Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Thursday, March 25, 2010

Mama wrocila!!

Bylo to dawno temu, jeszcze za czasow Owczesnego kiedy pewnego dnia doznalam olsnienia. Taka zaroweczka mi sie zaswiecila, niby mala, ale swiatlo dawala calkiem ostre, powodujace lekkie porazenie mozgu. Mianowicie zauwazylam, ze jak Owczesny wraca do domu, to ja na dzwiek klucza w zamku przerywam co robie i lece go przywitac. A jesli nie lece, to chociaz stoje w drzwiach kuchni z lapami ociekajacymi buraczkami, ale za to z radosna mina i cos mowie, wykonuje jakis gest sygnalizujacy, ze zauwazylam i sie ciesze, ze juz jest. Natomiast jak ja wracam, to Owczesny spokojnie siedzi lub lezy przed telewizorem, czy tez z gazeta w rece i ani drgnie.
Zaczelam obserwowac zjawisko, nie tylko u siebie na wlasnym podworku, ale tez w innych domach jesli tylko byla ku temu okazja. I wyniki obserwacji w zasadzie w 98% byly jednakowe. Na sygnal klucza w zamku reaguja zawsze dzieci i zony, wchodzi maz, stoi i czeka, ze rozradowana czeredka go przywita. Sa mezowie/tatusiowie, ktorzy nawet pozwola pojedynczym osobnikom czeredki skoczyc sobie w ramiona, ale juz za chwile odstawiaja uradowanca jeszcze wierzgajacego konczynami na podloge. Pozwola sie cmoknac w policzek, czy tez zarzucic sobie rece na szyje, sa tacy.
Ale temu towarzyszy prawie zawsze wyraz twarzy cierpietnika, ktory jest tak zmeczony, ze jak ceremonia potrwa dluzej to zaraz dostanie zawalu, wylewu czy tez przepukliny mozgu, no slowem chlop zejdzie.
Wyraz twarzy cierpietnika towarzyszy osobnikowi plci meskiej bardzo czesto, bo tym sposobem osobnik sygnalizuje, ze jest zmeczony, a jest zmeczony, bo ciezko pracuje zawodowo na utrzymanie rodziny, w postaci zony i radosnej trzodki.
Zony/matki wracaja do domu z usmiechem, co wcale nie znaczy, ze ten usmiech towarzyszy im caly czas. Nie, one tez sa zmeczone, w koncu pracowaly caly dzien, zrobily zakupy i na koniec odbyly godzinna podroz w przepelnionym do granic wytrzymalosci autobusie, w dodatku objuczone zakupami. I tak objuczone docieraja do drzwi, stawiaja zakupy, ktore najczesciej sie akurat rozpizgaja po calym korytarzu, na co zona/matka rzuca ciche ale soczyste przeklenstwo szukajac kluczy do mieszkania na dnie przepadzistej torby. Jak juz znajdzie ten klucz, to zbiera rozpizgniete zakupy i druga reka otwiera drzwi. W tym momencie nastepuje cud.
Bo jak tylko te drzwi otworzy, to po stronie mieszkania w otwartych drzwiach ukazuje sie usmiechnieta twarz szczesliwej zony/matki. I taka tryskajaca szczesciem wchodzi, natychmiast rzucaja sie na nia dzieci w dowolnej ilosci, ona ciagle trzymajac siaty z zakupami kazdego wysciska, nawet jeszcze psa poglaszcze kolanem. Po czym wchodzi do kuchni po drodze zrzucajac czesci odzienia wierzchniego, zeby natychmiast oddac sie pracom domowym.
Zrobilam na te okolicznosc nawet eksperyment, po jakims czasie jak juz bylam na etapie szukania dowodow potwierdzajacych wyniki mojego prywatnego badania, to przestalam korzystac z kluczy do mieszkania. Zamiast otwierac drzwi kluczem, to naciskalam dzwonek i czekalam. Po chwili dalo sie slyszec szuranie stop Owczesnego w korytarzu, powolne, niech pan buk broni, zeby sie spieszyl, a jeszcze by sie potknal. Za nastepne kilkanascie sekund otwieraly sie drzwi, a w nich pojawiala sie znudzona i rownie zdziwiona twarz Owczesnego.
-- A Ty co? nie masz kluczy?
-- Mam, ale nie chcialo mi sie szukac, wiesz te damskie torby.
Odpowiadalam wpychajac mu w rece torbe z zakupami, kilka razy taka torba nawet upadla, bo nie byl przygotowany na przechwycenie.
W tamtym czasie przyjaznilismy sie z Andrzejem i Magda, ktorzy posiadali dwojke dzieci. Moja kolezanka Magda jest wzorem kobiety, gospodyni, matki, zony i czego tam jeszcze kto chce, albo nie chce. Na czym polega ta wzorowa postawa Magdy?
Magda nie pracuje, ale Magda zajmuje sie domem, mezem, dwojka dzieci, psem i wszystkim co z wyzej wymienionymi jest zwiazane.
Ktos powie i co w tym dziwnego? Przeciez wiele kobiet zajmuje sie tym wszystkim, a moze jeszcze do tego pracuje zawodowo.
No tak, zgadza sie, ale jesli kobieta pracuje zawodowo, to prawdopodobnie jakas czesc, chocby mikroskopijna, z obowiazkow domowych wykonuje maz, lub ktores z dzieci.
Natomiast u Magdy jest inaczej. Maz Magdy pracuje, dzieci chodza do szkoly i na tym koncza sie ich obowiazki.
Magda codziennie wieczorem po obejrzeniu prognozy pogody szykuje wszystkim ubranie “na jutro”, owszem, podobno ubieraja sie sami, ale pod warunkiem, ze jest przygotowane. Gdyby nie bylo przygotowane, to rano mieszkanie rozbrzmiewaloby okrzykami “co ja mam zalozyc?” wiec Magda woli uprzedzic sytuacje i przygotowac.
