Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Sunday, April 4, 2010

Swieta po mojemu

W Stanach Wielkanoc to swieto jednodniowe, tylko niedziela. Chociaz niektorzy swietuja tez piatek i wtedy maja swieto 3 dniowe, najczesciej sama tak robie, ale w tym roku mialam klientke, ktora mieszka w Washington DC i bardzo rzadko przyjezdza, wiec umowilysmy sie na piatek wieczorem.
Za to tym razem Wspanialy byl w domu w Wielki Piatek, co czynilo go odpowiedzialnym za obiad.
Zadzwonil w ciagu dnia:
-- Na obiad, to chyba mam zrobic rybe, tak?
-- Tak - odpowiedzialam.
Za chwile zadzwonil Potomek:
-- Mamo dzis na obiad, to mam jesc rybe, tak?
-- Tak synu, rybe.
Odlozylam telefon i obsmialam sie z nich obu, bo jak widac pewnie zwyczaje juz im zaszczepilam i to niekoniecznie dlatego, ze sama przywiazuje wage do postu, ale jest to tradycja wyniesiona z domu.
Przy okazji umowilam sie z Potomkiem, ze przyjedzie jak zawsze w sobote na obiad, tym sposobem swietujemy przez dwa dni. Swieconki u mnie nie ma, jakos zawsze uwazalam ten zwyczaj za niekoniecznie katolicki, a bardziej polski. Wiele krajow o dominujacej religii katolickiej nie ma tradycji swiecenia i jest dobrze, wiec ja tez zrezygnowalam z tego obrzadku juz wiele lat temu. Dla swieconki musialabym w sobote rano jechac specjalnie do polskiego kosciola, a poniewaz do kociola nie chodze, to taka jednorazowa wizyta bylaby niczym wiecej jak aktem hipokryzji.
Zakupy swiateczne juz od lat robie na tydzien przed, zeby uniknac tlokow zwlaszcza w polskich sklepach, a niestety na Wielkanoc chce mi sie polskiej szynki;) Wiec tydzien temu zakupilam 1/2 kg szynki juz w plasterkach, troche wiejskiej kielbasy mocno wedzonej, biala kielbase i zakwas do zurku, i to wszystko co mi potrzeba dla tradycji. Po powrocie do domu pakuje to wszystko hermetycznie i zamrazam.
Nigdy nie rozumialam tej swiatecznej nagonki na sprzatanie, wiadomo, ze kazdy chyba sprzata w ciagu roku, wiec jaka to roznica, czy przed Wielkanoca, czy 2 tygodnie po Wielkanocy?
Sprzatamy w zasadzie w miare regularnie, raz na miesiac tak bardziej dokladnie, a na codzien utrzymuje sie porzadek. Ilez moga nabrudzic dwie dorosle osoby?
Dawno temu, jeszcze jak mieszkalam w Polsce to pamietam, ten przymus "narobienia" sie przed swietami, to byla jakas swoistego rodzaju przyjemnosc, jak sie potem siedzialo przy stole i wszystkie panie licytowaly ile, ktora nocy nie przespala, ile plackow napiekla, ile firanek naprasowala. I cale towarzystwo podziwialo z otwartymi gebami, tylko orderow nie dawali. Pamietam tez panie stojace pod blokiem patrzace w gore na okna "czy Nowakowa to nie ma zamiaru myc okien na swieta?" I biedna Nowakowa, chocby jej mial woreczek zolciowy peknac, wskakiwala na okna, zeby jej palcami nie wytykano.
Moja wlasna babcia do 76 roku zycia byla niewolnica okien i kurzu na szafie. Majac 76 lat przeprowadzila sie do nas i nie mogla przebolec, ze juz jej nikt nie pozwala skakac po oknach.
Na szczescie ja sobie moge tu zyc jak chce, czyli wygodnie, bo ja wyznaje zasade, ze zycie ma byc przyjemnoscia a nie meczarnia.
W zwiazku z powyzsza zasada, nie mam firanek, bo nie potrzebuje kolejnej szmaty do prania i prasowania, poscieli nie prasuje, bo dzieki Bogu ktos madry wymyslil przescieradla z gumkami, ktore sie naklada i jest OK. Chwala rowniez niebiosom, za to, ze w Ameryce nie ma magla i krochmalonej poscieli.
