Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, September 2, 2009

Jednak choroba

Uwielbiam moje nowe miejsce pracy!!!
Uwielbiam do tego niebezpiecznego stopnia ze nawet w poniedzialek tam polecialam, mimo ze nie musialam.
Wchodze na 30 min przed pierwsza klientka (dawniej na sekundy przed) natychmiast wlaczam przygotowana poprzedniego dnia kawe, zapalam swieczki, przekladam slomki w pachnidlach i rozmilowanym wzrokiem sprawdzam czy wszystko jest na wlasciwym miejscu.
No, kocham:)))
Poprawiam poduszki na lawie (juz wymienione na nowe), rzucam okiem czy rowno, przesuwam cukierek w szklanej cukiernicy, bo jakos tak "odstawal od grupy" no i ta jedna swieczka tez nie jest dokladnie w rzadku;)
Przed kazda klientka gasze swiatla zostawiajac tylko swiatlo w poczekalni i robie "wejscie" i wysluchuje ochow i achow:)))
Wieczorem odkurzam, potem swifferem jeszcze przelatuje meble, bo a nuz jakis niewidzialny pylek sie tam ostal, przygotowuje kawe na nastepny dzien i wkladam nowe swieczki do swiecznikow. To wszystko na wypadek gdybym rano nie zdazyla.
W poniedzialek i wtorek przytachalam worki kamieni, dzis zataszcze duza mise gliniana w ktorej bedzie fontanna z tych kamieni.
To nic ze jeszcze brakuje mi dwoch kurtyn, to nic ze jeszcze 2 polki nie zawieszone, to nic ze materialy na sufit jeszcze leza w szafie, a ja czasem klade sie na lozko i patrze jakby to sprytnie pozawieszac.... ja juz zwariowalam, chodze i dopieszczam jak noworodka.
Wspanialy przyszedl wczoraj wieczorem popatrzyl na te moje rytualne zabiegi, westchnal i powiedzial:
-- Jak te objawy chorobowe przeniosa sie na teren domu, to bede musial zglosic Cie na leczenie.
On chyba wie co mowi...

I poszla liczyc czas do wyjscia do pracy

12 comments:

  1. Wsyztsko rozumiem i popieram, za wyjątkiem kawy z poprzedniego dnia. moim zdaniem musi byc nie tylko toksyczna,m ale po prostu niedobra. Ale to jest, oczywizda, kwestia gustu, co to sie nie dyskutuje :-)

    ReplyDelete
  2. Lorenzo--> Ale ta kawa nie jest parzona poprzedniego dnia, tylko przygotowana w sensie wsypana do coffemakera, parzona jest dopiero rano jak wchodze.

    ReplyDelete
  3. Star ja cie rozumiem dokladnie.Tyz tak mam czesto i gesto i jesli to chorobowe to trudno.....Ja jestem obecnie na etapie sydromu Monk'a,detektywa Monk'a dla scislosci....wyjasnienia w moim blogu....chyba jak wejde o domu i znow ujrze tone kurzu i inne tam,to jakies apopleksji dostane albo co mnie trafi w progu;jasny szlag najprawdopodobniej....

    ReplyDelete
  4. Agnieszka, to chyba nie jest syndrom Monka tylko po prostu pure happiness:)
    Star, ty szczesciaro - niewiele jest tak naprawde ludzi, ktorzy leca do pracy na skrzydlach! Musi tam byc jakas dobra energia albo cus;)

    ReplyDelete
  5. gratuluje choroby. mysle ze to jedna z przyjemnieszych jaka moze czlowieka dopasc. byle byla przewlekla i nie dala sie uleczyc :)

    ReplyDelete
  6. jestem podobnie chora plus do tego padam na pysk:)

    ReplyDelete
  7. A ja mam w domu taką fontannę! Józef w niej moczy nogi...
    A taka choroba to jest całkiem zdrowa. ;-/

    ReplyDelete
  8. Ha, otoczenie w jakim przebywamy ma na nas ogromny wplyw.

    Ja mam tak samo, jak pracowalam w kubiku (ochydne szare sciany) to poprzynosilam rozne makaty do zawieszenia, zdjecia, postery i tak dalej, przynioslam se roslinki, mala fontanienka ciurkajaca woda se stala w rogu.... i jakos sie dawalo pracowac.
    Wszyscy, co przychodzili do mojego kubika odstawiali ochy i achy i ze jak mi sie chcialo...

    a ja w brzydkim otoczeniu nie umiem funkcjonowac :)))
    Sprzatac nie lubie, ale sprzatam, bo balaganu nie znosze jeszcze bardzoej :)))

    ReplyDelete
  9. A ja CI zycze, żeby ta choroba trwala, i trwala, i trwala... Tez przez lata bieglam jak na skrzydlach! To jest bezcenne...

    ReplyDelete
  10. Po tym wielkim stresie i wysiłku fizycznym należą Ci się teraz błogie chwile zadowolenia z dobrego efektu. A zdjęcia pokazane poprzednio świadczą, że masz powody do zadowolenia i niech Ci ono towarzyszy jak najdłużej. :))

    Kwoka, co znów zapomniała, że się nie zalogowała...

    ReplyDelete
  11. Leczyć się zabraniam :)
    Entuzjazmu oczywiście zazdroszczę.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...