Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, October 16, 2009

Domofon

Od czasu do czasu, a wlasciwie to moglabym powiedziec, ze calkiem czesto, czytam o upierdliwosci domofonow. Najpierw nie kojarzylam, ale powoli zaczelam jarzyc o co biega, bo doczytywalam sie takich stwierdzen, ze "listonosz zawsze dzwoni do mnie, bo ja na parterze".
Zaczelo mi sie wiec rozjasniac i sobie czasem myslalam, ze jak to dobrze, ze dom, w ktorym mieszkam ma tylko dwie rodziny i bardzo rzadko sie zdarza, ze ktos dzwoni domofonem.
Wiadomo mieszkancy maja klucze, listonosz zostawia poczte w skrzynce przed domem.
Pozostaje ewentualnie dostawca paczek, lub zamowionego jedzenia, a to sie zdarza naprawde bardzo rzadko.
I tak, co na ten temat poczytam, to potem zapominam, az do czasu kiedy znow trafiam na kogos kto klnie na kolejnego listonosza wyrywajacego go z blogiego nicnierobienia po to tylko zeby otworzyc drzwi.
Wreszcie zaczelam myslec.
Hmmm przeciez ja lata temu jak tylko przylecialam do Stanow tez mieszkalam w budynku wielorodzinnym z domofonem. I jakim cudem nie bylo to upierdliwe?
Co prawda ja mieszkalam na 6 pietrze, ale przeciez mialam znajomych mieszkajacych na parterze i jakos nikt nigdy nie narzekal.
Ciekawe...
Zaczelam szukac po glowie, rozwijac i zwijac spowrotem kolejne zwoje mozgu, nie zeby ich tak duzo bylo, ale porzadek jakis musi byc.
Jedyna niedogodnoscia byli znajomi Polacy, ktorzy nigdy nie pamietali kodu otwierajacego drzwi i szkoda im bylo 25 centow na telefon stojacy przed blokiem, wiec zadzierali glowe do gory i darli morde:
-- STAAARDUUUSTT!!!!!!!!!!!!!!
Najgorzej bylo w czasie kiedy okna byly zamkniete.
Ale pomijajac wrzeszczacych znajomych, co robili listonosze, czy tez dostawcy paczek?
No wlasnie. Oni mieli tzw. master key ktory otwieral wszystkie drzwi w danej dzielnicy.
Niby to takie proste.
Zastanawia mnie dlaczego w Polsce nikt nie wpadl na taki pomysl?

36 comments:

  1. W Katolandzie tak nie jest z powodu tzw 'abjuzu'. Otoz Polacy maja sklonnosc do zlodziejstwa (120 lat zaborow i 50 lat komuny taki narod stworzylo) i jednoczesnie sa nieufni (dobrze znaja swoich rodakow).

    Gdyby w PL byly master keys, natychmiast bylyby sprzedane zlodziejom. Ci natychmiast zaczeli by je wykorzystywac do kradziezy. Wszelkie domofony stracilyby sens. Wobec tego nie ma mowy, zeby ten pomysl przeszedl.

    Jestem krocej w USA, potrafie myslec nadal zlodziejskimi kategoriami ;)

    Doxa.blox.pl

    ReplyDelete
  2. mnie jako mieszkanki PARTERU - pierwszy guzik pod ręką - zastanawia to TYM BARDZIEJ!

    chociaż domofon robi się naprawdę upierdliwy w momencie gdy własne dziecko zaczyna ganiać po podwórku - i co 10 minut coś chce z domu wziąć względnie - pić siku i te sprawy. i wtedy człowiek sam łamie wszelkie zasady i mówi - wycieraczkę w drzwi włóż i JUŻ MI NIE DZWOŃ. na szczeście sąsiedzi TEŻ MAJĄ DZIECI i nikt się nie czepia. Domofon chroni w nocy ;)