Okien nie myje, ot czasem od wewnatrz, a jedyne okno, a w zasadzie szklane drzwi jakie myjemy to drzwi na taras, bo tutaj osiada tlusty dym z grilla. Pozostale okna myje za mnie deszcz i robi calkiem dobra robote, wiec nie bede go pozbawiac etatu.
Wracajac do tematu swiat.
Na sobotni obiad ugotowlam zurek na bialej kielbasie, z jajkiem i z chrzanem. Tu ciekawostka, Wspanialy, ktory nigdy wczesniej nie znal zurku, bardzo go lubi, ale nie czesciej niz raz do roku;)
Zrobilam tez biala kielbase pieczona z duza iloscia duszonej cebuli i juz mielismy sobotni obiad gotowy.
W piatek wieczorem zamarynowalam tez jagniecine w yogurcie, zeby byla gotowa do upieczenia w niedziele.
Ciast zadnych nie pieklam, bo nie chce ich jesc, wiec lepiej nie miec w domu pokusy.
Ustalilismy juz wczesniej, ze przydalby sie sernik, wiec zakupilam gotowy sernik, ktory jest podzielony na 12 porcji, ktore mozna rozmrazac w dowolnej ilosci.
Pogoda jest piekna, wczoraj wial troche chlodniejszy wiatr, ale dzis jest pelnia lata (23C) wobec powyzszego Wspanialy zabral sie za porzadkowanie naszego mini ogrodka.
Kazdy robi co chce, nie ma zadnego obowiazku siedzenia przy stole poza posilkami, ten dom rzadzi sie swoboda i tak lubie. Niech sobie kazdy swietuje jak mu pasuje.
Jest nas tylko troje, wiec siedzenie i usilowanie swietowania mogloby doprowadzic do tragedii;)
Uwazam, ze swieta powinny byc przyjemnoscia bycia razem, bo chcemy, a nie bo musimy.
Dlatego tez Potomek zwykle instaluje sie w pokoju goscinnym ze swoim wlasnym sprzetem, nie zmuszam do niczego, sama nie lubie byc zmuszana, nie znosze presji wiec tez nie wywieram jej na innych.
Chalupa jak wiadomo bedzie malowana po swietach, wiec jest owszem posprzatana, ale wcale nie wiecej niz zwykle, a jesli juz, to raczej mniej.
Dzis przy sniadaniu Wspanialy zauwazyl, ze nie wyjelam moich corocznych wielkanocnych dekoracji.
-- Ooo w tym roku nie zrobilas koszyczka z pisankami, ani zadnych innych pierdolek?
-- Nie zrobilam, bo mi sie nie chcialo, a co? steskniles sie za puchatymi kurczatkami?
-- Mnie tam obojetne, ale zawsze robilas jakies dekoracje.
-- Kryzys jest kochanie, kryzys nawet na dekoracje.
Na sniadanie bylo kilka palsterkow szynki, schabu pieczonego (w zasadzie gotowanego), ktory sama robilam i troche mocno wedzonej wiejskiej kielbasy, jajka na twardo (bez majonezu), salatka z pomidora
Po sniadaniu wybralismy sie na krotki spacer po okolicy. Jest tak slicznie, ze az nie chcialo sie wracac do domu. Po powrocie Wspanialy znow zabral sie za jakies nasionka i insze bulwy, ja sie nie znam, wiec tylko chwale i przytakuje. Potomek zamknal sie w goscinnym i tylko od czasu do czasu dochodzily mnie odglosy rozmow prowadzonych z calym swiatem. Ja w miedzyczasie przytrenowalam oko przed telewizorem.
Uwielbiam takie swieta.
O 17tej wrzuce jagniecine do piekarnika, zrobie salate, Wspanialy ugotuje ziemniaki, bo jest swieto, wiec beda na obiad ziemniaki, moze nawet zjem symboliczna lyzke i bedzie po swiecie. Wieczorem posiedzimy przy kawalku sernika z kawa i lampka wina.
Nie bede przezarta, przepracowana, ani znudzona wymuszonym towarzystwem.
Moze byloby inaczej, gdybysmy mieli tutaj wielkie rodziny, na szczescie Wspanialy jest jedynakiem, a cala moja rodzina jest w Polsce. Bede szczera, a moze nawet za szczera, ale zupelnie nie tesknie za wielka rodzina i suto zastawionym swiatecznym stolem.