W rodzinie Magdy wszystkie posilki je sie razem, cala rodzina.
Kto je gotuje, podaje, a potem sprzata?
Oczywiscie Magda.
Do pewnego czasu nie mialam o tym pojecia, ale kiedys Magda przyszla do mnie do pracy kupic kilka kosmetykow i zaprosila mnie na kolacje. Byl piatek, wiec tylko zadzwonilam z wiadomoscia dla Owczesnego i Potomka, ze nie wracam z pracy, gdzie bede i pojechalysmy do Magdy.
W momencie kiedy Magda otworzyla drzwi wejsciowe do mieszkania i ledwie weszlysmy do przedpokoju uslyszalam glos Andrzeja:
-- Dzieci, mama wrocila, bedziemy jedli!!
Ze znakiem zapytania na twarzy zlapalam ja za rekaw zatrzymujac na chwile w przedpokoju.
-- Co to znaczy?
-- No, bo oni czekaja az ja wroce i przygotuje kolacje – odpowiedziala z usmiechem, jak przystalo na wzorowa zone i matke.
-- A gdybys wrocila 3 godziny pozniej?
-- Nic z tego, beda czekac – zapewnila.
Reszte rozmowy postanowilam odlozyc na bardziej odpowiedni moment, ale nie powiem, nurtowalo mnie to okrutnie, bo to znow potwierdzalo moje obawy, ze cos z nami kobietami jest powaznie nie tak.
Weszlysmy do mieszkania, Magda poprosila zebym siadla w pokoju, a sama poszla do kuchni. Poniewaz nie widzialam, zeby ktokolwiek poszedl za nia, to troche mnie to zdziwilo, w koncu Izabella miala juz 14 lat i moglaby pomoc matce.
Wstalam i poszlam do kuchni.
--Moze Ci w czyms pomoc?
-- Nie, nie dam sobie rade sama, zreszta mam wszystko przygotowane.
-- To moze chociaz nakryje do stolu.. – nie dawalam za wygrana.
-- Nie ma potrzeby, bo ja szybko nakryje, jak nastawie wode na herbate.
-- Stardust, siadaj tu, Magda nie lubi jak jej sie przeszkadza w kuchni, ona wszystko robi piorunem – ze stolowego dobiegl glos Andrzeja.
Faktycznie ledwie zdazylam usiasc i zorientowac sie co leci w telewizorni a Magda juz wolala rodzine do stolu. Natychmiast zbiegli sie wszyscy. I szczesliwa rodzina zasiadla przy wspolnym posilku. Jak tak patrzylam na nich usmiechnietych, radosnych, podajacych sobie wzajemnie a to maslo, a to sol tak przyszlo mi do glowy, ze to taki piekny obrazek idealnej rodziny.
U mnie cos takiego zdarzalo sie tylko w swieta i niedziele, w pozostale dni tygodnia, kazdy jadl kiedy akurat mial czas. A ze wracalismy wszyscy do domu o roznych porach to nawet ciezko bylo zebrac wszystkich do kupy.
Po kolacji dzieci sie rozpierzchly do swoich pokojow, wczesniej cmokajac Magde w policzek, Andrzej zabral pilota i wrocil znow przed telewizor, a Magda zabrala sie do zmywania.
-- Magda, Ty mowisz, ze oni zawsze czekaja, az wrocisz i podasz posilek…
-- Tak – potwierdzila szybko, zanim jeszcze zdazylam skonczyc.
-- A co by bylo gdybys wyjechala na tydzien?
-- Jak to WYJECHALA? – spojrzala na mnie ze zdziwieniem.
-- No nie wiem, moze nie wyjechala, ale gdzies poszla, do kina, albo co? Czy tez by czekali? Czy moze zjedli by cos sami?
-- No co Ty? Andrzej to chyba nawet nie wie jak lodowke otworzyc! - rozesmiala sie.
I w tym momencie ze sralonu dobiegl glos Andrzeja:
-- Magdus, tam w kuchni jest gdzies popielniczka.
Magda bez slowa wstala i zaniosla Andrzejowi popielniczke.
Rozmawialysmy jeszcze chwile jak znow przerwal nam glos malego Przemka:
-- Mamus, ja chce pic.
-- A co chcesz?- zapytala Magda.
-- Moze byc sok pomaranczowy.
I znow Magda podeszla do lodowki, nalala szklanke soku i zaniosla synowi do jego pokoju.
Olsnilo mnie znow. Wlasnie przed chwila Magda wykonujac te polecenia udowodnila, ze to nikt inny tylko my matki/zony uczymy takich zachowan. To my wychowujemy przyszlych mezow i to my tolerujemy takie zachowania od wiekow.
Od tamtej pory mialam takie marzenie, zebym tak mogla dorwac te Dziunie, co to pierwsza wstala na dzwiek klucza w zamku, a moze na dzwiek przetaczanego kamienia robiacego za drzwi do jaskini. Te Dziunie, co to pierwsza podala pod nos talerz z jadlem i cierpliwie czekala zeby sprzatnac, jak juz malzonek skonczy jedzenie, beknie i z malowniczym usmiechem poglaszcze sie po brzuchu. Te Dziunie, ktora pierwsza wpadla na pomysl, ze prasowanie koszul meskich nalezy do obowiazkow kobiety.
Te Dziunie, ktora… itp.
Na szczescie malzenstwo z Owczesnym poleglo w gruzach, a ja w ostatnim dniu obiecalam sobie, ze NIGDY WIECEJ!!
Na kolejne szczescie, znalazlam Wspanialego, ktory mimo, ze jedynak byl wychowany przez Dziunie, ktora na wiele lat przede mna prawdopodobnie doznala podobnego olsnienia. Ponoc moja tesciowa wyznawala zasade “masz rece, to je uzywaj” dzieki czemu Wspanialy jest przystosowany do zycia.
Helen, nigdy nie mialam okazji Cie poznac, ale dziekuje Ci za to!!

