Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, November 1, 2009

Wiek jest tylko liczba

mawiala moja przyjaciolka Justyna i radosnie dodawala:
-- Umowmy sie, ze mam 23 lata!!!
Justyne poznalam juz tutaj w Ameryce, mieszkala w sasiednim stanie na polnoc od NY.
Pamietam nasze pierwsze spotkanie, pojechalismy tam z Owczesnym do znajomych i w sumie cala noc przegadalismy z Justyna i jej mezem Wlodkiem. Wlodek mial niesamowite poczucie humoru i niekonczacy sie zapas dowcipow i historyjek z zycia wzietych. Przy tym wiekszosc z nich opowiadal w gwarze slaskiej zupelnie mi nieznanej, wiec uchachalam sie do lez. Justyna juz wtedy poruszala sie na wozku inwalidzkim, chociaz troche jeszcze chodzila po domu, to jednak wozek byl juz sprzetem koniecznym.
Skutki przebytego lata wczesniej zapalenia opon mozgowych.
Kilka lat pozniej kiedy sytuacja zdrowotna Justyny sie stopniowo pogarszala, Wlodek znalazl sobie inna kobiete i poprosil o rozwod. Dala mu go bez zadnych oporow i w ten sposob zostala sama, bo jedyna corka wlasnie wyszla za maz.
Z opieki miejskiej dostala mieszkanie w budynku dla niepelnosprawnych i jakos sobie radzila, corka odwiedzala ja codziennie, pomagala w zakupach, sprzataniu mieszkania i jakos to szlo.
Mieszkanie Justyny bylo zawsze otwarte, pelne przyjaciol, kazdy wpadal bardzo chetnie, bo byla osoba bardzo towarzyska, dla kazdego miala dobre slowo i usmiech. I nigdy na nic nie narzekala.
Ja staralam sie przyjezdzac 2 czasem 3 razy do roku na weekend, albo ciut dluzej.
Z roku na rok bylo coraz gorzej, az lekarz namowil ja na operacje, ktora miala ratowac rece, ktorymi nadrabiala braki wladzy w nogach. Na wizyty lekarskie jezdzila glownie z corka, na wypadek gdyby czegos nie zrozumiala to Anka sluzyla za tlumacza.
Pertraktacje nad operacja trwaly, lekarz malowal wizje lepszej przyszlosci, a ona zadawala uparcie jedno pytanie:
-- A co bedzie jesli operacja sie nie uda?
-- Nie mozesz w ten sposob myslec - odpowiadal lekarz.
-- Nie, JA moge, to TY nie mozesz, bo to JA zostane z konsekwencjami nieudanej operacji nie TY.
W koncu sie zgodzila, zdajac sobie sprawe z faktu, ze jakby cos to nawet sadzic nie bedzie mogla, bo ja na to nie stac. Byla przeciez na utrzymaniu panstwa i miasta, a tacy sa dla lekarzy krolikami doswiadczalnymi.
I stalo sie zgodnie z przewidywaniami, Justyna po operacji obudzila sie sparalizowana od pasa w dol.
Nie wiem, jak radzila sobie z ta swiadomoscia przez pierwsze dni jeszcze bedac w szpitalu, ale wyobrazam sobie, ze nie bylo latwo.
Natomiast od momentu przyjscia do domu, zabrala sie do organizowania wlasnego zycia wokol lozka i wozka. Dostala z opieki dwie pielegniarki wizytujace, jedna przychodzila rano, druga wieczorem. Ta ranna otwierala drzwi i wyjmowala z lozka, ta wieczorna kladla do lozka i zamykala drzwi.
Pamietam jak przyjechalam pierwszy raz. Nie bardzo wiedzialam czego sie mam spodziewac, na ile Justyna potrzebuje pomocy otoczenia, ale okazalo sie, ze ona jest tak swietnie zorganizowana, ze to otoczenie moze od niej czerpac rade i liczyc na jej dobre serce i opieke, przynajmniej psychiczna.
Wtedy pamietam zadalam tez pytanie czy nie ma pretensji do Wlodka, ze ja zostawil wlasnie teraz kiedy potrzebowala najwiecej pomocy, nawet nie zdobyl sie na to zeby zadzwonic, zapytac czy moze czegos potrzebuje.
-- Nie mam zalu, jest tak jak jest... zreszta gdybym miala zal, to tylko ja bym sie tym trula... bez sensu.
Miala za to przyjaciol, niezliczone tlumy przyjaciol, ktorzy zawsze wpadali, zapraszali, zabierali na spacery, ba nawet na tance do polskiego klubu. A ona uwielbiala towarzystwo.
Dzwonilam do niej prawie codziennie, byla jak akumulator moich zyciowych baterii.
W czasie kiedy ja mialam klopoty i czasem zaczynalam narzekac, przerywala mi slowami:
-- Cos mi sie wydaje, ze czas zebys tu przyjechala. Kobieto na co Ty narzekasz? Ja juz nawet wlasnym sraniem nie rzadze, a Ty masz problemy?
No to zabieralam kilka szmat, Potomka i znow jechalam na weekend. Tam wszystko nabieralo innego wymiaru. Po wizycie wieczornej pielegniarki, kiedy Justyna byla juz w lozku, ja siadalam obok w wozku inwalidzkim i tak przegadywalysmy cale noce. O 4-5tej nad ranem, kiedy juz nam sie zamykaly oczy, szlam wreszcie do lozka. Pamietam jak pewnego takiego poranka powiedziala mi zanim opuscilam jej sypialnie:
