Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, December 12, 2009

Ludzie mie wkurwiajom

W zasadzie moglabym tej notki nie pisac, bo tytul mowi sam za siebie, ale chooj napisze.
Taka jestem;)
Wczoraj po pracy umowilam sie z kulezankami z poprzednich pracow na male conieco, tak swiatecznie. Staramy sie podtrzymywac te tradycje wedle swiat wlasnie, nie bardzo rozumiem dlaczego, ale jakos tak wyszlo. Sam termin jest gupi, bo kazda z nas ma urwanie jajnikow z zapaleniem kapelusza wlasnie teraz, bo wiadomo ruch wiekszy, nie za wielki bra borze, wiadomo jest recesja, depresja, kryzys, zwis, uwiad i opad cycow. Czyli przepracowac sie nie ma szans, ale wkurwic i owszem.
No to spotkalysmy sie wkurwione, kazda jak jeden maz i przez 20 minut na mrozie dyskutowalysmy gdzie isc. No ja pierdole!!! Gdzie isc?? w Nowym Yorcku??
Zamiast zakotwiczyc w pierwszej lepszej knajpie gdzie cieplo, to stoja jak pizdy na pochodzie 1-majowym i ta nie je indyjskiego, tamta nie lubi oswietlenia w konkretnej restauracji, ktora akurat jest za rogiem, a innej jeszcze nie paskuje cus tam i cus tam....
-- Sluchajcie kobitki, jak Was wszystkie kocham pojedynczo, tak w kupie jestesce nie do zniesienia, to ja se pojde postoje w korytarzu tego tu oto budynku, tam przynajmniej nie wieje, a Wy jak juz ustalicie gdzie idziemy to niech ktoras machnie reka i wyjde.
-- No jak to? - zawolaly oburzone - Tobie nie zalezy gdzie idziemy?
-- No wlasnie mi nie zalezy, bo ja w przeciwienstwie do Was ide dla TOWARZYSTWA, Waszego towarzystwa a nie dla jedzenia, oswietlenia, kelnera i chuj wi czego jeszcze.
To wlasnie zawsze tak jest, jak tylko siegne pamiecia to ludzie zapominaja po jaki grzyb sie spotykaja. Czy to naprawde istotne gdzie? jak? co do jedzenia? co do picia?
Ja na ten przyklad nie przepadam za wloskimi restaruracjami, bo tez wloskie jedzenie nie robi na mnie wrazenia, ale jak sie spotykam z ludzmi to jest mi to glanc pomada i moge wpierdalac makaron za makaronem co trzecie danie nawijajac na uszy i na deser jeszcze lasagne moge wchlonac, bo sie liczy towarzystwo, rozmowa, frajda, atmosfera a nie papu.
W dobrym towarzystwie najgorsze jedzenie potrafie wpierdolic bez mrugniecia okiem, przeciez mnie nie zabije i nie bede tego jadla codziennie, to jest raz na rok!!!!
Pamietam lata, ba nascie lat temu jak pracowalam w Blumingdelsie to musialam czasem pracowac w niedziele, kiedy pojscie na lunch wymaga znajomosci okolicy, bo nie wszystko jest otwarte.
Pewnej niedzieli podeszla do mnie nowa masazystka, Derisha i zapytala czy mozemy razem pojsc na lunch, bo ona nie wie gdzie mozna isc w niedziele.
-- Oczywiscie, ze mozemy - odpowiedzialam uradowana, bo lubie nawiazywac blizsze znajomosci z wspolpracownikami, w ten sposob tworzy sie lepsza atmosfere pracy.
Poszlysmy do takiej calkiem przyzwoitej ale nie drogiej restauracji, gdzie o kazdej porze dnia mozna bylo w sumie zamowic nawet dania sniadaniowe, ktore wiadomo sa tansze niz obiad.