64 comments:

  1. Dobrze, że ostrzegasz przed toksycznymi układami!
    Obawiam się tylko, że takie "Magdy" nie usłyszą Twojego głosu. One same dążą do tego, aby uzależnic się od innych np.domowników.
    Przy okazji gratuluję tak ogromnej poczytności Twojego bloga!!! Ostatni Twój post zdobył 70 komentarzy! Wspaniały wynik! A i odpowiedzieć na taką liczbę listów to prawdziwe wyzwanie.
    Podziwiam i pozdrawiam,
    Virginia
    Ps.
    W Polsce nareszcie słonecznie:))))))))

    ReplyDelete
  2. na cale szczescie mi uzaleznienie od klucza nie grozi... wrecz odwrotnie, za bardzo egoistyczna jestem niestety...

    ReplyDelete
  3. Swiata prawda, stardust. Duzo takich Dziun wobec swoich dzieci i mezow, ktore potem sie dziwia ze rece im sie cos wydluzyly do podlogi ;-) No ale tez maja powod grac role cierpietnicy pozniej.

    Swoja droga, sa panowie ktorzy szukaja takich pelnych poswiecenia pan zupelnie swiadomie. Mialam np kiedys kolege, ktory biedaczek zawsze mial pelna szafe niewyprasowanych koszul, czesto jeszcze wymagajacych zaszycia dziurki tu i owdzie. Zawsze sie znalazla jakas kolezanka, ktora mu pomogla... Jego kobieta mieszkala daleko, wiec nie mogla stanac na wysokosci zadania na codzien.. Mialam z nim ubaw (bo ja wredna jestem, i nie prasuje kolegom) :-)

    ReplyDelete
  4. Virginia--> Magda i jej malzenstwo maja sie bardzo dobrze, w przeciwienstwie do mojego z Owczesnym:)) Wiec chyba nie ma na to reguly. Sa kobiety, ktore lubia i czuja sie w ten sposob spelnione i szczesliwe. I tak jest dobrze, przeciez kazdy ma prawo byc inny. Ja tez bylam taka Magda, Dziunia czy jak ja tam jeszcze nazwiemy. I nawet do pewnego czasu tez bylo mi z tym dobrze, a potem sie zmienilo. Ale tez nie kazdemu sie zmienia i chyba na tym polega urok swiata, ze wszyscy jestesmy inni. No chyba ze kiedys ktos wpadnie na pomysl operacji plastycznej charakteru, to juz bedziemy jednakowi:))))

    ReplyDelete
  5. O kurcze... to dobrze, że to przeczytałam :) musze dobrze wychować Bardzo Mądrego Mężczyznę...
    Masz rację... to tak jest jak się na wszystko pozwala...

    ReplyDelete
  6. b.--> Ja musze przyznac, ze sobie egoizm wypracowalam na drodze osobistej ewolucji:))) Kiedys bylam dokladnie jak moja Magda, czasem samej mi ciezko w to uwierzyc, ale to prawda.

    ReplyDelete
  7. MariaAgdalena--> Kiedys, dawno temu tutaj poznalam faceta, ktory przyjechal zarobkowo, zona z dziecmi w Polsce. I on opowiadal z duma, jak to nic nie musi robic, bo sie drzwi nie zamykaja od kobiet, ktore chetnie cos mu ugotuja, posprzataja czy tez wypiora. No tego to juz zupelnie nie rozumiem.

