Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Friday, March 26, 2010

Notka, nie notka

Mialam dzis nie pisac, a zajac sie nadrabianiem czytania i tak tez uczynilam. Tylko z czytaniem jest tak, ze czesto czytana notka, cos przypomina, stuka w rozumek i nie daje spokoju. Zmusza do pisania. I tak wlasnie jest dzis, Ida napisala cos, co przywolalo wspomnienia z przed wielu, wielu lat. Oto one.


Bylo to kilka miesiecy po slubie z Pierwszym, jakies 2 tygodnie wczesniej zorientowalam sie, ze jestem w ciazy, a wiec byl to czas ciezkich poczatkow, bo jeszcze nic nie widac, a juz wszystko jest nie tak. I to “nie tak” dokucza najbardziej, a glownie dokuczal glod z rana.
Pierwszy wpadl na pomysl, zebysmy odwiedzili jego niedawno owdowiala Ciotke, gdzies na wsi pod Jedrzejowem. Zgodzilam sie, w koncu wies jeszcze nikogo nie zabila, wyjechalismy tuz po sniadaniu w sobote rano.
Wies, jaka jest kazdy wie, krowy, kury, dzikie swinie i posrodku tego rozbiegana Ciotka starajaca sie ujarzmic cale gospodarstwo.
Ja w tamtym czasie bylam skromna dziewczynka, wiec polowe pierwszego dnia wizyty przestalam w kacie czekajac, ze ktos mnie zauwazy.
Cud, ze nie zaroslam pajeczyna w tym kacie, bo na wsi owszem czlowiek – gosc swoje prawa ma, ale na liscie priorytetow, to one sie plasuja gdzies na samym koncu. Natomiast przez to stanie w kacie natychmiast dostalam od Ciotki przydomek “miastowej”, czyli takiej co to sie nie tylko nie zna, ale i nie rokuje zadnych nadziei.
Pierwszy latal za Ciotka udajac, ze on sie zna, chociaz na dobra sprawe wiedzial tyle co ja, ale robil wrazenie. Jak juz gospodarka byla jako tako obrobiona to dostalismy jesc, posiedzieli, pogadali, Ciotka uronila lze, albo i dwie z powodu przedwczesnej smierci meza i byl czas pojsc spac.
Na te okolicznosc Ciotka przydzielila nam lozko w osobnym pokoju z ciezka jak kamien pierzyna. Nigdy nie zrozumiem dlaczego w srodku lata ludzie spia pod pierzyna, ale miastowe sie nie znaja, wiec nawet nie probowalam. Przywalona kamiennym ciezarem pierza i wrazeniami dnia zasnelam. Mialam uczucie, ze spalam bardzo krotko, a przynajmniej niewygodnie, bo ciezar pierzyny nie pozwalal nawet na obrocenie sie z boku na bok, kiedy obudzil mnie glos Ciotki.
-- Wstawajcie, bo trzeba isc do kosciola na sume i na cmentarz.
Zerknelam spod ciezaru pierzyny w kierunku glosu i zobaczylam, ze Ciotka jest juz odswietnie wystrojona i wymachuje ponaglajacym gestem reka uzbrojona w swiateczna torebke.
Jak sie juz wygramolilam spod tej gory pierza, to czasu starczylo tylko na obmycie oczu, ubranie i wyjscie. Ciotka caly ten czas stala juz w furtce ogrodzenia i od czasu do czasu poganiala, ze nie mozemy sie spoznic, bo wies bedzie gadac.
Szczerze powiedziawszy bylo mi to obojetne, ale postanowilam sie podporzadkowac w nadziei, ze przestane byc taka “miastowa”. Szybko wiec zarzucilam na siebie kilka szmatek, buty i pognalam kurcgalopkiem za Ciotka.
Nagle poczulam niesamowicie oslabiajace ssanie w zoladku.
No tak, przeciez nic nie jadlam, a w domu zawsze pierwsza rzecza bylo przegryzc cokolwiek, zeby tylko zaposkoic pustke w zoladku i nie doprowadzic do nudnosci.
-- Jak daleko ten kosciol? – zapytalam Pierwszego.
-- Jakies pol godziny drogi, na nastepnej wsi.
-- Nie dam rady, jestem tak glodna, ze za chwile zemdleje.
-- To dlaczego nie wzielas sobie nic do jedzenia?
-- Jak to dlaczego? Nie jestem u siebie, to raz, a dwa to Ciotka tak poganiala, ze na szczescie zdazylam zalozyc majtki na tylek.
-- Nie martw sie, zebys tylko doszla do kosciola, bo tam zawsze ktos sprzedaje jakies owoce, to kupimy – pocieszyl Pierwszy.
Udalo sie, dotarlam do kosciola. W miedzyczasie Pierwszy przekonal Ciotke, ze my zostaniemy na zewnatrz, przed kociolem, a ona moze isc do srodka. Nie bardzo byla z tego zadowolona, ale sie zgodzila.
Ledwie Ciotka zniknela w otchlani swiatyni jak wypatrzylam, ze z boku przy koscielnym murze jakis facet sprzedaje czeresnie.
Uradowalam sie okrutnie, bo ja czeresnie uwielbiam. Zazyczylam sobie kilogram i przysiadlam na koscielnym murze. Zanim sie zaczela msza to ja juz przerobilam czeresnie na pestki i ogonki. Pierwszy polecial po nastepny kilogram.