-- Tylko uwazaj, bo o 7 przychodzi nowa pielegniarka z lewatywa i ona mnie nie zna, to krzycz ze Ty jestes gosciem a Justyna w drugim pokoju, bo jak nie, to zanim sie obejrzysz juz bedziesz miala lewatywe zrobiona. One sa szybkie.
Tak mnie zestresowala tym powiedzeniem, ze balam sie zasnac:))
Ot smialysmy sie ze wszystkiego, nawet z tak przyziemnych spraw jak sranie, bo w jej przypadku to bylo powazne wydarzenie, jak sama podkreslala.
Pamietam pojechalismy kiedys do znajomych na grilla i bylo tam sporo ludzi i kilka osob, ktore nie znaly Justyny. A ta jak zwykle w towarzystwie blyszczala jak najjasniejsza gwiazda, opowiadala dowcipy, smiala sie i gdyby nie wozek, to moznaby zaryzykowac stwierdzenie ze plasala wsrod gosci.
Byl tam mezczyzna, ktory widocznie ja obserwowal i kogos musial zapytac, dlaczego ona jest na wozku, prawdopodobnie dostal odpowiedz zgodna z prawda, ze jest sparalizowana.
Ten facet nie mogl oderwac od niej wzroku, az wreszcie powiedzial:
-- Pani Justyno, jestem pelen podziwu, jest pani tak radosna osoba, a przeciez jest pani tak chora.
-- Alez prosze pana, to jakies nieporozumienie. Ja nie jestem CHORA, ja jestem TYLKO sparalizowana. CHORY to jest ktos, kto ma katar i goraczke.
Powiedziala to wszystko tak naturalnie jakby naprawde paraliz w niczym jej nie przeszkadzal, a facet dopiero wtedy nie potrafil spuscic z niej wzroku.
Justyna nigdy nie miala czasu na nude, zawsze cos czytala, ogladala, zawsze miala jakies zajecie.
Pamietam tez jak kiedys zadzwonilam a ona odebrala telefon smiejac sie na glos, zanim jeszcze zdazyla powiedziec "halo".
-- A Ty z czego sie tak cieszysz? - zapytalam.
-- A bo wlasnie ogladam z Anka kostiumy kapielowe w katalogu i nie wiem na jaki sie zdecydowac.
Nie powiem, troche mnie przytkalo.
-- Aaaa gdzie Ty sie wybierasz w tym kostiumie kapielowym? - zapytalam niepewnie.
-- No jak to GDZIE?? Na PLAZE!!!
-- Kryste, to ja juz na plaze nie chodze... - zaczelam.
-- Bos glupia, a ja chodze, a w zasadzie to jade z popychem - odpowiedziala radosnie.
Dopiero pozniej przemyslalam i doszlam do wniosku, ze ona ma racje, bo przeciez my kobiety to sobie zawsze wymyslamy jakies przeszkody, zeby tylko nie korzystac z zycia w pelni. A wlasnie to jest blad!!
No bo i co z tego, ze juz nigdy nie bede tak szczupla jak kiedys bylam, czy mloda, czy bogata, czy, czy, czy..i cos jeszcze, ale jestem zywa.
Cialo Justyny stawialo na jej drodze tyle roznych ograniczen a ona mimo to potrafila zyc pelnia zycia.
Ta kobieta tryskala radoscia i checia zycia. Czasem tylko mowila:
-- Czy Ty myslisz, ze ja naprawde lubie jak mnie te pielegniarki ubieraja? Nie, ale jak bede narzekac, to przeciez w niczym mi to nie pomoze. To postanowilam polubic, bo tak latwiej.
Faktycznie, tak bylo latwiej, rozsadnej i korzystniej dla wszystkich. Pielegniarki z tego miejskiego oddzialu wizytujacych klocily sie i ubiegaly o prace z Justyna, bo nie narzekala, nie byla zlosliwa jak inni chorzy, ktorzy nie potrafili pogodzic sie ze swoimi ograniczeniami.
Ona zamieniala wszystko w smiech i zawsze byla zadowolona.
Justyna tez miala sposob na zwiedzanie swiata i podroze. A polegalo to na tym, ze jak ktos ze znajomych gdzies wyjezdzal, to mial obowiazek robic jak najwiecej zdjec i jesli tylko byla mozliwosc rowniez nagrywac film z podrozy. A potem tylko robilo sie dodatkowa kopie i jedna dawalo Justynie. Tym sposobem ona zwiedzila wiecej swiata niz ja.
Dziesiec lat temu wybieralam sie na 5 dniowe wakacje do San Diego w Californii.
Przed samymi wakacjami jeszcze pojechalam ja odwiedzic, pozegnalysmy sie i na koniec dala mi jeszcze raz przykaz fotografowania i filmowania wszystkiego co mozliwe:
-- A pamietaj o komentarzach jak filmujesz!!! - zawolala jeszcze za mna jak wychodzilam.
I to bylo nasze ostatnie spotkanie, zmarla jak ja bylam w Californii, jak wrocilam bylo juz po wszystkim.
Miala 52 lata, a ja do dzis nie obejrzalam tych filmow, ktore dla niej nagralam. Nie moge sie na to zdobyc.
Nie potrafie i chyba nawet nie bede probowac wyliczac jak wiele zawdzieczam tej przyjazni, jak bardzo czuje sie wyrozniona przez los, ze postawil Justyne na mojej drodze.
Utrzymuje kontakt z Anka, teraz ona w jakims sensie przejela paleczke przyjazni po matce.
Ale nie spotykamy sie tak czesto jak z Justyna, no to jest inaczej.
Ale jak sie juz razem spotkamy to glownym tematem jest Justyna.
Kobieta, ktora umiala naprawde zyc i uczyla swoim przykladem jak nalezy cenic zycie.
Minelo 10 lat a mnie ciagle brak jej radosnego smiechu i swiergotu...

