Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, April 25, 2010

Przodownica pracy

Szwunka jakiegos zalapalam z tym malowaniem.
No spodobalo mi sie i zapierdalam z walkiem jak opetana.
Wczoraj z rozpedu wymalowalam nie tylko sralon, ale i korytarzyk, a dzis pewnie jeszcze kuchnie opitole. Wspanialy przy mnie nie wyrabia na zakretach z tymi robotami wykonczeniowymi, a ja szast prast i juz kolejna powierzchnia zrobiona. Fakt, ze on w tym sralonie to ugrzazl na amen z wykonczeniowka, bo w sralonie jest 9 otworow, a to upierdliwa robota. A przy tym Wspanialy, jako nieslychanie spokojny czlowiek, jest wyjatkowo dokladny, Ja zamalowalabym wszystko jak leci, on braboze, jak sie przypnie do jednego kata tak siedzi i dlubie.
No to niech sobie gmyra w tych kacikach, ja jestem od powierzchni duzych i plaskich:)
Ale musze przyznac, ze razem tworzymy zgrany zespol.
Nie wchodzimy sobie w droge, ja tylko co chwile wolam, ze mi wiecej farby trzeba, wtedy Wspanialy grzecznie schodzi z drabiny i dolewa nastepna porcje.
Widac chyba kto tu jest kierownikiem robot!!
Wlasnie siedzial na drabinie i gmeral w jakims zakatku jak ja zaczelam odsuwac kanape.
-- Nie szarp sie z ta kanapa sama, ja zaraz ja odsune - zawolal z wysokosci.
Nie powiem ciezka ta krowa, ale przeciez ja bym diablu leb urwala, to co, z kanapa sobie nie poradze?
Szus, szus i juz kanapa odsunieta.
-- Laaaa, robal!!! - zawolalam patrzac na podloge.
-- Zywy?!?!
-- Skarbie jakby on byl zywy, to ja bym juz wisiala na zyrandolu - wyjasnilam.
Sie robala odkurzylo i bylo po zawodach, ale skad sie ta zaraza taka duza tu wziela? nie daje mi spokoju.
No nic, jakos sie musial dostac do chalupy, wazne ze mu sie zeszlo bylo z glodu.
Skoro o glodzie mowa, wiec musze wyjasnic, ze nie jest tak zle, samymi owocami nie zyjemy.
Na sniadanie byla jajecznica, pozniej kanapki, a owoce tylko z doskoku;)
Wieczorem po skonczonej robocie Wspanialy zaproponowal, zebysmy poszli cos zjesc, ale spojrzalam na niego takim wzrokiem, ze szybko sie wycofal z tego chybionego pomyslu.
Zadzwonilam do knajpy i zamowilam obiad z dostawa do domu.
Przy obiedzie i piwku uzgodnilismy plan dalszego dzialania, nie tylko na dzien dzisiejszy, ale i nastepny tydzien. W nastepny tydzien trzeba koniecznie wybrac sie do IKEA, bo troche jednak beda mi te kartony przeszkadzac. Lozko do goscinnego juz zamowione, ma byc zrobione w ciagu 1-2 tygodni i wtedy juz mozemy spokojnie czekac na przylot Spt.
Gdyby nie ta wizyta, to pewnie bawilibysmy sie z tym malowaniem przez cale lato, albo i odkladali cala robote na pozniej, bo w odkladaniu "na pozniej" oboje jestesmy dobrzy :D
Po obiedzie polezalam w jacuzzi, bo to dobre na obolale kosci i na dobranoc obejrzalam film o doktorze Kevorkian. Jesli ktos nie pamieta, to chodzi o tego doktora od eutanazji.
Film dobry, w roli glownej, wspominany w poprzednich notkach Al Pacino.
Moze niezbyt odpowiednia rozrywka na dobranoc, ale przyznam, ze jestem absolutnie ZA.
Pamietam te wszystkie afery lata temu, zwiazane z dzialalnoscia dr. Kevorkiana i juz wtedy podobala mi sie idea godnego zakonczenia zycia, ale moze jeszcze nie myslalam o tym tak dojrzale jak teraz.
Natomiast po wczorajszym filmie, przyznaje, ze chcialabym miec takiego doktora w zasiegu, na wypadek gdyby...
I tym optymistycznym ;) akcentem koncze i biore sie do dalszej walki z malowaniem:))

23 comments:

  1. Dobry podział prac to podstawa. Każdy jest stworzony do innych misji :D. Ja np. wolę precyzyjne prace. Na dużych powierzchniach czuję się nieco zagubiona ;P.

    ReplyDelete
  2. Odnosnie doktora K. to absolutnie sie zgadzam.

    Jezeli chodzi o malowanie to chcialam powiedziec, ze u mnie tez by trzeba bylo..........,
    ah, marzenia to dobra rzecz.

