Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, February 24, 2010

Cuda niewidy

Juz bylam ZEN po tym weekendzie i pewnie by mi tak zostalo, gdyby nie fakt, ze jednak trzeba bylo pojsc do pracy. Nie cierpie tego okresu poczatka roku, bo trzeba podatki przygotowac, a ja wiadomo papierzyskow nie lubie i czniam nimi przez caly rok, wiec moje przygotowanie podatkow zaczyna sie od przewertowania sterty papierow, ktore kolekcjonuje przez caly rok w roznych teczkach, sreczkach, na polkach, w szufladach.
Kurwa!! Jaka ja jestem balaganiara!!
Bardzo prosze, oszczedzcie sobie komentarzy typu "ale to teraz mozesz zaczac.." czy "no wiesz, sprobuj na biezaco.." Ni chuja nie zadziala, bo ja mocno niereformowalna jestem w tej materii.
Co roku probuje i co roku trwa to nie dluzej niz tydzien.
Wczoraj, wiec szlam do pracy z mocnym postanowieniem, ze musze te papiery jakos skomasowac, posegregowac na kupki (nie mylic z wpinaniem w odpowiednie teczki) i wreszcie po roku otworzyc Quick Books i zaczac ksiegowanie. Ostatania data w moich Quick Books ciagle pokazuje 31 grudnia 2008 roku.
Zebralam sie w sobie psychicznie, nawet mialam przez moment taki plan, ze moze pojade do pracy wczesniej, ale okazalo sie, ze psychicznie bylo jako tako, natomiast fizycznie nie nadazalam i pojechalam godzine pozniej niz zwykle.
Chooj z tym, nie mialam wiele klientek, bo pada, wiec moglam to wyrko zascielic papierami i z tym zamiarem weszlam do mojego grajdolka.
Ale jak tylko weszlam to sie okazalo, ze na podlodze lezy poczta z poniedzialku, podnioslam, zerknelam i licho mnie podkusilo, zeby otworzyc rachunek telefoniczny.
Otworzylam, spojrzalam na kwote do zaplaty i szlag mnie jasnisty trafil!!!
Skad sie, kurwa wzielo ponad $100 do zaplaty, skoro moje rachunki od pol roku, czyli od ostatniej przeprowadzki miescily sie w granicach $25 do $35 dolarow?
Skad dodatkowe prawie $80???
Zaczelam paczec na kolejne pozycje i wszystko sie we mnie zagotowalo.
Doliczyli mi serwis internetowy i serwis na rozmowy poza Stanem NY, a przeciez ja z tego zrezygnowalam w momencie kiedy przenosilam telefon ze starego adresu na nowy.
Internetowo piratuje, a rozmowy poza stanowe zalatwiam komorka.
Ledwie sie przebralam, bo mi juz pot zaczal cieknac z wscieklosci po plecach i zadzwonilam do mojego "ukochanego" Verizon. Bodajby ich posralo drutem kolczastym!!
Najpierw automat uprzejmie poprosil o wystukanie numeru telefonu w sprawie, ktorego dzwonie.
Wystukalam, na co automat zaskrzeczal, ze bardzo dziekuje za korzystanie z ich serwisu.
Ja im zaraz kurwa podziekuje osobiscie, niech ja tylko dostane zywa osobe na linie!!!
Po kolejnych 10 minutach stukania odezwal sie glos, zywy glos.
Jak wyjasnilam sprawe, to glos stwierdzil, ze owszem, byc moze mam racje, ale najpierw to musze zadzwonic pod inny numer, gdzie znajduje sie inny glos zajmujacy sie serwisem internetowym.
Zadzwonilam, znow wystukalam szereg numerkow, odsluchalam podziekowania za korzystanie z serwisu i po 18 minutach sluchania Mozarta odezwal sie inny glos.
Przedstawilam po raz drugi nowemu glosowi moja sprawe.
-- A Ty nie chcesz polaczenia internetowego? - zapytal glos.
Nozesz kurwa mac, przeciez wlasnie to wytlumaczylam, wiec wysyczalam:
-- Nie tylko NIE CHCE, ale NIE MAM!! wiec nie wiem, za co ta oplata?
-- Ale u nas pokazuje, ze masz.
-- Posluchaj kobieto, ja nie wiem co u WAS pokazuje, bo nie jestem u WAS, ja tylko wiem, ze u NAS nie ma serwisu internetowego. Owszem byl 6 miesiecy temu, ale pod innym adresem przy 35 ulicy, ale przed przeprowadzka na 39 ulice zrezygnowalam z serwisu internetowego i przez 6 miesiecy byl spokoj, nie bylo zadnych oplat za internet. Nagle dzisiaj na rachunku widze oplate za cos, z czego zrezygnowalam 6 miesiecy temu. Rozumiesz?
Mowilam to wszystko powoli cedzac kazde slowo i w dodatku po angielsku, bo tymze jezykiem panienka po drugiej stronie druta powinna sie poslugiwac. I co ona na to? ano to:
-- Ale moze Ty nie zauwazylas, ze wczesniej tez placilas za internet?
No ja pierdole!!!!