29 comments:

  1. Coz za wspaniala kobieta, nie dziwie sie ze tak za nia tesknisz,
    Ale Star, w wielu apektach ja przypominasz,

    Trzym sie

    ReplyDelete
  2. :-)))
    Moa ciotka, która po koniec życia bardzo chorowała, nie poruszała się już właściwie, zapytana o zdrowie zawsze odpowiadała: "Świetnie! ja się zawsze świetnie czuję..!" I żartowała sobie z własnych chorób.

    ReplyDelete
  3. Lukrecjo--> Ja sie wlasnie od niej nauczylam, ze w zyciu najwazniejsza jest chec. Tylko szkoda, ze te lekcje sie tak wczesnie skonczyly.

    ReplyDelete
  4. Melissa--> Dokladnie tak, Justyna tez zawsze sie czula "swietnie". Bralam kiedys udzial w dyskusji na temat wieku i staralam sie przekonac, ze wiek jest tylko liczba, ale rozmowcy uwazali, ze im wieksza liczba tym wieksze ograniczenia ciala. Fakt moja Justyna zmarla mlodo, organizm nie wytrzymal tej nawalnicy lekow, ale ogrniczenia to jej cialo sprawialo juz w wieku po 30tce. A jednak w niczym jej to nie przeszkadzalo. Kiedys znajomi zabrali ja na tance, nie masz pojecia ilu panow przychodzilo prosic ja do tanca, bo mysleli, ze ona tylko "tak sobie siedzi na wozku", a niektorzy to nawet nie zauwazyli wozka. A ona tylko ze smiechem mowila "bardzo chetnie, ale ja depcze po stopach"

    ReplyDelete
  5. Też się popłakałam. Niesamowity człowiek!