    ReplyDelete
  3. Witaj, pewnie zaraziłam sie od Ciebie, bo zabrałam sie za zakładanie siatki na loggii, bo mi ostatnio koty wlaża na balkon.Na moim osiedlu jest stanowczo za duzo kotow.Poniewaz moj maz uparl sie,ze mi pomoze, to musze cala prace podzielic na male etapy, zeby sie nie zmeczyl.I tym sposobem uporzadkowanie calości zajmie mi nie 2 dni, tak jak dotychczas, ale pewnie z tydzien.
    Miłego, ;)

    ReplyDelete
  4. O takiego doktora raczej trudno. Trza sobie robić zapasy pigułek skutecznych nad wyraz, w dużej ilości..;-))))

    ReplyDelete
  5. Grunt to dobra organizacja.
    Podziwiam ten zapał i samozaparcie. Ja wciąż wzdrygam się na myśl o jakimkolwiek remoncie:)

    ReplyDelete
  6. Athena--> Ja sie nadaje rowniez do prac precyzyjnych, tylko sie nie ujawniam jak nie ma potrzeby:)) Ale dzis sie ujawnilam i zaoferowalam, ze bede robic brzegi dolu scian. Wspanialy zareagowal przerazeniem, bo przeciez jest marmurowy molding i nie mozna go zamalowac. Musialam mu przypomniec, ze ja reguluje brwi woskiem, a to znacznie odpowiedzialna praca. No i sie okazuje, ze radze sobie z tym moldingiem lepiej i szybciej niz on:))))

    ReplyDelete
  7. Lukrecjo--> Wpadne i pomalujemy, a Chris tylko bedzie odpowiedzialny o zapasy napedu;))

    ReplyDelete
  8. Anabell--> Biedny ten Twoj maz, chce sie wykazac i pewnie nie moze sie pogodzic, ze pewnych rzeczy nie wolno mu robic. Pozwol mu pomoc, wiesz to psychicznie podnosi na duchu. Ale co ja Ci wygaduje, sama o tym wiesz.

    ReplyDelete
  9. Zante--> Ja mam nadzieje, ze zanim przyjdzie moj czas, to takie uslugi lekarskie beda akceptowane i dostepne. Przede wszystkim to ciagle mam nadzieje, ze mnie szlag trafi gdzies w biegu i nie bedzie potrzeby, ale jakbym miala dostac jakiegos Niemca i nie wiedziec kim jestem, to uwazam, ze jest to naprawde doskonale wyjscie.
    Tabletek moge zapomniec wziac;))

    ReplyDelete
  10. Ida--> Remontu, w sensie burzenia scian, wymiany okien, czy drzwi, przestawiania kuchni itp. sobie nie wyobrazam i na 100% sie nie nadaje. Przy malowaniu nie ma kurzu, wiec moge zniesc raz na kilka lat. Wszystko tylko nie kurz!!! Przy kurzu umieram, jestem uczulona, kicham, prycham, smarcze, oczy mi puchna.. Potwor w ciagu kilku minut.
    Co ciekawe moge byc w zakurzonym pomieszczeniu, bylebym nie wziela sie za odkurzanie, jak odkurze jedna polke juz jestem ciezko chora.
    Wygodna taka choroba, nie powiem:))

    ReplyDelete
  11. Kurdesz, u mnie też wypadałoby pomalować saloon, ale tak 3,5 m wysokości, więc trochę mnie to przeraża... Z resztą pomieszczeń walczyłam w zeszłym roku, ale z tym saloonem to siąść tylko i płakać. A, jeszcze mam klatkę schodową,prawie 5 m wysokości i schody zabiegowe, więc nawet drabiny nie ma jak ustawić... Ot, zagwozdka. Chyba poczekam na tę wygraną w totka i wezmę fachowca :)
    Ale jakbyś pragnęła spędzić aktywnie urlop w kraju przodków, to służę adresem ;-)

    ReplyDelete
  12. MP--> Juz Ci wspolczuje:) Mieszkalam na Manhattanie w dwoch takich wysokich mieszkaniach, na szczescie wtedy nie musialam sie przejmowac malowaniem. Lubie byc gosciem w takim domu, czy mieszkaniu, ale mieszkac wole bardziej funkcjonalnie. Zwlaszcza w tym wieku:)))

    ReplyDelete
  13. Stardust-> albo nie pamiętać gdzie się je schowało....kurcze! Tego nie przewidziałam ;-))))

    ReplyDelete
  14. oj dałabym wiele za jakis rodzaj szwunka:)
    malującego też!

    ReplyDelete
  15. ...Co mi przypomniało, że mam połaci owe okna do wymycia. Pierońsko wysoko. i niewygodnie...

    ReplyDelete
  16. Star,
    paliwa to nam raczej nie zabraknie, LOL

    ReplyDelete
  17. Zante--> Wlasnie, ja juz teraz nie pamietam gdzie co schowalam:)) Zreszta sa dowody w poprzednich notkach. Kurde!! Tragedia!!

    ReplyDelete
  18. Beata--> To chyba tylko trzeba zaczac, a potem to juz czlowiek dostaje kopa, bo chcialby szybko skonczyc.

    ReplyDelete
  19. Nivejko--> To sobie wyobraz to mycie okien za nastepne 15-20 lat. Z wiekiem zrobilam sie coraz bardziej wygodna, zadne mycie okien, firanki pierdzianki, zasloneczki, falbaneczki, to juz nie dla mnie. Chce zyc prosto, latwo i wygodnie:)))

    ReplyDelete
  20. Lukrecjo--> No masz, a ja liczylam na to, ze sie Chrisowi nie bedzie oplacalo:))

    ReplyDelete
  21. Sybaryci, łączcie się!

    ReplyDelete
  22. taaa, to wystarczy zacząć? skończy sie samo? :))))) oj, njie u mnie:)

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...