Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, February 17, 2010

Zawrotne tempo

Jak juz umiejscowilam Potomka w szkole, to mialam wiecej czasu, ale tez i wiecej spraw na glowie.
Nagle zycie nabralo tempa, bo trzeba bylo zalatwic mieszkanie, wiec musialam pojechac zlozyc wniosek o mieszkanie miejskie. Owczesny mial juz upatrzone osiedle, na ktorym chcielismy zamieszkac, mieszkalo tam juz 5 polskich rodzin. Menadzerem osiedla byl polski zyd, ktory bardzo chetnie przyjmowal Polakow i Rosjan, bo wiedzial, ze to sa z reguly ludzie dbajacy o mieszkania i nie sprawiajacy klopotow.
Pojechalam wiec, zlozylam dokumenty i mielismy czekac, okres oczekiwania na takie mieszkanie moze wynosic od 3 miesiecy do 3 lat, w zaleznosci od rotacji lokatorow, nalezalo sie wiec uzbroic w cierpliwosc.
Zapisalam sie tez na te kursy angielskiego, o ktorych pisalam wczesniej.
Do tego trzeba sie bylo zajac domem, wiadomo zakupy, sprzatanie, pranie, gotowanie, odprowadzanie i przyprowadzanie dziecka ze szkoly.
No nie powiem, na nadmiar czasu nie moglam narzekac.
Pralnie mielismy dwie ulice dalej i wlascicielem byl Rosjanin, Owczesny poszedl tam raz ze mna, zeby mi pokazac jak to wszystko dziala, przedstawil mnie tez wlascicielowi, na wypadek gdybym potrzebowala pomocy, to mialam pytac.
No tak, pytac, tylko Owczesny nie mial pojecia, ze ja nie mowie po rosyjsku, bo mam blokade;)
Dlatego tez jak Potomek zginal tego pierwszego dnia w szkole, to nie powiedzialam, ze mowie po rosyjsku, tylko po francusku, bo chyba zdecydowanie byloby mi latwiej przypomniec sobie cos z francuskiego niz rosyjskiego, mimo, ze przeciez rosyjski mialam jako przedmiot obowiazkowy przez lata cale.
Ale ja nie chcialam sie uczyc rosyjskiego, bo uznawalam go za jezyk okupanta.
Nawet pamietam jak ojciec tlumaczyl mi kiedys, ze mimo wszystko warto znac jezyk wroga, no to znalam, na tyle, zeby zdac i nic poza tym. A jak sie czlowiek uczy bez checi i bez serca, to zaraz zapomina.
Wiec w tej pralni to jakos sobie i radzilam bez niczyjej pomocy, ale co dziwne, wlasicicel wiecznie do mnie przychodzil i cos zagajal po rosyjsku, a ja ni w zab.
Wreszcie powiedzialam Owczesnemu, ze nie wiem o co temu facetowi chodzi, bo ja nie rozumiem, a moze nawet jak troche rozumiem to nie potrafie mowic.
Poszlismy tam kiedys znow razem i Owczesny wyjasnil, ze ja nie gramotna po rosyjsku jestem.
-- A skad zes Ty wytrzasnal Polke, ktora nie mowi po rosyjsku? - wrzasnal wlasciciel, ale od tej pory mialam spokoj, bo juz mnie nie zaczepial.
Przyznam, ze uplynelo wiele lat zanim sie przekonalam do rosyjskiego i Rosjan, no taka natura. Dopiero lata pozniej jak pracowalam z dwoma Rosjankami to mi przeszlo, ale i tak nie moglam z nimi pogadac po rosyjsku tylko po angielsku, do dzis nie potrafie powiedziec wiecej niz kilka zwrotow grzecznosciowych i ewentutalnie kilka pojedynczych slow.
Z kolei w tej szkole angielskiego, byla cala masa Koreanczykow, Chinczykow i tylko troje Polakow, ja, jakis facet i jeszcze jedna kobitka, tak na oko z 10 lat starsza ode mnie.
Ten facet i ta kobieta byli juz w Stanach od kilku lat i najbardziej wkurzalo mnie, ze angielskiego nie znali, bo zaczeli kurs od podstawowego poziomu, dokladnie tak samo jak ja, ale po polsku to juz probowali rozmawiac w jakis bardzo dziwny sposob, uzywajac skladni zdan z angielskiego.
No nie wiem, bo ja do dzis po 25 latach jak rozmawiam z kims po polsku, to pytam "ile masz lat?" a nie "jaki stary jestes?" albo ona kiedys powiedziala "boli mnie moja glowa" nozesz w morde jeza, a co moja ja miala bolec? I to ciagle "czy lubisz?" zamiast "czy ci sie podoba?", "pokazywali na telewizji" zamiast "pokazywali w telewizji" Bardzo mi to nie pasowalo, wiec raczej nie zakumplowalam sie z nimi.
Jeszcze gorzej bylo z Koreanczykami i Chinczykami, bo z nimi to nawet po angielsku sie ciezko dogadac, akcent maja przewaznie bardzo silny i zupelnie inny niz nasze, slowianskie akcenty.
W sumie nauka w tej szkole szla jak krew ze slabo rozbitego nosa, tym bardziej, ze tych wszystkich Azjatow trzeba bylo najpierw nauczyc pisania alfabetu.
Ale ambitnie jezdzilam, od polowy listopada do konca grudnia. Potem byla przerwa swiateczna i zaraz na poczatku stycznia zmarl moj Ojciec i wyladowalam w szpitalu.
Do szpitala zabralam ze soba jeden z moich przywiezionych z Polski podrecznikow, obok lezala starsza pani, ktora na okraglo mimo moich oporow "rozmawiala" ze mna. Opory mialam, bo co i rusz musialam szukac w slowniku jakiegos slowa, albo dawalam kobiecie slownik i prosilam zeby znalazla to slowo, ktorego ja nie rozumialam. Z innego odzialu lekarze sprowadzali pracujaca tam Polke i ta sluzyla jako tlumacz, ale jak jej nie bylo to musialam sobie radzic sama, tym bardziej, ze sasiadka z sali zapewnila lekarzy, ze ja MOWIE po angielsku, bo skoro ona sie ze mna potrafi porozumiec, to i oni nie powinni miec problemu.
Najwiekszy problem mialam z akcentem, za cholere nie rozumialam co do mnie mowia, zwlaszcza jak ktos mowil szybko i nie nadazylam obserwowac ruchu ust osoby mowiacej.
Pani sasiadka, powiedziala kiedys do pielegniarki, ktorej nie moglam zrozumiec:
-- Napisz jej pytania i ona Ci odpowie.
I tak tez sie stalo, jak zobaczylam pytania na kartce to nie mialam problemu ze zrozumieniem, ani z odpowiedziami. Dotarlo wtedy do mnie, ze samo siedzenie nad ksiazkami nie wystarcza, ze musze sie zaczac zmuszac do mowienia, a przede wszystkim musze zaczac ogladac telewizje i sluchac radia. Nawet jesli nie rozumiem, to oslucham sie samego akcentu.
Z takim postanowieniem opuscilam szpital po 4 dniach.
Przez jakis czas jeszcze nie moglam poruszac sie samodzielnie po miescie z obawy, ze zemdleje, a mdlalam jak kawka. Balam sie, ze jak mi sie przytrafi zemdlec w pociagu, to nie bede umiala wyjasnic, ze to w sumie nic powaznego, a tylko na tle stresowym i znow wyladuje w szpitalu, a na to nie bylo nas stac.
Tak wiec opuscilam 6 tygodni mojej nauki w szkole jezyka, ale przez te 6 tygodni uczylam sie sama w domu. Nie wiem czy ktos pamieta taka serie kisazek do nauki jezykow, byla ksiazka pt. "Jezyk angielski dla poczatkujacych" i potem "Jezyk angielski dla zaawansowanych". Uczylam sie glownie z tych ksiazek.
Oczywiscie na poczatek bylam na etapie poczatkujacym, te ksiazki byly o tyle dobre, ze po kazdej lekcji byly cwiczenia, ktore ja sumiennie odrabialam., a po 10 lekcjach robilam sobie sama "klasowke" czyli musialam zrobic 10 ostatnich cwiczen z kazdej lekcji. Ostatnim cwiczeniem po kazdej lekcji bylo "przetlumacz z polskiego na angielski". Jesli udalo mi sie zrobic wszystkie 10 cwiczen bezblednie to moglam zaczynac nastepna dziesiatke lekcji, jesli zrobilam blad w jakims cwiczeniu to wracalam do tej konkeretnej lekcji. Cwiczenia typu "przetlumacz z... na..." byly bardzo dobrym sprawdzianem, bo wychodzilo w nich wszystko, nie tylko zasob slownictwa, ale i gramatyka.
Nigdy w zyciu nie przylozylam sie do zadnej nauki tak solidnie jak do angielskiego;)
Oprocz tego jak cos robilam w domu, to staralam sie miec zawsze wlaczone radio, telewizji nigdy nie lubilam, wiec jakos nie moglam sie przekonac. Cokolwiek robilam to nazywalam te czynnosc mowiac glosno sama do siebie po angielsku, z Vicky zazyczylam sobie rozmawiac po angielsku, chociaz Vicky mowila bardzo niedbalym jezykiem, wiec to nie byl najlepszy wybor, ale na bezrybiu i rak ryba.
