Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, February 11, 2010

Z nudow

W ubieglym tygodniu Wspanialy wrocil do domu z jakas sredniej wielkosci, zielona pilka pod pacha.
-- A to co?? - zapytalam.
-- Jakas dynia, a przynajmniej z rodziny dyniowatych
-- Bleee, wiesz, ze ja dynie uznaje tylko jako ozdobe na Halloween..
-- Ale ja tego nie kupilem tylko dostalem od mojej wspolpracownicy, to co mialem zrobic?
-- No dobra mister nice, a co JA teraz mam z tym zrobic?
-- Nie wiem.. ale moze.. jakos zjemy? - wyjakal niepewnie.
Jakos zjemy, jakos zjemy, zaczelam go przedrzezniac, bo ja nie jadam dyni tak samo jak nie jadam kukurydzy. Dynia jak juz wyzej napisalam to ozdoba, no ewentualnie pestki jak sa juz wysuszone, to moge poskubac. Kukurydza to z kolei pasza dla zwierzat, kukurydza moj dziadek karmil bydlo i kurczeta, to co ja rogacizna jestem?
Polozylam dynie na szafce z nadzieja ze zdechnie smiercia naturalna przez zapomnienie, albo sie przeistoczy w cudowny sposob w karete, najlepiej z ksieciem na stanie.
Nic z tego, dzien w dzien kabocha (tak sie nazywa) witala mnie zawistna ciemna zielenia z przeblyskami jasnego seledynu. Udawalam, ze nie widze, a czasem nawet pokazywalam jej srodkowy palec. A masz !!!
Ale wczoraj jak siedzielismy ze Wspanialym w domu, bo wiadomo sniezyca zawladnela miastem, a dynia znow poslala mi glupawe spojrzenie, mialam wrazenie, ze sie nawet wyszczerzyla szyderczo.
Najpierw zignorowalam.
Ale wiadomo jak to jest "w czasie deszczu dzieci sie nudza.."
Starzy tez sie nudza i tez miewaja glupie pomysly, wiec mnie z tych nudow przyszlo do glowy zrobic cos z kabucha. Tylko co? Pomysl musial byc na tyle oryginalny, zeby warto bylo przerwac slodka nude.
Zaczelam szukac po necie i znalazlam (!!!)
Dynia zapiekana na ostro-slodko. Rzucilam szybko okiem na przepis, cukier brazowy.. pieprz cayenne.. imbir.. cynamon (nie lubie, ale moge sie poswiecic).. galka muszkatolowa...
OK zrobie!! podjelam decyzje.
-- Przekroj te dynie na pol a potem polowe na jednocalowe polksiezyce - wydalam dyspozycje Wspanialemu, planujac, ze druga polowe dyni zrobie w weekend.
Polozylam dynie na desce do krojenia, Wspanialy wzial noz i zaczal sie do tego przymierzac, ale taka dynia wcale latwa do przekrojenia nie jest, wiec postanowil podostrzyc noz.
-- A jak sobie cos utne? - zapytal z przerazeniem w oczach.
-- To nie ostrz tego noza tak bardzo, a poza tym nic sobie nie utniesz. Za niski jestes i bedziesz kroil nie na stole tylko szafce kuchennej - rozwialam szybko jego watpliwosci.
Pokroil, ja w miedzyczasie wymieszalam wszystkie suche skladniki, wysmarowalam kawalki dyni olejem sezamowym i zaczelam obkladac mieszanka przypraw.
-- Czy my te dynie bedziemy mieli na obiad?
-- Nie na zaden obiad, tylko tak przed obiadem, przekaska taka, miedzy posilkami - wyjasnilam.
Pizgnelam dyniowe kawalki na blache do pieczenia i wsunelam do piekarnika, w polowie pieczenia, wyjelam i znow posypalam obficie mieszanka przypraw po drugiej stronie. Po kuchni roztaczal sie zapach karmelizowanego cukru i przypraw, nie powiem, ladny:)
Jak juz upieklam, to Wspanialy nakryl do stolu i podalam gotowy "wyrob".
Pachnialo ladnie, skarmelizowany cukier z dodatkiem imbiru i cayenne tworzyly ladna i smaczna skorupke, sprobowalam. Hmmm.. nawet dobre... ale to pod skorupka? bleeeee..
Zupelnie bez smaku, no jak...dynia....chyba?
Spojrzalam na Wspanialego. Jadl.
-- Smakuje Ci to? - zapytalam.
-- Owszem, moze byc, szczegolnie ten karmel dobry - odpowiedzial wymijajaco.
-- A mnie nie smakuje, fakt karmel da sie zjesc, ale ta cala reszta jest gorzej niz bleeee - powiedzialam z odpowiednia mina, wyrazajaca odraze.
Spojrzal na mnie, pomyslal chwile i powiedzial:
-- Jak dobrze, ze TY to powiedzialas, bo mnie tez nie smakuje..
-- To dlaczego jesz i mowisz, ze "owszem, moze byc"?
-- No.. bo jak juz przygotowalas, to zjem... wiesz doceniam, ze zrobilas...
Rece opadaja, no mowie, ze to "mister nice" jest.
Zebralam te talerze i wypieprzylam "wyrob" do smieci, a za chwile dorzucilam druga polowe dyni, te co to miala byc na weekend.
-- Jak to dobrze, ze ta dynia, to nie byl pomysl na obiad - powiedzial z radoscia w glosie Wspanialy.