Siadlysmy, przyszla kelnerka, natychmiast zauwazylam ze dziewcze jest Polka, bo tez kto inny moze miec na imie Grazyna, zlozylysmy zamowienie. Derisha zamowila jakis omlet z frytkami i tost z ciemnego chleba.
Jak danie dotarlo na stolik to Derisha rzucila okiem i stwierdzila, ze tost jest z jasnego chleba zamiast ciemnego, faktycznie duza pomylka wiec dziewcze przeprosilo i zabralo talerzyk z tostem i po chwili przyniosla ciemny tost. Derisha w miedzyczasie "obadala" fachowym wzrokiem omlet i stwierdzila, ze jest niedopieczony. Dziewcze bez slowa zabralo talerz i po chwili wrocila z dopieczonym omletem.
Derisha spojrzala i szybko zanim dziewcze zdazylo sie oddalic powiedziala:
-- Ale frytki sa miekkie.
Dziewcze ponownie zabralo talerz, a ja wkurwiona pomyslalam "no kurwa miekkie, bo przeciez juz zdazyly zmieknac w tym czasie jak dziewczyna gania z nimi miedzy kuchnia a stolikiem", ale jeszcze trzymalam jezyk za zebami.
Dziewczyna wrocila po raz kolejny, Derisha spojrzala na talerz i tym razem omlet i frytki sie dotykaly, a wedlug Derishy nie powinny. Dziewczyna znow zabrala talerz, jak wrocila z nim to ja postanowilam "pogadac" sobie z nia po polsku. Wygladalo to tak, ze ja gadalam, a dziewczyna sie tylko usmiechala niewinnie, bo wiadomo, ze bedac w pracy nie wolno jej sie wdawac w dyskusje w obcym jezyku, zwlaszcza w obecnosci konsumenta, ktory tego jezyka nie rozumie.
Ja skonczylam, dziewczyna odeszla i wtedy Derisha mnie zapytala:
-- Co Ty jej powiedzialas?
-- Zaraz powtorze Tobie dokladnie to co powiedzialam jej, wiec prosze sluchaj uwaznie, bo to wazne na przyszlosc. Najpierw zapytalam ja czy juz naplula po drodze do Twojego talerza, bo ja bym to na 100% zrobila. Potem przeprosilam ja za Twoje zachowanie i obiecalam, ze juz nigdy wiecej tutaj z Toba nie przyjde. A teraz dodam to czego jej nie powiedzialam, ale co jest wazne dla naszych, Twoich i moich stosunkow na przyszlosc. Bedziemy razem pracowac i w pracy mozemy byc najlepszymi wspolpracownicami, ale obiecuje Ci, ze ja juz nigdy nie pojde z Toba na zaden lunch, ani nawet jak gdzies idziemy cala grupa, bo czasem chodzimy to tez nie bede siedziala blisko Ciebie. To jest umowa tylko miedzy Toba i mna, nikt inny nie musi o tym wiedziec, ale pamietaj, ze nigdy nie bedziemy jadly siedzac blisko siebie.
Sluchala tego wszystkiego zaskoczona i na koniec powiedziala:
-- Place i wymagam.
-- Kurwa Derisha, ten pierdolony omlet kosztuje $7.99!!!! A napsulas mnie i kelnerce nerwow za chuj wie ile!!! Jesli uwazasz, ze nikt inny nie wie jak przygotowac Twoje jedzenie to przynos z domu i nie zawracaj ludziom dupy. Twoja ostatnia skarga, ze omlet i frytki sie dotykaja doprowadzila mnie do szalu, czy Ty masz w zoladku specjalne przegrodki i omlet i frytki wpadaja do innych?
Slowa danego Derishi dotrzymalam, pracowalysmy razem przez nastepne chyba 6 lat, bylysmy razem na wielu imprezach i zawsze jak towarzystwo zajmowalo miejsca przy stole, to ja cierpliwie czekalam zeby Derisha wybrala swoje miejce, poczym szlam na drugi koniec stolu.