W ten sposob po 6 tygodniach pojechalam z powrotem do szkoly jezyka, z zamiarem kontynuowania nauki.
Ale jak przyjechalam to pani w biurze powiedziala mi, ze moja grupa przeszla juz na drugi poziom, a ja po 6 tygodniach nieobecnosci musze zaczac od nowa z jakas nowa grupa z pierwszego poziomu.
Bardzo mi sie to nie spodobalo i uparlam sie, ze ja chce dolaczyc do "mojej" grupy.
Wtedy pani, powiedziala, ze owszem, ale musze zdac egzamin oceniajacy moje wiadomosci.
-- Daj mi ten egzamin - odpowiedzialam butnie.
Dala mi kilka arkuszow papierzysk z cwiczeniami, siadlam i zaczelam pisac. Po niecalej godzinie oddalam papiery i paniusia kazala mi czekac na decyzje nauczyciela ktory sprawdzal moje cwiczenia.
Po 20 minutach przyszedl ten nauczyciel i mowi:
-- Twoja wiedza kwalifikuje Cie na trzeci poziom, wiec spokojnie mozesz wyprzedzic swoja grupe i dolaczyc do grupy trzeciego poziomu.
-- A to ja podziekuje i bede robic w domu to co robie - odpowiedzialam i poszlam sobie.
Po jaka jasna anielke mialabym tracic tyle godzin czasu na dojazd i nauke, skoro sama robilam to lepiej i szybciej w domu, jednoczesnie zajmujac sie domem.
I tak skonczyla sie moja bezplatna edukacja w szkole jezyka. Warto tylko wspomniec, ze nie dosc, ze szkola byla darmowa, to jeszcze placili za przejazdy z domu do szkoly i z powrotem.
Wszelkie koszty uczeszczania na ten kurs jezyka byly pokrywane z funduszy miasta.
Zaraz na poczatku lutego dostalismy zawiadomienie, ze mozemy sie przeprowadzic do naszego nowego mieszkania od 1 marca. Mialam wiec dodatkowe zajecie z zakupami, roznych sprzetow, bo tutaj, do tej pory korzystalismy z niektorych rzeczy, ktore byly wlasnoscia Vicky.
Skoro o mieszkaniu mowa, to musze napisac jak wyglada wynajmowanie mieszkan w Stanach.
A wiec, tutaj wynajmuje sie mieszkania z wyposazeniem, czyli kazde mieszkanie MUSI miec wyposazona lazienke i kuchnie. Nie ma czegos takiego jak kupowanie sobie wlasniej kuchenki, lodowki czy tez umywalki, to wszystko musi BYC juz w mieszkaniu.
Sa wyrazne przepisy okreslajace, ze mieszkanie musi miec wanne, lub brodzik z prysznicem, kibelek, szafke lazienkowa stojaca na podlodze i druga wiszaca tzw. medicine cabinet, czyli szafka na lekarstwa. Tu akurat uwazam, ze to glupota, bo kto przy zdrowych zmyslach trzymalby lekarstwa w lazience gdzie wiadomo jest zwykle goraco i parno, wiec ja te szafke wykorzystuje na przechowywanie kosmetykow do pielegnacji cery.
Ale to juz mniej istotne, wazne, ze taka szafka musi byc, jest z reguly zawieszona nad umywalka i posiada lustro, czyli mozna sie przy niej golic, klepac po gebie, czesac itp.
Kuchnia musi byc wyposazona w kuchenke, lodowke i szafki kuchenne, tak stojace jak i wiszace, w tym przyapdku im wiecej szafek tym lepiej. Narazie skupie sie nad mieszkaniami miejskimi (slumsy) bo takie wlasnie dostalismy. Przepis mowi, ze rodzina musi miec odpowiednia ilosc sypialni, czyli osobna sypialnia dla malzenstwa i osobne sypialnie dla dzieci. W przypadku dzieci jesli sa jednej plci mozna je umiescic w tej samej sypialni, jesli rodzina sklada sie z dzieckow roznej plci to dziewczynki nie moga dzielic sypialni z chlopcami. Podlogi musza byc wylozone plytkami, sciany pomalowane. Juz teraz nie pamietam, ale sprzety wyposazenia kuchennego i lazienki maja jakis okreslony czas uzywalnosci i po uplywie okreslonej liczby lat podlegaja wymianie, nawet jesli sa sprawne. Tak bylo z nasza kuchenka, byla sprawna, ale mimo to zostala wymieniona na nowa zanim sie wprowadzilismy, bo juz uplynely lata jej zywotnosci.
Sypialnie maja dodatkowo szafy wbudowane juz w scianach, oprocz tego w przedpokoju sa dodatkowe szafy rowniez wbudowane, jedna przy wejsciu na odziez wierzchnia, oprocz tego czesto spotyka sie obok szafe gospodarcza, na srodki czyszczace i sprzet do sprzatania (odkurzacz, szczotki, mopy itp.) Jest rowniez w przedpokojach, przewaznie gdzies miedzy sypialniami specjalna szafa na posciel (z polkami).
W systemie mieszkan miejskich jest tez wyrazny przepis mowiacy, ze mieszkanie ma byc malowane raz na 3 lata na koszt miasta, przychodzi wtedy komisja, ktora ustala jakie naprawy trzeba wykonac przed malowaniem i ustala z lokatorami termin malowania. Obowiazkiem lokatorow jest tylko przygotowac mieszkanie dla wejscia malarzy i ewentualnej ekipy naprawiaczy.
Tak to wyglada w mieszkaniach miejskich, ktore rzadza sie konkertnymi przepisami prawnymi.
A jak w prywatnych?
Bardzo podobnie, wlascicieli domow, ktore maja 6 i wiecej mieszkan do wynajecia obowiazuja te same przepisy, z tym, ze tutaj lokator musi raczej egzekwowac pewne rzeczy od wlasciciela, nie zawsze, ale coraz czesciej sie zdarza, ze np. trzeba sie upomniec o malowanie. Najczesciej stosowana praktyka jest malowanie samodzielne i zwrot kosztow przez wlasciciela lacznie z kosztami robocizny nawet jesli malujemy sami.
W domach mniejszych niz 6-rodzinne w sumie tego typu przepisy nie obowiazuja, ale ZAWSZE mieszkanie musi byc wyposazone w to co wymienilam wyzej.
Obecnie mieszkamy w domu 2-rodzinnym i tutaj mamy dwie lazienki, jedna z kabina prysznica, umywalka, sedesem i szafka wiszaca, druga ma kabine prysznica, sedes, bidet, umywalkie, jacuzzi i szafke stojaca pod umywalka, lustro nad umwyalka i oprocz tego jest waska szafka od podlogi az do sufitu na reczniki.
W kuchni mamy kuchenke, lodowke, zmywarke do naczyn, mikrofalowke, caly rzad szafek stojacych i wiszacych po dwoch scianach. Nawet byl tutaj okragly stol kuchenny robiony z tych samych materialow co wszystkie szafki, ale ja prosilam, zeby go usuneli bo przeciez mam moj wlasny stol no i okragly zajmuje wiecej miejsca, a nas jest tylko dwoje, wiec raczej wole miec wiecej miejsca niz ogromny stol.
Oprocz tego tutaj byl pokoj-pralnia juz z pralka i suszarka, ale tez prosilam, zeby to usuneli i zrobilam sobie z tego pokoju biuro.
Mieszkanie w takim malym prywatnym domu ma ten mankament, ze sprzety nie podlegaja wymianie dopoki dzialaja, moje ciagle dzialaja, chociaz marzy mi sie zeby lodowka przestala dzialac;))
Nigdy nie slyszalam zeby ktos wynajmowal mieszkanie bez kuchenki, lodowki czy podobnych sprzetow. Nawet jak ktos sprzedaje dom, to te rzeczy zwykle sprzedajacy kupuje nowe, zeby podniesc wartosc domu. W prywatnych mieszkaniach czesto podlogi sa wylozone karpetem od sciany do sciany, najczesciej gospodarz wymienia ten karpet na nowy jesli szuka nowych lokatorow, lub jest to sprawa do ustalenia przy podpisaniu umowy. Moje poprzednie mieszkanie mialo taki karpet (stary) a pod spodem drewniana podloge w calkiem dobrym stanie, wiec poprosilam gospodarzy o zdjecie starego karpetu i odswiezenie podlogi.
Bardzo mi sie podoba ten system, bo czlowiek nie bierze slubu z lodowka i nie przewozi jej z jednej chalupy do drugiej, ani tez nie jest przypisany do mieszkania czy tez sprzetow.
Tutaj ludzie przeprowadzaja sie naprawde czesto i nikt nie inwestuje w wyposazenie czyjegos domu, a gospodarze jesli wynajmowanie jest dla nich zrodlem dochodu maja obowiazek dbac o swoje mienie.
W takim ukladzie mozna sie przeprowadzac z jednego mieszkania do drugiego majac tylko lozka, stol i krzesla, tyle mniej wiecej mielismy wyprowadzajac sie od Vicky.

