Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, December 15, 2009

Swiateczna odliczanka

Pamietam jak o tej porze roku przychodzila do nas Babcia i mowila:
-- Ja juz mam na swieta wszystko gotowe, jeszcze tylko kurz na szafie zetrzec.
Ten "kurz na szafie" to byl sygnal, ze ktos z nas musi isc i sie na te babcina szafe wdrapac co by kurz wytrzec, bo Babci juz nie bardzo zrecznie bylo po krzeslach skakac.
Tym powiedzeniem jednak najbardziej wkurwiala Mame, bo wiadomo, ze Babcia na swieta nie musiala nic gotowac, spedzala je u nas lub u ktoregos z synow.
Tak wiec babciny "kurz na szafie" niejednokrotnie prowadzil do rodzinnej awantury:)
Dlaczego o tym pisze?
No bo ja wlansie jeszcze tylko ten kurz na szafie wytre i juz moge swietowac:)))
Niezupelnie, bo jednak zarelko trzeba przygotowac, ale zakupy juz mam z glowy, a z tym najwiekszy klopot. Jako, ze Wspanialy odsiaduje w domu kilka dni jakie mu sie ostaly z urlopu to wykorzystalam go wczoraj i pojechalismy na Greenpoint. Zakupialm mieso, ktore mam zamiar upiec i w tej postaci bedzie robic za wedline, ktora z kazdym dniem jest gorsza i coraz wiecej w niej chemikalii. Zanabylam tez plastry miesa na zrazy zawijane, bo te sprzedaje tylko jeden sklep na Greenpoincie, a w soboty sa tam takie kolejki, ze chocby oni to mieso darmo dawali to sie nie odwaze. W niedziele maja zamkniete, a ze wzgledu na upierdliwosc dojazdu moge tam byc tylko w weekend.
Sklep nazywa sie "Kiszka" i jest waski jak kiszka, wiec jak stoi obok siebie dwie osoby, a jeszcze jedna z nich nie daj buk trzyma koszyk, to juz jest zator na caly sklep. Jednak raz na jakis czas musze sie poswiecic, bo zrazy zawijane lubimy, a tamtejsi rzeznicy przygotowja mieso z taka precyzja, ze slina mi cieknie do podlogi od samego patrzenia na sprawne ruchy rzeznika.
Zaraz jak tylko ustawilismy sie na pozycji "do miesa" to Wspanialy zapytal:
-- Ile kupujesz tych zrazow?
-- 4 to na dwa obiady dla nas wystarczy.
-- Kup 8 przeciez moga lezec w zamrazalniku, a licho wie kiedy tu znow przyjedziemy.
Kupilam wiec 8 pakowane po 4 zebym nie musiala wszystkiego naraz rozmrazac. Jak juz wyszlismy ze sklepu to zapytalam Wspanialego:
-- Przyznaj sie, chciales zebym kupila 8 zrazow zebys sobie mogl dluzej popatrzec jak rzeznik przygotowuje mieso, tak?
-- Pewnie, ze tak!! Moglbym tam stac i gapic sie na tego faceta przez caly dzien, to normalnie jak balet!!
To prawda, ruchy rzeznika SA jak BALET, szkoda, ze nikt juz nie podtrzymuje tych tradycji, zastanawiam sie co bedzie jak kiedys juz nie bedzie tych fachowcow z Greenpointu. A moze to tylko fakt, ze tak rzadko mamy okazje widziec ten kunszt rzezniczego profesjonalizmu?
Z "Kiszki" poszlismy jeszcze na druga strone ulicy, bo jednak zachcialo mi sie kielbasy, a tam maja taka mocno wedzona na kolor ciemnego brazu i jest bardzo dobra w smaku, no i Wspanialy zazyczyl sobie "kabanosi". Kabanosi to chyba jego ulubiona polska wyzerka:)
Kupilam tez filety sledziowe, beda na wigilie.
I tym sposobem zakupy swiateczne mam z glowy.
Sprzatanie, takie generalne bylo miesiac temu na Thanksgiving, wiec teraz to pestka, zreszta wiadomo, to dzialka Wspanialego.
Tym razem postanowilam posluchac sie moich "chlopakow" i nie robic pierdyliarda dan na wigilie.
Malo tego Wspanialy jak uslyszal, ze jestem sklonna odpuscic te wszystkie tradycyjne ceregiele, to zapytal:
-- A czy na Wigilie mozemy miec paelle zamiast tych wszystkich ryb w roznych wydaniach?
-- A owszem mozemy, kto nam niby zabroni?
W ten sposob bedzie paella z owocami morza, sledzie w occie i w oliwie, ryba po grecku i barszczyk czerwony z pasztecikami.
Chwatit.
Jak sobie pomysle co sie bedzie dzialo na Greenpoincie w weekend to mi sie slabo robi i jestem cala w skowronkach, ze ja mam to juz z glowy.
Chujenki tez nie bedzie, w ubieglym roku nie bylo i bylo OK.
Co prawda Wspanialy przebakuje o zakupie choinki w weekend, ale moze jeszcze da sie go odwiesc od tego pomyslu, bo z tym krzaczydlem to tylko ja mam klopot.
Ubieranie? ja i ewentualnie Wspanialy, bo reszta nie wykazuje ochoty. A do rozbierania jeszcze mniej chetnych. Jeszcze kilka lat temu dziecka Wspanialego przychodzily na ubieranie choinki, ale im sie raczej juz znudzilo, wiec zostalismy z tym sami na placu boju. Potomek tez juz lata temu wyrosl z checi uczestniczenia w procesie ubierania i tylko po fakcie sprawdza, czy aby nie zapomnialam o jego zabawce.
Z ta zabawka, to bylo tak, ze jak przyjechalismy tutaj pod koniec wrzesnia, na 3 miesiace przed Bozym Narodzeniem, to oczywiscie nie mielismy ani wlasnej choinki, ani w sumie zadnych ozdob. Nasze pierwsze swieta spedzilismy z Victoria, u ktorej mieszkalismy i choinka jak i ozdoby byly Jej.
A zeby dziecko nie czulo sie zupelnie obco z ta "czyjas" choinka to poszlismy do sklepu i Potomek mial wybrac jedna ozdobe, ktora chcialby miec na choince.
Wybor padl na taki drewniany pociag z trzech wagonikow i ten pociag do dzis jest najwazniejsza ozdoba kazdej choinki.
Oj, cos mi sie wydaje, ze sie jednak zgodze na zakup chujenki ;))
W wiekszosci tutejszych domow choinki juz sa i domy udekorowane na swieta, ladnie to wyglada, szczegolnie wieczorem. Dekorowanie swiateczne, lacznie z choinkami zaczyna sie w weekend po Thanksgiving. Nawet zywe choinki moga stac calkiem dlugo, bo stoja w pojemnikach na wode, jesli tylko choinka jest swieza i pamietamy o codziennym dokarmianiu jej woda, to moze stac calkiem dlugo.
Choinki stoja do Trzech Kroli i wtedy wszyscy masowo rozbieraja i wyrzucaja. Wiekszosc Amerykanow preferuje zywe choinki, ale sztuczne sa tez popularne, zwlaszcza wsrod samotnych kobiet i starszych ludzi. Jednak z zywa jest wiecej roboty.
Od kilku lat moza kupic juz ubrane sztuczne choinki, sa nawet takie, co to leza w pudle na plasko i tylko wystarczy je podniesc za czubek, wlaczyc do gniazdka i juz swieta gotowe.
To ja poczekam jeszcze na oplatek dozylnie;)))