    ReplyDelete
  3. mam domofon, ale nie używany...psy są najlepszym dzwonkiem, a na pogadanie otwieram okno i wołam "proszę się wychylić zza choinki" ale to rzadko sie zdarza, listonosz na wsi przychodzi koło południa, pizzy nie zamwiam, jeno karmę dla sobaków, a firma przesyłkowa zawsze dzwoni telefonem, ze już są...
    po co w Ojczyźnie kluczyki, jak chę gdzies wejść a nie pamiętawm numeru drzwi (bo nie wiedzieć czemu on jest jakiś taki dziwny, nie zblizony do nr mieszkania), to naciskam kilka numerków i zawsze ktoś otworzy, nie pytając sie po co chcę wejść...nie rozumiem tego...

    ReplyDelete
  4. wychowalam sobie listonosza, nie dzwoni, no chyba, ze ma pilna przesylke. Jehowitki od chwili gdy poszly na nich joby rowniez (poki co) zakonotowaly sobie, ze pod 11 nie nalezy dzwonic bo....moze byc ciezko;)
    Domofon mnie tak nie wkurza, ale dzwonek przy drzwiach tak i zamierzam go wylaczyc.
    Niech se puka kto chce wejsc;)

    o master keys slyszalam tylko na statku, maja je tylko kapitan i chief oficer.

    ReplyDelete
  5. istnieje coś takiego jak numer techniczny w Polsce. Dzwoni zwykle nie listonosz, tylko roznosicviele ulotek i domokrążcy, a także ludzie, którzy kogoś nie zastali a koniecznie chcą się dostać na klatkę. Natomiast te umery techniczne nie są identyczne dla wszystkich budynkow w Polsce, z teo co wiem.

    ReplyDelete
  6. a to ciekaw, bo ja mieszkam na ostatnim pietrze i zawsze dzwonia do mnie :) ale ja sobie tlumacze to tym, ze mnie prawie zawsze mozna zastac z rana wiec pewnie temu :)
    a co do master key, to u moich rodzicow w miescie, sa kody znane "tylko" listonoszom, a dzialajace na wszystkie domofony...tylko zawsze jakims cudem taki kod zna pozniej pol miasta :)

    ReplyDelete
  7. a to "H" to bylam ja :) ciekawy podpis nie ma co ;)

    ReplyDelete
  8. Ja pamietam, ze kody byly 4-cyfrowe, a numery mieszkan to byla cyfra i litera. Nie mam pojecia czy moi sasiedzi uzywali tego samego kodu co ja. Wiem, ze Potomek tez znal kod i sie nim poslugiwal. Mozna bylo tez drzwi otworzyc kluczem, ale klucz latwiej dziecku zgubic. Ja juz nie pamietam dokladnie jak to bylo, ale nasze (lokatorow) klucze otwieraly tylko drzwi budynku, w ktorym mieszkalismy, a juz nie otwieraly budynkow sasiednich. Jak sie umawialam, ze ktos przyjdzie z wizyta to podawalam tej osobie kod, no ale ludzie zanim dojechali to zapominali, stad to wolanie pod oknami:))) Pracownicy poczty mieli te master key, ale czy taki klucz otwieral drzwi w calym miescie, czy tylko w danym rejonie to juz nie mam pojecia. Jakos nie kojarze naduzyc z tego powodu, przynajmniej nigdy o takich nie slyszalam. Mysle ze pracownicy poczty byli w podobny sposob odpowiedzialni za klucz jak policjant za bron. W koncu w gre wchodzilo mienie i bezpieczenstwo. Jakos to dzialalo.

