Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Tuesday, January 26, 2010

Uwiera mnie - dokonczenie

Od tamtej pory jej nie widzialam, ale juz sie nie martwilam, bo w sumie jakos wydawalo mi sie, ze wszystko jest juz na dobrej drodze i nie ma powodu do zmartwien.
W ubieglym tygodniu zadzwonila i zapytala czy moze przyjsc i czy moge jej poswiecic troche wiecej czasu niz normalnie.
-- Alez oczywiscie!! Tobie? zawsze, przychodz i nie pytaj o takie rzeczy jak czas - zapewnilam.
Przyszla.
Od razu od drzwi jak tylko zdjela palto zauwazylam, ze jest jeszcze bardziej wychudzona niz poprzednio.
Nie dobrze - przemknelo mi przez mysl, ale zadalam rutynowe pytanie:
-- Co nowego?
-- Nic dobrego - odpowiedziala powoli.
-- Czy chcesz o tym rozmawiac?
-- Tak. Dlatego prosilam o ekstra czas.
-- No to cala zamieniam sie w sluch.
-- Mam klopoty z Jeffem, w zasadzie to jest bardzo niedobrze i chodzimy na terapie malzenska.
-- A konkretnie to co sie dzieje.
I znow zaczela opowiadac. Jak to Jeff jeszcze w pazdzierniku zlozyl papiery o rozwod, jak ona go ublagala zeby wycofal i teraz chodza na counseling.
-- Ale co zdaniem Jeffa bylo powodem do tak drastycznego posuniecia?
-- Wiesz jak ja bylam tak bardzo chora, to moja mama ze wzgledu na mnie i dziecko praktycznie przeprowadzila sie do nas i zajela sie domem. Poszla na specjalny kurs nauki gotowania dla chorych na raka, pilnowala zebym miala wszystko co lekarz zalecil, pilnowala dziecka, gotowala, robila po prostu wszystko czego ja nie moglam robic. A ja nic nie moglam robic. I Jeff powiedzial, ze obecnosc mamy wplywa zle na nasze malzenstwo.
Ufff!! Nie latwa sprawa.
-- Alison, Ty i ja znamy Twoja mame i obie wiemy, ze potrafi byc wyjatkowo upierdliwa, ale to akurat nie powinno byc zagrozeniem dla mazenstwa biorac pod uwage, ze mama zajmowala sie Toba i dzieckiem, a rowniez prowadzila dom dla Jeffa.
-- Tak, ale on powiedzial, ze ja spedzam wiecej czasu z mama niz z nim i przez to sie od niego oddalilam, a jestem blizej mamy.
-- Kochana, to chyba zrozumiale, ze spedzalas wiecej czasu z mama, bo przeciez on pracowal, a mama sie Toba opiekowala.
-- Wiesz, ja rozumiem, ze w normalnych warunkach Twoja mama potrafi byc ciezka do zniesienia, ale w tej sytuacji to przeciez nie jest zagrozeniem dla malzenstwa! Nie powinna byc!!
I potem opowiedziala mi, jak to ona prosila go zeby wycofal papiery z sadu, na co Jeff postawil warunek, ze matka musi sie wyniesc i ma tylko prawo odwiedzin raz w tygodniu przez 3 godziny.
Szlag mnie trafil!! Jak w wiezieniu, ale staralam sie trzymac nerwy na wodzy.
-- Na miejsce mamy zatrudnil opiekunke dla dziecka, bo ja nie mam sily, ale ja bym wolala wiecej czasu spedzac z moim synem. A ja sobie slabo radze z przygotowywaniem posilkow dla siebie, bo codziennie musze kupc swieze warzywa, ja nigdy nie mialam potrzeby siedziec w kuchni i patrzec jak mama to robi. A teraz nawet nie moze przyjsc i mi pomoc.
Kawal skurwysyna!! rzucilam w myslach i zapytalam:
-- Wlasnie a jak mama na to zareagowala?
-- Mama chce zebym byla szczesliwa, wiec sie zgodzila, ale tez powiedziala, ze gdybysmy sie rozeszli to ona mi we wszystkim pomoze.
Wiadomo matka.
-- Prosilam go, zeby zamiast opiekunki dla dziecka przez 5 dni w tygodniu zatrudnil mi na kilka dni szefa kuchni-dietetyka, ktory nauczy mnie przygotowywac obiady w bardziej zorganizowany sposob, zeby miec wiecej czasu, to nie trwalo by dluzej niz miesiac, ale sie nie zgodzil.
-- A co na to wszystko ten czlowiek, do ktorego chodzicie marriage counselor?
-- Tak naprawde to ona powiedziala, ze nigdy nie powinnismy zostac malzenstwem.
-- Hmm troche to dziwne, jak na kogos kto ma za zadanie ratowac malzenstwo?
I w tym momencie Alison opowiedziala mi cos, czego ja nie wiem, albo nie pamietam, czy mowila mi o tym wczesniej. A mianowicie na 2 tygodnie przed slubem, jak juz wszystko bylo zaklepane, jak juz goscie odeslali ostatnie potwierdzenia obecnosci, to Jeff kazal jej podpisac prenuptial agreement, czyli umowe o rozdzielnosci majatkowej.
-- I Ty podpisalas? - zapytalam, chociaz w sumie bylo to zupelnie zbednym pytaniem.
-- Tak, bo polozyl przede mna i powiedzial, ze jak nie podpisze to nie bierzemy slubu.
-- Och dziecko!!! - tylko tyle moglam powiedziec i przytulilam ja do siebie.
-- I wlasnie counselor twierdzi, ze poniewaz on mnie zmusil do podpisania tej umowy w taki podstepny sposob, to ja nigdy nie czulam sie w pelni bezpiecznie w tym malzenstwie - ciagnela dalej.
-- A czy teraz sie czujesz bezpiecznie?
-- Tez nie, ale ja go kocham i boje sie rozwodu.
Wszystko co cisnelo mi sie na usta nie nadawalo sie zeby powiedziec, wiec uparcie staralam sie odnalezc cos co da temu zwiazkowi jakis cien nadzei:
-- Alison, przepraszam ale czy ja moge Cie o cos zapytac, to jest osobiste bardzo - staralam sie uzyskac pozwolenie.
-- Pytaj o co chcesz, ja nie mam z kim porozmawiac.
-- OK, a jak wyglada sprawa wspolzycia seksualnego?
-- Od urodzenia Bena, to chyba dwa razy mielismy seks - odpowiedziala.
-- No tak, glupio zapytalam, przeciez Ty bylas ciezko chora, wiec pewnie nie mogliscie, a moze on sie bal, czasem mezczyzni reaguja stachem. - staralam sie wyjsc z tej niewygodnej sytuacji, ale Alison mi przerwala:
-- Moglismy z wyjatkiem kiedy bylam w szpitalu, to nie bylo zadnych przeciwskazan.
-- A spicie razem? w tym samym lozku? - ciagnelam juz dalej wiedzac, ze o tym tez chce porozmawiac.
-- Tak spimy razem, ale on twierdzi, ze jego uczucia sie zmienily i nie jest pewnien czy mnie kocha "w ten sposob" - odpowiedziala glosem pelnym bolu.
Zagotowalo sie we mnie!!!
Boze ilez to dziecko moze jeszcze przezyc upokorzen? pomyslalam.
-- Alison, wybacz, ale wiekszosc mezczyzn nie jest az tak bardzo skomplikowana, czy on nie ma potrzeb?
Kurwa mac!! ja tam wiem, ze jak sie chlopu chce to i Kubusia Puchatka przeleci i wcale nie musi go kochac!!
-- Wlasnie dlatego chce zebys mi wywoskowala bikini, bo za kilka dni mamy rocznice slubu, wiec moze.. - w wyciszonym glosie pojawila sie nutka nadziei.
-- Moze.. - powtorzylam za nia bez przekonania.
-- Ja sie chyba juz przyzwyczailam, ale tesknie za intymnoscia.. ale jak go pocaluje to fakt, ze nie reaguje, ale mnie nie odpycha.. - powiedziala juz chyba sama do siebie.
Dzizas nie wytrzymalam!!!
-- Skarbie, czy Ty myslisz, ze Bog naprawde dal Ci szanse przezyc tylko po to, zeby Twoja jedyna radoscia bylo, ze Cie maz nie odpycha jak go pocalujesz. Alison, Ty naprawde zaslugujesz na wiecej, na lepiej i nie powinnas miec zadnych problemow uwierzyc w to, bo nikt nie zasuguje na takie traktowanie, jak on Ciebie traktuje.
Przytulilam ja znow mocno do siebie i dodalam:
-- Kochanie, bardzo Cie prosze pomysl o sobie..
Zanim poszla jeszcze obiecala, ze jak bedzie miala potrzebe pogadania to na pewno do mnie zadzwoni, przyjdzie, ja z kolei obiecalam jej ze zawsze bede miala dla niej czas.
Do konca dnia nie potrafilam myslec o niczym innym. Jak bym mogla dorwac tego skurwysyna to nie mam pojecia, co bym mu zrobila, ale wiem jedno, ze nie przezylby tego spotkania.
Wieczorem jak wracalismy do domu to Wspanialy oczywiscie zaraz zauwazyl, ze cos mnie gryzie. On zna Alison jeszcze z czasow przed slubem, wiec opowiedzialam mu cala historie i czekalam na reakcje.
-- On liczy na to, ze ona umrze - powiedzial krotko.
-- Zwariowales!! To juz chyba jednak przesada!! - krzyknelam.
-- Wcale nie przesada, mam wrazenie, ze on jej nigdy nie kochal, ale wczesniej to Alison byla bardzo atrakcyjna dziewczyna i chociaz mogl sie z nia pokazac, a teraz juz nie, wiec nie jest mu potrzebna. Byloby dla niego lepiej gdyby umarla, a jesli nie umrze, to on sie z nia i tak rozwiedzie, bo powie, ze terapia nic nie zmienila. Ale na pewno bedzie jej chcial zabrac dziecko.
Teoretycznie to jest w tym jakis sens - pomyslalam.
-- Myslisz, ze bylby na tyle perfidny zeby zabrac dziecko? - zapytalam z niedowierzaniem.
-- Oczywiscie, ten facet nie ma zadnych skrupulow. Sama pomysl. Odizolowal ja od matki, od dziecka tez, bo dzieckiem zajmuje sie wiecej opiekunka niz sama Alison. Jak myslisz dlaczego nie chce zatrudnic tego szefa do gotowania? nie stac go? na pewno nie? bo nawet jak by taki szef kosztowal $20 000 miesiecznie, to co to dla faceta, ktory zarabia 2 miliony rocznie, to bylaby inwestycja w zdrowie jego zony, ale on tego nie chce..
-- Prosze nie koncz, nie chce tego slyszec - przerwalam mu.
Ciagle sie o nia boje, nie potrafie przestac o niej myslec i wkurwia mnie, ze jestem bezsilna.