Przerabiajac ten drugi kilogram czeresni zorientowalam sie o co chodzi, one wcale nie zaspakajaly mojego glodu, a tylko nadmiar sokow w pustym zoladku wywolywal jeszcze wieksze uczucie glodu.
-- Pierwszy Ty tu zostan, a ja pojde do jakiegos domu przy drodze i poprosze o kawalek chleba – oznajmilam.
-- Ty chyba zwariowalas!! – oburzyl sie Pierwszy.
-- Nie zwariowalam tylko jest to odruch desperacji. Nie mam zamiaru tutaj zemdlec i moze jeszcze wyladowac w jakies lecznicy dla zwierzat. Sam mowiles, ze suma, to dwugodzinna msza, potem cmentarz. Jak Ty sobie to wyobrazasz, ja nie dojde do domu.
Patrzyl na mnie glupawo ciagle nie przekonany o slusznosci mojego pomyslu.
-- No chyba, ze odgrzebiesz ciagle stosunkowo swiezy grob Wujka i poloze sie obok – rzucilam zsuwajac sie z muru.
Powlokl sie za mna cigle marudzac, ze to wstyd, ze co ja powiem, ze, ze, ze..
Tez nie wiedzialam co powiem, jak powiem i co zrobie, i czy w ogole znajde kogos kto zrozumie, ale wiedzialam, ze dalsze siedzenie na murze i jedzenie czeresni wcale nie polepsza mojej sytuacji. Cos jeszcze marudzil idac za mna, ale jak zobaczyl, ze ja na serio kieruje sie w strone pierwszego domu, to wrocil pod kosciol.
Podeszlam do ogrodzenia i staralam sie wypatrzec, czy moze ktos jest na podworku przed domem. Nie bylo nikogo, a odwagi zeby ot tak sobie wejsc nie mialam. Poszlam dalej, przy 3 a moze 4 domu, przez szpare w plocie wypatrzylam starsza, korpulentna kobiete stojaca przed domem.
Kobieta wygladala na taka co to sama lubi zjesc, wiec liczylam na zrozumienie.
Podeszlam blizej, tak zeby mogla zobaczyc, ze ktos jest za ogrodzeniem i powiedzialam:
-- Dzien dobry.
-- Dzien dobry – odpowiedziala starsza pani podchodzac do furtki.
-- Prosze pani, ja jestem bardzo glodna, czy moglabym od pani kupic kawalek chleba? – zaczelam niepewnie.
Kobieta otworzyla furtke, powiodla szacujacym wzrokiem po mojej osobie od czubka glowy przez bluzke i  miniowe zakupione w Pewexie, az po uzbrojone w wysokie szpilki stopy i z powrotem. Jej wzrok zatrzymal sie na moment na mojej twarzy, spojrzala mi w oczy i wydala wyrok:
-- Wejdz dziecko, dam Ci jesc.
To “dziecko” bylo calkiem na miejscu mialam wtedy 21 lat i bez makijazu, na ktory dzieki Ciotce nie starczylo czasu, wygladalam jak dziecko, ciut wyrosniete, ale w porownaniu z wiekiem kobiety, bylam dzieckiem.
Drobnymi kroczkami powedrowalam za kobieta. Weszlysmy do domu, do duzej kuchni, takiej z duzym stolem. Kobieta podeszla do stolu, odsuwajac krzeslo kazala mi usiasc, a sama podeszla do kuchenki weglowej.
-- Napijesz sie mleka, czy herbaty?
-- Alez ja nie chce robic zadnego klopotu, ja tylko kawalek chleba chce i to juz bedzie dobrze – zaczelam sie krygowac.
-- To nie klopot, mam jajka gotowane, co zostaly ze sniadania – powiedziala stawiajac na stole przede mna pojemnik z maslem i czysty talerz.
-- Zrobie Ci herbate.. wy miastowe, wolicie herbate od mleka – dodala bardziej do siebie niz do mnie.
A mnie coraz bardziej bylo glupio, mialam wrazenie, ze jakos powinnam to wyjasnic, wiec powiedzialam cicho, lekko zawstydzona:
-- Bo wie pani, ja jestem w ciazy i wyszlam z domu bez jedzenia, a nie powinnam..
Tym sposobem, ta nieznajoma kobieta stala sie pierwsza osoba, oprocz Pierwszego, ktorej oznajmilam moj stan.
-- To tym bardziej powinnas zjesc, dobrze, ze przyszlas – mowiac to poglaskala mnie po glowie i postawila przede mna kolejny talerz z jajkami i duza bulka. Po chwili przyniosla herbate, a ja bylam tak wzruszona prostota jej dobroci, ze o malo sie nie rozplakalam.
Zjadlam wiec pelne, normalne sniadanie, caly czas myslac o tym, ze nigdy w zyciu nie przypuszczalam, ze kiedys bede prosic o jedzenie zupelnie kogos nieznajomego.
Jak skonczylam, to oczywiscie chcialam zaplacic, czego kobieta stanowczo odmowila mowiac tylko:
-- Glodnego nalezy sie nakarmic.
Odprowadzila mnie do furtki jeszcze pytajac, czy teraz na pewno dobrze sie czuje. W odpowiedzi pochylilam sie lekko i ja mocno, serdecznie usciskalam.
Nie wiem do dzis kim byla ta kobieta, w sensie nie mam pojecia jak sie nazywala, nawet nie wiem jak nazywala sie wies, w ktorej mieszkala.
Ale wiem jedno, ta kobieta miala dobre serce.
A to chyba najwazniejsza informacja o drugim czlowieku.
Sa jeszcze dobrzy ludzie i to oni powoduja, ze zycie jest warte przezycia, ze swiat jest piekny.