Przypomnial mi sie ten kawal, jak to baba wsadzila leb do pieca chlebowego, przechodzacy listonosz wykorzystal reszte baby, ktora to reszta z pieca wystawala, a baba za chwile zwraca sie do sasiadki "kumo nie widzieliscie mojego starego?" Nieee, pokrecila glowa przeczaco sasiadka, a baba na to "a nie widzieliscie, kto mnie wyruchol?"
Tyle, ze ja wiem, kto mnie chce wyruchac i na szczescie nie mam lba w piecu chlebowym, wiec zaczelam znow tlumaczyc:
-- Posluchaj, ja naprawde nie wiem jakich TY roznic nie dostrzegasz i nie o to chodzi, ale ja doskonale widze roznice $40 plus podatek na rachunku.
-- Ale moze mialas jakas obnizke, w zwiazku z pakietem? - wtracila panienka.
-- Moje rachunki za ostatnie 6 miesiecy byly w granicach $25 do $35, to czy Ty chcesz mi powiedziec, ze Verizon zafundowal mi obnizke w postaci wyzszej niz 50%?
Przez moment zapanowala cisza, po czym panienka zapytala:
-- To znaczy, Ty chcesz zrezygnowac z serwisu internetowego?
-- Nie bardzo rozumiem jak moge zrezygnowac z czegos co nie istnieje - powiedzialam.
-- Ale u nas jest, wiec pytam czy chcesz zrezygnowac?
-- Skoro, u WAS jest, a naprawde nie ma, to i owszem chce zrezygnowac - zgodzilam sie, bo juz mi braklo pomyslu na glupie gadanie.
-- To ja Cie teraz przelacze do dzialu, ktory sie tym zajmuje.
-- Dobrze, przelacz.
Uslyszalam klik i znow muzyka. Najpierw byl Czajkowski, potem Beethoven, potem znow Mozart, po nim chyba Chopin a potem to juz nie pamietam, ale sluchalam tej muzyki przez dobre pol godziny.
W miedzyczasie przelaczylam telefon na glosnik i probowalam walczyc z moimi papierami, w koncu to mial byc projekt dnia. Zblizalo sie 40 minut jak muzyka przestala grac i w sluchawce uslyszalam szum moich wlasnych papierow, rzucilam pare kurew dla sprawdzenia, czy jest tam kto, ale kurwy wrocily do mnie echem. Panienka byla uprzejma mnie rozlaczyc.
Tym razem wkurw spowodowal gwaltowny spadek nikotyny w organizmie, wiec zalozylam plaszcz i zeszlam na dol w celu wyrownania poziomu. Jak przechodzilam przez lobby na dole, to musialam miec niezla mine, skoro doormen i super jednoglosnie wydali z siebie przeciagle "uuuuu" po czym super dodal:
-- Biedny Wspanialy, co sie znow stalo?
-- To akurat nie Wspanialy, tylko Verizon, ale jestem tak wkurwiona, ze moge kogos zajebac tak dla przykladu - odpowiedzialam i poszlam palic.
Wrocilam na gore i zaczelam patrzec znow w ten rachunek, wypatrzylam dodatkowy numer do polaczen internetowych, postanowilam, ze zadzwonie tam.
Zadzwonilam, chyba juz nie musze wyjasniac, ze od czasu wykrecenia numeru do czasu uzyskania zywego glosu uplynelo 12 minut. Tym razem trafila mi sie panienka bardziej rozgarnieta niz poprzednio, ale tez w penwym momencie rozmowy zaproponowala, ze mnie przelaczy do tego dzialu co to sie zajma odlaczaniem serwisu.
-- Wiesz troche sie boje, bo jakies 15 minut temu juz mnie inna panienka probowala przelaczyc i skonczylo sie rozlaczeniem rozmowy. A ja naprawde nie chcialabym spedzic calego dnia na rozmowach z roznymi dzialami firmy Verizon - powiedzialam.
-- To badz na linii a ja postaram sie polaczyc rozmowe z tym dzialem i bedziemy rozmawiac razem w trzy osoby.
-- Dobrze.
Po minucie, panienka stwierdzila, ze nikt tam nie odbiera, wiec ona proponuje, zebysmy sie rozlaczyly i jak ona uzyska to polaczenie, to wtedy zadzwoni do mnie.
Zgodzilam sie, bo i jakie mialam wyjscie, w sumie, to pomyslalam sobie mam 2 tygodnie na zaplacenie tego rachunku, wiec niekoniecznie musi to byc wyjasnione dzis.
Ku mojemu zdziwieniu po 10 minutach panienka odzwonila posiadajac juz meski glos dzialu rozlaczen na linii. Czyli mozna jesli sie chce. Majac doswiadczenie (wieloletnie) z firma Verizon, nie rokuje tej panience wielkich sukcesow w pracy, firma wyraznie preferuje brak efektywnosci, bo klienta trafia szlag i placi, na zasadzie, ze bardziej sie oplaca strata kilkudziesieciu dolarow niz wrzody na zoladku i stracony czas.
Po 10 minutach rozmowy (zaskoczenie, mile) dostalam numer potwierdzajacy odlaczenie internetu, ktorego nigdy tutaj nie mialam. Chooj im w oko!!
