Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Saturday, January 23, 2010

Roztargnienie

Odwodnik mnie natchnela piszac notke na temat roztargnienia swojej siostry.
Ja generalnie nie jestem roztargniona, ale mam tendencje robic rzeczy na ostatnia minute.
Do kategorii roztargnienia moglabym natomiast zaliczyc kilka przypadkow.
Mieszkalam jeszcze w poprzednim mieszkaniu, ale juz ze Wspanialym. On jak zwykle wychodzil do pracy wczesnie rano, a ja moglam sie snuc po pustej chalupie ile dusza zapragnie. Ale tez kiedys trzeba bylo wyjsc, wiec wiadomo wszystko na ostatnia minute, bo ja potrafie siedziec przed kompem 3 godziny tylko po to zeby potem brac prysznic, jesc sniadanie, robic wlosy, ubierac sie i pakowac manatki wszystko na raz.
Zachcialo mi sie jajek na sniadanie, wiec po drodze pod prysznic, wstawilam jajka na taki ledwie mrugajacy palnik i poszlam.
Wzielam prysznic, zrobilam wlosy, nawet sobie chyba troche urody narysowalam, ubralam sie, spakowalam manatki i poszlam do pracy. Po pracy wracalismy razem do domu i po drugiej stronie drzwi wejsciowych lekko pod katem bylo wejscie do kuchni. Weszlam pierwsza, zdjelam plaszcz i poszlam prosto do lazienki. I tam wlasnie w lazience dobieglo mnie wolanie Wspanialego:
-- Dzizas, zostawilas jajka na kuchence i poszlas do pracy?!
Przed wybuchem jajcow na sufit i szafki kuchenne uratowala mnie duza ilosc wody, malenki ogien i fakt, ze nie zatrzymalismy sie w zadnej knajpie po drodze, co w tamtych czasach robilismy bardzo czesto.
Innym razem juz tutaj, w obecnym mieszkaniu zostawilam otwarte drzwi na patio, ale to jest od tylu domu, to ktos musialby faktycznie przejsc dookola chalupy, zeby to zobaczyc.
Oczywiscie kto to zobaczyl?
Wspanialy!!
I potem mi trul i dzien w dzien przez caly nastepny tydzien wydzwanial, zeby mi przypomniec o zamknieciu drzwi. Pewnie robilby to do dzis, ale dostal opiernicz i przestal. W koncu kazdemu sie moze cos takiego zdarzyc, a on pewnie myslal ze juz mam starcza demencje.
Aaaa i jeszcze raz dawno temu, kiedy pracowalam w Bloomingdale's to czasem wybieralysmy sie z kolezankami do knajpy po pracy. I wlasnie pewnego dnia siedze sobie w knajpie i nagle cos bialego i przelecialo na linii mojego wzroku, po podlodze. Zatrzymalam wzrok i....
zobaczylam, ze to moje wlasne stopy!!
Ja pierdykam wyszlam z zakladu w moich bialych pielegniarskich klapkach!!!
Moze nie byloby to jeszcze takie dziwne, ale byla zima, mialam brazowe spodnie i te klapki do niczego nie pasowaly, ani do ubrania, ani do pory roku!!!
Ach i kilka dni temu jak przygotowywalam moje jedzenie, chcialam zwazyc porcje miesa wiec wyjelam kuchenna wage z szafki, mieso z zamrazalnika, zwazylam i odlozylam do rozmrozenia.
A przynajmniej tak mi sie wydawalo.
Po godzinie chodzilam jak oblakana po calej kuchni i nie moglam znalezc miesa. Nozesz w morde, przeciez samo nigdzie nie poszlo. Na szafkach nie bylo, w szafce z talerzami tez nie, w zlewozmywaku nic, bo czesto wrzucam zamrozony kawalek do zlewozmywlaka razem z ziplockiem zeby troche odtajalo.
No kurza twarz!!!