    ReplyDelete
  8. Nie no przegięcie ... przygotowywanie ubrań? (a co jak się nagle pogoda zmieni do rana?) Aportowanie popielniczki? Soczek z dostawą do pokoju? A może jeszcze butki zdejmie swojej gawiedzi i kapcioszki założy? Straszne!
    Jedna z moich głupot dająca mi awans na Dziunię? - jak ex ślubnemu potrafiłam pół godziny po północy pichciorzyć pierogi, bo dostałam smsa jak wyjeżdżał z pracy, że biedaczek ma "żółtą depresję" (czyt. wietnamskie żarcie mu uszami wyszło - bo w takowej restauracji pracował). Wówczas robiłam to z przyjemnością, po wszystkim doszłam do wniosku że durna baba byłam i tyle. Na olśnienie nigdy za późno ;).

    ReplyDelete
  9. MalaMi--> To chyba wina naszego nadmiernie rozbudowanego instynktu macierzynskiego. Tak jestesmy przepojone genetycznie matkowaniem, ze zapominamy i z rozpedu zaczynamy matkowac doroslym mezczyznom. A ze oni na to leca jak cmy do swiatla, to nawet nie mozna miec o to pretensji, sama chetnie bym sie poddala;))

    ReplyDelete
  10. Athena--> Jak juz pisalam wyzej, popelnilam w zyciu wiele takich dziuniowatych czynow:)) Ale na drodze leczenia z tego symptomu to zanim cos zrobilam, zastanawialam sie czy chcialoby mi sie to samo zrobic dla samej siebie. I wiesz, co? w wiekszosci przypadkow odpowiedz brzmiala NIE! I to mnie juz dokladnie przekonalo, ze czas sie zmienic;)

    ReplyDelete
  11. Cześć Stardust.
    Ja bym tę Dziunię też palnęła przez ten głupi łeb! Na szczęście moja teściowa jest osobą na tyle wymagającą, że to ja sama muszę się dopominać od mojego Faceta, żebym mogła mu pomóc w kuchni :))
    Ale razem z nim to zupełnie inna robota i aż się chce coś razem robić!

    ReplyDelete
  12. Oj niestety pełno na świecie ofiar wychowania przez jak to nazywasz Dziunie. Na szczęście niektórych udaje się jeszcze resocjalizować.
    Mój ulubiony były mąż, to książkowy przykład wychowania przez Dziunię, chociaż to za słodkie określenie jego mamy.
    Moja przyszła teściowa - jest wspaniała, a jej syn ... Nie napiszę, bo przeczyta i mu się poprzewraca ;)
    Mam tylko nadzieję, że moi synowie, będą w przyszłości dobrymi partnerami dla swoich wybranek

    ReplyDelete
  13. Otóż, douczyłam Księcia małżonka takiego zachowania. Po prostu przestałam go witać. Najpierw myślał, że się gniewam, a potem zapytał (niedomyślne te chłopy) I teraz leci z językiem na brodzi do drzwi. Albo przynajmniej raczy zauważyć przybycie:)

    ReplyDelete
  14. Wydawało mi się, że też jestem dziuniowata, ale po przykładzie Twojej Magdy widzę, że dziuni we mnie nie ma, nic a nic. Jasne, czasem z przyjemnością upichcę dwudaniowy obiad z deserem, ale to raczej od święta. Na co dzień prowadzę w głowie skrupulatny dziennik (z przymrużeniem oka oczywiście :), kiedyż to mój wspaniały ostatni raz pomagał w domu i w razie czego nie mam skrupułów tylko mu to wypominam ;).

    ReplyDelete
  15. iw--> Moj nie gotuje poza grillem, wiec latem grill dominuje:)) Ale za to sprzata, z tym, ze ja nigdy nie pytam czy mu pomoc. Wrecz schodze z drogi, albo ide do kuchni cos pichcic. Ciagle jeszcze wychodzi ze mnie Dziunia i unikam lezenia przed tv jak on sprzata:)))

    ReplyDelete
  16. Gosiu--> To moze trzeba opracowac jakis sposob maskowania tekstu, zeby Seler nie przeczytal:))) A na serio, to mysle, ze w jego przypadku podzialaloby to tylko mobilizujaco. To raczej typ z gatunku wspanialych:))

    ReplyDelete
  17. Nivejko--> Moj mial wczoraj wychodne;) byl z dzieckami na obiedzie (mnie sie nie chcialo) ja siedzialam caly dzien w domu. Owszem uporzadkowalam jedna szafke kuchenna (brawa slysze!!) Jak wrocil o 22:30 to mi bardzo dziekowal, ze przygotowalam mu maszyne do kawy na rano, pozostalo tylko przed pojsciem spac nacisnac odpowiedni guzik (ja nie wiedzialam ktory) Byl bardzo zaskoczony, ze to zrobilam, bo to robota z jego dzialki;) Owczesny by olal, bo uznalby to za moj obowiazek. To jest ta roznica, ze w/g Wspanialego to ja nie mam obowiazkow i on zawsze dziekuje za wszystko co zrobie. CZasem to brzmi paradoksalnie, ale taki jest.