94 comments:

  1. wiesz , juz to mowilam, ale jestes aniol nie czlowiek, Stardust, ja nie mam slow.

    zas ten podchlopek, miernota ta straszna, ten caly maz Alison -jak z koszmaru

    mam nadzieje,ze dziewczyna sie nie da zniszczyc temu dupkowi przerazajacemu

    dzieki za ta notke, znowu mam o czym myslec.

    za Alison trzymam kciuki, nawet jesli sie to zdaje niedorzeczne z mojej strony.

    wielkie usciski, dobrego Wtorku

    ReplyDelete
  2. Nie tylko pisać potrafisz:)) Ale o ile Cię znam pewnikiem już myślisz co możesz zrobić dla Alison:) Ja tylko mogę trzymać kciuki za Nią i za Ciebie:)

    ReplyDelete
  3. O kurcze... straszna historia. I trzeba mieć ogromnego pecha, żeby trafić na takiego człowieka! Koszmarny palant jakiś... Alison pewnie potrzebuje dużo wsparcia...

    3mam kciuki! :)

    ReplyDelete
  4. No cóż,dla takiego dupka to tylko biała karafka.
    alfa_beta

    ReplyDelete
  5. od samego czytania nóż się w kieszeni otwiera. Najgorsze, że historia nadal trwa i nie wiadomo jak się skończy. I nawet gdyby można było pomóc to i tak tylko wtedy, kiedy Alison tej pomocy zechce. Pozostaje mieć nadzieję, że znajdzie w sobie siły, żeby zauważyć, że facet ją niszczy i żeby spieprzać od niego jak najdalej.

    ReplyDelete
  6. Jenyyyyyyyyyyyyy!!!! ludzie to maja pogmatwany życiorys...

    ReplyDelete
  7. Witaj Star, myślę,ze Wspaniały ma rację. Facet nigdy jej nie kochał.Powinna zabrać dziecko i wyprowadzic sie do matki, a nie chodzic na bzdure pt. "terapia malzenska".Takie malzenstwa po terapii bardzo rzadko naprawde sie odnajduja.No i powinna wziac dobrego adwokata, by dobrze wyeksponowal w sadzie sposob, w jaki maz ja traktowal.Tylko ktos musi jej oczy otworzyc.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  8. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona pomimo tego że jest z nim nieszczęśliwa, to usprawiedliwia go w jakiś sposób, próbuje zrozumieć i kocha go.
    Dobrze że ma ciebie Star.
    Mimo wszystko miłego dnia i pozdrowienia dla Alison

    ReplyDelete
  9. Stardust a jak to wygląda wg amerykańskiego prawa? Czy ono nie stoi po jej stronie? Czy rozwód nie będzie z jego winy? Ja myślę, że ona potrzebuje dobrego adwokata.