46 comments:

  1. choinka ma sens jak są dzieci (małe). a zabawkę możesz postawić gdzieś na widocznym miejscu jako memento, nie musi przecież dekorować koniecznie choinki...

    ReplyDelete
  2. DS--> Czy ja juz pisalam, ze Cie kocham? Nie? No to teraz pisze:))) Dzieki za pomysl!!!

    ReplyDelete
  3. Oj tak, "Kiszka" ma pyszne wszystko (przynajmniej w porownaniu do polskich sklepow u mnie w miescie). Az mi slinka pociekla, bo ostatni raz bylam tam rok temu z hakiem...

    ReplyDelete
  4. Aga-b--> Ja znow wole wedliny od Staropolskiego po drugiej stronie ulicy, ale to mieso od Kiszki, to poezja:)) Nikt na calym Greenpoincie nie przygotowuje tak zrazow jak rzeznicy w Kiszce. A tlok tam jest zawsze w kazdy weekend, ponoc dlatego, ze Kiszka ma deczko nizsze ceny, no i renome, bo to chyba pierwszy polski sklep. Pamietam 25 lat temu, to w sumie byla tylko Kiszka:))

    ReplyDelete
  5. Tez z czasem coraz mniej szalu ze swietami mam.
    Kiedys u rodzicow bylo obowiazkowe sprzatanie i szykowanie wszystkiego, po nocach oczywiscie, bo kiedy indziej?
    W efekcie mama padala pod koniec wieczerzy wigilijnej i musiala sie przespac przed Pasterka, zeby moc na nia pojsc. No ale wszytko bylo na tip-top. Przez pierwsze lata poza domem tez taka bylam, blysk, swieze firanki, te sprawy. Pierwszy raz mi odeszlo, kiedy w ciazy lezalam pol roku, zrobilam se terapie i juz nie mam przymusu sprzatania. Potem zrobilam se druga terapie i wole miec sily na inna, znacznie przyjemniejsza aktywnosc, niz czysto w domu.