Teraz pozostalo jeszcze zadzownic do tego samego Verizon, ale do dzialu zazalen zwiazanych z rachunkiem.
Zadzwonilam, znow ta sama regulka z podziekowaniem, szlag mnie trafi jak mi jeszcze raz podziekuja!!
Po wystukaniu kolejnych numerkow na klawiaturze uslyszalm gorace rytmy salsy.
Znow przelaczylam telefon na glosnik i tym razem musze przyznac, ze ta salsa wplynela dodatnio na szybkosc segregowania moich papierzyskow. Tak sobie plasalam i rozkladalam te papiery na rozne kupki, kto wie, moze nawet wyplasalam pare kalorii??
Tu uwaga, uwaga, bedzie off topic.
Moja waga drgnela o kolejny kilogram i juz stracilam ich w sumie 5 !!!
Nie bede myslec o kolejnych 15 ktore mam do stracenia, po co sie dolowac?
Po 24 minutach tanca uslyszalam znow zywy glos. Viva Hiszpania!!!!
Najpierw uprzejma pani przepytala mnie na okolicznosc nazwy i adresu firmy oraz mojego nazwiska, co by potwierdzic ze jestem osoba kompetentna do rozmow w powaznych sprawach telefonicznych i grzecznie zapytala:
-- W czym moge Ci pomoc?
-- Mam takie pytanie, na moim rachunku w pozycji 3 na 4 stronie jest oplata $37 i nie bardzo rozumiem co to jest?
Oczywiscie doskonale rozumialam co to jest, to byla oplata za rozmowy poza stanowe, ale podjelam taktyke pytania i oczekiwania na wyjasnienia, chyba juz mi sie gadac odechcialo po tamtych telefonach.
-- Ups.. - odezwal sie glos po chwili - to jest oplata za zasieg poza stanowy, ale Ty nie masz z nami takiego srewisu. Nie masz rozmow poza stanowych? - zapytala zdziwiona.
-- Nie czesto, ale czasem, mam. Z tym, ze zalatwiam je przez telefon komorkowy - wyjasnilam.
-- A telefon komorkowy masz tez z Verizon?
-- Nie, ze Sprint i jestem bardzo zadowolona - odpowiedzialam tym samym zamykajac furtke ewentualnego namawiania mnie na zmiany.
-- To co z ta oplata? - zapytalam.
-- To zdecydowanie pomylka wlasnie ja zdejemuje z rachunku - wyjasnila.
-- Dobrze, to ile teraz wynosi moj rachunek?
-- Zaraz wylicze, bo teraz od ogolnej sumy do zaplaty odejmiemy kwote za te poza stanowe..
-- Jeszcze odejmij internet, bo wlasnie z nimi tez zalatwilam te "pomylkowa" oplate. Moge Ci podac numer potwierdzajacy, jesli chcesz.
I tym sposobem ze $108 plus pare groszy rachunek zbilam na $31 z groszami.
Pani jeszcze tylko zapytala czy bedzie mi (uwaga, uwaga) wygodniej zaplacic calosc, a na nastepny miesiac dostane od nich kredyt, czy..
Przerwalam jej i powiedzialam, ze stanowczo bedzie mi wygodniej zaplacic $31 a niech oni sobie juz sami dochodza jak to jest.
I tak po 2 gdzinach i dokladnie 18 minutach udalo mi sie zalatwic to co spierdolili inni.
Spojrzalam na zegarek i stwierdzilam, ze zanim przyjdzie klientka mam czas na wypalenie nastepnego papierosa, zebranie rozlozonych na calym lozku kupek rachunkow (podatki poszly sie jebac) i 15 minut na odplyw wkurwa.
Gdzies musialam jednak dac upust, wiec zadzwonilam do Wspanialego, rzadko to robie, bo nie lubie takich malzenskich telefonow do pracy, ale tym razem. On ma swoj wlasny gabinet, to chuj moge sie wyzalic.
Odebral telefon, ale ja nie wiedzialam ze odbierajac nieswiadomie przelaczyl na glosnik, wiec pierwsze slowa jakie z siebie wydalam byly:
-- Nawet nie masz pojecia, jak sie dzis wkurwilam..
Zanim zdazylam powiedziec wiecej, uslyszalam salwy damskiego smiechu i glos Wspanialego:
-- Grace jest akurat u mnie i omawiamy projekt.
Grace jest dyrektorem Wspanialego... shit!!! Nigdy w zyciu nie widzialam kobiety na oczy, ale nie tracac rezonu powiedzialam:
-- Grace, to ja Stardust. milo mi Cie poznac:) Wiesz ja jestem jaka jestem, wiec, jak sie wkurwilam, to mowie, ze jestem wkurwiona. Czy juz wspolczujesz Wspanialemu?
-- Nie przejmuj sie, ja tez jestem wkurwiona, dlatego tu siedze - odpowiedziala ciagle zanoszac sie smiechem.
-- Wspanialy, skoro juz chyba wystarczajaco skompromitowalam siebie i Ciebie to sie wylacze.. - powiedzialam zwracajac sie tym razem do Wspanialego.
-- To ja zadzwonie za jakies 10 min - odpowiedzial i sie rozlaczyl.
No i dobrze, mialam w koncu ciezki dzien...