73 comments:

  1. Ja tylko dodam, że akcent mamy słowiański a nie słowacki:))))
    Z przyjemnością przeczytałam do popołudniowej kawki. A książka to nie czasem taki grubasek z różową okładką? Z takiej się kiedyś uczyłam - wydana chyba w końcu lat 70 albo początkiem lat 80. Pozdrawiam:)

    ReplyDelete
  2. Czarny(w)Pieprz--> Dzieki za korekte, zaraz odszukam i poprawie. Juz nie pamietam jak ta ksiazka wygladala, zdecydowanie grubasek i ta dla zaawansowanych rowniez gruba. Wydane musialy byc koncowka 70 albo poczatek 80 bo ja wyjechalam pod koniec wrzesnia 84 wiec bardzo pasuje. Ksiazke oddalam w swiat, zeby sluzyla nowym emigrantom, mam nadzieje ze sluzyla tak dobrze jak mnie:))

    ReplyDelete
  3. No to i ja dodam swoje 3 grosze: "karpet" to jest wykładzina lub dywan.

    W mojej okolicy wymiana sprzętów na nowe przed sprzedażą domu nie jest regułą, a czasem nawet sprzedaje się dom bez np. kuchenki czy pralki, ale to faktycznie rzadkość. A propos wynajmu dodam jeszcze, że jest cała masa regulaminowych ograniczeń w zależności od placówki, np. zakaz posiadania żywej choinki na święta czy zwierząt.

    ReplyDelete
  4. Jak się człowiek naprawdę uprze, jest w stanie się lepiej nauczyć języka samodzielnie niż na zajęciach w grupie. Co prawda angielskiego naumiałam się w szkole a potem już w dorosłym życiu doszlifowałam kontaktami z Amerykańcami, natomiast właśnie w taki samodzielny sposób uczyłam się hiszpana. Początkowo książki, potem radio, TV, a przy sobie zawsze dyżurny słownik i tablice koniugacyjne. No i kontakt z nativos :D. Po paru miesiącach takiej nauki było jasne, że na kursie bym się w życiu tyle nie nauczyła w takim czasie. Tak że gratuluję samozaparcia i efektów :).

    ReplyDelete
  5. Teraz wiekszosc ludzi mowi przeczytane/znaleznione/bylem "na internecie" (on the internet). Wrrrrr....