    Pilnuje, zeby potrawy byly domowe, ze swiezych skladnikow, zero margaryny i innnych kostek rosolowych, i chwatit. Ogarnie sie troche chalupe, stol odswietnie przystroi i juz, strychu sprzatac nie zamierzam na te okolicznosc:)

    A "Christmas will come, even if you don't clean your windows", jak do upadu powtarzam zasmarkanym pacjentkom. W UK i tak lepiej pod tym wzgledem niz w Polsce, kobiety nie sa niewolnicami i nie wywieszaja sie masowo za okna, zeby swieta przezyc z zapaleniem oskrzeli na antybiotyku.

    ReplyDelete
  6. Nas leń w tym roku ogranął i mieliśmy nie nabywać choinki, ale tak se pomyślałam, my tylko we dwoje, gotowania prawdziwego nie ma tylko trochę tu, a trochę tam, więc ta choika to główna atrakcja, która czyni nasz dom świątecznym. Pojechaliśmy więc na farmę, mąż własnoręcznie spiłował wybrane przez nas drzewko i stoi, ubrane skromnie w białe i czerwone lampki i nic poza tym. Wygląda cudnie, a i przy ubieraniu żeśmy się nie umęczyli ;).

    ReplyDelete
  7. Czarownico--> Ja tez jak widac odpuszczam:) A wiesz, ze jak czytalam Twoj komentarz to mi przyszlo do glowy, ze ja tu nie widze ludzi myjacych okna na swieta. Sama tez nie myje:)) w sumie na okraglo sa zasloniete zaluzjami to nawet nie bardzo wiem jak wygladaja:)))) Zycie bezstresowe to jest wlasnie ta roznica chyba miedzy Polska a tutaj. W Polsce ciagle jeszcze w wiekszosci pokutuje to "musze umyc, bo sasiadka wlasnie myje". Trzepanie dywanow, wlasnie wrocilam z jednego forum, gdzie odbywa sie dzis powszechne trzepanie dywanow. Tu nawet nie wiedza co to trzepak:)))

    ReplyDelete
  8. Aneta--> Wyobrazam sobie jak slicznie wyglada ta Wasza choinka!!! Moi sasiedzi maja udekorowana tylko w malutkie zielone i niebieskie lampki i do tego zielone i niebieskie lancuchy z malenkich koralikow. Widze te ich choinke co wieczor jak wracam do domu, bo stoi od frontu domu na takiej oszklonej werandzie. Jest sliczna!!!

    ReplyDelete
  9. Choinka jest fajna ale jak ktoś inny ją ubiera ;-)

    ReplyDelete
  10. Star, ale niemyecie i nietrzepanie wcale nie ujmuje swiatecznej atmosfery, prawda?
    Ja kocham momenty, kiedy dekorujemy pierniki, kroimy bakalie albo skladniki do sosu tatarskiego. RAZEM.
    O to chodzi najbardziej.

    ReplyDelete
  11. Choinka jest fajna, gdy są małe dzieci.Ja od kilku lat już nie "choinkuję", robię stroik z gałązek, tak dla zapachu. Czasem też taki ozdobny świecznik z maleńkimi bombkami.A jak mi zupełnie nic nie wpada do głowy, to gałązki jodłowe wkładam do wazonu i dopinam do nich aniołka i maleńkie gwiazdki.Ty mogłabyś dopiąć do tego ten pociąg.A wiesz, uświadomiłaś mi,że u nas to już zupełnie nie ma rzezników z prawdziwego zdarzenia.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  12. Święta w pigułce czyli: bigos w tabletkach, rybka w syropku, wódka w sprayu i opłatek dożylnie... ;)))

    ReplyDelete
  13. ja mam malo miejsca w domu i krolika,co wszystko zjada, wiec u mnie stanie znow male drzewko w doniczce, na odpowiedniej wysokosci ;O) tez atmosfere robi no i latwiej z nim zrobic porzadek "po". ale oplatek to ja wole jednak normalnie... ;O) pozdrowka!