    ReplyDelete
  9. "Zaczelam szukac po glowie, rozwijac i zwijac spowrotem kolejne zwoje mozgu, nie zeby ich tak duzo bylo, ale porzadek jakis musi byc" - malo z krzesla nie spadlam ze smiechu:)))

    ReplyDelete
  10. Witaj, wszyscy naprawiacze z administracji naszego osiedla oraz listonosze mają master keys. Ale kiedyś był u nas inny domofon, starego typu, bez kodów. I wtedy wszyscy do mnie dzwonili, bo numer mojego mieszkania był na pierwszym miejscu.Ale ponieważ miałam ze wszystkimi znajomymi umówioną liczbę dzwonków, to na pojedynczy dzwonek nigdy nie reagowałam i nie ciągnęłam leniwego ciałka do domofonu.
    Miłego, :)

    ReplyDelete
  11. Czarownico--> A dziwisz sie? Im mniej zwojow tym wiekszy porzadek wskazany:)))

    ReplyDelete
  12. Przemo--> Witaj, to prawda, ze zabory i komuna nauczyly ludzi niezbyt pozytywnych nawykow. Ale to sie zmienia i zmieni z czasem.

    ReplyDelete
  13. Spt--> Podoba mi sie ten pomysl z wycieraczka, ale obawiam sie, ze tutaj ile razy Blondyn wlozylby wycieraczke w drzwi to tyle razy ktos z mieszkancow by ja wyjal. Inne ludzie - znaczy sie:))

    ReplyDelete
  14. Beata--> Ale z tego co ja rozumiem to Ty mieszkasz na wlosciach we wlasnym prywatnym domu, to faktycznie po co Ci domofon?
    A ludzie sie chowaja za choinka? czyzbys miala zwyczaj otwierac drzwi uzbrojona? nie mowie o broni ciezkiej, ale jakas wiatrowka?

    ReplyDelete
  15. Ade--> No wlasnie Jehowitki, to jakas szczegolna odmiana, ktora ma zwyczaj nachodzic ludzi z rana. I tak jest na calym swiecie. Pamietam jak na samym poczatku przychodzili co tydzien o 9 rano w niedziele. A mnie zawsze Owczesny wysylal do drzwi z regulka "nie mowie po angielsku" Po 3 razach zapytali w jakim jezyku mowie, odpowiedzialam, ze po polsku. Wyobraz sobie, ze troche im sie zeszlo, ale za kilka tygodni przyszli z facetem i ten mowi do mnie, ze on mowi po polsku. Przez ulamek sekundy oglupialam a zaraz potem wysyczalam "panie, to spierdalajta". Teraz z perspektywy czasu troche mi glupio, ale coz, naprawde tak zrobilam:((

    ReplyDelete
  16. Lorenzo--> Ty teraz rzucilas zupelnie nowy inny cien na cala sprawe z tym numerem technicznym. U nas rozonosiciele ulotek i gazetek reklamowych nie maja prawa dzwonic do drzwi. Musza to zostawic przed drzwiami, albo czekac az ktos bedzie wchodzil/wychodzil i wtedy moga wrzucic do wewnatrz/

    ReplyDelete
  17. Ivonek--> Znaczy, maja Cie na celowniku:))) A te kody, o ktorych piszesz to chyba wlasnie takie numery techniczne, o jakich pisala wyzej Lorenza.

    ReplyDelete
  18. Anabell--> Czyli znow "potrzeba jest matka wynalazku" :)))

    ReplyDelete
  19. Stardust, bo ja mam psy wstrętne i do mnie sie nie wchodzi a tym domofonem mieliśmy sobie pogadać, furtka jest kawałek od domu ale nie aż tak daleko, Nie mam pojęcia dlaczego mam domofon,,,mam wiele jakichs kabelków, włączników, których znaczenia nie rozumiem i nie znam:)

    ReplyDelete
  20. Beata--> Oj Beata, Ty to jestes dopiero aparatka:))))))
    Im wiecej Cie czytam, tym bardziej mam ochote kiedys poznac na zywo:))))

    ReplyDelete
  21. Wıdze ze po powrocıe bede mıala sporo zalegloscı w czytanıu co bardzo mnıe cıeszy.Nıestety nıe ustosunkuje sıe do notkı bo tylko tak szybko przeczytalam a korzystam z ınternetcafe.Jestem na zasluzonym urlopıe,wyleguje sıe na plazy ı codzıennıe mam 30 stopnı cıepla jeszcze,cokolwıek by nıe powıedzıec to Turcja jest jednak pıekna pomımo duzych kontrastow.Pozdrawıam serdecznıe autorke ı do uslyszenıa po powrocıe.To ja Aleksandra ale sıe nıe loguje bo cos hasla zostaja