67 comments:

  1. no bardzo ciezki i irytujący.
    ja też mam irytujacy i nachętniej zaciukalabym kogoś ciupaską heeeeej ;>>>

    ReplyDelete
  2. Oooooo... czyli, że w USA też taki burdel jak u nas w papierach?? :)

    A dni ostatnio trudne są... owszem.. nerwowe... podobno przez wiejący halny... :)

    ReplyDelete
  3. Skąd ja to znam! Współczuję przejść, ale najważniejsze, że załatwiłaś po swojej myśli.

    ReplyDelete
  4. Tuv--> Czesto sie dziwie, ze jeszcze nikogo nie zaciukalam, a to chyba dlatego, ze nie mam ciupaski:))

    ReplyDelete
  5. MalaMi--> Papierowy burdel jest chyba zjawiskiem globalnym:) A wiesz my probujemy wyjsc z kryzysu, to jaka lepsza droga, niz stapajac po plecach tych co to nie czytaja rachunkow tylko je placa? Przyznam, ze sama czesto tak robilam, ale zycie uczy;))

    ReplyDelete
  6. AnetaCuse--> Verizon to moja zmora:)))

    ReplyDelete
  7. No to jak Cię teraz podliczą za wiszenie na linii przez ponad godzinę, to dopiero rachunek zobaczysz;)))
    Chyba, że czas oczekiwania jest bezpłatny:)

    A taką wtopę, kiedy Wspaniały odbiera telefon i przełącza „na głos”, to juz drugi raz zaliczyłaś, Star:)

    ReplyDelete
  8. Moja miła. Opowieść jakby z Polski, a cała rozmowa, przełączanie, słuchanie wirtuozów różnej maści, nierozgarniętość urzędników to wypisz, wymaluj Telekomunikacja Polska S.A. tzw błękitna linia. U nas jednak musiałabyś ( a nie miałabyś wybór) zapłacić cały rachunek, a oni by Ci potem korektę wystawili i byś się przy następnym rachunku pogubił co im właściwie jesteś winna....witaj w kraju

    ReplyDelete
  9. kiedys dawno temu zwiazalam sie umowa z Bell Canada, na dwie komorki, dla siebie i meza. jako adres przesylki podalam ten pracowy coby nie musiec latac do jakiegos Purolator albo UPS po pracy. wszystko ok do czasu pierwszego rachunku - rachunek okazal sie na nazwe MOJEJ FIRMY. prosilam o zmiane na moje wlasne nazwisko, bo moja firma nie miala nic wspolnego z tym zakupem. posuneli sie do tego ze zyczyli sobie listu od firmy wyrazajacego zgode na zmiane wlasciciela rachunku. prawda taka ze moglam sobie taki list sama napisac, ale powiedzialam ze po moim trupie. moja firma oprocz adresu do przeslania telefonow nie miala z ta impreza nic wspolnego, wiec nie bedzie sie z tego wyplatywac. ale - ile godzin i ilu manager-ow musialam zmeczylam, to moje.

    wydaje mi sie ze nie ma firmy telefonicznej z ktorej czlowiek bylby zadowolony. zawsze cos, coz, taki urok serwisu.

    ReplyDelete
  10. Dikejka--> Reklamacje zglasza sie na numerach 800 albo 888 czyli bezplatnych, mozesz wisiec do wypeku, bo za darmo:)))
    Ty masz racje, to juz drugi raz dalam ciala z tym glosnikiem u Wspanialego, a moze on mi to specjalnie robi?
    Moze on zbiera dowody rzeczowe i swiadkow, ze z takim babolem nie da sie zyc?
    Cza go bedzie wziac w krzyzowy ogien pytan i moze sie przyzna;/

    ReplyDelete
  11. Zante--> Mam wrazenie, ze Wasi nauczyli sie od naszych:))) A z tym kredytem to oni tez by tak woleli, ale niech sie bujaja, po to wzielam od poszczegolnych rozmowcow numery potwierdzajace poszczegolne posuniecia i pomylki, zebym mogla zaplacic tylko to co jestem winna.

    ReplyDelete
  12. Ech jak dobrze wiedzieć że biurokratyczny burdel nie jest li tylko nasza narodowa przywarą:)

    ReplyDelete
  13. b.--> To sie faktycznie wpierniczylas w kociol z tym adresem rachunku. No bezmozgow jest pelno na swiecie niestety.

    ReplyDelete
  14. Nivejka--> Burokracja to taka miedzynarodowa biurwa jest:))

    ReplyDelete
  15. pieknie to zalatwiłas i pieknie opisałas:-)) pozdrowienia!