    ReplyDelete
  14. aha! a zdjecie tego pociagu drewnianego, to mozna by prosic?! :O)

    ReplyDelete
  15. Sebastian--> Zdecydowanie dobrze gadasz, dac Ci wodki:)))

    ReplyDelete
  16. Czarownico--> Na tyle co ja jestem w domu, to naprawde niemycie i nietrzepanie w niczym mi nie przeszkadza:)) Ja to sobie pizgne pare pomaranczy naklutych gozdzikami, zapale swieczki o zapachu sosnowym, sledzia zamarynuje i juz mam swieta:)) Ja latwa w obsudze jestem:)))

    ReplyDelete
  17. Anabell--> Ja w ubieglym roku tez mialam stroiki i teraz tez pewnie zrobie, niezaleznie czy Wspanialy sie uprze na te choinke czy nie, bo ja stroiki robie juz od lat. Nawet jeden w ubieglym roku to byly zwykle galazki w wazonie i kilka pierdolek na nich chyba wisialo. Zdjecia ubieglorocznych stroikow sa na blogach tutaj i w GbM. Tylko zeby ten pociag powiesic, to trzeba jednak otworzyc pudlo z wszystkimi ozdobami. Chyba troche za duzo roboty... zobacze;))

    ReplyDelete
  18. Nivejka--> No prosze!! Wodka w sprayu:))) to mi sie podoba:)))

    ReplyDelete
  19. Evek--> Kochana, juz pisalam do Anabell, ze do tego pociagu to sie trzeba dostac, przez pierdyliard innych ozdupek. Nie wiem czy mi sie bedzie chcialo:( ale to jest takie male gowienko, wszystkie 3 wagoniki maja nie wiecej niz 12cm dlugosci i w jednym siedzi Mikolaj. No, kusze Twoja wyobraznie;)))
    A chujenka w doniczce taka przenosna z pokoju do pokoju to tez dobry pomysl. U nas takie sprzedaja w kwiaciarniach i nawet ubrane. Zobaczymy na czym sie to skonczy;)))

    ReplyDelete
  20. No,kochana dzielna gospodyni jesteś.Ja jeszcze w dalekim polu i z zakupami i sprzataniem.Muszę,zabrać się do galopu.Ja idę na łatwiznę mam właśnie taką ubraną sztuczną choinkę.Tylko kupuję do wazonu świerkowe gałęzie aby było pachnąco.
    Pozdrawiam:PP

    ReplyDelete
  21. Izza--> Ze mnie to akurat gospodyni jak z koziej, wiesz co:)) Sprzata Wspanialy, choinki raczej nie bedzie, wigilie oblece ta paella, na BN robie takie mni kurczaki pieczone nie wiem jak sie nazywaja po polsku ale po naszemu to cornish hens. Jakis placek tylko musze wykombinowac i juz mam po zawodach.

    ReplyDelete
  22. A ja tam bede miała choinkę.... bo ja na punkcie choinki to skrzywiona jestem od zawsze w tym roku z uwagi na nadmiar obowiazkow w pracy wczoraj wlasnie się otrzasnelam ze do swiat 1,5tygodnia a ja w proszku tzn menu nie ustalone bo prezenty to wlasnie wczoraj pakowalam a sprzatam jak mam chec a nie jak swieta sa ogarne po wierzchu i juz, nie mam parcia na wymiatanie spod szaf i szorowanie glazury na to musze miec wene a przed swiatami rzadko ja miewam na takie rzeczy tym bardziej ze gosci sie nie spodziewam bo to my w tym roku bedziemy wedrowac tylko nastroju wciaz nie mam ;-( mimo ze nawet sniegu torche spadlo, cała nadzieje w choince ;-)

    ReplyDelete
  23. Mogę sprzątać albo nie, myć okna, nie myć okien. Piec, smażyć i lepić. Byleby nikt mi nie mówił że coś muszę i powinnam, bo wtedy zgrzytanie zębów słychać na tym obleganym Greenpoincie.
    Choinkę lubię i pewnie jeszcze długo będę ją ubierać, może być sztuczna. Lubię przystrojone domy, wystawy sklepowe a nawet po raz tysięczny 'Last Christmas'
    Za to odmawiam mordowania karpi, oraz obowiązku wpieprzania pierożków tak długo aż ostatni w przełyku a na pierwszym się siedzi.
    :)

    ReplyDelete
  24. nic jeszcze nie zrobiłam...nie chce mi się...w tym roku światecznie nie będzie...