    ReplyDelete
  6. Tak szybko piszesz, że nie nadążam komentować;):)

    ReplyDelete
  7. ja powiem ze to boskie!!!
    serio. rewelacja. tutaj w polsce niby sa do wynajecia mieszkania umeblowane, jasne jasne, no ale nie we wszystko i nie ze oni mi maluja, odnawiaja czy wymieniaja :) i nie ponosi sie z tego tytulu kosztow? a ze tak spytam... powiec najogledniej, nie bede sie doszukiwac czy to Twoja cena czy inna, taka srednia sredniej wynajecia mieszkania, powiedzmy ze juz nawet 6scio rodzinnego, nie na odleglym suburbs. Ile wynosi? Tak z czystej ciekawosci sie pytam ;)

    I wlasnie nadrobilam 3 notki i juz mam metlik co w ktorej bylo ;)... Ale rozmowa z klientka o tym jej mezu co ma wyrzuty - bardzo dobrze jej powiedzialas, madrze i slusznie. pertycypowac. ;)
    A Vincent zle zagral zdecydowanie, tez bym do niego nie wrocila, bo w sumie wiecej przynioslo (tak jak przy okazji jezyka angielskiego) twoje wlasne zainteresowanie i to co robilas sama, niz takie guiding. Dlatego mimo potrzeby, nie moge sie przekonac by isc do dietetyka - zasady wszystkie znam, wiem co ile ma kalorii, ale nie umime tego zlozyc w calosc bo brakuje elementu silnej woli i motywacji, a taki tam dietetyk mnie nie zmotywuje.

    ;) pozdrawiam!

    ReplyDelete
  8. Fajnie tak czytać, jak sobie radziłaś... A karpet to chyba wykładzina :)
    Mój angielski ciągle sobie obiecuję poprawić, ale jakoś ciężko mi się zebrać, bo ciągle jest coś ważniejszego. Ale skoro Tobie się udało, to może i ja się wreszcie za siebie wezmę!
    Pozdrawiam, resztę zaległości doczytam :)

    ReplyDelete
  9. kurcze ja to jednak w Ameryce zamieszkać bym nie mogła, strasznie stała w uczuciach jestem i przywiazuje sie rowniez do przedmiotow, sama sciany maluje i to dosyc czesto bo uwielbiam takie zmiany ale w takim mieszkaniu jak piszesz to czulabym sie jak nie u siebie, zdecydowanie to nie dla mnie takie przemieszczanie. Zazdroszcze i podziwiam z ty angielskim ja antytalencie jezykowe jestem i tak z sama z siebie to nie ma szans zebym zaczela sie uczyc a doskwiera mi brak znajomosci doskwiera, moze kiedys dorosne do tego zeby się nauczyc....może

    ReplyDelete
  10. AnetaCuse--> Co sie dzieje? Dopiero kilka dni temu wyczytalam u Niny, ze ponoc posiadanie pralki jest w Stanach ewenementem:))) Dzis Ty mi piszesz o zakazie posiadania choinki. Kobiety, skad Wy bierzecie te przepisy??? W zyciu o czyms takim nie slyszalam, owszem posiadanie psow i kotow to sie zgadzam, ale w tym przypadku jestem akurat szczesliwa. Natomiast nigdy nie mialam zadnych innych ograniczen. Choinka????? To chyba mial byc zart? prosze powiedz, ze to zart:)))))
    Owszem w mieszkaniach miejskich byl zakaz samodzielnego malowania zwlaszcza z uzyciem roznych kolorow, ale nic poza tym. Moje poprzednie mieszkanie wymalowalam, na zielen, fiolet, pomarancz i niebieski, z ciemnymi dodatkami i tez sie nikt nie czepial. Nawet sobie nie zazyczono zebym przemalowala przed przeprowadzka, a tego sie spodziewalam. I zwrocono mi caly depozyt co do grosza. Mieszkalam tam niecale 10 lat.

    ReplyDelete
  11. Stardust, to nie żart. Zauważ, że ja nie generalizuję, tylko wyraźnie napisałam "ograniczeń w zależności od placówki," a pisałam z własnego doświadcznia. W pierwszym (i jedynym) wynajmowanym przeze mnie i męża mieszkaniu w połowie listopada wywieszono ogłoszenia, że nie wolno mieć żywej choinki ze względu na zagrożenie pożarowe. To było nasze pierwsze "gniazdko" i braliśmy ślub w Sylwestra, więc strasznie byłam tym rozczarowana. Skończyliśmy na drzewku w doniczce.

    ReplyDelete
  12. A na jakiej wizie wjechalas do USA?

    ReplyDelete
  13. PS.: "Żywa" choinka to ścinana z lasu. Tych w doniczce i sztucznych nie zabraniali.

    ReplyDelete
  14. AthenaErgane--> Jak czlowiek musi, to sie i zaprzec potrafi:)))

    ReplyDelete
  15. Czarownico--> No wlasnie takim jezykiem mowila Vicky, niby po polsku, ale skladnia zdania angielska, albo po angielsku, ale nagle z grubej rury wrzucala jakies slowo polskie zupelnie w dodatku nie pasujace. To Vicky miala chociaz wytlumaczenie, ze sie tutaj urodzila i polskiego nauczyla sie tylko od rodzicow. Ale jak Polacy, po 2 latach zaczynaja tak mowic, to dostaje gesiej skorki, szczekam i uciekam gdzie pieprz rosnie.

    ReplyDelete
  16. Miss--> To byl chwilowi wscik weny:))) Pewnie szybko nastapi jakis zastoj:)

    ReplyDelete
  17. b.--> Siem mnie zapomnialo, teraz juz pewnie bede pamietac ta wykladzine do konca zycia:))))

    ReplyDelete
  18. Ucieczka--> Pewnie, ze boskie:)) zwlaszcza dla takich jak ja, co to sa absolutnymi przeciwnikami posiadania nieruchomosci. Nie mam pojecia ile moze kosztowac wynajecie calego domu, bo to zalezy od wielkosci i polozenia. Dodatkowo nie sadze, zeby ktos wynajmowal caly 6cio rodzinny dom, w takim wypadku sie kupuje.
    Ja mysle, ze w Polsce rynek wynajmowania mieszkan jest ciagle w powijakach, ludzie sie przede wszystkim boja tak jedna jak i druga strona.
    I dla wyjasnienia, te mieszkania, o ktorych pisalam to sa mieszkania NIEumeblowane. Legalnie nie wolno wynajac mieszkania bez kuchenki czy lodowki czy tez szafek kuchennych i lazienkowych. Mieszkania umeblowane to juz byloby z lozkami, stolem, krzeslami, regalami to zupelnie inna sprawa. Umeblowane mieszkania wynajmuja tylko studenci.

