i być zadowolonym z Zycia. Tak trzymaj! pozdrowienia!

    ReplyDelete
  47. Najpierw obowiązek: Zawahałaś się przez samo H. wąchać kwiatki jest przez ch., ale wahać i wahadło przez H.

    Nie mogę sobie absolutnie wyobrazić tamtych czasów i takiej pieczątki w paszporcie, i takiej emigracji, z myślą że bez powrotu. Nie mogę. Mimo że wielokrotnie o tym czytałam. Dobrze, że czujesz się dobrze ze swoim życiem i miejscem pobytu, kolejnych szczęśliwych 25 życzę z tej okazji :)

    ReplyDelete
  48. Kurakowa--> Dziekuje:) bardzo dziekuje:))

    ReplyDelete
  49. DS--> Dziekuje juz poprawilam:)

    Wiem, ze nie mozesz sobie tego wyobrazic, jestes z innej epoki:))) W koncu to Ty i znakomita czesc blogowiczek jestescie z generacji mojego Potomka. Ja kiedys tez pewnych rzeczy nie rozumialam, ale z czasem to wiele rzeczy sie zmienia;))

    ReplyDelete
  50. nie jestem tak znów z innej epoki, to była część mojego dzieciństwa przecież. pamiętam rozmowy kontrolowane i że się nie mialo w domu paszportu. tym bardziej nie rozumiem, czemu to jest teraz tak niewyobrażalne...

    ReplyDelete
  51. DS--> Pamietasz rozmowy kontrolowane w taki sam sposob jak moj Potomek:) On kiedys dzwonil zeby sluchac bajek a tasma powtarza "rozmowa kontrolowana" to sie Potomek wnerwil i rzucil sluchawke z okrzykiem "ja nie chce rozmawiac, ja chce sluchac". Wiesz dzieci maja zupelnie inne wspomnienia tamtych czasow, w koncu to kazdy z doroslych stawal na glowie zeby dziecko jak najmniej odczulo. Moje akurat odczulo wiecej, bo kiedys niestety widzial jak 4 uzbrojonych po zeby panow przyszlo do mieszkania, widzial czeste rewizje. Byc moze Ciebie to akurat nie dotknelo tak bezposrednio.

    ReplyDelete
  52. Bo właśnie o ten wybór chodzi i brak rozkroku. Rozkrok to nieszczęście. Tak się długo nie da. Emigracja do USA jest łatwiejsza i trudniejsza zarazem. Łatwiejsza, bo nie wsiadasz do auta pod domem i nie jedziesz do Polski, jesteś odcięta odległością, a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. A trudniejsza, bo to jednak jest ciachnięcie i trzeba porządku w głowie, żeby się z tym uporać.
    Bardzo się cieszę, że Ty się uporałaś i jesteś szczęśliwa. Sto lat w szczęściu i symbiozie z Ameryką! :-)

    ReplyDelete
  53. Co zaś się tyczy negatywnego odbioru szczęśliwych emigrantów przez Polaków w Polsce, to się mylisz.
    To znaczy wysnuwasz błędne wnioski. Być może są tacy tępi zawistnicy gdzieś, osoby chore, mściwe i pokrzywione psychicznie. Ja Ci spróbuję wytłumaczyć swój punkt widzenia. Rozmawiałyśmy o tym kilka razy i odnoszę wrażenie, że się ciągle nie rozumiemy.
    Jeśli wyjadę ze swojej wsi do miasta, wrosnę w nie i jestem tam szczęśliwa - jest OK. Jak przyjeżdżam na wakacje do tej wsi i pokazuję szczęśliwą twarz, bo jestem w tym mieście szczęśliwa - jest jeszcze bardziej OK. Ale gdy przyjeżdżam do wsi i wytykam palcem rozpadającą się stodołę, zapach gnoju, brudne kalosze mówiąc, że u nas, w mieście nie śmierdzi a u was na wsi tak, u nas w mieście są piękne budynki a u was na wsi zapadłe stodoły itd - to jest to przyjmowane źle.
    Naprawdę nikt nie czeka aż emigrant będzie cmokał płytę lotniska (chociaż ja byłam gotowa to robić, tylko bałam się linczu) :-)
    Chodzi o te subtelności. O formę czyli. Nie o zawiść i zazdrość, że ktoś jest szczęśliwy i pogodzony z własnym życiem.
    Nie chciałabym, żebyś odebrała to co napisałam bardzo osobiście, tylko żebyś zrozumiała drugą stronę. Bo ja zdecydowanie jestem po tej drugiej, ja siedzę w brudnych kaloszach pod zapadłą stodołą :-)
    No :-)