    ReplyDelete
  16. elfko--> Dziekuje, bardzo mi milo, chociaz przyznam, ze pisanie szlo duzo latwiej niz prowadzenie tych durnych rozmow:)))

    ReplyDelete
  17. he he he... się uśmiałam:))))
    Dokładnie jak u nas z TePe.
    Na dodatek po każdej interwencji oddzwania jakaś panienka z ankietą, czy niby jestem zadowolona z ich usług.

    he he he.

    WytrFałości z tymi papierzyskami. To wszak bałagan twórczy:)

    ReplyDelete
  18. No, jesli chodzi o papiery, to juz kiedys doszlysmy do wniosku, zejestesmy siostrami. I juz chyba nawet pisalam podobnykomentarz u Ciebie, huehuehue! Jesli zas o telefonii mowa, to sic! nie chce sie wkurwiac;)))

    ReplyDelete
  19. Wszędzie widać liczą na zmęczenie przeciwnika. Mnie najbardziej wkurwiają płatne infolinie z milionem przełączeń, z koniecznością wysłuchiwania reklam przed głosem podającym numery wewnętrzne. I mam straszną alergię na "przełączę panią" gdy już dorwę żywego człowieka, bo zwykle kończy się rozłączeniem.

    ReplyDelete
  20. Oj, z ankietą o poziomie zadowolenia klienta, o jakiej mówi IDA, to kiedyś ubaw był do zsikania się: T., mąż znaczy pojechał ze swoim nowym samochodem do pierwszego przeglądu do serwisu. Po kilku dniach dzwoni pani i zadaj pytania właśnie z takiej ankiety. Pyta czy manager od przeglądu był uprzejmy, czy T. zostało zaproponowane coś do picia, czy samochód został umyty i ostatnie pytanie: czy został pan odprowadzony do swojego samochodu przez managera. T. zły już na te pytania i zabieranie czasu odpowiedział: tak, i jeszcze zostałem pocałowany w rękę. A panienka po drugiej stronie: wszystko zapisałam dziękuję, miłego dnia

    ReplyDelete
  21. Stardust no piękny miałaś dzień!
    a tak miło miało być.. z tymi podatkami i chęci szczere były.. ;)
    Swoją drogą to zadziwiające jak niektóre rzeczy
    potrafią pokrzyżować plany :D
    Zawsze coś, zawsze ktoś.
    Trzymam kciuki żeby kolejne podejście do papierków było udane :))

    ReplyDelete
  22. Dziwne zjawisko :) Na islandii sprawa wygląda podobnie :) Myśmy przez dwa miesiące płacili za internet i telefon, którego nie mieliśmy....ehhh długa historia i jedna z wielu związanych z tutejszymi firmami telekomunikacyjnymi. Oni chyba takie szkolenie międzynarodowe przechodzą o tym jak wkurwić klienta, doprowadzić do białości, wyczerpać zmęczyć i na koniec wystawić fakturę błędną jak i błędne jest telekomunikacyjne koło. dzyń dzyń dzyń

    hihihi piratko Ty!

    ReplyDelete
  23. Haha...szybko działają w Stanach. W Polsce po przeprowadzce powiedziano nam, że numeru nie da się przenieść i załozyć nowego tez nie bo brak jakiejś półki-srułki. Brak telefonu nie oznaczał jednak braku rachunków. Straszono nas firmą windykacyjną, komornikiem itp. Na telefony i faksy do Wa-wy wydałam majątek, o nerwach nie wspomnę. A póżniej...okazało się, że w umowie jest kruczek - jeśli nie mogą przenieść telefonu PŁACĄ. I tak co miesiąc TPSA wypłacało mi 100 zł! Przez 2 lata!:)))

    ReplyDelete
  24. Ah w zyciu. wole odstac w kolejeczce i meic pana z okienka jesli to mozliwe, niz dzwonic na te infolinie. zabic sie idzie. o ile salsa to niezly pomysl to mozart i bethoveen to juz dawno sie znudzili mi od tego odsluchiwania ;) podziwam wytrwalosc chociaz wiadomo - jakbys nie zadzwonila to bys nie zalatwila.

    a co do papierzysk to jakbym miala miec firme to by wygladaly identycznie. ja mam o tyle dobrze ze mam pamiec wzrokowa i jak mam kartki i notatki ze studiow to chociaz wiem czego szukam, co na tym jest (hahaha ale zeby umiec co na tym jest to nie, widze tylko jaki obrazek, itp), ale zeby to miec ulozone? przez pierwsze 2 tyg, zawsze mam porzadek w wpapierach na nowy semestr, a nastepnie to juz pod lozkiem, biurkiem, w szafe itp ;) ale koniec koncow znajduje. poki co balagan nei przeszkadza i masz na to olew to po co zmieniac cos? ;)

    ps: gratuluje -5kg ;)

    ReplyDelete
  25. moze sobie chociaz duze kolorowe pudlo w króliczki spraw na te rachunki? Ja to jednak lubie systematycznie, ale ja Panna jestem, czyli maniaczka ukladania w przegródki. Jezeli chodzi o rozmowy z firma telekomunikacyjna, to to jest faktycznie koszmar!