35 comments:

  1. Mój tam ze mną się nie patyczkuje. Jak mu nie smakuje, to najpierw stroi miny, ostentacyjnie wącha, a na koniec odsuwa talerz i stwierdza: "nie będę tego jadł". ;-)

    ReplyDelete
  2. A tam, dynia jest pyszna, tylko trzeba odpowiedni przyprawić :) A zupa z dyni!!! mrrrr paluszki lizać. Koniecznie spróbujcie.

    ReplyDelete
  3. Magneta--> Zupe z dyni zjadlam raz z grzecznosci. No nie lubie warzywa, nie bede sie zmuszac.

    ReplyDelete
  4. Jakoś z dynią to mi się tylko kojarzy wydymuszka ze świeca w środku a smakowo to jakoś takie odległe jest :) Pozdrawiam

    ReplyDelete
  5. U mnie gotuje ON. I muszę zjadać cokolwiek podane bo inaczej zapada w artystyczną melancholię i mam 2 dni bez obiadu . :)

    ReplyDelete
  6. Dyni moja tolerancja kulinarna nie obejmuje. Kukurydza? No, może taka z puszki w jakiejś sałatce jedynie... Popcorn to ,,być dla mnie gwałtowna trucizna''!

    ReplyDelete
  7. Dobrze, że nie bije jak zupa za słona :-)

    ReplyDelete
  8. ehehehehehe to sie usmialam.... moj facet tez wszystko je zeby mi przykrosci nie robic... oprocz tlustego...

    ReplyDelete
  9. a to na pewno dynia byla? dynie nie są żółte ? ;) może zjedliście jaki element florystyczny co miał Ci gabinet ustroić i WYDZIWIACIE ! ;)))

    (osobiście kocham zupę z dyni - MNIAM :)

    ReplyDelete
  10. Z dyni to mi się najbardziej podobają pestki i to że w razie "W" można z niej karoce wyczarować;)

    ReplyDelete
  11. Czarny Ptaku--> To mamy bardzo podobnie:) bo mnie tez kojarzy sie to z jack-o-lantern a nie z jedzeniem. Tak samo ciasto z dyni!! No ludzie kochani, dynia to warzywo jesli juz ale deser zeby z tego robic? :)))

    ReplyDelete
  12. Czarny(w)Pieprz--> Ooo to masz dobrze:) U mnie ja gotuje a on sprzata:))) On nie narzeka na moje gotowanie, a ja jestem zadowolona ze sprzatania, bo sama, z reka na sercu, nie zrobilabym lepiej:)))

    ReplyDelete
  13. Ja tam uwielbiam wszelkie rodzaje dyni i kabaczków. W przygotowaniu wybieram najprostszą drogę. Myję, dziubię tu i tam widelcem, a potem gotuję we wrzątku. Jak jest miękka to i łatwo przekroić i obrać, a można też łyżką wyskrobać. Nadaje się wtedy do wszystkiego. Następnym razem zamiast gotować wystaw do ogrodu, to wiewióry wydłubią dziurę i zjedzą zawartość.

