Regulamin


Czytelniku...
1. Jesli czytasz, staraj sie to robic ze zrozumieniem. W przypadku sklonnosci depresyjnych, braku poczucia humoru, dystansu do siebie i otaczajacego Cie swiata, lepiej nie czytaj.
2. Blog zawiera tresci oparte na pogladach autorki, nie TWOICH.

3. Nie ma obowiazku podzielania moich pogladow, natomiast jest obowiazek poszanowania mojego prawa do ich posiadania i gloszenia tutaj.
4. Nawet jesli odnosisz wrazenie, ze cos co czytasz dotyczy Ciebie, to tylko Ci sie tak wydaje. Pisze tylko o ludziach, ktorzy sa dla mnie wazni.
5. Tak naprawde to na swiecie sa tylko trzy wazne dla mnie osoby:
a) ja
b) ja
c) jeszcze raz JA:)
6. Komentowanie mile widziane i cenione, ale pamietaj, TWOJ komentarz swiadczy o Tobie, nie o mnie.
7. Blog zawiera slowa uznane ogolnie za nieparlamentarne, jesli Cie to gorszy, przestan czytac teraz.
8. Blog jest otwarty dla wszystkich, ale nie ma obowiazku czytania, robisz to z wlasnej nieprzymuszonej woli i na wlasne ryzyko.
9. Wszystkie teksty i zdjecia zawarte na blogu sa wlasnoscia prywatna autorki. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki podlega karze z artykulu o prawach autorskich.
10. W przypadkach watpliwosci, czytaj te instrukcje wielokrotnie, az do skutku.

Stardust

Wednesday, May 26, 2010

Ding Dong!!!