    ReplyDelete
  26. tak, też jestem Panną. I moje poukladanie zaklada jedynie ze jesli ktos sie ze mna chce spotkac to zero spontanow - minimum dzien wczesniej musze wiedziec gdzie i o ktorej. przyszlosc musze miec poplanowana, godziny ustalone, zaplanowane minuty. a kurze w pokoju mi fruwaja ;) na sprzatanei nigdy nie mam zaplanowanej ani minuty. Dobrze Ci Stardust , że Wspanialego masz od tego ;))) Kazda panna inna ;)

    (taki offtop)

    ReplyDelete
  27. można rozmawiac z firmą telekomunikacyjną? można? nie wierze...

    ReplyDelete
  28. Hej!
    W zeszłym roku ,też dostałam jak to mówisz wkur...,przy zmianie operatora.Przesył danych trwał miesiąc.W końcu zadzwoniłam do operatora i pytam go;jak długo to jeszcze potrwa,w dobie poczty elektronicznej??,żeby przez miesiąc nie przesłać danych,toż przecież pielgrzymka piesza z Warszawy do Częstochowy idzie czternaście dni".
    Na drugi dzień miałam już internet.
    Pozdrawiam Ula.

    ReplyDelete
  29. Wszędzie ten sam cyrk ;-)
    Chyba wszystkie firmy bazują na tym, że klient jednak woli zapłacić niż mieć wrzody.
    A rachunków trzeba pilnować jak jasna cholera!

    ReplyDelete
  30. Ciekawa jestem czy masz klientki, które nie znoszą zapachu papierosów, a Ciebie jednak tolerują. Ja nie byłabym w stanie mieć robionej twarzy, brwi, ba, nawet włosów przez osobę palącą. Po prostu ten smród mnie odrzuca. Nie tolerowałabym też palącego lekarza,no ale z takim nie spotkałam się chyba nigdy.
    Pozdr.
    Alicja

    ReplyDelete
  31. w UK to samo - mają jeszcze gratis fajne akcenty operatorów;)

    ReplyDelete
  32. Dwie godziny? To supreexpress! Ja przez pół roku nie mogłam się odczepić od banku, którego klientką już nie byłam....

    A kiedyś już chyba wspominałam, że koledze w rachunku za zużycie wody przez lata dopisywano ...konia! Którego to zwierza posiadał jego zmarły dawno dziadek!

    Biurokracja wiecznie żywa! Niczym towarzysz Lenin!

    ReplyDelete
  33. Ida--> Ty czarownica jestes?? :)) Wyobraz sobie, ze przyszlam dzis do pracy i mialm wiadomosc na telefonie od jakiegos derechtora od serwisu z Verizon z zapytaniem, czy jestem zadowolona, a jesli nie, to podal email, zeby napisac. Ja pierdykam, siadam jutro i pisze, a co mi zalezy, jak sie domagaja, to dostana:))) Wspanialy twierdzi, ze warto napisac, bo takie bledy to moga sie akurat przytrafiac tym co niekoniecznie sa tutaj w Stanach, a moga rownie dobrze mieszkac w Indiach, czy chooj wi gdzie.

    ReplyDelete
  34. Athina--> Pamietam mamy te same geny pod wzgledem papierowym:))

    ReplyDelete
  35. AthenaErgane--> Infolinie to akurat tutaj sa chyba wszystkie darmowe, ja przynajmniej nie pamietam, zadnej platnej. A przy przelaczeniu to zawsze czlowieka rozlacza, no takie zdolne som;))

    ReplyDelete
  36. Zante--> Hahaha to ladnego wywiadu malzonkowaty udzielil:)) I tak dobrze, ze nie powiedzial, ze pani w samochodzie zrobila mu laske:))))

    ReplyDelete
  37. Euforka--> witaj:) Bo to dziala na zasadzie "co sie polepszy to sie spieprzy" :))

    ReplyDelete
  38. Miauka--> Nic ino gryzc, kopac i patrzec czy rowno puchnie:)) To piratowanie nawet dziala, tyle, ze strasznie powoli chodzi, wiec nie ogladam zadnych filmikow i temu podobnych pierdolek, tylko czytam, albo pisze. No i wystarczy;))

    ReplyDelete
  39. Czarny(w)Pieprz--> Przeniesienie numeru to kwestia 24 godzin, tylko jak z czegos zrezygnujesz to sobie przypomna o tym 6 miesiecy pozniej i skasuja. No tak to bylo w moim przypadku. Telefony mozna przenoscic z tym samym numerem w obrebie tego samego kodu, bo kazda z glownych dzielnic(Manhattan ma juz 3, Queens i Brooklyn ma ten sam i chyba.. nie no nie bede sie madrzyc bo nie pamietam;)) ma inny kod telefoniczny