    ReplyDelete
  6. Piszesz o kims, kto mial powody do narzekan, a jednak bral zycie takim jakie ono bylo i smial sie do lez, cieszyl z kazdej malej rzeczy. Wstyd mi,ze narzekam czasami na rozne glupoty. I jak czytam taka, czy podobne historie to wiesz, oczy mi sie jakby szczerzej otwieraja. Tacy ludzie, jak Justyna, nie rodza sie na prozno, tacy ludzie jak Ona, ucza innych, jak trzeba zyc.
    dzieki kochana za ta historie, troche mnie postawila do pionu znowu...

    ReplyDelete
  7. Kobieta, ktora umiala naprawde zyc - pieknie to napisalas Stardust:)))))

    ReplyDelete
  8. Wzruszajaca historia. Wlasnie takich ludzi czesto namw zyciu brak i powinno byc ich zdecydowanie wiecej.
    Moje motto tez na tym polega by cieszyc sie kazda chwila, lecz czesto ulegam presji otoczenia i samej sobie. Coz, glowa do gory!
    Pozdrawiam!

    ReplyDelete
  9. Ivonek--> Wlasnie tak, ona miala naprawde wiele powodow do narzekan, tylko jak sama mowila nic by to nie zmienilo. Ona umiala sie godzic z tym czego nie mogla zmienic. Jak przyjechalam pierwszy raz po tej operacji, ktora uwiezila ja w lozku i zobaczylam jak ona sobie to zycie w lozku zoragnizowala, to mi kopara opadla. Ona mogla z tego lozka dowodzic swiatem:) Wszystko co potrzebne bylo w zasiegu reki, a reke przedluzala taka specjalna dluga raczka z chwytaczem. Ona wymyslila i kolega to zrobil, takie rolki jak stosuje sie przy zaglach do otwierania i zamykania okna. A jednak czasem sie zdarzalo, ze pielegniarka zachorowala i nie mial jej kto z tego lozka uwolnic. Czekala cierpliwie i mowila "a coz moge innego zrobic? moge tylko spasc i czekac na podlodze zamiast na lozku".

    ReplyDelete
  10. Ade--> Umiala, naprawde umiala. Wchodzilam do jej mieszkania i wszystko tam tetnilo pozytywna energia. Pamietam jak kiedys Anka po przeczytaniu przepowiedni Nostradamusa, przyszla wystraszona, ze bedzie koniec swiata. A Justyna na to: "durna, toz przeciez dla nas jedyna okazja do luksusowego zycia, wezmiemy kredyt, nakupimy co nam sie podoba, a potem pierdykniemy sobie ladny makijaz i poczekamy na smierc. nie bedziemy musialy splacac" I juz bylo po strachu i po koncu swiata i byl smiech i radosc z tego co jest.
    Anka przprowadzila sie do nowego mieszkania ktore bylo na pietrze, wiec jak tu zrobic zeby Justyna mogla zobaczyc mieszkanie. Troche ciezko ja wnosic a jeszcze gorzej znosic, bo niosacy idac w dol nie widzi schodow i latwiej spasc. To wymyslila zeby polozyc na schodach deske i zjechala jak dziecko po zjezdzalni. Tylko najpierw krzyczala zeby deska byla dobrze wyheblowana, a potem dodala "ale co gadam, przeciez i tak nie poczuje drzazgi w dupie". Czasem to bylo z nia tyle smiechu, ze nikt nie mial sily jej podniesc.

    ReplyDelete
  11. MoninchenR--> Witaj:)
    Mysle ze jest raczej niemozliwe byc zawsze pozytywnym, ale trzeba probowac. Justyna tez miala juz dosc pod koniec, cierpiala na niesamowite bole glowy. Przezylam z nia taka noc w bolach i tylko latalam z kompresami, a ona biedna w pewnym momencie mowi "i ty sie nie wyspisz przez ten moj glupi leb". Nawet w takich momentach bardziej dbala o innych niz o siebie. Raz mialysmy taka powazna rozmowe "od serca" i przyznala sie, ze czesto juz ma dosc i czasem gdy jest sama to pozwala sobie wyplakac sie z bezsilnosci. Ale zaraz dodala, nie warto tego robic jak ktos widzi, bo wtedy ludzie sie nad toba lituja i dopiero WTEDY jestes NIESZCZESLIWA.
    Wiec warto probowac, no i starac sie izolowac od "wiecznie nieszczesliwych".

    ReplyDelete
  12. wiesz Star, jak tak czytam te komentarze, to wiele bys mogla jeszcze o Niej napisac historii co??I tak pewnie nie starczylo by czasu zeby wszystkie spisac...
    Kiedys moje starsze dziewcze zapytalo mnie: mamus, a czy sa anioly na swiecie?? chyba jednak sa, co nie.