No ludzie mie wkurwiajom!!!
Ide do knajpy dla przyjemnosci, a wkurwiac sie moge gdzie indziej.
Drugie wkurwiajace zachowanie w takich restauracyjnych okolicznosciach to jak wszyscy zamawiaja razem, na jeden rachunek, a jak przychodzi do placenia to zawsze sie jakas menda znajdzie, ktora mowi:
-- Ale ja nie mialam drinka.
-- Chuj z Toba - odpowiedzialam kilka razy szybko skreslajac mentalnie dana osobe z mojej listy towarzyskiej.
Wcale nie jestem za tym, zeby ktos placil za mojego drinka przez rozlozenie ceny na tych niepijacych. Tylko dlaczego taka menda nie powie zanim kelner przyjmie zamowienie:
-- Ja prosze o osobny rachunek.
Bylam nie raz w sytuacji, ze nie mialam pieniedzy, nie stac mnie bylo na pojscie gdzies i wydanie wiekszej sumy, ale zawsze uprzedzalam towarzystwo, ze ide, bo uwielbiam z nimi isc, ale moje zasoby finansowe sa tym razem skromniejsze, wiec bede prosic o osobny rachunek. Nikt sie nigdy nie obrazil, nikt nie kazal mi siedziec w domu, dopoki moje zasoby wzrosna. Wrecz przeciwnie kazdy rozumial i docenial, ze robie to przed czasem zanim przyjedzie rachunek i w ten sposob nie robie dodatkowego problemu kelnerowi czy towarzystwu. Kelner w zasadzie, to juz ma prawo olac, zamowienie zostalo zgloszone razem i on przyjmuje razem oplate, to ktos z towarzystwa musi w takiej sytuacji wyciagnac kalkulator, wyszukac w rachunku co "menda" jadla czy pila i odliczyc osobno. A ceny dan wahaja sie w ganicach pieciu dolarow, drinki sa w jednej cenie, chyba ze ktos pije piwo a inny wino czy tez ciezszy alk to roznica moze byc $3.00 przy czym podzielona na kilka osob to pryszcz.
Albo walka o napiwek! No zesz kurwa czy te 20% czy 15% kwoty rachunku to tak zawrotna suma?
Jak przychodzi do zaplaty to wtedy sobie takie mendy przypominaja, ze kelner sie nie usmiechnal, ze nie byl wystarczajaco mily.
A co mial cie wyruchac miedzy zupa a daniem glownym? wtedy bylby mily?
I wczoraj bylo to samo. Nie bede sie rozpisywac, bo szkoda nerwow, ale zakonczylo sie tym, ze jak one dzielily rachunek miedzy 8 osob na 38 mozliwych wariantow to ja wyjelam karte kredytowa, zaplacilam za wszystko lacznie z napiwkiem i oswiadczylam:
-- Od przyszlego roku moge sie spotykac z kazda z Was osobno.
Tylko trzy osoby byly przygotowane na to zeby zaplacic gotowka, czyli w sumie pozostale powinny poprosic o osobne rachunki. Albo ja mam cos nie tak pod pulapem, albo cos mi tu nie gra.
W sumie nastepne cztery kobitki sa mi winne pieniadze, ale juz mi nawet nie zalezy czy oddadza, czy nie. Prawdopodobnie oddadza, tylko kwestia kiedy, ale ja mam to juz w dupie. Nie lubie takiego dzielenia wlosa na szesnascioro.
Tez nie mam pieniedzy, nikomu nie jest teraz latwo, ale nie lubie, nie lubie takich scen.
Nie lubie tez jak ktos wiecznie marudzi, napierdala o biedzie a potem sie okazuje, ze wlasnie kupuje nowy samochod, remontuje dom, ale dostaje skretu odbytnicy przy 15% napiwku.
Ludzie mie wkurwiaja i tyle.