    ReplyDelete
  25. A ja od maleńkiego w domu rodzinnym zawsze miałem ogromną choinkę, bo i mieszkanie ogromne i wysokie, do tego trzeba było ją ubierać a potem jeszcze odkurzać igły (bo tylko żywa, broń Boże plastikowa), gdzieś tak do kwietnia. Do tego jeszcze świąteczne porządki zaczynały się tak w połowie listopada i trwały nieprzerwanie do samej Wigilii, do tego gotowanie i pieczenie ciast. Masakra. Moja mamunia zawsze w gospodarstwie domowym obrotna była i terroryzowała domowników (nas dwóch z bratem i ojczyma) okrutnie.
    Więc na własnym gospodarstwie lenię się straszliwie. Zaczęło się już na studiach zagramanicą - aha, święta idą, trzeba więcej napojów różnych zanakupić oraz jedną więcej bułkę, bo potem będzie zamknięte...
    A potem to już poszło - i tak szczytem ozdób świątecznych w moim domu w Danii była kiedyś malutka gałązka choinki z wetkniętą w środek malutką świeczką, całość udekorowana czerwonymi koralami mojej przyjaciółki, oraz czerwonym sztucznym ptaszkiem (dostaliśmy w prezencie, to co się będzie ptaszek marnował). Świeczka paliła się pewnie nie więcej niż pół godziny... Ale wyglądało super.
    Zaś trzy Wigilie poda rząd spędziłem w południowych krajach, gdzie nikt sobie na prawdziwą jodłę czy innego iglaka pozwolić nie mógł, więc przynosiło się z tarasu palemkę w donicy i na niej zawieszało parę bombek oraz światełek.
    Dziś zaś widziałem w warszawskiej kawiarni absurdalnie białą, plastikową choinkę na której powiesili wycięte z białego papieru zabawki. Oraz dostawili parę gipsowych krasnali. Lekko psychodeliczne, ale bardzo nowocześnie.
    Teraz moja mamunia nie ma już za wiele siły, więc i święta będą skromniejsze, ale wnioskując z obmyślanych razem planów będzie spokojniej i mniej gotowania. Ja akurat lubię gotować, ale nie przesadzajmy, po co ten pierdyliard potraw, jak potem trzeba to jeść dwa tygodnie. Ryby nie lubię, czekam i tak na pierwszy dzień, coby sobie pofolgować pieczonym schabem.
    A tydzień przed świętami wygląda to tak, że okna miałem myte na wiosnę (serio, jeszcze przez nie wszystko widać), a przy moich książkach poustawianych wszędzie to nawet nie ma jak posprzątać porządnie.
    Nie ma się co napinać, w święta idę do mamuni, a potem posiedzę sam u siebie, i tak będę miał co robić. A i wyspać porządnie też się trzeba.
    Czego wszystkim życzę. Ale się rozpisałem. Załączam ukłony!

    ReplyDelete
  26. A ja dzis mam dzien wyjacy od poludnia sie zaczelo.Wrocilam z pracy,za jakas chwilke dzwonek sasiad ,ktory mieszka na tzw,niskim parterze z dwoma panami hydraulikami i pyta czy u nas woda nie cieknie ,bo on ma cala lazienke tzn,sufit mokry,mowimy ,ze chyba nie.Panowie weszli sprawdzili zajrzeli pod prysznic i pod wanne ,nic nie stwierdzili sucho,ale powiedzieli,ze pryjda fachowcy pozniej,mowimy,ze nas nie bedzie,maz do pracy na popoludniu,ja musze wreszcie jakies zakupy porobic swiateczne,a wszedzie juz teraz pelno ludzi w sklepach,corki nie bedzie ,bo musiala tez jechac kupic prezent na wigilie klasowa,bo jutro nie moze tego zrobic bo jedzie na wycieczke do Strassburga,a na czwrtek ten prezent potrzebuje,panowie odparli,ktos musi byc w domu i koniec.W koncu maz pojechal do pracy ,corka tez,ja zostalam.Popoludniu przyszlo z pieciu chlopow,z jakimis miernikami,sluchawkami jak u lekarza i zaczeli osluchiwac rury i skad ta woda ucieka,panowie stwierdzili ze kuc musza,mowie nie az sie skontaktuje z wlascicielem mieszkania,w umowie mam napisane ,ze kazda kafelke jaka uszkodzimy ,musimy za nia zaplacic 50€ juz wizje mialam rozwalonej lazienki.W koncu panowie wykuli dziure na jedna kafelke pod umywalka i okazalo sie ze to najprawdopodobnie z prysznica w scianie leci,zdecydowali ze najlepiej byloby rozwalic te kafelki lub inna alternatywa dostac sie przez sasiadujaca z lazienka kuchnie ale trzeba meble rozebrac,mowie kuchni nie moja tylko wlasciciela i jest zamontowana na stale.W koncu wlasciciel dotarl,i panowie stwierdzili ze jutro przyjda znowu,sprobuja przez ta kuchnia a jak sie nie da to musza lazienke rozwalic

    ReplyDelete
  27. Dopóki żyję, choinka żywa w domu być musi. Mimo tych igieł zbieranych miesiącami... Okna i dywany niekoniecznie! Za to zestaw potraw stały i inaczej być nie może, bo to wtedy nie Wigilia. Cały rok się czeka na to w końcu! U nas nie robi się na zapas, wskutek czego dzień po Świętach mam kompletnie pustą lodowkę!