Tu uwaga do Beaty: czy zauwazylas, ze nie klne? to za ten glos Twojego potomka w konkursie. Jak mi sie uda cala notke napisac bez przeklinania to moze jeszcze jeden glos znajdziesz;)))
Wreszcie zupelnie zrezygnowana postanowilam zajrzec do zamrazalnika, chociaz perspektywa opoznienia calego procesu gotowania nie bylam zachwycona.
Otwieram zamrazlanik i wlasnym oczom nie wierze.
Ki czort! co waga robi w zamrazalniku? I wtedy do mnie dotarlo, zamiast wlozyc mieso gdzies do rozmrozenia, to ja je schowalam na miejsce wagi do szafki, a wage do zamrazalnika.
No coz skleroza nie boli, tylko sie nachodzic trzeba :))
Natomiast klasycznym przypadkiem osoby roztargnionej jest moja kolezanka Aska.
Aska potrafi zapomniec wstac rano, zeby pojsc do pracy, wyjsc na ulice w spodniach od pidzamy, bo przegladala sie w lustrze tylko od gory, potrafi zgubic klucze od mieszkania, okulary sloneczne, portmonetke, bilety do kina tuz przed wejsciem, parasolke i wiele jeszcze innych rzeczy. Rekawiczki to kiedys, jej dowcipny maz Bogdan, polaczyl sznureczkiem tak jak to dawno temu nosily dzieci w Polsce, wkladalo sie sznurek do rekawow i rekawiczki nie ginely.
Aska przypala namietnie wszelkie czajniki do gotowania wody i to nawet nie wazne, ze czajnik ma gwizdek, bo Aska jak tylko gwizdanie dobiega z kuchni to jakos tak sobie to tlumaczy, ze to jest dzwiek dobiegajacy z ulicy. Bogdan kupuje czajniki po 3 na raz.
Zapytalam kiedys dlaczego 3 a nie 2, przeciez nie spali 3 na raz. Wyjasnil mi, ze jak jeden jest spalony, to zachodzi wysokie prawdopodobienstwo, ze drugi moze byc spalony juz nastepnego dnia, wiec jest jeszcze trzeci, "zebym mogl sie herbaty napic zanim zostane wyslany po zakup czajnika".
Jak gdziekolwiek wyjezdzaja to Bogdan pilnuje pakowania i dokumentow, bo juz raz przegapili lot do Polski tylko dlatego, ze Aska zostawila bilety w kuchni na stole, "zeby ich nie zapomniec, zeby byly na oczach".
No i byly na oczach!! jak sie potem przez lata nabijal Bogdan. Innym razem polecieli na wczasy bez walizki z ubraniami dla synka, na szczescie to byly cieple kraje, wiec zakup kilku par spodenek i bluzek nie byl problemem. Klasycznym przypadkiem bylo jak Aska zaprowadzila 6letniego syna nie do tej szkoly, do ktorej byl zapisany. Jeszcze na niego po drodze nakrzyczala, jak jej dzieciak chcial wytlumaczyc, ze ida w zlym kierunku:))
Do konca zycia nie zapomne jak kiedys przyszlam do nich i zdziwilo mnie bo byla to dosc mrozna i sniezna zima, a drzwi na podworko byly otwarte i cos dymilo.
-- A co z Wami? goraco Wam tak? - zapytalam od drzwi.
-- Nie, nie goraco, ale Asia wlasnie wynalazla nowa metode gotownia na sniegu - odpowiedzial Bogdan prowadzac mnie za reke w kierunku podworka.
A tam na sniegu stal rozzarzony do czerwonosci czajnik i jeszcze syczal.
Aska usmiechala sie tylko swoim boskim, lagodnym usmiechem:) no bo przeciez ona taka jest i wszyscy o tym wiedza, akcpetuja wiec to takie bardzo wdzieczne jest, nie?
To jest cala Aski filozofia, ale faktycznie dziewczyna jest przekochana pod wieloma innymi wzledami, tylko jej trzeba patrzec na rece. Tak z kolei mowi Bogdan i patrzy jej na te rece juz przez ponad 30 lat.