52 comments:

  1. O jak Cię świetnie rozumiem!
    Dlatego jak płacimy wspólny rachunek, to zazwyczaj dorzucam zaokrągloną sumę, albo na końcu, tak ay na wszystkie "wody" starczyło i był też napiwek dla kelnera.
    I strasznie mi było w życiu raz wstyd za szwagra, który w knajpie na Słowacji zachowywał się jak ta Twoja Derisha, tylko, że do kelnerki mówił po polsku i wymagał, żeby ona, Słowaczka, dokładnie rozumiała o co mu chodzi.
    Zmusiłam wtedy jeszcze nie męża, żebyśmy do końca pobytu jadali osobno.
    Co z tymi ludźmi w knajpach się dzieje, ja pierniczę.. Fochy, wymysły, ale potem na napiwek to nikt nie ma.

    ReplyDelete
  2. oooo Star.Jestem z Tobą całkowicie.
    Solidaryzuję sie z każdym zdaniem.
    i już przestań się wkurwiać - nie?
    Bo to nie warte funta kłaków jest :)

    ReplyDelete
  3. Amen! Dobrze piszesz, Stardust.

    Ja niestety od siebie moge dodac, ze po dobrych kilku probach, przestalam wychodzic z niektorymi moimi kolezankami. W koncu wyjscie do knajpy ma byc przyjemnoscia, a dla mnie niestety juz od jakiegos czasu bylo meczarnia. Z jednej strony, zawsze ja musialam zostawiac za nas wszyskie napiwek, bo moje Polki przyjely ostatnio postawe "niech sie restauracja cieszy, ze w ogole przyszlysmy, napiwek to rzecz zupenie zbedna, placimy przeciez juz za jedzenie i drinki, czego oni od nas jeszcze chca?", z drugiej, sa cholernie niemile dla kelnerow. Dla kazdego, od samiusienkiego poczatku, ledwie zdazy podejsc. Co wiecej, one kiedys takie nie byly dopiero tak od roku, gdy skumaly sie ze soba i wymienily poglady na temat traktowania kelnerow (przeciez nasz klient nasz pan - nie trzeba byc wiec dla nich milym), nie zostawiania napiwkow oraz (sic!) wymyslania, ze drink/potrawa za zimna/za ciepla/krzywo podana, tylko po to, by dostac owa za darmo, notorycznie. Ameryka niestety niektorych zmienia na gorsze.

    Sorry za przydlugi komentarz, ale za kazdym razem jak sobie o takich zachowaniach pomysle to mnie trafia.

    ReplyDelete
  4. Melissa--> Jak to Slowaczka nie rozumiala Polaka:))))) Polaka powinni rozumiec wszedzie na swiecie:)))

    ReplyDelete
  5. Tuv--> Chyba sie przestane wkurwiac, bo tak jak zapowiedzialam od przyszlego roku tylko pojedyncze spotkania. Ja pod tym wzgledem jestem wredna i dotrzymuje slowa;)

    ReplyDelete
  6. Aga-b--> Ty chociaz mozesz sobie ponarzekac, ze Twoje kolezanki Polki, wiec mozesz to zwalic na przzyware narodowosci;) Ja nie, bo wsrod moich nie ma ani jednej Polki, czyli jest to zupelnie niezalezne od miejsca urodzenia.
    Tak one robia laske, ze przyszly do knajpy, tylko zapominaja, albo nie chca wiedziec, ze kelnerzy maja najnizsze stawki zarobkowe wlasnie dlatego, ze zyja z napiwkow. Scyzoryk sie w kieszeni otwiera, jak widze takie zachowanie.
    Nie przepraszaj za dlugie komentarze, w koncu ja tez chce poczytac:)))

    ReplyDelete
  7. Byłam keidys w takiej samej sytuacji, tyle, że ludzi było więcej... Spotkanie klasowe po latach. Trzeba było wznieść toast. zamówiliśmy wino... I przy płaceniu okazało się że:
    a)wino było kwaśne
    b)ja wole słodkie
    c)ja wcale nie piłam, tylko tak dla towarzystwa umoczyłam usta
    d) a tak właściwie to czyj to był pomysł?
    No to zapłaciłam te marne 50 zł... Żeby wstydu nie robić;)))

    ReplyDelete
  8. 100% racji, też często wstydzę się za ludzi, który w dodatku mają o sobie świetne mniemanie.
    Ale wstydzę się za każdą osobę tylko raz, bo mam jak Ty - ucinam kontakty.

    Poza tym uwielbiam Twoje notki :)

    ReplyDelete
  9. Ja z tych, co to zwykle o osobny rachunek proszą. Raz, że rzadko noszę gotówkę i przez to płacę kartą, a dwa, że bywa trudno o znalezienie wegetariańskiej potrawy w menu, a w lokalach nie wybrzydzam, więc zamawiam tanie "sides" lub małe sałatki i wolę płacić za siebie. Takie "stadne" sytuacje bardzo mnie stresują. Napiwki zawsze zostawiam dobre. Całe szczęście jakoś nigdy nie zdarzyli mi się znajomi, którzy nie wierzą w napiwki. Chamstwo po prostu.