PS.
Poniewaz w domu bylo goraco, ta jagniecina musiala siedziec w piekarniku przez godzine, to obiad jedlismy na tarasie, lampka wina i tak mi sie zrobilo "latowo", bo to nasz pierwszy obiad na tarasie w tym roku.
Sezon letni uwazam za otwarty:)))

34 comments:

  1. podobają mi się te Twoje święta! Wesołych więc! :D

    ReplyDelete
  2. Spotkania rodzinne maja swoj urok, ale takie leniwe swieta tez.

    Ja dzisiaj troche z corka, przed telewizorem, torche przed kompem.
    Na sniadanioobiad zjadlysmy troche przepiorczych jajek z wlasnym sosem tatarskim (robilysmy wczoraj razem), szynki i pasztetu z kaczki (kupionych).
    Na obiadokolacje zupe z kartonu warzywna, bo stala samotnie w lodowce i jej sie termin konczyl, a takze pity z ziolami maczane w roznych humusach (kupione gotowce). Mial byc indyk duszony z ananasem i rodzynkami, ale nam sie nie chcialo robic.
    A teraz chyba sie rusze do lodowki po pasche i jakiegos alkohola pasujacego po drodze wyluskam z szafki. Wiem, Goldwassera na lodzie sprobuje, podobno niezly.

    ReplyDelete
  3. Bardzo mi się podoba, że zrobiłaś święta bez napinania się.
    Oglądanie okien, czy aby czyste, praktykuje się do dzisiaj w Warszawie. Mogę potwierdzić. Masakra.
    Moja matka, jak zwykle, zrobiła mega-porządki i teraz żaden kurz nie ma odwagi usiąść na niczym. Oraz nagotowała jakąś masę różnych rzeczy, ale mnie to nie przeszkadza, bo na Wielkanoc spożywam jedynie pieczone mięsa kanapkowe i kaczkę pieczoną.
    Potem z przyjaciółmi na winko do knajpy i do domu.
    Stardaście - Wesołych Świąt!

    ReplyDelete
  4. Też nie tęsknię... czasami mogę się spotkać, pogadać ale wtedy kiedy ja mam na to ochotę, a nie wtedy kiedy kalendarz sobie tego życzy :)

    ReplyDelete
  5. a ja jak Ty wyznaję zasadę, że jak mam ochotę to i wysprzątać w szafach mogę w lipcu:).

    Leniwie, inaczej... tak jak się chce:)

    ReplyDelete
  6. Evek--> Ja sie naprawde zrobilam wygodna i chyba dlatego tak mi dobrze w tej Ameryce. Tu nikogo nic nie obchodzi, kazdy zyje jak chce.