    ReplyDelete
  54. Ja dzisiaj w odcinkach się produkuję.
    Emigracja sprzyja porządkowaniu spraw i myśli i to jest fantastyczne, bo skutkuje lepszym, szczęśliwszym życiem. Takim pełniejszym.
    Emigracja to bardzo ważny czas w moim życiu. Jestem lepsza, spokojniejsza, szczęśliwsza, bardziej świadoma samej siebie i swoich oczekiwań.
    Tu się zgadzamy, nie?
    :-)

    ReplyDelete
  55. Sze--> Ja wiem, ze sie rozumiemy i pewnie nie tylko w tej kwestii:) Mnie akurat nie chodzi o wrazliwosc na krytyke, bo to doskonale wiem skad sie bierze, zreszta Twoj przyklad rowniez potwierdza moja teorie. Polacy zawsze byli pod tym wzgledem bardzo wrazliwi, jakkolwiek sami bardzo lubia krytykowac innych i sa pierwsi do wyszukiwania wad innych narodow. To to ja juz dawno ignoruje, bo wystarczy przejsc ulicami miast polskich i amerykanskich zeby wiedziec kto sie na kim mimo wszystko wzoruje. Ale nie o to chodzi, bo znow nam dyskusja schodzi na boczny tor;) Tym razem chodzi mi o takie "to co z ciebie za Polka?" w przypadkach kiedy stanowczo odmawiam pojscia do konsulatu i oddania glosu na kandydata, ktorego popiera rozmowca, albo jak mowie ze nie sledze polskiej polityki, bo nie mam potrzeby. No i wreszcie, ze nie wracam do Polski, mimo ze pan X i pani Y wracaja. Ale o Latajacych Holendrach to chyba kiedys osobna notke wyskrobie;) "co z ciebie za Polka?" ma na celu ustawienie emigranta w poczuciu winy, w moim przypadku juz dawno nie dziala, ale jednak ludzie zawsze probuja.

    A ze emigracja ustawia wiele spraw w glowie to wiadomo, bo glownie uczy dystansu i akceptacji:)
    Ale Twoja to byla taka chyba kilkuletnia i zreszta od poczatku z planem powrotu, to moze dlatego nie spotkalas sie z takim zarzutami jak ja sie spotykam. Czasem nawet tutaj;))) bo zawsze latwiej ukladac cudze zycie niz wlasne;)

    ReplyDelete
  56. Star, kolejnych szczesliwych lat z Ameryka i w Ameryce:)
    Wpis wpaszporcie obrzydliwy, nie zaprzepasc go, ale zostaw dla potomnosci i pokazuj, gdyby komukolwiek jeszcze przyszla ochota czerwone scierwo pochwalic kiedykolwiek.

    Hmmmm... gdyby pewne sprawy potoczyly sie inaczej, gdyby nie pewna choroba, a co za tym idzie problemy z kasa i odwolane spotkanie w Berlinie Zachodnim wtedy jeszcze, to pewnie dzis bylybysmy sasiadkami...
    Ale wtedy nie mialabym tych dzieci co mam, tylko pewnie jakies inne, kto wie czy nie gorsze, wiec nie narzekam;)

    Sze, widzisz, problem tez troche w tym, ze ci w uwalanych gnojem gumiakach (niektorzy, ale jakos dziwnie zwlaszcza ci, ktorzy z roznych powodow do miasta zaudac sie nie odwazyli, nie mogli, nie mieli miastu niczego do zaoferowania, choc opowiadaja, ze och i ach, gdyby tylko chcieli...) uwazaja, ze prawo do krytyki (i nie krytykanctwa, zebysmy sie zrozumialy dobrze!) maja tylko ci, co zostali.
    A z bliska perspektywa jest... gowniana?

    Ja nie potepiam tej rozwalonej obory i tego gnoju w czambul ani nie gloryfikuje bezkrytycznie miasta z jego pieknymi budynkami, ale jak podchodze usmiechnieta do pierwszej napotkanej osoby we wsi i slysze wyburczane "czego?" to naprawde mam ochote w tyl zwrot i z powrotem natychmiast.
    Bo ja bym mogla na te wies czesciej wpadac, ale tak to mnie odrzuca, choc my wszyscy z tego gnoju. Wole wiec pazdziernikowe wakacje spedzic pod innym niebem i pod innym sloncem.