    ReplyDelete
  19. iw--> Bylas zajeta wiec nie mialas czasu, to normalne, ale juz wiem, ze praca przyniosla oczekiwane skutki i to najwazniejsze:))

    ReplyDelete
  20. Malgoska--> To wszystko jest wzgledne, bo tylko w mieszkaniach miejskich musisz byc zdana na malowanie i kolory jakie przewiduje zarzad. Pisalam juz w odpowiedzi dla Anety, ze ja malowalam poprzednie mieszkanie i to na takie kolory, ze nikt normalny tego nie robi. I nic. Przeciez po to wlasciciel bierze depozyt, zeby w razie czego pokryc z niego jakies ewentualne straty.
    Przeprowadzac tez sie nie musisz, moi sasiedzi mieszkaja juz ponad 35 lat w wynajmowanym mieszkaniu i beda pewnie jeszcze mieszkac nastepne 15. Przeprowadzki sie zwykle wiaza z innymi zmianami, a glownie z checia polepszenia warunkow. Dla takich jak Ty, ktorzy nie lubia zmian sa domy, kupujesz dom i siedzisz w nim do smierci, albo i przez kilka pokolen. Problem w tym, ze co zrobic z domem jak w miedzyczasie zmienia sie dzielnica? robi sie bardziej niebezpiecznie, wartosc domu spada, szkoda sprzedac, lub nie ma mozliwosci sprzedac za przyzwoita cene. Dom jest w/g mnie wiezieniem za wlasne pieniadze, jest przypisaniem do ziemi. Ale zdaje sobie sprawe, ze wiekszosc ludzi lubi miec wlasne i to fajnie, na tym polega urok swiata, ze kazdy lubi co innego:)))

    ReplyDelete
  21. Powinnaś wydać książkę " Z pamiętnika emigrantki...":)))

    ReplyDelete
  22. AnetaCuse--> Jak juz napisalam to dopiero pomyslalam, ze ja w sumie nigdy nie mieszkalam w takich wielo- stu- i wiecej mieszkaniowych budynkach, wiec tam nie znam przepisow. Owczesny byl przez lata zarzadca kilku, dosc duzych budynkow na Manhattanie i nigdy tez nie slyszalam o takich zarzadzeniach i wymaganiach w stosunku do lokatorow. Budynki byly wlasnoscia prywatna.
    Ale ja osobiscie najbardziej lubie mieszkac w domach 2-3 rodzinnych, gdzie gospodarz nie musi miec wobec mnie zobowiazan jak malowanie, ale tez nie ma kretynskich wymagan (firanki we wszystkich oknach:))))))

    ReplyDelete
  23. Nina--> Moze napisz do kogo to pytanie? bo nie wiem czy do mnie, czy do Anety?

    ReplyDelete
  24. Nivejka--> Zapytam jak Gierek:)))Pomozecie???? ;)))

    ReplyDelete
  25. Ale w czym?
    Wspomnienia masz.
    Pisać umiesz.
    :)))

    ReplyDelete
  26. "Problem w tym, ze co zrobic z domem jak w miedzyczasie zmienia sie dzielnica? robi sie bardziej niebezpiecznie, wartosc domu spada, szkoda sprzedac, lub nie ma mozliwosci sprzedac za przyzwoita cene. " - Bardzo słuszna uwaga, to jest niebezpieczna pułapka. Działa też w drugą stronę. Masz małą niedrogą chatynkę, ale w dobrej dzielnicy, wokół ciebie wykupują milionerzy i stawiaja wille i pałace, po czym ci wartość domu skacze w górę, a przez to podatki, na które cię już więcej nie stać i musisz sprzedać.

    ReplyDelete
  27. AnetaCuse--> Wlasnie o to mi chodzi, ze czesto ludzie sie nie zastanawiaja nad tym, ze posiadanie domu zamiast wolnosci daje niewole;)) Ja jak zobaczylam, ze osiedle miejskie zaczelo isc w dol, to spakowalam manatki i sie wyprowadzilam. Z wynajetego mozna sie wyprowadzic w ciagu miesiaca, z wlasnego? roznie to bywa.
    W Polsce ciagle wiekszosc ludzi mieszka "na stale" tutaj wszystko jest plynne, mnie osobiscie ta plynnosc odpowiada, bo lubie zmiany. Jesli mam byc szczera to wole przeprowadzke od malowania:))) Bo pakowanie to samo a przynajmniej jest cos nowego;)

    ReplyDelete
  28. to tylko pozazdrościć... :)))
    ja boję się każdej przeprowadzki, bo z każdą mam coraz więcej mebli i pierdół do noszenia...

    życzę żeby lodówka umarła... ;)

    ReplyDelete
  29. Stardust, czy to będzie wielkim nietaktem, chamstwem, wścibstwem (niepotrzebne skreślić) gdy poproszę o szersze objaśnienie kim był Ówczesny, a kim Wspaniały? Oczywiście domyślam się, że faceci;-), że jeden to poprzedni, a drugi aktualny. Chodzi mi o to, że nie mogę odnaleźć, czytając Twoje stare notki czy panowie są Polakami, Amerykanami czy Ówczesny jest ojcem Potomka? Jak nie masz ochoty odpowiadać to po prostu olej....i też będzie dobrze

    ReplyDelete
  30. CalaJa--> Przeprowadzki nie sa takie trudne (przynajmniej tutaj):))) Przez jakis czas moje przeprowadzki organizowal Owczesny, w sumie to na plecach Owczesnego przeprowadzilam sie 4 razy. Owczesny organizowal samochod, ludzi, a ja zajmowalam sie pakowaniem. Pakowanie mam opanowane do perfekcji:))) W czasie ostatniej przeprowadzki pakowalismy oboje ze Wspanialym, a firma przeprowadzkowa przewiozla wszystko i po zawodach. Mozna im nawet zlecic pakowanie, kosztuje drozej ale jak ktos nie lubi pakowac, to jest swietne rozwiazanie:)

    ReplyDelete
  31. Zante--> Owczesny i Wspanialy to moi kolejni mezowie, zaden z nich nie jest ojcem Potomka, ojciec Potomka byl moim pierwszym mezem. Do Elizabeth Taylor jeszcze mi troche brakuje, ale kto wie, kto wie? jakbym sie porzadnie rozpedzila:))))
    Owczesny jest Polakiem, Wspanialy Amerykaninem i tak jest zdecydowanie lepiej;))))

    ReplyDelete
  32. Stardust:
    pytanie o status wizowy bylo do Ciebie, bo o Anecie wiem :)

    Kretynskie przepisy o nieposiadaniu choinki to malo.
    Ja tu u siebie pare dni temu pisalam, jakie dostalam "zasady":
    - zaslony w oknach musza byc biale lub bezowe i bez zadnych wzorow, zeby “wyglad posesji byl jednolity”
    - kompletny zakaz barbeque
    - w kondominium nie moze mieszkac wiecej niz 2 osoby na sypialnie
    - roslinki na patio/balkonie mozna miec, ale nie moga wystawac poza balustrade, nie moga stac na balustradzie i nie moze z nich leciec woda
    - szczekanie badz miauczenie dluzej niz 3 minuty nie bedzie tolerowane.

    I podkreslam, ze to jest kompleks ktory sklada sie z kondominiow wykuipnych NA WLASNOSC.
    Ale, juz niedlugo tam pobede, i chwala bogu bo nie mam sily sie uzerac z debilami.

    ReplyDelete
  33. Aha i dorzuce jeszcze, ze tutaj ZAKAZ malowania scian w mieszkaniach na wynajem jest standardem, jako i to, ze nie wolno se polek wieszac na scianach.

    a wszystko jest pomalowane na off-white (juz nawet nie bialo), ma bezowa obrzydliwa wykladzine, ktora przed wprowadzeniem sie nastepnego lokatora tylko sie pierze plus najtansze ohydne metalowe badz biale plastikowe zaluzje.