    ReplyDelete
  7. Tez jakos bardzo nie naginam sie. A to dlatego ze: Monsz jest "egzotyczny", a nie Made in Poland, wiec jakoz ze jest podzial kurturowy hehehe staram sie dostosowac do niego tak jak on stara sie dostosowac do mnie. dwa, nie potrafie gotowac, to rola i obowiazek Mensza.A swieta? Coz.. Mamy dlugiiiiieeee wycieczki w nieznane i znane, mamy kino i wino (jak sie zrymowalo piknie), mam moje ksiazki i to kocham w wypoczynku samym w sobie, niezaleznie od dnia i daty w kalendarzu. Tradycje polska lubie jednakze w jakims stopniu wnosze ja do naszego domu. Po prostu ja lubie i daze sentymentem. Okna czyste sa, perfekcja w pelni w tej dziedzinie. Bom taka przeprzydla baba jest. Wszystko musi byc cacus glancus co mnie sama doprowadza do szalu. Ale nie panikuje, czekom czekom ;-) spokojnie az sie i w tej tematyce choc troszku zmienie.
    Niech kazdy robi swieta jak tylko kce ;-) na wlasne ryzyko udania ich badz tez nie. Gdyz wlasne samopoczucie jest rzecza najwazniejsza.
    Za rodzinka tesknie, jak najbardziej w postaci mamy, siostry i siostrzencow. Reszte...znam z czasow kumunii sw a moze nawet chrztu.
    Calusyyyyyyyyyyyy w nos

    ReplyDelete
  8. Czarownico--> To Ty tez mialas leniwe, wygodne swieta. Te rodzinne zawsze byly dla mnie meczace, a moze wlasnie w mojej rodzinie tak bylo. Trudno powiedziec, ale to chodzenie "od Wos do Nos" zwlaszcza jak sie czlowiek urobil po czubki wlosow i jedyne o czym marzyl to polozyc dupe na kanapie, a tu trzeba albo gosci podejmowac, albo isc w gosci. Lubie gosci, ale niezobowiazujaco, na luzie:))

    ReplyDelete
  9. Marku--> Podziwiam Twoja Mame. Mnie sie nie chce, moje mieszkanie uznalabym za czyste, ale nigdy sterylne. Chyba nawet sama balabym sie w nim poruszac, jakby bylo sterylne;)))

    ReplyDelete
  10. Nivejko--> O to, to wlasnie tak na luzie, bez okazji, zywiolowo i nieswiatecznie;))) tak lubie.

    ReplyDelete
  11. Ida--> Dokladnie tak, wtedy kiedy mam ochote na szafe, na kurze, na moze nawet okna, ale nie kalendarzowo;))

    ReplyDelete
  12. Tabdel--> Wspanialy jest "made in USA" czyli tez egzotyczny, a dodatkowo jest zydem, wiec juz zupelny groch z kapusta:))) Na szczescie oboje jestesmy niereligijni, chociaz tradycje swiateczne dominuja moje, jego swiat sie nie obchodzi bo ani ja nie umiem, ani on nie potrafi. Niby cos tam wie, ale nigdy tego nie robimy. Moj Potomek i tak mu zawsze mowi, ze pojdzie do zydowskiego piekla za wigilijny oplatek i wielkanocny zurek:))) Tworzymy swoje wlasne tradycje, nic na sile, ale jednak z dominacja moich;))

    ReplyDelete
  13. Od kiedy mieszkam we własnym domu, nie uprawiam świąt (nie jestem katoliczką, więc po co?). Mąż lubi białą kiełbasę i jajka, więc jest biała kiełbasa i jajka. Piekę chleb, bo zwykle piekę. Ciast nie piekę, bo mi nie wychodzą. W tym roku był świąteczny gulasz z piwem i kaszą jęczmienną, dzisiaj po jajkach z rzeżuchą pojechaliśmy do teściów (u nich można bez problemu położyć się po obiedzie spać), jutro będzie świąteczna kiełbasa i obiad w restauracji. Ja jednak chyba leniwa jestem ;-)
    Pewnie się złamię, jak córka będzie mi dorastać, zaczniemy ubierać choinkę, malować pisanki, bo czemu nie.