    ReplyDelete
  14. Zgago--> A ja kukurydze to wlasnie moge w ostatecznosci w postaci papcornu, bo nie wyglada jak kukurydza. I nie przypomina mi jak ciotka na wsi grzmocila ziemniaki z kukurydza jako pasze dla swin:)))

    ReplyDelete
  15. Lorenhannah--> Moj dopiero kilka miesiecy po zjedzeniu pierwszego w swoim zyciu bigosu przyznal sie delikatnie, ze w zasadzie to moglby zyc bez tego, ale jak koniecznie musze, to i owszem zje;))) Flakow tez nie lubi, ale jak robie (raz na kilka lat) to wypija rosol z nich, zostawiajac flaki nieruszone:))

    ReplyDelete
  16. Spt--> Tu jest zatrzesienie roznych odmian dyni, od prawie bialych do bardzo ciemno zielonych i roznych rozmiarow i ksztaltow. Dynia na 100% to byla:)))

    ReplyDelete
  17. Nivejko--> NO lezala malpa na szafce przez tydzien i zeby chociaz jej jakies kolko uroslo? nic, musi zla dynia:))))

    ReplyDelete
  18. AnetaCuse--> Kochana NASTEPNEGO razu to po prostu nie bedzie:))))

    ReplyDelete
  19. Oj, słodki ten twój mężuś ;))
    Żeby nie urazić i całą pewnie by zjadł. Bohater i gentelmen ;)))Pozazdrościć :))))
    Ale ja dynie też nie ten tego :))))

    ReplyDelete
  20. O, ja mam tak z wieloma warzywami. Co jakiś czas się zmuszam do szparagów, jak sezon, po czym zjadam ten pyszny sos bądź ser, co je w nim i z nim zapiekam, a szparagi zostawiam. Brukselka jest niesmaczna (chyba że jedna-dwie w jarzynowej i ginie w reszcie warzyw), pietruszki nie lubię, a z dyni zwyczajnie nie umiem. Pewnie teraz zacznę, bo dynia jest na liście warzyw wprowadzanych w 6 miesiącu ;-)

    ReplyDelete
  21. CalaJa--> No on by sie na pewno nie przyznal, ze mu to nie smakuje, tylko by sie katowal:)) Taki typ i pod kazdym wzgledem taki jest, sam sie ukatuje, aby komus zrobic przyjemnosc.

    ReplyDelete
  22. Zuzanko--> No tak w 6 miesiacu to mozna dynie wprowadzac, ale po 50ce czy 60ce to juz chyba nie ma obowiazku:)))) No zdecydowanie mi nie po drodze z ta dynia. A rozne inne warzywa bardzo chetnie odkrywam i przyznam, ze nawet lubie.

    ReplyDelete
  23. Nie lubię dyni, ale będąc w Italii nauczyłam się robić pyszne dyniowe rizzotto. I pewnie dlatego mi smakuje, że kompletnie nie czuć go dynią :)) I robi się je bardzo prosto. Wrzucasz na patelnię z odrobiną oliwy pokrojoną na kostkę dynię i czekasz aż się prawie rozpuści, na koniec dodajesz ryż i warzywko i już gotowe. Doprawiasz do smaku jak Ci tam pasuje. To jedyna potrawa z dyni , którą jadam. A mój mąż też nigdy się nie skarży , najwyżej prosi o pieprz i wtedy wiem, że mu nie smakuje:)