    ReplyDelete
  10. Domyślam się, że Alison jest tak "zakopana" w swoich lękach, że nie ma siły pomyśleć, że może to jeszcze udzwignąć. Może to dobrze, że udało się Jej "przesunąć" czas rozwodu (bo to pewnie i tak nastąpi). Kiedy już poczuje grunt pod nogami czyli kiedy poczuje się zdrowa, to może wtedy poradzi sobie z resztą...? Gotowanie, to nie problem. Nauczy się. Najważniejsze żeby się stała niezależna, nie potrzebowała pomocy obcych, sama zajmowała się dzieckiem... Sądzę, że wówczas jest szansa aby poczuła, że ten "mąż" wcale nie jest Jej potrzebny do szczęścia. W tej chwili jest jak taka mała, bezbronna dziewczynka, potrzebuje wsparcia i pomocy, ale wierzę, że jak tylko będzie chciała, to da sobie z tym radę. Dobrze, że ma Ciebie. Wiem, że Jej dobrze doradzisz. Teraz i ja będę myślała o Alison.

    ReplyDelete
  11. ... niestety Alison musi dojrzec sama do decyzji... mozna jej mowic jak sie to widzi z boku ale do niej to nie dociera... ma klapki na oczach - tak jest zawsze , mamy nadzieje... i tylko czas , czas, czas... ja juz dawno przekonalam sie ze musze myslec o sobie i to wcale nie jest egoistyczne, bo odkad tak postepuje jest mi lepiej i tym dookola jest lepiej bo nie chodze wiecznie wk..... ( ojoj motyla noga )... bedzie dobrze tylko trzeba sie odciac od tego co jest dla nas zle... pozdrawiam Hannah

    ReplyDelete
  12. Przykra historia.
    -----
    Wiem, że "nie kocha się za coś, ale mimo wszystko", jednak nie rozumiem, co ją przy nim jeszcze trzyma?
    W terapię małżeńską nie wierzę, a zabieganie o miłość, absolutnie nie leży w mojej naturze.
    No nie umiem sobie wyobrazić, aby przeszło mi przez gardło:
    ~Proszę, kochaj mnie, czy
    ~Błagam, nie zostawiaj mnie!:/

    ReplyDelete
  13. nie jesteś bezsilna, możesz ją wspierać i pokazywać ile wlezie jak jest naprawdę. oczu siłą wprawdzie nie otworzysz, ale wierzę w to, że uporczywym pokazywaniem można coś zdziałać. no i niech wie, że ma kogoś życzliwego za plecami, to robi cuda.
    a czy ona nie może jeździć (z dzieckiem) do matki, skoro tak?

    ReplyDelete
  14. wiesz co - namów ją żeby pisała bloga na ten temat. a jak nie to nagraj ją jak będzie to opowiadać i potem jej odtwórz. czasem człowiek sobie nie zdaje sprawy dopóki tego nie zobaczy na piśmie (nie wiem czy usłyszenie też tak działa, ale można spróbować).

    ReplyDelete
  15. podpisuję się pod tym co napisała ds. Świadomość, ze jest ktoś życzliwy jest nieoceniona. Dobrze, że jesteś przy Alison. Siłą oczu też jej nie otworzysz ale pokażesz, ze trzeba patrzeć na wszystko i we wszystkich kierunkach. Na pewno pomożesz jej podjąc dobrą decyzję.
    Jakoś w to wierzę, chociaż mało jeszcze ciebie znam.
    pozdrawiam

    ReplyDelete
  16. Az mnie scisnelo w zoladku jak to czytalam :-(
    Ta cala terapia rodzinna moze miec sens o tyle,ze ja natchnie by sie soba zajela, jakis counseling czy cos (bo w uratowanie malzenstwa nie wierze niestety i to co Wspanialy powiedzial jakos mi na prawdziwe wyglada). Mam wrazenie, ze ona teraz jest na pograniczu zycia i smierci po swojej chorobie i musi zdecydowac co dalej, w ktora strone pojsc... Ale do tego trzeba sie przyznac przed samym soba ze sie zylo w zludzeniu, a to cholerna sprawa..
    Wyobrazam sobie, jak ci ciezko Star. Nie moc nic zrobic, otworzyc jej oczu itp. Ale sam fakt, ze jestes i myslisz i jestes gotowa jej wysluchac w razie potrzeby, znaczy bardzo duzo.
    Kurcze, nie chodze do kosciola, ale napisze: bede sie za nia modlic

    ReplyDelete
  17. Aha, maly dodatek. Tak jak przede mna pare osob pisalo - ty nie tylko sluchasz, ale i reagujesz a to wazne. . Bo ona SLUCHA- w przeciwnym wypadku by nie przychodzila...

    ReplyDelete
  18. m.--> Wiem, ze napisanie o tej historii pomoglo narazie mnie, bo przestalam dreczyc sama siebie, co i tak do niczego nie prowadzilo. Jest mi troche lzej, bo teraz juz nie jestem z tym sama, mam WAS:))

    ReplyDelete
  19. Foko--> Problem w tym, ze niewiele moge zrobic, a przynajmniej musze uwazac, bo jak sie za bardzo wychyle, to ona moze sie odsunac ode mnie. Pamietaj, ona go kocha.

    ReplyDelete
  20. Mala Mi--> No trzeba miec naprawde cholernego pecha, zeby sie w takie cos wpieprzyc i choroba i ten zwiazek.

    ReplyDelete
  21. Alfa-beto--> Nie mam pojecia co bym zrobila, gdyby to byla moja corka. Pewnie dlatego los mi dal syna, zebym nikogo nie usmiercila, albo chociaz nie wykastrowala tepymi nozyczkami do paznokci.

    ReplyDelete
  22. Stardust życze Ci żebyś znalazła sposób na "uleczenie" jej. Allison wygrała z rakiem, kurcze przecież to coś wyjątkowego i wspaniałego wygrać walkę z taką chorobą! Powinna czerpać siły z tego, otrząsnąć się. Strasznie dziewczyna polega na tym Jeffie, zamiast zawalczyć o siłę dla siebie samej żeby móc opiekować się dzieckiem i o toby dalej żyć. Strasznie ją musiał zaszczuć. Niestety Wspaniały ma racje - jej Jeff chciał mieć cudowną żonę by dopisać to do swoich sukcesów życiowych a tutaj życie pokazało, że przecież nigdy nie można liczyć na tylko happyendy.
    Mam nadzieje, że Allison da się przekonać by odejść, i zawalczyć o swoje i o dziecko, ale będzie musiała mieć na to wiele energii bo w końcu zapewne prawnicy przekonają wszystkich, że skoro Jeff jest majętny, a Allison nie, i skoro ona nie może zapewnić mu super opieki to jednak może wygrać sprawę.
    Walcz o nią Stardust. Nie poddawaj się! ;) MatkaTeresa tkwi w każdym :)...