    ReplyDelete
  28. cd....
    W efekcie mam dziure w lazience,zakrecona zimna wode,tylko moge ciepla uzywac,i kibelek musze splukiwac wiaderkiem z goraca woda,jak chce sie wykapac to musze nalac wody i poczekac az wystygnie,a nie cierpie sie w wannie kapac,bo czesciej korzystam z prysznica a pod ukropem stac nie bede.A bym zapomniala miernikiem pomierzyli i okazalo sie ze woda jest wszedzie pod podloga w kuchni ,przedpokoju,duzym pokoju,sypialni,i pokoju corki,jutro beda fragmentarycznie rozbierac podloge,a prawie mam wszedzie kafelki oprocz sypialni i pokoju corki,a potem przez trzy tygodnie zainstaluja maszyny ktore beda suszyly mieszkanie i musza chodzic 24godz na dobe,Jak poszli to sie rozryczalam,a potem dostalam glupawki i zaczelam sie smiac,bo moj maz tego nie wytrzyma,wczoraj wyciagnal baterie z zegarka w sypialni bo mu tykal,jak on wytrzyma te 3 tygodnie nie wiem.Chcialam sie odstresowac i wpadlam tutaj zeby mi troche przeszlo ale jak przyczytalam twoja swiateczna notke znowu wyje,bo bede miala wszystko rozwalone i swieta do dupy.Normalnie masakra...

    ReplyDelete
  29. Malgoska pierwsza--> O ile dobrze pamietam to masz male dziecko, a to troche zmienia postac rzeczy;) Jak bede miala wnuki to tez pewnie znow dostane parcia na choinke, narazie korzystam z okazji, ze nie musze:)))

    ReplyDelete
  30. Malgoska--> Masz jak ja, wszystko aby tylko nie pod haslem "musisz" albo "powinnas" te dwa slowa dzialaja na mnie jak plachta na byka:) W mojej rodzinie nigdy nie bylo tradycji pierogow na Wigile. Ojciec mial do nich wyraznie seksualny stosunek, a szczegolnie do ruskich. Mial takie powiedzenie "pierogi z ziemniakami, kanapka z plackiem ziemniaczanym i mow mi Wasilij" Pierogi mogly byc z grzybami, miesem, kapusta, latem z owocami, ale nigdy na swieta.

    ReplyDelete
  31. Beata--> Ja generalnie wychodze z zalozenia, ze czy zrobie czy nie to swieta i tak beda:)))

    ReplyDelete
  32. Marek--> Twoja Mamunia, jest kobieta z zelaza, albo przynajmniej Superwoman. Takich kobiet juz nie ma, na szczescie dla mnie, bo gdyby byly i byly wzorcem, to dla takich jak ja bylaby publiczna chlosta w rynku miasta;))

    ReplyDelete
  33. Aleksandro--> No Tobie to akurat nalezy wspolczuc. Ale jakos musicie to przezyc, a potem juz tylko bedzie sie mowilo "to bylo po tamtych pechowych swietach". Glowa do gory, nie zalamuj sie.

    ReplyDelete
  34. Zgago--> A ja wlasnie nie lubie tych "przewidywalnych" zestawow swiatecznych, tych dan, przy ktorych mozna zamknac oczy i stwierdzic w jakim domu sie jest. Dla mnie jedzenie tych samych potraw rok w rok jest nudne tak dla jedzenia jak i gotowania. Musi byc inaczej, nie lubie monotonii:)))

    ReplyDelete
  35. Bardzo lubię przygotowywać święta. Nie wiem z czego to wynika być może z tego, że od dłuższego czasu nie jemy tradycyjnych potraw wigilijnych - tradycją są produkty a sposób przyrządzenia zalezy od osoby przygotuwujacej święta. Poza tym mam kilka przepisów typu szybko a efektownie i smacznie, także nie czuje że się narobiłam. Co do choinki to najbardziej lubię drzewko u moich rodziców w domu - ubira się ją pół dnia a mogłaby wygrać konkurs na najbardziej kiczowatą choinkę na świecie. Wiszą na niej ozdoby kupowane jeszcze przez moją babcię, a co roku ktoś dokupuje jakieś nowe w najróżniejszych stylach i tym sposobem powstaje choinkowy koszmar. Ale wyjatkowo mnie wzrusza.