26 comments:

  1. Gdyby to było pod wspólnym dachem uciekłabym od niej po trzecim czajniku. To może i jest zabawne jak się czyta ale nie wtedy kiedy się w tym uczestniczy i jeszcze się ma wyobraźnię. A jeśli ktoś spłonie w budynku , który Asia wdzięcznie podpali czajnikiem?

    ReplyDelete
  2. Odwodnik--> Obawiam sie, ze jak bardzo lubie Asie z wielu innych powodow, to na nadmiar wyobrazni ona jednak nie cierpi. No ale to chyba idzie w parze z tym roztargnieniem? i dotyczy wszystkich roztargnionych. Oni po prostu nie mysla o skutkach, a ze nie radza sobie sami ze soba, albo moze nie chce im sie nad tym pracowac, to przyslaniaja to uroczym usmiechem bezradnosci.

    ReplyDelete
  3. Witam :)
    świetne przykłady roztargnienia! Ja też mam taką koleżankę. Mój ulubiony jej przypadek to jak przyjechała do pracy na rowerze, zapomniała go zabrać po pracy, poszła pieszo i rano następnego dnia w panice szukała "skradzionego" lub "zgubionego" rowera :) hahahah :) ona jest w tym świetna!

    Takie roztargnienie ma swój urok... moim zdaniem :)

    ReplyDelete
  4. O kochana,to mój małżonek chyba pobił wszystkich z tym wkładaniem rzeczy tam ,gdzie nie trzeba.Będąc jeszcze kawalerem jak wracał z imprezy pod "dobrą datą",buty zostawiał tam,gdzie akurat stał.Moja teściowa zawsze mu dupę truła,że buty kładzie się na półkę.Mieli taką na przedpokoju.No i któregoś pięknego poranka,teściowa rano robi śniadanie,otwiera lodówkę,a tam na półce buty.Tak sobie mój małżonek to zakodował,że ma być półka,no i była.Teść do dzisiaj opowiada,że takiej miny u swojej żony nie widział już nigdy,mimo,że są 52 lata po ślubie.

    ReplyDelete
  5. No cóż, numer z klapeczkami na nogach, całkiem, całkiem;-))) Znam pana, który w tzw laczkach i garniturze poszedł do pracy. Jednak mistrzynią jest chyba moja mama: miliony lat temu wybierała się na kolację z bardzo ważnym panem profesorem, od którego zależało wiele. Do ostatniego momentu przed wyjściem biegała w bluzce nałożonej na halkę, a spódnica czekała na ostatnią chwilę, co by się nie pogniotła. Taksówka podjechała, mama nałożyła futro i pobiegła. W hallu restauracji stoi przed wielkim lustrem, a pan profesor, eleganciaro zdejmuje jej z ramion to futro. Mama widzi, że jest w halce. Szarpie więc swoje futro, a pan profesor myśląc,że coś się zahaczyło poszarpuje w swoją stronę. Mama była bardziej zdeterminowana i silniejsza. Nie dała się rozebrać. Przeprosiła profesora, powiedziała, że będzie za 15 minut i wybiegła szukając taksówki. Wróciła kompletnie ubrana do absolutnie zszokowanego pana profesora

    ReplyDelete
  6. oj tylne drzwi u nas nonstop otwarte... w nocy sie zamyka ale nawet jak wychodzimy to aby klucza potem nie szukac to no co len nas dopad.. ale jest spoko...
    Oj a mi ostatnio to zamiast cukru do kawy to kawe do cukru wlalem ;)dzises, starosc to radosc :)

    ReplyDelete
  7. Mala Mi--> Dobry numer z tym rowerem, dobrze, ze na policje nie zglosila:))

    ReplyDelete
  8. Zante--> Moja sasiadka dawno temu w Polsce wpadla tak do nas bez spodnicy. Mieszkala w sasiednim bloku wiec szybko zarzucila plaszcz i przyleciala. A ze miala byc tylko "chwile" to juz tak zostala, ku uciesze mojego ojca, ktory pekal ze smiechu w drugim pokoju:)))

    ReplyDelete
  9. nieżle,. nieżle.
    Ja kiedyś wyszłam z marketu z koszykiem metalowym - zorientowałam się pod blokiem, albo pojechałam na lotnisko 2 dni za wcześnie (dobrze że lotnisk nie pomyliłam)
    Moja koleżanka chowa wszystko w dziwne miejsca -głównie do piekarnia. Ulubioną skrytką mojej mamy jest lodówka - jak nie mogę czegoś znaleźć, to szukam tam.
    Kiedyś gotowałam ryż - przypomniał mi o niem dźwięk czujki przeciw dymowej...
    Z perspektywy czasu - śmieszne :)

    ReplyDelete
  10. Beata--> No faktycznie Twoj mazlonek dzierzy palme pierwszenstwa z tymi butami w lodowce:))

    ReplyDelete
  11. Diesel--> Kawe do cukru to sie kiedys Wspanialemu trafilo, ale mial taka glupia przy tym mine, jak by w ogole nie mial pojecia co sie stalo:))

    ReplyDelete
  12. Gosiu--> Przypominalas mi, ja kiedsy wyszlam z ksiegarni z nareczem ksiazek (8-9 sztuk) na ulice przechodzac przez bramke, ktora nie zabrzeczala i obok straznika, ktory stal tuz przy bramce. Dopiero czekajac na zmiane swiatel zorientowalam sie, ze nie zaplacilam. Na szczescie bylo to na rogu tuz przed ksiegarnia, wiec wrocilam. Nie mogli mi uwierzyc, ze tak sobie ot po prostu wyszlam, a jeszcze bardziej nie mogli uwierzyc, ze wrocilam:))

    ReplyDelete
  13. Niestety, mam do czynienia z 4 bardzo roztargnionymi mężczyznami. Rzucanie portfela, kluczy, komórki ''gdzie bądź" a potem szukanie w popłochu to standard. Tyle opowieści z tym związanych, że nie sposób spamiętać. Niedawno pojechaliśmy do muzeum i oczywiście najmłodszy zapominalski nie wziął legitymacji, która uprawnia do zakupu biletu ulgowego. Już miałam nic nie mówić, ale jakoś samo mi się wyrwało: "Dlaczego? Znowu?!" Odpowiedź mnie zabiła: "Nie wziąłem, żeby nie zgubić"

    ReplyDelete
  14. Anno--> Mnie tez ta odpowiedz zabila:))) Rozbrajajace.