    ReplyDelete
  18. Cynamonowa--> Ale Magda jest cala szczesliwa z tym syndromem Dziuni, bo ze Andrzej jest wniebowziety to chyba zrozumiale. Magda jest tak zakodowana genetycznie, ze ona nie potrafilaby inaczej. Jak corka wyjechala na studia, to zartowalismy, ze Magda zacznie przygotowywac ubrania dzieciom sasiadow, tak z nudow:))

    ReplyDelete
  19. Zante--> No Ty to sie genetycznie plasujesz gdzies miedzy Magda, a mna :))) Ty chyba tez z tych co lubia i nie ma w tym nic zlego. Te co lubia to nie sa Dziunie. Dziunia to bylam ja, bo robilam a nie lubilam, moze dlatego tak szukalam rozwiazan, uzasadnien i logiki:))

    ReplyDelete
  20. Nie miałam okazji odkryć w sobie Dziuni, gdyż mój mąż wychował się w rodzinie 9-ciorga dzieci i w ich domu 6 chłopców i 3 dziewczynki miało rozdzielone obowiązki różnego rodzaju, tak że sam z siebie łapie za szmatę kiedy trzeba. W rezultacie nie ma u nas typowo męskich i kobiecych ról, tylko każdy robi wszystkiego po trochu w zależności od tego kiedy trzeba czy komu się chce (albo nie). Powiedziłabym: równość i demokracja.

    ReplyDelete
  21. Strdust, moze mialy nadzieje (niektore przynajmniej) ze jak sie wykaza to zajma miejsce nieobecnej?

    Ten moj kolega mial (i pewnie nadal ma, bo czemu nie) dar wzbudzania uczuc macierzynskich, moglby mature z tego pisac :-)

    ReplyDelete
  22. Niektóre kobiety zarzekają się, że taki układ im odpowiada, bo one po prostu LUBIĄ takie matkowanie/usługiwanie całej rodzinie. Hm... a może mówią tak, bo nie widzą alternatywy?

    Ja na przykład lubię sprzątać, ale nie wyobrażam sobie trzymania w domu obiboka, który nie potrafiłby po sobie sprzątać i miał dwie lewe rączki do "domowych obowiązków".

    Czasem jak patrzę na swojego dziadka, to wydaje mi się, że kanapki nie potrafiłby sobie zrobić...:\

    ReplyDelete
  23. This comment has been removed by the author.

    ReplyDelete
  24. Stardust: świetna metoda :)
    Ja sobie zrobiłam skuteczny odwyk i żyję prawdziwym "kawalerskim życiem". Nie ma to jak porządne przyzwyczajenie się do totalnej olewki w każdej kwestii :)) I mam nadzieję, że już nigdy nie wejdę w żadne chore tryby.

    ReplyDelete
  25. Aneta--> Matka 9-ciorga dzieci na pewno nie miala czasu byc Dziunia:)) Moja tesciowa zmarla na dlugo przed moim pojawieniem sie, wiec pewne rzeczy znam tylko z opowiadan. Kiedys Ciotka Wspanialego opowiadala, jak pamieta go jako 3 letniego chlopca, jak stawal na stoleczku zeby siegnac do szafki po pudelko z platkami sniadaniowymi. Wstawal jak wiekszosc dzieciakow wczesnie, matka jeszcze spala to sobie radzil i tak zostalo. Dzieci Magdy ogluchlyby od burczenia w brzuchu, ale nie zrobilyby nic;) Tzn. w tamtych czasach, bo teraz corka juz mieszka sama i jakos musi sobie radzic.

    ReplyDelete
  26. MarioAgdaleno--> No wlasnie tego nie rozumiem, bo to kobiety, ktore z kolei zostawily mezow i dzieci a tutaj przyjechaly na zarobek. Moze faktycznie jest cos takiego w niektorych kobietach, ze musza sie kims opiekowac? Licho wie. A facet, podobnie jak Twoj kolega, owszem byl wart grzechu;))) Tylko cena za wysoka.

    ReplyDelete
  27. Didzejko--> Z pewnoscia jest jakis odsetek, ktory tak mowi, bo nie widzi alternatywy, ale nie sadze ze wysoki. Ja naprawde wierze, ze jest bardzo duzo kobiet, ktore to lubia, czuja sie potrzebne w ten sposob. Popatrz w dzisiejszych czasach kobieta ma wolny wybor i moze pracowac, jesli chce, albo i nie. Ja osobiscie nie wyobrazam sobie siedzenia w domu, ja chyba nawet na emeryture nie bede umiala pojsc, bo umre z nudow. A sa kobiety, ktore kochaja byc w domu, pielegnowac to gniazdko, dogadzac, do tego sobie jakies hobby zwykle znajda. A to ogrodek, haftowanie, albo decoupage, robienie kartek. I im sie nie nudzi. Ja bym po miesiacu pizgnela garami, odkurzaczem i haftem i uciekla. To raczej kwestia usposobienia. Magda jest chodzaca slodycz, taka prawdziwa kobieta, pelna kobiecosci i wiecznie usmiechnieta. Nawet jak ja prosza o podawanie rzeczy, ktore mogliby sobie sami wziac, to ona sie czuje szczesliwa. Ja jakbym pizgnela Andrzejkowi ta popielniczka w leb, to by wiecej o nic w zyciu nie poprosil. Z drugiej strony moge cos zrobic sama z siebie, bo mam ochote. Tak jak wczoraj mialam ochote przygotowac te kawe, ale to nie bylo na zasadzie rozkazu. To wyszlo samo z moich potrzeb pomocy, bo wiedzialam, ze przyjedzie pozno, zmeczony i musi rano wstac wczesniej.