    ReplyDelete
  23. Marla--> Dokladnie tak, ona musi zobaczyc, zrozumiec i dopiero potem chciec pomocy. Wiem, ze rodzice sa na pewno gotowi na kazda pomoc, ale czasem w takich sytuacjach czlowiek nie chce angazowac rodzicow, bo wiezy emocjonalne sa za silne i rodzic nigdy nie jest obiektywny. To normalne. Plusem jest, ze przyszla i chciala rozmawiac, ze powiedziala tyle ile powiedziala. To jest bardzo wazne.

    ReplyDelete
  24. Nivjka--> No horror jakis, a to prawdziwe ludzkie zycie.

    ReplyDelete
  25. nie lubię komentować takich spraw. Stykam się z nimi prawie na codzień i wiem jak potrafią być trudne.

    ReplyDelete
  26. Anabell--> Ja tez nie wierze w terapie malzenska, ja w ogole nie wierze w prawie zadne terapie. Bo ja jestem taka zolza, ze siadam i gadam do siebie, do lustra, wywlekam wszystko od podszewki sama przed soba i oceniam. Problem w tym, ze to ona chciala terapii, ublagala te terapie zeby tylko wycofal papiery o rozwod, ktore zlozyl jeszcze w pazdzierniku. Wiec chodza, tez sie nie spodziewam zadnych efektow, ale ona musi to zobaczyc, byc moze terapia jej wlasnie otworzy oczy. Ja wiele nie moge, bo jak powiem slowo za duzo, to wiesz co bedzie. Ja jestem tylko jej kosmetyczka od lat, a on jest mezem, fakt ze skurwysynem, ale ona go kocha.

    ReplyDelete
  27. Gosiu--> To jest wlasnie najgorsze, masz racje, ze ona sie godzi na wszystko zeby tylko to malzenstwo trwalo, chocby tylko pozornie, bo tu nie ma nic wiecej tylko pozory i dziecko.

    ReplyDelete
  28. Odwodnik--> Nie bardzo znam przepisy prawne, mimo, ze sama sie tutaj rozwodzilam, ale moj rozwod, to bylo pojscie podpisanie papierka i tyle. Nie bylo zadnej sprawy, nie bylo nic, bo oboje wyrazalismy zgode i nie bylo dzieci, nie bylo majatku.
    Wiesz ja znam tylko jedna strone medalu, na podstawie wczesniejszych przeslanek moge sobie dopowiedziec reszte, ale jak to wyglada z jego (Jeffa) strony to nikt z nas nie wie. A sad bedzie rozpatrywal obie strony, po ktorej sie opowie? nie wiadomo. Logicznie rzecz biorac powinien po jej, ale... Zawsze istnieje jakies ale.. i mysle, ze ona sie tego boi.

    ReplyDelete
  29. Smakosiu--> Dokladnie, tak. Trafilas w 10ke, ona jest zupelnie zagubiona w swoich lekach. Po pierwsze choroba, z ktora walczyla przez poltora roku, teraz izolacja od matki, z ktora przeciez byla zwiazana przez cale swoje zycie. Ja wiem, ze gotowanie to zaden problem, bo rozmawialysmy o tym i ona sobie radzi, tyle, ze powoli, to jej zajmuje kupe czasu, zeby codziennie rano zrobic ten sok ze swiezych warzyw, ktorego musi wypic szklanke, gora lisci w sokowirowke. Potem codzienne zakupy, gotowanie, przygotowywanie, wiesz jej nie wolno nic co bylo zrobione 2 godziny wczesniej, to musi byc zrobione tuz przed posilkiem. Ona sobie raczej slabo radzi z organizacja tego niz z samym gotowaniem, ale to minie. Problem w tym, ze ta dziewczyna ma ok.170cm wzrostu a wazy pewnie nie wiecej niz 50kg, jest slaba fizycznie. I dlatego prosila o tego szefa, ktory gdyby byl tylko przez miesiac, to ona juz nabralaby doswiadczenia i troche sil. Ja mysle, ze to wszystko co sie wydarzylo przez ostatnie 2 lata spowodowalo, ze ona jest samotna, wystraszona i zaszczuta. Mam nadzieje, ze zdobedzie sie na tyle sil, zeby powiedziec dosc.
    Ja naprawde musze uwazac w jakie slowa ubieram moje mysli. Dlatego prosilam zeby sie zastanowila czy Bog po to dal jej przezyc taka straszna chorobe, zeby byc tak traktowana przez kogos komu zaufala, kogos kto powinien byc najblizsza osoba. Narazie nie moge powiedziec nic wiecej, zreszta ja tylko moge wysylac sygnaly i to tez wtedy kiedy ona ich chce.

    ReplyDelete
  30. Lorenhannah--> Wlasnie o to chodzi, zeby dojrzala do swiadomosci, ze najpierw ma kochac siebie. A to dojrzewanie czasem zajmuje duzo czasu i duzo przykrych doswiadczen. Znam to z autopsji;)

    ReplyDelete
  31. Dikejko--> Bo Ty masz zdrowe podejscie do milosci:) A niestety jest wiele mlodych kobiet, ktore godza sie na okruchy milosci, kobiet ktore robia wszystko aby tylko zachowac pozory szczescia i spokoju.

    ReplyDelete
  32. DS--> Pewnie, ze moge ja wspierac i oczywiscie bede to robic.
    Tylko zauwaz, ze byla u mnie pierwszy raz w listopadzie i nic nie wspomniala, ze Jeff podal o rozwod w pazdzierniku. Nastepny raz przyszla dopiero w styczniu, dokladnie w tydzien temu we wtorek i powiedziala to co powiedziala. Ty wiesz, ze w takich sytuacjach otwieranie sie to jest bardzo dlugi proces. A skad ja wiem, kiedy znow przyjdzie i na ile bedzie chciala o tym rozmawiac? Owszem po ostatniej wizycie, ja sama podjelam decyzje, ze za jakies 2 tygodnie zadzwonie i zaptyam jak sie czuje, jak sobie radzi, ot tak niby nic. Nie moge naciskac, bo to ja tylko ode mnie odtraci. Nie wiem, czy pisanie bloga to jest dla niej wyjscie. Alison jest bardzo zamknieta w sobie, a na pisanie, to jednak trzeba sie chciec otworzyc, chocby tylko w internetowa przestrzen. Moze gdyby dala sie namowic na zamknietego bloga, takiego tylko dla siebie, dla wlasnych notatek. Zobacze jak sie potocza dalsze moje kontakty z nia.