    ReplyDelete
  10. nie, no zeby nie bylo ;) ja nie mowie, ze to przywara tylko Polek ;) Jest wsrod moich znajomych pare normalnych naszej narodowosci ;). Ale te dwie sa akurat miejscowe i z nimi spotykalam sie najczesciej i bylo coraz gorzej.. Moze mam fuksa z drugiej strony, ze reszta znajomych innych narodowosci (Hinduski, Rosjanka, Chinki, Amerykanki) jest akurat ok ;)

    Milego weekendu! Ale zimno sie tu u nas zrobilo, nie?

    ReplyDelete
  11. O Mamusiu, frytki dotykają omlet? ja to musze w Ojczyźnie wypróbować!:)

    a swoją drogą...omlet plus frytki?

    Stardust naprawiaj świat dalej! cudnie to robisz!

    ReplyDelete
  12. No kochana! Omlet z frytkami mnie zdumiał. A jeszcze bardziej ta panna! PŁACI I WYMAGA! Hehehe! Urocza niewiasta!
    Na szczęście ja spotykam się rzadko w knajpach, ale z normalnymi ludźmi!
    Więc sytuacje opisane przez Ciebie to dla mnie małe SF ;-D

    ReplyDelete
  13. bo wiesz klient w knajpie to jest gość. W Anglii np. może przyjśc na drugi dzień do restauracji i powiedzieć, ze zjedzona wczoraj kolacja mu zaszkodziła i prosi o zwrot pieniędzy - autentyk z pracy mojego dziecka!!!
    i mało tego, panienka była zdziwiona , bo stwierdziła, ze jak kupi sobie bluzkę i jej się nie spodoba to może ja oddać i dostanie zwrot pieniędzy!!!!
    czasami zdarza sie tez tak ze po zjedzeniu całego zamówionego dania klient stwierdza, że coś tam było nie tak doprawione lub nie tak dogotowane i , ze ogólnie mu nie smakowało - dostaje wtedy od firmy bonus ... ludzie to naprawdę wredni potrafią być i wkurwiać innych ... fakt!!!

    ReplyDelete
  14. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  15. zdarza mi się wydziwiać w restauracjach - najczęściej gdy zamawiam lody bez bitej śmietany a dostaję z bitą śmietaną. albo jak zamawiam sałatkę i nie dostaję nic - bo nie ma - a zapomniano mi powiedzieć. ostatnio tak śledzia zamówilam - Lorenza już usta wycuerała po jedzeniu - a mojego śledzia ni ma. kelnera też ni ma. wołam - przychodzi - łapie się za głowę - biegnie po sledzia - wraca - jezu przepraszam - nie ma śledzi! ech ;) może koleżanki na survival do kraju nad Wisłą przysłać? ale napiwki też daję tylko wtedy jak jestem zadowolona z obsługi. niezadowolona nie daję. bo nie ;))) liczenie się co do każdej zlotowki mnie wkurwia niemożebnie. ale jak się nie liczę to okazuje się żem krezus co nie liczy się z tym że inni nie maja. ale mimo tych wszystkich różnic też mnie ludzie wkurwiają. mam bardzo waskie "kontakty" ;)

    ReplyDelete
  16. Mąż był w Stanach z kolegami z pracy. Poszli we trzech do knajpy na jakieś hamburgery, po czym mąż zarządził napiwek. Koledzy wielkie oczy i liczą, ile to będzie 5 dolarów na trzy. Mąż się zirytował, rzucił piątkę i wyszedł, niesmak pozostał.

    ReplyDelete
  17. Z wymienionych przez wszystkie tu dyskutujace damy powodow, do lokali chodze tylko z ludzmi, ktorych bardzo dobrze znam! Coby sie potem nie wstydzic za kogos...

    ReplyDelete
  18. Ah boskie klimaty.

    Kiedys facet z ktorym bylam (hindus) zabral mnie na spotkanie swoich znajomych w restauracji w San Francisco. Caly wieczor gadali tylko o kasie, przechwalali sie, jaki kto se dom kupil a jakim to samochodem nie jedzi i ah-oh-sroch-pierdzioch.
    Jak przyszlo do placenia, to im sie zeszlo pol godziny, bo wyklocali sie o kazdego dularka no i nie mogli dojsc do porozumienia odnosnie napiwku - bo OCZYWISCIE kazdy placil "za siebie" i liczyl oddzielnie, ino kwota ogolna jakos sie cholera nie chciala zgodzic z tym, co na rachunku bylo...