Do takich ludzi nalezy rowniez Ida. Zreszta sami przeczytajcie tutaj.

30 comments:

  1. zdarzyło mi się coś podobnego, tyle że nie byłam w ciąży, jeno zgubiona w górach i nie prosiłam o jedzenie tylko pytałam o drogę. raz zostałam ugoszczona chlebem, serem i masłem własnego wyrobu, a drugi raz podwieziona do domu, bo akurat deszcz lał. ludziom trzeba po prostu pozwolić spełniać dobre uczynki ;)

    ReplyDelete
  2. A nas na Krecie tubylec wyciągnął z piasku, w który się zaryliśmy, a następnie zaprosił na imieniny żony sąsiada, do którego właśnie jechał. ;-/

    ReplyDelete
  3. nawet łze uroniłam bo to śliczne było ;)) Ale naprawde Stardust, ty masz charakter, ja bym chyba sie nie odważyła. Ale ja jestem "dzika" dość, o droge się waham zapytać ;p...

    Ah a poprzednia notke to skomentuje tutaj. Faktycznie, jak mama wraca do domu, to za każdym razem z kotem się ścigam kto pierwszy ;) Ale o tym uczeniu facetów to racja. My wolimy zrobic, bo bedziemy pewne ze wyjdzie to dobrze i porzadnie. Tak jest w przypadku Taty u nas, lepiej wyreczyc, albo zamknac sie w pokoju i posprzatac po efektach ;p... więc oby wiecej takich Wspanialych! :)

    ReplyDelete
  4. Wiesz, są dobrzy ludzie i to nie podlega dyskusji. Tyle, że dziś takie czasy ( z całym szacunkiem, ale wydarzenie, które opisałaś miało miejsce ....no czas jakiś temu;-)))), że ludzie baliby się obcego wpuścić do domu, posadzić i nakarmić. Ot co!

    ReplyDelete
  5. DS--> To tak jak z tym totolotkiem, nie wystarczy prosic Boga o wygrana, trzeba jeszcze grac:))

    ReplyDelete
  6. Nielot--> No popatrz, na KRECIE!! taka goscinnosc. Ja uwazam, ze swiat jest pelen dobrych ludzi, trzeba tylko chciec to dobro widziec, albo jak napisala DS, dac ludziom szanse.

    ReplyDelete
  7. Ucieczko--> Do ludzi trzeba sie otworzyc, sprobuj, a moze Ci sie spodoba, to fajne uczucie.

    ReplyDelete
  8. Zante--> Czesciowo sie z Toba zgadzam, ale tylko czesciowo:)) Oczywiscie, ze to bylo prawie 35 lat temu, ale to nie znaczy, ze wtedy nie bylo powodow zeby sie bac. Pamietam od zawsze jak ludzie sie bali, a to cyganow, a to nieznajomych, a to czegos/kogos tam jeszcze. Ta kobieta tez byc moze by sie bala, gdybym ja byla kims innym. Wcale nie musiala mnie prosic do domu, mogla kazac poczekac na drodze, wyniesc te bulke i mi ja po prostu dac. Z drugiej strony ja wiem, ze czlowiek powinien byc ostrozny, ze nie mozna byc naiwnym, ale czy aby nie zamykamy sie w sobie i przed swiatem z powodu nadmiernej obawy i podejrzliwosci? A w takim razie po co to ekstra nakrycie dla wedrowca w wigilijny wieczor? Czy tylko na wypadek, ze wedrowiec okaze sie kims kogo znamy?