    ReplyDelete
  28. Diesel--> Ja zawsze przesadzam:))) bo ja ogrodniczka jestem:))

    ReplyDelete
  29. Ja miałam kiedyś takie samodzielnego. Rodzice nauczyli go, fakt, prawie wszystkiego. Potrafił dobrze gotować, prał sobie i po sobie sprzątał, naprawiał co trzeba było w domu i jakie formalności trzeba było to też załatwiał. Rodzice chcieli by sam radził sobie w życiu. I dobrze, bo nie wiem, czy rzeczywiście nie zostanie sam. Nauczył się wszystkiego,prócz tego jak kochać drugiego człowieka...

    witam.. ;)

    ReplyDelete
  30. Wiesz ta Twoja Magda ma wielką szanse obudzić sie z ręka w nocniku kiedy dzieci dorosną i się wyniosa. Co ona będzie wtedy robić, jaki znajdzie sens życia? Wiele jest kobiet, które były całe życie matkami- gospodyniami, a później nie wiedza co ze sobą zrobic jak gniazdo opustoszeje. Instynkt macierzyński powiadasz? No coż, ja chyba w takim razie takowego nie posiadam. Z J. Znamy sie od 9 lat, mieszkamy razem od 6 i nie miałam sytuacji bycia Dziunią. Jasne, że gotuje czasem i zrobię mu nawet pranie, ale nie należy to do moich obowiązków. Częso zdarza mi sie podnieść kuper jak on wchodzi do domu, ale często zdarza mi się nie zauważyc jesli bardzo zajęta jestem. J. wie gdzie jest lodówka, gotowac umie i sprząta pewnie więcej ode mnie
    (bo ja bałaganiara jestem ze hej).

    ReplyDelete
  31. Jakbym czytała o znajomej rodzinie. Mama - 100 % Pani Domu, taka co nie pozwoli sobie w kuchni pomóc, by ktoś inny buty pastował, wszystkim pakuje rzeczy na wyjazdy i oczywiście ubrania też szykuje... Zajmuje sie domem (i niemałym ogrodem), wszystko jest pod linijkę i na błysk. Ona jest szczęśliwa. Zmęczona, ale szczęśliwa. To jest kobieta, która nie umie odpoczywać, Jej całym światem jest dom (do tego stopnia, że w zasadzie nie opuszcza swojej dzielnicy - ostatnio się "chwaliła" że "na Rynku to ja już nie byłam no z 10 lat")Jej Mąż, a jakże, także szczęśliwy. "nie po to mam żonę, bym sam musiał sobie koszule prasować" - oto jedno z jego ulubionych powiedzonek... Wszystko super, sa bardzo konserwatywni, nie rozumiem ich sposobu myślenia ale są szczęśliwi, a mi nic do tego. Ale...są i dzieci (3). W wieku mocno pomaturalnym. Żadne z nich NIC nie robi w domu. A nie, przepraszam, chłopcy wykonują męskie roboty jak malowanie i cyklinowanie, natomiast dziewczę męskich robót oczywiście niet, a od żeńskich jest mamusia. Nawet herbaty sobie nie zrobią, bo mama z kuchni przegania. Te dzieci to ludzie, którzy już pare ładnych lat pracują, ale mieszkają z rodzicami, bo dom duży, "to po co się wyprowadzać i gnieździć w jakiejś klitce, w dodatku z kredytem na głowie", no i najważniejsza jest rodzina, trzeba się trzymać razem.... Dziewczę i jeden chłopak są samotni. Drugi z nich ma żonę, która rozumie podział na męskie i żeńskie czynności, więc nie ma problemu. Zresztą to jest tak dobrane małżeństwo że jak ona go POPROSI to on nawet i naczynia zmyje!

    ReplyDelete
  32. No właśnie, miałam napisać o tym, co Anna. Niech sobie Dziunia będzie szczęśliwa z tym, że robi wszystko za innych, ale jaki przykład daje dzieciom? Jakie wzorce im wpaja?

    ReplyDelete
  33. O to to.
    Swiete slowa.
    baby same sobie kopia grob, niestety a potem skarza sie, jakie to sa przepracowane i nikt im nie pomaga.

    ReplyDelete
  34. Ciekawe, kiedy "Magda" oszaleje i ucieknie. Albo mąż od niej. Do kogo? Do Takiej, Która Wymaga ;/

    ReplyDelete
  35. ha! A jednak Komendant dobrze wychowała synalka :-) Jeśli jestem w domu, pierwsze co robi, w butach i w kurtce biegnie się przywitać. Jeśli on w domu, a ja wracam, to wychodzi do mnie :-) zacznę chyba to doceniać....