    W lazience najczesciej brodzik z ochydnymi szklanymi drzwiami z aluminiowa rama.

    M. in. dlatego sobie kupilam wlasne, bo chcialam wreszcie mieszkac jak czlowiek.

    ReplyDelete
  34. Nina--> Ja o moim statusie wizowym pisalam wiele, wiele i jeszcze wiecej razy dlatego nie wiedzialam do kogo to pytanie.
    Ja wize stalego pobytu dostalam jeszcze bedac w Polsce. Przyjechalam tutaj legalnie jako pelnoprawny emigrant.
    Wiesz odnosnie zakazow w Twoim przypadku, to ja sie w ogole zastanawiam dlaczego ludzie kupuja mieszkania we wspolnocie kondomidiow i uwazaja, ze sa wlascicielami? Ja nie jestem w stanie pojac tego toku rozumowania? Jesli juz koniecznie chcialabym byc wlascicielem to kupilabym dom, ale nigdy kondominium.
    Ja mialam i mam wieksze prawa u prywatnych wlascicieli.
    Co do polek to tez nigdy nie mialam zadnych zaostrzen, szczegolnie jak nie mialam mebli to polki wisialy na wszystkich mozliwych scianach i nikt sie tego nie czepial. Jest dla mnie zrozumiale, ze jak sie wyprowadzam to oddaje mieszkanie w takim stanie jak bylo w czasie gdy sie wprowadzalam. Czyli jesli nawiercilam dziur to musze je zakleic (zajmuje to w najciezszym przypadku 20 min) jesli pomalowalam na ciemne kolory, to powinnam zamalowac primerem tyle razy aby uzyskac w miare jasny kolor. Chociaz tak jak pisalam wczesniej poprzednie mieszkanie wymalowalam tak, ze mogloby spokojnie konkurowac z meksykanskim domem zabaw dla dzieci i nie musialam malowac primerem i nie dostalam zwrot calego depozytu. Po prostu wlasciciele uznali, ze po 10 latach mieszkania i nie sprawiania zadnych problemow moglam sobie pomalowac tak jak chcialam.

    ReplyDelete
  35. Stardust, podoba mi się to, że w Stanach mieszkania są już częściowo wyposażone w sprzęty, co w naszym kraju rzadko się zdarza. Osobiście, to lubię mieć własne miejsce i jestm przywiązana do mojego skrawka ziemi. Muszę mieć poczucie bezpieczeństwa według powiedzenia:"mój dom, moją twierdzą". Języka angielskiego co nieco liznęłam w UK i ponoć miałam niezły akcent,ale to było lata temu. Zamierzam odświeżyć swoją pamięć i zacząć samodzielną naukę dalszego szlifowania 'ozora'. Czytając notkę trzeba przyznać,że kobitka z Ciebie na schwał!:))) Lea

    ReplyDelete
  36. Mi się zdaje, że to właśnie przez kretyńskie regulaminy wynajmu ludziom się pali przejść na swoje. A własnościowe mieszkania i kondominium podlegające pod HOA (Home Owner Association) to jeszcze inna para kaloszy. Są zalety typu koszenie trawy, odśnieżanie czy utrzymywanie ogródka, ale reszta to jak Nina pisze.

    ReplyDelete
  37. Nina--> Uwazam, ze mieszkan na rynku jest tyle, ze kazdy lokator moze sobie wybierac co chce i jakie chce, owszem te lepsze kosztuja wiecej, ale wszystko co lepsze kosztuje wiecej, wiec nie widze problemu. Nigdy ale to nigdy nie mieszkalam w mieszkaniu ktore nie mialoby wanny, mimo, ze kazde tez mialo prysznic. To ja jako lokator mam prawo szukac dotad az znajde to co odpowiada moim standartom i oczekiwaniom. Grilla robilismy na osiedlu miejskim w alejkach miedzy blokami, stawialo sie rozkladane stoly i robilo sie cale przyjecia. Kompleks skladal sie z bodajze 20tu 6-pietrowych budynkow ustawionych dookola po obrzezach calego osiedla. W srodku byl taki mini park z dwoma placami zabaw dla dzieci, lawkami, alejkami. Kurde na poczatek to czasem spedzalo sie tam cale noce na imprezach na wolnym powietrzu. Ludzie nawet telewizory wynosili w czasie imprez sportowych. Dzieci jezdzily na rowerach nikomu to nie przeszkadzalo. Mieszkalam tam 6 lat i dopiero pod koniec zaczelo sie robic nieprzyjemnie, to sie wyprowadzilam.

    ReplyDelete
  38. Lea--> Ja nie rozumiem poczucia bezpieczenstwa, ktore ma mi dac dom, praca, czy cokolwiek z zewnatrz. Takiego poczucia bezpieczenstwa w/g mnie nie ma. Dom moze sie spalic, zniszczyc w czasie powodzi i co? szlag trafil poczucie bezpieczenistwa i rwiemy wlosy z glowy?
    Poczucie bezpieczenstwa jest we mnie i tylko to sie liczy. Zadna praca, zadne domy, zadne pieniadze nic. Jedynie zdrowie, to jest jedyne poczucie bezpieczenstwa, cala reszta jest funta klakow nie warta, bo mozna to wszystko stracic w jednej minucie.
    Przywiazana jestem do sibie i swoich najblizszych (syn, maz) i to tez w tej kolejnosci jak zapisalam, bo maz jest tylko bliskim na czas trwania malzenstwa, a to tez jest wzgledne.:)))))

    ReplyDelete
  39. Nina--> Przez 25 lat nie mialam lopaty do odsniezania, czy tez grabi do lisci w rece. Nie moja posesja, nie odpowiadam za to. To nalezy do gospodarzy. ja sobie moge tylko lezec pod grusza i machac stopkami. To wlasnie przy swoim domu trzeba sie na zapierdalac do utraty zmyslow. Rozmawialam ze znajoma, w czasie ostatnich opadow sniegu dostali mandat, bo chodnik byl za wasko odsniezony. A ja mam w dupie, ja wstaje i wiem, ze ktos to musi zrobic. Jest mi bosko obojetne czy zrobia to aniolki, ma byc zrobione bo to mam zapewnione w moim czynszu. Koniec piesni. I teraz mialabym kupic dom i sama zapierdalac? No nie, nie oplaca mi sie to w zaden sposob.
    Kondominium to w/g moich standartow nie jest zadna wlasnosc, wiec nie wchodzi w rachube.

    ReplyDelete
  40. Roznica miedzy wynajmowaniem u prywatnego wlasciciela a kupnem w kondominium polega na tym, ze z prywatnym wlascicielem mozesz sie dogadac, w kondominium musisz sie liczyc z komitetem a to jak proba dogadania sie z 500 osobami.