    ReplyDelete
  36. U mnie choinka będzie.Mąż ubiera i rozbiera. A Tobie radzę stroik lub wianuszek z jodły i świeczki. Też są piękne. Z żarełkiem nie szaleję. Na wigilię będzie ryba (filet, bo bez ości) i groch z kapustą, barszcz czerwony z fasolą a co jeszcze to sie zobaczy.
    Co do wędlin to u nas też są podłe.Ciężko kupić coś co nie dostaje nóg po 3 dniach w lodówce. Sama upiekę boczku lub schabu.Często sama robię rolady z kurczaka ,pasztety,konserwy do słoika, serki topione. Gdybym miała gdzie wędzic to i kiełbase bym zrobiła. MAm przepis na kiełbasę parzoną.Wypróbuję.

    ReplyDelete
  37. Stardaście, Mamunia wcale nie jest stara, ma dopiero 72 lata, zachowuje się zaś jakby miała 32. Przedwczoraj, nie mogąc się doczekać na moją pomoc przytargała do kuchni ciężką drabinę i prała firanki oraz myła okna a także z rozpędu umyła wszystkie szafki kuchenne w środku i na zewnątrz, bo przecież święta już prawie jutro. Tym sposobem wszystkie okna w jej starodawnym ogromnym (4 m wysokości) mieszkaniu są umyte, a dzień przed Wigilią się je umyje jeszcze raz i będzie nareszcie w porządku.

    To oczywiście tylko część porządków. Żadna gosposia w grę nie wchodzi ("one tylko kąty zglądają i do roboty niezdatne"). Zakupy już 'prawie' zrobione, na szczęście jest mróz, bo powierzchnia w jej normalnej, dużej lodówce już się skończyła więc zostaje balkon i tam się łatwo wszystko przechowa.

    Do tego mamunia jeszcze w Wigilię skoczy na bazar, załaduje cały bagażnik żarcia wszelakiego i będzie zadowolona.

    Do tego codziennie jest świeży obiad ("gospodarstwo domowe musi być prowadzone wzorowo bez względu na święta czy inne wypadki losowe") więc nawet z chęcią tam przychodzimy i spędzamy z nią czas, ale co to za spędzanie, skoro Mamunia stale jak nie miesza w garach czy piecyku to wyciąga szmaty z pralki (ja: mamo, przecież już prałaś te obrusy i czyste leżały w komodzie. Ona: no tak, ale nie sądzisz chyba, że na stół położę obrus, który wyjęłam z komody, poza tym były nienakrochmalone, teraz ładnie się wysuszy i w Wigilię będzie porządnie uprasowane").

    Ona ma naprawdę motor w dupie, co doprowadza wszystkich do rozpaczy, bo może usiedzieć w miejscu bez ruchu ze dwie minuty, w trzeciej już wymyślając czynności do zrobienia.

    Do tego w kalendarzu ma rozpisane czynności na najbliższy tydzień w taki sposób, że aby je wszystkie wykonać należy wstać o szóstej rano i harować do dziesiątej wieczorem.

    Usiądzie naprawdę dopiero w Wigilię wieczorem tocząc rozkochanym wzrokiem dookoła i ciesząc się, że żaden pyłek nie ma odwagi usiąść oraz że wszystko jest tak wspaniale zorganizowane.

    Ja sam jestem leniem patentowanym i w domu nie robię kompletnie nic, bo w końcu święta przyjdą i tak, co się będę wysilał. Wolę sobie poczytać książkę albo Stardasta.

    Z kulinarnych wariactw wywalczyłem, że usmażę bliny (można wcześniej a potem tylko położyć w ciepłym miejscu i gotowe) i podam ze śledziem w śmietanie (też można wcześniej, i nawet nie trzeba odgrzewać). Straszna herezja, ale bardzo smaczne.

    Jeśli zaś chodzi o to, że takich kobiet już nie ma to zmartwię Cię - sam znam kilka w najbliższym moim otoczeniu. Nie martw się wcale - gdyby takich jak my linczowali czy chłostali na rynku, to musieliby pracować na trzy zmiany nie tylko na rynku, ale i na okolicznych ulicach.

    Dlatego świetnie Cię rozumiem i najchętniej znowu gdzieś bym wyjechał, ale to jeszcze nie teraz, porządne wakacje zrobię sobie dopiero latem.

    A wszystkim życzę dużo spokoju i nie wódźcie się na zatracenie myśląc, że bez tego pierdylriarda potraw świąt nie będzie. Otóż będą, nawet gdybyście mieli z łóżka nie wstawać.