    ReplyDelete
  14. ach, super, ja niestety musiałam być tam, gdzie nie chcę, robić to, czego nie chcę, jeść coś, bo trzeba - straszne;
    ideałem są Twoje słowa: "Niech sobie kazdy swietuje jak mu pasuje."
    dojrzewam do świąt na własny rachunek, mimo że to zrani moich najbliższych, niestety

    ReplyDelete
  15. U nas 9 sztuk się uzbierało, mały zgrzyt, bo synowa sie z Szymonem pokłóciła i została sama w domu.... Nie przejedliśmy się, po obiedzie nastapiło ,,dzielenie łupów'' i każdy pojechał w swoją stronę!
    Jutro jedziemy do dzikiej głuszy, czyli na głębokie Kaszuby, do teściów córki... Pooddychać zdrowym powietrzem, a może i pierwszego w sezonie kleszcza podłapać?...

    ReplyDelete
  16. Stardust, niewazne gdzie jest made in, najwazniejsze jakim jest czlowiekiem. Wartosciowym, skonstnialym w swych pogladach, a moze cieplym i otwarty na innych. W skali egcotyki. Moj jest nieco bardziej wyzej porownujac do twojego Wspanialego z Zydowskim acentem. Ciesze sie bardzo, ze natrafilas na niego. Tak jak ja sie ciesze, ze natrafilam na swego Mensza, przyjaciela. I oby tak dalej kobitko!!!! Milosc i przyjazn cala reszta jest tak dalece ulotna.
    Calusy.

    ReplyDelete
  17. Sardaście, moja matka ma dopiero 73 lata, więc jeszcze nie jest stara. Jeśli mówimy o sterylności, to sterylne jest mocno za mało powiedziane. Jeszcze w piątek wieszała świeżo uprane firanki swoim mieszkaniu (starodawne mieszkanie, firanki to wielkie płachty, które nijak nie chcą się zmieścić do pralki i trzeba prać ręcznie w wannie). A do tego już tydzień wcześniej przygotowywała różne rzeczy do jedzenia. Oraz nawoziła zakupów. Dla pułku wojska naszykowała, choć my tylko we dwoje, ale jutro ma przyjść samotna kuzynka.
    W każdym razie po raz pierwszy w historii zjadłem nie za dużo, potem poszedłem do przyjaciół, napiliśmy się winka i pojechaliśmy do knajpy (hotelowej, bo inne zamknięte) i jeszcze trochę zjedliśmy. Jeszcze więcej winka.
    Jeszcze raz wesołych świąt.
    Strasznie miło tu być. Baw nas dalej Stardaście!

    ReplyDelete
  18. Zuzanko--> Tak to jest, ze w pewnym okresie zycia robi sie wiele "dla dzieci", ja tez przez to przeszlam. Swieta i zwiazane z nimi tradycje i obrzadki sa wielka frajda dla dzieci, wiec warto sie poswiecic;) Teraz moge sobie pozwolic na luz. W sumie wiekszy zlot rodzinny mam tylko w Thanksgiving, bo wtedy przylatuje Tatek i dzieci Wspanialego. Od ostatniego Bozego Narodzenia przebakujemy o spedzaniu BN z corka Wspanialego, bo ona z kolei wyszla za maz za Luterana, wiec byc moze dojdzie mi kolejne swieto w wiekszym gronie. Na szczescie ich tez jest tylko troje i tesciowa luzacka, wiec moze da sie przezyc;) Jesli w ogole do tego dojdzie;)))

    ReplyDelete
  19. Anno--> Na pocieszenie Ci powiem, ze zaliczylam wiele takich swiat pt. "tak wypada":)) Ale jak przyjechalam tutaj to sie od tego urwalam zupelnie. Sa emigranci, ktorzy leca na swieta "do domu", ja nigdy tego nie zrobilam, moj dom jest tu gdzie ja jestem. I nawet jak bylam sama z Potomkiem i czesto znajomi probowali mnie zaprosic "bo jak to zostaniesz na swieta taka sama" to tez sie nie dalam. Ja lubie byc taka sama i robic to na co mam ochote, albo nie robic nic, bo nie mam ochoty.