    ReplyDelete
  22. Ta wyzej to ja Aleksandra1973 kurcze numery nıe wchodza matku bosku ten net tutaj mnıe wykonczy

    ReplyDelete
  23. A mnie domofon doprowadza do białej gorączki bo mam nr 1, wiec oprócz listonosza (co akurat rozumiem) to dzwoni mnóstwo ludzi, najczęściej przez pomyłkę (pisałam kiedyś, że ponieważ osiedle jest ogrodzone, to wybór właściwego numeru we właściwym bloku wymaga doktoratu z informatyki. Zresztą najbardziej wkurza mnie to, że jak już się ktoś pomyli, to najczęściej brak mu odwagi cywilnej, żeby powiedzieć "przepraszam pomylka" i nie mówi nic, a jak jak glupia pytam: "slucham, kto tam, halo??"
    Jestem przewrażliwiona na punkcie domofonu, bo głośne cholerstwo, a ja mam małe dziecko.
    A ostatnio się popsuł i dzwonił w środku nocy kilka razy..

    ReplyDelete
  24. Przemo ma sporo racji...

    w bloku gdzie mieszkali moi rodzice mieszkancy zrzucili sie na domofon tylko raz. wiekszosc czasu stal zepsuty - tzw "mlodziez" za zaszczyt poczytywala sobie jak najpredzej go rozwalic.

    ReplyDelete
  25. ja tzylko mysle o dzieciakoach stojacych na podworku i sie drzac 8 pieter wyrzej (przynajmiej) "MAMO" a mama nie slyszy bo sie odkurzaczem bawi....

    ReplyDelete
  26. W pierwszej chwili zupelnie nie skumalam o co Ci Stardust chodzi z tymi listonoszami, ( tak sie zaamerykanizowalam, ha,ha),

    Obawiam sie, ze PRzemo ma racje, ale jak zawsze jstem dobrej mysli, ze sie zmienia.
    (na lepsze)

    ReplyDelete
  27. Stardust, oj, żebys się nie zawiodła:)

    ReplyDelete
  28. w rzeczywistości jestem tęgim, łysiejacym facetem:)

    ReplyDelete
  29. Mam domofon ale nie używam go, ponieważ do dzisiaj (rok czasu już tutaj mieszkam w bloku...) nie wiem, czy działa on dobrze. Bez konieczności podnoszenia domofonu, słyszę większość rozmów - co mnie w cale nie cieszy... I czasami ktoś zadzwoni, a podnosząc słuchawkę usłyszę specyficzny polski, pełen "folkloru" akcent "ziemniaki?" :)

    ReplyDelete
  30. Aleksandro--> Przyjemnego wypoczynku w pieknej Turcji!!

    ReplyDelete
  31. Melissa--> No tak, w takich wypadkach to zdecydowanie wyrwalabym ten domofon z korzeniami.

    ReplyDelete
  32. Diesel--> Darcie geby pod oknem bylo normalka, mamusie wydzieraly sie zwisajac z okna. Pamietam tez kanapki zjezdzajace na sznurkach, jak dzieciak nie chcial przyjsc do domu:)))

    ReplyDelete
  33. Beata--> Tegi lysiejacy, to wlasnie moj gust:))) Teraz mi dopiero narobilas ochoty:))))

    ReplyDelete
  34. Grzegorz--> To znaczy, ze ciagle jeszcze istnieje tradycja zakupu duzej ilosci ziemniakow na zime i przechowywania. Przypomniales mi o tym:) a juz mi sie zapomnialo:)

    ReplyDelete
  35. Grzesiu i jeszcze ..."jaja po pięćdziesiąt"

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...