    ReplyDelete
  15. nie branie w celu nie zgubienia to specjalność mojego Syna ;))))

    a ja tak sobie myślę, że wszędzie o czajnikach, a mnie się wydawało,że nieelektryczne czajniki to już wyszły z użycia ;)

    (ja zostawiam mieszkanie nie zamknięte albo samochód, a raz to nawet z drzwiami na oścież - ale u mnie to nie roztargnienie a POŚPIECH ;))))

    ReplyDelete
  16. powtórze za Spt - to jeszcze są osoby używające "normalnych" czajników ?
    od kiedy mamy elektryczny nic sięnei dzieje,urządzenie ma ten plus że SAMO sie wyłącza:))))

    ReplyDelete
  17. roztargniony to też jest mój Osobisty i niestety Jego przypadłos bywa dla nas bolesna.
    największa stratą były pieniaze.
    Działo sieto za komuny,rzucili rowery do sklepu...stanęliśmy w kolejke,Junior wył bo mały jeszcze to ja poszłam z nim a osobisty został.Kupił rower - marzenie,cacuszko itepe.Miał saszetkw niej naprawdę sporo pieniedzy bo wypłacił z banku swój dorobek z pracy w Szwecji.Saszetkę wsadził za takie cośmetalowego na bagażniku roweru i przyjechał nim do domu.Rowe na chwilę zostawił pod blokiem....Saszetkę takoż....
    Rower został.
    To był chyab wtedy najdrozszy rower w Polsce...

    A całkiem niedawno - jakiś parking przed marketem,burza,p[ierony wala ,wieczór już ,osobisty biegiem do auta,wsiada - zdziwony że drzwi otwarte,wyjeżdża z parkinu i .... doznaje olśnienia że to NIE JEGO SAMOCHÓD;>>>>>
    Ni wiem jakim cudem kluczyk pasował;>

    ReplyDelete
  18. Szkoda mi trochę tego Bogdana, bo bidok pewnie już zapomniał jak żona wygląda skoro ciągle musi patrzeć jej na ręce ;-)

    ReplyDelete
  19. Ważne, że tego mięcha nie wrzuciłaś do kosza na śmiecie :) cóż zapętlenie każdemu się zdarza, a że niektórym częściej to juz tylko problem tych co musza pilnować :) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  20. Witaj, ja kiedys zapomniałam wyłączyć jeden z 4 palących sie palników, akurat pod garnkiem z fasolką szparagową. Gdy wróciłam po godzinie to własnie stali pod moja klatka strażacy i zastanawiali sie nad metoda dostania sie do mego mieszkania (parter).Nawet sie ucieszyli, ze wrocilam.Wpuscilam facetow do kuchni, a tam bylo czarno od dymu, ale sie jeszcze nie palilo, fasolka pomalu zamieniala sie w węgiel. Panowie strazacy byli bardzo uradowani, ze pozaru nie bylo, ze nawet mi kary nie wlepili.A wietrzylam chatyne dlugo, dlugo.
    Milego,;)

    ReplyDelete
  21. Spt--> Ja osobiscie mam elektryczny czajnik od ponad 20 lat i moja kolezanka o tym wie. No ale przeciez ja nie bede narzucac nikomu moich gustow, wiesz byloby znow jak z futonem:)))

    ReplyDelete
  22. Tuv--> Prawda zdecydowanie bardzo drogi rower!!!

    ReplyDelete
  23. Smakosiu--> No oni sie jakos tak dobrali, ze jest im ze soba dobrze mimo tego patrzenia na rece;))

    ReplyDelete
  24. Czarny Ptaku--> Tego miecha to bylo raptem 200g bo wiesz ja teraz mam wydzielone porcje;)) to nie byla by taka wielka strata, ale dobrze, ze tego nie zrobilam:))

    ReplyDelete
  25. Anabell--> To trafilas na milych strazakow;))

    ReplyDelete
  26. pOszłam dalej: zapomniałam przy bankomacie,że wyjęłam już kartę z niego i poszłam opierniczyć panią w banku,że mi kartę zeżarł.Umówiła się ze mną za 2 dni.Pani stwierdza,ze karty nie ma.Pewnie gdzieś zgubiła.Obicuja mi wyrobić nową za darmo.W tym momencie zerkam do kieszonki w torebce i ...jest.Znalazła sie.Niczym okulary Hilarego..

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...