    ReplyDelete
  36. :D ale to ja się czepiam senatora, co? :D

    ReplyDelete
  37. Rarytasowa--> Hmm przykre, a czy oni sie kochali, ci rodzice znaczy sie? Bo wiesz milosci to tez dziecko sie uczy w domu, byc moze w tamtym domu bylo wszystko zrobione pod linijke, wszystkie srubki przykrecone, uchwyty wypolerowane, ale czasu nie styklo na uczucia.

    ReplyDelete
  38. Evita--> Moj instynkt macierzynski tez jest powaznie ograniczony, istnieje, w zasadzie powinnam napisac istnial w stosunku do dziecka tylko i tak jest dobrze;)
    Magda z Andrzejem najprawdopodobniej wroca do Polski, chociaz tak naprawde to tego tez nie rozumiem. No ale oni zyja inaczej, ja inaczej.
    Wiesz ja sie staram nie oceniac, w sensie tym, ze pokazuje owszem roznice, ale nie osadzam, czy moj sposob na zycie jest lepszy czy ich. To sa po prostu dwa rozne sposoby. Ja osobiscie najbardziej balabym sie na miejscu Magdy, ze jak cos sie stanie Andrzejowi, to oznacza koniec mojego zycia. Zwlaszcza tutaj, w tym kraju, to raczej nalezy umiec przejac paleczke w razie potrzeby. Ona nie potrafi, bo oboje twierdza, ze "nie ma takiej potrzeby". Niech ich los ma w opiece, aby takiej potrzeby nie bylo.
    A z balaganiarstwem to sobie mozemy podac rece;)))

    ReplyDelete
  39. Anno--> No sa tacy ludzie:) Milo mi ze to nie tylko ja takich znam:)) Ja patrze i akceptuje, bo to nie moja dzialka, zeby wydawac opinie, czy tez probowac zmienic. Nie moj cyrk, nie moje malpy. A pogadac na blogu mozna, bo temat chyba ciagle aktualny.

    ReplyDelete
  40. Cynamonowa--> Wzorce dzieciom? Fakt, ze to my ponoc jestesmy tymi wzorcami. Ale tak z reka na sercu, to ja osobiscie zyje akurat w calkowicie inaczej niz zyli moi rodzice. Owszem jakies tam wzorce sobie czlowiek przejmuje, inne odrzuca, a w rezultacie tworzy swoje wlasne. Nawet nasze dzieci sa indywidualnymi jednostkami i nie mozemy oczekiwac, zeby powielaly nasze tradycje czy zwyczaje, bez wzgledu na to jak bardzo my uwazamy te tradycje za wartosciowe i swiete.

    ReplyDelete
  41. Futrzak--> Oczywiscie, ze to my jako matki, zony, siostry, corki, kolezanki, narzeczone pozwalamy na co pozwalamy im synom, mezom, braciom, ojcom, kolegom, narzeczonym. To my tworzymy warunki, a oni tylko grzecznie z nich korzystaja;)))

    ReplyDelete
  42. Kura--> Nikt nie musi od nikogo uciekac, jest wiele takich zwiazkow, ktore przetrwaly przez lata az do smierci.
    Popatrz Magda i Andrzej ciagle sa szczesliwym malzenstwem, a ja juz dawno sie rozwiodlam z Owczesnym i wyszlam po raz kolejny za maz. Nie sadze, zeby istniala recepta na szczescie, a jesli nawet istnieje, to i tak dla kazdego jest inna :))

    ReplyDelete
  43. Malinconia--> Zawsze mowie, ze Komendant ma cos w sobie:)) A moze to ja widze kawalek siebie w Komendancie?

    ReplyDelete
  44. Ida--> Ja tez, zycie mnie nareszcie nauczylo;)

    ReplyDelete
  45. Chętnie zajmuję się kuchnią, domem i sprzątaniem, kiedy sama nie mam nic innego do roboty. Ale kiedy jestem zmęczona, albo zajęta, to nie mam najmniejszych wyrzutów sumienia, żeby siąść przed tv albo przed kompem i zająć się sobą. Od czasu do czasu rzucam czułe słówka albo spojrzenia i uważam, że wszystko gra. :)

    ReplyDelete
  46. O nie! Żona ze Stepfordu to nie moja bajka! Gdy kolega Małż wraca do domu, sam sobie kluczem otwiera, a ja w tym czasie zalegam na kanapce. Obiadek jest, a jakże, ale sam sobie go odgrzewa. Ja potem tylko wstaję, by jakiś garnek czy patelnię obmyć, bo talerze i sztućce nauczyłam do zmywarki wkładać. W życiu mu niczego nie wyprasowałam!
    Na szczęście Małż od piętnastego roku życia po internatach i akademikach się chował. A w domu było ich na tyle dużo, że Teściowa by nie zdołała obsłużyć gromady...