    ReplyDelete
  13. Stardust!! dziekuje stokrotnie za ta notke, za opowiesc o Justynie i za ta energie

    brak mi slow, bardzo dziekuje

    usciski

    ReplyDelete
  14. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  15. historia sympatyczna,jednak wiek to wiek raczej o charakter tu chodzi.
    No i co ona mogla innego zrobić?
    Skwaśnieć i nie mieć nikogo wokół siebie i nic nie móc załatwić, albo własnie wyjsć do ludzi i świata i mieć przyjaciół.
    każdy wybiera swoją drogę sam.

    ReplyDelete
  16. Stardust - dzięki:)
    Justynie też:)

    ReplyDelete
  17. b.--> Dzieki za korekte, wiesz mi sie to zdarzyc i zdazyc bedzie juz mylic do konca zycia. I nawet wiem dlaczego:))) A komenta nie bede likwidowac, bo mi nie przeszkadza, to raz a dwa, to jak ja zlikwiduje, to bedzie notka ze zlikwidowany przez moderatora. I ktos pomysli ze cenzure wprowadzam:))

    ReplyDelete
  18. Tuv--> Alez wlasnie o to chodzi, ze mogla skwasniec i wszyscy by od niej uciekali. A ile widzisz dookola ludzi mlodych i zdrowych a wiecznie na cos narzekaja? Zawsze im ciezko, malo i pod gorke.
    Justynie bylo lekko.

    ReplyDelete
  19. Osoby, które w jakiś sposób nie mogą korzystać z pełni życia (w naszym, zupełnie zdrowych mniemaniu) mają ogromną radość i umiejętność życia. Doceniają absolutnie każdy drobiazg i się nim cieszą. Nie liczą strat, tylko zyski.

    ReplyDelete
  20. Taka przyjaciółka to największy skarb. Otworzyłaś mi oczy na to co w życiu najważniejsze, a o czym podczas codziennej gonitwy tak łatwo zapomnieć - dziękuje.

    ReplyDelete
  21. Sze--> Roznie to bywa, kalectwo Justyny bylo nabyte i postepujace. W takich przypadkach jest najwiecej wlasnie zgorzknialych ludzi, bo nie potrafia sie pogodzic, sa zli na cala reszte swiata na zasadzie "dlaczego ja?" Sa upierdliwi i wiecznie niezadowoleni z tego co osoba opiekujaca sie nimi robi, bo ciagle maja zal i przekonanie ze sami potrafili lepiej. Takie informacje mam od pielegniarek, ktore pracowaly z Justyna. Justyna tez mieszkala w budynku dla niepelnosprawnych, wiec spotykalam tych ludzi w windzie, w pralni, na swietlicy bardzo niewiele bylo takich z ktorymi chcialabys nawiazac znajomosc. Z tego wlasnie powodu Justyna nie lubila spedzac czasu na swietlicy, bo mowila, ze dopiero ze swietlicy wraca w depresji.

    ReplyDelete
  22. Sebastian--> Witaj:)) I wlasnie tego brakuje mi najbardziej. Dawniej moglam pojechac i zobaczyc na zywo jak nalezy sie cieszyc tym co sie ma. Moglam zadzwonic i Justyna w kilku slowach sprowadzala mnie do pionu. Teraz pozostaly tylko wspomnienia, ale wlasnie staram sie doceniac fakt, ze nie wszyscy mieli szanse miec wsrod bliskich kogos takiego. A to juz bardzo wiele.

    ReplyDelete
  23. :) kurcze, delete mi sie wcisnelo :)))

    ReplyDelete
  24. Stardust - jak na 1 listopada to nie moglas wybrac znakomitszej opowiesci. Wiecej nie napisze, bo jakos tak kluchowato w gardle...

    ReplyDelete
  25. Wiesz Star, cudownie jest miec taka przyjaciólke jak Justyna.Jej nie ma, ale zyje w Twoim wspomnieniu i to jest piekne.Ci, którzy odeszli na druga strone tęczy zyją tak dlugo, jak długo my o nich pamiętamy. Twoja Justyna to piękna postać i dobrze,że podzieliłas sie z nami tym wspomnieniem.
    Miłego,:)

    ReplyDelete
  26. Stardust, dziekuje bardzo za ten post. Nawet nie wiesz, jak bardzo!!!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...