    ReplyDelete
  33. Tanczaca--> Witaj. Ja sie zawsze staram pomoc, a jdnoczesnie pamietam o nie przekraczaniu pewnych granic i tak tez bede robic w tej sprawie. Mam nadzieje, ze to sie jakos szczesliwie dla niej zakonczy.

    ReplyDelete
  34. Tu raczej nie będzie happy endu. Dziewczyna nie odcięła się w porę od matki, a potem dodatkowo się uzależniła od bogatego chama. Nie wiem, czy Twoje próby pomocy na cokolwiek się zdadzą... Ona chyba potrzebuje fachowej terapii dla siebie, nie dla małżeństwa. Bo tu nie ma czego ratować...

    ReplyDelete
  35. Mario Agdaleno--> Wlasnie o to chodzi, ze do pewnych, a zawlaszcza tak waznych decyzji, czlowiek musi sam dorosnac. Mam nadzieje, ze ten proces bedzie trwal w miare krotko.
    Sluchac mi mowic bede, bo bardzo mnie boli ta jej sytuacja.

    ReplyDelete
  36. Ucieczko--> Ja sie obawiam, ze ona najbardziej boi sie tej walki o dziecko wlasnie. Podpisala ten kretynski papier przed slubem, teraz nawet nie pamieta co tam jest. Jak zapytalam, czy w takim razie w przypadku rozwodu ona nie moze liczyc na wiecej niz tylko alimenty dla dziecka, to powiedziala "chyba dostane jakas jednorazowa sume". Z tego wynika, ze sama nie bardzo wie.
    Na dzien dzisiejszy Jeff zarabia ponad 2 miliony rocznie, a ona jest nauczycielka bez pracy, ktora wczesniej zarabiala cos ok. 60 000 rocznie. To bardzo duza rozbieznosc majatkowa. Mysle ze Jeff jest na tyle cwany i bezkompromisowy, ze bedzie chcial wykorzystac to jako atut, ze to on moze zapewnic dziecku lepsze warunki niz ona. W dodatku pewnie tez przekreci sytuacje, ze Alison jest tak wyczerpana choroba ze nie jest w stanie zajmowac sie dzieckiem. Podejrzewam, ze to zatrudnienie opiekunki ma na celu procentowac w przypadku rozwodu. Dziecko jest juz przyzwyczajone do opiekunki. No paskudna sprawa.
    Obawiam sie, ze lek przed utrata dziecka powoduje, ze ona sie godzi na wszystko.

    ReplyDelete
  37. Spt--> No wlasnie, Ty to znasz z zupelnie innej strony niz moje, czy nasze tutaj emocje. Wiem.

    ReplyDelete
  38. Zgago--> Dokladnie jak Wspanialy:)) ja to wszystko wiem, ale jesli tylko moge cokolwiek pomoc, to na pewno to zrobie.

    ReplyDelete
  39. Straszne. Nie wiem czy ona trzymała się zasady?
    -Niech by pił, niech by bił, byle był.
    Teraz kiedy jest chora, los okrutnie z niej zadrwił.
    Stardust, jesteś w sytuacji której Ci nie zazdroszczę.

    ReplyDelete
  40. to nawet nie chodzi że z innej. ja te historie znam z DWÓCH stron. i często jest tak, że po wysłuchaniu drugiej ze stron - sprawa nabiera zupelnie innego wymiaru. całlkiem niedawno rozwodziłam faceta, którego małżeństwo posypało się przez absolutnie toksyczną teściową, która a jakże - zamieszkała z nimi ze względu na chorobę córki (może nie tak drastyczną - ale jednak). co ta baba wyprawiała to mózg w poprzek staje. Nagrania były. więc. dlatego nie komentuję, bo naprawdę bywa RÓŻNIE.

    ReplyDelete
  41. Historia Alison przypomniała mi pewien reportaż

    http://dziendobrytvn.plejada.pl/24,23418,wideo,,115929,chora_na_raka_walczy_o_syna,aktualnosci_detal.html

    tutaj historia zakończyła się pomyślnie - Iza odzyskała synka, rak ujarzmiony

    ReplyDelete
  42. Dupek. A ona niestety sie uzależnila od niego.Niestety.Ciężko jej będzie oderwać się od dupka.Najgorsze,że nie myśli póki co o tym.

    ReplyDelete
  43. poprzedni link nie "przekleił się" cały

    http://dziendobrytvn.plejada.pl/24,23418,wideo,,115929,chora_na_raka_walczy_o_syna,aktualnosci_detal.html

    ReplyDelete
  44. All--> Mysle, ze jej akceptacja sytuacji jaka jest, wynika glownie ze strachu o przyszlosc i ewentualne zagrozenie utraty dziecka.

    ReplyDelete
  45. Spt--> Dlatego wlasnie pisalam, ze ja znam tylko jedna strone i to tez tylko to co ta strona chce powiedziec. Dopiero majac caly obraz mozna sie wypowiadac. Moja pozycja tez jest nie obiektywna, bo wiadomo, ze Alison jest mi blizsza, niz jakis tam Jeff, ktorego nie za bardzo darzylam sympatia juz przed slubem;))

    ReplyDelete
  46. Anno--> Chetnie sobie poczytam te historie, ale pozniej, bo narazie musze sie zbierac do pracy:)) dzieki za link.

    ReplyDelete
  47. Kasiu--> Takie decyzje nigdy nie sa latwe, a w dodatku w tych okolicznosciach. Ech...

    ReplyDelete
  48. Star,
    Umowa przedmalzenska ( z tego co pamietam) dotyczy tylko i wylacznie majatku przedmalzenskiego.
    Wiec generalnie rzecz biorac, to czego sie dorobili po slubie jest wspolne.
    Swoja droga to cholera wie co ta kanalia jeszcze tam zamiescila.
    well, "what goes around comes around".
    Dobry adwokat powinien zalatwic sprawe.

    ReplyDelete
  49. Nie mieści się w głowie, że takie skurwysyny po ziemi chodzą!!!
    Ale wiesz ... ja sądzę, że przy moim byłym mężu, gdybym od niego nie odeszła i nie powiedziała STOP, miałabym ze 100% pewności podobnie...

    ReplyDelete
  50. Życzę Twojej Allison, żeby zrozumiała i odbyła terapię dla siebie i żeby odeszła od tego wampira emocjonalnego i potwora!

    ReplyDelete
  51. straszne. Wiesz co Stardust, Ty to świeta kobieta jestes:) Oby tej Alison sie poukładało w pozytywnym znaczeniu....chociaz po tym co powiedział Wspaniały zaświtalo mi, ze On ma racje...Jeff poprostu nie radzi sobie z tym wszystkim i na dodatek jest zwyczajnym dupkiem bez uczuc.