    ReplyDelete
  57. Stardust: prawda, ja tez tylko legalnie teraz bede wyjezdzac, dlatego jeszcze nie wyjechalam :)

    Jaki kraj zaakceptuje dwoje ludzi w wieku emerytalnym? Na przyklad Belize.
    Tam mozna zyc bardzo wygodnie juz z dochodu miesiecznego rzedu $1500, co nie jest duzo.
    Bardzo latwo takim ludziom przyznaja permanent residency.
    Juz tam troche Amerykanow jest, sa nawet male miejscowosci przez nich "zmonopolizowane" jak np. Corozal.
    Do Meksyku blisko, w razie czego w odleglosci godziny jazdy samochodem masz przyzwoity szpital i opieke medyczna ZNACZNIE TANSZA niz w USA.

    Siedzialabym tam, gdybym miala staly dochod.

    ReplyDelete
  58. Beata--> Nie wiem dokladnie, ale pamietam jak bylam dzieckiem (bo kiedys dawno naprawde bylam) to mielismy taka sasiadke, co przychodzila narzekac na swojego meza. Jak sie juz tak natrzepala solidnie jezorem to potem mowia do mojej Mamy "ide do domu wziac kogutka, bo mnie leb napierdala z tego wszystkiego". Ten kogutek to byla tabletka od bolu glowy taka z krzyzykiem, tak mnie Mama uswiadomila jak kiedys zapytalam "skad pani Jadzia wezmie tego kogutka?"

    ReplyDelete
  59. Czarownico--> Wlasnie tak to wyglada tylko juz nie mialam odwagi pisac. Ja mam co prawda daleko, ale tez chetnie pokazalabym Wspanialemu troche wiecej tego kraju w ktorym sie urodzilam. No ale juz chyba nie pokaze. Tym bardziej ze jest tyle piekna na swiecie, ktore sama chcialabym zobaczyc.

    ReplyDelete
  60. Czarownico--> A paszport oczywiscie trzymam w bezpiecznym miejscu, bo to nie tylko pieczatka, ale i te gwozdzie podtrzymujace zdjecie tez sa zacne:)))

    ReplyDelete
  61. Tym postem dałaś dowód,,że można naprawdę inny kraj pokochać jak "swój"Jakiś czas temu chciałam rzucić wszystko i wyjechać...ale zabrakło mi odwagi na 'nowe zycie'

    ReplyDelete
  62. Stardust - he, he, to musiało być co innego, moja mam mówiła na nie "z krzyzykiem" :)
    ale kogutek to coś było na rzeczy:)
    może ktoś inny pamieta???????????????

    ReplyDelete
  63. sprawdziłam w internecie...Bosze, jaki to piekny wynalazek:) kogutek to były tabletki z krzyżykiem jeszcze z międzywojnia:)

    ReplyDelete
  64. Beata--> Nozesz:) Taka stara to ja nie jestem:)))) mialam jakies 6-7 lat jak pamietam pania Jadzie z kogutkiem, a to rok 1960-61 byl:)))

    ReplyDelete
  65. Ja mówiłam tylko i wyłącznie o złym odbiorze haseł typu "u was na wsi syf a u nas w mieście miód". Tylko i wyłącznie. Żenowało mnie to zawsze i żenować będzie. Obojętnie gdzie jestem. W Niemczech też to słyszałam, w Rosji też.
    *
    Na emigracji spędziłam ponad siedem lat i nie od razu chciałam wracać. Zbudowałam tam dom, założyłam rodzinę i dobrze prosperującą firmę. Dokonałam wyboru, mojego własnego. Nikogo nie potępiam ani nikomu niczego nie nakazuję. Każdemu jego raj.

    ReplyDelete
  66. chciałam powiedziec ze bardzo piekna ta notka ;-)