    ReplyDelete
  41. Kupno domu, nie tylko w Ameryce, ale wszedzie na swiecie, oplaca sie tylko wtedy, gdy dom jest mninimum 6-rodzinny. W jedym mieszkaniu wtedy mieszka wlasciciel, a 5 pozostalych mieszkan splaca pozyczke, podatki, naprawy, serwis i jesli jeszcze cos zostaje z tego jako zysk dla wlasciciela, to dom jest oplacalny. Jesli nie zostaje nic, to dom jest kula u nogi. Wiekszosc ludzi, ktorzy lapia sie w pulapke kupna, uwazaja, ze w ten sposob nie placi komus tylko sobie. Gowno prawda, nawet jak dom jest splacony, to jest splacona tylko pozyczka, a gdzie podatki? a gdzie naprawy? koszty utrzymania?
    No ale, ja osobiscie sie ciesze, ze sa ludzie, ktorzy kupuja, bo dzieki temu sa tez ludzie od ktorych mozna wynajac i miec spokoj. A ja kocham spokoj ponad wszystko;))

    ReplyDelete
  42. Stardust, dokładnie tak jest jak napisałaś, niezaprzeczę. Wiem,że to wszystko jest złudne. Jednak jest to jakaś namiastka czegoś namacalnego, tego Twojego dopóki jesteś na tym świecie, to po prostu masz to, i korzystasz z tego, nie tylko dla własnego dobra, ale i przekazujesz te dobra swoim najbliższym osobom. Wiadomo,że najbliższe nam osoby są dla nas najważniejsze właśnie w takiej kolejności, ale może nadejść też taki czas, kiedy zostaniemy bez tych naszych najukochańszych osób. Świat, to jest taka ruletka, że w jednej chwili możesz wszystko stracić, cokolwiek by to nie było.:)))))Lea

    ReplyDelete
  43. Lea--> Oczywiscie, ze zycie to ruletka. Ja juz za duzo stracilam w zyciu, dlatego przyjelam metode nie przywiazywania sie szczegolnie do miejsc i rzeczy. Kazda metoda jest dobra, jesli jest nam z nia dobrze;))

    ReplyDelete
  44. Stardust:
    sa rozne okolice, wiesz.
    Silicon Valley ma to do siebie, ze jest ograniczona i to jeden z najgesciej zaludnionych terenow w USA.
    W Mountain View (tu mieszkam) apartament z normalna wanna w lazience, klimatyzacja i ladnie wykonczona kuchnia oraz BEZ carpeta i syfiatych zaluzji kosztuje - bagatela - za 1 bdrm 1 bth ok. 800sq feet $2300/miesiac.

    Jak jeszcze splacalam pozyczke, to miesieczna rata tyle wynosila.

    Mozna tez wynajac townhouse, odnowiony, w pieknym standardzie, 3 bdr 1 i pol lazienki, dwupietrowy - i zaplacic miesiecznie $3600.

    Czasami jednak kupowanie sie oplaca. Kolezanka zakupila 2bdr z ladnym tarasem w centrum miasta condo w 1994. Juz skonczyla splacac, placi tyle co oplaty i HOA. Wychodzi 1/4 kosztow wynajmu dwa razy mniejszej klitki. A jak na starosc bedzie chciala na emeryturze mieszkac na karaibach na przyklad, to nie ma problemu - sprzeda i za to sobie pozyje az do smierci.

    ReplyDelete
  45. Dzięki za rozszyfrowanie. Skoro Wspaniały jest wspaniały, to pewnie Taylor gonić nie będziesz...Ale zgodnie z zasadą "nigdy nie mów nigdy" to kto wie ;-))))

    ReplyDelete
  46. Nie doczytam komentarzy póki co ;-)
    Niestety nadwiślański język polski bardzo się angielską składnią skaleczył. Ja dostaje sraczki z padaczką gdy słyszę "mieć seks"
    ;-)

    Luksusy kurczę macie amerykańskie w tych mieszkaniach. W DE jest goło. Wszystko musisz przywieźć albo kupić (nakręca się biznes meblowy). Chyba w mieszkaniach socjalnych coś musi być, ale dokładnie nie wiem.

    ReplyDelete
  47. Stardust--> Dopiero teraz, gdy poczytałam Twoje odpowiedzi uświadomiłam sobie jak bardzo imponuje mi Twoja wewnętrzna wolność (nie zamierzam emigrować i nie kombinuję jak tu załatwić sobie zniżkę w Twoim gabinecie-więc to nie wazeliniarstwo;-)))Wydawało mi się, że ja jestem wolna, ale taką wolność można o kant d u p y rozbić, bo mam dom, sprzęty i inne duperele, które tak naprawdę powodują, że jestem, w jakimś sensie, zniewolona. Takiej, jak Twoja wolności, nie można się nauczyć. Trzeba ją mieć i tu tkwi chyba sedno, podziwianej przeze mnie odwagi i gotowości do emigracji

    ReplyDelete
  48. JA MAM! Mam te książki! Rzeczywiście są bardzo dobre do samodzielnej nauki.
    Stardust, ty jesteś człowiek instytucja, ty pisz książki! Samych wspomnień wystarczy na kilka tomów

    ReplyDelete
  49. Stardust, całkowicie się z Tobą zgadzam i popieram. Chodzi o to, że u Was żyje zupełnie inaczej. Natomiast u nas stwarzają masę utrudnień. Wszystko w tym popier....nym kraju jest poje..ne. Tutaj cholernie ciężko się żyje, ale gdzieś trzeba żyć.
    Gdyby nie moja wiekowa mama, to też bym wypier....ła z tego badziewia. Stale mam tu takiego multi-stresa,że w pale się nie mieści. Rozumiem Cię doskonale i podobnie myślę. Tyle tylko,że ja nie widze stąd żadnego wyjścia.:)))Lea

    ReplyDelete
  50. Nina--> Mountain View, Silicon Valley to sa Twoje wybory. Ja tez moglabym mieszkac na Manhattanie i placic $8000.00 miesiecznie za to co na Queens place $1800.00 Wtedy szlabym do pracy 30min zamiast dojezdzac 45min. Ladnie by sie nazywalo, tylko, ze placilabym za Zip Code, mnie sie to nie oplaca, ale przeciez nie moge nikomu zabronic i nie zabraniam.
    To sa kalkulacje, ktore kazdy bierze pod uwage zanim podejmuje decyzje.

    ReplyDelete
  51. Zante--> Zycie bywa nieprzewidywalne, ale mysle, ze w tym przypadku juz nie bedzie zadnych zmian;))

    ReplyDelete
  52. Szeherezado--> Mamy to samo uczulenie na "dziwnosci jezykowe";)))
    Meble lokator kupuje sam, ale lodowka, kuchenka to nie mebel. Szafki kuchenne i lazienkowe tez sie nie zaliczaja do mebli tylko to jest sprzet lub moze podstawowe wyposazenie:))

    ReplyDelete
  53. Zante--> Wczoraj wieczorem, padnieta na siekacze, ale dorwalam sie do czytania Twojego bloga. Bardzo interesujacy, dzis skoncze:))
    Tej wolnosci nauczylo mnie wlasnie zycie. Jak juz wyzej napisalam, stracilam tak wiele, ze nie chce sie do niczego przywiazywac. Oczywiscie te straty to wynik decyzji o emigracji, cena takiej a nie innej decyzji. Ale wystarczylo, zeby sie przekonac, ze czlowiek naprawde moze stracic wszystko co ma, bo tak sie potocza okolicznosci zyciowe.
    Wiec swiadomie nie chce sie przywiazywac do niczego. Cyganskie zycie? byc moze;) ale tak mi jest lepiej nie martwie sie o to na co nie mam wplywu lub mam niewielki wplyw.