    I znowu się rozpisałem, ale załączam ukłony dla wszystkich

    ReplyDelete
  38. ja nie wyobrażam sobie świąt bez zapachów - m.in świerków. w opcji bezdzietnej (no kancelaryjnej) - mam gałęzie świerku w wazonie obwieszone bombkami (jest ich mnóstwo do wzięcia tam gdzie sprzedają choinki). no i koniecznie jemiołę ! (ale to już nie w pracy ;)))

    ReplyDelete
  39. Marku, jakbym moja (68 lat) widziala...
    Po wstawieniu rozrusznika zwolnila na kilka tygodni, ale szybko podjela zwykle tempo, w koncu ma teraz 2 motorki;)
    Star, a ja mam pa palam - czesc potraw byc musi, ale cos nowego tez.
    Z Wigilia swietnie komponuje sie sushi:)
    Spt, tak, zapach to jest to. Choc pare galazek.

    ReplyDelete
  40. Kamenari--> U mnie tradycja wigili polega na tym ze nie ma miesa. A to znow kosciol zmienil i teraz wolno. Na szczescie daleko mi do kosciola, wiec nie bedzie mi mieszal w moich tradycjach. Wiec tradycyjnie nie ma miesa, ale ryby robie na rozne nietradycyjne sposoby i wprowadzam owoce morza, ktore uwielbiamy.
    Choinka w/g mnie powinna byc wlasnie kiczowata i jakkolwiek podobaja mi sie te nowoczesne, jedno czy dwukolorowe, to jednak najbardziej przemawiaja do mnie te kiczowate:))

    ReplyDelete
  41. Kasiu--> Stroiki robie zawsze niezaleznie od choinki, wiec tym razem tez beda na 100%. Tylko jeszcze z ta chujenka niewiadomo;)
    Wedliny sa dla mnie za slone, ja prawie wcale nie uzywam soli, no bardzo minimalnie, wiec wszystko co kupie jest cholerycznie slone.
    A przepis na te parzona kielbase to moglabys krecic w zycie na Twoim blogu:))

    ReplyDelete
  42. Marku--> Przeczytalam to wszystko i chyba sie sama wychlostam:)))

    Co do starosci to juz drugi raz sie zdarzylo, ze "wypalilam" nie tak:)) Ja mam 55 lat i uwazam, ze to juz nie jest mlodosc. Z drugiej strony obracam sie tak w zyciu realnym jak i wirtualnym wsrod duzo mlodszych ode mnie, wiec ciagle mam wrazenie, ze mam tyle lat co moi np. czytelnicy, czy klientki:)) Tym bardziej, ze i jednym i drugim moj wiek nie przeszkadza. I chyba tez dlatego, ze sama jeszcze nie jestem babcia, to wszystkie babcie wydaja mi sie starsze ode mnie:))) Tymczasem wiekszosc z nich jest mlodsza:))))

    ReplyDelete
  43. Spt--> Zapach choinkowy to juz mam od 3 tygodni, bo zaraz po Thanksgiving zaczynam palic swiateczne swiece;)
    A jemiole, to sobie chyba tym razem powiesze w sypialni...tak strategicznie;)))))))

    ReplyDelete
  44. Czarownico--> Wspanialy nie zre sushi:(( no taka zakala z niego pod tym wzgledem.
    Tradycyjnie beda sledzie i ryba po grecku. Myslalam jeszcze o malym kulebiaku z lososia, ale mnie juz okrzyczeli, ze to za duzo, to nie bedzie. Kulebiak poczeka na przyszly rok;)

    ReplyDelete
  45. Co to jest kulebiak? Na Śląsku tego nie jadają, więc nie wiem:)

    Co do rzeźników, zwanych na Śląsku pieszczotliwie masarzami/masórzami to wydaje mi się, że powoli zaczyna się renesans tego pięknego fachu. W Toronto w ostatnich latach zaczęły się otwierać małe sklepy rzeźnicze w których można właśnie kupić co się chce. Robi się to coraz bardziej popularne, bo jednak kiedy po tygodniu leżenia na tacce pod folią mięso ma dalej ten sam kolor to coś tu nie gra:)
    Istny raj rzeźniczy jest u nas na St. Lawrence Market...
    http://www.youtube.com/watch?v=arPGZSr3ml4

    ReplyDelete
  46. Resvaria--> W Nowym Yorku sa sklepy rzeznicze, zwlaszcza w tych dzielnicach jak Brooklyn, Queens, sa to glownie sklepy prowadzone przez emigrantow. U arabskiego rzeznika mozna nawet kupic zywy "towar" do ubicia na miejscu.

    Kulebiaka tez nie znalam w Poslce, chyba pochodzi gdzies ze wschodu, ale dawno temu podpatrzylam jak Martha Stewart robila i zmalpowalam:) To taki duzy pierog w ciescie polfrancuskim, ktory potem sie kroi w plastry i podaje na goraco polane sosem. Ja robilam nadzienie z lososia, z pieczarkami i duszonym porem. Ciekawe to jest i takie inne niz wiekszosc dan wigilijnych, a dla mnie "inne" jest slowem kluczowym:)))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...