    ReplyDelete
  52. Anna -> ta sprawa akurat jeszcze nie jest do konca taka na hop-optymistyczna i zakonczona.
    Iza to kolezanka mojej corki.

    ReplyDelete
  53. No i bedziesz bezsilna dopoki ona sama czegos nie zdecyduje.

    Szkoda mi jej, bo jestem czlowiekiem z ludzkimi uczuciami, ale z drugiej strony nigdy nie bylam w stanie zrozumiec kobiet, ktore w takim momencie, jak ten szantaz intercyza, nie przejrza na oczy.

    Twoj maz ma racje.
    Jedyne co mozna sprobowac to przekonac ja. Nie kierowalabym sie tutaj maksyma "teraz nie bede jej dobijac" - bo i tak przeciez predzej czy pozniej sie to zdarzy.

    ReplyDelete
  54. Lukrecja:
    umowa przedmalzenska zalezy od tego, jak byla sformulowana i podpisana. Mozna miec calkowita rozdzielnosc majatkowa rowniez podczas malzenstwa i jest to jak najbardziej uznawane.

    ReplyDelete
  55. Lukrecjo--> Ja nie wiem co jest w tej umowie, zreszta sama Alison nie pamieta. Kto wie moze nawet podpisala bez czytania, bo miala przed oczami widmo odwolania slubu. Ludzie kierujac sie strachem robia rozne glupie rzeczy. Z drugiej strony, nawet jakby umowa dotyczyla tylko dorobku przedmalzenskiego, to przeciez sa malzenstwem ledwie 3 lata i dwa z tych trzech Alison nie pracuje, czyli jest na jego utrzymaniu. Jak sie nie ustawisz to dupa z tylu. Moze ewentualnie dostac alimenty rowniez na siebie, przynajmniej przez jakis czas, dopoki nie bedzie na tyle zdrowa zeby podjac prace.
    Problem dobrego adwokata, jak wiesz w tym kraju dobry adwokat to ten ktory bierze wiecej:)) Niestety tak jest i w tym wypadku Jeff ma 100 razy wieksze szanse na duzo lepszego adwokata niz ona.

    ReplyDelete
  56. iw--> Wiekszosc z nas ma za soba historie, ktore nauczyly nas zycia. Alison przechodzi przez swoja lekcje, szkoda tylko ze w tak ciezkich warunkach i tak bolesnie.

    ReplyDelete
  57. Ade--> Do swietej to mnie ho ho ho albo i jeszcze dalej, ale boli mnie jak cierpia ludzie, zwlaszcza ludzie, ktorych znam i lubie.
    Wiesz ja to mysle, ze Jeff jak ona tak powaznie zachorowala to juz zrobila sie niewygodna, a przynajmniej nieuzyteczna. Byc moze po cichutku marzylo mu sie, ze ona z tego nie wyjdzie. Teraz wie, ze dziewczyna mimo, ze najgorsze minelo, ale w dalszym ciagu potrzebuje pomocy i opieki. On idzie na 10 godzin do pracy, wiec zamiast zatrudnic kogos (stac go naprawde na wiele) kto zajmie sie domem, tak jak robila to jej matka, to zatrudnil kogos tylko do dziecka, a dom jest na glowie Alison, ktora sobie nie radzi fizycznie i psychicznie tez jest wykonczona. Az sie boje tego napisac, ale jest wiele racji z tym co mowi Wspanialy.
    Jak przyjdzie do rozwodu, to on bedzie mial argumenty, ze ona sobie nie radzi, wiec to on zapewni lepsze warunki dziecku.
    No jakos mi to pachnie taka wredna logika. Placenie alimentow na nia, to dla niego pestka, tyle co kichnac, nawet z dodatkowymi kosztami leczenia.
    Ja to bardzo jestem ciekawa jak wygladalo zycie jego rodzicow i jak przebiegaly sprawy w czasie kiedy jego matka byla chora. Bo tez mi jakos teraz daje do myslenia, to unikanie spotkan. A moze kobieta nie miala mozliwosci ani wplywu na to co z nia robili, maz i syn. No nie wiem, ale chcialabym miec mozliwosc poznac tamten okres w zyciu Jeffa, ale nie ma sznas.

    ReplyDelete
  58. Nina--> Tu nie chodzi o to, ze ja "nie chce jej dobijac" tylko pamietaj, ja mimo wszystko jestem obca osoba, do ktorej jak narazie ona ma zaufanie. Ja moge powoli dawac sygnaly, starac sie okreznymi drogami pokazac to czego ona nie widzi i narazie nie chce widziec. Ale nie moge robic zadnych drastycznych posuniec, bo jesli powiem cos za wiele z tych rzeczy, ktorych ona nie chce slyszec, to wiecej nie przyjdzie. I na tym sie skonczy moja przyjazna interwencja. Sprawy malzenskie i ewentualnego rozwodu to sa sprawy bardzo delikatne. Ja pamietam, dawno temu powiedzialam mojej rodzonej Matce, zeby sie nie wtracala i sie odelam, mimo, ze miala racje. Ja moge tylko sluchac, sluzyc ramieniem do placzu, pocieszyc i wspierac jesli zobacze, ze zaczyna cos robic ale sie boi. Moge pomagac budowac wiare w siebie, ale nie moge ranic przy tym jej uczuc. Ja tez tego nie rozumiem, ale ona tego essyna ciagle kocha.

    ReplyDelete
  59. Smutne to życie Alison ale mam nadzieje że w końcu znajdzie siłę żeby walczyć o siebie mimo wszystko.Życzę jej tego z całego serca.No i może jeszcze ona jest taką osoba która musi spaść na samo dno żeby się odbić albo tam zostać Ja jednak życzę jej aby jak najszybciej się odbiła
    ZANTA

    ReplyDelete
  60. Specjalnie nie jestem zadowolony, ze moja ocena gościa sprawdziła się, ale nie sądziłem, że może być aż tak źle. Słabo to widzę, według mnie nie ma żadnych szans na happy end. Raczej teraz należy modlić się aby otworzyła oczy i zaczęła myśleć o sobie i synu bo tylko tak jest w stanie ułożyć sobie jeszcze życie. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  61. Rozwód w jej przypadku to porażka na wszystkich frontach. Jego będzie stać na dobrego adwokata, a jej nie. Straci ubezpieczenie zdrowotne, a jeśli nie będzie pracować, to będzie bez. Nawet jakby ją było stać na ubezpieczenie, to ma pre-existing condition. Być może straci syna, bo jak ktoś wspomniał, jemu łatwo będzie udowodnić, że nie jest w stanie się nim zająć. No i miejmy nadzieję, że będzie mogła się utrzymać z alimentów, bo pracować raczej nie da rady. Tak walczyła o życie, żeby w takim gównie wylądować. Chyba teraz opłaciłoby się jej wynająć killera i spuścić męża z jakiegoś Verrazano. Z opowiadań to ten facet jakimś psychopatą się wydaje. A jeśli się nie rozwiedzie, to będzie ofiarą w z złotej klatce. Tak czy inaczej powinna uciekać gdzie pieprz rośnie.