    ReplyDelete
  54. Batumi--> Nie masz pojecia jak mi milo, ze ktos jeszcze nie tylko pamieta, ale ma. Te ksiazki sa naprawde swietne. Tutaj jak przylecialam to byly w sprzedazy wydane przez wydawnictwo polonijne jakies "samouczki dla Polakow" Tragedia. Pisane to chyba bylo przez Polakow ktorzy opuscili Polske na przelomie XX wieku bo nawet polskie zwroty byly bledne, albo chociaz tracily myszka;))

    ReplyDelete
  55. CalaJa--> Jesli zaplacisz to pewnie tak;) Ale ustawia Ci meble dokladnie w tym miejscu gdzie chcesz, a to juz jest duzo;))

    ReplyDelete
  56. Lea--> Kazdy kraj ma swoje plusy i minusy, nigdzie nie ma nirwany. Tutaj zdecydowanie zyje sie "latwiej" ale za to duzo drozej pod wieloma wzgledami. Ameryka jest krajem dla silnych i zdrowych, cala reszta jest skazana na powolna smierc. W Polsce dziala jeszcze wiele programow "panstwa opiekunczego" a to jest plus i w pewnym sensie komfort, ktorego ja tu nie mam. Stad tez moje podejscie do kwestii posiadania nieruchomosci. Wystarczy ze zachorujesz i tracisz wszystko, akurat w momencie, kiedy wydawaloby sie, ze jest najbardziej potrzebne. Nie ma na swiecie miejsc idealnych, a jak ktos wie gdzie takie jest, to prosze podpowiedziec;)) Moge sie tam przeprowadzic bardzo szybko, bo nie jestem przywiazana do ziemi;))

    ReplyDelete
  57. Stardust, jesteś niesamowita. To mi się w Tobie podoba, że masz właściwe podejście do życia. Chyba znam takie miejsce najwłaściwsze do życia. Napewno jest nim jakakolwiek rajska wysepka, gdzie można wypiąć się na wszystko i leżeć sobie na ciepłym piaseczku pod palemką do góry brzuchem, popijająć soczek oraz racząc się wspaniałymi owockami. Żyć , nie umierać, hehehe:)))))Lea

    ReplyDelete
  58. Stardust, jesteś niesamowita. To mi się w Tobie podoba, że masz właściwe podejście do życia. Chyba znam takie miejsce najwłaściwsze do życia. Napewno jest nim jakakolwiek rajska wysepka, gdzie można wypiąć się na wszystko i leżeć sobie na ciepłym piaseczku pod palemką do góry brzuchem, popijająć soczek oraz racząc się wspaniałymi owockami. Żyć , nie umierać, hehehe:)))))Lea

    ReplyDelete
  59. Sorrki, ale mój internet ma spóźniony zapłon.:))Lea

    ReplyDelete
  60. Przepisy dotyczące wyposażenia mieszkań mozna by przenieśc na nasz grunt. Gratki za samodzielną naukę języka łobcego. ;)

    ReplyDelete
  61. Stardust:
    tak, kalkulacje i wybory, z ktorych jednakze wynika, ze nie zawsze i nie wszedzie zakup domu albo condominium jest zupelnie nieoplacalny.

    Ty zdecydowalas sie na wynajem az do smierci (z takich a nie innych powodow) i przedstawiasz go tak, jakby to byla najlepsza mozliwosc ze wszystkich, bo taniej, wiecej wolnosci, a dom to same problemy.

    Owszem, w wielu wypadkach tak jest, ale badzmy szczerzy - zakup/inwestowanie w nieruchomosci to taki sam interes, jak inne. Jednym sie oplaca, innym nie. Trzeba wziac pod uwage wiele czynnikow i policzyc oplacalnosc. Mowienie z gory, ze zakup domu nie ma sensu - jak dla mnie nie ma sensu :)

    ReplyDelete
  62. Jesli szukasz panstwa opiekunczego, ktore nie pozwoli Ci zginac, kiedy podwinie Cie sie noga lub upadniesz na dno, to polecam UK. Polska ma niewiele wspolnego z opieka nad slabszymi. Inna sprawa, ze mnostwo pasozytow naduzywa pomocy panstwa. Tak czy owak: czego nie dala nam Matka Polska, zapewni nam Macocha Anglia.

    ReplyDelete
  63. Nina--> Nigdzie nie przedstawiam "tak jakby to byla najlepsza mozliwosc ze wszystkich". Wrecz przeciwnie pisalam, ze cieszy mnie, ze sa tacy co kupuja, bo inaczej nie mialabym od kogo wynajac. Mnie sie moje wynajmowanie oplaca, ciesze sie ze innym sie oplaca kupowanie. I wierze mocno w to, ze sie oplaca zwlaszcza jesli kupuje sie dom 6+rodzinny. Nina ja nawet wierze, ze Tobie tez sie oplacilo, chocby nawet tylko dlatego, zeby zdobyc doswiadczenie.
    Moj maz od zawsze byl wlascicielem domu i tez wierzyl, ze to sie oplaca. Ja sie nie zgodzilam i teraz widzi moje argumenty zupelnie inaczej. Tym bardziej sie cieszy, ze zostawil dom bylej zonie. Nie sprzedala, bo wierzyla, ze opalca sie miec. Teraz chcialaby sprzedac, ale nie ma komu i jesli nawet sprzeda, to ze strata. I tez wierze, ze jej sie opalcalo.

    ReplyDelete
  64. Anon--> Pogoda paskudna w Anglii:)))

    ReplyDelete
  65. Ojciec Dyrektor--> Serio te mieszkania z podstawowym wyposazeniem to jest super sprawa;)

    ReplyDelete
  66. Stardust, może niezbyt dokładnie się wyraziłam. Otóż mnie chodziło nie o wyjazd z kraju i osiedlenie się za granicą, a o przeniesienie się z obecnego miejsca w inne. Zresztą nawet i w tym nie widzę żadnego sensu. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. A przecież starych drzew już się nieprzesadza. :))) Lea

    ReplyDelete
  67. świetny system! ja mam doświadczenia z wynajmowaniem mieszkań w Warszawie i niestety - właściciele nie garna się do remontów, a juz tym bardziej nie w glowie im kupowanie sprzetow gospodarstwa domowego i mebli :/ najchetniej wynajmuja studentom mieszkania po babci, pamietajace jeszcze czasy glebokiego PRL-u, a pralka jest rarytasem i naprawde rzadko mozna ja spotkac w mieszkaniach do wynajecia. A w Polsce trudno o powszechne w Stanach pralnie publiczne. Zupelnie inna kultura!

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...