    ReplyDelete
  40. Ucieczka--> Owszem odstac w kolejeczce, to jest metoda, pod warunkiem, ze to stanie jest w tym samym miescie;)) W moim przypadku musialabym jechac do Albany:))
    Z papierzyskami widze, ze mamy bardzo podobnie;))

    ReplyDelete
  41. Kasiu--> No tak dokladnie to te papiery nie moga fruwac po calym zakladzie, bo jednak jakis porzadek musi byc. Klientki by to widzialy. Mam taki ladny koszyk i jak sie uzbiera to sru z koszyka do reklamowki firmowej i potem nastepna i nastepna reklamowka i tak sie uzbiera. A reklamowki sie chowa, albo w szafie gospodarczej;) albo pod lozkiem, bo pod moim lozkiem kosmetycznym jest calkiem pokazna szafka;)) To jest wszystko robione z glowa;/

    ReplyDelete
  42. Ucieczka--> Ja jestem Blizniak, ale zycie to tez lubie miec zaplanowane. Spontaniczne spotkania owszem, ale jakby mi ktos wreczyl bilet na jutro na nawet najcudowniejsze wakacje swiata, to bym mu przegryzla tetnice;)) Tego sie nauczylam w moim zawodzie, bo wiadomo jestem zalezna od klientek, wiec MUSZE planowac, chocbym nie chciala.

    ReplyDelete
  43. Ula--> Dobre z ta pielgrzymka:))) A zmiany operatora sa tutaj latwiejsze, bo Ty tylko zglaszasz nowemu, ze chcesz byc ich klientem i oni sami wystepuja do starego operatora o wszystko co jest im potrzebne.

    ReplyDelete
  44. Alicjo--> Wszystkie moje klientki wiedza, ze pale, wiekszosc mowi, ze nigdy nie czuje zapachu papierosow ode mnie. Od tego sa kropelki mietowe, cukierki, guma, myje sie rece itp.
    Z drugiej strony, to mnie to akurat nie interesuje, bo klient ma prawo isc gdzie chce, jak mu nie pasuje to nie przychodzi. Proste. Ja na ten przyklad nie chodze do lekarzy, ktorzy nigdy nie dotrzymuja czasu wizyty i sa spoznieni. Nie toleruje, ale lekarzowi nie wytykam, raz tylko wytknelam, o czym gdzies tu juz pisalam, bo sie niepotrzebnie zaczal tlumaczyc. Ja sie nie tlumacze z mojego nalogu, jak sie klientce nie podoba, jej problem, nie moj. Wolny kraj.

    ReplyDelete
  45. Miss--> Te akcenty to wlasnie operator Hindus na stale zamieszkujacy w Indiach, bo takich zatrudniaja za grosze. Miejscowy chicalby pieniadze, urlop, swiadczenia medyczne, a moze i co nie daj buk dla calej rodziny. Hindus robi niby te sama robote za jedna dziesiata tego wynagrodzenia, bez urlopu i bez swiadczen.

    ReplyDelete
  46. Zgago--> Tym koniem mnie zabilas:))))

    ReplyDelete
  47. W Polsce to jest zapisane,w umowie,że zmiana może potwać miesiąc.Znając dzisiejszą pogoń za klientem,robią wszystko,aby zniechęcić do zmiany operatora.
    I tak się dużo zmieniło na lepsze,niż było pięć lat temu.
    Przede wszystkim jest o wiele taniej.
    Pozdrawam Ula.

    ReplyDelete
  48. Cześć Stardust,
    Ależ ja nie cierpię takich straconych godzin na wyjaśnianiu pomyłek innych!
    Ale jesteś Wielka, bo się nie poddałaś, tylko wszystko wyjaśniłaś i załatwiłaś najlepiej dla siebie! :))
    Gratulacje serdeczne! Wyobrażam sobie, ile Cię to kosztowało.
    Jeszcze większe gratulacje z powodu pożegnania kolejnego kilograma. Im dalej, tym trudniej, więc z każdego kolejnego możesz i powinnaś być podwójnie dumna!

    Poza tym mam podobnie z rachunkami, ale mam od rozliczeń księgową, co mnie zmusza do comiesięcznego segregowania papierzysk, wsadzania ich do koperty i wysyłaniach ich do księgowej, często nawet pomaga mi w ich przewożeniu Mama.
    Ale teraz muszę jeszcze przeliczyć wszystkie moje tłumaczenia przysięgłe, gdzie indziej nie sklasyfikowane (na które nie wystawiałam faktur), zrobić z nich tabelkę, dostarczyć księgowej i dopiero będę miała spokój i szansę na rozliczenie 2009. Cudna robota, jak się możesz domyślać :)
    Więc trzymam kciuki za swoje i Twoje papierzyska.

    ReplyDelete
  49. a może kup sobie fajne pudło, jakies piękne, dekoracujne - i przez cały rok wrzucaj wszystkie papiórki jak leci. nic nie zginie i w ogóle.
    skoro i tak potem to wszystko segregujesz, to po co się męczyć?
    ładne pudło moze nawet dodac urody twojemu gabinetowi.