    ReplyDelete
  67. Szeherezado--> Zly odbior, to wlasnie slowa pod ktore mozna podciagnac wszystko co tylko sie chce:) Sama uprzedzalas zebym ja nie odbierala Twojej wczesniejszej wypowiedzi personalnie, a teraz Ty odbierasz personalnie. To jest zamkniete kolo:))))
    Widzisz problem polega na tym, ze jak tylko ja zaczne mysl od "u nas" to juz wszyscy odbieraja to co nastepuje jako krytyke. A przeciez jak ludzie pisza ze Amerykanie sa grubasy, to bez wzgledu na fakt, ze w moim amerykanskim otoczeniu ja jestem najgrubsza, to obserwujac ulice moge stwierdzic, ze to prawda. Jak mi ktos napisze ze NY jest brudny, to bez wzgledu na to jak mi jest przykro, stwierdzam, ze faktycznie w porownaniu z Polska jest brudny. Chociaz smieci przy torach kolejowych w Polsce sa wszedzie, a tu nie. No w tym wszystkim powinnismy byc troche obiektywni. Bo jak narazie to zachowujemy sie jak balwochwalczo zakochani we wlasnych dzieciach rodzice, ktorzy twierdza ze owszem wszystkie dzieci sa rozwydrzone ale "nie moj Jas". A potem Jas rosnie i wychodzi z niego to co wszyscy dookola widzieli tylko nie rodzice.

    ReplyDelete
  68. Dzisiaj doszlam do wniosku, ze nie moglabym juz mieszkac w Polsce.
    Sorry jezeli kogos uraze, ale atmosfera panstwa wyznaniowego mi nie odpowiada.

    ReplyDelete
  69. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  70. Izza--> Mozna, teoretycznie to wszystko mozna;) tylko trzeba chciec i trzymac sie raz obranego kursu. Latwo nie jest nigdzie, taka jest prawda.

    ReplyDelete
  71. Nina--> Poogladalam sobie to Belize i wyglada calkiem, calkiem, tyle ze to moze byc realne jak juz bedziemy na emeryturze:) Ale bede miala na celowniku.

    ReplyDelete
  72. Lukrecjo--> Ja tez bym nie mogla, ale nie jestem pewna czy to akurat panstwo wyznaniowe najbardziej by mi przeszkadzalo. Ja mysle, ze po tylu latach to mam juz tak inna mentalnosc, ze bylabym w takim samym stopniu uciazliwa dla otoczenia jak otoczenie dla mnie:))) Staram sie patrzec na to realnie. Widzialam w ubieglym roku jak bardzo jestem juz inna i to jest meczace w obie strony.

    ReplyDelete
  73. Star,
    w sumie masz racje, inna mentalnosc, ale nadal dzwonny koscielne o 6 rano mi przeszkadzaja.
    Poza tym jezeli szef polskiego MSZ mowi o grzechu, no to ja juz dziekuje.

    ReplyDelete
  74. Lukrecjo--> Przesadzasz:)) Ja dzwony koscielne slysze czasem, bardzo rzadko, obok stacji metra i nawet mi sie podobaja, fakt ze nigdy nie jest to o 6 rano. A szefa polskiego MSZ nie slucham, bo i po co?:)))

    ReplyDelete
  75. Swietna notka, mnie rowniez podniosla na duchu (w ogole b.b. lubie czytac Twoje notki), choc moj staz tutaj jest niezbyt dlugi, bo niedlugo bede obchodzic tylko 1/5 Twojej rocznicy, a stosunek do swojej decyzji o wyjezdzie, hmm, mocno ambiwalentny mam na dzisiejsza chwile ;)

    Sto lat z okazji rocznicy! I ja rowniez dziekuje za notke, okropnie fajnie bylo ja przeczytac.

    ReplyDelete
  76. Stardust - jaki normalny kraj legalnie zaakceptuje dwoje ludzi w wieku mocno przedemerytalnym? Jeśli jeszcze trochę poczekasz, to nie tylko Belize, ale i parę innych państw chętnie przyjmuje emerytów, i z tego co widzę na Filipinach też się takowym całkiem przyjemnie żyje.

    ReplyDelete
  77. "Postawiłam na szczęście". Bardzo mi to zapadło w serce. Bo i ja stawiam na szczęście. Choć rok temu świat mi się bardzo, bardzo zawalił wciąż trzymam się postanowienia, że jestem szczęśliwa. I jakoś tak widzę z obserwacji, że bycie szczęśliwym to raczej cecha, którą się ma lub nie, a nie efekt zewnętrznych wydarzeń. Dziękuję za tę notkę.