    ReplyDelete
  24. w tym roku (korzystajac z uslug farmy ekologicznej ktora tydzien w tydzien slala dynie i inne dyniopodobne), nauczylam sie gotowac potrawy z dyn, butter squash itepe. szczerze mowiac, wczesniej nie docenialam, a teraz uwielbiam :)))

    ReplyDelete
  25. Kiciu--> Prosi o pieprz:)) Moj nigdy nie prosi o pieprz, bo ja akurat pieprz kocham, jak i wszystkie ostrosci, wiec jesli ktos prosi to tylko o "odpieprzenie" potrawy. Rizzotto lubie, ale poniewaz staram sie unikac potraw macznych, ziemniakow i ryzu to jemy sporadycznie. Chociaz ryz i tak czesciej niz makarony czy ziemniaki. Ale jak robie rizzotto to z dodatkami, ktore raczej lubie;)) Dynia miala juz jedna szanse i jej podziekujemy:))

    ReplyDelete
  26. b.--> Ja rozumiem, ze sie mozna przekonac, ja sie ostatnio przekonuje do wielu warzyw, ktorych wczesniej nie jadlam, ale dynia to strasznie maczaste jest. Wspanialy mnie tu uswiadamial, ze jego matka robila czasem jakies zarelko z dyni wlsnie gotowanej i ciapanej w sporej ilosci masla, dla wilgotnosci. Eeee dam sobie spokoj i tak to do mnie nie przemawia;) W zyciu nie przyszloby mi do glowy kupic dynie, gdyby nie to ze ktos mu ja podarowal, to nie byloby problemu.

    ReplyDelete
  27. Stardust... ten moj sie nie przyznaje nawet po miesiacach bo sie boi ze zaczne gderac ze mi od razu nie powiedzial... dzisiaj sobie kupil 4 paczki i pomimo wyliczenia - mojego ile km bedzie musial biegac zeby sie tego pozbyc jadl paczki na sniadanie, obiad, podwieczorek i kolacje.... a na wieczor wyklikal na gadu-gadu do mojej mamy linka z propozycja nowego slodkiego menu w knajpce... no i wyszlo ze ja jade na weekend do wroclawia a oni do knajpki na slodycze ;)))).....

    ReplyDelete
  28. Lorenhannah--> Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze moj to moglby spokojnie zjesc tuzin paczkow i tez by nie przybyl na wadze. To jest typ, ktory nosi ten sam rozmiar spodni od czasow studiow a pojutrze skonczy 62 lata:)) To ja musze uwazac, na kalorie, slorie, tluszcze, maczaste i inne duperele.

    ReplyDelete
  29. trzeba było zamrozić i trzymać do Halloween'u - jaka by była oszczędność w dobie post-recesji! ;O) albo podarować... sąsiadom ;O)

    ReplyDelete
  30. Wspaniały jest kochany. Nie chciał ci przykrości zrobić - bardzo go lubię.
    Jesteście świetni

    ReplyDelete
  31. Dynia to sie nadaje najlepiej na zupe oraz pumpkin pie.
    Cala reszta... do zsypu, jak to ladnie okreslilas :)

    ReplyDelete
  32. O, dynię dobrą jadłam raz. U sąsiadów. Była opanierowana i usmażona, a potem wrzucona do zapiekanki z boczkiem, pomidorami, czymś tam jeszcze i posypana serem. To było niezłe, ale zgubiłam przepis oczywiście ;-)

    ReplyDelete
  33. Oj Stardust, ale Ty to wybredna jesteś. Przecież jak mówi porzekadło:"darowanemu koniowi się w zęby nie zagląda". Jednak widać, że nie był to trafiony podarunek, no ale zawsze to coś hehe.Osobiście też nie przepadam za tego typu warzywami. Aczkolwiek dynia w zalewie słodko-kwaśnej to mi raczej smakuje. Z patisonów smażyłam kotlety a'la schabowe. Też ujdą w tłoku. Jak to się mówi, ile gustów tyle smaków. Lea

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...