    W koncu sie wkurwilam, podzielilam rachunek na osiem (tyle nas bylo), dorzucilam 20% napiwku, zostawilam kase i wyszlam.

    Pierwszy i ostatni raz to byl z tymi ludzmi :)

    ReplyDelete
  19. stara prawda, że z kelnerem się nie zadziera, ale jak widać ciągle są ludzie z brakiem treningu i wyobraźni

    ReplyDelete
  20. Stardust, Ty to po prostu lubisz za ludzi placic ;)

    tak tak, mam nadzieje ze bede sie miala okazje zrewanzowac :)))))

    ReplyDelete
  21. Stardust moja droga,,,dziękuję za ten post,z resztą wiele twoich postów wyraża to czego Ja nie umiem opisać i głośno się przyznać.
    Poprawiłaś mi humor,twoimi tekstami:))Rok temu miałam podobną sytuację,spotkanie w lokalu w grupie znajomych i facet ,który zamawiał jako jedyny markowe winko,podczas wystawiania rachunku spierniczył do wc.Ja oczywiscie jako jedyna to skomentowałam ,,,,no i wtopa.

    ReplyDelete
  22. No to ja słusznie robię chodząc do knajpy tylko z tymi, z którymi wiem, że nie będzie wiochy i kłopotu.

    ReplyDelete
  23. Ja podobnie jakoz czesc przepiszcow - chodze do knajp tylko ze znajomymi, z ktorymi wiem, ze nie bedzie problemu z placeniem. Czasem jedna osoba placi za rachunek, potem sie rozliczamy w domu, zeby wiochy w knajpie nie robic jak te wiesiuny co licza kazdego penisa z kalkulatorem w swojej komorce. Czasem po prostu sie umawiamy na poczatku kto za co bedzie placil np kazdy placi za siebie, a ja stawiam napoje. Albo ja stawiam obiad X bo jej wisze za poprzedni itp itd i te kropki dwie.
    Duzym ulatwieniem jest oczywiscie mozliwosc placenia jednego rachunku paroma kartami :) wiec nawet jak ktos kasy nie zabral, albo wydal za duzo niz mial zaplanowane, zawsze moze sobie na plastik wrzucic :)
    A ludzie sa czasem pojebani. Nalezy tylko rozroznic tych pojebanych z premedytacja od tych, ktorzy maja jakies tam zaburzenia typu Asperger (w pracy opiekujemy sie chlopakiem, ktory za Chiny Ludowe nie zje dania jesli poszczegolne elementy sie ze soba stykaja).
    A wkurwiac sie nie ma na co... na debilizm i glupote?

    ReplyDelete
  24. O rany oplulam z radosci monitor - cudnie to opisalas i zawsze latwiej smic si z czyjegos doswiatczenia niz wlasnego ....Ale ja tez przezylam podobna sytuacje w Turcji -jak wujek mojego meza ( z jakiegos powodu wsciekly na swoja zone) odstawial takie numery z kelnerem bidakiem - a na dokladke moj maz uwazal ze trzeba mu pomoc w tym
    i mu pomogl mimo moich szeptow ze jak to zrobi, to go kurwa zabije...
    No i zrobil .... zabic nie zabilam, ale tak sie na nich wscieklam ze po wyjsci z restauracji i wujek i maz mnie przperaszali a ja im kazalam isc przprosic kelnera za ten obciach co go nawalili ;)))))

    ReplyDelete
  25. Nivejka--> Spotkanie po latach... klasowe, mowisz, czyli zobaczylas co wyroslo z kolezanek i kolegow:))

    ReplyDelete
  26. Malgoska--> To znow dzialalmy podobnie:))

    ReplyDelete
  27. Aneta--> Ale uprzedzasz o tym osobnym rachunku jak zamawiasz dania, a nie oczekujesz od kogos albo sama grzebiesz na koniec imprezy w rachunku probujac wyluskac z rachunku Twoje dania. To jest zasadnicza roznica.