    ReplyDelete
  78. Nie odebrałam personalnie, tylko zawęziłam temat rozszerzony nie przeze mnie. Ja nie bronię PL, ja doskonale wiem jak jest. Mnie dokładnie chodzi o to, co napisałam. O nic więcej. A napisałam najprościej jak można.
    :-)
    Dyskusje na ten temat były tutaj nie raz i nie dwa nawet. Użyje może innego przykładu.
    1.U was na wsi jest syfiasta kawa, u nas w mieście to nie do pomyślenia.
    2.Wczoraj we wsi podali mi tak obrzydliwą kawę, że myslałam, że się porzygam. Nie chodźcie do knajpy koło sołtysa. Syf przeraźliwy. Niech knajpiarza trafi najjaśniejszy szlag i dwie sraczki wirusowe naraz.
    Jest różnica?
    Naprawdę prościej nie umiem. A i młócenie powietrza jest bez sensu :-)

    ReplyDelete
  79. Sze, mysle, ze widze/czuje roznice, o ktorej piszesz i mysle, ze staram sie tak wlasnie podchodzic.
    Moj komentarz nie byl o Tobie, bo nigdy nie podeszlas do rzeczowej krytyki jak do narzekactwa, ale wystarczy ze wejdziesz na ktorykolwiek polonijny portal i poczytasz komentarze "tych, co zostali". Zreszta "ci, co wyjechali" en masse nie sa lepsi - jakas potworna ilosc nierozladowanej agresji w tym narodzie tkwi, wojny dawno nie bylo czy jak?

    ReplyDelete
  80. Aga-b--> Jestes jeszcze na tyle krotko ze masz prawo miec embiwalentny stosunek. 5 lat to jest niewiele i Ty sie ciagle uczysz i poznajesz, zreszta wyjechalas inaczej niz ja. Ja dostalam kopa i w jakims sensie to spowodowalo, ze musialam sie szybciej przyzwyczaic i zaadoptowac. Sa tacy co sa 30 lat i tez maja embiwalentny stosunek i ani tu, ani tam im nie pasuje:))

    ReplyDelete
  81. Oczywiście użyłam siebie dla uproszczenia. Oczywiście, czarownico, że wiemy o czym mówimy, bo się znamy już trochę i rozumiemy mimo różnicy zdań na różne tematy.
    No.
    :-)

    ReplyDelete
  82. Bee--> Wiem ze znajda sie kraje, ktore przyjma, Polska tez przyjmuje, ale to tylko pol problemu. Samo przyjecie jest proste, tylko potem sa konsekwencje, ktore dotycza nie tylko przyjetych, ale calego narodu, ktorego rzad przyjal. Napisze o tym juz niedlugo, bo mnie ten temat swierzbi;)) Myslimy czasem ze Wspanialym zeby sie gdzies wyniesc jak juz przestaniemy pracowac, gdzies gdzie bedzie cicho, cieplo i spokojnie. Na pewno nie bedzie to Floryda, bo oboje nie lubimy:))) Belize ma ten plus, ze jest blisko i jeszcze troche innych plusow. Narazie to jest takie gdybanie i kombinowanie, czy z tego sie cos wykluje? Nie wiem. Mamy tu Tatka, ktory sie nie ruszy, a zostawic go tez nie mozemy.

    ReplyDelete
  83. Alicjo--> Bardzo slusznie zauwazylas, szczescie sie ma w sobie, bez wzgledu na to co sie dzieje dookola. Mozna wstac rano i powiedziec "ble kolejny bylejaki dzien" a mozna powiedziec "nowy dzien, ciekawe co przyniesie?" Bez wzgledu na to co sie wydarzylo w Twoim zyciu trzymaj sie obranego kursu i dostrzegaj radosc w malych rzeczach, to bardzo pomaga byc szczesliwym. Z calego serca zycze powodzenia:)))

    ReplyDelete
  84. Sze, znamy sie juz troche i owszem, tylko napic sie porzadnie nie ma kiedy, kurna.
    Ciagle czekam na termin przed koncem roku jeszcze, bo co prawda nadjadziem na swieta, ale nie wiem czy poprzez Miasto bedziem przejezdzac. Kierownica z prawej strony, to moze byc na polskiej drodze niejakie wyzwanie;)

    ReplyDelete
  85. Czarownica i Szeherezada--> Nie bede bic piany, bo wiem ze wiemy o co chodzi. Narzekacze sa wszedzie i nigdzie nie jest im dobrze. Mam tutaj znajoma, ktora siedzi w Stanach prawie 20 lat i dzien w dzien narzeka. Na wszystko, na czarnych, na brud, na metro, na brak pieniedzy, na drogie ceny, na pogode, no na wsio. Jedzie do Polski na wakacje (4-6 tygodni) wraca i na pytanie dlaczego wrocila odpowiada "bo tam dokladnie to samo". A wszyscy wiemy, ze bez wzgledu na to co jest, to nie jest to samo:)))))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...