W niedziele, jak juz pisalam poszlismy spac padnieci, zgaslam zanim zdazylam ulozyc glowe wygodnie na poduszce i mialam wrazenie, ze do rana nawet malym palcem u nogi nie rusze.
I nagle obudzily mnie jakies kuranty.
Querwa!!! W pierwszej chwili myslalam, ze to budzik Wspanialego, ale otworzylam jedno oko i widze, ze Wspanialy spi, budzik tez, a kuranty zapierdalaja i zamienily sie nagle w glosne "ding-dong". Zupelnie zdezorientowana zaczelam odruchowo liczyc te ding-dongi i wyszlo mi 11. Jedenascie glosnych uderzen jakiegos gongu!! Powoli zaczelam sobie przypominac, ki chooj.
Budzik wskazywal godzine 2:20 wiec te 11 halasliwych uderzen do niczego nie pasowalo, ale dzwiek wydawal mi sie dziwnie znajomy...
Wreszcie do mnie dotarlo!! Ja pitole!!! W ramach porzadkowania mieszkania wlozylam nowe baterie do zegara, ale przeciez on juz od lat zaprzestal wydzwaniania kurantow?
To ten zegar, ktory widac na zdjeciu w poprzedniej notce, podpisanym "przestrzen miedzy biurem a kuchnia". Ki diabel??
Od czasu ostatniej przeprowadzki, bez wzgledu na to ile razy zmienialam baterie na nowe, zegar owszem chodzil, ale za cholere nie udalo mi sie go nastawic na wygrywanie kurantow i ding-dongow.
Kupilam go jakies 15 lat temu, przez pierwsze 3 miesiace myslalam, ze oszaleje, bo nie dosc, ze dawal krotkie sygnaly co 15 minut, to jeszcze wydzwanial glosne ding-dongi o konkretnej godzinie.
Pozniej sie do tego przyzwyczailam, a jeszcze pozniej odkrylam, ze mozna go ustawic na 8 godzin ciszy nocnej i nareszcie bylo fajnie.
Kiedys juz mial taki okres, ze nagle zamilkl jak zaklety, potem znow ni z gruchy ni z pietruchy zaczal wydzwaniac, ale od 6 lat milczal jak grob.
Nawet zastanawialam sie czy go nie dac do naprawy jakiemus fachowcowi, ale Wspanialy stwierdzil, ze sie nie oplaca, bo zegar w gruncie rzeczy jest badziewiem. Troche mi bylo zal, ale sie pogodzilam z losem i zegar zostal jako milczaca pamiatka.
W niedziele zauwazylam, ze nie ma baterii, wiec pierdyknelam baterie i zostawilam, bez przestawiania czasu, bo i po co? Pisalam juz kiedys, ze ja z wyjatkiem pracy, mam do czasu stosunek mocno seksualny i mi nie zalezy, ktora tak naprawde jest godzina, wiec nie fatyguje sie ustawianiem zegarow, ale jak widze, ze jakis stoi, to zmieniam baterie i pozwalam mu ruszyc z pozycji w jakiej stanal.
Tak tez postapilam ostatniej niedzieli.
No nic, najwazniejsze, ze sie Wspanialy nie obudzil i mnie nie zjebal, w koncu on musi isc rano do pracy, a ja mam poniedzialki wolne - pomyslalam i przylozylam znow glowe do poduszki.
W ciagu dnia zadzwonil Wspanialy:
-- Co to kurwa bylo? alarm przeciwlotniczy?
-- Nie kochanie, to nasz zegar sie obudzil..
-- Zegar? a co mu sie stalo?
-- A chooj wi co mu sie stalo, ale mowa mu wrocila i teraz znow bedzie dzwonil - wyjasnilam na ile moglam rzeczowo i rezolutnie.
-- Bedzie dzwonil? tak przez cale noce? Ja pierdole, to jak ja mam spac?
-- Nie martw sie postaram sie go przestawic na nocna cisze - zapewnilam i zaraz po odlozeniu telefonu zabralam sie do gmerania w zegarze.
Udalo sie!! Nastawilam go tak, ze ostatnie kuratny odpierdala o 22 i potem zaczyna o 6 rano.
Wczoraj mielismy juz wczesniej taki plan uzgodniony z Spt, ze postaramy sie ja przetrzymac jak dlugo sie da, zeby szybciej przystosowala sie do zmiany czasu, bo te 6 godzin roznicy daje w dupe.
Jak wracalam z pracy, to spotkalismy sie w meksykanskiej knajpie tutaj przy stacji subway'a byla godzina ok. 20:45 i poszlismy cos rzucic na ruszt, niewiele ale cos.
Wspanialy juz wczesniej na dobry poczatek poczestowal ja robiona w domu margarita, wiec postanowilismy kontynuowac. Zjedlismy dwa rodzaje nachos, guacamole, salse, ja i Spt wypilysmy po jednej margaricie, ja pozniej zamowilam sobie druga, bo Spt juz na sile trzymala oczy otwarte. Wspanialy poprawil meksykanskim piwem, posiedzielismy, pogadalismy.
Przy okazji, musze napisac, ze jestesmy oboje zachwyceni jej angielszczyzna.
A w ogole to Spt jest taka laska, ze leb urywa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nagle spojrzalam na nia i mowie do Wspanialego:
-- Plac rachunek i szybko bierzemy taksowke do domu, bo ona juz jest gotowa.
Byla godzina 21 czyli 3 rano w Polsce.
Jeszcze Wspanialy wpadl do sklepu kupic jakies jablka i dwie cytryny, bo bez tego zyc nie mozna i zapakowalismy sie w taksowke, przyjechali do domu, ale nasza ambitna kolezanka, powiedziala, ze nie zasnie dopoki nie da nam prezentow i jeszcze poczekala az rozpakujemy.
Kochana dziewczyna!!! Pochwale sie, a co?
Dostalam sliczny, piekny obrus lniany z serwetkami i pieknym haftem. Obrus jest z serii "swiatalnych" i znow moje chlopaki beda mieli stresa, ale ja uwielbiam czasem takie odswietne elegancje.
Wspanialy dostal ogromny, grubasny album "Complete guide - Poland" czyli przewodnik po Polsce, wydanie angielskie, zaraz zaczal przegladac i wola:
-- Tu bylem!!
Faktycznie bez pudla rozpoznal wnetrze kosciola Mariackiego w Krakowie.
Jak wreszcie Spt wyladowala w lozku dochodzilo jej 23 godziny bez snu, wiem, ze byla zmeczona, wiem, ze padala i wiem, ze brzmi to troche bez serca. Ale tez wiem, ze dzis bedzie mogla spac do woli i jak wstanie, to juz nie bedzie miala problemu z ta roznica czasu.
Narazie jest godzina 6 rano i ciagle spi, wiec ja sobie siedze i po cichutku klikam...
Uwielbiam miec takich gosci:)))

23 comments:

  1. te 6 godzin roznicy i dla mnie bylo zabojcze!i od czego zaczynacie zwiedzanie NY?? Statue of Liberty of course :)

    ReplyDelete
  2. Ivonek--> Ja dzis i jutro pracuje, wiec Spt jest wolna, Statue of Liberty oddaje walkowerem:) Bylam raz i nigdy wiecej, jak ona bedzie chciala to prosze bardzo, ale ja sie na to nie pisze. Dzis mam w planie pokazac jej gdzie pracuje, zeby mogla tam w kazdej chwili podjechac i zaprowadze ja nad Hudson zeby sobie poogladala parade statkow. No i pewnie sobie troche polazi po miescie tak wiesz na luzie.