    ReplyDelete
  28. Beata i Ata--> Kombinacja omlet i frytki oraz frytki plus jajecznica jest normalnym tutaj zestawem sniadaniowym. Zamiast frytek moga byc gotowane i podsmazone ziemniaki, takie no...wczorajsze odgrzewane. Do tego jest zawsze tost z maslem. Zestaw sniadaniowy sie to nazywa;))

    ReplyDelete
  29. :)))) no wielbie Cie cala i po kawalku tez :)))) rozbraja mnie Twoja szczerosc, a madrosc powala na kolana!!!
    fajnas i juz :*

    ReplyDelete
  30. Mada--> Sa ludzie, ktorym sie notorycznie wydaje, ze sa "goscmi" i robia laske calemu swiatu, ze zaszczycaja ziemie swoim stapaniem. Niestety to im sie tylko tak wydaje, bo naprawde to sa nikim i pokazuja to na kazdym kroku.

    ReplyDelete
  31. Spt--> Jesli zamawiasz lody BEZ smietany, a dostajesz ZE smietana to oczywiscie jest powod do zgloszenia reklamacji. Tak bylo w przypadku tego tosta, ktory mial byc ciemny, a przywedrowal jasny i do tej pory w spotaniu z Derisha wszystko bylo OK, ale jak zwrocila danie, bo sie poszczegolne czesci STYKAJA to juz raczej przedobrzyla. Ja tez przy wyjatkowo zlej obsludze wyrazam to wielkoscia napiwka, ale tutaj zla obsluga naprawde sie rzadko zdarza. Tu raczej kelnerzy chodza jak w zegarku szwajcarskim, czesto az za czesto sie dopytuja czy wszystko jest OK i czy ewentualnie sobie jeszcze cos moze zyczysz.
    W tej sytuacji walka o mniejszy napiwek jest tylko sknerstwem, ale moje piatkowe panie same biora napiwki. I raczej nie maja pretensji, ze ktos im dal za duzo!!!

    ReplyDelete
  32. Zuzanka--> Ja bylam w Polsce w ubieglym roku i jakos mam wrazenie, ze dawanie napiwkow nie jest zwyczajem powszechnym. Fakt, ze tez nie chdzilismy po knajpach notorycznie w czasie tego pobytu, ale bylo wyraznie widac, ze kelnerzy przyjmuja napiwek z zadowoleniem, ale tez z lekkim zaskoczeniem. Wnioskuje z tego, ze nie kazdy daje/zostawia napiwki. Tutaj jest to zwyczaj powszechny w restauracjach, salonach fryzjerskich, taksowkach, nawet w lunchonettach gdzie kupuje kanapke na lunch czesto stoi przy kasie kubek na napiwki. To juz jest lekka przesada i zdarza mi sie ignorowac, bo niby co? kupilam kanapke i nie bardzo wiem za co ten napiwek? za to ze kanapka zrobiona? Wiec z tym sie akurat nie zgadzam, ale ignoruje tez bardzo rzadko, bo z drugiej strony mysle, ze moze znow ta obsluga ma placone gowniane grosze i to pomaga komus przezyc.

    ReplyDelete
  33. Zgago--> Ja tez chodze ze Wspanialym (wiadomo kto placi;)) z dzieckami i placimy w zaleznosci od sytuacji, ale przewaznie wszyscy po rowno. Czasem jednak spotykam sie w knajpie z klientkami czy tez kolezankami z dawnych prac. Teraz pracuje sama, wiec czasem chce mi sie kontaktu z innymi ludziami;)))

    ReplyDelete
  34. Nina--> Bo to juz jest taka zasada, ze bogaty nie bylby bogaty gdyby nie liczyl kazdego grosza:))) Jakos tak to dziala z moich obserwacji:)

    ReplyDelete
  35. Miss--> Ja tez wole miec kelnera po mojej stronie:)))))

    ReplyDelete
  36. b.--> Zartujesz oczywiscie, bo to zupelnie co innego, jak spotkalismy sie w troje i Ty bylas sama, a ja ze Wspanialym. A o rewanz sie nie martw, sto lat niemale:))))))

    ReplyDelete
  37. Izza--> No to co napisalas to juz bylo chamstwo czystej krwi!!!
    Z drugiej strony tez nie lubie osob, ktore w towarzystwie wybieraja co najdrozsze, liczac na to ze sie potem rachunek rozlozy. Mysle, ze w/g zasady ceny dan powinny sie roznic kwota nie wieksza niz 5 dolarow. Taka jest niepisana umowa towarzyska z tego co sie zorientowalam przez te 25 lat tutaj, a troche bywalam.