    ReplyDelete
  50. final tej sprawy (czyt. telefon do Wspanialego) podobal mi sie najbardziej :)))
    Wspanialy ma klawe zycie z Toba ;)

    ReplyDelete
  51. To jest po prostu Paragraf 22 jak w pysk :D
    Czy u Ciebie też już wiosna? Bo u mnie śnieg czarny powietrze ciepłe, i psie kupy powyłaziły.

    ReplyDelete
  52. Ula--> Ja to robie tak, ze jak wiem, ze sie przeprowadzam np. 1 kwietnia to dzownie do kampanii i zamawiam podlaczenie telefonu w nowym miejscu juz 30 marca, a wylaczenie go w starym 1 kwietnia. W ten sposob przez 2 dni telefon jest podlaczony pod dwoma adresami, ale nie ma przerwy w serwisie. Tak robie od 20 lat i dziala bez pudla:))

    ReplyDelete
  53. iw--> Ja tez mam ksiegowego, ale on jest od "wyzszych celow" po prostu nie oplaca mi sie placic za to co moge zrobic sama. Podatki kwartalne od sprzedazy i uslug robie sama, podatki od wyplat robi on, ale to idzie przez program i jest proste jak swinski ogon na deszczu. Wiec z nim widze sie tylko w sumie przed podatkami rocznymi, no i w sytuacjach kiedy z czyms nie moglabym sobie poradzic sama.
    Moj poprzedni ksiegowy przychodzil 8 razy do roku jak bol w dupie i kasowal mnie za to czego obecny mnie nauczyl i robie sama. W koncu robie to na Quick Books wiec to zadna filozofia. Moja ksiegowosc jest bardzo prosta w sumie;)

    ReplyDelete
  54. Foksal--> Tez tak se mysle, ze kupie ladne pudelko. tylko nie bardzo wiem, czy wypada prosic klientke lezaca na lezance, zeby to pudleko trzymala? :)))) Kobieto, ja nie moge zagracac, a i tak mam wystarczajaco pierdol;)

    ReplyDelete
  55. Ivonek--> No Wspanialy na brak rozrywek raczej nie powinien narzekac;))

    ReplyDelete
  56. Magneta--> Melduje stan na dzien dzisiejszy:
    Z nieba leci biale gowno, ktore nie jest zupelnie sniegiem, bo wielkie i mokre, trudno tez nazwac deszczem, bo jednak ma ten kurewsko bialy kolor.
    Jest szaro w sensie kolorystyki pogodowej;)
    Brak psich kup, wiec obawiam sie, ze u mnie do wiosny jeszcze daleko:((

    ReplyDelete
  57. Tak też było ,że wypowiedzenie zostało odpowiednio wcześniej złożone,ale w międzyczasie wynikły uchybienia w danych.I trzeba było czekać w nieskończonośc,jakby nie można było paroma kliknięciami sprawdzić.Przecież komputeryzacja ma ułatwiać życie;))no nie:)....a tu nadal dżungla:)

    ReplyDelete
  58. Papierzyska, firmy telekomunikacyjne ...
    Ale dostrzegam terapeutyczny wpływ Wspaniałego.

    ReplyDelete
  59. ja mogę w JuEsEju prawie wszystko robic, tylko nie dzwonic i gadac z firmami teleomunikacyjnymi! średni czas oczeiwania na połaczenie z żywym głosem AT&T (gdzie mam neta), to tak około pół godz!!!

    ale kiedyś koleżanka Hjuston podsuneła pomysł, żeby dzwonić na hiszpańską infolinię, a po połaczeniu przeprosić za pomyłkę i poprosić o połaczenie z angielsko-języczną. sprawdziłam - działa ;O)

    ja mam w AT&T jeszcze polską opcję. też czasami tak kombinuję - przez nich szybciej można się połaczyć z technicznymi od neta....

    ale generalnie to uchroń mnie bosze od telefonów do AT&T!!!

    pozdrówka!

    ReplyDelete
  60. a pod leżanką pudełko stać nie może?
    no bo teraz te reklamówki gdzie trzymasz? na pewno pod leżanką,hehe

    ReplyDelete
  61. Miło się Ciebie czyta :)
    Podziwiam, że przetrwałaś ten maraton rachunkowo-telefoniczny bo ja w takich sytuacjach nie zawsze zachowuję spokój ;)

    ReplyDelete
  62. Evek--> Dawno temu mialam AT&T tez niezla zaraza:)) Same shit, different name:))

    ReplyDelete
  63. Foksal--> Widze, ze za wszelka cene chcesz mnie uszczesliwic pudelkiem:)) tylko gdybys czytala, to doczytalabys, ze moja lezanka ma pod spodem skrzynie na storage, wiec nic nie moze stac pod lezanka. A w skrzyni to juz chyba nie ma roznicy, czy to jest pudelko, czy reklamowka? No chyba, ze jest roznica? ale i tak nie kupie pudelka:)))))

    ReplyDelete
  64. Aeljol--> Witam serdecznie i milo mi, ze czytasz:)) Rozgosc sie i wpadaj kiedy tylko zechcesz:))

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...