    ReplyDelete
  9. No i ja zgadzam się z Tobą częściowo, ale i częściowo;-))))))) W Polsce co rusz TV ostrzega starszych ludzi przed fałszywymi wnukami, przestrzega przed wpuszczaniem do domu bez sprawdzenia legitymacji kontrolerów instalacji jakiś, sprzedawców, przedstawicieli kablówek itd. Absolutnie nie uważam, że nie należy reagować, pomagać, wspomagać, ale też dziś należy się wykazywać większą czujnością niż ...dzieści lat temu

    ReplyDelete
  10. Zante--> A ja myslalam, ze to JA mieszkam w niebezpiecznym kraju na dzikim zachodzie:)))))

    ReplyDelete
  11. Och... ale żeście dziś wzruszające są... :)

    ReplyDelete
  12. Wszyscy jesteśmy Chrystusami jakby powiedział Koterski. Wszyscy mieszkamy w jednej wiosce ;-))))))

    ReplyDelete
  13. zdecydowanie NORMALNY CZŁOWIEK! :)

    (a nawiasem - kocham pierzyny ;)))))

    ReplyDelete
  14. Człowiek to takie dziwne stworzenie, czyni wiele zła, ale też takimi małymi uczynkami dobra czyni światło dookoła nas tak, ze warto żyć. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  15. Dobrzy ludzie są wszędzie, trzeba tylko umieć ich zauważyć. Czasy co prawda nie sprzyjające ufności no ale czy kiedyś było inaczej?

    P.S. Stardust, opisywałaś już kiedyś tę historię, zapamiętałam bo urocza i w tamtej wersji na śniadanie dostałaś jajecznicę;)

    ReplyDelete
  16. takich ludzi i takich historii coraz mniej, teraz nie ma już prawdziwych wsi, albo sobie radzisz na roli to nikogo do domu nie wpuścisz bo się boisz albo sama nie masz co do gara wlożyć, w mieście to samo, smutne to ale takie czasy

    ReplyDelete
  17. No już myślałam, że końcówka będzie przewrotna i kobieta wystawi Ci rachunek!

    ...ale zakończyło się ślicznie i super :)

    ReplyDelete
  18. No i popatrz, okazuje się, że kto rano wstaje... ten ma szczęście, jak trafi na taką kobietę o dobrym serduchu :)

    ReplyDelete
  19. MalaMi--> No zebralo nam sie na tkliwe opowiastki:)

    ReplyDelete
  20. Patrycjo--> Wiesz po 35 latach to i tak dobrze, ze mi sie z tych jajek rosol z kurczaka nie zrobil:)) Serio mowiac, ja juz na prawde nie pamietam, czy to byly jajka gotowane, czy jajecznica, wiem, ze zdecydowanie jajka.

    ReplyDelete
  21. Zante--> Swiat faktycznie jakos zmalal przez ostatnie kilkadziesiat lat:))

    ReplyDelete
  22. Spt--> Zaskoczylas mnie ta miloscia do pierzyn:))

    ReplyDelete
  23. Czarny Ptaku--> Ja wierze, ze generalnie ludzie sa dobrzy. Staram sie byc ostrozna, ale bez przesady.

    ReplyDelete
  24. Ewa--> Ja nie wiem, czy czasy tak bardzo sa teraz inne niz dawniej. W sumie kazde pokolenie ma na co narzekac i ma z czego sie cieszyc.

    ReplyDelete
  25. Dzikejka--> NIe bylo rachunku, byl tylko pekajacy z zazdrosci Pierwszy, bo jemu tez gralo z glodu:))

    ReplyDelete
  26. Magneta--> Nie prawda, ja wstaje codziennie o 6 rano i nic;)))

    ReplyDelete
  27. Straszliwie mi sie to podoba...wczoraj i mnie podobna sytuacja zdarzyla sie. Otoz kupialam z wyprzedzeniem bilety na festival tanca w Dublinie. W zwiazku z powyzszym powinna mnie obiac znizka, ktorej nie zaznaczylam bukujac bilety. Wczoraj zadzwonila do mnie Pani, ktora poinformowala mnie, ze roznice przeleja na moje konto. Bardzo mi bylo milo.
    Stardust-nie pisz tak interesujaco!!! W pracy zamiast pracowac ja czytam blogi, cholera...jak mnie zlapia ehhhhhh
    Pozdrawiam Cie mocnoooooooo

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...