    ReplyDelete
  20. Zgago--> Nie wiem jak Ty, ale ja osobiscie uwazam, chociaz to nie moja sprawa, ze synowa zrobila dobrze. Po co psuc atmosfere wszystkim? wystarczy, ze oni mieli juz zepsuta. A tak to ona sobie zostala ze swoimi zalami do przemyslenia, a Szymon przyjechal do Was. Zdecydowanie wole takich ludzi niz obecnosc na sile;)))

    ReplyDelete
  21. Tabdel--> Moj maz jest czlowiekiem otwartym na wszystko, na wszystkie kultury, religie, charaktery i zwyczaje. Nigdy w zyciu nie spotkalam kogos, kto tak umialby sie przystosowac i takim szacunkiem darzyc wszystko co inne. Wierz mi na te ksywke "wspanialy" to on sobie naprawde zapracowal;))))

    ReplyDelete
  22. Marku--> Moj podziw dla Mamy nie ma nic wspolengo z jej wiekiem. Ja mam 55 lat i mi sie nie chce;))) Stad ten podziw, podziwiam kobiety, ktore to robia bo lubia i wkladaja w te robote i przygotowania cale swoje serce. A do takich kobiet, z tego co piszesz nalezy Twoja Mama. Wesolych Swiat i przekaz zyczenia dla Mamy od zwariowanej, leniwej Stardust. O tym lenistwie to moze nie wspominaj;))

    ReplyDelete
  23. Bee--> Trzymam!! W tym wieku juz sie nie puszcza:)))

    ReplyDelete
  24. Witaj, odkąd poszłam "na swoje" przestałam być niewolnicą wszelakich świąt- zadnych szalenstw sprzatania wbrew zdrowemu rozsadkowi,zadnego pichcenia na zapas, bo po co?Pamiętam z domu to jedzenie "poswiateczne"-jeszcze przez tydzień po świętach. Zreszta ja na swieta zawsze staralam sie wyjezdzac gdzies w gory.Bardzo mi się dlatego podobalo w Niemczech- śniadanie Wielkanocne niewiele bardziej skomplikowane niz codzienne (bo to było sniadanie, a nie sniadanie z obiadem), potem wyjazd w jakies ciekawe miejsce, powrót na zwykly obiad, zadnej celebry i znow jakies wyjscie z domu. A teraz swietem bylo to,ze maz dostal przepustke ze szpitala na 3 dni, wiec mogl odpoczac od szpitalnej rzeczywistosci.
    Milego, ;)

    ReplyDelete
  25. Przyświeca nam najwyraźniej ta sama praktyczna idea, bo i ja nie mam firanek, prześcieradła na gumkach, nie krochmalę, nie prasuję nie zaglądam na szafę ;)

    ReplyDelete
  26. Anabell--> Tez pamietam to jedzenie poswiateczne:) jadlo sie to az do znudzenia przez caly tydzien. Fakt, ze to byly inne czasy i niejednokrotnie swieta byly okazja do lepszego jedzenia.
    To milo, ze Twoj maz dostal przepustke, swieta w szpitalu to przygnebiajace. Mam nadzieje, ze juz niedlugo wyjdzie tak naprawde, a nie tylko na przepustke.