    ReplyDelete
  62. O tym samym pomyślałam co AnetaCuse.
    Ponieważ nie ma dobrego rozwiązania, bo w obu przypadkach dla niej będzie źle więc najlepiej dla niej jakieś dużego pana ze wschodu nająć.
    Rozwód to strata finansowa, dziecka, ubezpiecznia.... dobrze, że matka chce jej pomóc.
    Życie bez rozwodu też niedobrze dla niej.
    Najgorsze jednak to, że ona go KOCHA!

    Trzymam kciuki za Allison. Może zaproponuj jej wyjazd na Islandię, może ten (c)h(ó)j jej tu nie znajdzie. ehhhh

    ReplyDelete
  63. ZANTA--> Tez mam nadzieje, ze ona sie wkrotce obudzi z tego koszmarnego snu.

    ReplyDelete
  64. Malgoska--> Dwa slowa, a ile w nich tresci;)

    ReplyDelete
  65. Czarny Ptaku--> Facet jest wyjatkowy, tez nie sadzilam, ze to moze byc az tak zle.

    ReplyDelete
  66. AnetaCuse--> Masz racje to jest jedna z tych sytuacji, ze jak sie nie ustawisz, to dupa z tylu. No ale tkwic w tym to tez nie rozwiazanie. Taki stan psychiczny to doskonale siedlisko dla roznych chorob, a ledwie co z tego wyszla.

    ReplyDelete
  67. Magdaleno--> Odpowiedz dla Ciebie bylaby powtorka tego co napisalam dla Anety, wiec patrz wyzej;))

    ReplyDelete
  68. Miauko--> Domyslilam sie, jak napisalas Islandia;))

    ReplyDelete
  69. przeczytałam.
    Komentować nie będę.
    Jednak nie chcialabym być w jej skorze.

    ReplyDelete
  70. straszna historia, biedna kobieta. najgorsza jest ta jej bezwarunkowa miłość do męża, wiem co piszę bo znam uczucie bezwzględnej miłości do drugiej osoby. jak dla mnie bardzo mądrze postępujesz nie robiąc żadnych drastycznych posunięć i ukazując rzeczy okrężną drogą. ty to jednak super mądra kobieta jesteś.

    ReplyDelete
  71. Kamenari--> Eee tam zaraz super madra, ja tylko tak madrze wygladam czasami;))
    No staram sie.

    ReplyDelete
  72. Stardust...podonych historii jest wbrew pozorom sporo:(

    ReplyDelete
  73. Beata--> Napewno tak, ale ja znam bohaterow tej historii, wiec jest mi to bliskie. Ja wiem, ze przychodzi taki czas, ze wiele dziewczyn popelnia straszne bledy w obawie zeby nie przegapic mozliwosci zamazpojscia. Jakby to conamniej byl osmy cud swiata;))

    ReplyDelete
  74. stardust:
    ja tak nie umiem. ba, w stosunku do przyjaciol czuje sie niemalze w obowiazku powiedziec, jak jest, zwlaszcza kiedy wiem, ze sami nie sa w stanie tego widziec.

    Przyjaciele sa od tego, zeby powiedziec cos szczerze. Jesli ona traktuje Cie jak przyjaciolke, to nie powinna sie obrazic ani zerwac kontaktow.

    Takie przynajmniej jest moje doswiadczenie. A mowilam wprost nie raz i nie dwa i na szczescie nikt nie uciekl... faktem jest, ze powiedzialam raz, zakonczylam "ale to twoja decyzja i cokolwiek robisz bede cie wspierac", a potem gryzlam sie w jezor zeby nie przeginac i nie jojczyc.

    ReplyDelete
  75. Mam dzisiaj trochę więcej czasu, ale nie na tyle, aby się za bardzo rozpisywać :))
    Przeczytałam "jednym tchem" tę historię w trzech częściach i... już po pierwszej byłam pewna, że ten związek nie skończy się dobrze. Zresztą Ty też dałaś to odczuć pisząc. Szkoda, że to jest Twoja klientka i po prostu nie wypadało Ci być do końca szczerą w opinii. Tej dziewczynie trzeba było wybić ten związek z głowy już na starcie. A teraz... Dzięki Bogu pokonała chorobę (chociaż na tyle przydało się korzystne ubezpieczenie tego drania) i nie pozostaje jej nic innego, jak ułożyć życie od nowa. Tu już nie ma sensu niczego ratować, bo będzie się męczyć i tracić kolejne lata. Myślę, że ktoś powinien jej to powiedzieć.
    Bardzo mi jej żal. A tak na marginesie, może on jest gejem? Cała historia jest dość stereotypowa dla mężczyzn o takich upodobaniach. W każdym razie dranie są wszędzie.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i ... do pczytania:)

    ReplyDelete
  76. Stardust, jesteś, jesteś, znamy sie juz ciut co nie?;)
    Choleryczka, wariatka, rombnieta absolutnie, narwana zeby nie powiedziec dosadniej;)
    Ale serce masz zlote:*
    Dziekuje blogowi najjasniejszemu, ze mam ten zaszczyt Cie znac:)

    p.s. to nie jest lizanie dupy, wiesz o tym co nie?;)

    ReplyDelete
  77. rombnienta, dobrze czytasz, bo nie czytasz znakow polskich;)

    ReplyDelete
  78. Nina--> No widocznie mamy rozne pojecie "przyjazni". Dla mnie przyjaciolka to osoba, z ktora mam czesty (raz w tygodniu minimum) kontakt, osoba z ktora spedzam czas, osoba ktora zna nie tylk mnie ale rowniez moich najblizszych.
    I ja nie jestem przyjaciolka Alison.
    Ja jestem tylko osoba, do ktorej ona ma zaufanie, ze nie polece i nie naopowiadam, tego co mi wlasnie powiedziala innym klientkom, ktore ja znaja.
    Alison prawdopodobnie ceni sobie moje zdanie, ale niekoniecznie daje mi to prawo do forsowania mojej opinii o jej malzenstwie.
    Mowienie prawdy, bo ktos "musi" ma swoje granice. Nie zapominajmy, ze Alison MA matke, ojca, siostre i to sa osoby, z ktorych opinia ona sie powinna liczyc, a niekoniecznie z moja.
    Ty wiesz ile jest kosmetyczek w NY? wiec kazda z nich moze byc taka sama "przyjaciolka", jak ja jestem. Ludzie przychodza do fryzjera, kosmetyczki, manikurzystki i opowiadaja rozne rzeczy zeby sobie ulzyc, a niekoniecznie, zeby te osoby ingerowaly.
    Jakos nie wyobrazam sobie, ze tylko dlatego, ze Alison poprosila o extra czas i rozmowe to daje mi to prawo nakazywac co i jak ma robic. Moze miala tylko chwile slabosci? A moze przyjdzie za miesiac i powie, ze Jeff sie zmienil i wszystko jest w porzadku? Nie wsadzalabym palca miedzy w malzenstwo nawet gdyby chodzilo o moje wlasne dziecko, a co dopiero w malzenstwo klientki.
    Milo wiedziec, ze Ciebie ludzie cenia za to, ze "mowisz prosto z mostu co myslisz" mnie cenia za takt i niedopowiadanie:)))