    ReplyDelete
  3. Ona sobie śpi... a tu jak nie gruchnie kurantem :D
    Od tego odnawiania i pucowania odkurzyliście ducha kurantów :)

    ReplyDelete
  4. Ten zegar stary niby świat... Boisz się waść? :-DDDDD

    ReplyDelete
  5. nienawidzę Was okropnie!!!! ;)

    ReplyDelete
  6. Ukłony dla Twojego gościa i fantastycznych, najbliższych dni dla wszystkich

    ReplyDelete
  7. ech tam, prosze sie nie uzalac. niektorzy po wczorajszym przylocie z Polski dzisiaj pracuja, wiec... ;)))))))

    milego goszczenia zycze obydwom :)

    ReplyDelete
  8. Oesu! toż to zawała dostać można tak w środku nocy jak coś się wydrze albo się tłucze!
    Ciekawe, że takie rzeczy się zawsze dzieją, jak człowiek tak padnięty, że rzeczywiście potrzebuje porządnego odpoczynku.

    ReplyDelete
  9. O faktycznie, fleet week sie zaczal. Milego goszczenia/zwiedzania, dla Ciebie/Spt. Gdyby nie to, ze jutro wylatuje do PL, chetnie bym sie z Wami spotkala!

    ReplyDelete
  10. Najwyraźniej służy Wam wzajemne towarzystwo :)!
    Cieszy takie spotkanie, wyczekiwane od tak dawna, a jeśli jeszcze osoba taka fajna, to już w ogóle.
    Ja dzięki blogowi też już poznałam kilka przewspaniałych osób i nie wyobrażam sobie teraz już życia bez nich!

    ReplyDelete
  11. Ds, podłANczam się w tej nienawiszczy;)

    ReplyDelete
  12. Magenta--> Zanim otworzylam oko, to myslalam, ze jestem w jakims kosciele:)))

    ReplyDelete
  13. Lorenzo--> Dokladnie:) Wasc sie bal, ze sie nie wyspi;))

    ReplyDelete
  14. Zante--> Dziekujemy grupowo:) Zapowiada sie fantastycznie, chociaz dzisiaj maly spacer z Spt dal mi w dupe, bo ja niezwyczajna spacerowac przy 33C. Ale jutro temp. troche spadnie, w piatek jeszcze troche i bedzie fajnie.

    ReplyDelete
  15. b.--> Do pracy nastepnego dnia? Wspolczuje:(

    ReplyDelete
  16. Athena--> Do konca zycia nie zrozumiem dlaczego mi ten zegar robi takie numery:))

    ReplyDelete
  17. Aga-b--> A wiesz, ze nawet rozmawialysmy o takiej mozliwosci:)) Ale Spt pamietala, ze wylatasz, wiec moze innym razem, wiesz ona ma teraz wize na 10 lat, wiec mam nadzieje, ze to nie ostatnia podroz za ocean.

    ReplyDelete
  18. Iw--> Ja mam tez dobre doswiadczenia z ludzmi poznanymi w wirtualu, ktorych potem mialam okazje poznac realnie. To fantastyczna sprawa:))

    ReplyDelete
  19. Ade--> Niech nie nienawiszczy, tylko wsiada z Grubelem na lajbe i sru do Nowego Yorcka:)

    ReplyDelete
  20. Stardust,Ty jesteś moja Terapia, :):)).terapia śmiechem:).
    Życzę miłego spędzenia czasu.
    Pozdrawam Ula.:))

    ReplyDelete
  21. OK, skoro tak to trzymam za slowo! ;) A pogoda to sie Spt na pierwszy caly dzien pobytu dostala, ze hoho. Masakrycznie goraco! Dobrze, ze chociaz wilgotnosc (wzglednie) niska.

    ReplyDelete

Mow do mnie jeszcze....

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...