    ReplyDelete
  47. iw--> czule slowka i spojrzenia tez u mnie dzialaja;)

    ReplyDelete
  48. Zgago--> W pierwszym i drugim malzenstwie gotowalam, sprzatalam, ukladalam w szafach i generalnie bylam odpowiedzialna za porzadek. Teraz mamy osobne szafy, ja nie mam pojecia co jest w jego szafie:) Nigdy zadnemu mezowi nie kupilam skrawka ubrania, bo uwazam, ze to powinni sami zalatwiac. Rowniez nigdy nie prasowalam, raz wyprasowalam Owczesnemu koszule i ponoc nie nadawala sie do porpawki, trzeba bylo uprac. To oni prasuja moje spodnie, bo ja taka zdolna, ze moge miec na tej samej nogawce 3 katny z przodu a 8 z tylu:)) W pierwszym malzenstwie robilam najwiecej, bo bylam glupia i nasaczona tym superwoman syndromem:) W drugim juz bylo lepiej, a teraz to juz mam calkowita labe. No czlowiek sie uczy i ewoluje;))

    ReplyDelete
  49. hej, jeśli mają zamiar wracać to chyba dla niej lepiej, tu u nas nic nie potrafiąca, "umęczona" Matka Polka nadaj ma pełny szacun, pozdrowionka ewa

    ReplyDelete
  50. Co stadło to inne zasady. Mnie w życiu zdarzyło się być Magdą, teraz jestem jej przeciwieństwem - mąż gotuje i robi zakupy, syn pierze,prasuje i gotuje, a ja w piątek robię generalkę. I jakoś dajemy radę.:)

    ReplyDelete
  51. Ewa--> Mowia o tym, ze jak tylko Przemek skonczy studia to wracaja. Tylko tez nie wiem jak Magda sie rozstanie z dziecmi, bo dzieci nie maja zamiaru wracac. Ale zobaczymy jak to bedzie.

    ReplyDelete
  52. Pieprzniczko--> Ja tez tak mowie, kazdy niech sobie zyje po swojemu, jak mu pasuje i jak chce.

    ReplyDelete
  53. Szkoda, że tak 25 lat temu nie napisałaś tych przemyśleń. ;)
    Przeczytałaby je pewna bliska mi osoba, która tak jak ja namiętnie czyta Twój blog, i być może zmieniłaby coś w "tym" względzie. Teraz to już za późno ;).

    Łatwo pisać, ale życie życiem i nie zawsze coś co wydaje się oczywiste można w prosty sposób przetłumaczyć i uzyskać akceptację. Wiele zależy od czasu i miejsca oraz tego co za nami.
    Po pierwsze trudno zwalczyć pewien obraz funkcjonowania rodziny wyniesiony z domu. Po drugie uwarunkowania, na które nie ma się wpływu: mąż od rana do wieczora w pracy, żona-mama nie pracuje zawodowo, ale za to haruje w domu. Dba o wszystko: wychowuje dzieci (nie wszystkim dana była pomoc babci), walczy o "zdobycie pożywienia", nakarmienie swoich podopiecznych itd. itp.
    Najgorsze było to, że to się utrwalało i nawet teraz trudno z tym walczyć. Ale powoli, powoli idzie ku lepszemu. Punktem zwrotnym było podjęcie pracy poza domem :)

    Pozdrawiam

    ReplyDelete
  54. Nooooo pięknie ....mam podejrzenia, że jestem jednak facetem;-) Idę się załamać w związku z powyższym!

    ReplyDelete
  55. Rotos--> Sama napisalas, ze "zycie jest zyciem" i wlasnie dlatego, zycie jest takie piekne, ze jest w nim miejce dla wszystkich. I kazdy z tych "wszystkich" dodaje zyciu uroku na swoj sposob.
    Nie ma recepty na zycie, na tym polega jego piekno:)))

    ReplyDelete
  56. Akular--> Sie nie lam, ja tez jestem chlopo-baba:)) Dobrze mi z tym. Kazdemu, jego wlasne niebo:))

    ReplyDelete
  57. Stardust - napisałem ;)

    Gdyby "napisała" - podobnie by to zabrzmiało, bo już się zgadzamy w tym temacie.

    ReplyDelete
  58. Jako kobieta pracująca ( mam na myśli przeszłość, oczywiście),a przy tym niezbyt mocarna z natury zawsze odwoływałam się do pomocy domowników i to moim dzieciom, a teraz ich rodzinom, tylko na dobre wyszło.Moja synowa na pewno może być zadowolona!! ;)))
    Ale znam wiele takich rodzin jak u Magdy z tym, że częściej w starszym pokoleniu i ten model już chyba ma tendencje zanikowe?

    ReplyDelete
  59. Rotos--> Przepraszam, powinnam sprawdzic i zwykle to robie. Postaram sie zapamietac:))

    ReplyDelete
  60. Kwoko--> Masz racje, ze to model zanikajacy, szczegolnie tutaj. Dlatego wlasnie Magda i jej rodzina sa takim przykladem wartym opisania:)

    ReplyDelete
  61. :) ale oni nam raczej nie matkują... więc nie mamy się czemu poddawać :)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...