    ReplyDelete
  79. Kurakowa--> Czesciowo juz odpowiedzialam w komentarzu dla Niny, ale Ty mnie znasz dluzej i lepiej niz Nina, wiec wiesz, ze ja "czasem" znam swoje granice:))
    Czy Jeff jest gejem?
    Nie mam pojecia, nie widzialam faceta w zyciu na oczy oprocz zdjec. Bycie gejem nie jest przestepstwem, ale w tym wypadku, jesli tak jest, to nalezaloby postawic sprawe jasno. Zreszta jak zawsze. Sama czekam co z tego wyniknie, a w zasadzie to czekam co Alison powie jak sie znow zobaczymy. Bo tym razem przyznaje, ze bylam zaskoczona i w sumie zbieralam informacje, bez szczegolnego zwracania uwagi na to jak ona sie czuje? co ona mysli? czego sie boi? a to sa informacje kluczowe.

    ReplyDelete
  80. Ade--> Ja wiem, bo tez zdazylam Ciebie poznac i wiem, ze moge sie spodziewac wszystkiego tylko nie lizusostwa:) Ale lejesz miod na moje serce i to z samego rana:))
    Ja tez sie ciesze, ze mialysmy sie okazje poznac, szkoda, ze tylko wirtualnie, ale to DUZO lepiej niz nic:))

    ReplyDelete
  81. Aż się we mnie zagotowało. Najgorsze, że podpisala ten nieszczęsny prenap. Naprawdę potrzebny jej będzie dobry prawnik, bo Wspanialy ma rację: ten sukinsyn może chcieć jej zabrać dziecko. Zwłaszcza, że on na pewno będzie miał świetnego prawnika... Ale najpierw to ona musi zdać sobie sprawę z tego, że z nim być nie powinna.

    ReplyDelete
  82. Kurczę żal dziewczyny...
    Ale przyszła mi taka myśl, że tak naprawdę nie doceniamy tego co mamy.
    Jak się czyta takie historie dopiero się oczy otwierają. Gdzieś w codziennym biegu umyka nam to co ważne...Przerabiam w domu temat nowotworu i wiem jak siada psycha a Ona dostała taki bonusik. Skopała bym temu mężulkowi kuper. Najgorszemu wrogowi nie życzę takiej sytuacji...

    ReplyDelete
  83. Evita--> No kawal drania i tyle, ale jak piszesz, najpierw ona musi zobaczyc i zrozumiec, ze to nie jest odpowiedni dla niej zwiazek. Z prawnikiem tez masz racje.

    ReplyDelete
  84. Abiolciu--> To prawda, ze wiekszosc z nas nie docenia szczescia jakie mamy. Dopiero jak czlowiek czyta, czy slyszy o ludzkich tragediach i problemach, to sobie uswiadamia co ma.

    ReplyDelete
  85. Bardzo mnie poruszyła historia Alison, tak sugestywnie przez Ciebie opowiedziana i z właściwym dla Ciebie zaangażowaniem emocjonalnym,które się udziela czytającemu - a przynajmniej mnie...To zrozumiałe dla mnie, że uwiera Cię ta sprawa i chciałabyś mieć pozytywny wpływ na dalszy jej bieg,jeśli leżałoby to w Twoich możliwościach. Ale jakże często nie możemy komuś pomóc mimo szczerych chęci, jeśli ten ktoś sam nie podejmie decyzji, nie dokona wyboru lub ma subiektywnie inną wizję.
    Sama już nie wiem, jakiego przebiegu wydarzeń życzyć tej dziewczynie, bo kiepsko to wygląda z każdej strony. Na pewno, przede wszystkim, zdrowia i siły psychicznej oraz skuteczności w walce o własne dobro ( eee ...zabrzmiało to jak jakiś slogan, ale też jestem bezradna i nie wiem, co tu mądrego można powiedzieć...?)

    ReplyDelete
  86. Kwoko--> Milo Cie znow widziec:))) Wlasnie o to mi chodzi z ta bezradnoscia, ze pomoc mozna komus, kto jest gotowy i oczekuje pomocy. Alison narazie jest chyba na etapie "wyzale sie bedzie mi lzej", a to jeszcze nie to. Jestem bardzo ciekawa jak sie odbyla ta rocznica slubu, ale narazie nie dzwonie, bo w pierwszej polowie lutego sa urodziny malego, wiec dam jej troche czasu.

    ReplyDelete
  87. Przyznaję ze skruchą, że przez pewien czas nie bywałam tutaj, ale i na wielu innych blogach także, choć to żadne usprawiedliwienie, prawda? Dziś hurtem przeczytałam zaległości, doznając przy tym bardzo różnych emocji i żałując, że nie komentowałam w terminie. A szcególnie notka "Roztargnienie"( bardzo zabawna !!)dawałaby mi pole do popisu z moimi przykładami, choć ogólnie jestem niby jakoś poukładana, ale zdarzały mi się i nadal zdarzają niespodziewane "wpadki". Miałam kiedyś nawet zamiar napisania notki na ten temat i może to jeszcze uczynię???

    ReplyDelete
  88. Kwoko--> Z nadzieja, ze tu jeszcze moze zajrzysz:) Wczoraj wyjmowalam porcje kurczaka z zamrazarki i potrzebowalam nozyczki, bo kupujemy piersi, ktore sa pakowane w taki rzad kieszeni, wiec potem odcinam kieszonke i mam z glowy. Co ja sie dzis naszukalam nozyczek??? a one sobie spokojnie lezaly w zamrazarce:)))

    ReplyDelete
  89. Zajrzałam jeszcze i się obśmiałam, ale raczej nie zdziwiłam - tez mi się zdarzają podobne posunięcia :D
    Jakieś mimowolne odruchy niekontrolowane? :)))

    ReplyDelete
  90. Jeff=skurwysyn, a jak komus sie nie podoba slowo skurwysyn to moge badziej subtelnie: jeff=mezczyzna cwiercjajeczny.
    I tyle mam do powiedzenie. Nie jeszcze dodam:
    Wspanialy=WSPANIALY !!!!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...