    ReplyDelete
  27. Magenta--> Milo wiedziec, ze to nie tylko ja jestem taki odmieniec. Ale nie masz pojecia ile razy przez te wszystkie lata moje polskie kolezanki mi "delikatnie" zwracaly uwage, ze "jak to tak bez firanek" :))))

    ReplyDelete
  28. Widzę Stardust, że takich luzaków jest więcej. A ja myślałam,że jestem jedynym takim osobliwym odmieńcem. Nie trzymam się wogóle żadnych tradycji. Pomimo, że sąsiedzi patrzą na mnie ze swoistą złośliwością. Mnie to wisi i powiewa. Robię to co chcę i żyję też tak, jak mi się podoba. Nie obchodzi mnie to, co inni o tym sądzą. Nikt mi niczego nie będzie narzucał, bo i ja się do nikogo nie wtrącam. U mnie jest totalny luz blues i rubta se co kceta na swoim terenie. Jemy to na co mamy akurat ochotę i kiedy chcemy. Taka swoboda mi pasuje i tego zamierzam się trzymać. Pozdrawiam cieplutko i życzę wiosennego optymizmu. :))) Lea

    ReplyDelete
  29. Tak Ci zazdroszcze ze jestes tak daleko i nie MUSISZ spedzac swiat z rodzina ..... ja po swoich tegorocznych moge powiedziec tylko JA PIERDOLE NIGDY WIECEJ
    obiuecalismy sobie ze na przyszla wielkanoc spadamy stad dlaeko od wszystkich......masakra jakas
    dla mojej mamy od rodzinnej atmosfery zdecydowanie wazniejsze jest to zeby na czas bylo pozmywane a ze dzieci sie krzataja w kuchni to przeszkadzaja za bardzo, moja tesciowa jak zwykle zaproszona (SAMA) ciagnie za soba jakis ogon co wkurwia mnie od zawsze w rezultacie dwie zadymy dwie poobrazane tesciowe i to jest kurwa mac bilans PIERDOLONYCH RODZINNYCH SWIĄT jestem taka wsiekla ze mogłabym wrrrrr........ sorry ze znow wyzywam sie na Twoim blogu

    ReplyDelete
  30. A ja nie mam wielkiej rodziny, a i tak moja bratowa zawsze narąbie tyle żarcia, że od samego widoku odechciewa się jeść... Tłumaczy się jej co roku, że to żadna gościnność zabijać rodzinę jedzeniem, że to niezdrowo piec 4 ciasta, etc... Daje to tyle, co nic. W tym roku prawie odwołaliśmy wizytę, ale żal mi się jej zrobiło, bo się ZNOWU narobiła.... Jedyne co dobre, to że nie jęczy, że się narobiła. Sama podchodzę tak - jak ktoś lubi takie przepracowywanie się w garach - jego sprawa. Ja go za to przepraszać nie będę. U mnie jest normalnie, na luzaku, z naciskiem na spacery, wspólne spędzanie czasu.
    Pozdrawiam poświątecznie.

    ReplyDelete
  31. Ależ miałaś odjazdowe święta!
    My też podchodzimy bardzo na luzie, jesteśmy we dwoje, rodzina w Polsce, żyjemy jak lubimy, a że nie lubimy godzinami siedzieć przy stole i wpychać kolejnych regulaminowych dań, to na śniadanie były jajka na twardo w sosie chrzanowym i kawałeczek pasztetu z łososia, który został z poprzedniego dnia. Potem się leniliśmy i żadnego przymusu nie było.
    Acha, chyba nie muszę dodawać, że okien nie polerowaliśmy, dom zawsze jest w miarę czysty, nie ma co przesadzać:)
    P.S. Zazdroszczę Ci tej pogody, w Irlandii to nawet pełnia lata nie jest gorąca;)

    ReplyDelete
  32. Ja tam też odpuściłam świąteczne sprzątanie. I dla mnie to głupota, tak jakbym cały rok nie sprzątała tylko raptem na święta trzeba. A że na swoim w końcu jestem to robię po swojemu. W końcu :)

    ReplyDelete
  33. w moim domu święta zleciały na tak totalnym czilałcie, że czuję się jak wesoła szyneczka -różowa, chudziutka i rozleniwiona :D

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...