    ReplyDelete
  38. Lorenza--> Juz napisalam wyzej, ale powtorze:)) taka pewnosc mam tylko ze Wspanialym i dzieckami.

    ReplyDelete
  39. Sak--> Pocieszyles mnie, ze sa jeszcze inne dziwolagi co to nie jedza dotykajacych sie skladnikow dania na talerzu:))) Myslalam, ze moja Derisha to jakis wyjatek:))

    ReplyDelete
  40. Gullviva--> Ooo to wujek Twojego meza to znow inny gatunek z tych co to "cygan zawinil a szewca powiesili":))))

    ReplyDelete
  41. Też tego nie lubie - zapałka na czworo pół litra na raz. Trzeba mieć klasę cieszę się że ty ją masz :)

    ReplyDelete
  42. Stardust, ja kiedyś chodziłam na obiady z koleżankami z pracy. Kurwa, co to byla za jazda. jedna się ubrala, ale rozmyśliła, druga cofnęła się, bo telefon na biurku dzwoni, idziemy po trzecią do innego pokoju, a ona jeszcze butow pod biurkiem szuka. jak już te buty znalazla, to któraś sobie przypominala, że zostawila portfel w szufladzie i tak przez 45 minut. To sobie dobralam dwie koleżanki, które umiały się zawinąc w trzy minuty. hasło obiad, odzew już i sruuu w długą.

    ReplyDelete
  43. Lorenza--> No wlasnie o takie sruuu mi chodzi, ale tak malo jest ludzi, ktorzy potrafia myslec i dzialac jednoczesnie. Nozesz kurwa dlaczego Ty tak daleko?
    No dobra, wiem, moze to nie Ty, moze to ja daleko jestem:))

    ReplyDelete
  44. Sebastian--> O wlasnie to, dokladnie zapalka na czworo, pol litra na raz:))) Kupuje, bardzo mi sie to podoba.

    ReplyDelete
  45. Stardust:
    no nie wiem czy to tak dziala.
    Oszczedzajac te kilkadziesiat - no moze kilkaset dolarow w roku nie da sie nijak uzbierac na leksusa ani na chalupe...

    ReplyDelete
  46. Znów się pośmiałam. Jednak sytuacja żenująca. Podoba mi Twoja szczerość.Cenie Cię za to. A ludzie są wqrwiający, oj są.

    ReplyDelete
  47. Stardaście, rozumiem Twojego wkurwa bardzo dobrze. Pewnie już się spotkałaś z nowojorską teorią napiwku - pomnożyć podatek przez dwa i dodać dziesięć procent do wyniku. Mnie się to zdarzyło parę razy. Katastrofa, jak najważniejszy master próbuje podzielić 56,95 na cztery osoby, sprawdzając podatek i dodając do niego stosowny procent, następnie każdy się zrzuca (trwa to dłuższą chwilę), a przy liczeniu gotówki w koszyczku jest 5 dolarów za mało. Szczególnie, kiedy wiem, że włożyłem do koszyczka 20,00, bo kelnerka była super szybka i super miła i z całą pewnością zasłużyła sobie na napiwek. Na szczęście rzadko mnie los obdarza takim towarzystwem i takimi znajomymi.

    ReplyDelete
  48. Taaaaaaaaaaaaaaaa - powiedziała była restauratorka i uciekła!
    :-)

    ReplyDelete
  49. Mnie też wkurwiają, szczególnie kiedy jadą samochodem 20 km/h a mogą 70! I przez to spóźniam się do pracy. A niech to!

    ReplyDelete
  50. Święta prawda. Prze pewien czas pracowałam jako kelnerka. Trzeba mieć anielską cierpliwość do niektórych typów.
    Nic dodać nic ująć, no może tylko to, że to przeważnie ludzie niezadowoleni z życia, którzy uważają, że wszystko im się należy i są pępkiem świata.

    ReplyDelete
  51. This comment has been removed by a blog administrator.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...